poniedziałek, 30 czerwca 2014

Cecelia Ahern - Dziewczyna w lustrze

tytuł oryginału: Girl in the Mirror
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 11 czerwca 2014
liczba stron: 96
kategoria: Literatura piękna

Dziewczyna w lustrze to kolejna książka autorki bestsellerowego P.S. Kocham Cię. Nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Autorka swoimi opowieściami czaruje, daje czytelnikowi trochę magii, co z pewnością w życiu codziennym się przydaje. Czy i w tej książce znalazłam coś magicznego? Czy te kilkadziesiąt stron mnie znudziło i rozczarowało? Czy warto ją przeczytać skoro zawiera, tylko dwa opowiadania?


Bohaterką „Dziewczyny w lustrze” jest Lila, która dobrze wie, jaką jest szczęściarą – udało jej się znaleźć wymarzonego mężczyznę. Jednakże gdy w dniu jej ślubu nieoczekiwanie wychodzi na jaw rodzinna tajemnica z przeszłości, los Lily zmienia się w najbardziej zadziwiający sposób. W opowiadaniu „Maszyna wspomnień” Ahern porusza frapującą kwestię: ponoć nigdy nie zapomina się pierwszej miłości, ale co może wydarzyć się, kiedy hołubione przez nas wspomnienia zaczynają blaknąć? Niektórzy zrobiliby wszystko, żeby przeszłość nie odeszła. Pewien mężczyzna ze złamanym sercem postanawia spełnić ich pragnienie.
Od samego początku możemy wyczuć magię czającą się tuż za rogiem. Wiemy, że coś się wydarzy, ale nie możemy rozgryźć co. Poznajemy dwie dziewczynki Lilę i Sarah. Jedna jest pełna entuzjazmu i energii a druga z każdą sekundą coraz bardziej przestraszona. Wyczuwa coś zupełnie innego niż Lila. Dwie skrajności. Tajemniczy dom, dziwny ogród i jeszcze dziwniejszy dom. Ewidentnie kryje się za tym coś dziwnego strasznego, coś co przeraża Sarah i przyprawia czytelnika o „ gęsią skórkę”. Autorka w doskonały sposób oddała klimat tego miejsca – aurę panującą w tym domu. Jeszcze bardziej zagadkowa jest Bellie (Ellie) babcia dziewczynki. Możliwe, że będąc dzieckiem uciekła bym z tego domu tak szybko jak Sarah. Poznamy prawdę o domu, o zakrytych lustrach i tym co się w nich kryje. Dowiemy się dlaczego staruszka nie ma oczu. I doznamy uczucia chłodu. Poczujemy żal i smutek z powodu dorosłej już Lili. Znajdziemy w tym opowiadaniu naszego rodaka z Polski. Odegra on dość znaczną rolę i w pewien sposób pomoże on dziewczynie. Drugie opowiadanie przeplata ze sobą teraźniejszość i wspomnienia. Poznajemy człowieka, który stworzył niesamowitą maszynę. Maszynę, która tworzy wspomnienia. Są ludzie, którzy oddaliby wszystko, żeby cofnąć czas, żeby zmienić bieg wydarzeń, daną chwilę, własną reakcję. Dzięki tej maszynie mogą coś zmienić, jednak nie cofną czasu. Historia miłości, która kończy się w tragiczny sposób. Życie człowieka samotnego, przepełnionego żalem i smutkiem. Historia dziewczyny, która siedzi na ulicy i moknie. A między innymi historie Jego klientów. Niewątpliwie piękna historia, która przez chwilę daje nadzieje. Pojawia się kobieta, która zapełnia pustkę i otwiera wspomnienie. Kobieta z problemami, która rozumie więcej niż można by przypuszczać. Oba te opowiadania niewątpliwie łączy wspólny morał. Jedna chwila może zmienić wszystko. Chwila nieuwagi, chwila buntu. Odkrycie tajemnicy nie zawsze popłaca, nie zawsze rozwiązuje problemy. Jedna chwila i życie zmienia się o 180 stopni. Płacimy wysoką cenę za chwilę nieuwagi. Czytając odkrywamy jak wielką wagę mają wspomnienia. Dowiemy się tez, że lutra bywają zdradliwe. Odpowiem na postawione przeze mnie pytania. Książka faktycznie, ma niewiele stron, jednak nie rozczarowałam się. Ostatnio zdarza mi się czytać sporo opowiadań. Nie czułam się znudzona. Czułam się zaintrygowana szczególnie pierwszym opowiadaniem. Drugie jest nostalgiczne, jednak nie mniej ciekawe. Myślę, że warto przeczytać te dwa opowiadania. Szczególnie, jeśli ktoś chce się zapoznać ze stylem autorki. A może jest, ktoś, kto ma mało czasu a chce zażyć dawki magii i refleksji. Miniaturowa książeczka, która jest czymś w rodzaju „ciasteczka” do kawy. Czyta się szybko i przyjemnie. Odrywa od rzeczywistości na krótką chwilę.

"Chodzi o naprawienie danej chwili, żeby była taka, jaka powinna być, gdyby nic człowieka nie rozproszyło, gdyby nie był tchórzem albo gdyby miał świadomość, że ta utracona chwila była jedyną, aby powiedzieć lub zrobić to, co się chciało."

niedziela, 29 czerwca 2014

Agatha Christie - Detektywi w służbie miłości

tłumaczenie: Grażyna Woyda
tytuł oryginału: Problem at Pollensa Bay and other stories
seria/cykl wydawniczy: Biblioteczka Konesera wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 9 maja 1997
liczba stron: 175
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Poszłam za ciosem i wybrałam kolejny zbiór opowiadań Agaty Christie – Detektywi w służbie miłości. Miałam okazję przeczytać dwie książki tej autorki i miałam apetyt na kolejną. Ostatnio nachodzi mnie apetyt na watki kryminalne, zagadki i tym podobne, dlatego postanowiłam zagłębić się w takiej literaturze, a biorąc pod uwagę sławę Agaty Christie – trudno było mi się oprzeć. Tym bardziej, że Morderstwo w Orient Ekspressie bardzo mi się spodobało. Pamiętam nawet, że ktoś mi kiedyś polecał twórczość tej autorki.
Tajemniczy pan Quin, przebiegły pan Pyne i najwspanialszy detektyw świata Herkules Poirot tym razem jako obrońcy zakochanych. - Carter! - Zawołał ochrypłym głosem Barton Russel. - Zawsze cię podejrzewałem. Iris była w tobie zakochana. Zamierzała z tobą wyjechać. Ale ty nie chciałeś dopuścić do skandalu z uwagi na swą drogocenną karierę, więc ją otrułeś. Zawiśniesz za to na szubienicy, ty draniu! - Spokój! - zażądał stanowczym, autorytatywnym głosem Poirot. - Sprawa nie jest zakończona. Ja, Herkules Poirot, mam coś do powiedzenia.
No właśnie i tu pojawia się problem. Oczekiwania miałam dość duże, jednak nie zostały one w pełni zaspokojone. Z ośmiu opowiadań przypadło mi do gustu nie wiele. Miałam wrażenie, że niektóre nawet nie pasują do tej książki a z kryminalnym wątkiem mają niewiele. Mam tutaj na myśli: „Najukochańszy pies” – nigdzie nie mogę doszukać się wątku kryminalnego! Weterynarz zamordował psa? Czy może małżeństwo z „konieczności i nienawiści” jest jakimś konkretnym przestępstwem? Zresztą nawet nie małżeństwo a chęć posunięcia się do niego. To opowiadanie mnie naprawdę rozczarowało. Pierwsze zaś – „Kłopoty w Pollensa Bay”- mnie ubawiło, wprowadziło w lekki klimat, ale nie zaskoczyło mnie wcale. Dla mnie najciekawszym okazało się opowiadanie pt. „Drugi gong”. Dlaczego? Ma w sobie zagadkę? Pojawia się mój ulubiony detektyw Herkules Poirot, który swoim bystrym okiem rozwiązuje zagadkę. Lubię właśnie taki klimat, trochę tajemnicy, wyłaniający się motyw i kilku podejrzanych. Czytając próbujemy rozwikłać sprawę przed detektywem. Myślimy nad alibi, nad charakterem postaci, jest nutka adrenaliny ( tylko nutka, gdyż w tak krótkim opowiadaniu na więcej liczyć nie można). Nie mogę też przyczepić się zbytnio do tytułowego opowiadania. Też znajdziemy tam zbrodnię i trzeba będzie ją rozwikłać. Jest kilku podejrzanych a nawet dwóje przyznaje się do morderstwa. Jednak dwa dobre opowiadania na wspomniane osiem, to jednak trochę mało. Być może mam zbyt duże oczekiwania, albo nie znam się kompletnie na kryminałach, jednak nie jestem w stu procentach zadowolona. Niewątpliwie jednak, czyta się przyjemnie i szybko. Styl jakim posługuje się autorka jest wciągający i nie nużący. Jednak mi brakowało dreszczyku emocji na dużą skalę. Znajdziemy tutaj różną tematykę, poczujemy smak kryminału wymieszany z opowiadaniami obyczajowymi. Czy jeszcze kiedyś sięgnę po twórczość Agaty Christie? Oczywiście, że tak. Tylko tym razem dokładniej zapoznam się z opisem, treścią albo po prostu posłużę się czyjąś radą. Myślę, że w najbliższej przyszłości znów odwiedzę bibliotekę w celu wypożyczenia literatury tego typu i to koniecznie tej autorki. Kiedyś w końcu muszę trafić na jakąś perełkę, która mnie w stu procentach zadowoli, albo przynajmniej w osiemdziesięciu.

„Książki kiedyś przeczytane powracają do nas w najbardziej niezwykły sposób.”

sobota, 28 czerwca 2014

Agatha Christie - Tajemnica lorda Listerdale'a

łumaczenie: Adela Drakowska
tytuł oryginału: The Listerdale Mystery
seria/cykl wydawniczy: Seria z Gawronem wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 2005 (data przybliżona)
liczba stron: 246
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Od bardzo dawna, miałam ochotę na kryminały Agaty Christie – jak do tej pory przeczytałam tylko jeden Morderstwo w Orient Expiessie. Spełniła moje oczekiwania, dlatego postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę tej autorki. Odwiedziłam bibliotekę i wybrałam na chybił trafił Tajemnice Lorda Listerdale’a . Dlaczego? Chciałam dać się zaskoczyć autorce, przenieść się do świata kryminału i nie wiedzieć co mnie czeka. Tytuł mnie zaintrygował, dlatego wybrałam właśnie tę książkę. Jak się okazało to zbiór opowiadań. Myślę jednak, że dokonałam niezłego wyboru, tym bardziej, że wcześniej czytałam opowiadania Munro i nadal jestem „przesiąknięta” tym klimatem.
"To dziwny gość - powiedział Rupert, wskazując na zamknięte drzwi - Jest w nim coś osobliwego, coś... -Podejrzanego? - wtrąciła pani St Vincent, uśmiechając się lekko. -Ależ mamo, skąd wiedziałaś, co chcę powiedzieć? - zapytał z całkowitą powagą Rupert. -Przecież to twoje ulubione określenie, kochanie. Wszystko dla ciebie jest podejrzane. Zapewne sądzisz, że to Quentin pozbawił życia lorda Listerdale'a i ukrył jego ciało pod podłogą?"
Liczyłam na coś trochę innego i z początku, byłam lekko zawiedziona, że nie ma jednej konkretnej zbrodni( wątku) a są opowiadania. Jednak im dalej czytałam tym czułam mniejszy zawód. Książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Co prawda, chciało by się niektóre z tych opowiadań rozwinąć i bardziej pomyśleć nad rozwikłaniem zagadki, ale lektura jest przyjemna. Jak na mój debiut ( mam za sobą może z 3 kryminały) to książką jest w sam raz. Na końcu książki, przy spisie opowiadań znalazłam adnotację - jakiegoś czytelnika – które opowiadania są „super” (czerwony wykrzyknik i wyżej opis co on oznacza). Czy zgadzam się z opinią tego Kogoś? Na 12 opowiadań, zaznaczonych wykrzyknikiem były tylko 2 – pierwsze i ostatnie. Mnie jednak urzekły inne i to większa ilość. Pierwsze co prawda wprowadza w klimat, kryminału i zachęca do czytania, ale jest proste i nie zaskakuje. O wiele bardziej podobały mi się: „Piosenka za sześć pensów”, „Metamorfoza Edwarda Robinsona” , „Wypadek” , „Szmaragd radży” i „Łabędzi śpiew”. Niektóre z tych opowiadań cechuje czarny humor i ironia losu. Bywają zaskakujące i pobudzają myśli, żeby rozwiązać zagadkę i wyprzedzić fakty. Znajdziemy zbrodnię i motyw. Dawka adrenaliny i ryzyko. Coś co zachęca i fascynuje. Natomiast James Bond – „Szmaragd radży” – wywołał na mojej twarzy uśmiech. Jest niezwykle ciekawą osobistością, zupełne przeciwieństwo słynnego Bonda z filmów akcji. Brakowało mi tutaj detektywa z prawdziwego zdarzenia, który rozwiązuje zagadkę. Opowiadania są krótkie i czasami za szybko przychodzi rozwiązania. Niewątpliwie jednak Agata Christie ma talent do tworzenia niezwykłych wątków. Postacie też są niczego sobie, jednak nie da się zagłębić w ich osobowość tak jakbym tego chciała. Mój apetyt rośnie w miarę jedzenia. Mam zamiar poznać inne książki tej autorki i zaraz zabieram się za kolejny kryminał.

piątek, 27 czerwca 2014

Alice Munro - Księżyce Jowisza

tłumaczenie: Agnieszka Pokojska
tytuł oryginału: The Moons of Jupiter
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 21 maja 2014
kategoria: Literatura piękna

Księżyce Jowisza to kolejna książka – królowej opowiadania – Alice Munro. Zbiór opowiadań rozpoczyna „wstęp” , który pozwala nam poznać stosunek autorki do własnych opowiadań. Dowiemy się między innymi jak powstają i skąd czerpie pomysły. Niektóre z opowiadań zawartych w tym zbiorze mają więcej wspólnego z życiem osobistym Alice Munro a inne znacznie mniej – jednak żadne nie aż tyle jak można by sądzić. Opowiadanie tytułowe zawiera pewne okoliczności śmierci ojca autorki, natomiast „Sezon na indyka” jest dedykowany szwagrowi Munro. Dlaczego? Tego się już sami dowiecie. 
Polska premiera tomu tegorocznej Noblistki, Alice Munro z 1982 roku! W tych przepięknych i nieustannie zaskakujących opowiadaniach jednej z najbardziej uznanych współczesnych prozatorek wiele się dzieje: zdrady, pojednania, romanse czy żałoba po ukochanej osobie. Ale najważniejsze w „Księżycach Jowisza” są przemiany bohaterów, ich konfrontacje z sobą samym pełne gniewu, urazy i nieskończonego współczucia, które bohaterowie komunikują czytelnikom z elektryzującą mocą. Tematyka zbioru zdominowana jest przez rozpacz i smutek kobiet.
W tych opowiadaniach spotkamy kobiety w różnych konstelacjach życiowych, są : młode i stare, zdradzone i kochane, ciche i energiczne. Łączy je zaś przemijanie i wybory jakich dokonały. Zetkniemy się z codziennością, jaka je otacza. Każda z tych kobiet ( tak jak i każdy zwykły człowiek) ma swoje prywatne piekło i niebo. A wszystko to wpisane w niesamowity klimat, swojski, prymitywny, harmonijny – taki, który staje się nam dobrze znany. Oczami wyobraźni widzimy farmy, domy, piękne widoki, a nawet szkolny składzik, gdzie spotykają się kochankowie. Nigdy nie przestanie zadziwiać mnie lekkość tych opowiadań, to jak wpływają one na moją wyobraźnie i postrzeganie bohaterów. Szara codzienność, która nas nie dotyczy, pozwala nam przez chwilę żyć  życiem innych ludzi. Niby obcych, a jednak dość dobrze znanych. Autorka nie tylko jest  królową tego gatunku, jest również mistrzynią w tworzeniu postaci. Każda osoba stworzona przez Munro ma niezwykłą osobowość. Nie znajdziecie tutaj idealnych postaci bez skazy. Ci tutaj są „porysowani” i prawdziwi. Czytając mamy wgląd w ich myśli i sekrety. Autorka w swoich opowiadaniach zahacza o tematykę moralności, seksu, homoseksualizmu, a nawet więzi rodzinnych – czyli wszystkiego, co dotyczy człowieka. Jednym słowem oblicze każdego z nas. Zwyczajność jest przepisem na sukces Munro. Pomyśleć, że nie czytałam opowiadań ( nie lubiłam tego gatunku), ale dzięki twórczości tej autorki, odkryłam coś niezwykłego. Zafascynowała mnie swoim stylem, tym co ma dopowiedzenia i to w takiej krótkiej formie literackiej. Odkrywam nowe horyzonty literackie. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że tymi opowiadaniami należy się „delektować” – czytać po jednym opowiadaniu i dać sobie czas na analizę. Twórczość tej noblistki nie jest do jednokrotnego „użytku” – można po nią sięgnąć w, każdym momencie życia i zawsze będzie na czasie. Po przeczytaniu „Księżyców Jowisza” z pewnością nabierzecie apetyt na kolejne tytuły. Zdecydowanie polecam.

sobota, 21 czerwca 2014

Jasinda Wilder - Tylko MY wbrew wszystkim

tłumaczenie: Wolin Julia
seria/cykl wydawniczy: Tylko My tom 1 wydawnictwo: Amber
data wydania: 20 maja 2014
liczba stron: 272
kategoria: romans

Tylko MY wbrew wszystkim autorstwa Jasindy Wilder, to opowieść o młodych ludziach, którzy wkraczają na drogę dorosłości. Seria dla Młodych Dorosłych jest mi już dość dobrze znana, dlatego po nią sięgam. Ta książka opowiada historię Bekki i Jasona – przyjaciół Nell i Kyle’a –ze znanego bestselera Tylko TY. Jasinda Wilder zdobyła rozgłos dzięki tragicznej historii Nell i jej chłopaka. Pamiętam do tej pory, co działo się od początku do końca, zapadła mi w pamięci – a to raczej duży plus. Czy powiązanie bohaterów było dobrym pomysłem? Czy ta książka też pozostanie w mojej pamięci na długo i czy sięgnę po tom 2? Dobre pytania. Na pewno przeczytam ciąg dalszy, muszę się przekonać jak rozwinie akcję autorka.
Byłam zakochana w Jasonie Dorseyu od zawsze, ale on nawet nie wiedział, że istnieję. Jeśli mnie zauważał, to tylko jako kłopotliwą przyjaciółkę Nell… Jason Dorsey zaprosił Nell na randkę w tydzień po jej szesnastych urodzinach, ale ich spotkanie nigdy nie doszło do skutku. Nell wybrała Kyle’a – jego najlepszego przyjaciela. Jason umówił się z przyjaciółką Nell, Beccą. Nie mógł wiedzieć, że ta randka będzie początkiem wielkiej miłości. A oboje nie przeczuwali, że bliski dramat wystawi tę miłość na próbę…
Muszę się przyczepić do jednej rzeczy, która mnie trochę razi. Podobno ten cykl, jest o młodych ludziach , którzy wkraczają w dorosłość i podany wiek jest mniej więcej od 18 – 25 roku życia. A w przypadku tej książki mamy do czynienia – przez 95% treści- z szesnastolatkami. To mnie trochę rozczarowało, gdyż spodziewałam się akcji, po tragicznej śmieci Kyle’a a nie wątku nastoletniej miłości w liceum. Wyobrażałam sobie coś na kształt poprzedniej książki, początek z czasu liceum – takie wprowadzenie- a potem już ta „dorosłość”. Niestety, mamy tutaj do czynienia z literaturą typowo młodzieżową. Czytając początek ma się wrażenie deja vu – jeśli ktoś czytał Tylko TY, to skojarzy fakty- tylko mamy relację z drugiej ręki. Od razu przypominamy sobie historię poprzedniej pary, i przechodzimy do rozwinięcia wątku obecnego. Nie ominą nas problemy nastolatków, momentami będzie wręcz pretensjonalnie i żałośnie. Teksty jakimi operują nastolatkowie, a szczególnie chłopcy, bywa po prostu przytłaczający. Jednak to podkreśla charakter
Jasinda Wilder
powieści o młodych ludziach. Na pierwszy plan wynurza się przemoc domowa, oraz seks. Znajdziemy tutaj dużo agresji i krwi. No i nie mniej tematu seksu. Oczywiście wszystko zaczyna się od miłości. Autorka w idealny sposób wprowadza napięcie, krok po kroku rozwija akcję. Młodzi uczą się siebie nawzajem, balansują na granicy. No i oczywiście podkolorowany pierwszy raz. Czytając miałam wrażenie, że to coś na kształt poradnika dla szesnastolatków, którzy chcą uprawiać seks. Podobno w tym okresie hormony buzują, więc to pewnie normalne. Książkę czyta się szybko i lekko, podzielona została na narracje Bekki i Jasona, więc mamy pogląd na obie postacie i ich myśli. Doskonały wgląd w ich sytuację rodzinną, która niby różna a trochę podobna. Jednak ja czuje lekkie rozczarowanie tą pozycją. Oczekiwałam większych emocji, czegoś dojrzalszego, głębszego, a dostałam romansidło dla nastolatków. Nie mam nic przeciwko takim książkom, kiedyś je nawet czytałam – jakby nie patrzeć, sama byłam nastolatką i takie historie przyprawiały o szybsze bicie serca. Jednak teraz chyba wyrosłam z takiej literatury. Zestarzałam się? Mam inny pogląd na te sprawy? Nie mówię, że jest zła i nie da się jej czytać, bo przeczytałam ją w niespełna jeden dzień. Tylko nie znajdziemy w niej nic konkretnego. Umila co prawda czas, ale to wszystko. Literatura bez polotu, nie wciska w fotel i nie daje satysfakcji. Filiżanka kawki w niedzielne popołudnie, przy takiej książce może być. Jednak tak jak wspomniałam, mam zamiar sięgnąć po kolejny tom, jak już będzie w zasięgu ręki. Może kontynuacja dostarczy mi odpowiednich wrażeń i rozwieje rozczarowanie pierwszym tomem.

czwartek, 19 czerwca 2014

Linda Green - I wtedy to się stało

tłumaczenie: Wojciech Nerkowski
tytuł oryginału: And Then It Happened wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 28 maja 2014
liczba stron: 432
kategoria: Literatura piękna

Nadszedł czas na kolejną książkę z dobrze znanej mi serii – Leniwa Niedziela. Tym razem wybrałam "I wtedy to się stało" autorstwa Lindy Green. Jednym się ta seria podoba innych zawodzi, a ja się zastanawiam co mnie w niej urzeka. Emocje? Melancholia? Promyczki nadziei? A może dawka humoru wymieszana ze smutkami? Jedno jest pewne, nie zawiodłam się i na tej historii.
Mel Taylor już jako trzynastolatka poznała miłość swojego życia. Dwadzieścia lat później nadal kocha Adama, ma wspaniałą córkę, świetną pracę i wymarzony dom. Cieniem na tym pozornie idealnym życiu kładzie się ponury sekret z przeszłości i poczucie, że jej szczęście nie będzie trwało wiecznie. Chociaż Adam powtarza żonie, żeby żyła teraźniejszością i nie martwiła się o przyszłość, Mel nie może się pozbyć najgorszych przeczuć. Nie chce nawet świętować ich dziesiątej rocznicy ślubu, by nie kusić losu. Okazuje się, że kobieca intuicja to potężna siła; wkrótce Mel musi zdecydować, o czyje szczęście powinna najpierw zawalczyć.
Tematyka mnie zaskoczyła. Książka ta powstała na podstawie prawdziwych historii co czyni ją jeszcze bardziej wiarygodną i mocną w przekazie. Co wiemy na temat śpiączki? Nie każdy wie jak się zachować, gdy ktoś bliski, znajomy lub nawet obcy jest w takim stanie. Podobno należy „ mówić” do chorego, lekarze twierdzą, że jest szansa, że nas słyszy. Zazwyczaj mamy taki obraz pokazany w filmie, bliscy opowiadają osobie „śpiącej” o czymkolwiek. A jak to wygląda z punktu widzenia osoby chorej? No właśnie. Tutaj znajdziecie obie strony – punkt widzenia osoby chorej jak i zdrowej. „Monolog jaki prowadzi ze sobą Adam” bywa przepełniony wisielczym humorem. Obrazuje nam sytuację – niemoc, wysiłek, rozpacz, determinację i upływający czas. Co się czuje i myśli, gdy nasze ciało jest tylko skorupą przez którą nie można się przebić? To tak jakbyśmy stali za szybą i nie mieli na nic wpływu. Bardzo pouczające i obrazowe. Jednak to co wydaje się być narracją Adama niekoniecznie nią jest – Mel wyobrażała sobie, że on słyszy i jak reaguje na daną sytuacje. Próbując nie zwariować żyła nadzieją, tak żeby i on żył w jej głowie. Ale autorka uprzedza , że odbiór tego tekstu zależy od nas samych i od wiary jaką mamy. Mel i Adam to wyjątkowi ludzie, są parą od lat. I są nadal, gdy pojawiają się kłopoty. Ta historia opowiada o miłości i poświęceniu. O oddaniu i nadziei. Porusza problemy, z którymi często borykają się bliscy chorych. Największym promyczkiem w tej historii jest Maya córka naszych bohaterów. Dziecko pełne energii, która w czytelniku wywołuje emocje, które wręcz rozbrajają. Możemy zaobserwować jak radzi sobie z tragedią małe dziecko. Jak należy do niego podchodzić i jak oswajać z trudnymi tematami. W zasadzie to cała ta historia oswaja nas, czytelników, ze śpiączką. Mnie ta książka pochłonęła totalnie. Nie mogłam się oderwać, musiałam się przekonać, czy Adam wróci do zdrowia. Czy będzie taki jak przed wypadkiem? Czy Mel da radę a może odda go do domu opieki? Jak silna jest więź rodzinna? Co jeśli nie jest tak jak nam się wydawało? Na stronach tej książki jest po prostu wszystko, aż kipi miłością i wiarą w lepsze jutro. Jest to świetnie napisana powieść o miłości wystawionej na ciężką próbę – nawet bardzo ciężką. Nigdy nie wiemy co los nam przyniesie jutro, za tydzień lub za rok. Bywa bezlitosny i okrutny. Całość została napisana jest w lekkim bezpretensjonalnym stylu, jednak na długo pozostanie w pamięci czytelnika. Da do myślenia i obudzi empatię. Wywoła chaos emocjonalny i „ myślowy” . A główna bohaterka stanie się symbolem siły i miłości. Tak powinna wyglądać prawdziwa miłość. Powinna być pozbawiona barier. Lektura warta uwagi.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Małgorzata Szyszko-Kondej - Sześć córek

wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 21 maja 2014
liczba stron: 368
kategoria: Literatura piękna

Sześć córek autorstwa Małgorzaty Szyszko – Kondej to kolejna książka z mojej ulubionej (jak do tej pory) serii „Leniwa Niedziela” . Miałam okazję czytać kilka tytułów z tej serii i byłam zadowolona, dlatego postanowiłam wybrać i tę. Tym bardziej, że opis mnie zaintrygował. Obiecał ciekawą opowieść, z dawką wzruszeń, melancholii i lekcją „historii”. No właśnie obiecał. Ale czy faktycznie tak było?
Wzruszająca i zabawna powieść obyczajowa o szóstce kobiet, powiązanych rodzinną tajemnicą. Grażyna, lat 60 lat, zmaga się z duchami PRL-u. Milena, lat 19, nie umie żyć bez fejsa. Są jeszcze: Alicja, niepokorna poetka Solidarności, Elżbieta emigrantka, Martyna z korporacji, Agnieszka, walcząca z mężem tyranem. Sześć sióstr, które się nie znają. Każda żyje w innej Polsce. Co je łączy? Tęsknota za miłością, zagadka testamentu ojca, niezgoda na świat, w jakim żyją. Wspomnienia. Godzina milicyjna w stanie wojennym, lalka Barbie za szybą Pewexu, „Barka” śpiewana przez pokolenie JP2, kłótnie pod krzyżem smoleńskim. Kim byłyby dziś, gdyby nie wydarzenia z przeszłości, gdyby nie brak ojca? A może dopiero teraz nadchodzi ich czas?
To jest pytanie na, które nie tak łatwo odpowiedzieć. Książka ma niewątpliwie swój specyficzny klimat. Podzielona jest na córki i zaczyna się od listu, który przed śmiercią „napisał” ojciec. Zawiera on dobre rady i zadanie, które córka musi wykonać, żeby dostać skarb, który im zostawia w spadku. Jaki to skarb, dowiadujemy się na samym końcu, razem z córkami. Bardzo dobrze przemyślana fabuła i przebieg wydarzeń. Autorka zabrała nas w podróż po „pokoleniach” – możemy poznać czasy stanu wojennego, strajków, burzliwe okresu Solidarności i wywożenie na taczkach „prezesów”. Wędrujemy od jednego do drugiego okresu i poznajemy życie bohaterek. Każda żyła w innych czasach, różnią się wiekiem, ale łączy nie jedno. Oczywiście ojciec, i geny, niekoniecznie ładny nos, a może upośledzenie emocjonalne? Żadna z tych kobiet tak naprawdę ojca nie miała. Był „ herosem” z bajki, był wspomnieniem, kimś „na chwilę, przez chwilę”. Jest to książka, która, opisuje zwykłych ludzi. Niekoniecznie szczęśliwych, idealnych, pięknych. Nie ma tutaj nic „cukierkowatego”. Bywa, że jest szaro, ponuro i brutalnie. Padają epitety, jest niesmak, są smutki i gorycz. Każdą z tych sześciu kobiet, spotyka coś innego, a los płata im figle. Bywa, że jest ironiczny, robi kawały i niesprawiedliwy. Żadna z tych kobiet, tak naprawdę nie odnalazła szczęścia, każda odczuwała tęsknotę – za czym? Za kim?. Zaczynając czytać poczułam „niesmak” – lekki zawód. Nie tego się spodziewałam, miałam inne oczekiwania, po tym co przeczytałam w opisie. Nie mogłam odnaleźć się w „tamtych czasach”, przeskakiwanie z przeszłości do teraźniejszości danych bohaterek, trochę mąciło. Jednak już po połowie, książka zaczynała robić się znośna, może dlatego, że powoli zbliżałam się do okresu, który jest mi znany, który kojarzę. Łatwiej było mi się odnaleźć, wyobrazić sobie, wydarzenia historyczne, postacie. Tak jak pierwsza część książki, miała dla mnie kolor czarno – biały, tak druga zyskiwała na kolorze. Gdzieś tam w końcu znalazłam tą obiecaną melancholię , pojawiły się refleksje. Mam mieszane uczucia co do tej książki. Nie chodzi o to, że mi się nie podobała, bo ma w sobie to coś, nie jest sztuczna, ma mocne strony i są momenty, które wywołują emocje. Bywa, że czasami pojawi się uśmieszek – monologi, dialogi bywają zabawne, ironiczne. Połowa książki mnie rozczarowała a druga zachęciła. Stąd moje mieszane uczucia. Ma jednak swoje mocne strony i dobrze jest poznać smak historii. Okładka jest niesamowicie klimatyczna!

czwartek, 12 czerwca 2014

Nicholas Sparks - Najdłuższa podróż

tłumaczenie: Jacek Manicki, Anna Dobrzańska
tytuł oryginału: The Longest Ride
wydawnictwo: Albatros
data wydania: 16 kwietnia 2014
kategoria: Literatura piękna

Najdłuższa podróż to mój debiut z literaturą Nicholasa Sparksa. Słyszałam, że pisze ciekawe książki, ale jakoś nigdy nie miałam okazji zapoznać się z jego powieściami. Teraz miałam okazję sama przekonać się co do jego twórczości. Czy jest faktycznie tak dobry jak mówili inni? Czy historia opisana w tej książce jest fascynująca? Nicholas Sparks ma niewątpliwy talent do tworzenia ciekawych historii. Jest naprawdę dobrym pisarzem i nie żałuję, że jego książka znalazła się na mojej półce.

Ira i Ruth. Sophia i Luke. Dwie pary, które mają niewiele wspólnego, i które są oddzielone lat i doświadczenia. Jednak ich życie będzie zbieżne z nieoczekiwaną zjadliwością, przypominając nam wszystkim, że nawet najtrudniejsze decyzje mogą przynieść niezwykłe podróże: poza rozpaczą po śmierci, do najdalszych zakątków ludzkiego serca.
Czy historia – a raczej dwie historie- opisane w tej książce są fascynujące? Zdecydowanie tak. Powiem więcej, one są zbiorem emocji. Kontrastują ze sobą, w sposób subtelny, pozwalając delektować się, każdym słówkiem. Obie te historie są, bardzo ciekawe i ze sobą wymieszane – co urozmaica czytanie i wprowadza świeżość do całej powieści. Fragmenty z życia Iry są wzruszające, mają w sobie trochę melancholii i przenoszą nas w zupełnie inne czasy. Czytając, możemy się zastanowić nad własnym życiem, nad naszymi oczekiwaniami, nad prostotą kontaktów międzyludzkich. Małżeństwo Iry i Ruth było niezwykłe, miało w sobie to czego zazwyczaj brakuje związkom w dzisiejszych czasach. Mam na myśli choćby wytrwałość i miłość od początku do końca. Historia opowiadana przez staruszka i jego nieżyjącą żonę, pochłonęła mnie totalnie. Ma w sobie magiczny klimat, historia ich związku jest niezwykła, ale oni sami nie są
Nicholas Sparks
wcale mniej niezwykli. Oboje są postaciami, które warto zapamiętać i zapewne zostaną w pamięci na długo. Druga opowieść to przeciwieństwo starości- młodość- jak wiadomo rządzi się swoimi prawami. Ta część jest nam bardziej znana, choć nie brakuje w niej miłości, romantyzmu, napięcia i ciekawego klimatu. Mamy wgląd w życie dwojga młodych ludzi, oboje różnią się od siebie- ona studentka – on kowboj. Połączyło ich uczucie. Żeby nie było zbyt kolorowo, pojawiają się problemy. Czyli to co zwykle. Jednak to co czyni tę powieść niezwykłą jest – ogniwo, które łączy obie te opowieści. Postacie łączy igranie ze śmiercią, miłość, zamiłowanie do sztuki, oddanie. Całość została oprawiona w idealny klimat i ciekawe widoki. Wspomnienia Iry i jego żony wyświetlają się w głowie czytelnika, jak film w kinie. Oczami wyobraźni widzimy to o czym on opowiada. Doświadczamy emocji – irytacji, rozbawienia, złości, smutku, melancholii. W tej książce jest miłość, która trwa do samego końca, a nawet i dłużej. Jest radość z bycia w związku z drugą osobą. Jest nadzieja na lepsze jutro.

„Skoro bowiem istnieje niebo, odnajdziemy się, bo bez Ciebie nie ma nieba”.

Lubię książki, które pozwalają delektować się treścią. Książki, w których zawarte są postacie z charakterem – z prawdziwymi twarzami. Takie, które są przesłaniem. Autor w doskonały sposób buduje napięcie, treść jest wciągająca i nie przewidywalna. Podoba mi się jak powiązał oba te wątki. Drogi bohaterów się przecięły. A to w jaki sposób – mnie zaskoczyło. Jeśli wszystkie książki (albo większość), tego autora są na takim poziomie, to ja mam ochotę na więcej. Jest to książka, którą warto przeczytać.

„Sztuka to kłamstwo, które sprawia, że zaczynamy rozumieć prawdę; przynajmniej tę, która dana jest nam , byśmy ją zrozumieli”.

sobota, 7 czerwca 2014

Paulo Coelho - Zdrada

tłumaczenie: Zofia Stanisławska
tytuł oryginału: Adultério/ ang. Adultery
wydawnictwo: Drzewo Babel
data wydania: 27 maja 2014
liczba stron: 240
kategoria: Literatura piękna

Po kilku letniej przerwie, znów mam okazję czytać Paula Coelho. Do dzisiaj pamiętam, pierwszą książkę, którą przeczytałam – Być jak płynąca rzeka. Spodobała mi się na tyle, że dostałam kolejną – Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam… To właśnie od tych książek, zaczęła się moja fascynacja tym autorem i jego twórczością. Intrygowało mnie jego spojrzenie na otaczający świat i wszystko co jest związane z człowiekiem i życiem. Jego filozoficzne podejście, dawało do myślenia. Ktoś kiedyś powiedział, że w jego książkach nic nie ma – padło określenie „lania wody”. Można by się z tym zgodzić, bo filozofowanie to jest jedno wielkie „lanie wody”, ale z drugiej strony możemy z tego bajdurzenia, wycisnąć coś dla siebie. Przeczytałam kilka jego książek. Stoją teraz na półce i czekają na powtórne przeczytanie. Byłam ciekawa co tym razem wymyślił Coelho – dlatego wybrałam ten tytuł.
Linda ma 31 lat. Wszyscy uważają, że ma wspaniałe życie. Mieszka w Szwajcarii, w jednym z najbezpieczniejszych państw świata. Jest w stałym związku. Ma kochającego męża, urocze i dobrze wychowane dzieci oraz świetną pracę dziennikarki. Jednak Linda zaczyna buntować się przeciw rutynie i przewidywalności swojego życia. Nie jest w stanie dłużej udawać, że jest szczęśliwa, gdy w rzeczywistości czuje jedynie apatię. Wszystko zmienia się, kiedy spotyka swojego byłego chłopaka. Jakub jest znanym politykiem, z którym Linda przeprowadza wywiad. Podczas spotkania budzi się w niej dawno zapomniane uczucie – pożądanie. Wbrew wszystkiemu Linda postanawia zdobyć dawną miłość. Chcąc osiągnąć swój cel, musi sięgnąć dna ludzkich uczuć, by na koniec odnaleźć szczęście. "Lepiej nie żyć wcale niż nie kochać".
Gdy tylko zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że muszę ją mieć. Nie czytałam nawet opisu. Był zbędny. Wiedziałam czego mogę się spodziewać, dlatego kupiłam ją w ciemno. Czy było warto? Myślę, że tak. Jedno jest pewne – nie zawiodłam się. I muszę przyznać, że trzymała mnie do końca w niepewności ( co rzadko się zdarza ostatnimi czasy). Nie jest to obszerna książka, więc czyta się ją szybko – jeśli ktoś ma dużo wolnego czasu, to jest to książka „ na jeden raz”. O czym tym razem opowiada autor? Tytuł wskazuje na zdradę. Owszem, ale to tylko element, który wynika z ludzkiego niezadowolenia, niedocenienia tego co się ma. Człowiek to taka istota, która chce mieć jak najwięcej, żyć dobrze, przyjemnie i mieć rodzinę. A jak już osiąga wszystko ( a inni mu zazdroszczą) to wtedy dopada go, apatia, nuda i strach przed zagrożeniem ( lub przed przemijaniem i zmarnowanym życiem) – czyli normalka. Nigdy się nikomu nie dogodzi w stu procentach, prędzej czy później dosięgną nas głupie myśli. A z tego o krok już do robienia głupot. Po co to wszystko? Adrenalina, chwilowe szczęście, coś nowego i ekscytującego. Ważne, żeby zabić rutynę. Nie
Paulo Coelho
dostrzegamy tego co mamy, nie doceniamy wielu rzeczy ( chyba, że je stracimy, lub prawie stracimy). Autor na przykładzie Lindy, pokazuje nam schemat człowieka, którego dopada kryzys. W tej kobiecie, możemy znaleźć odbicie samych siebie – i nie mam tutaj na myśli całokształtu, ale poszczególne elementy, każdego z nad czasem dopada zwątpienie, strach, nuda i rutyna. Jest też poruszana kwestia miłości. Miłości do męża, dzieci, ale przede wszystkim do własnego życia. Grunt, żeby docenić to co się ma, walczyć o siebie i swoje życie. Naszą bohaterkę wyzwoliła adrenalina, ryzyko i szybowanie w chmurach. Tak niewiele potrzeba, żeby odświeżyć swoje spojrzenie na otoczenie i nasze życie. Jak widać kolejne „lanie wody” – tym razem mniej skomplikowane i łatwiejsze w przekazie niż np. w Czarownicy z Portobello czy Bridzie. Miło czasami przeczytać coś takiego i pomyśleć, chwycić jakąś myśl i rozważyć, albo po prostu nabrać optymizmu. Każdy z nas chce idealnego życia i związków. Ale czy aby na pewno walczymy do końca? A może ogarnia nas nuda? Możliwie, że po 30stce dopada ludzi jakiś kryzys. Nikt nie mówi, że małżeństwo i codzienność to bajka – zresztą i to autor podkreśla.
„Lepiej nie żyć wcale niż nie kochać”. Mądre słowa. Nasze życie zazwyczaj opiera się na miłości. Bywa też tak, że nas szybko nudzi i szukamy zastępstwa. Książka fajna, czyta się szybko, a bohaterowie są różni. Bywają frustrujący – a czasem mamy ochotę potrząsnąć babsztylem, żeby wzięła się w garść. Paulo Coelho pokazuje nam do czego jest zdolna kobieta (człowiek), aby zaznać pozornego szczęścia, miłości i pożądanie. Co się musi stać, aby człowiek przejrzał na oczy i zrozumiał. Nie jest ważne to co się ma, nie warto pogłębiać się w rutynie.
„Nie mam nic, więc jestem wszystkim”.
Nie żałuje, że kupiłam tę książkę w ciemno. Swoją przygodę „ ze stosikem czerwcowym” zaczęłam właśnie od tej propozycji. Dlaczego? Bo czasami lubię refleksję, lubię pofilozofować i spojrzeć na świat inaczej. Oderwać się od rutyny. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, to ta książka mu się spodoba.
„ Gdy znajdziemy Miłość, dostaniemy też całą resztę”.

piątek, 6 czerwca 2014

Czerwcowy stosik + jakim jestem czytelnikiem


Nadszedł czas na kolejny stosik! Nie ma to jak świeża dawka literatury, ten zapach nowych książek, nic tylko czytać. Obecnie na moim stosiku znajduje się 6 książek. Oczywiście nie mogło na nim zabraknąć kolejnej książki Alice Munro. No i mojej ulubionej serii - „Leniwa niedziela” . Postanowiłam poszerzyć swoje horyzonty czytelnicze i sięgnąć po twórczość Sparksa – podobno jego książki są niezłe a nawet dobre. Zobaczymy, jak mi się spodoba. Jest druga w kolejce, zaraz po Paulo Coleho – Zdrada. Całkiem możliwie, że do tego stosiku, dojdą inne tytuły (mam kilka na oku). Wychodzi na to, że muszę się zabrać za czytanie.

Stosik – Kolejność czytania:

1. ZdradaPaulo Coelho
2. Najdłuższa podróżNicholas Sparks
3. Sześć córekMałgorzata Szyszko – Kondej
4. I wtedy to się stałoLinda Green
5. Tylko MY wbrew wszystkimJasinda Wilder
6. Księżyce JowiszaAlice Munro


Chciałabym podziękować Griffin za nominację do zabawy. Tak jak obiecałam – biorę udział. No właśnie jakim jestem czytelnikiem? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, więc chyba najwyższy czas zacząć – za to również dziękuje, wyżej wymienionej osobie.

Od kiedy czytam, gdzie czytam, jak czytam:

- Swoją przygodę z literaturą zaczęłam, chyba od 6 klasy szkoły podstawowej – i do od książki „Harry Potter i kamień filozoficzny”. Tak mnie wciągnęła ta czarodziejska opowieść, że aż się rozchorowałam. Co ułatwiło mi czytanie, gdyż nie poszłam do szkoły. Pamiętam, że „zarażona” czytaniem sięgnęłam po mamine zbiory. No właśnie! Moją pasję, mój nałóg, moją odrębność, zawdzięczam mamie. To ona wprowadziła mnie w świat literatury. To właśnie ona zachęciła mnie do czytania. Sama czytała bardzo dużo, miałam okazję widzieć jak ją to wciąga. Kupiła mi książki, do których mam duży sentyment. Zresztą do dzisiaj ma całą swoją kolekcję i czasem od niej coś pożyczam ;)
- Czytam w domu . Nie lubię czytać w podróży, próbowałam nie raz, ale zawsze coś mnie rozpraszało. Tak więc, koniecznie w domu. Najczęściej w sypialni lub w kuchni . No i co najważniejsze – nie umiem czytać przy włączonym telewizorze! To mnie totalnie rozprasza i denerwuje! Muzyka lub absolutna cisza - są mi potrzebne do czytania.
- Na siedząco, na leżąco a nawet na stojąco, w zależności od okoliczności ;-). Czytam długo i do samego końca. Czasami po nocach ( to ostatnio dość często mi się zdarza).

O posiadaniu książek:

- Marzy mi się cała kolekcja książek Alice Munro. Chce je wszystkie skompletować i na starość przeczytać powtórnie. - Rzadko korzystam z biblioteki, może z lenistwa, gdyż nie bardzo chce mi się szperać między tymi tomiszczami w poszukiwaniu kilku perełek. Wkurzające jest też to, że jak już się coś chce wypożyczyć to akurat tego nie ma. Zbyt mała ilość egzemplarzy a zbyt wielu chętnych. No, albo jeszcze gorzej – nie ma wcale takiej książki w bibliotece. No i te ich terminy!
- Jak pożyczam od kogoś, książkę to oddaje i to w takim samym stanie. Gorzej w drugą stronę – zdarzyło mi się nie dostać z powrotem pożyczonej książki.
- Mało która książka na mojej półce jest nieprzeczytana. Moja kolekcja się stopniowo powiększa. Oprócz kolekcji Munro, marzy mi się taka prawdziwa biblioteczka. Półki zapełnione książkami. Tak na całą ścianę a może i dwie…

Posumowanie: czyli jakim jestem czytelnikiem:

Poszukuję nowych wrażeń i wyzwań, w każdej kolejnej książce. Każdy „nowy” autor pozwala mi poznać nowe granice wyobraźni i dobrego smaku. Mało którą książkę, czytam powtórnie. Moje upodobania, mój gust – zaczynają dojrzewać. Jako zakładki stosuję, co się da, nawet rysunki zrobione przez bratanicę. Chwilowo zakładkę zrobioną z papierków od pysznych czekoladowych cukierków. Gdy jakiś tytuł mnie wciągnie to potrafię przeczytać, go w ciągu jednego dnia (siedząc nad danym egzemplarzem prawie do rana).Są i takie, którymi delektuję się, przeciągając czytanie. W przyszłości chce przeczytać, książki Agathy Christie ( dosięga mnie fascynacja kryminałami). Nie ma to jak filiżanka kawy lub dobrej herbatki i chwilka relaksu przy dobrej książce. Jakie książki lubię? Nie będę wymieniała jest ich dużo…Autorzy? Alice Munro, Paulo Coelho, Cecelia Ahern, Johanna Lindsey, Danielle Steel, Katarzyna Grochola, Fabio Volo, David Nichols J. K Rowling no i oczywiście Nora Roberts. I pewnie ktoś jeszcze ;) Pisać mogłabym tak długo i długo…

środa, 4 czerwca 2014

Alice Munro - Jawne tajemnice

tłumaczenie: Anna Przedpełska-Trzeciakowska
tytuł oryginału: Open Secrets
wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: 25 marca 2014
liczba stron: 384
kategoria: literatura współczesna

Jawne tajemnice to kolejny zbiór opowiadań Alice Munro. To ostatnia książka z mojego majowego stosiku. Zostawiłam ją sobie na koniec, ponieważ chciałam się nią delektować. Jest to książka, która w sam raz pasuje „ na deser”. Zapewne wiecie już, jak bardzo cenie sobie twórczość Alice Munro. Co jakiś czas pojawia się na moim blogu recenzja, którejś z jej książek. Tym razem padło właśnie na ten tytuł, który intryguje i zachęca do zajrzenia w te tajemnice. Okładka pasuje idealnie. Jest czarno- biała, kobieca i tajemnicza. Widzimy tylko „jedną połowę” a druga jest ukryta. Okładka idealna do zbioru opowiadań, których głównymi bohaterkami są kobiety.
Osiem wyjątkowych historii kobiet samotnych, zakochanych, samodzielnych lub bezradnych. Każda z tych opowieści przepełniona jest intensywnymi uczuciami i emocjami, a Munro wydobywa je wszystkie z charakterystyczną dla siebie swobodą i melancholią. Kobieta żyjąca pośród górskich plemion, księżna snująca bajkową narrację w zrujnowanej kamienicy czy młoda wdowa, która z własnej woli udaje się do więzienia. Jawne tajemnice to również zabawa z literaturą – Munro gra z czytelnikiem, przeplata rozmaite literackie konwencje, tworząc pełny obraz czasów, w których rozgrywa się akcja. Historia rozpięta między listami, opowiadanie w opowiadaniu i narracja zbudowana wokół lokalnej piosenki – to jedynie niektóre z literackich zabiegów. A wszystko po to, by pokazać głęboko skrywane kobiece sekrety, które już dawno przestały być tajemnicami.
Historie ośmiu kobiet, które łączy nie tylko wspólna płeć, ale także sekrety ( mniejsze lub większe). Każda z tych kobiet jest inna, ma inny charakter, ma inny pogląd na życie, ma inne otoczenie. Jest w nich jednak coś zaskakującego, coś co fascynuje i pobudza wyobraźnię do nakreślenie, obrazu, lub zarysu sylwetki tych kobiet. Poznajemy kawałek przeszłości, zupełnie innych od naszych realiów. Czytając ma się wrażenie, że te historie są pokryte kurzem. Są faktycznie owiane jakaś tajemnicą. Na kartkach tej książki, jest pełna gama emocji i uczuć. Jedno opowiadanie zaskakuje bardziej a inne mniej. I to mi się właśnie podoba w książkach Alice Munro – ta świeżość – bo co kilka kartek, jest inna historia, inne postacie, inne rejony. Za każdym razem, zaskakuje znajomość ludzkiej osobowości, jaką posiada autorka. Z taką starannością i precyzją tworzy postacie, że są wręcz namacalne. Kobiety, jakie spotkacie na kartkach tej książki nie są sztuczne, piękne, nieskazitelne i takie och i ach. Są zwyczajne, czasem zezowate, momentami szalone, zagubione, egoistyczne. Ludzkie. Pierwsze opowiadanie „Za daleko” i ostatnie „Wandale” – łączy zarys wspólnej
Alice Munro
przeszłości. Więzy rodzinne ( jeśli, ktoś ma dobrą pamięć i w porę zauważy – nazwisko Doud pojawia się dość często w tym zbiorze opowiadań, a w szczególny sposób łączy te dwa wymienione). To też jest plusem, miło jest czytać i główkować – Czy to ta sama rodzina? Które pokolenie? – odkrywanie rodzinnych powiązań. Jednak nie osiądziemy na laurach w jednym miejscu. Będziemy zwiedzać inne miasta, nawet zupełnie inne rejony – egzotyczne, barbarzyńskie. Nowością, która jest w tej książce są różne konwencje literackie. Autorka wprowadza do swoich opowiadań formę listów ( to właśnie od wymiany korespondencji zaczyna się pierwsze opowiadanie), co zresztą się często powtarza i w innych opowiadaniach, potem natrafiamy na lokalną piosenkę a między czasie napotkamy wiersz. To niewątpliwie urozmaica czytanie. Nadaje zadziornego charakteru całości. Zresztą listy, kojarzą się z czymś prywatnym, to między „wierszami” linijek listu, często możemy wyczytać najwięcej. Autorka tworzy szybko toczącą się narracje, pozwala nam zastanowić się nad powieściową diagnozą ludzkiego życia. Ludzkie życie bywa zadziwiające, charaktery i decyzje zaskakują. Na kartkach tej książki, znajdziemy własne rozterki, tęsknoty i wątpliwości. Zobaczymy własne odbicie. Po raz kolejny czuje się dowartościowana, po przeczytaniu książki Munro. Nie zniechęciło mnie nic. Im więcej czytam, tym większą mam ochotę! Jej opowiadania dają do myślenia.

wtorek, 3 czerwca 2014

Podsumowanie maja

Nadszedł i mój czas na podsumowanie maja. Co prawda zabieram się do tego z kilkudniowym opóźnieniem, ale ważne, że jednak się za to zabrałam. Na swoim stosiku miałam kilka tytułów, które intrygowały, a okładkami zachęcały do poznania ich historii. Pojawiły się dylematy. Od której książki zacząć? Ta, a może jednak tamta? Moje dni były wypełnione obowiązkami i czytaniem. Zdarzało się, że kończyłam czytać o 4 nad ranem. Jedna książka za drugą. Do mojego stosiku nieoczekiwanie trafiła „świeżynka” – „Na krawędzi  zawsze” autorstwa J. A. Redmerski , którą pochłonęłam od razu. Po prostu musiałam ją przeczytać i tyle ;). A to niestety wpłynęło na wynik końcowy: nie zdążyłam przeczytać wszystkich  8 książek, przed końcem maja.  Obecnie czytam „Jawne tajemnice” Alice Munro. Mam okazję się nią delektować, dlatego zostawiłam  ją sobie  na sam koniec. Już wkrótce ukaże się recenzja oraz jakim jestem czytelnikiem :-)

Liczba przeczytanych książek ze stosika: 7

Dodatkowo przeczytana książka: 1

Liczba postów: 12

Liczba wyświetleń bloga: 5 421

Najlepsze książki w tym miesiącu:

- „Słodka zemsta” Ellen Berg
- „Zorza polarna” Nora Roberts
- „Zabłądziłam” Agnieszka Olejnik
- „Na krawędzi zawsze” J. A. Redmerski

Najgorsze książki w tym miesiącu:


- „Między teraz a wiecznością” Marie Lucas