piątek, 29 sierpnia 2014

Podsumowanie sierpnia i chciejki na wrzesień

Sierpień przeleciał tak szybko, że nawet nie wiem kiedy. Nadszedł więc czas podsumowania (zapowiadanego wcześniej ) kiepskiego miesiąca – mam na myśli ilość przeczytanych książek. Niestety, więcej nie dałam rady przeczytać i już chyba nie zdążę, mimo, że na półce czekają. Stres mnie zżera a myśli odlatują zupełnie gdzie indziej. Tak więc na niezwykłym detektywie Sherlocku Holmesie utknęłam – a szkoda, gdyż póki co jest ciekawie. Jak podsumuję ten miesiąc? Zaczął się od literatury polskiej i twórczości Jerzego Pilcha, która nie była łatwa w odbiorze, ale za to bogata w słownictwo (autor uwielbia zabawy słowem) więc zasmakowała mi lepiej niż poprzednia. Następny w kolejności był Detektyw Poirot, który rozwiązywał swoje Herkulesowe zagadki. Nie jest to zła lektura, ale nie w pełni mnie usatysfakcjonowała – zbyt szybko padało gotowe rozwiązania genialnego detektywa. Miłość jak z bajki, przyszło mi poznać w następnej kolejności. Jak widać nawet miłość w bajkach czasem wygasa a może raczej namiętność?. Tak czy siak, książka warta uwagi i ciekawa, barwna i naładowana egzotyką (co może przytłaczać). Natomiast ostatnia książka, wywołała wielkie emocje nie tylko we mnie. Jest niezwykła, klimatyczna, wzruszająca, piękna – i z pewnością zapamiętam ją na długo. Już mam w planie następne książki Sparksa. W tym miesiącu podsumuje trochę inaczej ;)

1. Pamiętnik – Nicholas Sparks
2. Hinduska Miłość – Javier Moro
3. Dwanaście prac Herkulesa - Agata Christie,  Moje pierwsze samobójstwo – Jerzy Pilch

Dlaczego akurat tak? Tym razem nie ma podziału na najlepszą i najgorszą książkę. Trzecie miejsce zajęły ex aequo dwie książki, które mniej więcej podobnie na mnie wpłynęły. Trudno określić, która jest lepsza, która gorsza, każda ma w sobie coś dobrego i minusy. Myślę, że zarówno Klasykę Kryminału trzeba dobrze ogarnąć i się nią delektować jak i twórczość Pilcha, która jest niełatwa i bywa męcząca, jednak ma w sobie coś. Zaraz wrzesień i już mam na oku kilka ciekawych tytułów i nowości. Na tej liście są:

Jedwabnik – Robert Galbraith

Pisarz Owen Quine zaginął. Jego żona zleca sprawę prywatnemu detektywowi Cormoranowi Strike’owi. Kobieta sądzi, że mąż potrzebował kilku dni dla siebie, jak to zdarzało się już wcześniej. Strike ma go odnaleźć i sprowadzić do domu. W trakcie śledztwa okazuje się, że powód zniknięcia Quine’a może być znacznie poważniejszy niż podejrzewa żona.
Niech w końcu coś się zdarzy - Trixi von Bülow 
Zabawna i inteligenta odpowiedź na „Jedz, módl się, kochaj”; opowieść o kobiecie, która na półmetku życia musi na nowo odnaleźć jego sens. Fritzi Berger, kobieta silna z konieczności, od roku nie ma męża. Ma za to mnóstwo niespełnionych pragnień i wątpliwości, córeczkę, kiepsko opłacaną pracę redaktorki w wydawnictwie Best & Seller, piętnaście lat małżeństwa za sobą, i czterdzieste urodziny przed sobą.
Odcienie miłości – Alice Munro
Miłość miewa zaskakujące oblicza, nierozerwalnie powiązana jest ze zdradą, pociąga za sobą nienawiść, a jej odcieni nie sposób zliczyć. Któż inny lepiej umiałby opisać różne barwy miłości, niż ubiegłoroczna noblistka, laureatka Man Booker Prize (2009) - Alice Munro?
Jutro - Musso Guillaume
Emma mieszka w Nowym Jorku. W wieku 32 lat, nadal poszukuje mężczyzny swojego życia. Matthew mieszka w Bostonie. Stracił żonę w strasznym wypadku i zostaje sam z córką, która ma zaledwie cztery lata. Poznali się przez Internet i szybko ich wymiany e-mail, sugerują, że w końcu mają prawo do szczęścia. Marzą by się spotkać. Tego samego dnia, w tym samym czasie, otwierają drzwi restauracji… Ich drogi jednak się nie krzyżują. Gra kłamstw? Żart wyobraźni? Manipulacja?
Pochłaniacz - Katarzyna Bonda
Zima 1993. Tego samego dnia, w niejasnych okolicznościach, ginie nastoletnie rodzeństwo. Oba zgony policja kwalifikuje jako tragiczne, niezależne od siebie wypadki. Wielkanoc 2013. Po siedmiu latach pracy w Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield na Wybrzeże powraca Sasza Załuska. Do profilerki zgłasza się Paweł „Buli” Bławicki, właściciel klubu muzycznego w Sopocie. Podejrzewa, że jego wspólnik - były piosenkarz i autor przeboju "Dziewczyna z północy" - chce go zabić. Załuska ma mu dostarczyć na to dowody.
Zostań, jeśli kochasz - Forman Gayle
Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć? Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, wspomina dotychczasowe życie.





Do tej listy dodaję również Anioł stróż, Na zakręcie, Ostatnia piosenka- Nicholas Sparks.

Polecacie jakiś tytuł lub odradzacie któryś? We wrześniu wrócę nie tylko z obrączką na palcu, ale też z zapasem książek i wielkim głodem na przygody z literaturą (taką mam nadzieję i na to liczę). Nadrobię straty w czytaniu ! :)

niedziela, 24 sierpnia 2014

Nicholas Sparks - Pamiętnik

tłumaczenie: Anna Maria Nowak
tytuł oryginału: The Notebook
wydawnictwo: Albatros
data wydania: 20 września 2013
liczba stron: 256
kategoria: romans

Po moim pierwszym debiucie z twórczością Nicholasa Sparksa (Najdłuższa podróż), przyszedł czas na kolejną próbę. Pamiętnik – został mi polecony przez blogerki, na których zrobił on wielkie wrażenie. Od razu zostałam uprzedzona, o wyjątkowości tej historii a także o tym, że może ona wycisnąć nie jedną łzę. Tak więc zachęcona postanowiłam wreszcie się za nią zabrać. W tym celu odbyłam rozmowę telefoniczną i po niedługim czasie trafiła książka w moje ręce. Poznałam już trochę styl autora, więc wiedziałam czego mam się spodziewać a pozytywne opinie na temat tego tytuły jeszcze bardziej wyostrzyły moje oczekiwania wobec tej książki.
W starym, wytartym notatniku kryje się kronika pewnej miłości, która rozkwitła po zakończeniu II wojny światowej gdzieś w Karolinie Północnej. Noah Calhoun odczytuje ją wieczorami w domu opieki pewnej kobiecie cierpiącej na chorobę Alzheimera. Dzięki sile uczucia przeżywa na nowo cudowne chwile swojej wielkiej miłości. Przypomina sobie, kiedy w 1932 roku po raz pierwszy zobaczył Allie Nelson - ich potajemne spotkania, wspólne wakacje i trudny okres rozstania, gdy zniknęła z jego życia na czternaście lat...
Opis zapowiada dużą dawkę melancholii i faktycznie sporo znajdziemy jej w książce. Na samym początku już poznajemy sentyment, starość, przemijanie i wspomnianą już melancholię. Następnie przenosimy się do świata wspomnień. Tym samym poznajemy bohatera za czasów młodości i młodej dorosłości. Czytając czuć zapach jesieni, ciepło słońca i niezapomniany klimat miejsca, w którym rozgrywa się akcja powieści. Widzimy wschodzące słońce, ganek, słyszymy świerszcze i czujemy spokój. Autor zabrał nas do miejsca niezwykłego, odludnego i magicznego. Idealne miejsce na miłość. Na spokój, na pozbieranie myśli. Idealne dla poety i malarki. Idealnego chyba dla większości. Czytelnik czuje się jak u siebie w domu. Czytając widziałam wszystko w jesiennych słonecznych barwach (z wyjątkiem szalejącej burzy, która ma w sobie faktycznie coś romantycznego). A muszę się przyznać, że koniec lata i początek jesieni jest dla mnie okresem melancholii i o dziwo lubię ten czas. Nicholas Sparks doskonale opisał całą historię i bohaterów. Nie popełnił żadnego błędu. Nie mam do czego się przyczepić i nawet nie chcę. Książka nie jest obszerna, duża czcionka i łatwy płynny styl autora pozwala na szybkie i płynne czytanie. A historia urzeka. Taka powinna być właśnie miłość. To powinien właśnie przeżywać człowiek, to powinno być kwintesencją istnienia. Jednak rzadko trafia się tak silne uczucie. Kiedyś, chyba zdarzało się to częściej. Wtedy ludzie mieli inne priorytety i inne wartości.

„Bądź spokojna, bądź sobą gdy jestem przy tobie,
Prędzej słońce ci zgaśnie, niźli ja to zrobię.
Prędzej woda przed tobą toś świetlistą schowa,
Liście szelest uciszą, niźli moje słowa,
Którymi cię obdarzam, stracą wdzięk i powab.”

Książka jest faktycznie bardzo poruszająca. Łzy miałam w oczach nie raz, a praktycznie pod sam koniec już ciągle. Starość opisana przez autora jest namacalna, a miłość niepokonana. O takim zakończeniu powinniśmy marzyć. Smutne, ale jednak z miłością w sercu. I do samego końca. Jeden dzień wyjęty z dnia starszych ludzi, potrafi też być piękny, ale jakże rzadki i drogocenny i bardzo ulotny. Miłość tych ludzi, jest zawarta, w każdym słowie a nawet przecinku. Wiersze idealnie pasują do klimatu a listy wzruszają. Jest to historia młodych ludzi, potem czas na namiętną dorosłość spowodowaną impulsem i powrotem w przeszłość a na koniec mądra i pouczająca historia starców. Taka historia może być równie romantyczną, pociągająca i przyśpieszająca bicie serca jak te pisane dla nastolatek z przystojniakami nie z tego świata. Idealna książka dla kogoś, kto akurat za tydzień wychodzi za mąż – a nie powiem daje do myślenia. Tym bardziej, że takowy wątek też się pojawia. Jednak ważną rolę odgrywa siła przetrwania prawdziwej miłości. Pisząc recenzję nadal jestem poruszona i pod wrażeniem. Duża dawka melancholii daje do myślenia i wprowadza w sentymentalny nastrój. Całość się wręcz połyka! Nie pozostaje mi więc nic innego jak zachęcić innych do poznania historii Allie i Noah i podziękować za polecenie mi tej książki - Anastazjo B. i Lustro Rzeczywistości – dziękuję! :)

„Zdaje się, że tylko starzy ludzie potrafią siedzieć obok siebie, milczeć i nie czuć się niezręcznie. Młodzi, popędliwi, niespokojni, zawsze muszą przerwać ciszę. Wielka szkoda, cisza bowiem jest czysta. Cisza jest święta. Zbliża ludzi, gdyż tylko ci, którzy się dobrze ze sobą czują, mogą siedzieć w milczeniu. Oto wielki paradoks.”

wtorek, 19 sierpnia 2014

Javier Moro - Hinduska miłość

tłumaczenie: Barbara Jaroszuk
tytuł oryginału: Pasión India
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 2009 (data przybliżona)
liczba stron: 368
kategoria: romans

Hinduska miłość przyciągała mnie już od jakiegoś czasu. Można by rzec, że odkładałam ją na „kiedyś”, „na później” , ale jednak ją przeczytałam. Od deski do deski. Javier Moro, hiszpański publicysta, pisarz i scenarzysta. Przez kilka lat mieszkał w Hollywood. Prawa do sfilmowania tej historii kupiła Penelope Cruz. Autor niewątpliwie napracował się przy napisaniu tej książki. Pokuszę się o stwierdzenie, że powstała na szkicu scenariusza. Javier Moro został zainspirowany podwójnie do opisania tej historii.
Ten romans wstrząsnął Indiami i Europą początku XX wieku. Jest rok 1906. Na wesele króla Hiszpanii Alfonsa XIII zjeżdża do Madrytu specjalny wysłannik z Indii, radża Singh. Trzydziestokilkuletni, przystojny, wykształcony i bajecznie bogaty książę poznaje szesnastoletnią Anitę Delgado, tancerkę flamenco. Wyznaje jej miłość, a ona zgadza się go poślubić. Wkrótce odpływa do egzotycznego księstwa Kapurthali, by zamieszkać w olśniewającym pałacu, pośród słoni i... rolls-royce’ów. Niestety, zaczynają się kłopoty... Czy miłość męża ochroni ją przed szykanami i samotnością? Dokładnie jak z Baśni tysiąca i jednej nocy…
Czytając zderzymy się z zupełnie inną kulturą, orientalną, dziką, nieznaną – budzącą kontrowersje. Poznamy ludzi, obyczaje i historię. Odkryjemy dawny Paryż, Madryt, Londyn i oczywiście Indie. Przekonamy się jak wielki wpływ na historię tego orientalnego kraju miała Wielka Brytania. A na tle tego wszystkiego będzie się rozgrywało życie Anity Delgado. Życie u boku bogatego radży, który odmienił całe jej życie. Czy takie życie to wiecznie trwająca sielanka? Czy Anita naprawdę kochała swojego „dzikiego” męża? Czy była szczęśliwa? Takie pytania nasuwają się od samego początku. Faktycznie ta historia jest w pisana w ramy bajki – i co ważne- jest autentyczna. Jednak bywa gorzka, bywa zadziwiająca, barwna i przytłaczająca. Czytając możemy sobie wyobrazić co musiała przeżywać ta młoda wówczas kobietka. Czytelnik czuje się przytłoczony tym co przeczytał, a co dopiero żyć w obcym, dzikim kraju, z dala od rodziny i przyjaciół. Małżeństwo Anity to dobra transakcja handlowa, która przyniosła korzyści jej rodzinie a jej samej luksus i edukację. Została Księżniczką Kapurthali, podziwianą, piękną, świeżą, ale i znienawidzoną.
Co odkryje czytelnik?
Niewątpliwie poszerzy swoje horyzonty, zasmakuje w historii i pozna ciekawe osobistości. A wszystko to wpisane jest w egzotyczny świat, opisywany momentami bardzo dokładnie, jak już wspomniałam przytłaczająco, ale dzięki temu poczujemy ten świat. Nie zabraknie oczywiście erotycznych wzmianek i pojęć ze znanej wszystkim Kamasutry. Zwyczaje panujące w tym kraju bywają zadziwiające i szokujące. Dziwactwa i ekstrawagancje władców wręcz śmieszne i gorszące. Jednym słowem, bogactwo, przepych i dziwactwa. A do tego zdjęcia, które urozmaicą czytanie i pozwolą wyobrazić sobie postacie, miejsca i okoliczności ( jest to duży plus!).
Czy książka może się podobać?
Jest to bardzo ciekawa, autentyczna historia, która wciąga i fascynuje. W tej historii mamy nakreślony obraz kobiety (cudzoziemki na tle miejscowych kobiet) – maskotki radży. I samego władcy, który jest rozdarty między Wschodem a Zachodem. Nowinki architektoniczne, techniczne i inne kontra wiekowa tradycja i kultura. Sprzeczności i walka z intrygami. Autor nie poszedł na łatwiznę i napisał dobrą książę, dzięki której Anita jej mąż nie są tylko zwykłymi postaciami „historycznymi” –barwnymi- lecz żywymi ludźmi z krwi i kości. Oni też odczuwali lęki, presję, uczucia i namiętności. Też dokonywali wyborów i przeżywali tragedie. Mam jednak pewne „ale”. Momentami czułam się znużona i miałam wrażenie, że w ogóle mnie to nie interesuje – zbyt duża ilość polityki, władców i ich porównywania. Momentami całość przytłacza. Za to ciekawie opisana pierwsza wojna światowa. Pod koniec tak mnie wciągnęła, że musiałam doczytać do końca. A na końcu uroniłam łezkę.
Dla kogo jest ta książka?
Z pewnością dla osób lubiących tego typu literaturę i orientalne klimaty. Jeśli, ktoś chce poznać Indie to z pewnością ta książka mu się spodoba. Myślę, że warto ją przeczytać i poszerzyć swoją wiedzę, poznać obyczaje, historię i godne podziwu postacie. Jest to książka, która pobudza wyobraźnię. Literatura pachnąca orientem, ma słodko – gorzki posmak. Może zafascynować ale i rozczarować. Jednak ma swoją wartość.

sobota, 16 sierpnia 2014

Agatha Christie - Dwanaście prac Herkulesa

tłumaczenie: Grażyna Jesionek
tytuł oryginału: The Labours of Hercules wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 17 lipca 2014
liczba stron: 319
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Nadszedł czas na kolejną książkę Agathy Christie, tym razem mój wybór padł na Dwanaście prac Herkulesa. Dopadło mnie ostrzeżenie, że mogę nie być w pełni zadowolona z tej książki. Nie miałam jakiś wielkich oczekiwań wobec tego tytułu. Wiedziałam, że jest to zbiór „opowiadań” a w zasadzie spis prac Herkulesowych. Jednak zostałam mile zaskoczona, tym że początek wyjaśnia w czym rzecz i łączy ze sobą całość. Nie jest to tylko luźno rozrzucony zbiór prac detektywa. Więc tym już książka u mnie za plusowała. Czy dalej było równie dobrze? A tak w ogóle kim jest ten Herkules Poirot? I co ma z tym wszystkim wspólnego mityczny Herkules (którego chyba wszyscy kojarzymy z serialu)?
Nienagannie ubrany mężczyzna, w połyskujących lakierkach i z charakterystycznym wąsikiem. Tak można by na pierwszy rzut oka opisać Herkulesa Poirota. Nie można jednak zapomnieć inteligencji i sprycie. No i oczywiście jest to człowiek święcie przekonany o swoich umiejętnościach. Nie ma sobie równych. Rozwiąże każdą najtrudniejszą sprawę. Dlatego przed odejściem na emeryturę postanowił rozwiązać 12 prac tak jak jego imiennik Herkules. Połączył swoje śledztwa z mitologicznymi pracami i wyszło mu to nadzwyczaj dobrze.
Z jakimi sprawami musiał się zmierzyć znany detektyw? A z najrozmaitszymi! Muszę przyznać, że momentami byłam w szoku, że można się w ogóle czegoś takiego podejmować, jednak jak się okazywało było warto – przynajmniej ze względu na detektywa i jego śledztwa. A co z czytelnikiem i jego satysfakcją? Powiedzmy, że jeśli chodzi o szczegóły to marnie. Czytelnik został nakierowywany a raczej dostarczono mu czyste poszlaki, ale nie zawsze pole manewru. Od razu dostawaliśmy rozwiązanie – bystry i niepokonany Poirot – pojawiał się z gotową odpowiedzią. Co było zaskakujące i genialne. Tylko ja jako czytelnik, chciałabym poczuć w pełni klimat, móc przyjrzeć się dedukcji detektywa i pogłówkować. Brakowało mi czegoś na kształt rozwinięcia. A szkoda bo niektóre sprawy były genialne i czytałoby się je rewelacyjnie, gdyby były szerzej opisane. To jest dość istotny minus tej książki. Wracając do spraw, jakie zostały powierzone Herkulesowi, to muszę przyznać, że zostałam totalnie zmylona w dwóch przypadkach. Mam tutaj namyśli historię w której udział biorą Polki (zostałam dotknięta tym jak nasze rodaczki zostały postrzegane ) cała ta historia była po prostu wyśmienicie wymyślona, dopracowana do perfekcji i dałam się nabrać jak Harold Waring. Następnie historia obłąkanego młodzieńca, i trójkąt miłosny. Historia pokoleniowa. Też bardzo ciekawa i dobrze przemyślana i to muszę przyznać, z krwawymi szczegółami. Kolejnym minusem są błędy w tekście, nie jakieś kolosalne ale po prostu rażące literówki. Czy warto więc przeczytać Dwanaście prac Herkulesa? Książka sama w sobie nie powala czytelnika, a już na pewno nie do tego stopnia, że obgryza on paznokcie. Jednak nie można jej spisać na straty. Jest o wiele lepsza niż dwie poprzednie książki Agathy Christie, które ostatnio czytałam. Ta ma logikę i spójność a poprzednie były zwyczajnymi opowiadaniami bez ładu i składu. Podsumowując, jeśli ktoś szuka zapierającego dech w piersiach kryminały, to w tej książce tego nie znajdzie. Jeśli ktoś ma ochotę zakosztować klasyki kryminału i zapoznać się ze słynnym Herkulesem Poirot to polecam. Lektura dość dobra – literacka (kryminalna) przystawka.

piątek, 8 sierpnia 2014

Jerzy Pilch - Moje pierwsze samobójstwo

wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 3 listopada 2006
liczba stron: 304
kategoria: literatura współczesna

I znowu w moje rączki wpadł Jerzy Pilch. Czym teraz mnie skusił? Powiem szczerze, że tytułem i dość nudną okładką. Dziwne co? Całkowicie się zgodzę. Myślę jednak, że szalę przeważyła ciekawość. Raz zawiodłam się na książce „Wiele demonów” i nie chciałam po raz kolejny zakosztować żadnej historii napisanej przez Pilcha. Jednak, gdy tylko ją zobaczyłam poczułam coś w rodzaju przyciągania. Ten kto kocha książki, zapewne wie o co mi chodzi. Postanowiłam wybrać się do biblioteki i dać autorowi jeszcze jedną szansę na to, aby mnie przekonał do swojej twórczości. Do swojego stylu. Do swojej logiki. Zastanawiacie się pewnie- dlaczego?. Ponieważ Jerzy Pilch został wielokrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Nike i otrzymał ją za powieść „Pod Mocnym Aniołem”. A to o czymś świadczy. Jest podobno uważnym obserwatorem i krytycznym komentatorem a do tego felietonistą – czyli ma coś do powiedzenia. Coś ma do przekazania. Coś co za pewne warto znaleźć. A poza tym warto poobcować z „naszą” krajową literaturą. Moje pierwsze samobójstwo jest to zbiór 10 opowiadań, w których podobno (każdy) znajdzie coś dla siebie. A szczególnie fani autora. Tym razem Pilch przenosi czytelnika w nieznany świat luterskiego Śląska Cieszyńskiego, czyli rejony autora. Bohaterem jest Piotr, pisarz, niedoszły samobójca, człowiek, który nie umie czerpać radości z życia. Niewątpliwie warunki w jakich się wychowywał miały wpływ na jego osobowość i późniejsze życie. Piotr uwielbia kobiety i ich wdzięki, jednak traktuje je jak chwilowe przystanki na swojej drodze. A przecież tak bardzo chciał z jedną spędzić życie.

„Wiedziałem niezbicie wiedziałem, że wreszcie spotkałem kogoś (kogoś, mój Boże), z kim spędzę resztę życia, kto da mi siłę, kto będzie nade mną czuwał i nad kim ja będę czuwał; wreszcie spotkałem kogoś, z kim będę mieszkał w wiecznie zasypanym śniegiem domu, karmił psy i koty, wieczorami oglądał filmy na HBO i pił herbatę z sokiem malinowym.”

Całość została utrzymana w nostalgicznym nastroju, która przewija się przez wszystkie opowiadania. Nie zabraknie mocnego języka, dziwactw i gawędy. W tych tekstach dominuje szarość z lekkimi przebłyskami. Poznajemy perypetię i dziwaczną osobowość Piotra, który momentami wydaje się być stuknięty. Zadziwia, śmieszy a czasami irytuje wprawia w osłupienie. Podsumowując, stwierdzę, że historia jest naprawdę ciekawa. O wiele lepsza niż ta, którą czytałam poprzednio. Nie zabrakło powtórzeń, które momentami doprowadzają do szaleństwa i niepotrzebnie gmatwają wszystko. Mają jednak swój urok i czasami wychodzi z nich coś zabawnego, sarkastycznego, ironicznego i brutalnego. Niewątpliwie Jerzy Pilch umie posługiwać się słowem pisanym – bawi się nim- przeplata, powtarza, tworzy ciekawe połączenia. Umie opisywać. Jednak te jego „zabawy słowem” momentami spowalniają czytanie i niepotrzebnie wprowadzają chaos. Czy książka mnie powaliła na kolana? Nie. Nie powaliła na kolana, ale też nie zanudziła. Nie męczyłam się czytaniem. Mam w planach przeczytać kolejną książkę tego autora. Zaintrygował mnie. Moje pierwsze samobójstwo, to podobno jedna z ważniejszych książek Pilcha.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Podsumowanie lipca i sierpniowy stosik

No to mogę sobie spokojnie odetchnąć! Udało mi się przeczytać wszystkie książki z lipcowego stosika, choć nie szło mi aż tak płynnie jak myślałam (szczególnie z przedostatnią książką). Coś ostatnio nie mogłam się skoncentrować i zabrać do konkretnego czytania – od deski do deski – tylko po troszeczku.

Ilość przeczytanych książek ze stosika: 8

Liczba postów: 8

Liczba wyświetleń bloga: 15016

Najlepsze książki w tym miesiącu:

- Prawdziwe kolory – Kristin Hannah
- Hopeless – Colleen Hoover
- Królowa słodyczy – Sarah Addison Allen
- Bądź ze mną – J.Lynn

Rozczarowała mnie trochę:

- Ukryta brama – Eva Voller

Zaczął się już sierpień a ja już łapie opóźnienie. Tym razem na moim stosiku nie zagościł żaden nowy, smaczny, świeżo wydany kąsek. Tym razem postanowiłam dla odmiany zrobić coś zupełnie innego – i – pożyczyłam książki (od rodzinki i z biblioteki). Nie mogłam się jednak oprzeć ofercie Lidla i zakupiłam „Przygody Sherlocka Holmesa” i „Dwanaście prac Herkulesa” – to jedyne pachnące nowością książki na tym stosiku. Mam zaległości nie tylko ze wstawieniem podsumowania i stosika, ale także z czytaniem. Czego winowajcą jest zbliżający się ślub. To on zaprząta moje myśli i dekoncentruję mnie. A im bliżej wyznaczonego terminu tym gorzej :) Mam nadzieje, że po wszystkim wrócę do płynnego i swobodnego czytania. Mimo wszystko staram się czytać i umilać sobie tym czas. Niestety tym razem nie jest zbyt obszerny, a chciało by się przeczytać zdecydowanie więcej. Oto sierpniowy stosik!



1. Moje pierwsze samobójstwo – Jerzy Pilch – Oto mój nabytek z biblioteki. Wiem, obiecałam sobie, że więcej po twórczość Pilcha nie sięgnę, ale postanowiłam dać autorowi szansę przekonania mnie do swojego stylu. Tytuł mnie zaintrygował i nudna okładka, która pobudza wyobraźnię. Obaczymy co z tego wyjdzie. Dam się przekonać? Jak myślicie?

2. Dwanaście prac Herkulesa – Agata Christie – Udało się i mam swój egzemplarz (jeden, ale całkowicie własny). Klasyka kryminału chodzi mi po głowie i kusi. Tak więc nie poddaje się i czytam dalej.

3. Hinduska miłość – Javier Moro - Podobno ta historia ma w sobie to czego szukamy w bajkach a na dodatek jest prawdziwa. Zobaczymy jak spodoba mi się historia prawdziwa i do tego egzotyczna. Historia ta opowiada o ubogiej, młodej tancerce, której życie zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pojawia się radża i zmienia jej życie. Nagle staje się żoną, osobą wykształconą i przenosi się do innego świata. Świat, który ją zaskoczy nie raz. Czy pozytywnie?

4. Pamiętnik – Nicholas Sparks – Ten tytuł polecała mi Anastazja B. i Lustro Rzeczywistości, dlatego postanowiłam ją przeczytać. Podobno kwintesencja twórczości ;). Zobaczymy! W starym wytartym notatniku, kryje się historia miłości. Narodziła się ona po zakończeniu drugiej wojny światowej. Noah Calhoun odczytuje ją wieczorami w domu opieki starej kobiecie chorej na Alzheimera.

5. Przygody Sherlocka Holmesa – Arthur Conan Doyle – Sama postać Holmesa to już klasyka. Od dawna chciałam przeczytać jego przygody i poczuć ten klimat. Mam nadzieje, że się nie zawiodę. 

sobota, 2 sierpnia 2014

J. Lynn - Bądź ze mną

tłumaczenie: Ratajczyk Ewa
tytuł oryginału: By with me
wydawnictwo: Amber
data wydania: 17 czerwca 2014
liczba stron: 384
kategoria: literatura współczesna

Nadszedł czas na ostatnią pozycję z mojego stosika. Można powiedzieć, że na deser zostawiłam sobie historię miłosną Młodych Dorosłych – Bądź ze mną J. Lynn. Dlaczego akurat ten tytuł? Ponieważ miałam już okazję czytać książkę, tej autorki i byłam zadowolona a poza tym losy bohaterów z obu książek łączą się, co tworzy spójną całość. Jeśli ktoś czytał Zaczekaj na mnie to z pewnością wie o czym mówię. Bohaterowie z książki, którą właśnie wymieniłam są tłem tej historii i kluczowymi postaciami a dzięki nim (i ich historii) poznaliśmy już kiedyś bohaterów Bądź ze mną. Byłam bardzo ciekawa jak autorce wyjdzie rozwinięcie „tego wątku” połączenie postaci w jedną historię. Bo jakby nie patrzeć obie historie wiele łączy i to nie tylko pokrewieństwo czy przyjaźń.
Tessa przeżywa ciężki rok - jest zakochana w Jasie, przyjacielu swojego brata Camerona, ale on nie odzywa się do niej od niesamowitego, zapierającego dech pocałunku sprzed roku. A nagła kontuzja grozi tym, że na dobre będzie musiała pożegnać się z marzeniami o karierze tancerki. Czas na plan B – studia... w tym samym college’u co Jase. Jase skrywa tajemnicę, której nie zdradza nikomu. A już na pewno nie pięknej siostrze przyjaciela. Chociaż połączył ich najbardziej namiętny pocałunek, wie, że nie wolno mu się angażować w żaden nowy związek. Jednak nie jest w stanie myśleć o niczym innym niż dziewczyna, która może zrujnować jego życie. Tymczasem w campusie dochodzi do tragedii. A Tessa i Jase muszą zdecydować, ile są w stanie zaryzykować, żeby być ze sobą, i co są gotowi stracić, jeżeli ze sobą nie będą...
Opis narobił mi dużego apetytu, dlatego musiałam ją przeczytać (ostatnio trochę nacięłam się na jednej z książek z serii dla Młodych Dorosłych, ale tej autorce zaufałam całkowicie) a przy okazji skompletować obie historie. No i jak się okazało to był dobry wybór. Ani przez sekundę nie czułam zawodu. Obie te historie połączone zostały ze sobą w subtelnym i płynnym stylu. Przez całość przebija się lekkość, co spodoba się czytelnikowi a co ważne porusza kwestie przemocy w związku. Nie zabraknie tutaj emocji, napięcie rośnie, oczami wyobraźni widzimy co robią nasi bohaterowie (a robią momentami nie mało). Nie znaczy to, że książka jest oparta na seksie, wręcz przeciwnie. Cała historia oparta została na solidnych fundamentach, które nie raz podniosą nam ciśnienie, poczujemy ciarki i zostaniemy zmyleni przez autorkę. Byłam pewna tego co się zaraz stanie, już układałam sobie w głowie ciąg dalszy a tu szczeka mi opada. Tego co zobaczyła Tess się nie spodziewałam. Jednak wiedziałam, że za gładko nie pójdzie, i jak okazało nie myliłam się, przeczucie mnie nie zawiodło. Akcja stała się dynamiczna i groźna. Bądź ze mną to utracone marzenia, brutalna rzeczywistość, żal, strach i miłość. Miłość, która wypełnia myśli czytelnika, przyspiesza puls i rozczula. Kolana miękną a szara rzeczywistość wydaje się zbyt szara – aż nie chce się odrywać od lektury. Jestem totalnie zaskoczona. Ani przez chwilę się nie nudziłam, czułam skrajne emocje a przy tym byłam nie raz zaskakiwana. Moje myśli próbowały wyprzedzić fabułę i zamysł autorki. Gdy tylko zobaczyłam ostatnią stronę poczułam… żal? Niedosyt? Najchętniej czytałabym dalej. Miło jest przeczytać dobrą książkę o młodych ludziach walczących o miłość i swoje życie. No i oczywiście znów miałam okazję znaleźć się na farmie (co jak pewnie wiecie, bardzo lubię). Nie żałuję, że zostawiłam ją sobie na koniec. Z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić.