poniedziałek, 29 września 2014

Agatha Christie - I nie było już nikogo

autor: Agatha Christie
seria: Klasyka Kryminału
tłumaczenie: Roman Chrząstowski
tytuł oryginału: And Then There Were None wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 8 listopada 2012
liczba stron: 216
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Od dłuższego czasu prześladuje mnie wspomnienie „jakiegoś” kryminału, który oglądałam w dzieciństwie. Nie pamiętam ani tytułu ani konkretnych szczegółów. To co zostało mi w pamięci to tylko fragmenty : dom, w którym zebrało się kilka osób by zginąć (wszyscy byli podejrzani a trupów było coraz więcej). Pamiętam napięcie jakie emanowało z tego filmu, strach i brak zaufania. Bohaterowie owego kryminału, próbowali rozwikłać zagadkę w kilku osobowych grupkach, przeszukując dom a do tego wyobraźcie sobie okropną pogodę, brak prądu i czyhające niebezpieczeństwo, w każdym zakamarku. Mniej więcej coś takiego pamiętam, co nie co może się różnić od oryginału (jakby na to nie patrzeć minęło już dobrych kilkanaście lat). Dlaczego to wspominam? Dlatego, że od jakiegoś czasu podświadomie szukałam kryminału w tym stylu, coś mnie ciągnęło do scen z tamtego filmu (próbowałam znaleźć ten film, ale niestety mi się nie udało). No i natrafiłam na coś odpowiedniego. I nie było już nikogo – poprzedni tytuł to Dziesięciu małych Murzynków - autorstwa Agaty Christie to kryminał, który zaspokoił mój głód.
Dziesięć osób, każda podejrzana o morderstwo, zostaje zaproszonych przez tajemniczego gospodarza do domu na wyspie. Gdy ginie druga osoba, goście szybko zdają sobie sprawę, że to, co początkowo uważali za nieszczęśliwy wypadek, jest robotą zabójcy. Postanawiają odkryć jego tożsamość, ale okazuje się, że nikt nie ma alibi. Odizolowani od społeczeństwa, niezdolni do opuszczenia miejsca pobytu, umierają jeden po drugim w sposób opisany w dziecięcej rymowance, która wywieszona jest w ich pokojach.
Nie wiem czy film, który zapadł mi aż tak w pamięci, był oparty na powieści tej właśnie autorki, ale podobieństwo mnie przyciągnęło. Wiem, że na podstawie tej powieści powstał film i nosi on tytuł „Dziesięciu małych Indian” – powstały nawet dwa z roku : 1965 i 1989 – wiec jest szansa, że mogłam któryś widzieć. Wracając jednak do książki to od razu powiem, że jest rewelacyjna! Od samego początku wiedziałam, że mi się spodoba. I zaznaczam, że dałam się mordercy nabrać, mimo tego, że razem z bohaterami tej makabrycznej intrygi główkowałam nad rozwiązaniem. Dziesięciu ludzi uwięzionych na wyspie, każdy ma niejasną przeszłość i na każdego padł wyrok. Komu zaufać? Kto jest mordercą? Kto będzie następny? Okoliczności śmierci są ukryte w wierszyku, który nosi tytuł „Dziesięciu małych Żołnierzyków” (chociaż w różnych wydaniach książki natrafimy na Murzynków lub Indian). Agatha Christie opisała tutaj morderstwo doskonałe, zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Nie zabraknie emocji, szaleństwa a nawet komizmu. Czy sama doszłam do rozwiązania zagadki? Nie – i to mnie cieszy, gdyż to świadczy o wysokim poziomie tej powieści (lub o moim małym rozumku, jeśli chodzi o dedukcje – to już cieszy mnie zdecydowanie mniej ). Pod koniec czytania, kartkowałam strony, żeby sprawdzić ile mi zostało i natrafiłam na pewne nazwisko – to nasunęło mi pewne podejrzenie. Jednak rozwiązanie całej sprawy mnie zaskoczyło i nie mogłam uwierzyć, że dałam się wywieźć w pole. Jest to chyba najlepsza książka tej autorki, jaką czytałam. Jestem w pełni zadowolona i myślę, że kiedyś do niej wrócę – mimo, że znam już sprawcę i okoliczności. Jeśli ktoś szuka klasycznego kryminału z dobrą fabułą to ten tytuł mogę polecić. Chciałabym częściej trafiać na tak dobre kryminały!

Ocena: 10/10

piątek, 26 września 2014

Nora Roberts - Trzej bracia

autor: Nora Roberts
cykl: MacGregorowie
tłumaczenie: Monika Krasucka
tytuł oryginału: The MacGregor Grooms
wydawnictwo: HARLEQUIN
data wydania: 16 maja 2008
liczba stron: 464
kategoria: romans

Zapewne większość z Was zna twórczość Nory Roberts. Amerykańska autorka, laureatka wielu nagród, która ma talent do tworzenia ciekawych historii. Romanse pisze pod pseudonimem Nora Roberts, kryminały powstają natomiast pod pseudonimem – J.D. Robb. Z rodziną MacGregorów zetknęłam się już kilka lat temu, podczas lektury Trzy siostry. Pamiętam, że pochłonęłam ją szybko i byłam zadowolona, a przy tym nie raz się uśmiałam. Gdy tylko na „maminej” półce pojawiła się kolejna część – Trzej bracia – wiedziałam, że i ona wpadnie w moje rączki. I faktycznie wpadła, ale nie przeczytałam jej do końca. Tak prawdę mówiąc stanęłam gdzieś na początku. Dlaczego? Byłam wtedy na urlopie i wolałam wędrówki po górach niż czytanie, a pociąg mnie usypiał więc i tam nie dałam rady się skupić (zresztą tamtą podróż zniosłam totalnie źle). Po dwóch latach wróciłam do tej pozycji. Pożyczyłam ją ponownie od mojej kochanej mamy i czekała na swoją kolej. Tak też, w końcu udało mi się doczytać do końca.
Opowieść o życiu i miłosnych perypetiach członków szkockiego rodu MacGregorów Daniel, senior rodu MacGregorów, wydał już szczęśliwie za mąż trzy najstarsze wnuczki. Teraz uznał, że nadeszła pora, by na ślubnym kobiercu stanęli także jego przystojni wnukowie. Młody Daniel, Duncan i Yan wciąż trwają w kawalerskim stanie i wcale niespieszno im do żeniaczki. Stary MacGregor nie byłby jednak sobą, gdyby nie umiał znaleźć odpowiednich kobiet, które potrafiłyby skusić, uwieść i doprowadzić do ołtarza tych upartych młodzieńców. Jak zwykle ma w zanadrzu chytry plan i wprowadza go w życie. Siedząc w fotelu ze szklaneczką whisky z upodobaniem obserwuje, jak nieświadomi niczego młodzi ludzie scena po scenie realizują napisany przez niego scenariusz..
Od samego początku natrafiłam na znajomy mi już klimat, co mi się totalnie spodobało. Odruchowo moja wyobraźnia poszybowała do historii trzech sióstr. Przypomniałam sobie intrygi dziadziusia, który mimo swojego wieku ma głowę na karku i jest niesamowity. Przy swataniu swoich wnuków również pokazał swój talent. Senior rodu jest tutaj najważniejszą postacią i niezwykle sympatyczną. Bez niego ta książka była by o wiele słabsza. Pozostali członkowie tego klanu mają oczywiście swoje zalety : są przystojni, zdolni, mają ciekawe charaktery. No i za każdym razem wpadają w pułapkę zastawioną przez dziadka. Co swoją drogą można odebrać jako nudne i nieoryginalne. Schemat za, każdym razem się powtarza, zmieniają się tylko okoliczności i osoby. Ja jednak nie zamierzam tej powieści rozkładać na części pierwsze, gdyż wolę czerpać przyjemność z dobrego romansu, który czasami przyśpieszy bicie serca i umili czas. Jeśli ktoś szuka literatury bogatszej w fabułę i zwroty akcji to ta książka mu się nie spodoba. Jest dobra podczas relaksu, typowa kobieca literatura z nutką sentymentu i rodzinnych zażyłości. Namiętność, pożądanie, upór , który i tak jest nic nie wart jeśli chodzi o rodzącą się miłość. O miłości napisano już tyle, że każdy romans wydaje się być banalny – co nie znaczy, że nie jest wciągający. Plusem tej książki jest niewątpliwie humor, dialogi i monologi też są niczego sobie. Czyta się bardzo szybko, jedna rzecz mnie trochę irytowała a konkretnie mam na myśli literówki. Umiliła mi czas a to najważniejsze. Dostałam to czego się po tej książce spodziewałam. Jeśli chcecie zobaczyć jak dziadek swatał swoje wnuczki, to zapraszam do lektury Trzy siostrzy.

niedziela, 21 września 2014

Guillaume Musso - Jutro

autor: Guillaume Musso
tłumaczenie: Joanna Prądzyńska
tytuł oryginału: Demain
wydawnictwo: Albatros
data wydania: 13 sierpnia 2014
kategoria: Literatura piękna

Od jakiegoś czasu poszukuję książek, które mnie zadziwią, zaintrygują, poruszą jakiś nerw. Albo powiem inaczej, zaspokoją głód mola książkowego. Ostatnio mam chyba inne apatyty niż kiedyś. W taki oto sposób trafiam na autorów z którymi nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Dotyczy to również nieznanych mi dotąd gatunków literackich. Tak też trafiłam na Jutro autorstwa Guillaume Musso, francuskiego powieściopisarza, który ma na swoim koncie kilka dobrych pozycji (podobno – tak przynajmniej piszą).Sama się sobie dziwię, że nigdy wcześniej nie przeczytałam żadnej jego książki! Teraz mnie oświeciło i przypomniałam sobie, że (kiedyś) byłam o krok od kupienia jego książki - jak się nie mylę, chodzi o tytuł – Potem…

Jeśli chodzi zaś o Jutro to słyszałam o niej co nie co i wydała mi się ciekawa. Tak też znalazła się na mojej półce. Stanęłam przed dylematem – z cyklu, którą książkę tym razem przeczytać?!- i wybór padł właśnie na tą. Nazwisko autora kojarzyłam, fabuła wydała mi się intrygująca, więc musiałam się przekonać, czy to co piszą w opisie na okładce to prawda czy tylko chwyt reklamowy.
Emma mieszka w Nowym Jorku. W wieku 32 lat, nadal poszukuje mężczyzny swojego życia. Matthew mieszka w Bostonie. Stracił żonę w strasznym wypadku i zostaje sam z córką, która ma zaledwie cztery lata. Poznali się przez Internet i szybko ich wymiany e-mail, sugerują, że w końcu mają prawo do szczęścia. Marzą by się spotkać. Tego samego dnia, w tym samym czasie, otwierają drzwi restauracji… Ich drogi jednak się nie krzyżują. Gra kłamstw? Żart wyobraźni? Manipulacja? Jak daleko można się posunąć, żeby ratować kochaną osobę?
Sam początek już jest intrygujący, zaczyna się smutno lecz można powiedzieć spokojnie. Autor daje nam czas, żebyśmy zapoznali się z bohaterami. Wprowadza nas do świata Emmy i Matthew. I ona i on mają swoje demony, nie łatwe życie – z którym najchętniej by się pożegnali. Jedno i drugie przezywa swoje tragedie. Już na samym początku historia Emmy skojarzyła mi się z filmem, którego tytułu nie pamiętam (sytuacja kobiety podobna i nawet podobny stan psychiczny) jednak to wspomnienie i podobieństwo przykleiło się do mnie i nie chce puścić. Przygodę z tą historią zaczynamy od poznania wersji wydarzeń Matthew i od tego zaczyna się dalszy ciąg wydarzeń – zdecydowanie dziwnych. Leże sobie w wannie i czytam, wszystko ładnie pięknie, widzę że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Ale nagle uświadamiam sobie, że było by zbyt pięknie. To początek dopiero a już idzie tak dobrze?! No i mi się przypomniało, że zaraz się sytuacja skomplikuje. O co mi chodzi? A o to: „Tego samego dnia, w tym samym czasie, otwierają drzwi restauracji… Ich drogi jednak się nie krzyżują. „ Ten sam dzień, ta sama godzina lecz zupełnie inny rok. Ich drogi się rozeszły o rok. Jeden, jedyny rok, który może zmienić wszystko. I już zdradzę, że to co jest napisane na okładce jest stu procentowo prawdziwe. „Historia jest w równej mierze tajemnicza, co bulwersująca.” Czytałam z zaciekawieniem a tu nagle zaczęłam się bulwersować. Bo sprawy nagle przybrały inny obrót, bo coś się komplikuje, a tam znowu coś innego. Jednak to tylko podsyciło moje zainteresowanie. Muszę zdradzić, że dalej robiło się jeszcze lepiej i bulwersowałam się jeszcze bardziej. Zachowanie naszych bohaterów zaskakiwało, to jak w mgnieniu oka potrafili się zmieniać, jak dostosowywać do sytuacji. Autor doskonale stworzył portrety psychologiczne postaci. Całość jest dynamiczna, zaskakująca i nie ma mowy o żadnej nudzie. Od samego początku do końca trzyma w napięciu. Niczego nie możemy być pewni. W momencie, gdy zostawiamy Matthew 2011 i urywa nam się kontakt, akcja nabiera rozpędu. Teraz obserwujemy już tylko rok 2010 i prowadzimy wraz z Emmą i „Karaluszkiem” prywatne śledztwo. Okazuje się, że pozory mylą a to co wydawało się idealnym życiem, było w rzeczywistości wirtuozerską, dobrze zaplanowaną intrygą. A ceną jest śmierć i życie. Na końcu znajdziemy „Replay”, który jest odzwierciedleniem początku jednak z zupełnie innej perspektywy. Podsumowując, jest to jedna z lepszych książek jakie miałam okazje czytać. I mam na myśli tutaj książki, które nie są „ z natury” umilaczami czasu w babskim wydaniu. Ta książka , która ma w sobie wszystko: dreszczyk emocji, tajemnicę, intrygę, śledztwo, humorek, świetne postacie i bardzo dobrze skomponowaną fabułę. Jest to jedyna książka, którą delektowałam się podczas kąpieli. Dodatkowo na początku, każdego rozdziału znajdziemy cytaty znanych osobowości takich jak : William Szekspir, Marilyn Monroe, Friedrich Nitzsche, Stephen King a także Przysłowie Chińskie i cytat z Księgi Wyjścia. Jeśli wszystkie książki (albo przynajmniej większość) tego autora są na takim poziomie to na pewno stanie się on moim ulubionym autorem.

Dzięki mężowi mój jesienny stosik powiększył o kolejne tytuły :)


Catherine Ryan Hayde - Dzień, który zmienił wszystko
Małgorzata Warda - Miasto z lodu
Alice Munro - Odcienie miłości
Sara Shepard - Gra w kłamstwa
Sara Shepard  - Nigdy przenigdy
Sara Shepard - Pozory mylą
Sara Shepard - Kłamstwo doskonałe
Michelle Hodkin - Mara Dyer. Tajemnica

Moje uwielbienie do opowiadań Alice Munro każdy zna. Dlatego pewnie nikt się nie dziwi, że jej najnowsza książka znalazła się w tej kolekcji. Na serię Sary Shepard miałam chrapkę już jakiś czas temu, ale ciągle odkładałam ją na później, Nadszedł czas żeby się za nią wkrótce zabrać. Nie zabraknie też Literatury Polskiej, Małgorzaty Wardy, która zapowiada się ciekawie i intrygująco. Mężulek pomyślał również o klimatach paranormalnych, które pobudzą moją fantazję jak za dawnych czasów (kiedy to uwielbiałam czytać tego typu książki). Dzień, który wszystko zmienił to dla mnie tajemnica a zarazem obietnica dobrej historii ze smakiem. Z tego co obiecuje nam opis, wnioskuję, że zaciekawi mnie i poruszy moje wewnętrzne struny - pod warunkiem, że nie przereklamowali jej zbytnio. 


Dodatkowo do książek otrzymałam meeega pakowną torbę, którą można zamówić na znak.com.pl :)

środa, 17 września 2014

Trixi von Bülow - Niech w końcu coś się zdarzy

tłumaczenie: Aldona Zaniewska
seria: Leniwa Niedziela
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 27 sierpnia 2014
liczba stron: 228
kategoria: Literatura piękna

Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, staram się regularnie czytać serię Leniwa Niedziela. Tym razem też nie mogłam sobie darować i wpadła w moje łapki nowo wydana książka. Nie poleżała na półce zbyt długo, ciągnęło mnie do niej tak samo jak do poprzednich (a poprzednie były interesujące i narobiły mi apetytu na więcej). Od razu muszę zaznaczyć, że zakochałam się w okładce. Jest ewidentnie nastrojowa, melancholijna i jesienna – czyli prawie odzwierciedla zbliżającą się porę roku. Wydaje się też pozytywna, zapowiada coś ciekawego, nowego. Lepiej już skończę te moje wywody na tematy artystyczne i emocjonalne :)
Fritzi Berger, kobieta silna z konieczności, od roku nie ma męża. Ma za to mnóstwo niespełnionych pragnień i wątpliwości, córeczkę, kiepsko opłacaną pracę redaktorki w wydawnictwie Best & Seller, piętnaście lat małżeństwa za sobą, i czterdzieste urodziny przed sobą. Pewnego dnia przyjaciółka namawia ją, by pojechały razem na kilka dni nad morze… I tak, pomiędzy codziennym kieratem a chęcią, by jeszcze raz poszukać szczęścia, rozwija się porywająca, czasem smutna, a czasem bardzo zabawna i pełna niespodzianek historia.
Jak można wyczytać z powyższego opisu jest to historia kobiety - rozwódki, która chce zakosztować szczęścia w swoim zabieganym i trudnym życiu. Czyli nic nowego, prawda? Faktycznie, fabuła nie jest zaskakująca a powiedziałabym, że zakończenie jest banalne i przewidywalne. Początek też mnie jakoś wybitnie z nurtem nie porwał, czytałam jednak dalej i czekałam na rozwój wypadków. Przez większość czasu mamy do czynienia z trudami samotnej matki, która jest zapracowana i z zapałem od lat ogląda Złodzieja w hotelu. Jednym słowem romantyczka, która pragnie być kochana i pożądana. Nic dziwnego, tylko, że miłości na siłę się nie znajdzie, o czym się przekonała. Można powiedzieć, że w swym działaniu popada z jednej skrajności w następną. Dopiero wypadek córeczki ją otrzeźwił i postawił na nogi. Fritzi jest niewątpliwie naiwna i zaślepiona, walczy o miłość i z 10 lat młodszym facetem i z dwadzieścia lat starszym. Sama nie wiem, który okazał się gorszy. Ten młodszy przynajmniej był dobry w łóżku i zdecydowany a ten drugi to kompletne przeciwieństwo. Ręce mi opadły podczas czytania!

„ Czyżby potajemnie był przekonanym zwolennikiem mormonów jak Stephenie Meyer, autorka Zmierzchu? Czy będę jak Bella musiała usychać z pragnienia przez cztery tomy, zanim nadejdzie seksualne spełnienie z Edwardem?”

Niech w końcu coś się zdarzy to podobno inteligentna i zabawna odpowiedz na Jedz, módl się, kochaj. Nie czytałam (tytuł odbił mi się o uszy) a o co mniej więcej chodziło w wymienionej książce dowiedziałam się od Fritzi. Coś w tym może i jest, mi jednak momentami przypominała Nigdy w życiu. Zawiera ważne przesłanie, że miłość przyjdzie sama. Najlepiej skupić się na rodzinie, przyjaciołach i samym sobie. Samemu kierować własnym życiem i nie szukać na siłę – wtedy różne rzeczy się zdarzają. Czy jest faktycznie zabawna? Momentami chciało mi się śmiać a nasza bohaterka wraz ze swoją przyjaciółką miały przebłyski humoru i sarkazmu. Przeważało jednak narzekanie – przynajmniej ja mam takie odczucie. Dopiero na końcu poczuło się zmianę nastroju i siłę kobiecości. Za co lubię tą serię? Za kobiecy styl, za humor, za wzruszenia i za trochę „magii”. Historia Fritzi Berger mnie nie wzruszyła, jednak w pewnym momencie się zaaklimatyzowałam i byłam ciekawa jak też sprawy się ułożą i czy dobrze podejrzewam. Kobieca książka o pragnieniu miłości, szczęścia i spełnienia. Nie wywołała u mnie tyle emocji co jej poprzedniczki, ale czytało się przyjemnie. Niedługo zabiorę się za inny tytuł z tej serii.

wtorek, 16 września 2014

Olga Rudnicka - Martwe Jezioro

cykl: Martwe Jezioro (tom 1)
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 2008 (data przybliżona)
liczba stron: 231
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Do przeczytania tej książki zainspirowała mnie koleżanka, która niejednokrotnie mi o niej wspominała i zachwalała. Dodatkowo była tak miła i pożyczyła mi ją, za co jestem jej wdzięczna. Martwe Jezioro było dla mnie ciekawostką, której chciałam posmakować. Musiałam się przekonać czy faktycznie jest tak dobra i czy autorka (rok tylko starsza ode mnie) ma faktycznie taki talent.
Beata - niezależna trzydziestoletnia singielka - zaczyna podejrzewać, że z rodziną, z którą od lat nie utrzymuje żadnego kontaktu, nie łączą jej nawet więzy krwi. Wynajmuje prywatnego detektywa, który pomimo odkrycia wielu zaskakujących tropów, nie potrafi jej pomóc. W poszukiwaniu prawdy o przeszłości wspiera Beatę przyjaciółka - roztrzepana Ula, która przy okazji chce wyswatać ją ze swoim bratem Jackiem. Lawinę zdarzeń wywołuje niespodziewane zaproszenie od rodziny na ślub znienawidzonej siostry...
Na pierwszy rzut oka oceniłam, że nie jest obszerna, więc nawet jeśli okaże się kiepska to do końca jakoś dotrwam. Co pomyślałam o okładce? Mroczna. Tak stwierdziłam w pierwszym odruchu. Kilku elementowa i odpowiadająca całości – to skojarzenie późniejsze. Szału nie robi, ale zła też nie jest. Widziałam lepsze. Tyle o okładce, a jak wiemy o treści nie decyduje oprawa. Tak więc początek mnie zdystansował, dialogi wydały mi się „wymuszone” sama nie wiem jak to określić. Stwierdziłam, że mogłyby być mniej obfite. Beata, to niewątpliwie skomplikowana osóbka, jak dla mnie pełna sprzeczności i z każdą stroną przeczytaną rzuca się to w oczy bardziej. Zapewne jest to zasługa tego co przeszła w dzieciństwie a raczej tego czego nie zaznała. Jednak jej perfekcjonizm, niezdecydowanie i dystans bywają irytujące. Czasami sprawia wrażenie „wrednego babska”, ale to akurat jest uzasadnione i bywa śmieszne. Reszta ludzików jest podzielona na dwie kategorie – pozytywnych i kolorowych oraz zimnych, sztywnych zombie. Tak jak na początku stwierdziłam, że jest krótka i dotrwam jakoś do końca,tak w trakcie czytania doszłam do wniosku, że jest zbyt cieniutka. Akcja mnie wciągnęła (prywatny detektyw, rodzinna intryga, chodzące zombie, wątek miłosny i rozkręcający bohaterowie). Nie zabraknie ciętych ripost, coraz ciekawszych dialogów i równie barwnych monologów wewnętrznych. Niejednokrotnie się uśmiałam i to mimo dość ponurych okoliczności. Całość czyta się naprawdę dobrze, co mnie mile zaskoczyło. Muszę przyznać, że Olga Rudnicka umie zainteresować czytelnika i umilić mu czas. Jeśli pozostałe książki ma tak samo dobre to niewątpliwie je przeczytam. Już kolejna czeka na półce a na zachętę powiem, że jest to druga część Martwego Jeziora. Tym razem jednak chaotyczna Ulka będzie bohaterką pierwszoplanową a nie mistrzynią drugiego planu. Apetyt mam ogromny. Wróćmy jednak do tego tytułu. Jak myślicie czy grzebanie w przeszłości skończy się pozytywnie? Jakie tajemnice skrywa rodzinka ozięblaków? Mnie zakończenie zaskoczyło i przez chwilę poczułam ciarki na plecach. Aż jestem ciekawa jak to jest (będzie) z Wami moi drodzy!

niedziela, 14 września 2014

Gayle Forman - Zostań, jeśli kochasz

tłumaczenie: Hanna Pasierska
tytuł oryginału: If I Stay
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
data wydania: 10 września 2014
liczba stron: 248
kategoria: Literatura młodzieżowa

Zostań, jeśli kochasz” kupiłam, gdy tylko znalazła się na półce w księgarni. Czekałam na nią i dlatego nie mogłam przejść obojętnie, zresztą tego dnia zakupiłam jeszcze inne tytuły w innych księgarniach. Każdy, kto kocha książki wie jaką one mają siłę przyciągania :) Nie ma to jak zapach książek! Tak więc, gdy wpadła już w moje rączki a portfelik się uszczuplił zabrałam się do czytania i przeczytałam w jeden dzień. Nie tylko dlatego, że nie jest to obszerne tomisko ani nie dlatego, że jestem spragniona literatury (choć jestem i to bardzo!), po prostu mnie pochłonęła. Otworzyłam na pierwszej stronie i już wiedziałam, że jestem stracona!
Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć? Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, wspomina dotychczasowe życie.
Poruszająca książka o dającej wsparcie rodzinie, przyjaźni, samotności i znajdowaniu swego miejsca na ziemi, o umiejętności żegnania się z przeszłością i przyjmowania tego, co nadchodzi. "Zostań, jeśli kochasz" opowiada o potędze miłości i wyborach, których każdy z nas musi dokonać. Opis oraz okładka, która przestawia kolaż stworzony z scen z filmu zachęca do przeczytania. Czego się spodziewałam? Historii, która da do myślenia, która wzruszy i poruszy najczulsze struny. Czy spełniła moje oczekiwania? Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tak. Tekst jest płynny a narracja nie irytuje. Czytając zauważymy huśtawkę – przeskok – czas teraźniejszy miesza się ze wspomnieniami. Pozwala nam to lepiej poznać główną bohaterkę, jej życie, poglądy i rodzinę, której już nie ma. Będziemy mogli sami ocenić co straciła. Wpływa to korzystnie na czytanie, gdyż w jednej chwili jesteśmy na OIMOie i patrzymy oczami Mii na to co się dzieje wokół a za chwile przenosimy się do wybranego wspomnienia, które zupełnie odwraca uwagę od tragedii. Smutek przeplata się z innymi emocjami. Mia odgrywa tutaj rolę nie tylko walczącej o życie. Jest narratorką, kimś na kształt ducha, który obserwuje, komentuje i walczy z myślami. Zostać czy odejść? To podstawowe pytanie. Akcja jest dynamiczna, melancholijna pełna miłości, dylematów i śmierci. Sama miałam kiedyś w planie napisać podobną historię, ale się za nią nie zabrałam, (może i dobrze, gdyż chyba nie wyszła by mi tak dobrze jak ta, którą właśnie przeczytałam). Doba z życia nastolatki, która straciła swoich najbliższych i walczy o swoje życie. Doba decydująca. W ciągu dwudziestu czterech godzin może się dużo wydarzyć. Można sprowokować przyjaźń, odwagę, zrozumienie i wygrać ze śmiercią. A przy tym odnaleźć się w świecie równoległym.

„ Wokół mnie nie ma jednak nikogo podobnego do mnie. Może wykombinowali, jak zwiać na Hawaje.”

Dialogi i monologi mają charakter, nie są zlepkiem liter i słów. Mają kształt – czasami smucą, czasami śmieszą, a innym razem dziwią. Musze przyznać, że nie uroniłam ani jednej łzy podczas czytania. Sama się sobie dziwię. Historia jednak zaintrygowała mnie na tyle, że czytałam ją aż do drugiej w nocy. Musiałam wiedzieć co się wydarzy. Musiałam dowiedzieć się czy miłość pokona śmierć. Byłam ciekawa jaką decyzję podejmie Mia. Zastanawiam się czy obejrzeć film. Co prawda główną rolę gra aktorka, którą bardzo lubię – Chloe Grace Moretz – jednak boje się, że film nie odzwierciedli w pełni emocji, które towarzyszą książce. Zazwyczaj wolę wersje książkowe i moją wyobraźnię. A tak swoją drogą jedno ze wspomnień, przypomniało i moje dzieciństwo i fisia na punkcie gry Operacja (której jednak nie dostałam! ;p ). Czy warto ją przeczytać? Myślę, że tak. Nie jest grubaśna, czyta się lekko a historia jest ciekawa. A później (jak kto woli) można obejrzeć film i porównać co lepsza książka i wyobraźnia czy wizja scenarzysty i aktorów.

piątek, 12 września 2014

Jesienny stosik :)

Po podróży i zasłużonym odpoczynku zabieram się za czytanie, gdyż w tym miesiącu trochę tego uzbierałam :)

Spacerując po Krakowskim rynku natrafiłam na ciekawą księgarnię "Skład Tanich Książek", którą próżno szukać w moim miasteczku. Nie byłabym sobą, gdybym do niej nie zajrzała w poszukiwaniu czegoś ciekawego. 
Skład Tanich Książek, ul Grodzka 50, Kraków

Zaopatrzyłam się w niej w niezłą stertę literatury (co mnie niezwykle ucieszyło!). Przyznam się, że nie tylko raz tam zajrzałam.
Stosik z Krakowa :)
 Kamila Shamsie - Złamane wersety
Nora Roberts - Święte grzechy
Divakaruni Chitra Banerjee - Aranżowane małżeństwa
Arthur Conan Doyle - Pamiętniki Sherlocka Holmesa
Raymond Chandler - Siostrzyczka
Rex Stout - Zabójcza gra
Erle Stanley Gardner - Sprawa podwójnej tożsamości
Arthur Conan Doyle - Studium w szkarłacie
Arthur Conan Doyle - Dolina strachu
Haruki Murakami - Zniknięcie Słonia
Haruki Murakami - Sputnik Sweetheart
Do tego stosika dołożyłam również kilka nowości, na które od dawna ostrzyłam sobie ząbki :)


Trixi von Bülow - Niech w końcu coś się zdarzy
John Green - Gwiazd naszych wina
Musso Guillaume - Jutro
Nina George - Lawendowy pokój
Katarzyna Bonda - Pochłaniacz
Gayle Forman - Zostań, jeśli kochasz

Do tego dochodzą również pożyczone książki, które planuje w najbliższym czasie przeczytać, dlatego cały mój stosik w tym miesiącu trochę mnie przeraża :) Postanowiłam także sięgnąć po Klasykę Kryminału. Wiem, że nie uda mi się przeczytać wszystkiego we wrześniu, więc nazwałam go "stosikiem na jesień", który zapewne i tak będzie stopniowo powiększany o kolejne tytuły :)

Nora Roberts - Trzej bracia
Olga Rudnicka - Martwe jezioro
Olga Rudnicka - Czy ten rudy kot to pies?
Mia March - Klub filmowy Meryl Streep
Ben Bennett - Uśmiech niebios
Eric - Emmanuel Schmitt - Trucicielka
Nicholas Sparks - Anioł stróż

czwartek, 11 września 2014

Arthur Conan Doyle - Przygody Sherlocka Holmesa

tłumaczenie: Beata Misiek
tytuł oryginału: The Adventures of Sherlock Holmes
wydawnictwo: Dolnośląskie
data wydania: 2009 (data przybliżona)
liczba stron: 296
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Na przygody Sherlocka Holmesa miałam chrapkę już kilka lat temu, ale wahałam się. Dlaczego? W tamtym okresie czytałam zupełnie inne książki, dlatego bałam się, że po kilku stronach się zniechęcę. Najwyraźniej dojrzałam już do tego typu literatury, bo trafiła wreszcie w moje rączki. Co narobiło mi apetytu na zapoznanie się z przygodami słynnego detektywa? Na pewno filmy a w ostatnim czasie także gry, które mnie niewątpliwie wciągnęły. Przeczytanie tych dwunastu opowiadań zajęło mi trochę czasu – i to wcale nie dlatego, że są nieciekawe! – ale w końcu dotarłam do końca. Powiem nawet, że umiliły mi czas spędzony w pociągu (a nie była to krótka podróż). Nie lubię czytać w pociągu, autobusie czy samochodzie, ale dla tej książki zrobiłam wyjątek.
Zbiór 12 opowiadań o przygodach genialnego detektywa z londyńskiej Baker Street, który potrafi rozwikłać najbardziej skomplikowane zagadki kryminalne, posługując się sztuką dedukcji. W rozszyfrowywaniu problemów pomaga Sherlockowi przyjaciel, poczciwy dr Watson, a także znajomość psychologii, chemii, prawa, literatury sensacyjnej, policyjne kroniki wypadków oraz nieodłączna fajka, czasami również gra na skrzypcach. Mając nieprzeciętną sprawność fizyczną, wychodzi cało z najgorszych opresji.
Myślę, że nie muszę nikomu przedstawiać Sherlocka Holmesa ani jego wiernego przyjaciela i kompana doktora Watsona. Jest to para charakterystyczna, niewątpliwie dopełniają się nawzajem. Można się z nimi świetnie bawić a ich dialogi bywają barwne. Sama już nie wiem, którego z tych panów lubię bardziej. Myślę jednak, że bez tego pierwszego nie było by drugiego i na odwrót. Główni bohaterowie są świetnie wykreowani. Zdolności Holmesa są po prostu wszelakie a drogą dedukcji jest w stanie rozwiązać, każdą zagadkę. Czytając możemy sami zmierzyć się z zagadkami, wcielić się w detektywa i wydedukować rozwiązanie. Co łatwe nie będzie, gdyż Sherlocka Holmesa nikt nie przeskoczy. Zwraca on uwagę na takie szczegóły, na które zwyczajny człowiek nie zwraca najmniejszej uwagi. Można by nawet rzecz, że jest zbyt doskonały i wszechwiedzący. Zbyt bystry i tam samym nieautentyczny. Ale to właśnie takiego Holmesa lubimy. Śledztwa w pigułce – tak bym, określiła ten zbiór opowiadań. Idealna książka dla fanów tej dwójki. Czytając możemy zauważyć jak pracuje słynny detektyw i na co zwraca uwagę nie tylko podczas śledztwa, ale już na samym początku podczas rozmowy z klientem. Dodatkowym atutem jest klimat panujący w tych opowiadaniach. Każda z opisywanych przez „Watsona” (bo on jest narratorem) historia jest w tym samym tonie. Jak to zaznaczył nie raz jego przyjaciel ubarwiona – historyjka a nie zbiór faktów, jak wolałby Holmes. Dla kogoś, kto lubi filmy i gry ze słynnym Holmesem ta książka jest jak wisienka na torcie. Tak mi się spodobała ta książka, że postanowiłam kupić inne. Już czekają na półce. Muszę przyznać, że apetyt rośnie w trakcie czytania.