sobota, 4 lutego 2017

Królestwo za mgłą - Michał Wójcik, Zofia Posmysz


wydawnictwo: Znak Literanova
data wydania: 30 stycznia 2017
liczba stron: 320

„Bo nawet kat ma słabości. A ofiara nie zawsze jest bezbronna.”

Są książki, po które jeszcze dobrych kilka lat temu bym zwyczajnie nie sięgnęła. Taki tematycznie ciężki kaliber, który może przytłoczyć, zniechęcić itp. Do tej ciężkiej kategorii zaliczyłabym „Królestwo za mgłą”, książkę, w której znajdziecie efekt piętnastu spotkań Michała Wójcika z Zofią Posmysz, więźniarką Auschwitz, Ravensbruck i Neustadt – Glewe. Wtedy powiedziałabym – nuda – a dziś?
Trafiła do Auschwitz, mając niespełna dziewiętnaście lat. Ponad siedemdziesiąt lat po wojnie zdecydowała się po raz pierwszy opowiedzieć całą swoją historię. Zofia Posmysz mówi o tym, skąd czerpała wewnętrzną siłę, choć była świadkiem niewyobrażalnego. I jak to się stało, że ponownie zaufała życiu.
Dziś nie tylko przeczytałam z zainteresowaniem, ale dodatkowo z szokiem wymalowanym na twarzy! Każda strona i pytanie wywoływało zainteresowanie, żywą ciekawość, a czasem niedowierzanie. Nie tyle samym okrucieństwem katów, bo nasłuchało się i naczytało już trochę na ten temat, a wyobrazić sobie to raczej trudno. Wszystko to brzmi jak z koszmaru czy najgorszego horroru, aż trudno sobie uzmysłowić, że człowiek jest zdolny do takich czynów. Chyba żadne słowa nie są w stanie dokładnie opisać tych makabryczności...choć podobno malarstwo Beksińskiego dobrze obrazuje klimat (według Zofii Posmysz). Mój szok wywołały słowa rozmówczyni Michała Wójcika, to jak ona potrafi postrzegać te mroczne lata. To miejsce, które było zwyczajnie piekłem na ziemi. Pani Zofia dostrzega smugę piękna, tam gdzie inni widzą tylko grozę. Zadziwiające jest jej podejście do tego koszmaru, do wspomnień...jej siła, wola wolności i wiara...a także jej relacje z innymi więźniami, a szczególnie z oprawczynią Franz. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z takim podejściem, z taką analizą tematu Auschwitz czy też jakiegokolwiek innego obozu. Oczywiście relacja pani Zofii również przyprawia o dreszczyk grozy, ona również przeżyła koszmar i nie miała sielankowego życia. A mimo to, widzi to czego zwykle nie da się zobaczyć czy poczuć. Po raz któryś dochodzę do wniosku, że to wyjątkowa osoba, ciekawa postać, kobieta która ma dużo do powiedzenia.

Opowiada to nie tylko w tym wywiadzie, ale również w swojej twórczości. Jej „Pasażerkę” sfilmował Andrzej Munk a konkretnie zaczął nad nią pracować, bo w międzyczasie zmarł. Co ciekawe klimat obozu został również wystawiony jako opera, która zdecydowanie bardziej przemówiła do Zofii Posmysz niż wspomniany wcześniej film. Z jej punktem widzenia nie każdy się zgadza...jej literackie obrazy są w pewien sposób przełomowe. A ja przyznaję, że nie kojarzę nic co wyszło spod pióra naszej głównej bohaterki ani nie kojarzę filmu.


„Najważniejszy jest głód, trzeba go zaspokoić. Czasami się to udawało. A gdy już można było go zaspokajać […] to człowiek zaczynał dostrzegać więcej. Na przykład piękno. Wiem, to dziwnie brzmi. Ale tak było. Pamiętam pewien poranny apel. Nad linią horyzontu wstawało słońce, budził się dzień, budziła się przyroda. Dostrzegłam to. Zatopiłam się w kontemplacji. Nie przeszkadzało mi szczekanie psów, wrzaski anwajzerek, krzyki popychanych czy bitych. Nie w tym momencie. Inna sprawa, że wyższe uczucia były dostępne tylko w sytuacji oswojenia. Gdy człowiek uświadomił sobie, że tu i teraz jest moje życie. Nie wiem, kiedy stąd wyjdę, ale póki żyję, to muszę tak żyć, jakby to była norma. Gdy więzień przyjął to wiadomości i się z tym pogodził – otwierał się. Nie od razu… Musiało minąć sporo czasu. Gdy minął szok i zmieniły się warunki życia. U niektórych to były dwa, trzy tygodnie. U innych kilka miesięcy. A jeszcze inne kobiety nigdy się z tym nie pogodziły”


„Królestwo za mgłą” to 15 spotkań, w których możemy uczestniczyć zagłębiając się w lekturę. To mnóstwo pytań i satysfakcjonujących odpowiedzi. Z tej rozmowy dowiemy się o życiu w obozie, o zagrożeniu, głodzie, próbie przetrwania, a także o ludziach. O imionach i nazwiskach, które miały twarze. Oczami wyobraźni zobaczycie bród, poczujecie smród, będziecie taplać się w błocie a przed oczami staną wychudzone postacie w pasiakach. W dziwnej mgle zatoniecie jak więźniarki obozu, jak Zofia Posmysz. Książka została wzbogacona o zdjęcia, wiersze obozowe Zofii Posmysz, a także tekst, który ukazał się w „Głosie Ludu”, a który został podpisany numerem obozowym pani Zofii. Ktoś może powiedzieć, że to kolejna książka na ten sam temat, ale nigdy za dużo książek, które są ciekawe i mogą coś wnieść do naszego życia. Każda taka zostawia coś w naszej pamięci – ta również. Ta książka to dowód na to, że o piekle można mówić na wiele sposobów. Każdy ma swoje subiektywne odczucia. Moje spotkanie z Zofią Posmysz uznaję za owocne i jeśli lubicie książki tego typu to polecam. Jednak, jeśli ktoś nie preferuje takiej tematyki i tego typu książek to nie zabierajcie się za moją dzisiejszą propozycję.

Obraz Zdzisława Beksińskiego
Obraz Zdzisława Beksińskiego
Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

niedziela, 22 stycznia 2017

Książka do... napisania - moje wypociny


Dzisiaj przychodzę do Was z postem, który powinien na blogu pojawić się dawno temu, a piszę go w przerwach między jednym, a drugim przebudzeniem mojego synka. Czasu mało a i baterii w laptopie niewiele więcej.

„Książka do... napisania” trafiła w moje ręce już jakiś czas temu. Zaprezentowałam ją również na blogu (TUTAJ) i mam nadzieję, że potrafiłam kogoś do niej zachęcić. Zobowiązałam się też do jej zapełnienia. Miało to nastąpić już jakiś czas temu, jednak ze względu na sytuację, z którą obecnie się zmagam, trwało to trochę dłużej niż powinno. W moim egzemplarzu jak na razie znajduje się kilka wierszy, początek opowiadania i moje matczyne zapiski wzbogacone zdjęciami. Pomysłów na opowiadania mam mnóstwo i z pewnością kiedyś zostaną one przelane na papier tej książki. Zapełnianie stron to niezła frajda i ma się świadomość, że tworzy się coś na dłużej i w każdej chwili można do tych zapisków wrócić. Można też poczuć się jak prawdziwy pisarz. Nikt, ani nic na nie ogranicza. W książce może znaleźć się dosłownie wszystko co tylko chcemy, a po zapełnieniu wystarczy tylko odłożyć ją na honorowym miejscu na naszej półce i już mamy swoją własną, autorską książkę, a jak już wspomniałam w poprzednim poście, w twardej oprawie prezentuje się ona wyśmienicie. Ja już wiem, że na tym jednym egzemplarzu z pewnością się nie skończy.

Poniżej kilka zdjęć prezentujących moją pracę:









Za książkę dziękuję:
Zapraszam również na oficjalną stronę książki:


wtorek, 17 stycznia 2017

Nietypowy post ... prośba o pomoc

Witajcie kochani!

Dawno mnie tutaj nie było, a dziś wpadam z niecodziennym postem i jedynym takim na moim blogu. Ci z was, którzy zaglądają lub zaglądali regularnie to wiedzą, że nic nie związanego z książkami się tutaj nie pojawiało. Było konkretnie i na temat. Tym razem jednak naginam swoje reguły blogowe, a robię to dla dobra mojego synka. Jak wiadomo dzieci najważniejsze.

Jak wiecie kilka miesięcy temu urodziłam synka. Teraz ma już 5 i pół miesiąca i jest totalnym słodziakiem. Energia go rozpiera, sen mógłby dla niego nie istnieć (szczególnie w ciągu dnia) a i charakterek ma niczego sobie (nerwus jak się patrzy no i uparciuch – jedno po mamusi, drugie po tatusiu, czyli równowaga w przyrodzie). Niestety okazało się, że mamy z Filipem problemy. Od samego początku jeździmy po szpitalach, Poznań – Warszawa i na odwrót, a za chwilę dojdzie jeszcze Wrocław. Nasz synek choruje na bardzo rzadką chorobę genetyczną – Zespół Wiskotta – Aldricha – i jedynym lekarstwem na normalne życie i dzieciństwo jest przeszczep szpiku. Obecnie mamy dwóch potencjalnych dawców, a w przyszłym tygodniu mamy jechać na spotkanie z profesorem do Wrocławia.

Do tej pory taką dawkę problemów spotykałam jedynie w książkach a tu proszę, one dogoniły mnie w codziennym życiu. Nie powiem bo nieraz przeżywałam trudy związane z chorobą najbliższych i jest to trudne, jednak gdy choroba dopada własne dziecko jest jeszcze trudniej.

Nowy Rok się zaczął i powoli ruszyła machina zwana PIT-em. Rozliczenia i rozliczenia, często widzicie prośby o przekazanie jednego 1% na jakiś cel bądź osobę. Ja w tym roku też muszę się do Was zgłosić z taką właśnie prośbą… Jeśli zastanawiacie się komu przekazać swój 1% to proszę pomyślcie o nas, a szczególnie o Filipie.

Tak więc mój dzisiejszy post to taki trochę apel i prośba o pomoc. Jakąkolwiek, choćby o udostępnienie… Za każdą pomoc będziemy wdzięczni!



środa, 14 grudnia 2016

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - Joanne Kathleen Rowling, Jack Thorne


wydawnictwo: Media Rodzina
data wydania: 22 października 2016
liczba stron: 368

„Doskonałość jest poza zasięgiem ludzkości, poza zasięgiem magii. W każdej pięknej chwili szczęścia kryje się kropla trucizny: świadomość, że ból powróci.”

Magia… to właśnie do tego świata chciałam powrócić. Bo kiedyś już tam byłam. Zaprosiła mnie do niego moja koleżanka, która pożyczyła mi pierwszą część Harrego Pottera. To od tamtej chwili miałam okazję podróżować po świecie, który od naszego szarego dzieli tylko cieniutka granica. Teraz moje życie jest prawie w całości szare, pokryte grubą warstwą problemów i trosk, a do magii to już całkiem mu daleko. Dlatego też ucieszyłam się, że po tylu latach będę mogła choć na chwilę wrócić, poczuć namiastkę swojego dzieciństwa i oderwać się od tego co tu i teraz. Czy mi się to udało? Tak nie do końca, ale co jak i dlaczego, o tym później. Szał zakupowy na „Harrego Pottera i Przeklęte dziecko” skończył się już jakiś czas temu i zapewne wszyscy zainteresowani mają już książkę za sobą. Ja jestem trochę w tyle, mimo że trafiła ona do mnie jeszcze „gorąca”.
Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym. Podczas gdy Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości, jego najmłodszy syn Albus musi zmierzyć się z rodzinnym dziedzictwem, które nigdy nie było jego własnym wyborem. Gdy przyszłość zaczyna złowróżbnie przypominać przeszłość, ojciec i syn muszą stawić czoło niewygodnej prawdzie: że ciemność nadchodzi czasem z zupełnie niespodziewanej strony.
"[…] w tym pogmatwanym, pełnym emocji świecie nie ma idealnych odpowiedzi.”

Tym razem Harry Potter to nie stu procentowy Harry. Jak wyraźny napis na okładce głosi jest to scenariusz sztuki teatralnej, czyli nie ma mowy o wciągającej powieści do jakiej przywykliśmy i na jaką zapewne każdy ma ochotę. Tu nie ma mowy o rozczarowaniu wynikającym z niewiedzy. Każdy wie co kupuje, bierze do ręki, czyta i na co się pisze. Pomijając jednak sam fakt tej wersji, która obdziera czytelnika z zatonięcia w morzu wyobraźni, a upraszcza ją wręcz prawie w całości, to brakuje mi tutaj klimatu i charakteru. Od razu widać, że nie ma tu finezji Rowling, że brakuje autentyczności, którą pamiętamy z dawnych tomów. Całość to zlepek wydarzeń, poszczególne sceny i przeskoki w czasie. Chaos, który pokazuje jak trudno być synem sławnego ojca. I jak trudno być ojcem. Jest tutaj również mowa o głębokiej przyjaźni, która może zadziwić, a także walka dobra ze złem.

Tak jak wspomniałam już wcześniej „Harry Potter i Przeklęte dziecko” nie do końca spełnił moje oczekiwania, a już na pewno jeśli chodzi o świat czarodziejów i magię, której dużo to tu nie znajdziecie. Z drugiej strony nie miałam też jakiś wielkich wymagań, nie liczyłam na emocje porównywalne z dawnym Harrym, jednak ciut więcej klimatu mogło by być. Mam wrażenie, że całość jest trochę naciągana i przekombinowana. Nie jest jednak tak tragicznie jak w przypadku nieudanej próby Stephanie Meyer i kombinacji ze „Zmierzchem” . Spokojnie można przeczytać i zobaczyć jak „potoczyły” się losy naszych ulubionych bohaterów i zapoznać się z nowym pokoleniem. Być może w wersji scenicznej zauroczyłaby mnie ta sztuka o wiele bardziej.

„Cierpienie jest rzeczą równie ludzką jak oddychanie.”

piątek, 2 grudnia 2016

Nowy, mały czytelnik :-)


Cztery miesiące temu na tym świecie zawitał pewien mały czytelnik. MÓJ mały czytelnik, który już zbiera swoją kolekcję książeczek, na razie tylko obrazkowych, ale co książka to książka. :-) Ta mała osóbka zajmuje 99,9% mojego dnia, dlatego czasu na czytanie jest tak mało. Niestety mało jest mnie też tutaj i na Waszych blogach... Jest dziecko, są ogromne problemy, ale się nie poddaje i z bloga nie rezygnuję. Wszystko wolniej idzie, ale jednak sunie naprzód.

Ten post jest po to, abyście wiedzieli, że moja nieobecność to żaden kaprys, tylko poważny brak czasu! Mam nadzieję, że z czasem wszystko ułoży się tak, jak to sobie planowałam i powrócę do dawnej aktywności :-)

czwartek, 17 listopada 2016

Zostaw mnie - Gayle Forman


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 22 listopada 2016
liczba stron: 432

„Czasami pozostawienie kogoś własnemu losowi stanowi najpełniejszy wyraz miłości.”

Uciec. Odejść. Spakować kilka drobiazgów, kilka banknotów i zostawić za sobą wszystko. Rzucić wszystko w diabły i pewnego dnia wrócić bądź też nie… Któż z nas, chociaż raz o czymś takim nie pomyślał? Myślę, że większość na pewno…Ogarnięci codzienną monotonią, problemami, obowiązkami, gonitwą… Słyszymy w uchu niewinny głosik (no odważ się, już masz dosyć, zawalcz wreszcie o siebie!) a w głowie wyświetla się krótkometrażowy film, w którym widzimy pociąg, zadymiony peron, pośpiech, adrenalinę, upragnioną wolność...Jednak opieramy się pokusie bo dręczy nas jedno pytanie. Co by było gdybym to zrobił/ła? Przykładowy scenariusz takiej ucieczki naszkicowała dla nas w swojej najnowszej książce Gayle Forman. „Zostaw mnie” - bo to o tej książce mowa- to bilet na pociąg, który pozwoli nam uciec. Znaleźć się w bańce ochronnej i skupić choć chwilę na sobie, tak jak Maribeth, bohaterka tej oto książki. Postać, z którą w łatwy sposób można się utożsamić, przeistoczyć w nią i spojrzeć na wszystko swoimi oczami. Oczywiście inne okoliczności, inne miejsca, inni ludzie, ale ogólny zarys pasuje.
Maribeth Klein to wiecznie zabiegana pracująca matka. Wszystko co wiąże się z domem, z mężem i z dziećmi spoczywa na jej barkach – nawet w czasie rekonwalescencji po zawale zwolniona jest jedynie od obowiązków zawodowych. W okresie rekonwalescencji Maribeth nabiera przekonania, że nie jest w stanie sprostać wymaganiom wszystkich wokół, decyduje się więc na krok zupełnie nie do pomyślenia. Pakuje się i wyjeżdża. 
„Mówi się czasem, że ze strachem trzeba się mierzyć odważnie.”

Bo strach to trudny przeciwnik i potrafi grać nieczysto. Doskonale zna się na niszczeniu. Niszczeniu człowieka od środka, powoli po kawałeczku...A człowiek, który chce z nim wygrać musi podnieść wysoko czoło i nie dać się mu stłamsić. Starach przybiera różne formy, twarze… boimy się o zdrowie partnera, dzieci, rodziców, przyjaciół. Możemy bać się śmierci. Utraty pracy. Zdrady, a nawet głupiej ciemności. Można również bać się prawdy.

„Prawda cię wyzwoli, ale najpierw cię unieszczęśliwi.”

To właśnie strach i prawda są ważnymi elementami w tej powieści. Oba się ze sobą łączą i komponują z całą resztą. Nasza bohaterka nagle z dnia na dzień musi zmierzyć się z chorobą, uświadamia sobie, że jej serce na moment zatrzymano, a to coś w niej zmieniło. Otworzyło puszkę pandory, z której wypłynął strach. Zwyczajny, znany każdemu na co dzień. Lęk przed śmiercią, przed tym co stanie się z dziećmi. Choć z drugiej strony to pewien paradoks, bo przecież zostawia męża, dzieci i ucieka by odpocząć. Podświadomie dąży do prawdy. Do poznania własnych emocji a także przeszłości. Pod pozorem „znalezienia medycznych odpowiedzi” staje na drodze do odkrycia biologicznej matki. Cienia, który od zawsze wisiał w powietrzu, choć obchodziła go z daleka. Strach ogarnął też prawdę, która czyha za zakrętem. Natrafiamy tu także na lęki drugiego człowieka. Bo przecież nasi bliscy mają swoje prywatne potworki w szafie.

„Zatem nigdy nie wiadomo, co czeka na człowieka po drugiej stronie. Może to wcale nie jest aż takie straszne, że się nie wie. Może właśnie na tym polega życie.”

Jak już wiadomo główną bohaterką jest Maribeth, matka, żona, dziennikarka. Kobieta zmęczona teraźniejszością i żyjąca przeszłością, a konkretnie wspomnieniami o udanej przyjaźni, która z biegiem lat się zmieniła. To wytwarza pewną pustkę i gorycz, a gdy dochodzi do tego strach o dzieci i rekonwalescencję po zawale, miarka się przebiera. Skoro mąż może uciekać od obowiązków to i ona może zadbać o siebie i stworzyć swoją bańkę spokoju. W tym celu zwyczajnie ucieka. Odcina się od wszystkich i wszystkiego. Przy tym wraz z ozdrowieniem ciała przychodzi i zdrowie psychiczne. Mają na to wpływ nowi ludzie, nowe miejsce i okoliczności. A także szczerość…

„Zostaw mnie” to powolna podróż jaką przebywa główna bohaterka, a wraz z nią i my. To obraz macierzyństwa, kobiecości oraz zwyczajnego człowieczeństwa. Autorka pokazuje nam jak trudne bywa dążenie do perfekcji i jak szkodliwe jest tłamszenie wszystkiego w sobie. Lawinę emocji, smutku, zmęczenia może wywołać cokolwiek, w tym przypadku choroba, która wypuszcza na światło dzienne demony Maribeth, ale również wyzwala w niej bunt i siłę do walki. Znajdziemy tutaj również temat adopcji, a konkretnie próbę odnalezienia biologicznych rodziców lub też porzucone dzieci. Nie można sprowadzić tego do dwóch barw: czerni i bieli. To wszystko jest bardziej skomplikowane niż się wydaje. Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy. Akcja toczy się w wolnym tempie, więc nie przypadnie do gustu osobom, które lubią zawrotną prędkość w literaturze. Atmosfera jest melancholijna, czytelnik może odczuć zmęczenie głównej bohaterki, co na początku trochę mnie męczyło. Jednak od początku czułam się zaintrygowana tym, co zrobi główna bohaterka i jak to wpłynie na jej życie oraz jej rodziny. Przyznam się, że pochłonęłam ją w szybkim tempie, gdyż lubię książki tego typu więc jestem mile zaskoczona. Mimo tego, że całość nie jest jakoś mega lekka i zabawna to ma w sobie to coś.

Podsumowując… Warto czasem pomyśleć o sobie. Zajrzeć w głąb siebie i stworzyć sobie swoją bańkę bezpieczeństwa i niekoniecznie musi to być nagła ucieczka. Warto również szukać odpowiedzi i walczyć ze strachem. Zacząć żyć teraźniejszością i nie myśleć ani o tym co było, ani o tym co ludzie powiedzą. Nikt za nas życia nie przeżyje, a co ważne, rodzic (w tym przypadku matka) też człowiek! Gayle Forman stworzyła książkę refleksyjną, z powolnym tempem, emocjami i analizą strachu. Jeśli lubicie takie klimaty to polecam, jeśli jednak szukacie fajerwerków to odradzam.

„Blizny są jak tatuaże, tyle że kryje się za nimi lepsza historia.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

wtorek, 1 listopada 2016

Skaza - Cecelia Ahern


wydawnictwo: Akurat
data wydania: 26 października 2016
liczba stron: 448

„Na błędach można się uczyć. Jeśli nigdy nie popełnisz błędu, to nigdy nie zmądrzejesz.”

Ceceli Ahern i jej twórczości raczej nie trzeba przedstawiać. Chyba większość kojarzy takie tytuły jak: „Love, Rosie”, „Pora na szczęście”, „PS Kocham Cię” czy „Sto imion”. To tylko niektóre powieści w dorobku autorki. Dwie z nich znamy ze szklanego ekranu, a teraz nadszedł czas na kolejną, zarówno wersję książkową jak i w niedalekiej przyszłości filmową. „Skaza” - bo o tym tytule mowa – swoją premierę miała 26 października, czyli nie tak dawno temu. Jest to powiew świeżości jeśli chodzi o twórczość autorki. Dlaczego?
Ukarana przez bezduszny Trybunał, 17-letnia Celestine, zostaje ikoną rewolucji zmierzającej do obalenia rządów ludzi, którym się wydaje, że mają prawo narzucać społeczeństwu swoje moralne i obyczajowe dogmaty. Choć napiętnowana Skazą, razem z ukochanym Carrickiem podejmuje walkę o powrót jej świata do normalności.
 A dlatego, że „Skaza” jest pierwszą powieścią na koncie Ceceli Ahern skierowaną do miłośników gatunku Young Adult. Jest to książka typowo młodzieżowa (którą oczywiście mogą przeczytać również dorośli fani autorki) i zawiera to, co powinno zainteresować taką grupę czytelników. Zaczynając od nastoletniej miłości, poprzez niebezpieczną walkę z bezdusznym i niekoniecznie sprawiedliwym systemem, konspiracjami i politycznymi zagrywkami. Po prostu nastolatka kontra dorośli… Wszystko to oczywiście obsadzone w niedalekiej przyszłości, a więc zostawić można za sobą teraźniejszość i nie zwariować na punkcie dziwnych maszyn, stworzeń i nie wiadomo jakiej technologii. Ciekawie, ze smakiem i bez przesady. Nie znajdziecie tutaj również przesłodzonego wątku miłosnego, który ciągnie się przez całą książkę. Kolejna rzecz, której nie znajdziecie to obiecana „budząca się namiętność”. Dojechałam do końca i zastanawiałam się, gdzie przeoczyłam ten szczegół. Być może wraz z wiekiem zapomina się o nastoletnich namiętnościach i przekierowuje na te dorosłe…

Historia 17-letniej Celestine pokazuje jak jeden dobry uczynek, odruch serca, okazanie życzliwości i wyjście przed szereg może zmienić życie. Nagle lądujemy na świeczniku, a w tym przypadku mamy cholerne kłopoty. Nie da się nie użyć takiego słowa, gdy z dnia na dzień zostaje się człowiekiem ze skazą charakteru i to aż w takim stopniu. Jednak uczy nas, a w konkretnie to przypomina, że na błędach można się sporo nauczyć i więcej ich nie popełniać. Ponadto nikt, żaden człowiek nie jest idealny. Każdy ma jakąś skazę (ja na pewno ;)). Zresztą, gdyby wszyscy byli idealni to było by nudno. Każda taka skaza czyni nas na swój sposób kimś wyjątkowym, zwyczajnie człowiekiem z krwi i kości. Warto być sobą i kierować się własnymi uczuciami, a nie robić czegoś pod publiczkę, co jest szczególnie ważne w okresie dojrzewania. Choć i dorosłym zdarza się kreować się na chodzący ideał i krytykować innych. Obawiam się, że w dzisiejszych czasach co niektórzy chętnie wypalili by temu czy owemu jakieś piętno. Za co? Za własne zdanie, osobowość, wybory…

Jeśli mam być szczera, a jestem i chce z Wami być to książkę Ceceli Ahern brałam w ciemno. Nowa pozycja, muszę ją mieć! Uwielbiam twórczość tek autorki i pozytywnie mnie nastraja więc ją chce! No i dostałam. Gdy trafiła w moje ręce poczułam ciekawość wymieszaną z obawą. Czy jednak mam ochotę na coś dla młodzieży? Czy autorka tym razem również mnie oczaruje? Co ją podkusiło, żeby pchać się w ten gatunek? Pytania, pytania i pytania. Jednak, żeby uzyskać odpowiedź musiałam przeczytać. Ostatnimi czasy jestem trochę na bakier z literaturą młodzieżową, odstawiłam ją na boczny tor. Stąd pewnie moje obawy co do tej książki. Przyznam, że są książki młodzieżowe, które mają w sobie to coś i mnie wciągają, jednak nie czytam ich już tak hurtowo jak dawno temu. Powód? Latka lecą i chyba gusta się zmieniają. Jednak autorka mnie nie zawiodła. Nie jest to coś na co w pełni liczyłam i czego doświadczałam podczas innych jej książek, ale nie jest to też klapa. Po prostu coś innego, co także Ceceli Ahern wyszło. „Skaza” może się podobać. Potrafi wciągnąć i umilić czas. Otwarte zakończenie rozpala apetyt na więcej. Nie raz już udowodniła, że potrafi czarować piórem. Tym razem nie czuję się w pełni oczarowana i nastawiona refleksyjnie, ale nie mogę też określić tej powieści jako jakiś niewypał. Jest to dobra książka, która naprawdę umili czas. W przyszłości będzie można wersję książkową porównać z filmem, gdyż prawa do ekranizacji książki zakupił Warner Bros, a za produkcję podobno odpowiadają twórcy filmów takich jak: „Diabeł ubiera się u Prady” czy też „Forest Gump”. jeśli te filmy zrobiły na Was wrażenie, a i książki Ceceli Ahern pochłaniacie to może warto dać im szansę.


„Nieświadomość jest słodka. Wiedza to często odpowiedzialność, której nikt nie chce.”