niedziela, 26 stycznia 2014

Lauren Brooke – Co ma być to będzie / Kiedyś zrozumiesz

tłumaczenie: Olejnik Donata
tytuł oryginału: Come What May
seria/cykl wydawniczy: Heartland 5/6
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 2007 (data przybliżona)
liczba stron: 172

Z tego co można przeczytać na końcu, to jest to znany na całym świecie cykl Heartland. Nigdy nie spotkałam się z tymi książkami, dopiero teraz. Opis z tyłu mnie zainteresował, jednak dopiero później zauważyłam, że jest to piąta i szósta część z tego cyklu. Czy można czytać prawie od połowy? Czy książka faktycznie jest dobra? Czy fabuła wciąga czytelnika? Myślę, że tak.
Heartland to wtulone pomiędzy wzgórza Wirginii schronisko dla koni, ale i coś więcej. No niezwykłe miejsce gdzie przerażone i dotychczas źle traktowane zwierzęta uczą się od nowa ufać ludziom. Lou, siostra Amy, próbuje skontaktować się z ojcem. Amy boi się o tym nawet myśleć, dlatego całą uwagę skupia na ciężkiej klaczy Melodii. Narodziny źrebaka pomagają jej zrozumieć, że sensem życia nie jest ból, lecz nadzieja, którą wiążemy z przyszłością. Tymczasem Treg stał się dla Amy nie tylko przyjacielem i pomocnikiem, ale także częścią rodziny. W chwili poważnego kryzysu to właśnie do niego kieruje swoje kroki.
Prawda, że zapowiada się ciekawie? A co ważniejsze nie czuć dyskomfortu, że czyta się od którejś tam części a nie od początku. Myślę, że dla osób, które kochają konie i klimaty z nimi związane ta książka się spodoba. Mnie samą fascynują konie i sama chciałabym stworzyć tak cudowne miejsce. Taki azyl dla ludzi i konie. My pomagamy im a one nam. To bardzo intrygujące zwierzęta i inteligentne. Nie ma banału, nie ma fikcyjnych urozmaiceń. Jest za to życie. Bardzo ciekawe podejście do tych zwierząt, cierpliwość, aromaterapia i dużo miłości. Możemy poczuć się jakbyśmy spędzali w tym miejscu „wakacje”. Do tego te przepyszne śniadanka przygotowywane przez dziadka dziewczyn, ale nie tylko. Można aż poczuć zapach świeżych bułeczek, jajecznicy, bekonu, drożdżówek a nawet gofrów. Magiczny klimat świąt, młodzieńcza miłość i przyjaźń. Ciekawa historia, ciekawi bohaterowie i dobre dialogi. Czyta się dobrze, lekko i przyjemnie. Pokazana jest tutaj siła miłości i więzi rodzinnych. Problemy z którymi borykamy się na co dzień, dylematy, rozterki, stres, ale i radość. Ciepło bije aż z tych stronic. Jest tam dawka optymizmu i nadziei. Cóż więc powiedzieć?! Żałuję, że nie zaczęłam czytać od początku, ale zamierzam to nadrobić i kupić całą serię. Myślę, że jest to dobry pomysł na taki cykl, pokazuje co w życiu jest ważne. Czytając miałam ochotę
Lauren Brooke
znaleźć się w takim miejscu, z tak cudownymi ludźmi i zwierzętami. Można się trochę nauczyć przy okazji o koniach. Mnie od zawsze fascynowały konie i być może dlatego tak mi się spodobała ta propozycja. Nawet nie zauważyłam kiedy te wszystkie strony zleciały i już miałam koniec. Mam nadzieje ,że wszystkie części tego cyklu będą tak dobre. Bałam się, że czytając od tego momentu nie spodoba mi się i nie poczuje tego klimatu. Czytając spędzamy dużo czasu z końmi, poznajemy rozterki Amy, ale i odkrywamy rodzinne sekrety. Poznajmy także historie Bena i jesteśmy świadkami jego pogodzenia z matką. Pojawia się Jutrzenka z ostrym charakterkiem. Mamy też do czynienia z dwoma odmiennymi metodami tresury koni. Czyli coś ciekawego i dla każdego. Czytajcie a poczujecie się jak w domu rodzinnym!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)