niedziela, 23 lutego 2014

Robert Galbraith - Wołanie kukułki

tłumaczenie: Anna Gralak
tytuł oryginału: The cuckoo's calling
seria/cykl wydawniczy: Cormoran Strike tom 1
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 4 grudnia 2013
liczba stron: 452
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Tym razem kryminał. Rzadko sięgam po ten gatunek, ale nie znaczy to, że nie lubię tego typu książek. Wręcz przeciwnie, dobry kryminał jest miłą odmiana, taką wisienką na torciku literackim. Robert Galbraith to pseudonim literacki J.K. Rowling. Autorka kojarzona przez wszystkich z Harrym Potterem ewidentnie zmieniła klimat, ze świata fantasty zabrała nas teraz do biura detektywistycznego Cormorana Strike’a. Ostatnia jej książka Trafny wybór nie wszystkim przypadła do gustu, czytelnicy spodziewali się czegoś innego (co prawda nie wszyscy podzielali taką opinie). Czy ta propozycja przypadła fanom do gustu? Czy warto ją przeczytać? Czy książka napisana pod pseudonimem, była owiana mniejszą presją i przez to inaczej odbierana? Zapewne zdania i tak będą podzielone, gdyż nie wszystkim się dogodzi. A większość pewnie sięgała po tę książkę z ciekawości, gdyż napisała ją słynna J.K. Rowling. Zastanawia mnie tylko po co ten pseudonim?
Ciało supermodelki Luli Landry zostaje znalezione pod oknem balkonu jej londyńskiej rezydencji. Policja stwierdza samobójstwo, ale brat celebrytki w to nie wierzy, dlatego zatrudnia prywatnego detektywa, Cormorana Strike’a. Strike jest weteranem wojennym, podczas służby w Afganistanie ucierpiał i fizycznie i psychicznie. Ma kłopoty finansowe i właśnie rozstał się z kobietą swojego życia. Sprawa Luli jest dla niego szansą na odbicie się od dna, ale im bardziej detektyw wikła się w skomplikowany świat wyższych sfer, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo.
Wołanie kukułki to historia, która może się podobać. Ja osobiście nie przewidziałam zakończenia i byłam zaskoczona (być może nie mam zdolności i zadatków na detektywa)a co ważne czytając czytelnik się nie nudzi. Powiedziałabym, że jest to lekki i przyjemny kryminał. Ma kilka mocnych atutów, przede wszystkim nasz główny bohater, jest oryginalny i nie jest jakiś sztuczniutki i głupiutki. Facet po przejściach z mocnym charakterem. Można by go co prawda uznać za życiowego nieudacznika, ale ta jego postawa i jego obecna sytuacja dodaje mu tylko uroku i wyrazistości. Tworzy wręcz pewien kontrast ze swoją sekretarką Robin, która jest inteligentna, błyskotliwa i wprost stworzona do pracy w takim miejscu i z takim człowiekiem. Całość napisana jest „żywym” językiem pełnym przekleństw i epitetów, które pasują do całości, jakoś nie wyobrażam sobie, tej książki napisanej zbyt grzeczniutkim językiem. Każda przesłuchiwana osoba jest inna, każda ma inny charakter i każda w inny sposób się wyraża i to autorka doskonale ujęła. Dostosowała pisownie tak jak wymawiają je postacie. Znajdziemy nawet nasz polski akcent, a mianowicie atrakcyjną sprzątaczkę Lucynkę (ze zgrabnym tyłeczkiem, mówiącą kiepsko po angielsku). Takie kryminały to ja
J K Rowling
chętnie mogę czytać, są wciągające i momentami aż zabawne. Cała historia wprowadza nas do świata cele brytów, pokręconego, sztucznego i fałszywego. Jest to świat, w którym nikomu nie można ufać. Na dobrą sprawę każdy miałby motyw i mógłby zabić Lulę. Takiej atrakcyjnej i bogatej osóbce każdy może czegoś zazdrościć, każdy może pragnąc jej śmieci, jej pieniędzy i jej milczenia. Książka zabiera nas w podróż po Londynie, a trochę miejsc do odwiedzenia mamy. Ja osobiście jestem zadowolona z tej książki, mogę ja polecić z czystym sumieniem. Pomysł jest całkiem dobry, a cały cykl o prywatnym detektywie chętnie umieściłabym na swojej półce. Jaki był motyw? Kto był mordercą? Tego nie powiem. Zapraszam do rozwikłania śledztwa i zmierzenia się z łączeniem faktów i zeznań w jedną całość. Znajdziecie tutaj 450 stron zagadek i dawkę czarnego humoru.

środa, 12 lutego 2014

Danielle Steel - Pięć dni w Paryżu

tłumaczenie: Maria Karolina Andrzejewska
tytuł oryginału: Five days in Paris
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 17 lutego 2009
kategoria: Literatura piękna

Paryż to miasto miłości, a przynajmniej takie nasuwa mi się skojarzenie. Ma w sobie niezwykły klimat, sama marzę o tym aby wybrać się kiedyś na kilka dni do Paryża i uwiecznić go na czarno- białych zdjęciach. Język francuski sam w sobie jest bardzo delikatny i romantyczny. W taką właśnie podróż zabiera nas Danielle Steel , jedna z najsławniejszych amerykańskich autorek literatury kobiecej. Jej książki mają odzwierciedlenie w realnym świecie, znajdziemy w nich codzienne problemy, tragedie, ale także dużo miłości. Bo przecież miłość jest w stanie pokonać wszystko. Potrafi wiele zmienić. Pięć dni w Paryżu to nie wątpliwie wciągająca książka. Nastrojowa, pouczająca i romantyczna z dodatkiem gorzkiego aromatu życia codziennego.
W paryskim hotelu przypadek lub los styka ze sobą Petera Haskella, dyrektora przedsiębiorstwa farmaceutycznego z Nowego Jorku, i Oliwię Douglas Thatcher, żonę wpływowego amerykańskiego senatora. Wyrwani z codziennej rutyny, odkrywają, jak puste i jałowe jest ich życie. Przelotna znajomość przeradza się w miłość. Ale pobyt w Paryżu dobiega końca. Czy ich romans to coś więcej niż tylko przelotna przygoda w pięknym mieście?
Typowe romansidło, tak można podsumować tą historię. Jednak czyta się je z pewną świeżością. Szczególnie jeśli ktoś lubi Paryż i jego klimaty a do tego przewroty w życiu uczuciowym i przelotny romans w małej rybackiej miejscowości. To historia o ucieczce od życia codziennego, chwila zapomnienia w romantycznym klimacie. Ucieczka zarówno od polityki jak i od rodziny i interesów. Czytając zaobserwujemy przemianę jaka zachodzi w naszych bohaterach. Z ilu rzeczy my sami nie zdajemy sobie sprawy? Jak postrzegamy własne życie? Czy żyjemy pozorami? 

 „-Pięć minut... -Pięć dni... W jednej chwili całe życie na zawsze odmienione.” 

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko się zmienia. Zmieniamy się my sami, zmienia się pogląd na życie a co ważniejsze stajemy się odważniejsi i silniejsi. Podejmujemy ryzyko. Mamy tutaj ewidentny podział na ludzi, którzy żyją pozorami i takich, którzy lubią podporządkować sobie innych, wykorzystują ich słabe punkty, uczucia i ambicje. Zarówno Peter jak i Oliwia przeżyli nie jedno, oboje tak naprawdę są nieszczęśliwi. Miłość od pierwszego wejrzenia, miłość,
która dodaje skrzydeł i niczego nie oczekuje w zamian. Autorka w doskonały sposób, pokazuje nam to co piękne w miłości. Przypadkowe spotkanie przeradza się w coś naprawdę mocnego i wyjątkowego. Zwyczajna ciekawość, opiekuńczość i kilka godzin spędzonych na rozmowie zbliżają i uzależniają. Całość doskonale napisana, czyta się szybko i przyjemnie. Bohaterowie są z krwi i kości. Peter postawił się teściowi i żonie. Zaryzykował. Zrobił to jednak w sposób wyważony, zdystansowany co nie każdemu może pasować. Oliwia zdecydowanie śmielej postąpiła. Tytuł jest mylący, gdyż cała akcja nie dzieje się w ciągu pięciu dni w Paryżu. Bywamy w kilku miejscach. Książka warta przeczytania, podkreśla jak ważny jest honor i nadzieja a przede wszystkim to, że zawsze należy mieć swoje własne zdanie. Nie można dać się stłamsić innym. Nie można czuć się gorszym i wyrzekać swoich bliskich z takich czy innych powodów Myślę, że na podstawie tej powieści mógłby powstać bardzo przyjemny film.

niedziela, 9 lutego 2014

Moje najnowsze nabytki


Wczoraj, co mnie bardzo ucieszyło dotarły do mnie zakupione niedawno książki :) Wyspę motyli planowałam zakupić już dawno temu jednak dopiero teraz zdecydowałam się wejść w jej posiadanie. "Dziedzictwo" i "Zagrożeni" to kolejne części sagi Wybranych. Pierwsza część zrobiła na mnie ogromne wrażenie więc postanowiłam dokupić dalsze części. Do tego wybór padł też na najnowszą książkę Jacqueline Raoul-Duval czyli "Zakochany Kafka" oraz chciałam się przekonać czy "Wołanie Kukułki" rzeczywiście jest tak dobre jak można przeczytać w internecie i właśnie od niej zacznę moje czytanie :)

niedziela, 2 lutego 2014

Lauren Kate - Łza

tytuł oryginału: Teardrop
seria/cykl wydawniczy: Łza tom 1
wydawnictwo: Galeria Książki
data wydania: 22 października 2013
liczba stron: 472
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Tym razem znów coś z fantastyki, coś co wciągnie w inny świat i nie pozwoli się nudzić. Lauren Kate zafascynowana zatopionym lądem, postanowiła opowiedzieć nam historię Atlantydy w swojej książce. Dlaczego Łza? Z jednej łzy powstaje następną potem kolejne, tak powstaje płacz a płacz wyjątkowej dziewczynki może sprowadzić istny potop i zmienić wszystko. Autorka ze świata Upadłych przechodzi do świata czarów i intensywnych uczuć. A do tego mitologiczna historia i dawka mrocznych sekretów, które nasza bohaterka musi odkryć i sama się w nich odnaleźć. Prawda, że zapowiada się ciekawie? Początek nowej serii Lauren Kate, autorki bestsellerowych Upadłych, to epicka opowieść pełna zapierających dech w piersi uczuć, wstrząsających tajemnic i mrocznej magii… Świat, w którym można utracić wszystko, co się kocha.
„Nigdy, przenigdy nie płacz” – tego przed laty nauczyła Eurekę Boudreaux jej mama. Ale teraz nie żyje, a dziewczyna na każdym kroku natyka się na Andera – wysokiego, bladego, jasnowłosego chłopca, który wydaje się wiedzieć rzeczy, jakich wiedzieć nie ma prawa, i który ostrzega Eurekę, że jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, i prawie doprowadza ją do łez. Ander nie zna jednak najmroczniejszej tajemnicy Eureki – od kiedy jej matka zginęła w tajemniczym wypadku, dziewczyna również pragnie umrzeć. Niewiele jej w życiu pozostało, jedynie stary przyjaciel Brooks i dziwny spadek: medalion, list, tajemny kamień i starożytna księga, której nikt nie rozumie. Księga opisuje niepokojącą historię dziewczyny o złamanym sercu, której łzy zatopiły cały kontynent. Eureka wkrótce odkryje, że starożytna opowieść nie jest czystą fantazją i Ander może mówić prawdę, a w jej życiu kryją się mroczniejsze tajemnice, niż się kiedykolwiek spodziewała.
Eureke poznajemy oczami Andera, który odkrywa swoje uczucia i sylwetkę dziewczyny w prologu, dzięki temu cała historia nabiera świeżości. Ander jako narrator sprawdza się idealnie, w delikatny sposób opowiada nam na czym polega problem- miłość i obowiązek, magia, i morderstwo, które ma wyglądać na wypadek. A tych „wypadków” będzie kilka, niestety kobiety w tej historii kończą marnie. Całość opiera się na przeznaczeniu, które obejmuje Eureke i Andera a tym samym ich gorące uczucie. Moje odczucia co do książki? Prolog mnie totalnie zafascynował, można wręcz „usłyszeć” głos tego młodego chłopaka i jego cierpienie ale i miłość, którą darzy naszą główną bohaterkę. Cała historia jest ciekawa, musimy jednak sami połączyć wszystkie fragmenty układanki, razem z Eureką i jej Księgą Miłości którą otrzymała w spadku wraz z talizmanem i dziwnym kamieniem. Ander to postać tajemnicza, która pojawia się w tajemniczy sposób i znika równie szybko i tajemniczo. Nigdy nie wiadomo kiedy i gdzie można go spotkać. Wywołuje skrajne emocje u Eureki, która stopniowo się w nim zakochuje. Nie jest on postacią nachalną a przez to, że
Lauren Kate
pojawia się rzadko intryguje i nie męczy czytelnika swoją osobą. Tak na dobrą sprawę to ich gorące uczucie „wybucha” dopiero pod koniec książki w pokoju dziewczyny, kiedy wyznaje jej miłość i prawdę o jej pochodzeniu i wyjawia różne sekrety. Przez większość czasu jednak wyraźny jest Brooks, który na początku jest pozytywnym bohaterem i oddanym przyjacielem. Stopniowo jednak przechodzi przemianę, co jest bardzo ciekawe. Tak jak na początku w prologu mieliśmy Andera i jego punkt widzenia tak w epilogu mamy Brooksa i jego pogląd na całą sprawę, poznamy co czuje i jaką musi stoczyć walkę sam ze „sobą”. Książka podobno do wszystkich tego typu, jak każda oparta jest na tym samym schemacie jednak nie jest nudna. Eureka to ciekawa postać, z problemami i borykająca się ze stratą matki. Niewątpliwie silna dziewczyna, którą można podziwiać. Nie jest zwyczajną głupiutką nastolatką, jest osobą, która próbowała odebrać sobie życie, która lubi przestrzeń i kocha biegać, jednak po śmierci matki jej odczucia słabną i wszystko wygląda inaczej. Łza to pierwsza część sagi. Całość napisana jest prostym językiem, pozwala on na szybkie czytanie i wciągnięcie się w treść. Myślę, że książka znajdzie wielu zwolenników. Ja po tej części mam apetyt na więcej, i myślę, że kolejna część będzie jeszcze lepsza i bardziej dynamiczna. 

Pamiętaj.
„Nigdy, przenigdy nie płacz”

Éric-Emmanuel Schmitt - Małżeństwo we troje

tłumaczenie: Agata Sylwestrzak-Wszelaki
tytuł oryginału: Les deux messieurs de Bruxelles
wydawnictwo: Znak literanova
data wydania: październik 2013 (data przybliżona)
liczba stron: 320
kategoria: literatura współczesna

Co powiecie na Małżeństwo we troje? Czym jest taki związek? ? Jacy jesteśmy my sami? No i w końcu do czego jesteśmy zdolni tak naprawdę? Eric-Emmanuel Schmitt odpowie nam na te pytania w swojej książce Małżeństwo we troje. Mnie najpierw zafascynowała okładka, niby zwyczajna (kobieta, jakiś tam pokój i cisza)a jednak ma w sobie siłę przyciągania. Ta zasmucona (zamyślona) kobieta może nam nasunąć wiele skojarzeń. Wiele pytań, wiele odpowiedzi. A może sami byśmy potrafili stworzyć jej świat? Dlatego właśnie lubię takie okładki, ale wróćmy do tematu. Ta książka to zbiór opowiadań, które nam sporo opowiedzą a na końcu autor zaszczyci nas „swoim dziennikiem pisarza”. Myślę, że to bardzo ciekawa forma kontaktu z czytelnikiem, ma on wgląd w wizje autora i wie jak powstało dane opowiadanie i z jakich źródeł czerpał twórca. Pierwszy raz miałam okazję czytać książkę tego autora i jestem pod wrażeniem. Pokuszę się o stwierdzenie, że przypomina mi książki Alice Munro – a raczej tematykę, lekkość i przesłanie- a przede wszystkim urzeka człowieka codziennością. Kim więc jest ten utalentowany pisarz? W skrócie: dramaturg, eseista i powieściopisarz i do tego filozof. Swoją pierwszą powieść napisał w wieku 11lat. Na świecie jednak znany jest bardziej jako twórca teatralny.
Była zrozpaczona, gdy opuścił ją tak nagle. Pozostawiona sama sobie, bezbronna. Nowy mężczyzna miał jej pomóc zapomnieć o przeszłości i otworzyć nowy rozdział. Jedna dręcząca myśl o tym, kim był jej poprzedni mąż, nie dawała im jednak spokoju. To ona kładła się cieniem na całym ich wspólnym życiu. Schmitt z właściwą sobie wnikliwością i finezją opowiada o głęboko ukrytych uczuciach, „niewidocznych znakach wodnych” odciskających się na naszych relacjach z najbliższymi.
Kwestie poruszane przez autora nie należą do prostych. Homoseksualizm kontra heteroseksualizm a konkretnie porównanie obu tych związków (małżeńskich: formalnego i nie formalnego). Zastanawialiście się nad istotą małżeństwa? Dlaczego powiadają, że po ślubie wszystko się zmienia? Dlaczego przestajemy szanować samych siebie? Skąd zdrady? Presja? Odpowiedzialność? Czym jest platoniczne rodzicielstwo? A nawet platoniczna żona i matka. Platoniczna a jednak namacalna więź, wsparcie i pamięć. A to wszystko dzięki przypadkowi. Eric-Emmanuel Schmitt porusza także tematy związane ze stratą, nienawiścią i chęcią zemsty. Transplantologia – tyle się o niej dzisiaj mówi. Tylko czy wszystko jest czarna i białe? Czy nasze uczucia można do tego sprowadzić? Czytając nasuwa się wiele pytań. Książka niewątpliwie zalicza się do tych refleksyjnych, tych z których coś się wyciąga. Każde opowiadanie ma swoją historię, bywa nawet, że
Éric-Emmanuel Schmitt
gorzko- śmieszną . Dla mnie takim opowiadaniem jest tytułowe Małżeństwo we troje i historia nieżyjącego Mozarta, jego małżonki i jej drugiego męża. Postacie są rożne, mają swój charakter, swoje sekrety i swoje cierpienia. Są realni no i zapewne mają w sobie ludzkie odzwierciedlenie. Całość doskonale wyważona, wciąga i fascynuje. Mnie historie tych bohaterów wciągnęły, zafascynowały, dały do myślenia. Autor z doskonałym wyczuciem i talentem pokazuje nam te problemy, ten ból, tą miłość. Widzimy jak zwyczajny (niezwyczajny pies) może być zarówno matką i ojcem. Pies może uratować człowieka nawet przez wynaturzeniem. Ta książka to nie lada gratka dla fanów tego autora, ale także dla osób preferujących taką literaturę. O życiu nie banalnie, o życiu w prostych słowach, do prostych ludzi i z wyczuciem. Poruszające historie. Ja już mam w planach wyszukać jakąś kolejną perełkę tego autora.

Giovanni Giacomo Casanova - Pamiętniki

tłumaczenie: Tadeusz Evert
seria/cykl wydawniczy: Fortuna i fatum
wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: 6 listopada 2013
liczba stron: 380
kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik

Zapewne nazwisko Casanova jest wam znane, nie jednokrotnie mieliśmy okazję go „spotkać” w filmach. Co więc kryje się pod maską słynnego włoskiego kochanka? Oczywiście liczne romanse i co się z tym wiąże różne nie przyjemne przypadłości, ale w przypadku tego mężczyzny jest jeszcze coś. Był on niezwykle intrygującą osobą, mającą wiele zainteresowań . Kim więc był Jakub Casanova? Był księdzem, pisarzem, matematykiem, alchemikiem, poetą a nawet przedsiębiorcą, jednak ponad wszystko, kochał uciechy życia. Na owe Pamiętniki trafiłam zupełnie przypadkiem, wzmianka o samej książce i o autorze była w dodatku do pewnej gazety. Zaintrygowana postanowiłam ją od razu mieć. Szczególnie, ze opinia była zachęcająca, więc postanowiłam poznać Casanove bliżej.
Alchemik, szarlatan i hipnotyzer. Stał się sławny po aresztowaniu za bezbożność i czary. Casanovę przyjmowano na dworach wielkich tego świata: carycy Katarzyny, Fryderyka Wielkiego, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jego pojedynek z polskim magnatem i przyjacielem króla, Franciszkiem Ksawerym Branickim stał się sensacją towarzyską. Poszło oczywiście o kobiety. Nade wszystko jednak kochał rozkosze życia, co szeroko opisał w swych pamiętnikach, które nadal czyta się z wypiekami na twarzy.
Ta książeczka jest tylko cząstką z życia naszego bohatera. Oryginalnych tomów jest piętnaście a może nawet i siedemnaście, jednak na język polski nigdy nie przetłumaczono ich w całości. Owszem pojawiały się zapiski Casanovy ale tylko we fragmentach i to pod kontrowersyjnymi tytułami takimi jak: Od kobiety do kobiety oraz Mrożąca krew w żyłach ucieczka z więzienia ołowianego. W życiu tego człowieka działo się jednak znacznie więcej. Dlatego też tłumacz postanowił przybliżyć nam postać Casanovy w szerszym formacie, wybrał to co najciekawsze i co może nas zainteresować tym samym poszerzając treść. Co do treści to powiem szczerze, że jest wciągająca. Przybliża czytelnikowi życie i obyczaje jakie panowały w tamtym czasie. Postacie były nadzwyczaj przebiegłe i barwne. Obyczaje zaś i język zupełnie inne niż w dzisiejszych czasach. Jednak nie zawsze życie kochanka było tak barwne jak się wydaje. Uwielbiał kobiety, uwodził je i zazwyczaj nie miał skrupułów, bywały jednak takie momenty, w których jego serce wypełniały emocje. Miał zmienne nastroje i szybko wpadał w gniew, gry w karty przyprawiały go o bankructwo jak i o „fortunę”. Podobnie zresztą z kobietami. Był znany i dużo podróżował, odwiedził nawet nasz kraj. Jakie miał o nas zdanie?
„Trzeba rzec, że pod przykrywką układnych manier i łagodności Polacy zachowali coś dzikiego i barbarzyńskiego. W ich wylewnej przyjaźni jak i w gorącej, pamiętliwej nienawiści wyczuwa się jeszcze Sarmatów i Scytów. Zdają się nie rozumieć, że honor zabrania napadać gromadą na wroga, gdy się nadarzy sposobność.”
Czy był przystojny? Dla jednych pewnie tak, dla innych zapewne nie. Był niezwykle wytrzymały fizycznie i niesamowicie żywotny. Jednak nie wątpliwie miał charyzmę i przyciągał ludzi jak magnes. A że zawsze wiedział co powiedzieć i jak się zachować był proszony na wszelkiego rodzaju uroczystości. Zawierał bardzo ciekawe znajomości, dużo czytał i często uciekał.
 „– Tego weneckiego szlachcica? Tak, to mój przyjaciel. – Nie podoba mi się jego szlachectwo. Nie budzą we mnie szacunku ci, którzy je kupują. – A ci, co je sprzedają, najjaśniejszy panie? – pyta Casanova.” 
Na starość osiadł w zamku hrabiego Józefa Karola Emmanuela Waldstein-Wartenberga, na jego zamku w Czechach, i tam właśnie powstały te Pamiętniki. Nie przepadam za biografiami, jednak ta książka mnie zaintrygowała, przeczytałam ją z ciekawością. Sam Casanova doskonale sprawdził się jako narrator i zwraca się bezpośrednio do czytelnika (jako do mężczyzny). Bardzo dobra lektura i myślę, że warto ją przeczytać. Kto wie, może pewnego dnia będziemy mogli przeczytać wszystkie tomy i jeszcze lepiej poznać Casanovę.
„Każdy wiersz tej książki czyta się z prawdziwą przyjemnością” 
                                                                                               Heine

sobota, 1 lutego 2014

Alice Munro – Przyjaciółka z młodości

tłumaczenie: Agnieszka Kuc
tytuł oryginału: Friend of My Youth
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 26 września 2013
liczba stron: 436
kategoria: literatura współczesna

Zastanawialiście się kiedyś nad przyjaciółkami swojej mamy? Jakie były? Czy były szczęśliwe? Czy aby na pewno można było na nich polegać? A co powiecie o swoich przyjaciółkach z młodości? Dużo pytań na wstępie, ale jak się zastanowić to mają one jakiś sens. Zastanówmy się przez chwilę nad tematem przyjaźni. Może nawet przypomnicie sobie historie opowiadane przez rodziców, albo własne przyjaźnie z dzieciństwa, młodości. Co z nich zostało? Listy? Zdjęcia? Rozczarowanie? A może najzwyczajniej w świecie miłe wspomnienia. Temat do rozmyślania przy herbatce z miodem i przy dobrej muzyce. Przyjaciółka z młodości to kolejna seria opowiadań Alice Munro, jednej z moich ulubionych autorek.
Przyjaciółka z młodości to dziesięć niezwykłych, hipnotyzujących czytelnika opowiadań o tym, co dla każdego z nas najważniejsze, ale i najbardziej tajemnicze: o miłości, tęsknocie, umieraniu, przypadkach rządzących naszym życiem… Prawdziwa literacka uczta dla wielbicieli magii słowa i niezapomnianych wrażeń.
Autorka po raz kolejny zabiera nas w podróż po ludzkim życiu. Niby kolejna książka o tym samym, bo przecież w poprzednich też były podobne tematy, też były opowiadania i też wszystko w tym samym nostalgicznym klimacie. Jednak nie! Mimo tego, że tematyka jest w sumie taka sama jak w innych książkach to jednak jest w tym świeżość. Jest to czwarta już książka tej autorki, którą mam w swoich rękach i nadal mam apetyt na więcej. Wszyscy Ci, którzy lubią opowiadania Alice Munro będą zadowoleni i przeczytają je z apetytem. Nie ma w tej książce żadnej magii ani zrywów akcji, ale jest przemijanie, jest codzienność i są problemy –jest w niej zawarte życie Nie znajdziemy tutaj idealnych bohaterów bez skazy, a wręcz przeciwnie, ludzi z wadami. Przez to stają się oni bardziej prawdziwi, naturalni – bardziej ludzcy. Każdy z nich boryka się z życiem. Z tym co było kiedyś i z tym co jest teraz. Mierzą się z własnymi słabościami no i rozwodami ( co wśród naszych bohaterów zdarza się dość często). Czytając zastanawiałam się na czym nam tak naprawdę w życiu zależy. Do czego dążymy? Czego nam jest ciągle mało? Autorka pokazuje, że ciągle mamy jakiś niedosyt, obojętnie czego byśmy nie osiągnęli i tak po jakimś czasie czujemy znużenie i szukamy
Alice Munro
czegoś pobudzającego. Każde z opowiadań ma swoją historię, swoje postacie. Czasami dziwaczne i skomplikowane, bywa i tak, że są denerwujące. Jednych bohaterów lubimy a jednych nie. Jednak coś je łączy. Każdy stwarza pozory. Każdy zmienia się z upływem lat. Stosunki międzyludzkie też. No i potem wspominamy właśnie przyjaciół z młodości, z dawnych lat – z melancholią. Mnie osobiści najbardziej podobały się dwa opowiadania – pierwsze i ostatnie. Nie znaczy to, że reszta nie jest ciekawa, ale te dwa jakoś mnie najbardziej zaintrygowały. Autorka umie doskonale przedstawić nam daną postać i jej emocje, opisy otoczenia i zaistniałej sytuacji też zasługują na uznanie. Czytając nie czujemy znużenia, balansujemy na granicy wspomnień. Opowiadania te zawsze będą na czasie, znajdą odzwierciedlenie w codziennym życiu i dadzą do myślenia.

Ka Hancock – Tańcząc na rozbitym szkle

tłumaczenie: Magdalena Filipczuk, Michał Filipczuk
tytuł oryginału: Dancing on broken glass
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 7 lutego 2013
liczba stron: 608
kategoria: literatura współczesna

Tańcząc na rozbitym szkle to debiutancka powieść Ka Hancock, psycholog i pielęgniarka, matka i babcia. Pisała ją zainspirowana historiami swoich pacjentów, zwykłych ludzi z problemami. To by wszystko wyjaśniało. Debiut i od razu sukces. Dlaczego sukces? Ponieważ to co autorka zdołała uwiecznić na stronach swojej książki jest powalające. Miałam po nią sięgnąć już jakiś czas temu, ale zostawiłam ja „w kącie”. Sama nie wiem dlaczego. Może ze strachu przed objętością (zdarzało mi się czytać równie grube książki). A może ze strachu przed tym co znajdę w środku (wiedziałam już z pewnych źródeł co mnie może czekać czytając). Jednak dłużej nie dało się czekać, coś ciągnęło mnie do tej historii. I jak się okazało ilość stron nie była problemem.
Wstrząsająco szczery portret małżeństwa zmuszonego do walki z przeciwnościami losu, które zamiast je rozdzielić, dają mu wielką siłę. Lucy Houston i Mickey Chandler pewnie wcale nie powinni się w sobie zakochiwać, a tym bardziej myśleć o małżeństwie. Oboje są obciążeni genetycznie – on cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową, kobiety w jej rodzinie jedna po drugiej zapadają na raka piersi. Kiedy jednak w dniu dwudziestych pierwszych urodzin Lucy drogi jej i Mickeya przecinają się, oboje wiedzą, że to spotkanie odmieni ich życie. Pełni obaw i wątpliwości, Lucy i Mickey są gotowi zrobić wszystko, by ich związek przetrwał – spisują nawet jego reguły. On zobowiązuje się regularnie przyjmować leki. Ona nie będzie obwiniać Mickeya o to, co nie podlega jego kontroli. Oboje przyrzekają sobie wierność i cierpliwość. Jak w każdym małżeństwie, zdarzają im się lepsze i gorsze – a czasami koszmarnie złe – dni. Załamani kolejnym nawrotem choroby, podejmują dramatyczną decyzję: nigdy nie będą mieć dzieci. Kiedy jednak Lucy podczas rutynowej kontroli dowiaduje się, że jest w ciąży, reguły przestają się liczyć, a Lucy i Mickey muszą na nowo zdefiniować swój związek.
Autorka przeszła samą siebie, ukazując portret tego małżeństwa. Trudy życia codziennego, opisane z brutalną dokładnością. Odzwierciedlenie uczuć i charakteru tych postaci nie było proste, ale się udało. Na stronach tej książki znajdziemy: ból, strach, odwagę, niekiedy nie zrozumienie, ale przede wszystkim siłę i bezgraniczną miłość. Miłość do męża. Miłość do nienarodzonego dziecka. Trudny wybór i zarazem wyrok skazujący siebie. Walka o ten cud, który zesłał im Bóg, walka ze światem. Walka z bólem i targowanie się ze śmiercią. Aborcja. Czy aby na pewno ? Dylemat moralny, dylemat matki. Jaka decyzja? No właśnie matka a tym samym żona, żona chorego człowieka. Nasza bohaterka to kobieta, która nie boi się ryzykować, nie boi się wejść w związek małżeński z chorym psychicznie człowiekiem. Która walczy z rakiem. W tej historii jest nadzieja i jest siła. Siła mieszkająca w ludziach, w rodzinie, w siostrach. Pokazuje jak ważna jest miłość, rodzina i przyjaźń. Wzruszająca, przepełniona emocjami opowieść, która zostaje w pamięci i w sercu na długo. Prawdziwa miłość nie zna granic, jest twardsza niż skała, elastyczna niczym guma i ma słodko- gorzki smak. Prawdziwa miłość to wyzwanie. „Lucy, każde małżeństwo to taniec, czasem kłopotliwy, czasem dający wiele radości, a przez większość czasu po prostu spokojny. Z Mickeyem zaś czasami będziesz musiała tańczyć na rozbitym szkle. Pojawi się cierpienie. Pod jego wpływem albo się wycofasz, albo wzmocnisz uścisk, by kontynuować taniec, aż w końcu znów będzie wam łatwo.” Ten cytat
Ka Hancock
chyba mówi wszystko – wszystko- o miłości do chorego człowieka. Jednak czytając poznamy też siłę miłości do dziecka. Nasza bohaterka musi stoczyć walkę. A czym jest walka z nowotworem? Czytając widzimy skalę bólu i cierpienia. Odruchowo próbujemy siebie wyobrazić na miejscu Lucy. Jaką decyzje ja bym podjęła? Czy miałabym tyle siły? Czy miałabym tyle przyjaciół? Jak zachowałby się mój mąż? Takie pytanie pewnie w naszych głowach powstają. Jeśli ktoś miał do czynienia z osobą chorą na raka płuc, to wie co czuje ta druga osoba. Widzimy ile kosztuje ją udawanie, że jest ok.- a wszystko po to by nas pocieszyć. Za pewne te chwile wracają w czasie czytania. Ta książka ma siłę, ale też niezwykły klimat. Mimo tych przeciwności losu, czujemy rodzinne ciepło i coś więcej niż tylko cierpienie. Autorka pokazuje jak ważne są chwile w naszym życiu, jak ważna jest miłość i wsparcie. Jedno jest pewne, chusteczki są potrzebne. Łzy popłyną nie raz. Podoba mi się styl, mamy tutaj wymieszane wspomnienia, dzięki którym poznajemy historię rodzinną i etapy związku Lucy i Micka. Możemy też czytać dziennik, który prowadzi mąż Lucy, a to pozwala mieć wgląd w jego osobowość. Co bardzo pomaga w zrozumieniu tej postaci, skomplikowanej aczkolwiek silnej i kochającej. Większość osób uznałaby go za niewartego uwagi wariata, ale nie Lucy. Autorka doskonale opisuje, wartość każdego człowieka. Od wariata- po nie narodzone dziecko. Ta książka ma w sobie głęboką wartość i kiedyś do niej wrócę. Ta książka jest sama sobie recenzją. A okładka wyraża treść w stu procentach. Odzwierciedla, kruchość , miłość, strach i zaufanie. Moja ocena to 10/10

Larry Winget – Zamknij się, przestań narzekać i zacznij żyć

wydawnictwo: Wydawnictwo International Publishing Service
data wydania: 2007 (data przybliżona)
liczba stron: 271
kategoria: poradniki

Tym razem coś z zupełnie innej beczki. Były już romansidła, biografie, były wampiry i wilkołaki a nawet paranormalni i podróże w czasie. Teraz będzie poradnik! Nie tam żaden nowy, bo pewnie większość zna już tą książkę i tego autora, ale znalazłam ją na półce i doszłam do wniosku, że warto coś o niej napisać. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po tego typu książki, warto przecież wiedzieć co myślą mądrzejsi od nas – w tym przypadku Larry Winget. Autor jest jednym z najbardziej znanych w Ameryce mówców w zakresie rozwoju osobistego, pokazuje, że słabe wyniki w pracy są wynikiem niesumiennego wykonywania przez nas zadań i apatii. Jest irytujący. Kontrowersyjny. Kłótliwy. Sarkastyczny. Bezpośredni i zjadliwy. Nigdy wcześniej nie czytałam nic jego autorstwa, ale gdy zobaczyłam tą książkę, stwierdziłam, że warto przeczytać- w końcu nie bez powodu na okładce napisali, że bestseller (śmiech). I co z tego wyszło? Czy dowiedziałam się czegoś nowego i mądrego?
Książka ta nie jest gotową receptą na szczęście i sukces zawodowy. Jej autor postanowił rozprawić się z czytelnikiem w dość bezpardonowy sposób. Pisze wprost, że jeśli jesteś niezadowolony ze swojego życia, to winę za to ponosisz ty sam. Nikt nie rozwiąże za ciebie twoich problemów. Sam musisz sobie z nimi poradzić. Rusz tyłek i bierz się do roboty. Tylko w ten sposób możesz osiągnąć szeroko rozumiany sukces, zarobić więcej pieniędzy i zacząć cieszyć się życiem.
„Życie źle cię traktuje? Pora zacząć je zmieniać!!!” No właśnie tylko jak? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć autor tej książki. Co prawda w bardzo oryginalny i kontrowersyjny sposób, ale możliwe, że taką metodą dotrze do czytelnika. Całość podzielona została na 31 rozdziałów, nie nudnych i nie mega obszernych. Dowiemy się z nich między innymi jak przestać robić rzeczy których nie lubimy, że mamy się nie obwiniać i wsłuchać w siebie. A przede wszystkim, że należy być sobą w każdej sytuacji. Trzeba przyznać, że autor się trochę rozpisał i tych sposobów na ogarnięcie własnego życia trochę nam „podpowiedział”. Patrząc na spis treści na pewno coś od razu was przyciągnie, chociaż ja czytałam po kolei. To wszystko napisane jest bezpośrednim językiem z domieszką sarkazmu. Autor w jasny i wyraźny sposób obwinia o zaistniałe problemy czytelnika. Dobitnie wręcz wytyka głupotę i nie boi się nikogo urazić, zresztą po przeczytaniu wstępu, będzie to widać jak na dłoni. Nie każdemu to się może podobać (chociaż autor ma to w nosie) mi jednak taka forma nawet odpowiadała. Ile mamy książek tego typu, w których mamy ładnymi słówkami w ogólnikowy sposób napisane w czym rzecz. Autor w swojej książce nie napisał nic odkrywczego, czego byśmy nie wiedzieli, ale zazwyczaj nikt nam w dobitny sposób nie mówi, że jesteśmy sobie sami winni. „Jeżeli twoje życie jest do niczego, to dlatego, że sam jesteś do niczego.” Mówi wam ktoś coś takiego? Znajdziemy tutaj cytaty znanych osobistości takich jak np. Budda. Natrafimy także na fragmenty z życia samego autora, na których pokazuje nam, że on także kiedyś popełniał błędy i nadal je robi, ale wszystko można pokonać. Myślę jednak, niektóre rozwiązania nie pasują do naszych realiów.
Larry Winget
Polska to nie Ameryka, u nas życie jest na zupełnie innym poziomie, nie zostawisz domu i nie wyjedziesz z dnia na dzień na drugi koniec kraju bo tam jest ładniej, bo masz wkurzającego sąsiada czy z jakiegoś innego powodu. Szczerość w takiej wersji jaką tu Larry Winget opisuje, też będzie nie łatwo wprowadzić w życie, wręcz brutalną aż to bólu. Są jednak bardzo ciekawe porady i całość czyta się bardzo dobrze i szybko. Myślę jednak, że każdy musi sam sobie jakoś wypracować swoje metody a jak już korzysta z porad to trzeba je umieć doskonale pod siebie uelastycznić. Co do okładki zaś, nie jest przekonywująca. Autor na niej prezentuje się nadzwyczaj oryginalnie i kontrowersyjnie. Jednak nie wątpliwie ma bardzo ciekawą osobowość i ciekawe spojrzenie na życie człowieka. Chociażby z tego powodu warto tą książkę przeczytać. To nie jest książka na raz, myślę, że warto po nią sięgać w razie potrzeby. I takie lektury bywają intrygujące, wciągające i pouczające. Oczywiście nie każdemu musi podobać się to co mi, wybór należy do was. Moja ocena to 6/10.
„Aby dokonać pozytywnych zmian w swoim życiu, najpierw musisz ocenić je krytycznie.”
„Trzy główne powody, dlaczego ludzie nie odnoszą sukcesów: Są głupi. Są leniwi. Nie zależy im na niczym.”

Jerzy Pilch – Wiele demonów

wydawnictwo: Wielka Litera
data wydania: 23 kwietnia 2013
liczba stron: 480
kategoria: literatura współczesna

Jerzy Pilch jeden z najpopularniejszych pisarzy w naszym kraju, laureat nie jednej nagrody, dramaturg i scenarzysta filmowy, człowiek, który osiągnął sukces. Więc jak to jest możliwe, że ja dopiero teraz przeczytałam jego książkę? I to trafiłam na nią pod wpływem impulsu. Narzeczony zapytał dlaczego nie czytam książek polskich autorów. W sumie to nawet dobre pytanie. Postanowiłam więc wybrać coś z „naszego podwórka”. Dlaczego akurat ten autor? Ponieważ, gdzieś w podświadomości kojarzyłam to nazwisko. A dlaczego akurat Wiele demonów? Moją uwagę przyciągnęła okładka a potem sam opis.
Do miasteczka – ku powszechnemu zdumieniu – zjeżdża Jula Mrakówna ze swym katolickim narzeczonym. Kto ją przenocuje? Bo przecież nie wstrząśnięty ojciec, pastor Mrak! Co stało się z jej siostrą Olą, w tajemniczy sposób zaginioną? Żeby ją chociaż porwali esbecy, ale towarzysz Goniec zaprzecza! Czy miejsce jej pobytu wskaże Fryc Moitschek, który nawet jak nie był stuprocentowym cudotwórcą – miał dar? Kim jest mężczyzna w czarnym owerolu, który wszedł do willi świętej pamięci doktora Nieobadanego i nie wyszedł?
Autor posługuje się barwnym językiem, bawi się nim wręcz. Wyciska z niego wszystko co tylko możliwe, żeby dobrze wszystko opisać, żeby nam uzmysłowić zaistniałe fakty a tym samym utrudnić nam czytanie. Po przeczytaniu tylu stron i to takim obfitym językiem, momentami czułam się zmęczona. Chociaż z drugiej strony, sanowi pewnego rodzaju bogactwo. Do tego początek raczej mało zachęcający, akcja zaczyna się rozkręcać po pięćdziesięciu stronach a i tak stopniowo rośnie napięcie. Jednak autor wykazał się tutaj ogromną wiedzą na temat ludzkiej psychiki, swoje postacie opisuje z dużą dokładnością. Zagląda on wręcz do głów bohaterów, bywa przy tym delikatny a zarazem brutalny, pokazuje nam tym samym jak skomplikowany może być zwykły człowiek. Każdy z nas ma swoje własne „demony” , każdy człowiek zagraża sam sobie – i to chce nam przekazać autor. A wszystko to zawarte jest w kryminalnej i zagadkowej historii, dawkowanej nam stopniowo i nie ułożonej chronologicznie. Nie jest to leciutka literatura, którą
Jerzy Pilch
połkniemy od razu, tu trzeba się skupić, bo inaczej zginiemy w chronologii . Dialogi bywają obfite i wybuchowe, narracja bywa śmieszna i momentami wciągająca, ale rzadko. Jednak zdecydowanie za dużo w niej niepotrzebnego „gadania”, za dużo zwrotów i lekki bałagan. Wątek religijny, bywa też tutaj nachalny, tak jakby bohaterowie wierzyli „ pod publiczkę”. Ja osobiście nie wyniosłam nic szczególnego z tej książki, nie wciągnęła mnie ta historia tak jakbym chciała. Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś innego, a już na pewno napisanego w innym stylu. Coś w lżejszej tonacji, ale mniej więcej z tą samą fabuła. Nie jestem w pełni zadowolona, miałam większe oczekiwania, a tym czasem książka okazała się przeciętna. Wszystko jest zbyt chaotyczne a końcówka nie w pełni zadowalająca. Mogło być więcej napięcia a zdecydowanie mniej gadania. Za to okładka przyciąga uwagę. Tak jak powiedziałam na początku, nie miałam okazji czytać nic innego tego autora, więc nie mam też porównania. Jednak po tej lekturze wątpliwe jest abym jeszcze wybrała coś z repertuaru tego autora. Moja ocena to 4/10.

Kelley Armstrong – Przebudzenie

tłumaczenie: Jerzy Łoziński
tytuł oryginału: The Awakening
seria/cykl wydawniczy: Najmroczniejsze Moce tom 2
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 9 listopada 2010
liczba stron: 368
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Przebudzenie to dalsze losy Chloe i jej paranormalnych przyjaciół. Pierwszą część oceniłam zadziwiająco wysoko (chyba aż za wysoko) a doszłam do takiego wniosku teraz- po przeczytaniu tej części. Dość popularne są teraz książki o takiej tematyce ( i tym podobnej), pozwalają oderwać się od rzeczywistości, pod warunkiem, że nie są sztuczne i nudne. Napisać coś dobrego i nie oklepanego wcale nie jest łatwo. Jak więc jest z tą częścią?
Chloe Saunders była jednak żywą i absolutnie normalną nastolatką, a przynajmniej tak jej się wydawało do chwili, gdy poznała wstrząsającą prawdę: jest chodzącym eksperymentem naukowym. W chwili narodzin została genetycznie zmodyfikowana przez grono bezwzględnych naukowców znane jako Grupa Edisona. Chloe dysponuje niezwykłymi zdolnościami: widzi duchy, a także jest w stanie wskrzeszać zmarłych, co często ma przerażające konsekwencje. Co gorsza, rozwój jej talentu czyni ją groźną dla żyjących członków Grupy Edisona, którzy uznają, że najwyższy czas zakończyć eksperyment raz na zawsze. Ratując swe życie, Chloe ucieka z Lyle House z trojgiem innych nastolatków o nadnaturalnych zdolnościach: uroczym czarodziejem, cynicznym wilkołakiem i pełną temperamentu młodocianą wiedźmą. By złapać uciekinierów, prześladowcy poruszą ziemię i piekło. Dosłownie…
Kelley Armstrong postawiła na dynamikę i na pełną przygód akcję. Tempo jest naprawdę dobre, i rosło stopniowo od początku. Nasza Chloe przechodzi wewnętrzną przemianę” staje się odważniejsza i bardziej ryzykuje. Okoliczności ucieczki się zmieniają, ktoś zdradził a ktoś pomaga. I muszę przyznać, że sama byłam zaskoczona z kim uciekła nasza bohaterka. Książka trzyma w napięciu, ciągle trwa pościg, nikomu nie można ufać, emocje sięgają zenitu a i życie na ulicy łatwe nie jest. Przemieszczanie się z miejsca na miejsce
Kelley Armstrong
dodaje charakteru książce. Poznajemy bliżej Dereka a to bardzo ciekawa postać. Derek i Chloe? Wydaje mi się, że w jakiś sposób się do siebie zbliżyli a do tego dochodzi jeszcze uroczy Simon? Intrygujący wątek, ale nie tylko ten jeden. Zaintrygowała mnie zmiana barwy amuletu Chloe. Układanka się powoli układa, akcja nabiera tempa, postaci przybywa. Myślę, że książka jest lepsza od poprzedniej. Ma w sobie więcej dynamiki, więcej akcji i po prostu bardziej wciąga. Szybko przy niej płynie czas i ma się ochotę przeczytać część trzecią. Książka jest prosta, ale to właśnie w tej prostocie tkwi sekret tej fascynującej przygody .Liczę na to, że odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania znajdę w zakończeniu tej ciekawej historii. Moja ocena to 9/10.

Isabel Abedi – Lucian

tłumaczenie: Anna Wziątek
wydawnictwo: Wydawnictwo Nasza Księgarnia
data wydania: 18 maja 2011
liczba stron: 528
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa

Tym razem sięgnęłam po książkę autorstwa Isabel Abedi – Lucian. Miałam ją „pod ręką” od dłuższego czasu, ale za każdym razem wybierałam coś zupełnie innego. Tym razem jednak wybrałam właśnie ten tytuł, a to dlatego, że zostałam zapytana dlaczego nie przeczytam właśnie tej książki, podobno jest ciekawa. No i faktycznie oceny czytelników miała wysokie. Tak więc zabrałam się do czytania. I co z tego wyszło? Czy opinie czytelników pokrywają się z moją opinią na temat tej książki?
- Czy przyszło ci kiedyś do głowy, że Lucian może… nie być człowiekiem? Spuściłam wzrok. - Nie – wyszeptałam. Pomyślałam jednak: „Tak”. Lucian nie ma przeszłości. Ma za to niepokojące sny – o nieznanej, ale bardzo mu drogiej dziewczynie. Rebeka od pierwszego spotkania czuje, że coś ją ciągnie do tego dziwnego chłopaka. Oboje rozpaczliwie próbują uwolnić się od siebie, lecz łącząca ich więź okazuje się zbyt silna. Zresztą czy na pewno tego właśnie pragną?
Poczatek mnie zupełnie nie wciagnął, a potem gdy już było ciekawiej to i tak stwierdziłam, żeniczym się nie różni od innych książek tego typu.Jest nastolatka z problemami, jest przystojny nieznajomy, który wróży kłopoty no i wierna przyjaciółka z którą i tak się pokłóci nasza bohaterka a żeby tego było mało jest jeszcze eks chłopak, który nadal jest zakochany w Rebece. Czy własnie nie tak zaczynają się tego typu ksiązki? Czy nie na tym zarysie opierają się wątki podobnych książek? Zmieniają się aby bohaterowie i ciut inne okoliczności, ale wszystko pozostaje takie samo. Jednak czytałam dalej,gdyż robiło się coraz ciekawiej. No i w ten sposób trafiłam na bardzo interesująca historię, która nie okazała się tak banalna jak myślałam wcześniej. Pomyliłam się – tak- przyznaję się. Bohaterowie okazali się kreatywni i nie sztuczni, mieli w sobie ducha. Nasza bohaterka też pokazała się z różnych stron i absolutnie zadziwia zmianami jakie w niej zachodziły. Lucian natomiast nie jest zwykłym „przystojnym nieznajomym”, który intryguje swoją rówieśnicę a kimś bez przeszłości, kimś zaskakująco namacalnym, ciekawym. Niejest też przytłaczającą postacią, która pojawia się na każdym kroku i ma się jej dość, bo tylko wydłuża wszystko i wprowadza nudę. Nudy w tej historii nie znajdziecie wcale, mimo tego wstepu, któy wydaje się trochę już „zbyt dobrze znany” to reszta jest całkowicie świeża. Jest dynamika, jest akcja, pojawiąją się nowe postacie i ruszamy z naszą wyobraźnią na przód. Rozwiązujemy zagadkę – Kim tak naprawdę jest Lucian?- i dochodzimy do róznych wniosków ( przynajmniej ja tak miałam, i raz nawet Lucian skojarzył mi się z chodzącą śmiercią, coś na kształt filmu Joe Black). Jednak to nie było trafne przypuszczenie, co bardzo pozytywnie zaskakuje. Akcja dzieje się w
Isabel Abedi
różnych miejscach, nasza Rebeca, podejmuje różne decyzje, ale za to zyskuje chwile pełne miłości, pożadania i szczęścia. To wlaśnie on e w połączeniu z Lucianem tworzą coś pieknego i wręcz nierealnego.Książka jest nie tylko fascynująca, jest też bardzo romantyczna. A przede wszystkim wzruszająca. A szczególnie końcówka, która totalnie zaskakuje i mogą przy tym wątku popłynąć łzy. Cała historia jest przepełniona różnymi emocjami, nie jest jednostajna, jest w niej smutek, złość, nienawiść a przede wszystkim miłośc i poświęcenie. Jest też pragnienie. Ta książka jest po prostu rewelacyjna. Czytałam wiele podobnych, ale ta po prostu mnie totalnie zaskoczyła. Autorka w doskonały sposób opisała każdą chwilę, każde rodzące się uczucie w postaciach. Czytając ma się wrażenie, że się jest obok i się wszystko widzi, że przenosimy się w nierealny świat. W pełni więc zasługuje na tak duże oceny. Napisana jest w nieskomplikowany i lekki sposób, co jest dodatkowym atutem. Autorka stworzyła taką historię i takich bohaterów, którzy na długi czas zostaną w naszej pamięci. Brak słów na opisanie tak dobrej książki, więc po prostu trzeba ją przeczytać. Moja ocena to 10/10

Podsumowanie roku 2013

Nadszedł czas na podsumowanie. Tak więc postanowiłam wybrać pięć najlepszych książek , które miałam okazje przeczytać w tym kończącym się dziś roku. Przeczytałam ich nie mało a miałam w planie przeczytać więcej, ale mam nadzieje, że w nadchodzącym roku poprawię swój dotychczasowy wynik. Tak więc czas ogłosić „zwycięzców”;)


Miejsce 1. „Wyznaję” Jaume Cabre
To trzymające w napięciu wyznanie miłosne i spowiedź człowieka starającego się poznać istotę zła nie tylko w sobie, ale w całym Świecie. Jest to także historia chłopca wychowującego się wśród książek, który mierzy się z rodzinnymi tajemnicami. W tej książce znajdziemy także piekło dwudziestowiecznej Europy, historię zabytkowych skrzypiec, które są „piekielne” albo są narzędziem zła. Nie jest to lekka literatura, ale jest naprawdę warta przeczytania, mimo swej obszernej postury i nie łatwej historii. Trzeba się skupić czytając, ale warto. Ma ona w sobie bogactwo językowe i doskonałe portrety psychologiczne postaci.

Miejsce 2. „Zagubione godziny” Karen White
Książka ta pochłania czytelnika od samego początku, ma niesamowity klimat i owiana jest tajemnicą „rodzinną” co podsyca apetyt. Wszystko współgra ze sobą idealnie w treści a poza tym czyta się ją płynnie i szybko. Postacie mają też w sobie to coś. Historia o życiu i o problemach a tym samym wielopokoleniowa. Coś co warto przeczytać.

Miejsce 3. „Miłość dobrej kobiety” Alice Munro
Autorka ma na swoim koncie nie jedną dobrą książkę, więc wybór był nie łatwy. Wybrałam właśnie tą, bo opisuje uczucie, które często przynosi nam i radość i smutek. Tak wiele jest rodzajów miłości, tak wiele ma ona „twarzy” i „imion”. Miłość to ryzyko, które ponosimy i to wszyscy. Autorka doskonale opisuje w swych opowiadaniach sens miłości. Miłość do drugiego człowieka – tak po prosu. Alice Munro doskonale opisuje rzeczywistość, to o czym pisze jest wciąż aktualne, to o czym pisze jest namacalne a postacie realistyczne.

Miejsce 4. „Niezwykła wędrówka Harolda Fry” Rachel Joyce
Powiem krótko. Książka przepełniona refleksją, książka rozniecająca nadzieję. Historia o facecie, który postanowił, że pójdzie odwiedzić chora przyjaciółkę i poszedł. No i idzie, Idze i idzie. Ale ta jego wędrówka, pozwala nam czytelnikom zastanowić się nad własnym życiem. Czyta się lekko i szybko. A wędrówka jest faktycznie niezwykła.

Miejsce 5. „Zawsze przy mnie stój” Caroyn Jess- Cooke
Doskonała narracja i lekkość tekstu, a do tego doskonała fabuła. Okładka podobała mi się niesamowicie i podoba nadal. Wzruszająca historia, nie banalna i zaskakująca. Nie jest ani nudna ani banalna.

To już wszystkie moje typy, jednak wybór nie był wcale łatwy. Miałam dylemat, bo książek, które mi się podobały było ciut więcej. Jestem ciekawa jakie typy Wy byście obstawili. Zachęcam do podzielenia się nimi;)

Alice Munro – Drogie życie

tłumaczenie: Agnieszka Kuc
tytuł oryginału: Dear Life
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 16 maja 2013
liczba stron: 408
kategoria: literatura współczesna

Do twórczości Alice Munro wróciłam szybciej niż się tego spodziewałam (miałam w planach przeczytać jej kolejną książkę, ale byłam pewna, że nastąpi to później). Myliłam się jednak. Pod choinką czekało na mnie Drogie życie jej autorstwa. Nie mogłam się oprzeć przyciągającej mój wzrok okładce. Co trzeba zaznaczyć, bardzo stylowej i wręcz olśniewającej luksusem. Pasuje ona idealnie do tytułu bo kojarzy się z drogim życiem i to w stu procentach. Kobieta przedstawiona na owej okładce ma ewidentnie dobry gust i klasę co widać po jej fryzurze i pięknej sukience, która kojarzy się ze złotem. Do tego pomieszczenie, w którym się znajduje też wygląda stylowo i bogato. Uwielbiam takie okładki: stylowe, delikatne a wiele mówiące i pasujące do tytułu.Jednak nie o taki luksus chodzi autorce. Tak więc kuszona tymi widokami, musiałam się poddać i zacząć czytać. Jak pewnie już wiecie, jestem fanką Alice Munro, cenie sobie jej twórczość i jestem pełna podziwu, dla jej talentu literackiego. Tak więc i tym razem liczyłam na coś „wykwintnego i ze smakiem”.
Nieoczekiwane spotkanie kochanków z odległej przeszłości, romans bogatej kobiety z mężem innej, rozpacz mężczyzny, którego żona jest nieuleczalnie chora… Drogie życie to historie związków i namiętności, opowiadania o sekretach dzielących nawet najbliższych sobie ludzi, zapiski pokrętnych ścieżek losu, kpiącego z naszych marzeń i oczekiwań. To także bardzo osobiste wspomnienia autorki, przywołującej dom w Wingham, rodziców, młodszą siostrę, młodzieńcze rozterki, lęki i obsesje.
No i się nie przeliczyłam w swoich oczekiwaniach. Autorka po raz kolejny udowodniła swoją klasę. Napisała czternaście opowiadań, które opowiadają o kolejach ludzkiego losu. A konkretnie o relacjach między ludźmi. Pokazuje zwyczajne ludzkie życie, które jest zwyczajne trudne. Bohaterowie borykają się z różnymi problemami, tragediami, ale także niekiedy z pozytywnymi emocjami. Przez to wydają się nam oni bliżsi, wydaje się nam momentami, że dobrze ich znamy. Portrety psychologiczne postaci, które spotykamy na „swojej drodze” czytając te opowiadania są ciekawe, realne i namacalne. Bywa, ze przypominają nas samych. Im dalej zagłębiamy się w te koleje losu, tym bardziej stają się one interesujące. Ani na moment nie zagościła w tekście nuda, a przecież mogłoby się wydawać, że opisując zwyczajne życie i to z wątkami wojennymi musi być ono nużące. Nic bardziej mylnego. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, bo w tej książce jest wszystko. Są tajemnicze spotkania kochanków, trudne relacje rodzinne i śmiertelne choroby, ale przede wszystkim są więzi międzyludzkie. Trwałe i te nieco mniej trwalsze, ale równie zawiłe i skomplikowane. Jest tutaj dużo melancholii, przemyśleń i szarość, która ma w sobie jednak coś pozytywnego, coś pocieszającego. To co autorka opisała w tak idealny sposób mnie jest trudno skomentować w recenzji. Ciągle mam niedosyt, ze czegoś nie napisałam, a warte jest podkreślenia. Ważne jest z pewnością to, ze autorka w tych tekstach zawarła wątki autobiograficzne (mam na myśli ostatnie cztery „opowiadania”). Jest
Alice Munro
to zupełnie odrębny zbiór opowiadań, ale dla nas czytelników chyba bardzo ważny, gdyż to w nich autorka chciała pokazać część siebie i swojego życia a tym samym swoje lęki i obsesje. Świat w jakim dorastała i relacje z rodzicami i rodzeństwem. Autorka pokazuje jak bardzo cenne jest ludzkie życie. Jak bardzo jest ono drogie dla matki, chroniącej swoje dziecko przed zagrożeniem. Wytyka też ona trudy jakie to życie przynosi, jednak znajdziemy też fragmenty, gdzie podkreśla ona wszelkie szczęśliwe momenty, które w naszym życiu się pojawiają. Bo przecież one równoważą się z tymi złymi i szorstkimi momentami, jakie nas spotykają a tym samym czynią je znośniejszym. Jest to perełka w literaturze. Opowiadania Munro są jak narkotyk, jak nałóg. Nie będę bardziej rozpisywała się na temat fabuły każdego opowiadania z osobna. Nie miałoby to wówczas sensu a przyjemność z czytania byłaby nijaka. W tym tomiku opowiadań jest życie. Nie ubawione, nie cukierkowe- prawdziwe- gorzko- słodkie. Zdecydowanie polecam. Jestem pewna, ze nikt nie pożałuje tego „spaceru” z autorką po ludzkim życiu. Moja ocena to 10/10.

Kelley Armstrong – Wezwanie

tłumaczenie: Jerzy Łoziński
tytuł oryginału: The Summoning
seria/cykl wydawniczy: Najmroczniejsze moce tom 1
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 15 czerwca 2010
liczba stron: 356
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Teraz czas na coś zupełnie innego. Czas na oderwanie się od rzeczywistości i to w nastoletnim towarzystwie. Od razu się przyznaję, że sama tej książki nie wybrałam – po prostu ją „dostałam”. Powiem więcej- zaczynając czytać nie wiedziałam nawet o czym ona jest. Czytałam po prostu w ciemno. Czasami tak jest ciekawiej a akcja wciąga niesamowicie. Odkrywa się krok po kroku o co chodzi w tej fabule. A jak książka okazuje się ciekawa to jest dodatkowy plus. Tak więc zaryzykowałam. I co się okazało? A to się okazało, że Kelley Armstrong stworzyła bardzo przyjemną i ciekawą lekturę dla młodzieży i nie tylko. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona i wiem, że przy tej książce opłacił mi się mój „eksperyment” z czytaniem w ciemno.
Nazywam się Chloe Saunders; moje życie już nigdy nie będzie takie jak przedtem. Pragnęłam mieć przyjaciółki, spotykać się z chłopakami i być normalna jak wszyscy. Wszystko zaczęło się tego dnia, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ducha – a on zobaczył mnie. Teraz duchy są wszędzie i nie zostawią mnie samej. Zacznijmy od tego, że wylądowałam w Lyle House, „miejscu odosobnienia” dla nastolatków z problemami. Zachowajcie to dla siebie, ale podejrzewam, że moi współlokatorzy są kimś więcej, niż można by sądzić na pierwszy rzut oka. Problem tylko w tym, po czyjej są stronie? To ja muszę odkryć groźne sekrety Lyle House… zanim szkielety znowu zaczną mnie osaczać… Chloe Saunders prowadzi z pozoru normalne życie nastolatki… Do czasu. Bo od teraz widzi zmarłych. Tak, tak jak w filmach. Piętnastoletnia Chloe pragnie tylko nie mieć kłopotów w szkole i może jeszcze zwrócić na siebie uwagę jakiegoś chłopaka. I rzeczywiście udaje jej się ściągnąć na siebie uwagę, ponieważ jednak dzieje się to za sprawą bardzo natarczywego ducha, więc i efekty są inne od zamierzonych. Chloe zostaje skierowana do Lyle House, ośrodka dla „trudnych” nastolatków. Na początku gotowa jest posłusznie poddać się rygorom, kiedy jednak znika jej sąsiadka z pokoju, która wcześniej wyznała, że ma kontakt z poltergeistem, a pozostali pacjenci zachowują się co najmniej dziwnie, Chloe rozpoczyna prywatne śledztwo. Dociera do niej, że jeśli nie odkryje prawdy, może już resztę życia spędzić w domu dla umysłowo chorych. A może czeka ją nawet coś gorszego? Czy może zaufać swoim towarzyszom i zdradzić im swą mroczna tajemnicę?
Z tym opisem zapoznałam się dopiero teraz i powiem Wam szczerze, że czasem warto jest go nie czytać, chyba, że po skończeniu przygody z lekturą. Chociaż to bywa ryzykowne, bo można trafić na bubel, albo coś co jest mega trudne do przełknięcia (a wiem co mówię, bo na takie książki też trafiam). Jednym słowem – paranormal. Mamy tutaj do czynienia z duchami i tym podobnymi zjawiskami i istotami bym nawet rzekła. No i oczywiście z naszą nie pozorną główną bohaterką. Początek jest zwyczajny (jak to początki), trzeba go przebrnąć, chociaż nie jest pozbawiony kolorytu i suchy. Ma swój klimat, który pasuje idealnie do całości. Jednak trochę mnie zmylił, ale to odczucie pozytywne. Zaintrygował mnie najbardziej wstęp, który delikatnie nasuwa odpowiedni tok myślenia i w ciekawy sposób się urywa. Ogólnie całą historią jestem pozytywnie zaskoczona. Czy pomysł na książkę tego typu jest oryginalny? Swoje atuty ona ma, nie wieje nudą a przecież o wszystkich tych zjawiskach praktycznie się słyszy i czyta w dzisiejszej literaturze. Jednak można to wszystko wpisać w całość dobrej historii, która wciąga i intryguje. Szczerze mówiąc co w tych czasach jest mega oryginalne i super nowe? No, grunt to doskonale posklejać wszystkie elementy, żeby wyszło coś mega dobrego. A myślę, że autorce tej książki się to udało. Postacie są ciekawe, chociaż przypominają mi ekipę z X- mena (zresztą ta cała historia mi się tak kojarzy- nie wiem czemu). Jak zwykle mamy pozytywnych i negatywnych bohaterów. Wredne pomylone dziewuchy, zazdrosne o swój status i normalnych ludzi, którzy mogą pomóc w potrzebie. Co ważne znajdziemy tutaj napięcie, które jest
Kelley Armstrong
wyczuwalne dla czytelnika. Jest zagadka, są osobowości i wszystko to w jednym „zamkniętym domu”. Czyli dawka emocji i to nie jedna. Trzeba prowadzić własne śledztwo, trzeba rozgryźć kto jest sprzymierzeńcem a kto wrogiem – co wcale nie jest oczywiste. Ważne jest, żeby wszystko rozgryźć i nie zwariować a co najważniejsze dojść do prawdy. Końcówka zaskakuje i to porządnie zaskakuje. Aż chce się czytać od razu ciąg dalszy. Książka ta ma naprawdę dużo plusów. Minusem mogą być czasem monologi naszej Chloe, no ale to pikuś w porównaniu z całością. Czyta się szybko i przyjemnie, doskonale opisane wydarzenia, także oczami wyobraźni możemy te szkieletory wychodzące z ziemi widzieć. Czuć dreszczyk emocji na karku. Dialogi są też całkiem spójne i nie wymuszone. Nie ma żadnej relacji miłosnej, która była by mega przesłodzona i upiększona. Nie mówię, że nic się między bohaterami nie dzieje, ale nie ma przesady. Nie na tym opiera się akcja tej części. Cała fabuła nadawała by się doskonale na film, sama chętnie taki bym obejrzała. Tak więc ja jestem naprawdę zaintrygowana tą książką i na pewno sięgnę po kolejne. Jest tak płynna i tak tajemnicza, że aż chce się ją „pożreć” w całości. Moja ocena to 9/10.

Alice Munro – Miłość dobrej kobiety

tłumaczenie: Agnieszka Pokojska
tytuł oryginału: The Love of a Good Woman
seria/cykl wydawniczy: Don Kichot i Sancho Pansa
wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: 31 lipca 2013
liczba stron: 416
kategoria: literatura współczesna

Trochę zajęło mi czasu przeczytanie tej książki. Rzadko mi się to zdarza i w tym przypadku wcale nie chodzi o jakieś słabe strony dzieła Alice Munro. Autorka stała się jeszcze bardziej sławna po otrzymaniu nagrody Nobla. Ci którzy nie słyszeli o niej wcześniej i nie mieli styczności z jej literaturą, teraz na pewno po nią sięgają. Co jak sami pewnie wiecie nie jest trudnością, gdyż w księgarniach od razu rzucają się w oczy jej dzieła. Tak więc skupmy się na obecnym tytule – Miłość dobrej kobiety. Miałam okazję już wcześniej przeczytać prozę napisaną przez tą autorkę i byłam bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na zakup owej książki. Wiedziałam, że pewnego dnia, jeszcze przeczytam coś Alice Munro, ale ciągle pojawiały się sterty książek do przeczytania i o innej tematyce. Jednak, gdy zobaczyłam ją gdzieś na sklepowej półce stwierdziłam „Teraz jest czas na Munro! „. Wydaje się to banalne, ale tak właśnie było. Odłożyłam na bok inne książki i zaczęłam czytać właśnie tą. Co prawda miałam mało czasu ( niestety), ale przeczytałam ją do końca. Czy też jestem usatysfakcjonowana tak jak tą poprzednią? Czy mam ochotę kupić kolejne? Zdecydowanie tak, a dlaczego to dowiecie się za chwilę.
Zbiór ośmiu opowiadań o kobietach. Ich losy, możliwości i ograniczenia we współczesnym świecie są główną osią twórczości Munro, znakomitej pisarki kanadyjskiej. Jej bohaterki muszą sobie radzić z niejednoznacznością własnych uczuć, z wewnętrznymi konfliktami, z rozdźwiękiem między tym, czego chcą, a tym, co muszą. Jest tak z wkraczającą w dorosłość mężatką, która szuka swojego miejsca w życiu, jest tak z młodą kobietą, która przyjeżdża na wakacje do matki, ale nie potrafi z nią wytrzymać, bo ma w sobie zbyt dużo goryczy i żalu. Miłość kobiet przyjmuje rozmaite formy: uczucia matki do córki, dziecka do dorosłego, żony do męża, przyjaciółki do przyjaciółki – Munro pokazuje je wszystkie z niezwykłą wnikliwością, odsłaniając głębię i zawiłość zwyczajnego życia oraz siłę emocji, które wiążą ludzi ze sobą na nieskończenie różnorodne sposoby.
Jakoś nigdy nie interesowały mnie krótkie formy literackie, zawsze wolałam obszerniejsze i wciągające swym rozciągającym się wątkiem książki i zawarte w nich historie. Jednak po przeczytaniu tej pierwszej wspomnianej książki, polubiłam tę formę. A utrwaliło mnie w tym przekonaniu spotkanie z bohaterkami tych ośmiu opowiadań. Uważałam, że w opowiadaniach nie można nic interesującego zawrzeć, że nie są to „prawdziwe” wciągające i warte uwagi dzieła. I teraz wiem jak bardzo się myliłam. Jestem zadowolona z takiej odmienności i zszokowana ile można umieścić w tak zwartej i krótkiej treści. Ileż można zbudować na „minimalizmie literackim”. W tych opowiadaniach są emocje, są historię i jest prawda. Poruszają, wkurzają, dziwią a czasami rozczarowują a może nawet wywołują pogardę do ludzkiego postępowania. W tych ośmiu opowiadaniach jest więcej zawarte niż w nie jednym opasłym tomie powieścidła. Postacie są z krwi i kości. A łączy je jedno a właściwie dwie rzeczy: miłość i jej odmiany i przewijające się Toronto. To książka o kobietach, ale nie tylko dla kobiet. Pokazuje to jaka naprawdę jest miłość, jakie podejmujemy decyzję i wyzwania byle tylko być bliżej miłości. Niekiedy trudnej, niezrozumianej okropionej płaczem i bólem. Czasem też tej „nieczystej” i nie trwającej wiecznie. Autorka zwraca naszą uwagę na sens miłości w naszym
Alice Munro
życiu a przede wszystkim tej kobiecej miłości. Ona ma za każdym razem inny smak, i różni się od poprzedniej, od innych. Tak jak napisano w opisie miłość przybiera różne formy. Alice Munro jest rewelacyjną pisarką, tworzy coś zaskakującego i przenosi nas za każdym razem i z każdym opowiadaniem w inny świat. Nie powiem, że czytanie opowiadań nie wytrąca czytającego momentami z równowagi i koncentracji, gdy nagle przeskakujemy w inną „sferę” i czytamy jakby coś innego i od środka, ale to za chwile nam rekompensuje zawarta w tej części historia. Nie znajdziemy tu banału, znajdziemy życie i prawdziwe kobiety. Coś co naprawdę odczuwa się namacalnie. Wciąga czytelnika do samego końca a po ostatnim opowiadaniu jest ochota na ciąg dalszy. Na kolejne. Teraz odpowiedziałam na postawione przeze mnie pytania. Mam w planach przeczytać, kolejną książkę tej autorki. A jest z czego wybierać. Odważę się postawić najwyższą ocenę z możliwych. Ta książka zasługuje na to w stu procentach. 10/10.

Janet Quin-Harkin – Letnia gorączka / Chłopak z sąsiedztwa / Dzieląc się Samem

tłumaczenie: Andrzej Keyha
tytuł oryginału: Summer heat
seria/cykl wydawniczy: Biblioteczka Młodych, Portrety
wydawnictwo: Akapit
data wydania: 1993 (data przybliżona)
liczba stron: 174
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa



Któż pomyślałby, że mały światek Laurie Mobley stanie na głowie za sprawą pewnego chłopca pędzącego przez miasteczko w Teksasie na motocyklu w upalny dzień? Ona sama by w to nie uwierzyła. Przecież wiedziała, jak wszystko ułoży się w jej życiu: skończy szkołę, zrezygnuje z college’u, żeby pomóc matce w prowadzeniu sklepu, wyjdzie za mąż za szkolnego kolegę, poczciwego Crowleya. A ten nowy, Dylan, to marzyciel i buntownik. Przed takimi matka zawsze przestrzegała Laurie Beth. Więc dlaczego siedemnastoletnia dziewczyna zakochała się i postanowiła pójść za głosem serca?

tłumaczenie: Alicja Misiak 
wydawnictwo: Videograf II
data wydania: 1996 (data przybliżona)
liczba stron: 208
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa



Piętnastoletnia Amber Stevens zawiera układ z rodzicami. Przez rok musi mieszkać z nimi na farmie dziadka w Wyoming – potem będzie mogła wrócić do Nowego Jorku. Amber liczy dni do wyjazdu… aż nagle zakochuje się w silnym, przystojnym Richu Winterze. Rich i Amber spędzają wspaniałe chwile. Ale kiedy do Amber przyjeżdżają przyjaciele z Nowego Jorku, znowu budzi się w niej tęsknota za miastem. Jest teraz rozdarta między dwiema miłościami i musi wybierać…

seria/cykl wydawniczy: Love Story tom 2
data wydania: 1996 (data przybliżona)
liczba stron: 192
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa





Sam Cody to chłopak, któremu nie można się oprzeć – ma wspaniałą sylwetkę i zamyślone oczy. Alison Chapman oczywiście jest nim zauroczona. Tak więc kiedy Sam zaprasza ją na walentynkowe tańce – jest w siódmym niebie. Dowiaduje się jednak, że jej najlepsza przyjaciółka Iza podkochuje się w tym zamym chłopcu. Okazuje się, że w dodatku jest ciężko chora. Alison chce za wszelką cenę, żeby ostatnie dni jej przyjaciółki byly szczęśliwe – nawet gdyby ona i Sam musieli ukrywać swoją miłość. Ale czy uda się zachować tajemnicę?
Tym razem postanowiłam ruszyć do przeszłości. I nie mam tutaj na myśli książek o tej tematyce. Myślę raczej o mojej sentymentalnej podróży w czasy beztroskiej „młodości”. Do momentu , w którym byłam zwyczajną nastolatką. Bez problemów, bez pracy, bez trudów życia dorosłego ( do którego każdemu nastolatkowi się tak spieszy). Któregoś ranka, leżąc jeszcze w łóżku, przypomniały mi się trzy książki. Letnia gorączka i Chłopak z sąsiedztwa obie autorstwa Janet Quin-Harkin i Dzieląc się Samem Katherine Applegate. Starocie prawda? Może ktoś z Was miał okazję już czytać którąś z nich. Z jedną , drugą jak i trzecią miałam styczność dobre parę lat temu,wciągnęły mnie niesamowicie, a to były czasy, kiedy nie czytałam z takim zapałem jak teraz. Jednak już zaczynał kształtować się mój „charakter literacki” i książek przybywało coraz to więcej. No ale wróćmy do tematu. Mało ambitna literatura? No tak. Uniesienia, miłość wieku młodzieńczego, bunt i tym podobne rozterki . Mniejsze i większe. Jednak dostarczają emocji, wciągają, umilają czas i przenoszą nas w klimat sielski. Dostarczą nam spora dawkę wzruszeń. Mi się osobiście podobały i książki jak i klimat w nich panujący. Wszystko ze sobą współgrało, postacie też nie są
Janet Quin-Harkin
byle jakie, mają w sobie troszkę z życia. Książki dla nastolatek jak najbardziej, co prawda nie są już takiej świeżości jak te co pojawiają się na półkach w księgarniach, ale są bardzo fajne i mają swój poziom jak na romansidła. Nie są tez jakieś obszerne, więc lektura nie zajmuje dużo czasu. Wtedy nie było jeszcze takiej sagi jak Zmierzch, która umila życie dzisiejszym nastolatką i nie tylko ( sama miałam okazje przeczytać ową sagę i to jednym tchem). Wpadłam więc na pomysł, żeby zamieścić tutaj też książki, które są może „antykami” literackimi, ale warte uwagi. One są równie wartościowe i ciekawe co te dzisiejsze. Takich książek jest kilka i myślę, że uda mi się je znaleźć i coś o nich napisać. Dla nastolatek o nastolatkach, zapewniam, że przez te lata nie wiele się zmieniły książki i nastolatki. Jak tylko uda mi się gdzieś znaleźć te perełki, które dzisiaj prezentuje to od razu je przeczytam. Sama chętnie cofnę się do starych czasów i starych fascynacji. Warto sobie stworzyć magiczne chwile z dobra książką z przed lat. Jeśli chcecie znów „stać się” nastolatkami to zapraszam do czytania. Już nawet mam pomysł na następną wyprawę do przeszłości.

Mary Janice Davidson – Nieumarła i niedoceniona / Nieumarła nieodwracalnie


tłumaczenie: Agnieszka Ufland
tytuł oryginału: Undead and Unappreciated
seria/cykl wydawniczy: Królowa Betsy tom 3
wydawnictwo: Amber
data wydania: 8 listopada 2011
liczba stron: 320
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction



Królowa Wampirów nie jest już ani niezamężna, ani bezrobotna. Ale to właśnie początek jej wiecznych kłopotów… Niełatwo być królową. Zwłaszcza wampirów. I zwłaszcza gdy Królem jest najbardziej wkurzający (i najbardziej seksowny)facet na świecie. A jeszcze pracownicy jej nocnego klubu ciągle się czepiają, odkąd wyeliminowała poprzednią szefową. Ech, ludzie to są… Ale w „życiu” Betsy Taylor następuje zwrot, gdy od swojej koszmarnej macochy dowiaduje się, że ma siostrę, o której nie miała pojęcia. Laura jest przeurocza, przesympatyczna i… śmiertelnie niebezpieczna dla wampirów.


tłumaczenie: Agnieszka Ufland
tytuł oryginału: Undead and Unreturnable
seria/cykl wydawniczy: Królowa Betsy tom 4
wydawnictwo: Amber
data wydania: 24 kwietnia 2012
liczba stron: 240
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction


Królowa Wampirów już wkrótce nie będzie niezamężna. Brzmi super? Tak, chyba że to ślub z Królem Wampirów – czyli początek piekielnych kłopotów… Betsy sądzi, że zdążyła się już przyzwyczaić do roli Królowej Wampirów, ale los znów postanawia wyciąć jej numer. Jakby oglądanie własnego nagrobka nie wystarczyło, Betsy zaczyna widzieć duchy, które nachodzą ją z prośbami. A na dodatek musi się uporać z zawirowaniami w „życiu” osobistym, na przykład z planowanym ślubem z Erikiem (czy tylko jej się wydaje, że seksowny Król Wampirów jakoś nie pali się do tej ceremonii?), z siostrą, która właśnie zaczyna pokazywać swój diabelski charakterek, i z mordercą, który grasuje w okolicy i wybiera na swoje ofiary wysokie blondynki – żywe i martwe.
Tak jak obiecałam, tak też robie. Przeczytałam kolejne losy Betsy ( Nieumarła i niedoceniona i Nieumarła nieodwracalnie) i teraz postaram się zsumować to co mam do powiedzenia. Nie będę się rozdrabniała na dwie osobne recenzje ( w sumie to mogłam od razu podsumować wszystkie cztery części, ale nie pomyślałam, że aż tak mnie wciągnie ta historia). Z tego co się zdążyłam zorientować to te książki mają dużo fanów. Dwie poprzednie części zasłużyły sobie na uznanie. Czy te kolejne dwie też są tak dobre? Pozwoliłam wstawić sobie oba opisy skoro recenzuje obie książki, zresztą to się pokrywa ( łączy). Byłam niemal pewna, że trzecia część już nie będzie tak smaczna jak dwie poprzednie. No bo przecież jak często się zdarza, żeby kontynuacja była jeszcze dobra i ciekawa? No właśnie, nie zawsze autorom się ta sztuka udaje. Tym bardziej, że miałam okazje przeczytać, wypowiedź, że po trzeciej części ktoś się zniechęcił a po czwartej to już całkowicie miał dość. Dlatego też myślałam, że coś w tym może być. Ale było też dużo pochlebnych opinii. Nie zastanawiałam się długo tylko zaczęłam czytać ( zżerała mnie ciekawość i przyznam, że zawsze wciągała mnie jak narkotyk ta historia). Jednak szybko odkryłam, ze styl nie jest ani trochę wymuszony czy naciągany. Autorka trzyma zdecydowanie swój fason, czuć świeżość i lekkość. Cięte riposty nadal są takie same a postacie coraz „piekielniejsze”. Oczywiście są ludzie dla których wieczne kłopoty wampirzycy ( i to nie byle jakiej) mogą być nużące. No bo ile razy ktoś może próbować Cię zabić?
Mary Janice Davidson
No, ale to ma swój urok i za każdym razem, gdy popada w tarapaty, są one jednak trochę inne, mimo, że mają prawie to samo podłoże psychologiczne. Cięty języczek i do tego scenki erotyczne w roli głównej z przystojnym Sinclarem to już nie lada gratka. Tym bardziej, że znajdziemy tutaj pasje, pożądanie i nadludzkie możliwości. Nie ma mowy o nudzie w sypialni. Wszystkie części są ze sobą doskonale połączone, i akcja się rozwija. Nasza bohaterka ma tylko jedną wkurzającą wadę. A mianowicie zbyt szybko i o wszystko (prawie) się wkurza na swojego lubego. Po pewnym czasie już to irytuje czytelnika. Poza tym jest ok. Nie jest cukierkowato, są problemy, są rozwiązania. Okładki też mi się podobają są kobiecie i zmysłowe. Jest w nich trochę pikanterii, dokładnie tak samo jak w naszej bohaterce. Podkreślę jeszcze raz. Dobra książka z dużą dawką dobrego humoru! Komedia sama w sobie, aż chciałoby się obejrzeć film na podstawie tych książek. Myślę, że ubaw by był niezły. Jakby takie wampiry chodziły po naszym świecie to było by ciekawie i wesoło. Czyta się je szybko i ciągle ma się ten niedosyt. Świat Betsy nas wciąga i czujemy się tak jakbyśmy wszyscy razem mieszkali w tym „domu wariatów” i jakbyśmy sami byli świadkami dziejących się tam cyrków. Polecam, dla poprawy humorku. Moja ocena to 9/10.

Cat Patrick – Zapomniane

tłumaczenie: Jan Hensel
tytuł oryginału: Forgotten
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 12 stycznia 2012
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa

Tym razem nie będzie o wampirach. Nie będzie o nadprzyrodzonych potworach. Będzie „zwyczajnie” o ludziach. Przyznam, że zafascynowała mnie okładka, naprawdę jest dość ciekawa i mroczna, ma w sobie tajemnice i przyciąga uwagę a szczególnie ten intensywny kolor włosów współgrający z otaczającym smętnym czarno białym klimatem.. Zachęca do poznania całej historii. Poza tym usłyszałam, że ta książka jest ciekawa i postanowiłam to sprawdzić.
Przeszłość. Teraźniejszość. Przyszłość. Która z nich ma największe znaczenie? Mam problem: Widzę migawki przyszłości, jakby to były wspomnienia. Ale przeszłość jest dla mnie tajemnicą. Pamiętam, co będę miała na sobie jutro i kłótnię, która zdarzy się dopiero po południu. Ale nie wiem, co jadłam wczoraj na kolację. Radzę sobie dzięki notatkom, mamie i najlepszej przyjaciółce, Jamie, i system jakoś działa… Do czasu. Bo teraz wszystko się sypie. Jamie się buntuje. Mama nie mówi mi prawdy. I nie widzę w swojej przyszłości chłopaka, za którym szaleję. Ale dzisiaj go kocham. I chciałabym zapamiętać na zawsze, jak bardzo…
Zaczęłam ją czytać dzisiaj i dzisiaj też skończyłam. Tym razem znajdziemy tutaj historię London. Jak domyślacie się z opisu ma nie mały problem, a tym samym zaskakujące i nie normalne życie. Jednak przez pierwsze 50 stron akcja ma bardzo wolne tempo. Krok po kroku toczy się w swoim miarowym tempie i trzeba przyznać, że te jej zaniki pamięci bywają trochę irytujące ( szczególnie na początku, gdyż trzeba się oswoić z tym, że sobie musi przypominać codziennie np. to co było wczoraj), ale idzie się do tego przyzwyczaić i z czasem akcja się rozwija. Jednak książka bardzo ale to bardzo przypomina mi film (który pewnie widzieliście, albo przynajmniej kojarzycie) a mianowicie chodzi mi o 50 Pierwszych randek. Tam też bohaterka cierpiała na „podobne” schodzenie i codziennie przezywała swoje randki od nowa i to z tym samym facetem. Jednak nasuwa mi się też pewne z kojarzenie z Laristą i ta jej wizja pogrzebu. Pod koniec jednak cała ta sprawa nam się wyjaśni i nasza London dozna szoku. Historia jest ciekawa a im dalej cię
Cat Patrick
ciągnie tym jest lepiej. Bywają wątki wkurzające, ale da się to strawić. Postacie nie są też najgorsze, ogólnie cały ten pomysł jest interesujący. Nie ma nudnej przelukrowanej historyjki . Mamy tu skomplikowaną rodzinną sytuację i tajemnice do odkrycia. Pojawia się nadzieja na lepsze „jutro” na pojednanie w rodzinie, na odnalezienie członka rodziny. Znajdziemy tutaj więc mieszankę emocji, coś namacalnego. Wydaje mi się, że warto ją przeczytać. Nie jest może rozrywkową komedią jak poprzednie książki, które recenzowałam, ale ma swój osobny klimat. Czyta się ją szybko i jest zaskakująca. Na dłuższą chwilkę przenosimy się w świat London i jej skomplikowanego życia. Jednak nasza bohaterka jest silna i się na poddaje, podejmuje trudne decyzje, poszukuje i wreszcie poznaje prawdę. Co prawda szokującą, ale jednak prawdę. Tak więc zapraszam na emocjonującą podróż do świata London. Moja ocena to 6/10.