środa, 30 lipca 2014

Eva Völler - Ukryta brama

tłumaczenie: Janiszewska Agata
wydawnictwo: Egmont
data wydania: 18 czerwca 2014
liczba stron: 448
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa

Ukryta brama to trzecia już część przygód Anny i Sebastiana. Młodzi Obrońcy Czasu, przeżyli swoje wcześniejsze przygody w Wenecji i Paryżu a teraz nadszedł czas na Londyn. Prawda, że ciekawe miejsca? Miło sięgnąć po książkę z dobrze znanymi nam już bohaterami. No i co ważne rozruszać swoją wyobraźnię.
Sebastiano i Anna w swoich podróżach między przeszłością a teraźniejszością przenoszą się do XIX-wiecznego Londynu. Misja, w której mają wziąć udział, jest najniebezpieczniejszą spośród tych, w które dotychczas byli zaangażowani. Jednemu ze Starców zależy na tym, aby zniszczyć bramy czasu, wyeliminować z gry wszystkich podróżników w czasie i zdobyć niepodzielną władzę nad światem. Czy uda się go powstrzymać?
Zadam teraz podstawowe pytanie. Czy trzecia część czymś szczególnym nas zaskoczy? Szczerze mówiąc nie. I to mnie totalnie rozczarowało. Książka została napisana na swoim stałym poziomie, ale nie ma w niej nic świeżego, nic co by zaparło całkowicie dech w piersiach. Historia jest bardzo podobna do pozostałych i oparta na tym samym schemacie. A najbardziej irytujące są „przypomnienia” co się z czym je i na czym polegają podróże w czasie. Dlatego też tak opornie szło mi czytanie, a szczególnie pierwszych kilkudziesięciu stron. Nie mogłam poczuć klimatu, a to przypominanie było frustrujące, bo przecież po przeczytaniu 3 części już się to dobrze zna. Liczę się z tym, że nie wszyscy czytali wszystkie części po kolei, albo nie w takiej kolejności jak trzeba, ale mimo wszystko mnie to drażniło. Nasi bohaterowie też nic się nie zmienili. Zakochani w sobie tak jak przedtem, młodzi, piękni i światowi. Plusem tej historii jest jej lekkości i barwność. Czyta się naprawdę szybko i w dalszej części nawet przyjemnie. Wyobraźnia ma pole do popisu! Jednak to chyba jedyne takie konkretne plusy. Momentami jest naprawdę przewidywalna. Nie znajdziemy tutaj żadnej trudnej zagadki do rozwikłania, nic co by odświeżyło całość. A szkoda. Nie zmienia to jednak faktu, że warto ją przeczytać i poznać całą historię Anny i Sebastiana. Tak jak wspominałam, stylem i jakością przypomina dwie poprzednie części. Autorka niewątpliwie umie posługiwać się słowem pisanym i tworzyć spójne historie a jeszcze lepiej wychodzi jej cała ta otoczka. Wszystko co opisuje, możemy zobaczyć oczami wyobraźni. Podsumowując plusy i minusy, dostajemy całkiem niezłą książkę, która umili nam czas ( w dalszej części akcja staje się bardziej dynamiczna i nie ma już przypomnień!). Im dalej tym ciekawiej.

niedziela, 20 lipca 2014

Wioletta Sawicka - Wyjdziesz za mnie, kotku?

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 5 czerwca 2014
liczba stron: 528
kategoria: Literatura piękna

Wyjdziesz za mnie kotku? Czy można sobie wyobrazić banalniejszy tytuł? Chyba nie. Patrząc na okładkę i na tytuł domyślamy się, że będzie to coś w rodzaju romansidła. Dla odmiany naszego krajowego, gdyż autorką jest Wioletta Sawicka. A akcja dzieje się o Olsztynie ( no z wyjątkiem chwilowego pobytu za granicą).





Anna – młoda, odnosząca sukcesy dziennikarka radiowa – kocha i jest kochana. Jednak nie do końca potrafi się odnaleźć w związku z troskliwym, ale despotycznym i zaborczym Patrykiem. W ich relacjach nie brakuje napięć wynikających z jego tradycyjnego pojmowania rodziny – w tym roli kobiety – i jej pragnienia wolności. Anna musi posłuchać siebie, przekonać się, czy chce od życia tego samego co jej ukochany mężczyzna, czy u jego boku naprawdę znajdzie swoje miejsce. Musi być pewna, jak odpowiedzieć na pytanie „Wyjdziesz za mnie, kotku?”. A kiedy na jej drodze pojawia się milczący „ktoś”, o kim mówiła arabska przepowiednia, Anna musi się zmierzyć z przewrotnym losem, aby walczyć o swoje szczęście.
Na samym początku w oczy rzucił mi się styl w jakim została napisana książka. Lekki i przyjemny z dawką dobrych tekstów i wyważonego dowcipu. Typowy język, który nie jest wymuszony ani sztuczny. To jest niewątpliwie największym atutem tej książki. Co do całej reszty to mam zdanie podzielone. Przez dobrą połowę książki mamy do czynienia z literaturą kobiecą i wątkiem miłosnym – nie łatwym zresztą. Patryk to facet który chce, żeby kobieta robiła tak jak on uważa – siedziała w domu, wychowywała dziecko i nie pracowała. Typ zaborczego faceta, jak to mówią - samiec alfa. Dodatkowo cholernie przystojny i w dodatku lekarz! Anna zaś to kobieta, która umie się podporządkować, ale chce mieć swoje życie, pracę i marzenia. No i rodzą się problemy. Idealna kobieta i prawie idealny facet. Historia jakich wiele, przez ponad połowę książki mnie nie urzekła. Nie padłam na kolana, nie wcisnęło mnie w fotel. Mogłam się spokojnie oderwać od książki. Jednak tu mnie autorka zaskoczyła. Pojawiła się nowa postać, ten tajemniczy „ktoś” z przepowiedni. Wreszcie zaczęło się coś dziać. Panna Anna przestałą mnie irytować swoją idealną osobowością, a nasz mężczyzna wyrabia sobie charakter. Trafia kosa na kamień. Nowe okoliczności, nowe problemy. Nagle nam się klimat zmienia. Z lekkiego romansidła, które nie daje do myślenia ( może z wyjątkiem dystansu w związku i znaczeniu słowa rodzina) wkraczamy w ciekawą lecz nie sielankową historię. Rośnie napięcie, dowiadujemy się szczegółów po troszeczku, uczymy się cierpliwości. Następuje metamorfoza bohaterów. Nasz Patryk zmienia się nie do poznania. Anna zresztą też. Zmiana priorytetów? Możliwe. Okoliczności potrafią zmienić człowieka. Jest to niewątpliwie ciepła historia, która uczy wybaczania, cierpliwości i daje lekcję historii. Sama nie wiedziałam kiedy polubiłam tę rodzinkę. Znajdziemy tutaj kilka postaci, bez których ta książka nie była by warta aż takiej uwagi. Pani Helga, Ksiądz Adam i Staruszek od szczurów. Warto skubnąć ich historię. Im dalej czytałam tym bardziej mnie ta historia wciągała, co mnie mile zaskoczyło. Książka w sam raz na lato, przyjemna, lekka w odbiorze i nie wymagająca. W sam raz na plaże, do parku czy nawet do ogródka. Jeśli ktoś lubi cytaty, to w tej książce znajdzie kilka mądrości. Podsumowując nie jest to tak banalna historia jak myślałam.

środa, 16 lipca 2014

Kristin Hannah - Prawdziwe kolory

tytuł oryginału: True Colors
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 11 czerwca 2014
liczba stron: 448
kategoria: Literatura piękna

Prawdziwe kolory to historia trzech sióstr, których świat rozpadł się na kawałeczki. Jest to opowieść o miłości, gniewie, zazdrości i utraconej nadziei – czyli o wszystkim co dobrze znane człowiekowi. Historia zapisana na kartkach tej książki, ciągnie się przez szesnaście lat a zaczyna się od fragmentu z czasów dzieciństwa. Byłam przekonana, że przypadnie mi do gustu (wszystko za sprawą opisu), ale nie spodziewałam się, że zrobi na mnie aż takie wrażenie.
Siostry Grey, zawsze sobie bliskie, po śmierci matki stają się najlepszymi przyjaciółkami. Najstarsza, Winona, ma świadomość, że nie posiada zalet, które doceniałby jej despotyczny ojciec. Pewnego dnia, już jako najlepsza prawniczka w mieście, postanawia udowodnić mu swoją wartość. Aurora kładzie kres wszelkim rodzinnym sporom i stara się wszystkich uszczęśliwić, skrywając własny bolesny sekret. Najmłodsza z sióstr, Vivi Ann, jest niekwestionowaną gwiazdą. Uwielbianej przez wszystkich, olśniewająco pięknej marzycielce wszystko przychodzi z łatwością do chwili, gdy w miasteczku pojawia się pewien nieznajomy… Lojalność sióstr Grey zostanie wystawiona na ciężką próbę, tajemnice ujawnione, a szokująca zbrodnia podzieli rodzinę i ukochane miasteczko.
Już po przeczytaniu pierwszej strony „ poczułam się jak w domu”, a to za sprawą miejsca, w którym rozgrywa się akcja powieści. Uwielbiam wręcz historie, które dzieją się pośród pól, małych miasteczek a w szczególności na ranczu. Od zawsze fascynowały mnie konie, więc łatwo mi sobie wyobrazić te klimaty (sama nie wiem dlaczego mam aż taką słabość to tego typu miejsc). Czytając oczami wyobraźni podążałam śladami bohaterów. Widziałam to co oni oraz chłonęłam każdy szczegół rancza i okolic. Fragment z dzieciństwa ma nam nakreślić sytuację i stosunki rodzinne panujące w domu a raczej siostrzane więzi. W dalszej części już dziewczęta są dorosłe, jednak niektóre negatywne uczucia zostają i z czasem się nasilają. Zazdrość w stosunku do najmłodszej siostry staje się wręcz toksyczna za sprawą miłości pewnego mężczyzny. Źle podjęte decyzje i kłamstwa prowadzą do nieporozumień i rodzinnych tragedii. Autorka poruszyła w swojej książce bardzo ważne kwestie, zaczynając od silnego (kilku pokoleniowego) fundamentu rodziny, przez zazdrość zrodzoną z braku rodzicielskiej miłości a na ślepym osądzaniu człowieka i braku nadziei kończąc. Historia ta ma w sobie wszystkie dostępne odcienie emocji, a tytuł odzwierciedla prawdziwe kolory życia. Nie jest ono tylko i wyłącznie różowe, ani czarne i białe – są jaśniejsze i ciemniejsze kolory, ostre i pastelowe. Do każdej emocji możemy przypisać jakiś kolor. Tak oto otula nas kolorowa tęcza jaką jest życie. Dzięki temu możemy zobaczyć jacy naprawdę potrafimy być, wszystkie nasze wcielenia, błędy, naszą hipokryzję, samolubstwo i egoizm w najczystszej postaci. W bohaterach książki znajdziemy oblicze ludzi. Co jest totalnie irytujące – sama miałam ochotę nawrzeszczeć na Winonę za jej egoizm, złość, zawiść i opór. Przez większość książki była zakompleksioną, otyłą siostrzyczką, która miała tylko intelekt. Zazdrościła Vivi Ann uczuć jakimi obdarzał ją ojciec, urody, tego, że wszystko przychodzi jej łatwo no i oczywiście Luka. To jej zachowanie i to co zrobiła przyprawiało mnie o skrajne emocje. Dlaczego skrajne? Bo na logikę potrafiłam zrozumieć co tak naprawdę czuła a z drugiej strony byłam wkurzona. Niewątpliwie jednak siostrzane więzi są cenne i silne. Na kartkach tej książki znajdziemy namiętność, zaufanie oraz ryzyko. Zobaczycie jak umiera nadzieja, walkę z wiatrakami, z własną rodziną, z prawem i z własnymi słabościami. Będziemy światkami zmiany jaka zachodzi w siostrach – w ich wyglądzie, życiu, relacjach z otoczeniem. W drugiej części tej historii natrafiamy na świeżą krew. Śledzimy wątek oczami dorosłych jak i Noah, syna Vivi Ann i Dallasa. Nie spodziewałam się, że wciągnę się tak bardzo w życie tej rodziny, że losy sióstr nie będą mi obojętne. Fabuła jest bardzo dobra, postacie idealne. Żadna z nich nie jest sztuczna i przesłodzona, a kolejne kartki zapierają dech. Z napięciem czekamy na to co się wydarzy. Ja nie tylko jestem zadowolona, ja jestem zachwycona. Ta książka poruszyła każdą strunę mojego ciała, duszy i serca. Okładka mnie po prostu urzekła. Jest idealnym dopełnieniem całości. Liczę na to, że jeszcze kiedyś do niej wrócę. Tej książki się nie da zapomnieć z dnia na dzień. Jest realistyczna i porusza ważne kwestie. 

Dlaczego warto ją przeczytać? Bo to książka z duszą.

KristinHannah napisała wiele innych książek, choćby Zimowy ogród, Magiczna chwila czy Zdarzyło się nad jeziorem Mystic. Żadnej nie miałam okazji czytać, ale już wiem, że to się zmieni. Z tego co teraz sobie przypominam, ostatni z tych trzech wymienionych tytułów, znajduje się na półce mojej mamy (przynajmniej tak mi się wydaje). Muszę to sprawdzić. 

sobota, 12 lipca 2014

Sarah Lotz - Troje

tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
tytuł oryginału: The Three
wydawnictwo: Akurat
data wydania: 22 maja 2014
liczba stron: 480
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Troje autorstwa Sarah Lotz intryguje od pierwszego spojrzenia. Ostatnio często się o niej „mówiło” i stała się dość popularna – chociaż ja myślę że sława i ta ciekawość czytelników wynika przede wszystkim z rzadko spotykanej szaty graficznej i krótkiego enigmatycznego opisu na okładce. Zazwyczaj nie czytuję tego typu książek, jednak musiałam się przekonać czy jest naprawdę warta uwagi i czy ten gatunek mi się spodoba. Ostatnimi czasy próbuje poszerzyć swoje horyzonty literackie i wyszukuje co nie co z innych gatunków. Nie ukrywam, że sama byłam bardzo ciekawa co znajdę w tej książce – dlatego trafiła w moje ręce.
Jeden dzień. Cztery katastrofy. Troje ocalonych. Przesłanie, które zmieni losy świata.
Autorka opisuje Czarny Czwartek i cztery katastrofy, z których ocalało tylko troje dzieci praktycznie tylko draśniętych ( potem następują spekulacje odnośnie czwartego dziecka). Te tragiczne wypadki rodzą wiele pytań, kontrowersji i coraz to dziwniejsze teorie fanatyków religijnych jak i tvch co wierzą w Obcych. Czy te dzieci faktycznie są jakieś niezwykłe? Czy są Jeźdźcami Apokalipsy jak to głosi pewien kaznodzieja? Skąd w ogóle takie przypuszczenia? Za sprawą nagrania, które nagrała Pamela May Donald dowiadujemy się, że ostrzega ona przed ocalałym chłopcem. No i z tego wszystkiego rozpętuje się chaos. Czyli jak widzimy specyficzny temat. Książka w książce – tak można określić to co zastaniemy podczas czytania. Natrafimy na wywiady, nagrania , artykuły i rozmowy z czatu. Na początku odczuwamy leki zamęt, trzeba się połapać i przywyknąć do stylu w jakim jest napisana książka. Co chwile natrafiamy na inną postać ( inny wywiad itp.) co pozwala nam się rozeznać w temacie ( krok po kroku poznajemy szczegóły poszczególnych katastrof i rodziny). Opisy są dość rzeczywiste i w łatwy sposób możemy sobie wyobrazić miejsce tych wypadków jak i zamęt tam panuje (sami kilka lat temu byliśmy w telewizji bombardowani zdjęciami z tragedii jaka wydarzyła się w Smoleńsku). Składamy fragmenty w całość i dostajemy obraz, który zastanawia, zadziwia a czasami bulwersuje. Były takie momenty, gdzie sama nie wiedziałam jakie zdanie mam na temat tych dzieci i pojawiających się teorii spiskowych. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona fabułą – działo się nie mało, co dawało do myślenia, mimo, że czasami zdarzyło mi się przewidzieć rozwój wypadków. Jedyne co mnie momentami irytowało, to dokładanie kolejnych tekstów, zapisów – takich jak : Debata Arcybiskupa Waltersa i Mirandy Smelling. Tekst nic nowego nie wniósł do treści za to miało się wrażenie, że próbuje się pogrubić książkę. Niewątpliwie, na stronach tej książki przelało się dużo krwi i wydarzyło się wiele dziwnego. Ogólnie jednak moje wrażenia po przeczytaniu są pozytywne. Nie raz czułam gęsią skórkę. Niektóre wątki mnie zaintrygowały bardziej a inne mniej. Niewątpliwie historia tych dzieci jest faktycznie kontrowersyjna. Zakończenie też mi się podobało. Jakie są moje wrażenia po zakosztowaniu takiego gatunku? Nie ukrywam, że książka różni się znacząco od tych, które miałam okazję czytać. Była dość dziwna i mroczna. Jednak nie męczyłam się przy czytaniu i możliwe, że niedługo wybiorę kolejną z tego gatunku. Nie mówię, że jestem jakoś szczególnie zachwycona, bo mam mieszane uczucia- chyba nie do końca tego się spodziewałam – ale nie krytykuje bo było całkiem dobrze. Na koniec tylko dodam, żebyście czytając uważali na kartki – są strasznie delikatne i łatwo je uszkodzić!

wtorek, 8 lipca 2014

Sarah Addison Allen - Królowa słodyczy

tłumaczenie: Maciejka Mazan
tytuł oryginału: The sugar queen
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: sierpień 2010 (data przybliżona)
liczba stron: 256
kategoria: literatura współczesna

Królową słodyczy miałam w rękach kilka lat temu, jednak nie zabrnęłam daleko i nie poznałam całej historii. Nie odłożyłam jej na półkę dlatego ,że mi się nie podobała – wiedziałam, że kiedyś do niej powrócę. Nie jest to świeżynka wydawnicza, jednak kiedyś była bestselerem. Uwagę przyciąga niesamowita okładka. Niewątpliwie ciepła i magiczna, pobudzająca wyobraźnię i marzenia. Od samego patrzenia na okładkę ma się apetyt na tę historię. Ma się wrażenie, że patrzymy oczami tej dziewczyny z okładki, że jesteśmy nią a las przed nami hipnotyzuje. Sama chciałabym mieć taki widok z okna swojej sypialni.
Sympatyczna, doprawiona szczyptą magii, opowieść z życia mieszkańców pewnego miasteczka. Okrąglutka Josey stroni od ludzi i ma słabość do słodyczy, które ukrywa w szafie. A tak bardzo chciałaby podobać się Adamowi - listonoszowi! Nieoczekiwanie wprowadza się do niej Della, kelnerka, mająca problemy z partnerem. Także Chloe przeżywa trudne chwile po zdradzie Jacka. Wszystkie trzy łączy zaskakująca tajemnica z przeszłości...
Ta książka kusi! Jeśli ktoś kocha jedzenie a szczególnie słodycze, to apetyt go nie opuści nawet na jeden przecinek, który znajduje się w książce. Sama miałam z tym problem. Uwielbiam jedzenie i kocham słodycze ( jednak udało mi się powstrzymać małego głoda). Podobno nawet sama autorka – Sarah Addison Allen – pisząc tę historię przytyła 9 kg. Książka opowiada nam historię młodej kobiety, która żyje w rutynie. Opiekuje się matką i nie ma własnego życia – w ten sposób chce odpokutować swoje zachowanie, kiedy jeszcze była wrednym, rozpieszczonym dzieckiem. Uwielbia jeść, ale robi to w ukryci. Kocha się w listonoszu, ale również skrycie. Jej życie jest sztywne, sztuczne i czuje się samotna. Matka nie ułatwia jej życia. Wiecznie ją krytykuję i uprzykrza życie. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia – gdy w jej szafie pojawia się pewna kobieta. Nagle życie Josey nabiera tempa i zaczyna coś się dziać, a ona sama się zmienia. Ta historia to metamorfoza. To odkrywanie sekretów rodzinnych. A wszystko to z dawką magii, czego się nie spodziewałam. Zaskoczyły mnie np. same pojawiające się książki ( nikt ich nie podrzucał!) – każdy kto kocha książki, chciałby, żeby same się pojawiały i to w ilościach nie małych. Całość niezwykle tajemnicza, wyczuwa się jakąś magię. Można by powiedzieć, że bohaterki są tutaj trzy – Josey, Cloe i Della Lee. Są ze sobą powiązane. Każda ma jednak zupełnie inne życie. Wnosi coś innego do powieści i wywołuje inne emocje oraz myśli. To nie jest zwyczajny romans. To historia ze smakiem – znajdziemy tutaj szczyptę słodyczy, coś gorzkiego, pikantnego i kwaśnego. Mnie urzekła i to bardziej niż myślałam! Nie spodziewałam się, że mnie tak wciągnie i poruszy. Ani na moment nie odczuwamy znużenia. Nie jest przewidywalna i oklepana. No i jest to kolejna powieść, w której przystojny facet nosi imię Adam. Tytuł ten nie jest obszerny, więc nie sprawi czytelnikowi problemu ( nawet, osobie z ograniczonym czasem). Jest to książka, w której ważną rolę odgrywają książki! :) Fabuła zaskoczyła mnie nie raz, a postacie mnie rozśmieszały. Szczególnie Helena, której teksty były rozbrajające – od razu ją polubiłam. Nie ma tu samych pozytywnych bohaterów. Jest cała gama osobistości. Myślę, że ta książka będzie w sam raz na plażę ( i nie tylko). Dobra podczas relaksu!

niedziela, 6 lipca 2014

Cecelia Ahern - Zakochać się

tłumaczenie: Natalia Wiśniewska
tytuł oryginału: How To Fall In Love
wydawnictwo: Akurat
data wydania: 2 lipca 2014
kategoria: Literatura piękna

Książki C.Ahern są przepełnione magią, uczuciami i lekkością. Czyta się je szybko i przyjemnie. Każda z tych, które miałam okazję czytać, była naprawdę dobra i wciągająca. Trudno się było od nich oderwać, stad też mój apetyt na kolejne. Na naszym rynku pojawiła się kolejna powieść autorki – Zakochać się. Wiem, czego mogę się spodziewać po książkach tej autorki, dlatego bez wahania ją zakupiłam. Z każdym kolejnym miesiącem na mojej półce pojawia się coraz więcej jej książek. A zaczęło się od Sto imion. Czy po raz kolejny zakosztowałam przyjemności z lektury? Od razu zaznaczam, że moje oczekiwania były dość duże, tak jak przy poprzednich częściach. Tak to jest, gdy czytelnik przyzwyczai się do dobrej jakości książek danego autora.
Losy Adama Basila i Christine Rose splatają się pewnej nocy, kiedy na dublińskim moście Christine powstrzymuje Adama przed popełnieniem samobójstwa. Zawierają szaloną umowę: Adam na zawsze zrezygnuje z samobójczych zamiarów, jeśli przed jego trzydziestymi piątymi urodzinami Christine zdoła go przekonać, że jednak warto żyć. Urodziny zbliżają się wielkimi krokami… Rozpoczyna się niezwykły wyścig z czasem, w którym główną nagrodą jest nie tylko życie, lecz także – a może przede wszystkim – miłość.
Nad powieścią unosi się ciągle upiór samobójstwa i to nie tylko Adama. Razem z Christine zawalczymy o życie, a właściwie o chęć do życia. Kobieta zawarła niezwykłą umowę, która może nie mieć happy endu. Walka, której stawką jest życie drugiego człowieka- ale także i swoje, a nagrodą dodatkową może być miłość. Odnalezienie zagubionych uczuć i zapełnienie pustki. Nasza bohaterka należy do dość odważnych kobiet. Pod wpływem wstrząsu jakim była próba samobójcza Simona, odważyła się zakończyć swoje niespełna roczne, nieszczęśliwe małżeństwo. Zdała sobie sprawę z własnego nieszczęścia? Pustki? Rutyny? A co najważniejsze braku miłości. Kobieta, która szuka odpowiedzi w poradnikach pt. „Sześć wskazówek, jak zwolnić pracownika (wersja ilustrowana)”, a każdy kolejny nosi bardziej absurdalny tytuł. Na początku irytowała mnie Christine, a konkretnie jej naiwność jeśli chodzi o te poradniki. Jak można mieć stosy poradników i szukać w nich odpowiedzi na wszystko? Z czasem jednak polubiłam ją i zaakceptowałam jej dziwactwa. Adam Basil, też nie jest łatwym bohaterem. Czasami ma się go ochotę walnąć w głowę. Emocjonalny człowiek, który ma zmienne nastroje. Oczywiście jest przystojny i bogaty. Sam nie może
Cecelia Ahern
poradzić sobie z własnymi problemami i nie widzi wyjścia z sytuacji. Nasza bohaterka, próbuje mu pomóc – odzyskać miłość, nie przejąć rodzinnego biznesu i wrócić do dawnej pracy, którą uwielbiał. Czy im się uda? Co wyniknie z tej znajomości? Pewnie się już domyślacie. Ta historia jest jak wisienka na torcie, można się nią delektować, zastanawiać się nad jej „obecnością” a po przegryzieniu zaskoczy smakiem. Jest to jedna z wielu książek o problemach, miłości, poruszających trudne tematy. Znany nam dobrze styl Ahern ułatwia czytanie a to sprawia, że płyniemy z nurtem. Pozwalamy się ponieść wyobraźni i treści. Spodziewałam się takiego obrotu spraw, a zakończenie jakoś zbytnio mnie nie zaskoczyło. Jednak emocje są od początku do samego końca. Napięcie stopniowo wzrasta. Miło się ogląda rodzącą się zażyłość między dwojgiem dorosłych ludzi. Ludzi, którzy mają pogmatwane życie osobiste, a jednak próbują walczą i odkrywają radość, szczęście, energię i miłość. W tej książce przeplata się optymizm z pesymizmem. Po praz kolejny się nie zawiodłam. Mam nadzieje, że i Wy się nie zawiedziecie. Jest to książka dla osób, które lubią takie historie.

„Chwile są cenne. Czasem z nami zostają, a czasami ulatują, ale wszystkie mają znaczenie. W jednej chwili możesz zmienić zdanie, uratować komuś życie albo się zakochać.”

czwartek, 3 lipca 2014

Colleen Hoover - Hopeless

tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
tytuł oryginału: Hopeless
wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 16 czerwca 2014
liczba stron: 424
kategoria: romans

Mimo mojego rozczarowania historią miłosną nastolatków, postanowiłam wybrać polecaną przez wszystkich ( i wszędzie ) książkę Hopeless. Pozytywnych opinii na temat tej książki jest tak dużo, że aż mnie zaintrygowały. Zastanawiałam się co też Ci wszyscy ludzie widzą w historii nastolatków. Przecież ten temat jest już „przereklamowany”, napisano na ten temat mnóstwo książek a wszystkie są do siebie podobne. Owszem, umilają czas i pozwalają wrócić na chwilę do dawnych czasów. Czy można więc o miłości napisać coś wartego uwagi, coś świeżego? Coś co eksploduje emocjami? Okazało się, że można. A ja byłam w błędzie, myśląc, że miłość nastolatków mnie już nie zaskoczy. A podobno o miłości napisano już wszystko!
Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa. To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera. Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.
Już sam początek intryguje! Z tego fragmentu buzują emocje, bohaterka jest dynamiczna i przepełniona nienawiścią. A potem cofamy się w czasie aż dwa miesiące wstecz. Po opisie myślałam, że wiem czego mam się spodziewać – mniej więcej. Czytając szybko dopasowałam się do tekstu, do historii i do klimatu nastolatek. Gdy w grę wchodzi przyjaciel gej i „zła” szkoła, to każdy pomyśli, że zna tą fabułę. To uczucie potęguje moment, w którym nasza Sky poznaje przystojnego chłopaka o niebieskich oczach. Do tego jest seksowny, umięśniony, włosy ma w nieładzie i wywołuje dreszcze oraz motylki w brzuchu jednocześnie. Skąd znamy takich facetów? Zaczyna się normalnie, jednak ani przez minutkę nie czułam się rozczarowana. Mimo, że urodziwy chłopak jest banalny. Tym bardziej, że jest słodko – gorzki. Byłam nadal zaintrygowana tym co znajdę w tej książce, co tak bardzo podoba się innym. Pierwsze kilkadziesiąt stron przypomina nam typową historię miłosną pary nastolatków, jednak z każdą kolejną przeczytaną stroną nabiera ona głębszego sensu. Gonimy za prawdą, za wspomnieniami za odpowiedziami. Nigdy nie możemy być stu procentowo pewni tego co za chwilę się wydarzy. Fabuła staje się przejrzysta, ale nie jest przewidywalna. Gdy już dopasowujemy jeden element układanki to za chwilę pojawia się kolejna luka i znów szukamy. Autorka opisuje nam historię młodej dziewczyny, która wyparła ze swojej świadomości przeszłość – bolesną i okrutną. W tej opowieści poruszone zostały ważne kwestie, tematy tabu. Wstrząsa czytelnikiem, wywołuje
Colleen Hoover
lawinę emocji – wzrusza, bawi, smuci i doprowadza do wściekłości. Temperatura rośnie tak samo jak tempo akcji. Czytając zakosztujemy niezwykłej miłości, nie zabraknie też melancholii i podniecenia. Ta książka ma słodko – gorzki smak ze szczyptą pieprzu i kwasku cytrynowego. Jest to jedyna książka, przy której obgryzałam paznokcie! Nie mogłam się od niej oderwać, emocje aż wylewają się ze stron a historia tej dziewczyny po prostu trafia do naszego serca. Nie da się zapomnieć tej historii przez długi czas. To nie jest zwyczajne romansidło dla nastolatek. Tto jest książka, którą warto przeczytać. Jedna z lepszych jakie czytałam. Nie dziwie się już wcale dlaczego ma tyle pozytywnych opinii. Być może takich recenzji czytaliście wiele i moja nie jest czymś nowym, albo wcale was nie przekonuje, ale jest szczera i obiektywna. Sama się dziwie, że nic mnie tak naprawdę nie zirytowało. Okazało się, że o miłości nie napisano jeszcze wszystkiego. A może teraz już tak? Miłość młodych ludzi, która jest namacalna. A zakończenie wzruszające i ukazujące odpowiedzi na ostatnie pytania. Tragedia trzech kobiet, które łączy ze sobą jeden oprawca. Łączy je przeszłość, miłość i ból. Hopeless to historia „beznadziejnego” chłopaka i dziewczyny o dwóch osobowościach. Dziewczyny, która odnalazła zaginioną siebie. Dziewczyny, która poznała bolesną prawdę o sobie, swoim dzieciństwie i przybranej matce.

wtorek, 1 lipca 2014

Nowy stosik na lipiec oraz podsumowanie czerwca


Nadszedł lipiec więc czas na nowy stosik. Tym razem zapanował tutaj chaos. Znajdziecie tutaj wszystko po trochu. Od literatury młodzieżowej i podróży w czasie po przez literaturę dla Młodych Dorosłych a na Sensacyjno – Kryminalnej kończąc. Zapewne każdy znajdzie coś dla siebie. Mam nadzieje, że nie zawiodę się na żadnej z tych książek, chociaż z tym to bywa różnie. Wiem czego mogę się spodziewać po kilku z nich, więc powinno być dobrze. Zapowiada się naprawdę interesujący miesiąc.

1. Hopeless – Colleen Hoover – Historia siedemnastolatki, która wielu czytelników poruszyła. Wywołała lawinę emocji. Książka o miłości, o uczuciach i oczywiście o problemach. Zapowiada się niezwykle ciekawie. A wszystko to zapakowane z niezwykłą okładkę, która przyciąga wzrok i zachęca do przeczytania. Ciekawe czy i mnie poruszy?

2. Zakochać się – Cecelia Ahern – Wyścig z czasem. A stawką jest życie. Dodatkowym bonusem miłość. Znając twórczość i styl jakim posługuje się autorka, spodziewam się czegoś magicznego i niezwykle lekkiego. Mój nosek wyczuwa emocje!

3. Królowa słodyczy – Sarah Addison Allen – Historia, która pokazuje, że nawet szara, pulchna myszka, może zostać królową. Opowieść o kobiecie, która pocieszenie znajduje w słodyczach. A one najlepiej smakują z zaciszu własnej szafy. Ale pewnego dnia, spotka niesamowitą dziewczynę na dnie swojej szafy. I co wtedy? Już nie mogę się doczekać. Zapowiada się słodko i ciekawie.

4. Troje – Sarah Lotz – Jeden dzień…Cztery katastrofy…Troje ocalonych…Przesłanie, które zmieni losy świata. Wybrałam ją w przypływie impulsu, zazwyczaj nie czytam tego rodzaju książek. Czy historia tych ocalonych ludzi wciągnie mnie aż tak, jak tego oczekuje? Niewątpliwie rzuca się w oczy szata graficzna, która intryguje i przeraża.

5. Prawdziwe kolory – Kristin Hannah – Stabilny świat trzech sióstr, rozpada się z powodu zdrady, zazdrości i nieoczekiwanych namiętności. Nie zabraknie tutaj tajemnicy i zbrodni. Zapowiada się kalejdoskop wydarzeń, który intryguje. Autorka ma na swoim koncie aż 20 bestselerowych tytułów, więc mam nadzieje, że ta pozycja będzie tak ciekawa jak się na to zapowiada.

6. Wyjdziesz za mnie kotku? – Banalny tytuł prawda? Okładka przyjemna i odzwierciedlająca tytuł. Jednak za tym wszystkim kryje się (podobno) ciepła historia o wybaczaniu, trudnych życiowych wyborach i o miłości. Przepowiednia arabska, milczący ktoś i przewrotny los? Całość mnie zaciekawiła.

7. Ukryta brama- Eva Voller – To już trzeci tom przygód Anny i Sebastiana. Ci dwoje zwiedzili już Wenecje i Paryż teraz czas na Londyn. Czytałam dwie poprzednie tomy i wydały mi się na tyle wciągające, że wybrałam i 3 część. Spodziewam się, że i przy tej opowieści czas upłynie mi szybko i przyjemnie. Podobają mi się okładki tych książek, są niezwykle malownicze.

8. Bądź ze mną – J. Lynn – Po raz kolejny sięgam po książkę o Młodych Dorosłych. Znów zapowiada się wzruszająca, pełna bólu i nadziei miłość! I to z udziałem kolejnych bohaterów poznanych w powieści Zaczekaj na mnie. Opis mnie zaintrygował, zapowiadają się trudne wybory, tajemnice i pogrzebane marzenia. Czy Tessa i Jase będą razem? Obstawiam, że tak. Pytanie tylko przez jakie trudności będą musieli przejść? Zaczekaj na mnie pochłonęła mnie bez reszty, mam więc nadzieje, że i ta część mnie wciągnie i się nie rozczaruje.



Podsumowanie czerwca

W tym miesiącu zakosztowałam trochę filozofii, magii, kryminału i miłości nastolatków. Jak widać  po trochu wszystkiego.  Oczywiście nie mogło zabraknąć jednej z moich ulubionych autorek- Alice Munro- i jej opowiadań. Miałam także swój „Czytelniczy debiut” ze Sparksem, który był bardzo owocny. Na moim stosiku znalazła się także książka polskiej autorki - Sześć córek – Małgorzaty Szyszko – Kondej. Ze stosikiem uporałam się szybko, więc odwiedziłam bibliotekę w poszukiwaniu jakiś czytelniczych perełek. Natrafiłam na Agate Christie. Fascynuje mnie twórczość tej autorki więc postanowiłam zgłębić jej tajniki, wypożyczając dwie książki – jednak okazały się one przeciętne. Dwa zbiory opowiadań, w których były lepsze i gorsze teksty. Plusem jest to, że czyta się je szybko i przyjemnie.  Jednak nie poprzestanę na tym i sięgnę po inne tytuły, a jest z czego wybierać. Nie mogłam się obyć bez książki Ceceli  Ahern ( następna autorka, której twórczość sobie cenię) – Dziewczyna w lustrze. Jest to mini książeczka, którą można przeczytać w bardzo krótkim czasie, przy kawie lub dobrej herbacie. To ona dostarczyła mi magii w tym miesiącu. Czy obyło się bez rozczarowań? Niestety nie. Miałam dość duże oczekiwania co do książki Tylko MY wbrew wszystkim jednak na oczekiwaniach się skończyło. Nie znalazłam w niej tego czego szukałam a szkoda.

Ilość przeczytanych książek ze stosika: 6

Ilość dodatkowych książek: 3

Liczba postów:  12

Liczba wyświetleń bloga: 8,110

Najlepsze książki w tym miesiącu:

- Najdłuższa podróż – Nicholas Sparks
-Księżyce Jowisza – Alice Munro
- I wtedy to się stało- Linda Green
- Dziewczyna w lustrze – Cecelia Ahern

Najgorsze książki w tym miesiącu:

- Tylko MY wbrew wszystkim  - Jasinda Wilder
-Tajemnica lorda Listerdale’a – Ahata Christie
-Detektywi w służbie miłości Agata Christie