wtorek, 17 stycznia 2017

Nietypowy post ... prośba o pomoc

Witajcie kochani!

Dawno mnie tutaj nie było, a dziś wpadam z niecodziennym postem i jedynym takim na moim blogu. Ci z was, którzy zaglądają lub zaglądali regularnie to wiedzą, że nic nie związanego z książkami się tutaj nie pojawiało. Było konkretnie i na temat. Tym razem jednak naginam swoje reguły blogowe, a robię to dla dobra mojego synka. Jak wiadomo dzieci najważniejsze.

Jak wiecie kilka miesięcy temu urodziłam synka. Teraz ma już 5 i pół miesiąca i jest totalnym słodziakiem. Energia go rozpiera, sen mógłby dla niego nie istnieć (szczególnie w ciągu dnia) a i charakterek ma niczego sobie (nerwus jak się patrzy no i uparciuch – jedno po mamusi, drugie po tatusiu, czyli równowaga w przyrodzie). Niestety okazało się, że mamy z Filipem problemy. Od samego początku jeździmy po szpitalach, Poznań – Warszawa i na odwrót, a za chwilę dojdzie jeszcze Wrocław. Nasz synek choruje na bardzo rzadką chorobę genetyczną – Zespół Wiskotta – Aldricha – i jedynym lekarstwem na normalne życie i dzieciństwo jest przeszczep szpiku. Obecnie mamy dwóch potencjalnych dawców, a w przyszłym tygodniu mamy jechać na spotkanie z profesorem do Wrocławia.

Do tej pory taką dawkę problemów spotykałam jedynie w książkach a tu proszę, one dogoniły mnie w codziennym życiu. Nie powiem bo nieraz przeżywałam trudy związane z chorobą najbliższych i jest to trudne, jednak gdy choroba dopada własne dziecko jest jeszcze trudniej.

Nowy Rok się zaczął i powoli ruszyła machina zwana PIT-em. Rozliczenia i rozliczenia, często widzicie prośby o przekazanie jednego 1% na jakiś cel bądź osobę. Ja w tym roku też muszę się do Was zgłosić z taką właśnie prośbą… Jeśli zastanawiacie się komu przekazać swój 1% to proszę pomyślcie o nas, a szczególnie o Filipie.

Tak więc mój dzisiejszy post to taki trochę apel i prośba o pomoc. Jakąkolwiek, choćby o udostępnienie… Za każdą pomoc będziemy wdzięczni!



środa, 14 grudnia 2016

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - Joanne Kathleen Rowling, Jack Thorne


wydawnictwo: Media Rodzina
data wydania: 22 października 2016
liczba stron: 368

„Doskonałość jest poza zasięgiem ludzkości, poza zasięgiem magii. W każdej pięknej chwili szczęścia kryje się kropla trucizny: świadomość, że ból powróci.”

Magia… to właśnie do tego świata chciałam powrócić. Bo kiedyś już tam byłam. Zaprosiła mnie do niego moja koleżanka, która pożyczyła mi pierwszą część Harrego Pottera. To od tamtej chwili miałam okazję podróżować po świecie, który od naszego szarego dzieli tylko cieniutka granica. Teraz moje życie jest prawie w całości szare, pokryte grubą warstwą problemów i trosk, a do magii to już całkiem mu daleko. Dlatego też ucieszyłam się, że po tylu latach będę mogła choć na chwilę wrócić, poczuć namiastkę swojego dzieciństwa i oderwać się od tego co tu i teraz. Czy mi się to udało? Tak nie do końca, ale co jak i dlaczego, o tym później. Szał zakupowy na „Harrego Pottera i Przeklęte dziecko” skończył się już jakiś czas temu i zapewne wszyscy zainteresowani mają już książkę za sobą. Ja jestem trochę w tyle, mimo że trafiła ona do mnie jeszcze „gorąca”.
Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym. Podczas gdy Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości, jego najmłodszy syn Albus musi zmierzyć się z rodzinnym dziedzictwem, które nigdy nie było jego własnym wyborem. Gdy przyszłość zaczyna złowróżbnie przypominać przeszłość, ojciec i syn muszą stawić czoło niewygodnej prawdzie: że ciemność nadchodzi czasem z zupełnie niespodziewanej strony.
"[…] w tym pogmatwanym, pełnym emocji świecie nie ma idealnych odpowiedzi.”

Tym razem Harry Potter to nie stu procentowy Harry. Jak wyraźny napis na okładce głosi jest to scenariusz sztuki teatralnej, czyli nie ma mowy o wciągającej powieści do jakiej przywykliśmy i na jaką zapewne każdy ma ochotę. Tu nie ma mowy o rozczarowaniu wynikającym z niewiedzy. Każdy wie co kupuje, bierze do ręki, czyta i na co się pisze. Pomijając jednak sam fakt tej wersji, która obdziera czytelnika z zatonięcia w morzu wyobraźni, a upraszcza ją wręcz prawie w całości, to brakuje mi tutaj klimatu i charakteru. Od razu widać, że nie ma tu finezji Rowling, że brakuje autentyczności, którą pamiętamy z dawnych tomów. Całość to zlepek wydarzeń, poszczególne sceny i przeskoki w czasie. Chaos, który pokazuje jak trudno być synem sławnego ojca. I jak trudno być ojcem. Jest tutaj również mowa o głębokiej przyjaźni, która może zadziwić, a także walka dobra ze złem.

Tak jak wspomniałam już wcześniej „Harry Potter i Przeklęte dziecko” nie do końca spełnił moje oczekiwania, a już na pewno jeśli chodzi o świat czarodziejów i magię, której dużo to tu nie znajdziecie. Z drugiej strony nie miałam też jakiś wielkich wymagań, nie liczyłam na emocje porównywalne z dawnym Harrym, jednak ciut więcej klimatu mogło by być. Mam wrażenie, że całość jest trochę naciągana i przekombinowana. Nie jest jednak tak tragicznie jak w przypadku nieudanej próby Stephanie Meyer i kombinacji ze „Zmierzchem” . Spokojnie można przeczytać i zobaczyć jak „potoczyły” się losy naszych ulubionych bohaterów i zapoznać się z nowym pokoleniem. Być może w wersji scenicznej zauroczyłaby mnie ta sztuka o wiele bardziej.

„Cierpienie jest rzeczą równie ludzką jak oddychanie.”

piątek, 2 grudnia 2016

Nowy, mały czytelnik :-)


Cztery miesiące temu na tym świecie zawitał pewien mały czytelnik. MÓJ mały czytelnik, który już zbiera swoją kolekcję książeczek, na razie tylko obrazkowych, ale co książka to książka. :-) Ta mała osóbka zajmuje 99,9% mojego dnia, dlatego czasu na czytanie jest tak mało. Niestety mało jest mnie też tutaj i na Waszych blogach... Jest dziecko, są ogromne problemy, ale się nie poddaje i z bloga nie rezygnuję. Wszystko wolniej idzie, ale jednak sunie naprzód.

Ten post jest po to, abyście wiedzieli, że moja nieobecność to żaden kaprys, tylko poważny brak czasu! Mam nadzieję, że z czasem wszystko ułoży się tak, jak to sobie planowałam i powrócę do dawnej aktywności :-)

czwartek, 17 listopada 2016

Zostaw mnie - Gayle Forman


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 22 listopada 2016
liczba stron: 432

„Czasami pozostawienie kogoś własnemu losowi stanowi najpełniejszy wyraz miłości.”

Uciec. Odejść. Spakować kilka drobiazgów, kilka banknotów i zostawić za sobą wszystko. Rzucić wszystko w diabły i pewnego dnia wrócić bądź też nie… Któż z nas, chociaż raz o czymś takim nie pomyślał? Myślę, że większość na pewno…Ogarnięci codzienną monotonią, problemami, obowiązkami, gonitwą… Słyszymy w uchu niewinny głosik (no odważ się, już masz dosyć, zawalcz wreszcie o siebie!) a w głowie wyświetla się krótkometrażowy film, w którym widzimy pociąg, zadymiony peron, pośpiech, adrenalinę, upragnioną wolność...Jednak opieramy się pokusie bo dręczy nas jedno pytanie. Co by było gdybym to zrobił/ła? Przykładowy scenariusz takiej ucieczki naszkicowała dla nas w swojej najnowszej książce Gayle Forman. „Zostaw mnie” - bo to o tej książce mowa- to bilet na pociąg, który pozwoli nam uciec. Znaleźć się w bańce ochronnej i skupić choć chwilę na sobie, tak jak Maribeth, bohaterka tej oto książki. Postać, z którą w łatwy sposób można się utożsamić, przeistoczyć w nią i spojrzeć na wszystko swoimi oczami. Oczywiście inne okoliczności, inne miejsca, inni ludzie, ale ogólny zarys pasuje.
Maribeth Klein to wiecznie zabiegana pracująca matka. Wszystko co wiąże się z domem, z mężem i z dziećmi spoczywa na jej barkach – nawet w czasie rekonwalescencji po zawale zwolniona jest jedynie od obowiązków zawodowych. W okresie rekonwalescencji Maribeth nabiera przekonania, że nie jest w stanie sprostać wymaganiom wszystkich wokół, decyduje się więc na krok zupełnie nie do pomyślenia. Pakuje się i wyjeżdża. 
„Mówi się czasem, że ze strachem trzeba się mierzyć odważnie.”

Bo strach to trudny przeciwnik i potrafi grać nieczysto. Doskonale zna się na niszczeniu. Niszczeniu człowieka od środka, powoli po kawałeczku...A człowiek, który chce z nim wygrać musi podnieść wysoko czoło i nie dać się mu stłamsić. Starach przybiera różne formy, twarze… boimy się o zdrowie partnera, dzieci, rodziców, przyjaciół. Możemy bać się śmierci. Utraty pracy. Zdrady, a nawet głupiej ciemności. Można również bać się prawdy.

„Prawda cię wyzwoli, ale najpierw cię unieszczęśliwi.”

To właśnie strach i prawda są ważnymi elementami w tej powieści. Oba się ze sobą łączą i komponują z całą resztą. Nasza bohaterka nagle z dnia na dzień musi zmierzyć się z chorobą, uświadamia sobie, że jej serce na moment zatrzymano, a to coś w niej zmieniło. Otworzyło puszkę pandory, z której wypłynął strach. Zwyczajny, znany każdemu na co dzień. Lęk przed śmiercią, przed tym co stanie się z dziećmi. Choć z drugiej strony to pewien paradoks, bo przecież zostawia męża, dzieci i ucieka by odpocząć. Podświadomie dąży do prawdy. Do poznania własnych emocji a także przeszłości. Pod pozorem „znalezienia medycznych odpowiedzi” staje na drodze do odkrycia biologicznej matki. Cienia, który od zawsze wisiał w powietrzu, choć obchodziła go z daleka. Strach ogarnął też prawdę, która czyha za zakrętem. Natrafiamy tu także na lęki drugiego człowieka. Bo przecież nasi bliscy mają swoje prywatne potworki w szafie.

„Zatem nigdy nie wiadomo, co czeka na człowieka po drugiej stronie. Może to wcale nie jest aż takie straszne, że się nie wie. Może właśnie na tym polega życie.”

Jak już wiadomo główną bohaterką jest Maribeth, matka, żona, dziennikarka. Kobieta zmęczona teraźniejszością i żyjąca przeszłością, a konkretnie wspomnieniami o udanej przyjaźni, która z biegiem lat się zmieniła. To wytwarza pewną pustkę i gorycz, a gdy dochodzi do tego strach o dzieci i rekonwalescencję po zawale, miarka się przebiera. Skoro mąż może uciekać od obowiązków to i ona może zadbać o siebie i stworzyć swoją bańkę spokoju. W tym celu zwyczajnie ucieka. Odcina się od wszystkich i wszystkiego. Przy tym wraz z ozdrowieniem ciała przychodzi i zdrowie psychiczne. Mają na to wpływ nowi ludzie, nowe miejsce i okoliczności. A także szczerość…

„Zostaw mnie” to powolna podróż jaką przebywa główna bohaterka, a wraz z nią i my. To obraz macierzyństwa, kobiecości oraz zwyczajnego człowieczeństwa. Autorka pokazuje nam jak trudne bywa dążenie do perfekcji i jak szkodliwe jest tłamszenie wszystkiego w sobie. Lawinę emocji, smutku, zmęczenia może wywołać cokolwiek, w tym przypadku choroba, która wypuszcza na światło dzienne demony Maribeth, ale również wyzwala w niej bunt i siłę do walki. Znajdziemy tutaj również temat adopcji, a konkretnie próbę odnalezienia biologicznych rodziców lub też porzucone dzieci. Nie można sprowadzić tego do dwóch barw: czerni i bieli. To wszystko jest bardziej skomplikowane niż się wydaje. Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy. Akcja toczy się w wolnym tempie, więc nie przypadnie do gustu osobom, które lubią zawrotną prędkość w literaturze. Atmosfera jest melancholijna, czytelnik może odczuć zmęczenie głównej bohaterki, co na początku trochę mnie męczyło. Jednak od początku czułam się zaintrygowana tym, co zrobi główna bohaterka i jak to wpłynie na jej życie oraz jej rodziny. Przyznam się, że pochłonęłam ją w szybkim tempie, gdyż lubię książki tego typu więc jestem mile zaskoczona. Mimo tego, że całość nie jest jakoś mega lekka i zabawna to ma w sobie to coś.

Podsumowując… Warto czasem pomyśleć o sobie. Zajrzeć w głąb siebie i stworzyć sobie swoją bańkę bezpieczeństwa i niekoniecznie musi to być nagła ucieczka. Warto również szukać odpowiedzi i walczyć ze strachem. Zacząć żyć teraźniejszością i nie myśleć ani o tym co było, ani o tym co ludzie powiedzą. Nikt za nas życia nie przeżyje, a co ważne, rodzic (w tym przypadku matka) też człowiek! Gayle Forman stworzyła książkę refleksyjną, z powolnym tempem, emocjami i analizą strachu. Jeśli lubicie takie klimaty to polecam, jeśli jednak szukacie fajerwerków to odradzam.

„Blizny są jak tatuaże, tyle że kryje się za nimi lepsza historia.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

wtorek, 1 listopada 2016

Skaza - Cecelia Ahern


wydawnictwo: Akurat
data wydania: 26 października 2016
liczba stron: 448

„Na błędach można się uczyć. Jeśli nigdy nie popełnisz błędu, to nigdy nie zmądrzejesz.”

Ceceli Ahern i jej twórczości raczej nie trzeba przedstawiać. Chyba większość kojarzy takie tytuły jak: „Love, Rosie”, „Pora na szczęście”, „PS Kocham Cię” czy „Sto imion”. To tylko niektóre powieści w dorobku autorki. Dwie z nich znamy ze szklanego ekranu, a teraz nadszedł czas na kolejną, zarówno wersję książkową jak i w niedalekiej przyszłości filmową. „Skaza” - bo o tym tytule mowa – swoją premierę miała 26 października, czyli nie tak dawno temu. Jest to powiew świeżości jeśli chodzi o twórczość autorki. Dlaczego?
Ukarana przez bezduszny Trybunał, 17-letnia Celestine, zostaje ikoną rewolucji zmierzającej do obalenia rządów ludzi, którym się wydaje, że mają prawo narzucać społeczeństwu swoje moralne i obyczajowe dogmaty. Choć napiętnowana Skazą, razem z ukochanym Carrickiem podejmuje walkę o powrót jej świata do normalności.
 A dlatego, że „Skaza” jest pierwszą powieścią na koncie Ceceli Ahern skierowaną do miłośników gatunku Young Adult. Jest to książka typowo młodzieżowa (którą oczywiście mogą przeczytać również dorośli fani autorki) i zawiera to, co powinno zainteresować taką grupę czytelników. Zaczynając od nastoletniej miłości, poprzez niebezpieczną walkę z bezdusznym i niekoniecznie sprawiedliwym systemem, konspiracjami i politycznymi zagrywkami. Po prostu nastolatka kontra dorośli… Wszystko to oczywiście obsadzone w niedalekiej przyszłości, a więc zostawić można za sobą teraźniejszość i nie zwariować na punkcie dziwnych maszyn, stworzeń i nie wiadomo jakiej technologii. Ciekawie, ze smakiem i bez przesady. Nie znajdziecie tutaj również przesłodzonego wątku miłosnego, który ciągnie się przez całą książkę. Kolejna rzecz, której nie znajdziecie to obiecana „budząca się namiętność”. Dojechałam do końca i zastanawiałam się, gdzie przeoczyłam ten szczegół. Być może wraz z wiekiem zapomina się o nastoletnich namiętnościach i przekierowuje na te dorosłe…

Historia 17-letniej Celestine pokazuje jak jeden dobry uczynek, odruch serca, okazanie życzliwości i wyjście przed szereg może zmienić życie. Nagle lądujemy na świeczniku, a w tym przypadku mamy cholerne kłopoty. Nie da się nie użyć takiego słowa, gdy z dnia na dzień zostaje się człowiekiem ze skazą charakteru i to aż w takim stopniu. Jednak uczy nas, a w konkretnie to przypomina, że na błędach można się sporo nauczyć i więcej ich nie popełniać. Ponadto nikt, żaden człowiek nie jest idealny. Każdy ma jakąś skazę (ja na pewno ;)). Zresztą, gdyby wszyscy byli idealni to było by nudno. Każda taka skaza czyni nas na swój sposób kimś wyjątkowym, zwyczajnie człowiekiem z krwi i kości. Warto być sobą i kierować się własnymi uczuciami, a nie robić czegoś pod publiczkę, co jest szczególnie ważne w okresie dojrzewania. Choć i dorosłym zdarza się kreować się na chodzący ideał i krytykować innych. Obawiam się, że w dzisiejszych czasach co niektórzy chętnie wypalili by temu czy owemu jakieś piętno. Za co? Za własne zdanie, osobowość, wybory…

Jeśli mam być szczera, a jestem i chce z Wami być to książkę Ceceli Ahern brałam w ciemno. Nowa pozycja, muszę ją mieć! Uwielbiam twórczość tek autorki i pozytywnie mnie nastraja więc ją chce! No i dostałam. Gdy trafiła w moje ręce poczułam ciekawość wymieszaną z obawą. Czy jednak mam ochotę na coś dla młodzieży? Czy autorka tym razem również mnie oczaruje? Co ją podkusiło, żeby pchać się w ten gatunek? Pytania, pytania i pytania. Jednak, żeby uzyskać odpowiedź musiałam przeczytać. Ostatnimi czasy jestem trochę na bakier z literaturą młodzieżową, odstawiłam ją na boczny tor. Stąd pewnie moje obawy co do tej książki. Przyznam, że są książki młodzieżowe, które mają w sobie to coś i mnie wciągają, jednak nie czytam ich już tak hurtowo jak dawno temu. Powód? Latka lecą i chyba gusta się zmieniają. Jednak autorka mnie nie zawiodła. Nie jest to coś na co w pełni liczyłam i czego doświadczałam podczas innych jej książek, ale nie jest to też klapa. Po prostu coś innego, co także Ceceli Ahern wyszło. „Skaza” może się podobać. Potrafi wciągnąć i umilić czas. Otwarte zakończenie rozpala apetyt na więcej. Nie raz już udowodniła, że potrafi czarować piórem. Tym razem nie czuję się w pełni oczarowana i nastawiona refleksyjnie, ale nie mogę też określić tej powieści jako jakiś niewypał. Jest to dobra książka, która naprawdę umili czas. W przyszłości będzie można wersję książkową porównać z filmem, gdyż prawa do ekranizacji książki zakupił Warner Bros, a za produkcję podobno odpowiadają twórcy filmów takich jak: „Diabeł ubiera się u Prady” czy też „Forest Gump”. jeśli te filmy zrobiły na Was wrażenie, a i książki Ceceli Ahern pochłaniacie to może warto dać im szansę.


„Nieświadomość jest słodka. Wiedza to często odpowiedzialność, której nikt nie chce.”

niedziela, 30 października 2016

Bestsellery na jesienne i chłodne wieczory.


W kalendarzu i za oknem mamy już od jakiegoś czasu jesień. Raz złotą, a za chwilę szarą. To wszystko urozmaicone wiatrem, mgłą czy deszczem. Czyli żadna nowość, a tylko nasze klimatyczne realia. Tak sobie myślę, że jesień to ulubiona pora roku każdego pochłaniacza książek. Na dworze jak wiadomo nie zawsze jest przyjemne. Spacery owszem są przyjemne, ale nie tak długie jak latem, a to zachęca do siedzenia w domu. Umilić sobie można czas na wiele sposobów jednak My kochamy czas spędzony w towarzystwie książki, ciepłej herbatki, kakao, winka czy co kto lubi. W tle może lecieć sobie lekka muzyczka, a zmarznięte stópki można okryć ciepłym kocykiem. Jak widać kiepska pogoda i długie wieczory to idealna wymówka, żeby nie wychodzić z domu i korzystać z nowości książkowych. U mnie co prawda ostatnio wszystko stanęło na głowie i na czytanie mam zdecydowanie mniej czasu jednak staram się korzystać jak tylko mogę. Skoro o nowościach mowa, to podrzucę tutaj listę moich jesiennych bestsellerów, które z pewnością warto przeczytać.

Propozycja numer 1:


Olga Rudnicka i jej powieść „Były sobie świnki trzy” to idealna pozycja na jesienną chandrę! Jak wiadomo autorka słynie z lekkich kryminałów, które wypełnione są po brzegi humorem. Raz czarnym, a innym razem kolorowym, ale zawsze w dobrym tonie! Przynajmniej na mnie on działa i to nawet w trudnych życiowych momentach. Jest to moje antidotum i dlatego polecam jej książki zawsze i to wcale nie dlatego, że obie mieszkamy w jednym mieście! Tak więc, jeśli potrzebne Wam „wsparcie dobrym humorem” to polecam! Jeśli jesteście ciekawi co konkretnie sądzę o najnowszym dziele autorki to zapraszam do mojej recenzji... (jeśli ktoś nie czytał).

Propozycja numer 2:


Drugim gorącym hitem wydawniczym jest „Harry Potter i przeklęte dziecko”. Jak zapewne wiecie księgarnie pękały w szwach przepełnione po brzegi chętnymi nabyć najnowsze dzieło z Harrym. Nawet w biedronce od razu się ukazała i niektórzy odwiedzający sklep zabierali świeżutki egzemplarz do domu. Ja swój egzemplarz również posiadam, tak więc cała kolekcja będzie cieszyć moje oko na półce. Nie mogłam odmówić sobie przyjemności z obcowania z magią. Świat czarodziejów znowu wzywa swoich wiernych fanów, choć w zupełnie innym wydaniu. Tym razem nie dostaniecie tradycyjnej formy powieści, a sztukę teatralną – o czym zapewne wiecie – i zapewne nie wszystkim przypadnie ona do gustu. Domyślacie się zapewne, że jest to raczej okrojona wersja w porównaniu z siedmioma tomami o naszym ulubionym Harrym. Myślę jednak, że warto przeczytać i znów choć przez chwilę poczuć się na „starych śmieciach”. Ja już zaczęłam czytać i już niedługo podzielę się z Wami wrażeniami jakie na mnie wywarła. Myślę, że dla wszystkich fanów Harrego Pottera i całej bandy to będzie gorący kąsek do nabycia i bez dwóch zdań bestseller jesieni.

Propozycja numer 3:


Guillaume Musso i jego jego najnowsza powieść „Ta chwila” to mój czwarty faworyt na tej liście. Co prawda, jeszcze nie miałam okazji książki czytać, jednak już jest na mojej półce. Twórczość tego autora wręcz pokochałam i biorę ją w ciemno! Mam kilku ulubionych autorów, których książki kupuje bez jakiegoś większego zastanowienia i do nich zalicza się właśnie ten autor. Jeszcze nie zawiodłam się na jego twórczości. Odpowiada mi jego styl, to jak tworzy fabułę, napięcie i całą atmosferę. Nie mogę się doczekać, aż będę mogła wyczarować sobie chwilę spokoju i zanurzyć się w fabułę jego najnowszej książki. A po ocenach na LC widzę, że trzyma równie wysoki poziom jak te tytuły, z którymi już się zapoznałam. Tak więc moje oczekiwania wobec tej książki są ogromne. Czy się nie zawiodę? Zobaczymy. Mam jednak nadzieję, że nie.

Propozycja numer 4:


Teraz coś z zupełnie innej beczki. Będzie poważnie. Będzie o śmierci i odwadze. Będzie o lekarzu, który sam stał się pacjentem i poznał tajniki swojego zawodu z obu stron. Czyli o życiu i chorobie doktora Paula Kalanithiego, wybitnego neurochirurga, któremu los poprzestawiał tory. Wywrócił do góry nogami, a ambitne plany odstawił do kąta. „Jeszcze jeden oddech” to autentyczna opowieść o odważnej i rozsądnej walce z chorobą. Chorobą, która jak widać nie omija także lekarzy. To wyścig z czasem, by zostawić po sobie ślad – swoim najbliższym jak i nam – ludziom, czytelnikom – chorym i tym, którzy doświadczyli choroby bliskiej osoby. To fragment z życia ambitnego lekarza, męża i również pacjenta. Paul Kalanithi chciał stworzyć coś, co ułatwi czytelnikowi zaakceptowanie własnej śmiertelności. Chciał dodać otuchy i odwagi, aby stawić jej czoło. Pewnego dnia do swojego przyjaciela napisał tak: „Jeśli chodzi o raka płuc, to nie ma w nim nic egzotycznego. Jest wystarczająco tragiczny, a zarazem łatwo go sobie wyobrazić. Dzięki temu czytelnik może wejść w moje buty, pochodzić w nich chwilę i stwierdzić: A więc tak to wygląda z tej perspektywy...Ale prędzej czy później wskoczę z powrotem we własne obuwie.” Czy mu się to udało? Myślę, że chyba tak. W tej książce urzekła mnie prostota, ciepło i świadectwo miłości jakie z niej płynie. Można się wzruszyć i gdzieś tam w środku uśmiechnąć.

Teraz koniec z nowościami… Być może sypnę z rękawa banałem, ale ja nie wyobrażam sobie jesieni bez twórczości Sir Arthura Conan Doyle'a i przygód mojego ulubionego Sherlocka Holmesa – tym bardziej, że wreszcie dostałam od męża moją upragnioną „Księgę wszystkich dokonań…” Czytając, oczami wyobraźni widzę, salonik na Baker Street, trzask ognia w kominku, dym ulatujący z fajki, przytulne światło, stare meble i dwoje przyjaciół rozprawiających nad jakaś sprawą. To samo dotyczy twórczości Agathy Christie. Kwintesencja smaku sama w sobie! Moi drodzy klasyka ponad wszystko! Choć oczywiście nigdy nie odmówię sobie nowości wydawniczych… muszę być w miarę na bieżąco co w trawię piszczy!

Na tym zakończę swoją listę...Nie jest ona długa, być może nie ma na niej nic zaskakującego, ale są to książki, z którymi obcuje i chce obcować. Nowości i „starocie” jedno i drugie idealnie się ze sobą uzupełnia i czyni jesień znośną. Szkoda, że czasu na czytanie nie ma tyle co kiedyś...choćby jeszcze rok temu…Książek, które przewiną się przez moje ręce jest zdecydowanie więcej, jednak wybrałam tylko kilka…

Wszystkie wymienione książki można zakupić z atrakcyjnymi rabatami na merlin.pl


piątek, 21 października 2016

Książka do napisania


wydawnictwo: Wydawnictwo AlterNatywne
data wydania: 15 lipca 2016
liczba stron: 312

Tym razem nie zaproponuje Wam żadnej wciągającej powieści. Naprawdę! Żadnego kryminału, romansidła, młodzieżówki, literatury faktu czy czegoś z pozostałych gatunków literackich. Tabula rasa, czyli niezapisana kartka – to chce dzisiaj Wam zaproponować. Całą książkę pustych, czystych kartek, stronnic, które sami możecie zapełnić. Jak? Sami zdecydujecie w jaki sposób i kiedy.

„Książka do... napisania” to moja propozycja na dziś. Polecana jest szczególnie dla osób, które lubią pisać lub marzą o tym żeby spróbować. Czyli dla kogoś takiego jak ja! Dawno temu pisałam i mam zamiar do tego wrócić… Może zostanie po mnie coś dla potomności, jakieś wnuczęta wygrzebią w rupieciach moje zapiski i choć trochę je zainteresuje. Piszę „zapiski” bo w tej książce wcale nie musi powstać żadna powieść, która podbije świat, choć i tak może się zdarzyć. Piszecie wiersze? Pamiętnik? Tworzycie własne przepisy? Może rysujecie i tworzycie zabawne historyjki? Proszę bardzo, co tylko zechcecie może się w tej książce znaleźć. Wasza książka, Wasza sprawa.



Oczywiście pisać można w najzwyklejszym zeszycie, w komputerze, w notatniku, w telefonie, na serwetkach, paragonach… jednak można też sprawić sobie nie lada frajdę i zapełnić własną książkę, która będzie cieszyć oko na półce. O wiele lepiej prezentuje się ona niż zwyczajny notes czy zlepek kartek. Wydana jest naprawdę dobrze. Twarda oprawa, czyste świeżutkie kartki, tasiemkowa zakładka i co ważne, podkładka w kratkę i linię (co kto lubi), aby pisać prosto, a nie po skosie – co mi się często zdarza. Swoją drogą sama okładka już przyciąga wzrok oraz zachęca do stworzenia fantastycznej historii lub przeżycia czegoś magicznego… Już jakiś czas temu wpadła mi w oko i chciałam ją mieć. Jednak zwlekałam z zakupem, później o niej zapomniałam aż do czasu, gdy trafiła w moje ręce.


Podsumowując… „Książka do...napisania” to gadżet dla osób twórczych, które chcą mieć na półce bądź w szufladzie coś bardziej eleganckiego niż zwyczajny zeszyt. To pole do popisu Waszej wyobraźni. Możecie wyrażać siebie do woli. Myślę, że jest to idealny pomysł na prezent dla takiej właśnie osoby. Niebanalne, a zachęcające do wyrażania siebie. Fakt faktem jest to droższa przyjemność niż zeszyt, ale też tańsza niż jakiś mega porządny notes, który kosztuje dwa razy tyle. Chyba większość z Nas chciałaby zobaczyć na półce własną książkę, a ta pozycja Nam to w jakiś sposób umożliwia. Ja w najbliższym czasie przystąpię do zapełniania swojego egzemplarza (czym? Jeszcze nie wiem...może wiersze, może opowiadania) i z pewnością niedługo pochwalę się efektami swojej grafomanii.

Za książkę dziękuję:
Zapraszam również na oficjalną stronę książki: