czwartek, 30 stycznia 2014

Zoe Marriott – Królestwo łabędzi

tłumaczenie: Walendowska Monika
tytuł oryginału: The Swan Kingdom
seria/cykl wydawniczy: Poza czasem tom 2
wydawnictwo: Egmont
data wydania: 6 marca 2013
liczba stron: 264
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Królestwo łabędzi mówi Wam coś ten tytuł? No właśnie mi coś on przypominał zanim zaczęłam czytać. W dodatku jestem wzrokowcem i okładka też mi była znajoma. Choć powiem szczerze subtelna i przyciągająca wzrok. Taka dziewczęca i delikatna a tym samym magiczna. Co sądzę o samej zawartości? Czy jestem usatysfakcjonowana tą historią? Pytań na suwa mi się kilka, ale odpowiedzi padną za krótką chwileczkę. Powiem tylko tyle, że po przeczytaniu mam mieszane uczucia.
Aleksandra i jej bracia wiodą beztroskie życie na królewskim dworze swojego ojca. Jednak rodzinna sielanka pryska nagle, gdy królowa ginie z łap okrutnej bestii, a król powtórnie się żeni – z kobietą, która nienawidzi pasierbów. Po nieudanej próbie odkrycia mrocznych tajemnic macochy Aleksandra zostaje wywieziona do ponurej krainy Midland, jej bracia zaś wygnani z Królestwa. Aby odmienić zły los i odzyskać braci, Aleksandra musi odnaleźć w sobie niezwykłą moc, którą czerpie z sił przyrody. Pomocny okaże się także tajemniczy książę Gabriel, z którym dziewczynę połączy gorące uczucie.
Dawno, dawno temu w odległej krainie… No właśnie mamy tutaj do czynienia z typową bajeczką. Oczywiście ja nie twierdze, że powieści to reportaże na faktach jednak ta tutaj historia jest przesadnie bajkowa. A żeby nie było, że przesadzam to podam przykład. Kiedyś (nie tak dawno) czytałam swojej bratanicy bajki i właśnie w jednej z tych książek natknęłam się na taką właśnie bajkę. No oczywiście był to tylko lekki szkic tego co mamy tutaj, bo przecież dzieci by nie pojęły takich zawiłości. Nie mniej jednak czytając tą opowieść czułam się trochę oszukana treścią. Po przeczytaniu pierwszej strony mój apetyt był już pobudzony, jednak z każdą kolejną malał. Myślę, że potencjał był o wiele większy i można było tutaj stworzyć coś o wiele ciekawszego. Nasza bajka różni się trochę zakończeniem o tej bajeczki dla najmłodszych. A jeśli już mowa o zakończeniu to muszę przyznać autorce plusa, właśnie za zakończenie, które ożywiło tą historię trochę. Coś się działo, był impuls i emocje. Tak poza tym, to było dużo opisów, ubranych w ładne słowa. Momentami aż była sucho. Myślę, że można je było bardziej ożywić, rozwinąć, bo książeczka jest dość krótka. Pozytywem są tutaj postacie – a jest ich niewiele- są charakterystyczne a szczególnie Aleksandra jej ojciec i macocha. Jednak nasza Głowna bohaterka jest najciekawszą postacią, dynamiczną i nie głupiutką gęsią. Ma swoje zdanie i upór, ale potrafi też uszanować wole innych. Ta jej wewnętrzna siła ma naprawdę bardzo duże znaczenie. Jest odważna, choć nie wierzy we własne możliwości.
Zoe Marriott
Gabriel jest tutaj typowo pozytywną postacią, dodatkiem do happy endu. Dobry chłopak, który zakochał się w Aleksandrze i pomógł jej przetrwać ciężkie chwile spędzone u ciotki dziewczyny. Ciocia też jest wyrazistą postacią, wokół której panuje mrok, smutek i zimno. Ogólnie przez większość czasu odczuwam tylko mrok i zero słońca. Nie czytało się jej aż tak przyjemnie i lekko jak myślałam. Dlaczego mam mieszane uczucia? Bo spodziewałam się czegoś lepszego, postacie bywają wyraziste i gdyby się postarać to byłoby naprawdę dobrze. Myślę, że mogłoby z tego powstać coś naprawdę wciągającego bo momenty były naprawdę bardzo dobre. Plusem jest też to, że nie jest przesłodzona treść. Młodzieńczy romantyzm a wyważonej dawce. Lubię wampiry, czarownice, elfy i tym podobne postacie, ale tym razem to jednak nie jest moja bajka. Za dużo bajki w bajce. Moja ocena to 5/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)