piątek, 31 stycznia 2014

Karen White – Zagubione godziny

tłumaczenie: Magdalena Słysz
tytuł oryginału: The lost hours
wydawnictwo: Albatros
data wydania: 26 lipca 2013
liczba stron: 400
kategoria: Literatura piękna

Po ostatniej przeczytanej książce – Piękni i martwi- postanowiłam zrobić sobie małą przerwę i sięgnąć po coś innego (mimo, że drugi tom już na mnie czekał). Tak więc ze zbioru moich książek w „poczekalni” wybrałam „Zagubione godziny” Karen White. Miałam trudny wybór, ale jednak ten tytuł mnie przyciągnął. Jest dość tajemniczy w swojej prostocie. Wywołuje apetyt na coś więcej, to taka forma głodu literackiego. Czegoś konkretnego co kryje się w czymś banalnie prostym aczkolwiek tajemniczym. Okładka właściwie dopełnia całość tej rozgrywki między czytelnikiem a książką i jej autorem. Sami pewnie przyznacie, że jest kusząca. Tajemnicza, bajkowa i refleksyjna. Magnetyzuje wręcz. Tak więc zaczęłam czytać. I co się okazało?
Piper Mills, była czempionka w zawodach jeździeckich, pogrąża się w apatii po niebezpiecznym wypadku, który zakończył jej karierę. Gdy umiera jej dziadek, otrzymuje po nim klucz do jakiegoś pomieszczenia i szukając w domu drzwi, do których by pasował, odkrywa w kufrze chorej na alzheimera babci sweterek dziecięcy. Znajduje również kartki z albumu, który babcia prowadziła w dzieciństwie wraz z dwiema przyjaciółkami, oraz wycinek z gazety mówiący o znalezieniu zwłok niemowlęcia w rzece Savannah. Gdy jeszcze dostaje odesłany niegdyś przez adresatkę list babci do jednej z przyjaciółek, Lillian, w którym ta prosi ją o przebaczenie czegoś, co niegdyś zrobiła, Piper, zaintrygowana i po raz pierwszy od sześciu lat widząc sens w życiu, postania odnaleźć Lillian, aby dowiedzieć się czegoś więcej o swojej babce oraz jej tajemnicy.
No to tyle z opisu. A ja muszę stwierdzić, że przeczytałam ją bez zapoznania się z opisem. Jak to możliwe? Zaryzykowałam. Przeczytałam w ciemno. Chciałam sama odkryć krok po koku o czym jest ta książka. Zdarzyło mi się to może z drugi raz w życiu. Więc faktycznie musiała mnie przyciągnąć tytułem i okładką. Miło jest czasem odkryć coś samemu i sprawdzić czy miało się nosa czy nie. Jak się okazało miałam nosa i nie żałuje, że oderwałam się na chwilę od świata fantasty. Tym razem mam w rękach coś o wiele lepszego. Coś co zainteresuje miłośników literatury obyczajowej, chociaż pewnie innych też. A to dlatego, że historia jest wciągająca od samego początku. Czytelnik zostaje wchłonięty przez stronice tej książki. Historia, którą opowiada nam autorka jest po prostu magiczna. Jest jedną wielką tajemnicą. Zagadką do odkrycia przez Piper, ale i przez nas samych. Bawimy się w detektywa i genealoga i odkrywamy tajemnice rodzinne. To już samo w sobie jest fantastyczne, do tego cofamy się w czasie i sklejamy elementy układanki w całość. Dzięki temu poznajemy historię trzech przyjaciółek. Tragiczną historię. Odkryjemy bolesną prawdę o ich życiu i decyzjach jakie musiały podjąć. Czytając ma się wrażenie jakby odkrywało się sekret własnej rodziny. Czy starsza pani zdradzi całą prawdę? Ważne jest też to, że dzięki odkrywaniu losów swojej babci, Piper
Karen White
pomogła sama sobie. Pomogła też innych. Historia o sile jaką człowiek posiada w sobie, o przeciwnościach losu ale także poruszana jest kwestia traktowania ciemnoskórych ludzi w tamtym regionie w dawnych czasach. To jest tło całej powieści i to doskonale skleja całość. Miejsca akcji pobudzają wyobraźnię (odkrywamy dziwny pokój na strychu) możemy wręcz poczuć zapach tego starego domu i zobaczyć zapuszczony ogród. Jest jeszcze inne miejsce. Miejsce związane z tajemniczymi drzewami, które cierpią i przerażają. Są też konie. Doskonałe postacie, żywiołowe, barwne. Realistyczne. Ludzkie, z problemami, smutkami i z własną przeszłością. Doskonałym spójnym i lekkim językiem została napisana ta książka. Ani przez moment nie powiało nudą. Wręcz przeciwnie, z każdą kartką chce się więcej i więcej. Wzruszająca i emocjonująca powieść. Coś co pozwala zastanowić się chwilę nad własnym życiem. Nad własnym tchórzostwem. Pokazuje, że warto walczyć i się nie poddawać. Autorka stworzyła coś sensownego i konkretnego. Coś co powoduje ciarki na skórze. Do tej książki wraca się i to nie raz. Jeśli ktoś sobie ceni dobrą literaturę to ta książka jest dla niego. Moja ocena to 10 na 10. I to bez wahania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)