piątek, 30 maja 2014

Marie Lucas - Między teraz a wiecznością

tytuł oryginału: Zwischen Ewig und Jetzt
wydawnictwo: Egmont
data wydania: 30 kwietnia 2014
liczba stron: 464
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa

Między teraz a wiecznością to kolejna książka w moich rękach z serii „Poza czasem”. Czytając historie z tej serii miałam okazję przenosić się w czasie ( co miało nawet swoje plusy i wpływało na wyobraźnię – było pewnym wyzwaniem) jak i przenieść się do krainy baśni (skojarzenie z baśnią dla dzieci). Tym razem trafiły się zaświaty, duchy, demony i tego typu sprawy. Jednym słowem, książka przesiąknięta śmiercią. A najbardziej fascynująca jak dla mnie jest okładka!

A jeśli mieszkańcy zaświatów chcą ci coś powiedzieć…? Szesnastoletnia Julia najchętniej zapomniałaby o swoim dotychczasowym życiu. Dlatego w nowej szkole udaje beztroską dziewczynę z zamożnej rodziny i znajduje sobie przyjaciół, którzy nie zadają zbyt wielu pytań. Wkrótce zdobywa też chłopaka – przystojnego, popularnego Feliksa. Niestety Julia nie może przestać myśleć o Nikim, którego poznała pierwszego dnia w szkole. Chłopak skrywa jakąś mroczna tajemnicę, wszyscy schodzą mu z drogi i nie odpowiadają na pytania o niego. Pewnego dnia Niki zagaduje Julię. Ma dla niej wiadomość od jej dziadka. Tyle że dziadek Julii nie żyje… Cudowna, wywołująca gęsią skórkę historia miłości.
Prawdę mówiąc nie mam zbyt wiele do powiedzenia na temat tej książki. Można by ją krótko i zwięźle podsumować. Dlaczego? Bo nie wnosi zupełnie nic nowego, nic charakterystycznego. Zaczyna się praktycznie tak samo jak wszystkie tego typu. Jest nastolatka z problemami ( przeważnie rodzinnymi, są jakieś tragedie) i zaczyna się nowa szkoła. Nagle bum i miłość od pierwszego wejrzenia! Nie obędzie się bez tajemniczego faceta, z którym nikt nie rozmawia. Jest chodzącą zagadką. W książkach tego typu, muszą się znaleźć oczywiście efekty specjalne. A jakby ktoś miał mało, to do tego dochodzi drugi przystojny facet i to w dodatku bogaty! Czyli jakby nie patrzeć mamy trójkącik. Dwóch facetów, Niki i Feliks. Którego wybrać? No więc praktycznie przez większość czasu mamy coś w tym stylu, do tego dołączymy duchy. Historia z dreszczykiem, zdarzają się czasami chwilę, które wpływają na wyobraźnię. Co jest plusem. Postacie? Bogate dzieciaki. Jak dla mnie żadna postać się konkretnie nie wyróżnia. Niczym mnie nie zaskoczyła. Powiedziałabym, że są przewidywalni tak samo jak treść. A nasza Julia ma dylematy i duchy za plecami. Którego wybierze? Czy to będzie słuszna decyzja? Jak wybrną z tej całej sytuacji? No tego nie
Marie Lucas
zdradzę. Dużym plusem jest to, że czyta się ją szybko, lekko i przyjemnie. Co pozwala się zrelaksować przy lekturze i umilić sobie kilka godzin. Jednak dla mnie tylko tyle. Nic mnie nie zaskoczyło, a szkoda. Miłosny trójkąt nastolatków, którzy jak zwykle robią wszystko sami i są odważni , jest oklepane. Rzuca się w oczy seks- a raczej to z jaką łatwością podchodzą do niego bohaterowie. I to w tak młodym wieku. Mam tutaj na myśli, że jakoś bez oporów, bez zastanowienia – bez zabezpieczenia?- a może tam każdy przezorny, ubezpieczony i gotowy. A może wyrosłam z tego typu książek? Może tak a może nie. Dodam jeszcze, że czasami można się trochę pośmiać, dialogi są ciekawe i zabawne. Mnie nie powaliła na kolana ta książka. Dobre czytadełko na jeden raz.

„Kiedy kochamy, wszyscy jesteśmy aniołami. Tylko zetknięcie z ziemią sprawia, że jesteśmy śmiertelni”.

czwartek, 29 maja 2014

Nora Roberts - Zorza polarna

tłumaczenie: Bożena Krzyżanowska
tytuł oryginału: Northern lights
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 2005 (data przybliżona)
liczba stron: 572
kategoria: Literatura piękna

Mam do tej książki sentyment – kojarzy mi się z dawnymi czasami. Miałam okazję zacząć wcześniej juz czytać Zorzę polarną Nory Roberts, ale niestety jej nie skończyłam – sama nie wiem dlaczego. Stąd mój pomysł, żeby sięgnąć po nią po raz kolejny ( co akurat bardzo rzadko mi się zdarza- zazwyczaj książki czytam tylko raz- chociaż są pewne perełki, dla których robię wyjątki). I właśnie udało mi się dotrzeć do końca! Siedziałam nad nią aż do 4 nad ranem! Czy było warto?
Nate Burke, policjant, który nie może się otrząsnąć po śmierci swojego partnera, przyjmuje posadę komendanta policji w małym miasteczku Lunacy na Alasce. Wydaje mu się, że czeka tu na niego tylko monotonia i rutyna, tymczasem niewyjaśniona zbrodnia sprzed 16 lat zatrzymuje go na dłużej. Aby przeprowadzić śledztwo, musi pokonać wrogość i niechęć mieszkańców Lunacy, którzy nie wierzą, że wśród nich może ukrywać się morderca. W dochodzeniu pomaga mu jedynie Meg Galloway, intrygująca, niezależna kobieta, która zna niełatwe życie na Alasce. Odkrywając tajemnicę tragedii sprzed lat, Nate i Meg zbliżają się do siebie, a temperatura ich uczuć niepokojąco wzrasta.
Gdy zaczęłam czytać, mój mózg zaczął sobie przypominać to co, zachowało się w szufladkach. Odświeżałam swoją pamięć, krok po kroku. Było to trochę „nudne”, że tak powiem – albo raczej zupełnie inne w porównaniu z nowymi książkami. Odkrywałam znajomy grunt, i odtwarzałam fakty. Szybko dotarłam do momentu, w którym jeszcze nie byłam. Historia od nowa zaczęła wciągać. Zaczynało robić się ciekawie. W pewnym momencie poczułam „złość” na autorkę, że „podała na tacy” czytelnikowi mordercę. Byłam zupełnie pewna, kto nim jest ( nie przytoczę imienia, ponieważ mogę komuś zepsuć zabawę- możecie mieć podobne lub inne przypuszczenia). Stwierdziłam, że już mniej więcej wszystko wiem i mam zarys całej sytuacji. No i pomyliłam się. I to jak! Im więcej śladów, im więcej zbrodni, tym więcej niewiadomych. Miałam wątpliwości co do mojego pierwszego podejrzanego, mimo tego, że autorka tak nakierowała mnie – lub sama siebie nakierowałam. Moja głowa zaczęła pracować na pełnych obrotach. Kto? Podejrzanych było wielu. Każdy pasował do obrazu mordercy, każdy mógł mieć motyw. Moimi podejrzanymi byli: Otto,
Jacob, Ed Woolcott, Bing i John. Główkowałam i główkowałam, składałam kawałek po kawałku, jednak jak się okazało nie trafiłam od razu. Autorka doskonale stworzyła klimat, napięcie i tajemniczość. Postać mordercy, który posuwa się naprzód, popełnia jednak błędy. Czytając ciągle się zastanawiałam do kogo pasują szczegóły, chciałam wiedzieć od razu. Lubię czytać tego typu historię, lubię być zaskakiwana no i lubię pogłówkować czytając. Jest to historia zbrodni i wielkiej miłości. A do tego ciekawi bohaterowie. Szczególnie charakterystyczny jest Nate Burke, który z postaci ogarniętej smutkiem i depresją, przechodzi przemianę i staje się prawdziwym gliniarzem, pełnym zapału, siły i odwagi. Oczywiście zakochał się, w intrygującej kobiecie – w Meg. Jest to kobieta, żyjąca na własny rachunek i według własnych zasad. Mieszkająca w domku kawałek od miasta, odważna i pewna siebie. A do tego jest bezpośrednia! Nie znajdziecie tu idealnych postaci, każda ma inny charakter, inne wady. Są realistyczni. Jeśli zaś chodzi o opisane miasteczko Lunacy i Alaskę – czuje się ewidentnie ten klimat, widzi się oczami wyobraźni te widoki, czuje się zimno i zachwyt. Myślę, że książka jest warta przeczytania, to nie jest zwyczajne romansidło. To dobra powieść, połączona z przeszłością, morderstwami i miłością. Nora Roberts jest mistrzynią takich właśnie połączeń. Ta książka z pewnością spodoba się miłośnikom takich klimatów, morderstw i zagadek. A jeśli do tego ktoś lubi dawkę namiętności i ciekawe miejsca to już całkowicie polecam. Fani twórczości tej autorki zapewne się ze mną zgodzą. Nie żałuję, że sięgnęłam po nią po raz kolejny. Mogłam to zrobić kilka lat temu, ale zrobiłam teraz. I jestem zadowolona. Moje „podniebienie” czytelnika” – „ mola książkowego” – zostało ,mile połechtane i usatysfakcjonowane.

sobota, 24 maja 2014

Agnieszka Olejnik - Zabłądziłam

seria/cykl wydawniczy: Seria z fasonem
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 23 kwietnia 2014
kategoria: literatura współczesna

Zabłądziłam to kolejna książka polskiej autorki, którą mam okazję czytać w tak krótkim czasie. Tym razem wybór padł na powieść Agnieszki Olejnik. Zdawałam sobie sprawę co w niej znajdę. Wiedziałam, że jest to książka na trudny temat – a właściwie na wiele trudnych tematów. To co wiąże się z nastolatkami, przeważnie nie jest łatwe. Każdy doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jednak to co zastałam na kartkach tej książki mnie zaskoczyło! Nie spodziewałam się takiej dawki mocnych wrażeń. Od razu zaznaczam, że historia Majki mnie wciągnęła. Musiałam ją przeczytać tak szybko jak się tylko dało.


Szesnastoletnia Maja boryka się z koszmarnymi wspomnieniami. Samobójstwo, gwałt , depresja, samotność – to doświadczenia obecne w jej nastoletnim świecie. Z kręgu niemocy i obojętności wyrywa bohaterkę nieśmiałe uczucie do starszego o dwa lata Alka. To ono staje się nadzieją i nadaje sens otaczającej rzeczywistości. Wkrótce okazuje się, że młodych łączy nie tylko miłość… Czy Majce i Alkowi uda się pokonać przeszłość, naprawić błędy, na nowo poskładać rozpadający się świat i uwierzyć w siebie? Zaufać drugiemu?
Opis już nakreśla nam obraz, z jakim się spotkamy podczas czytania. Widzimy, że historia nie należy do łatwych i przyjemnych. To co spotkało Majkę i Alka jest niezwykle trudne do opisania. Połączyła ich miłość, niewinna, młodzieńcza, ale za to posiadająca działanie oczyszczające. Alkowi udało się „otworzyć” Majkę. Oboje przeszli przez takie samo piekło, które jak się okazuje ma podwójne dno. Nie chcę w to wnikać za bardzo, bo zepsułabym przyjemność czytania innym. Powiem tylko jedno. Ta książka jest napisana w niezwykły sposób, a historia opisana w niej jest – mocna, szokująca, wywołująca emocje. Postacie są realistyczne, są skomplikowane, mają trudne charaktery i co ważne dużą dawkę buntu. Wynika to z tego co ich spotkało. Ich rodziny nie są normalne, oni sami mają w sobie strach i gniew. To wszystko jest namacalne. To tak jakbyśmy podglądali przez dziurkę od klucza, albo jakbyśmy byli ich cieniami. Czytając zdajemy sobie sprawę z uczuć jakie przezywają bohaterowie. Sami przecież byliśmy lub jesteśmy nastolatkami. Powrót do czasów „swojej młodości” ma wpływ oczyszczający? To podróż w czasie, dzięki której ożywają nasze wspomnienia, uczucia, gniew bunt i pierwsze miłości. Dlatego tak doskonale rozumiemy głównych bohaterów. Historia jest naprawdę realna. Świat nastolatka jest skomplikowany, a tym bardziej, gdy ociera się on o gwałt, samobójstwo brata lub siostry. Jak mierzyć się z miłością i seksualnością skoro w pamięci zostaje obraz zgwałconej siostry? Czym jest dotyka? Bliskość? Wszystko jest złe i brudne. A co z miłością rodziców? Z tym wszystkim borykają się Alek i Majka. A nawet z jeszcze większą dawką! Ile można znieść w młodym wieku? To aż zadziwiające. Majka jest niebywale silną dziewczyną, szybko wkroczyła w świat „dorosłości”. Miałą przyśpieszony kurs dorosłości. Nie zawsze podejmuje dobre decyzje, ale stara się walczyć. Nie tylko o siebie, o swój związek, rodzinę, ale także o kogoś jeszcze. Jest to jedna z lepszych historii jakie czytałam. Naprawdę mocna. Nie ma w niej przejrzystości, szokuje, zaskakuje… zachęca do czytania. Mamy tutaj zwierzenia nastolatki – nastolatków- nas samych sprzed lat ( może z mniejszym bagażem doświadczeń, ale jednak). Nie ma nic co by mi się nie podobało w tej książce. Z wyjątkiem tego, że natrafiałam na puste kartki. Czytam, czytam a tam ... czysta kartka. I to się powtarzało kilkakrotnie – przez co traciłam na treści! Nie wiem czy tylko ja miałam takiego pecha i trafiłam na wybrakowany egzemplarz czy ktoś jeszcze na to trafił. Tę książkę powinien przeczytać każdy- młodzi, rodzice, dziadkowie. Otworzy oczy nie jednemu. Pozwoli zrozumieć młodzież i ich rozterki. A przy okazji – tak jak wspominałam- przypomnieć sobie siebie samych. Nie zabraknie wzruszeń, gniewu, szczęścia no i smutku. Z pewnością pozostawi w nas trwały ślad! Polecam!


„ Przyjdzie czas, że będziesz wiedziała- odparła. – A ty wiesz? – zapytałam, ponieważ byłam zazdrosna o wszystko, czego Kaja doświadczała beze mnie. – Wiem- powiedziała, a po chwili dodała: - Myślę, że znacznie trudniej jest zauważyć, kiedy wszystko zaczyna się kończyć”.

czwartek, 22 maja 2014

J.A. Redmerski - Na krawędzi zawsze

tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
tytuł oryginału: The Edge of Always
wydawnictwo: Filia
data wydania: 14 maja 2014
liczba stron: 460
kategoria: romans

Nieoczekiwanie do mojego stosiku dołączył nowy nabytek – Na krawędzi zawsze. Byłam totalnie zaskoczona takim prezentem. Nie spodziewałam się, że „zaraz” po premierze będę mogła ją przeczytać. A jednak – zrobiono mi niespodziankę. Ucieszyłam się, ale miałam mieszane uczucia, gdy trzymałam ją w rekach. Poprzednia część – Na krawędzi nigdy – urzekła mnie totalnie, więc bałam się rozczarowania. Nie zawsze kontynuowanie danej historii okazuje się dobrym rozwiązaniem. Stąd moje obawy. Nie pozostało mi więc nic innego, jak poznanie kolejnych przygód Camryn i Andrew.
Kilka miesięcy wcześniej Camryn i Andrew, spotkali się w autobusie w drodze donikąd. Zakochali się w sobie i dowiedli, że gdy dwoje ludzi jest sobie przeznaczonych, los znajdzie sposób by ich połączyć. Teraz, w niecierpliwie oczekiwanej kontynuacji "Na krawędzi nigdy" Camryn i Andrew oddają się w pełni swej miłości do muzyki, pełnymi garściami czerpiąc z życia, tak jak sobie to obiecywali. Ale kiedy wydarza się tragedia, ich związek wystawiony zostaje na ostateczną próbę. O ile Camryn próbuje zagłuszyć swój ból, to Andrew podejmuje śmiałą decyzję - żeby ich życie wróciło na dawny tor, muszą znowu wyruszyć w drogę. Razem odnajdą namiętność, przygody i wyzwania których nie spodziewali się w najśmielszych snach.
Od pierwszych kilku zdań zostałam pochłonięta, przez tak dobrze mi znany nurt tej historii. Napisanej tak płynnym i lekkim stylem, że aż miło. Pozwala to chłonąć, każde słówko szybko i zachłannie. Miło było zatopić się w dobrze znanym klimacie, a przy tym znów towarzyszyć tej dwójce. Początek zaczyna się spokojnie, jednak potem następuje wielkie bum. Spodziewałam się, że nie będzie to cukierkowata książka od początku do końca. Widziałam, że będą trudności, które trzeba będzie pokonać. Nie da się nie poczuć smutku, w tym fragmencie, nie da się po prostu się nie da. Jeśli ktoś polubił Camryn i Andrew to z pewnością w tej części nie przestanie ich lubić. Są tacy jak w poprzedniej części, tylko, że z kolejnym bagażem doświadczeń. Mają trudny okres, który daje im w kość, są chwile zwątpienia i załamania, ale walczą i to ich umacnia. Cała ta historia jest fenomenalna i totalnie nierealna. Ma coś w sobie z bajki. A przynajmniej biorąc pod uwagę otaczającą nas rzeczywistość, w której nie da się spakować torby i ruszyć w świat. Nie każdy ma pełne konto, nie każdy ma odwagę. A może nie w naszym kraju? Całkiem możliwe. Może w Stanach było by to realne i „oczyszczające” dla człowieka. Autorka pokazuje, jak ważne jest by robić to co się kocha. Bo życie ma się tylko jedno. Możemy przeczytać skąd brać siłę i jak sobie radzić z tragediami. A przy tym mamy idealną „receptę” na idealny związek. Co wydaje się być całkowicie nierealne. Nasi bohaterowie są idealnie dopasowani, rozumieją się i nie sprzeczają. Andrew jest wręcz idealnym facetem, dla każdej kobiety. Może nawet by mi to przeszkadzało, że są tacy idealni. Jednak w tym wypadku zupełnie nie zwracałam na to uwagi. Pasują idealnie do tej historii, są skrojeni na miarę. Nikt inny nie pasował by do tej historii. Czytając ma się wrażenie deja vu. Znów mamy podróż. Podróżują samochodem, śpią w hotelach i śpiewają w barach. Próbują nawet podążać przez chwilę swoimi śladami sprzed kilku miesięcy, jednak to był błąd. Okazało się, że czasami lepiej zostawić wspomnienia w pamięci i trzymać emocje na wodzy, w przeciwnym razie zagości w nas pustka. Jednym słowem jest to historia o podążaniu na przód. Dobra rada, by spełniać marzenia i kierować się swoim instynktem i nie słuchać innych. Każdy ma być sobą i podążać własną drogą. Drogą do celu. Całość jest spontaniczna i opowiada o zaletach
J.A. Redmerski
spontaniczności. W tej części mamy więcej przygód na drodze, a szczególnie ryzykowne bywają imprezy z nieznajomymi na odludnej plaży. Emocje są wręcz namacalne a całość widać oczami wyobraźni. Można by powiedzieć, że w tej książce znajdziemy to co w poprzedniej, tylko podkolorowane. Nie, tak musiało być. Tych dwoje połączyła droga. Oni są „drogą” podróżują i to ich metoda na życie, na oczyszczenie się z trudów życia. Oni muszą być w drodze a jak już osiądą w jednym miejscu to na trochę. J.A. Redmerski stworzyła niesamowitą historię, niesamowitą podróż. Daje nam – czytelnikom – receptę na życie, na związek, na walkę z codziennością a przynajmniej udaną książkę. Książka, która oferuje emocje, udany seks, niespodzianki, świetne postacie i trudne decyzje, jakie muszą Oni podjąć. Nie raz się wzruszycie, więc chusteczki się mogą przydać. Zakończenie jest idealne! W nim też jest przesłanie. A nasi bohaterowie po upływie tylu lat się nie zmienili. Moje obawy co do tej książki były nieuzasadnione jak się okazuje. Ona jest naprawdę świetna! Wciąga tak samo jak poprzednia część. Chciałoby się przeżyć taką podróż – oderwać się od codzienności, problemów i obowiązków. I To nam daje autorka – zabiera nas w podróż wraz z Camryn i Andrew. Jesteśmy w tylu miejscach, nie ruszając się z fotela! Oj na pewno przeczytam obie te książki jeszcze raz. Cieszę się, że dostałam tę książkę, niespodzianka się udała a książka zabrała mnie w ciekawą podróż.

„Nasza historia się zakończyła, ale nasz podróż trwa. Ponieważ zawsze będziemy żyć na krawędzi, aż do śmierci.”

niedziela, 18 maja 2014

Elżbieta Rodzeń - Noc świetlików

wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 9 kwietnia 2014
liczba stron: 432
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Dawno już nie czytałam czegoś ze świata fantasty. Dlatego, gdy tylko zobaczyłam na półce Noc świetlików autorstwa Elżbiety Rodzeń, wiedziałam, że muszę ją mieć. Byłam ciekawa co też wymyśliła autorka. Jak sobie wyobraża elfy żyjące na terenie Borów Tucholskich. Opis mnie zainteresował na tyle, że dostała na ten tytuł apetyt. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o okładce. Przyciąga wzrok, ma w sobie coś magicznego i zachęcającego do czytania. Ma charakter – i to tyle. Teraz już byłam tylko ciekawa co jest w środku. Zastanawiałam się czy spełni moje oczekiwania.
Paulina przebywa w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ od kilku lat jej umysł walczy z ciałem, próbując zagłodzić ją na śmierć. Jedynym życzliwym człowiekiem dla niej jest młody pielęgniarz, Błażej. Chłopak namawia Paulinę do ucieczki. Trafia ona do domu trzech braci - młodych, tajemniczych mężczyzn. Dzięki nim przenosi się do niezwykłego świata elfów żyjących wśród ludzi. Nie wie jeszcze, że jego zasady są surowe, a sprzeciwiając się im, narazi nie tylko swoje życie, ale także życie kogoś, kogo pokochała. Dziewczyna odkrywa mroczną sferę walki o władzę, o nadprzyrodzone zdolności, o miłość. Wszystkie zawirowania sprawią, że bohaterka będzie musiała złamać zakazy, które ją dotąd więziły, by móc uratować siebie i swoich bliskich.
Cała historia jest nawet interesująca. Postacie też niczego sobie. Nasza główna bohaterka, musi sobie poradzić z odtrąceniem rodziny, z chorobą, która jak wiadomo jest trudna do pokonania. Widzimy jej oczami szpital psychiatryczny, możemy wcielić się w rolę osoby, która jest zamknięta i nie może decydować o sobie. Ciekawy początek, choć muszę przyznać, że byłam nastawiona sceptycznie, jednak z każdą stroną moje zainteresowanie rosło. Życie Pauliny zmienia się, gdy poznaje braci. Domek w lesie, z dala od ludzi, samotni trzej bracia. I dziewczyna. Co wam to przypomina? Bo mi się skojarzył z Sierotką Marysią i krasnoludkami. Zresztą jak się okazało nie tylko ja miałam takie odczucia – Paulina też nawiązała do tego wątku. Jednak to jest bardzo przyjemne skojarzenie. Akcja toczy się spokojnym rytmem, w przyjemnym miejscu. Sama zawsze marzyłam o domu pod lasem, więc ten klimat absolutnie mi pasował. Dlaczego akurat takie miejsce akcji? Może dlatego, że autorka sama mieszka w domu pod lasem? Czytając, oczami wyobraźni widać ten dom, werandę i otaczający las. Czuć jego zapach – wyobraźnia może spokojnie się rozbudzić, opisy czytelnika nie męczą. Dużym plusem jest to, że akcja dzieje się w naszym kraju, łatwiej sobie to wszystko wyobrazić. Miło jest czytać coś, co dzieje się „obok nas”. Zaskakująca jest przemiana Błażeja, nie jest do końca taki, jak wydawał się na początku. To co prawda dodaje charakteru i wywołuje zamieszanie. Facet o dwóch obliczach i wcale nie bezinteresowny. Na początku myślałam, że to z nim będzie Paulina. Jednak myliłam się. W pewnym momencie, akcja zaczęła przypominać Zmierzch i słynnych Volturi. Cała to czytanie w myślach, zgromadzenie wszystkich w jednym miejscu i decydowanie o losie. Dawka przemocy i próba przetrwania - trochę to mnie rozczarowało. Akcja potem zaczęła się rozkręcać i nabrała „rumieńców” . Końcówka interesująca. Czy coś jakoś szczególnie mnie zaskoczyło – prócz Błażeja? Jest scena, w której Paulina musi ratować życie Szymona i tu było nawet ciekawie. Autorka miała ciekawy pomysł. Nie obyło się bez odważnej dziewczyny, która jest nieziemsko piękna i silna. No i oczywiście nieziemsko przystojni faceci. Czyli standard. Ostatnio mam wrażenie, że mało jaka książka zaskakuje w całości. Zakończenie nadaje się na kontynuację i już w wyobraźni widzę co się może dziać. Mimo tych przewidywalności książka jest przyjemna. Ma swoje zalety i z pewnością umila czas. Chyba świat nadprzyrodzonych istot cechuje się takimi podobieństwami. Historia, która odbiega od codzienności, która zabiera w świat niezwykłych istot. Świat, który rządzi się swoimi prawami, gdzie nic nie jest łatwe. No i co najważniejsze w naszym klimacie! Pasuje on do natury leśnych elfów. Jeśli ma ktoś ochotę na kilkanaście stron zamieszkać w leśnym doku, to zapraszam do czytania.

czwartek, 15 maja 2014

Cecelia Ahern - Pamiętniki z przyszłości

tłumaczenie: Joanna Grabarek
tytuł oryginału: The Book of Tomorrow
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 18 czerwca 2011
liczba stron: 352
kategoria: Literatura piękna

Cenię sobie twórczość Ceceli Ahern, dlatego po raz kolejny sięgnęłam po jej książkę. Miałam ochotę przenieść się do magicznego miejsca, oderwać od codzienności i ulecieć w kruchy świat wyobraźni. A przecież do tego właśnie zachęcał opis. Okładka zresztą też.




Tamara zawsze miała wszystko, czego zapragnęła. Urodzona w bogatej irlandzkiej rodzinie, wychowywała się w domu z prywatną plażą, szafą pełną markowych ubrań i własną luksusową łazienką. Gdy jej ojciec popełnia samobójstwo, życie Tamary i jej matki zmienia się na zawsze. Sprzedają wszystko, co mają, i przeprowadzają się na wieś. Pewnego dnia w wiosce pojawia się biblioteka objazdowa. Tamara znajduje w niej tajemniczą księgę oprawioną w skórę...
Zacznę od tego, że autorka po raz kolejny pokazała klasę i cały swój talent przelała na kartki książki. Od samego początku wprowadza specyficzny klimat, z każdym rozdziałem napięcie rośnie. A napięcie rośnie z minuty na minutę. Gdybym tylko miała więcej czasu „połknęłabym” ją od razu. Przekonałam się już, że autorka tworzy niezwykłe historie, ale ta jest zupełnie inna. Ta jest magiczna. Bajkowa. Tak to jest współczesna bajka. I nie mam na myśli happy endu i romantycznego nastroju – chociaż jak się okazuje na samym końcu, cała fabuła oparta jest na takim właśnie epizodzie. I za to podziwiam autorkę, potrafi zostawić najlepszy kąsek na sam koniec. Tak jak z wykwintnym obiadem, po którym jest jeszcze lepszy deser. Tak jest właśnie z tą historią. Zaskoczył mnie koniec, totalnie nie tego się spodziewałam, a już na pewno nie po przeczytaniu ponad połowy książki. Cały czas było wyczuwalne napięcie, ale nie było przewidywalności. Czytając odczuwało się wszelkie emocje, od złości po strach. Momentami aż przeszły mnie dreszcze, zastanawiałam się co jest grane. Krok po kroku czytelnik poznaje prawdę, w takim samym stopniu jak Tamara. Nie możemy wyprzedzić faktów i poczuć znudzenia. Postacie są charakterystyczne, mają ciekawe osobowości i swoje tajemnice. Najbardziej ekscentryczną postacią jest tutaj zakonnica –
Cecelia Ahern
siostra Ignacjusz. Bardzo życzliwa kobieta, zajmuje się kilkoma profesjami. Jest niezwykle ciekawą osobowością, kluczem do całej zagadki, ale niestety nie wykorzystanym. Najdziwniejszą postacią, jest tutaj niewątpliwie ciotka Tamary –Rosaleen. To ona zachowuje się w charakterystyczny sposób, ona buduje całe napięcie. Ta książka to jedna wielka zagadka. Tajemnica rodzinna, którą prędzej czy później musimy poznać. Autorka pokazuje nam, że m także mamy jakieś tajemnice, nasze rodziny, pokolenia, gdzieś tam jest coś co zakrawa na miano sekretu. Cała fabuła jest doskonale zbudowana, jeden element łączy się z następnym i tak powstaje cały obraz. Nie ma luki, która by szpeciła. Ja jestem zachwycona. Co prawda sprawa tajemniczego pamiętnika, który jest mega magiczny jest wręcz totalnie nierealna. Nie zmienia to jednak faktu, że pasuje do całości. O czym jest ta książka? Albo inaczej. Kim jest główna bohaterka? Niewątpliwie rozkapryszona, wredną i zadufaną w sobie egoistką, która nie radzi sobie z emocjami. Musi zmierzyć się ze śmiercią ojca, stratą dotychczasowego życia i przeprowadzką na wieś, na totalne odludzie. Jednak zaznaczam, że opisy tamtej miejscowości, są wyśmienite. Pobudzają wyobraźnię i zachęcają do czytania. Oczami wyobraźni widzimy ten zniszczony zamek, ten piękny ogród, sam i ule. Widzimy stróżówkę, dom zakonnicy, no i pole ze szkła. No tak ze szkła. To jest bardzo ciekawy wątek. Mocne wejście kolejnego bohatera. Książka oparta na ludzkiej „krzywdzie”, zazdrości, zemście, kłamstwach. Coś dla miłośników książek z charakterem. Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę. W sam raz dla pobudzenia wyobraźni i bodźców. Coś z dawką emocji i jeszcze większą ilością zagadek. Ja jestem oczarowana kunsztem pisarskim autorki, ale także samą historią. Czytając w głowie miałam tysiące myśli. Bije od niej duża dawka sentymentu. Nie pozostało mi nic innego jak zaprosić do świata bajki…która skrywa tragiczne okoliczności.

„Większość ludzi chodzi do księgarni, nie bardzo wiedząc ,co chcą kupić. Książki stoją na półkach i w jakiś magiczny sposób podpowiadają, że to właśnie je trzeba zabrać do domu. Odpowiednia osoba, dla właściwej książki. Tak jakby wiedziały, czyjego życia częścią powinny się stać, jak mogą je zmienić, nauczyć kogoś czegoś, wywołać uśmiech na twarzy we właściwym momencie.”

niedziela, 11 maja 2014

Ellen Berg - Słodka zemsta

tłumaczenie: Ryszard Turczyn
tytuł oryginału: Du mich auch
seria/cykl wydawniczy: Leniwa Niedziela
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 16 kwietnia 2014
liczba stron: 320
kategoria: literatura współczesna

Słodka zemsta to kolejna już książka z serii Leniwa Niedziela, którą recenzuję na moim blogu. Poprzednia - Zastępcza żona- wciągnęła mnie i wyzwoliła wiele emocji, dlatego skusiłam się na kolejny tytuł z tej serii. Liczyłam na to, że się nie zawiodę. I od razu przyznaje, że warto było ją kupić. Dlaczego? Zaraz wyjaśnię.



Na 25-leciu matury spotykają się trzy przyjaciółki z dawnych lat: Evi, która porzuciła karierę dla rodziny i odnalazła szczęście w domowej kuchni, Beatrice, wysokiej klasy specjalistka od marketingu oraz Katharina, dawna prymuska, piastująca stanowisko sekretarza stanu w gabinecie ministra do spraw rodziny i wiodąca radosne życie singielki. Na zakończenie mocno zakrapianego wieczoru wychodzi na jaw smutna prawda: wszystkie trzy zostały w ten czy inny sposób skrzywdzone przez mężczyzn. Bohaterki odnawiają przyjaźń z lat szkolnych i, mając już serdecznie dosyć podłego traktowania przez swoich facetów, postanawiają dać im porządną nauczkę.
Ellen Berg stworzyła niesamowite postacie. Kobiety, które różnią się od siebie, nawet samochody, którymi docierają na przyjęcie, podkreślają ich osobowość. To było moje pierwsze skojarzenie. Już w drodze na klasowe spotkanie, ich drogi się przecinają. Kobiety, które z pozoru wszystko dzieli, w rzeczywistości łączy bardzo wiele. Zaczynając od dawnej przyjaźni, po problemy z mężczyznami i w cale nie takie idealne Zycie, za jakim próbują się ukryć. Evi: typowa mamuśka, niedoceniana przez męża i dzieci, posiadająca kilka kilogramów za dużo i nie zbyt zadbana. Podróżująca małym czerwonym autkiem. Beatrice: kobieta niewątpliwie atrakcyjna i zadbana, po operacjach plastycznych i odnosząca sukcesy zawodowe. Mężatka. Jeździ orzechowym SUV-em . Katharina: tytuł doktora, wiceprzewodnicząca partii. Kobieta niezamężna, nieszczęśliwa, marząca o posiadaniu dzieci, uwikłana w romans z ministrem. Zazwyczaj klasyczny strój, zero makijażu i upięty kok. Jeździ Limuzyną. Jak widać każda zupełnie inna. Każda nieszczęśliwa. Jednak te kobiety mają temperament! Ostry język! I potrafią wyprawiać głupstwa. Jestem pod wrażeniem tych kobiet. Są swoimi przeciwieństwami a tak idealnie do siebie pasują. Rewelacyjna książka na leniwe niedziele! Szczególnie jeśli ktoś ma apetyt na stuprocentową literaturę kobiecą. Szczególnie z dużą dawką humoru, energii, seksapilu, przygód, zemsty i ciętych ripost. W tej książce to znajdziecie! Walka z mężczyznami, którzy nie umieją docenić kobiet. Umiejętnie zaplanowana zemsta, która, krok po kroku jest realizowana i
to z jakimi atrakcjami! Jeśli chcecie zobaczyć oczami wyobraźni widok trzech kobiet, w seksownych ciuchach, uciekających na rowerze ( nienajlepszej jakości: gdzie jedna wiezie drugą) i na hulajnodze to warto. Uśmiałam się totalnie. Ten obraz wrył mi się w pamięć. Szczególnie, biorąc okoliczności tej ucieczki, przez płotki. Mężczyźni zostali tutaj podzieleni na dwie grupy, toksycznych dupków i dobrych kochanków. Nie ma w tej książce nic, z czego byłabym niezadowolona. Lekkość z jaką została napisana, pozwala czytać szybko i płynnie, postacie są sympatyczne a dialogi śmieszne i naturalne. Walka z mężczyznami bywa naprawdę zabawna. W tej książce jest siła kobiet. Każda kobieta może być atrakcyjna, ta z tłuszczykiem, ta po operacjach i ta z widocznymi żebrami. Ta książka to recepta na dobry humor, na dowartościowanie własnego” ja” i na nudę. Jedna z lepszych jakie czytałam. Babska i to napisana z klasą. O babkach z klasą. Taka zemsta smakuje naprawdę słodko. Cała fabuła została dopracowana z najdrobniejszymi szczegółami. Ta historia to inny punkt spojrzenia na: mężczyzn, na kobiecość, na życie. Jest to książka dla osób, które potrzebują relaksu z książką. Lekką i przyjemną. Polecam! A ja dalej będę polowała na tytuły z tej serii.

czwartek, 8 maja 2014

Colleen Hoover - Pułapka uczuć

tłumaczenie: Puścian Katarzyna
tytuł oryginału: Slammed
seria/cykl wydawniczy: Pułapka uczuć tom 1
wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: 23 kwietnia 2014
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa

Pułapka uczuć autorstwa Colleen Hoover jest kolejną książką dla młodych dorosłych – o młodych dorosłych. Miałam na nią mega apetyt. Ostatnio sięgam po książki o takiej tematyce, dlatego jest pierwsza z majowego stosiku. Opis wydał mi się intrygujący i zapowiadał świetną lekturę.


Layken skończyła niedawno osiemnaście lat. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej niespodziewanie straciła ojca. Wraz z kochającą matką i młodszym bratem postanawiają zostawić za sobą przeszłość w Teksasie, by rozpocząć nowe życie w Michigan. Sprzedają dom, pakują rodzinne pamiątki i wyruszają na północ. Każde z nich z innymi obawami i planami na dalszą przyszłość. Zarówno Lake, jak i Kel nie chcą porzucać szkoły, przyjaciół, wspomnień związanych z ulubionymi miejscami. Boją się tego, co ich czeka prawie dwa tysiące kilometrów od domu. Prawdziwego domu. Julia też się martwi. Mimo to stara się dodać otuchy swoim dzieciom i wesprzeć ich w najtrudniejszych chwilach. Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że już pierwszy kontakt z sąsiedztwem z naprzeciwka zwiastuje poważne zmiany w rodzinnych relacjach. A to dopiero początek niezwykle emocjonalnej, momentami przezabawnej historii losów dwóch rodzin Cohen i Cooperów, w której nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ich członkowie staną się sobie bliscy w obliczu śmiertelnej choroby i codziennych problemów.
No właśnie, zapowiadał, a początek mnie totalnie rozczarował. Wszystko toczyło się zbyt szybko i łatwo. Na kilkunastu stronach, już było uczucie od pierwszego wejrzenia. Miłość od pierwszego wejrzenia, trzymanie się za ręce, idealne dopasowanie. Pomyślałam sobie, że coś za szybko i łatwo poszło. Ewidentnie zaczynało się cukierkowato. Więc co będzie dalej? Będzie jeszcze bardziej lukrowato? Nie tego się spodziewałam po tej książce. Owszem domyślałam się, że między Layken a nowym sąsiadem do czegoś dojdzie, ale żeby już od razu po wyjściu z auta? A gdzie emocje? Gdzie rosnące napięcie? Trochę realizmu (tak wiem, w książkach możliwe jest wszystko ;p)? Naprawdę czułam wielki niesmak i zaczynałam odczuwać znużenie. Jednak kilka kartek dalej sytuacja się zaczęła komplikować. Można powiedzieć, że banalnie i fatalnie w jednym. Ale wreszcie zaczęło się coś dziać. Emocje, zawód, gniew. Bohaterka stała się dynamiczna i oczyściło trochę atmosferę. Od tego momentu, było już coraz ciekawiej, choć jeszcze nie „fruwałam z radości”, to jednak przestałam się wkurzać na treść. Tak mnie wciągnęła historia Layken, że siedziałam nad nią aż do 4 nad ranem! Dokończyłam ją zaraz po przebudzeniu. Czytało się potem już tak płynnie, że nawet przestałam odczuwać zmęczenie, a sen odszedł w kąt. Jeśli o bohaterów chodzi, to
Colleen Hoover
są trzy perełki w tej całej opowieści : Caulder, Kel i Eddie. W całej tej sytuacji są mega pozytywne i wnoszą świeżość i radość. Książka opowiada o trudnej miłości, o przeszkodach, śmierci. W tej historii jest przekaz, ona daję nadzieje, wprowadza w melancholijny nastrój – a zwłaszcza zakończenie. Autorka po przez taką historię pokazuje czytelnikowi jakim darem i zarazem przekleństwem jest życie. Życie, które może skończyć się w każdej chwili. Życie nas nie oszczędza, śmierć, nas nie oszczędza, nadejdzie kiedy jej się spodoba, nigdy nie będziemy na nią w pełni gotowi. Dlatego warto cieszyć się każdym dniem, kochać i być kochanym. Na przeżywanie 5 etapów żałoby przyjdzie i tak czas… Szczególnie widoczna jest tutaj miłość do rodziców, rodzeństwa i oczywiście do chłopaka. Choroba czasem potrafi zbliżyć do siebie ludzi, pomaga wykorzystać czas jaki im został najlepiej jak potrafią. Im bliżej końca tym więcej emocji, więcej napięcia i zwrotów akcji. Książka niewątpliwie wzruszająca, nie obyło się bez uronienia łezki. Tytuł pasuje idealnie do treści. Jakby nie patrzeć, każdy z nas jest w pułapce uczuć. Warto ją przeczytać i wyciągnąć z niej coś dla siebie. Szczególnie w samotne, spokojne wieczory. Pułapka uczuć to pierwsza z trzech części perypetii miłosnych i życiowych Layken i Willa, mam nadzieje, że następne, będą równie dobre a nawet lepsze.

„Tak wiele mnie nauczyła. I nadal uczy mnie tak wiele. Nauczyła mnie kwestionować. I nigdy nie żałować…”

środa, 7 maja 2014

Nowa dawka literatury - czyli stosik na maj


W końcu dotarł mój upragniony majowy stosik. Już nie mogłam doczekać się tej nowej dawki literatury. Tym razem wybór padł na:

1. Elżbieta Rodzeń - "Noc świetlików"
2. Cecelia Ahern - "Pamiętniki z przyszłości"
3. Agnieszka Olejnik - "Zabłądziłam"
4. Nora Roberts - "Zorza polarna"
5. Marie Lucas - "Między teraz a wiecznością"
6. Alice Munro - "Jawne tajemnice"
7. Colleen Hoover - "Pułapka uczuć"
8. Ellen Berg - "Słodka zemsta"

"Słodka zemsta" to moja kolejna przygoda z Leniwą Niedzielą. Poprzednia książka z tej serii czyli "Zastępcza żona" przypadła mi do gustu dlatego postanowiłam sprawdzić jak wypadnie kolejna. Jak przy każdym moim stosiku tak i w tym musiała znaleźć się jakaś pozycja Alice Munro. "Jawne tajemnice" to zbiór 8 historii samotnych kobiet. Opis wydaje się interesujący, a jak będzie w rzeczywistości to niedługo się przekonam. "Między teraz a wiecznością" to również moja kolejna książka ze znanej mi serii Poza Czasem. "Zabłądziłam" to ciężki "kaliber". Wprowadza w trudny świat nastolatków, co z pewnością powinno zainteresować rodziców. "Pamiętniki z przyszłości" to kolejna już książka Ceceli Ahern, która wydaje się emanować magiczną siłą. Dwie poprzednie książki tej autorki mnie totalnie wciągnęły, mam więc nadzieje, że i ta będzie równie ciekawa i przeniesie mnie w zupełnie inny świat."Noc świetlików" to historia dziewczyny, która ucieka ze szpitala psychiatrycznego i trafia do świata elfów. Czyli zapewne kolejna dawka magicznych mocy, niezwykłego świata i surowych zasad w nim panujących. "Pułapka uczuć" to romansik, który umili mi czas i poruszy emocje (na co liczę, po zapoznaniu się z opisem). No i wreszcie "Zorza polarna" czyli coś na kształt kultowego serialu "Przystanek Alaska" - takie mam skojarzenia. Jednym słowem wybór jest duży. Wszystkiego jest po trochu. Apetyt mam wielki, ale nie wiem od czego powinnam zacząć. Trudno się zdecydować. ;)

Tammara Webber - Tak blisko...

tłumaczenie: Ewa Bobocińska
tytuł oryginału: Easy
wydawnictwo: Jaguar
data wydania: 6 lutego 2013
liczba stron: 336
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa

Kolejny romans a raczej powieść obyczajowa w moich rękach, tym razem autorstwa Tammary Webber . Tak blisko… - miałam przeczytać już jakiś czas temu, ale odkładałam ciągle na „później”. W konsekwencji zapomniałam o niej całkowicie (do czego się przyznaję bez bicia!). Szperając w internecie zauważyłam, że w większości ma pozytywne opinie, dlatego skoro jest na mojej liście „Książek do przeczytania”, to musiałam odkopać ją spod warstwy kurzu.
Pewnej nocy, tuż po wyjściu z imprezy, Jacqueline zostaje zaatakowana przez Bucka, przyjaciela jej eks-chłopaka. Ocalona przez nieznajomego, który wydaje się być przypadkiem we właściwym miejscu i o właściwym czasie, dziewczyna chce tylko zapomnieć o koszmarnym wydarzeniu. Jednak Lucas, jej wybawca, nie spuszcza z niej oka. Jacqueline nie wie, czego może się spodziewać po skrytym mężczyźnie, który całe zajęcia spędza gapiąc się na jej plecy i szkicując w notatniku.
Muszę przyznać, że do przeczytania tej książki zachęca na wstępie okładka. Przyciąga wzrok, emanuje bliskością, intymnością kipi uczuciem. Wyzwala przyjemne skojarzenia. Jest to historia, która zwiera w sobie wszystko po trochu. Jest pełna napięcia, leku, tajemnicy, rodzącego się zainteresowania między dwojgiem ludzi no i bezwarunkowej przyjaźni. Cała ta opowieść oparta jest właśnie na przyjaźni. Oczywiście nie zabraknie też miłości i pożądania. Od początku do samego końca wyczuwalne jest napięcie, które wzrasta i to z kilku wątków jednocześnie. Autorka w doskonały sposób podsyca atmosferę i odkrywa karty krok po kroku. Co prawda niektóre sama zdążyłam odkryć, gdyż sprawa z Lucasem i Landonem wydała mi się podejrzanie oczywista. Jednak podobała mi się ta „trójkątna” relacja, wprowadzała przyjemne zamieszanie. No i mój ”nosek” mnie nie zawiódł, miałam absolutną rację co do tych panów. Byłam tylko trochę zawiedziona, tym w jaki sposób Jacqueline, odkrywa prawdę na temat osobowości Landona. Liczyłam może na jeszcze większe napięcie? Więcej emocji? Chociaż te niby braki nadrobiłam czytając ciąg dalszy. Całość oparta jest na przykrych doświadczeniach, a mianowicie gwałcie. Autorka pokazuje bardzo ważne kwestie, a mianowicie, żeby nie obwiniać siebie. No i oczywiście wspierać osoby pokrzywdzone, a nie utrudniać im egzystencję. Ważne jest też by reagować, gdy widzi się takie karygodne i brutalne zachowania.
Tammara Webber
Czytając można też dowiedzieć, się co nie co na temat samoobrony, co jest urozmaiceniem całego wątku. Bardzo ciekawą postacią w tej książce i chyba nawet najciekawszą jest Lucas. Oczywiście, kolejny idealny facet (kolejny uzdolniony), ale skrywający swoją tajemnicę. Co było odkryciem (nie wgłębiałam się w opisy dotyczące treści) i pozytywnym zaskoczeniem, choć wstrząsającym zarazem. Pozytywnie jeśli chodzi o jakość powieści, lecz nieprzyjemnie jeśli chodzi o samego Lucasa. Jest to książka, którą można dosłownie przeczytać w jeden dzień (jeśli ma się tyle czasu wolnego), pochłania niesamowicie. Ma się potrzebę, przeczytania jej od razu- od deski do deski. Sama siedziałam nad nią do późnych godzin nocnych. Napisana jest dobrym stylem, który nie męczy czytelnika. Dialogi są też niczego sobie, bywa naprawdę zabawnie. I po raz kolejny potwierdza się, że gej to najlepszy przyjaciel kobiety – no w tym przypadku bardzo dobry kumpel, który jest barwny i mega pozytywny. Nie pozostaje mi nic innego jak nie zagłębiać się w szczegóły i zachęcić do czytania. Ja jestem naprawdę zadowolona. Po przeczytaniu ma się ochotę zacząć od nowa.

poniedziałek, 5 maja 2014

Nora Roberts - Wywiad życia

tłumaczenie: Klaryssa Słowiczanka
 tytuł oryginału: Second Nature 
seria/cykl wydawniczy: Satine 
wydawnictwo: Arlekin 
data wydania: 29 czerwca 
 liczba stron: 240 
 kategoria: romans 

Miałam okazję czytać już książki napisane przez Norę Roberts . Odkąd pamiętam, podobał mi się styl jakim pisała swoje powieści. Dlatego bez wahania wybrałam Wywiad życia, jako kolejną historię napisaną ręką i piórem tej autorki. Dlaczego romans? Myślę, że każda kobieta lubi od czasu do czasu, przeczytać romansidło. Lubi wznieść się na wyżyny fikcji i emocji jakie ona wyzwala. Po prostu odciąć się od codzienności i pobujać w obłokach. 
Lee Radcliffe wiele trudu włożyła w to, by zostać cenioną dziennikarką luksusowego magazynu. Uwielbia swoją pracę i chce być w niej coraz lepsza. Kiedy trafia się niezwykła okazja, by napisać artykuł o nieuchwytnym i tajemniczym autorze kilku bestsellerów, Hunterze Brownie, od razu dostrzega w tym szansę dla siebie i swojej kariery. Tylko czy pisarz słynący z tego, że skrzętnie ukrywa swoją prywatność, odpowie na jej pytania? Nieoczekiwanie Hunter zgadza się na wywiad, ale stawia zaskakujący warunek…
Nora Roberts
Historia ambitnej dziennikarki i wybitnego pisarza. Dwie różne osobowości, a jednak coś ich łączy. Nie tylko książki jego autorstwa – które on pisze, a ona pochłania jednym tchem. Zamiłowanie do słowa pisanego? Do wolności? A może stare powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają? Niewątpliwe obie te postacie do siebie idealnie pasują, i są stworzone idealnie. Są uszyte na miarę. Nora Roberts zna się na rzeczy i tworzy bardzo ciekawe osobowości. Nie ma ich tutaj zbyt wiele, co tylko podsyca smaczek – a jest on subtelny i wyważony. Nadmiar bohaterów czasami jest zbędna i tylko psuje efekt, w tym wypadku ilość jest niewielka , a jakościowo naprawdę dobra. Pomysł też jest całkiem dobry, i muszę przyznać, że momentami aż, chciałoby się te widoki zobaczyć na własne oczy. Podoba mi się to jak Hunter wypowiada się o literaturze, o pisarstwie. Namawia nawet Lee do dokończenia powieści. W jego wypowiedziach czuć pasję. Niewątpliwie jest to ciekawa postać, o oryginalnych poglądach. Ma swoje „dziwadła” , które wpływają pozytywnie na jego osobowość. Kobieca postać jest, typowo kobieca. Atrakcyjna, inteligentna, mieszczańska i z bogatego domu. Koniecznie chce udowodnić rodzicom, że jest coś warta. Za zasłoną pracy, ukrywa strach przed porażką, chowa się za pancerzem. Boi się ryzyka. Kto się nie boi? Kto stawia wszystko na jedną kartę i wygrywa? Nieliczni farciarze. Postacie w książkach mają o tyle dobrze, że mogą wszystko. I za to książki kochamy. Dlatego muszę przyznać, że i ta książka ma w sobie coś z magii, wciąga i pomaga oderwać się od codzienności. Zawiera wątek miłosny, co dopełnia całość i tworzy stu procentowe romansidło. Autorka umie tworzyć napięcie i dozuje emocję po troszeczku. Cała historia jest
przewidywalna, mało zaskakująca, ale czyta się ją naprawdę dobrze. Umila czas, a to jest najważniejsze, szczególnie przy tego typu książkach. Tyle książek tego typu powstało, że chyba nie ma co już zaskakiwać czytelnika. Grunt, że można zasmakować przyjemności i dawki emocji. A jak do tego dodamy szczyptę humoru, niezręcznych sytuacji i dobre wykonanie to będzie idealnie. Nie zawiodłam się na tej książce. Dawka pozytywnej energii, zawsze jest mile widziana. Jest to książka na jeden raz, ale naprawdę wciąga. Już mam apetyt na inne historie napisane przez Norę Roberts.

piątek, 2 maja 2014

Jasinda Wilder - Tylko Ty

tłumaczenie: Julia Wolin
tytuł oryginału: Falling Into You
wydawnictwo: Amber
data wydania: 25 lutego 2014
liczba stron: 304
kategoria: romans

Tylko Ty…- ma słodko gorzki posmak. Miałam okazję już czytać książkę z tej serii (Literatura dla Młodych Dorosłych) – Zaczekaj na mnie. Byłam nią zachwycona, popłynęłam z nurtem tej historii, każde zdanie i każda literka wciągała bez reszty. Dlatego też bez wahania wybrałam tę książkę. Nie da się jej czytać i nie zadawać sobie pytań. Co by było gdyby? Jak ja bym zareagowała? Pytań jest dużo. Same się nasuwają. A początek przypomina te cudowne historie z romansideł dla nastolatek, albo z tych amerykańskich filmów – co to para przyjaciół odkrywa, że nie łączy ich już tylko przyjaźń.
Nell Hawthorne kocha Kyle’a, swojego najlepszego przyjaciela z dzieciństwa. Ich młodzieńcza miłość jest niezachwiana, a życie pełne obietnic. Do dnia gdy Kyle ginie w tragicznym wypadku i Nell zmienia się na zawsze. Coltona poznaje na pogrzebie. Oboje robią co w ich mocy, żeby jakoś poradzić sobie z życiem. Kilka lat później spotykają się znowu, w Nowym Jorku, a Colton odkrywa, że Nell nigdy nie doszła do siebie po śmierci Kyle’a. Wciąż zmaga się z głęboko skrywanym bólem i ugina pod nieznośnym ciężarem poczucia winy i żalu. Oboje mają niezagojone rany. Ale wspólnie uczą się, jak z tym żyć. Nie jak zapomnieć, lecz jak iść dalej – dzięki miłości…
Tak jak już wspomniałam, w tej historii smaki się ze sobą mieszają, słodki przeplata się z gorzkim i na odwrót. Całość płynie swoim nurtem i porywa czytelnika. Początek wprowadza nas w sielski klimat i od razu pozwala emocjom płatać fikołki. Nagle przypominamy sobie jak to było mieć po szesnaście lat. Chciało się mieć takiego przyjaciela z którym robi się wszystko. A najlepiej, żeby z tego wyszło coś więcej – szaleńcza miłość nastolatków. Emocje już drgają, wszystko idzie idealnie, aż do czasu. Tutaj mamy posmak diabelskiej goryczy, która wykrzywia język a mina jest zszokowana i bolesna. Autorka opisała emocje Nell tak dobitnie, że nie było wątpliwości co do skali jej cierpienia. Książka podzielona jest na części: przeszłość i teraźniejszość. Część przeszłą poznajemy dzięki „głosowi” Nell. Natomiast czas teraźniejszy opowiadają już Nell i Colton. Dzięki temu mamy wgląd w ich myśli i uczucia. Pozwala to stworzyć dokładniejszy profil psychologiczny postaci. A jeśli już o postaciach mowa to są one niesamowite. Są żywe. Są żywe do bólu. Żyją bólem, tragediami, strachem i przeszłością. A blizny pozostają. „ Chłopak z gitarą byłby dla mnie
Jasinda Wilder
parą…” Niewątpliwie to zdanie pasuje do Coltona. Ciekawa jestem, która z czytelniczek nie chciałaby mieć z takim mężczyzną do czynienia?! Biorąc pod uwagę to jaki jest atrakcyjny, jaki męski, władczy, niebezpieczny, a zarazem czuły i kochający. A i w łóżku wydaje się być nieziemski. Kolejny książkowy ideał – ten zalicza się do tych z mroczną przeszłością. I jest przeciwieństwem swojego zmarłego brata Kyle’a. Nell też ma dwa oblicza. Słodkie i gorzkie. Nieidealne. Porysowane, Pokryte bliznami. Utalentowana dziewczyna, walcząca z bólem. Obie te postacie są widocznie pierwszoplanowe. Wyróżniają się na tle pozostałych. Mają charakter, są żywiołowe.

„Nie naprawia mnie, nie uzdrawia, ale sprawia, że życie jest warte istnienia.” 

Cała ta historia jest naprawdę rewelacyjna. Nie można od niej się oderwać. Jest przepełniona emocjami. Jest w niej totalnie wszystko. Serce będzie płatało fikołki, oddech przy niektórych scenach przyśpieszy a fantazja zostanie pobudzona. Całość oparta jest na tragicznym wątku i na cierpieniu. Jednak to cierpienie zbliża. Łatwiej sobie radzić z tym, gdy jest obok nas, ktoś, kto coś takiego przeżył. Bohaterowie ponieśli duże straty. Książka na pewno wzruszy, będziemy na paraboli uczuć, będziemy się huśtać w rytm muzyki - wyśpiewanej przez Nell i Coltona. Całość czyta się szybko i płynnie. Historia jest wciągająca, nie jest nudna i monotonna. Ta książka jest na raz! Jeśli ktoś ma trochę więcej czasu, to przeczyta ją od razu w całości. Od deski do deski! A okładki z tej serii są niesamowite (moja słabość do czarno białych zdjęć!). Tylko Ty jest zdecydowanie lepsza od swojej poprzedniczki – Zaczekaj na mnie.