czwartek, 30 października 2014

Lisa Genova - Kochając syna


autor: Lisa Genova
tłumaczenie: Joanna Dziubińska
tytuł oryginału: Love Anthony
wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
data wydania: 8 października 2014
liczba stron: 436
kategoria: Literatura piękna

Kochając syna to najnowsza powieść autorki bestsellera – Motyl – w którym opisała walkę z chorobą Alzheimera. Niewątpliwie poruszająca lekcja, pełna emocji i strachu, którą pamięta się jeszcze długo po przeczytaniu. Książka okazała się hitem, dlatego postanowiono przenieść ją na ekrany kin, już w 2015 roku. W rolach głównych same znane osobistości: Julianne Moore, Kristen Stewart i Alec Baldwin. Tym razem Lisa Genova postanowiła ukazać nam świat autystycznego chłopca. Biorąc pod uwagę jakość wcześniej wspomnianej powieści, od razu postawiłam wysoko poprzeczkę tej książce. Czym jest autyzm? Jak na niego reagujemy – (my obserwatorzy)? Zapewne tak samo jak na inne choroby, których do końca nie znamy.

„ Autyzm nie jest jak matematyka. Autyzm jest jak Ty i zależy od sytuacji. Unikam więc myślenia o autyzmie, bo nie lubię Zasad Zależności”

Tak postrzega autyzm Anthony, chłopiec żyjący wśród swoich ulubionych kamyków, liczby trzy, błękitnego nieba i dinozaura Barneya. Całymi dniami błądzi po pokojach nazwanych : Pokój Uszu, Oczu, Rąk, Strachów, Nowych Rzeczy, Pamięci i Liczb. Żyje we własnym świecie, który musi być ułożony według zasad by mógł czuć się bezpieczny.
Jak to jest kiedy synek nigdy nie patrzy Ci w oczy? Jeśli nie przytula się tak jak inne dzieci, i nieprzytomnie krzyczy, kiedy chcesz aby już wracał do domu i zszedł z huśtawki? Jak to jest kiedy tracisz dziecko? Jak to jest kiedy kochany mąż odchodzi do innej kobiety? Jak to jest, kiedy gubisz gdzieś po drodze, między śniadaniem a odbieraniem dzieci ze szkoły, swoje marzenia? Jak to się dzieje? Dlaczego? Po co? Dwie kobiety, różne problemy, wielka samotność. Wyspa Nantucket smagana wiatrem, zapomniana. W tym surowym krajobrazie obie stawiają czoło swoim demonom. Los sprawia, że się spotkają, ich przyjaźń zdarza się jak bezcenny dar. Dzięki sobie nawzajem, trochę przypadkiem, poznają odpowiedzi na stawiane nieprzerwanie pytania.
Początek mnie zmylił, zastanawiałam się – Gdzie jest mowa o tym autyzmie? – Czekałam aż pojawi się Anthony i zacznie układać swoje kamyki o których wspominała Olivia. Zastanawiałam się nad wieloma pytaniami, które nie dawały mi spokoju, do momentu aż nie do wiedziałam się o co tak naprawdę chodzi. Takich pytań i zastrzeżeń miałam wiele. Nie mogłam pojąć dlaczego tak mało dowiadujemy się o autyzmie Anthon’ego od jego matki. Czemu tak mało jest zapisków z dziennika, wspomnień? Braki we wspomnieniach rekompensuje nam Beth i to dzięki niej „widzimy oczami autystycznego chłopca”. Wnikamy to zupełnie innego świata i nagle wydaje nam się wszystko takie proste i zarazem skomplikowane. Doznajemy miłości, szczęścia i strachu. Zarówno Olivia jak i Beth zmagają się z trudami życia, z własnymi tragediami i samotnością. Obie poniosły straty i obie muszą postawić siebie na nogi. Jedna i druga potrzebowały czasu żeby zajrzeć w głąb siebie. Niewątpliwie jest to pouczająca książka, napisana zwyczajnym potocznym językiem, którą łatwo się przyswaja. Treść została urozmaicona zapiskami z dziennika, listami oraz książką w książce. Nie znajdziecie tutaj jednak żadnej dynamicznej akcji, tempo jest stałe, monotonne…upływ czasu poznajemy po zmieniających się porach roku, miesiącach i po ilości turystów odwiedzających wyspę. Całość jest klimatyczna i powolna. Kojarzy mi się z fragmentem z tej właśnie książki.

„ Miała wrażenie, że ogląda nudny film o nudnej kobiecie - film, w którym niewiele się działo i choć najchętniej przełączyłaby kanał, z jakiegoś powodu przykuta jest do ekranu. Może jeśli będzie dalej oglądać, coś się wydarzy?”

Ja mniej więcej miałam podobne odczucia. Fabuła nie nabierała prędkości, przez co miało się wrażenie monotonii. Nie powiedziałabym, że książka jest nudna i nie traktuje tego fragmentu dosłownie. Chodzi mi raczej o siłę przyciągania i wyczekiwanie na coś co się wydarzy. Czytamy historię w której niewiele się dzieje i liczymy, że zaraz coś się zdarzy. Czy książka mnie totalnie zachwyciła? Czy wylałam morze łez? Mam mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony zawiera to co zawierać powinna i wywołała we mnie jakieś tam emocje a z drugiej mam wrażenie pewnego niedosytu. Wzruszyłam się, ale pod koniec, gdy Anthony odpowiada na najważniejsze pytanie swojej matki. - Jaki cel miało życie Anthon’ego? Ma to także wpływ na życie Beth, która składa na nowo swoje życie i odnajduje siebie. Czasami zdarza się, że trafiamy na książkę, która wywołuje emocje, myśli i zarazem pobudza do działania. Na mnie właśnie ta książka podziałała motywująco. Czytałam a moje myśli zaczęły swój maraton jak dziecko po zbyt dużej dawce cukru. Olivia i Beth pokazują, że należy robić to co się kocha, walczyć o marzenia, spokój ducha i kochać bezwarunkowo. Książka niewątpliwie pouczająca i poszerzająca horyzonty. Lisa Genova poprzez historię Anthon’ego i jego matki chciała w nas rozpalić iskierkę świadomości i wrażliwości w stosunku do każdej osoby z autyzmem.

„Pamiętaj czego się nauczyłaś, i znów kogoś pokochaj. Znajdź kogoś do kochania i obdarz go bezwarunkową miłością. Po to tu wszyscy jesteśmy.”

Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

wtorek, 28 października 2014

C.J. Daugherty - Zbuntowani


autor: C.J. Daugherty
cykl: Nocna szkoła (tom 4)
tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
tytuł oryginału: Resistance
wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 22 października 2014
liczba stron: 393
kategoria: literatura młodzieżowa

Zbuntowani to czwarty tom znanej sagi Wybrani. Jeśli mieliście okazję czytać poprzednie części to wiecie co się do tej pory działo i czego można się spodziewać tym razem. Zanim zaczęłam czytać, zastanawiałam się czy przypadkiem się nie rozczaruje. Zazwyczaj kolejne części nie należą do najciekawszych. Miałam nadzieje, że czytanie przyjdzie mi z taką samą swobodą jak do tej pory. Od razu zaznaczam, ze podoba mi się okładka, ma w sobie coś mrocznego, ale zarazem coś co pociąga i intryguje. Lubię takie brukowane uliczki i ładne miasteczka. Po ataku Nathaniela szkoła staje się miejscem paranoicznym – jest w niej więcej strażników niż uczniów. Ceną za bezpieczeństwo podopiecznych jest ich wolność.
Zdesperowana Allie zrobi wszystko, by powstrzymać podstępnego wroga. Zgadza się nawet na udział w niebezpiecznych nocnych misjach zorganizowanych przez Lucindę. Carter i Sylvain są gotowi walczyć u jej boku. Obaj ją kochają, lecz dziewczyna musi podjąć jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu. Żaden z nich nie będzie czekać wiecznie.
Mam do tych książek słabość! Czytam je i nie zważam na jakieś tam mankamenty. Podobno, ta część niektórych nie zachwyciła, gdyż nie ma w niej dynamizmu a jest nuda. Jakież było moje zdziwienie, gdy zaczęłam czytać i od razu coś zaczęło się dziać. Bo kto widział, żeby w któraś z tych książek zaczynała się od strzelaniny? No właśnie a tu było małe pif paf i bardzo dynamiczna ucieczka na motorze. Doskonały Sylvain stał się jeszcze doskonalszy, gdyż nie zabił siebie ani Allie. Młodociany James Bond! Lekka ironia? Możliwe. W każdym razie początek zapowiadał ciekawą historię. No a co było dalej? Najpierw musiałam sobie przypomnieć na czym skończyła się poprzednia część by wczuć się w klimat i połapać co się z czym je. I muszę stwierdzić, że po tej jednej akcji potem faktycznie nastał spokój…jedno małe zamieszanie w szkole i dowiadujemy się kto jest zdrajcą. Myślę, że każdy zdążył sam do tego dojść po zachowaniu nauczycieli a szczególnie tego konkretnego. Akcji samej w sobie nie ma co się spodziewać aż do samego końca (jak zwykle zresztą). Końcówka ma w sobie coś emocjonującego, ale bo ja wiem czy nowego? Tragizm, śmierć i dziwne zachowanie Nathaniela. Braciszek naszej Allie też się zamotał i chyba sam już nie wie co jest dobre, a co złe. Co więc wypełnia pustkę w akcji? Ano zawirowania sercowe głównej bohaterki. Powiem szczerze, że to już jest lekko irytujące i nudne. Może i bywa romantycznie, może czasami nijakie – zależy jak kto patrzy – ale już jest przereklamowane w tej serii. Jak można nie wiedzieć, którego chłopaka się naprawdę kocha? Ile można wodzić za nos jednego i drugiego. Z jednym się jest, do drugiego wzdycha. Ten ma świetny akcent, jest mega przystojny i ją kocha, a drugi ją rozumie. Ten wątek zaczynał działać mi na nerwy. Żal mi było tych chłopaków, bo któryś w końcu ucierpi. Teraz coś o fabule. Moim zdaniem trochę się ona wlecze…Po co pisać aż tyle tomów?! Nie lepiej jest podkręcić tempo i zakończyć w trzech lub czterech? Trzymanie czytelnika w napięciu i dawkowanie zdarzeń bywa interesujące, ale bez przesady. Ciągle gonimy za tym „króliczkiem” i dopaść go nie możemy. Mimo wszystko książkę przeczytałam szybko i nawet przyjemnie spędziłam czas. Następny tom też z pewnością przeczytam. Muszę się dowiedzieć jak ze wszystkiego wybrnie Allie i co szykuje dla niej Nathaniel. No i czy wreszcie podjęła decyzję co do Cartera i Sylvaina. Nie chcę się z bardzo rozwodzić na temat fabuły dlatego, że pewnie nie wszyscy czytali poprzednie części. A co to za frajda czytać jak się wie co i jak?! Żadna. Myślę, że spodoba się ona fanom tej sagi a przynajmniej na tyle, że nie rzucą jej od razu w kąt. Mimo tych minusów nie było źle. Czyta się szybko, a bohaterów znamy bardzo dobrze. Może to tylko cisza przed emocjonującą burzą w następnym tomie?! Tego życzę wszystkim fanom tej serii.

Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

czwartek, 23 października 2014

Sarah McCoy - "Córka piekarza"


autor: Sarah McCoy
tytuł oryginału: The Baker's Daughter
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 8 października 2014
liczba stron: 424
kategoria: literatura współczesna

Co powiecie na niesamowitą historię, która nieprzerwanie pachnie świeżym pieczywem? I to aż tak bardzo, że od początku do końca ma się wilczy apetyt. Dla miłośników pierników, bułek i ogólnie czułego podniebienia to będzie nie lada gratka! Córka piekarza autorstwa Sarah McCoy to jedna z nowości Świata Książki. Na tę książkę miałam ochotę, gdy tylko zobaczyłam projekt okładki i przeczytałam opis. Po prostu moja intuicja podpowiedziała mi, że muszę ją mieć i to szybko. Z niecierpliwością czekałam aż wreszcie ukaże się w księgarni. I po raz kolejny przeczucie mnie nie zawiodło, jest nawet lepiej niż przypuszczałam.
W 1945 r. Elsie Schmidt jest naiwną nastolatką, marzącą o swym pierwszym łyku szampana i pierwszym pocałunku. Ona i jej rodzina chronieni są przed skutkami wojny przez wysoko postawionego oficera SS, który chce się ożenić z Elsie. Kiedy w wigilię Bożego Narodzenia na progu jej domu pojawia się mały żydowski uciekinier, dziewczyna musi podjąć dramatyczna decyzję. Sześćdziesiąt lat później, w El Paso w stanie Teksas, Reba Adams zbiera materiał do felietonu świątecznego dla lokalnego czasopisma. Gdy rozpoczyna wywiad z właścicielką niemieckiej piekarni "U Elsie", nie spodziewa się, że wróci tam wiele razy. Usłyszana historia ożywia w niej wspomnienia własnej dramatycznej przeszłości, zaś pytania Reby przypominają Elsie bolesne wydarzenie posępnego, ostatniego roku II wojny światowej. Obie kobiety muszą zmierzyć się z nieprzyjemnymi prawdami z przeszłości i znaleźć w sobie odwagę, by wybaczyć.
Fabuła jest wielowątkowa – trafiamy na chwilę w przeszłość by później trafić do teraźniejszości. Oba te światy (tak niesamowicie różne) są ciekawe, wstrząsające i interesujące. Co łączy obie te kobiety - młodą dziennikarkę i staruszkę po przejściach? Śmierć, trudne dzieciństwo , strach i sekrety. Autorka pokazuje nam nie łatwy świat wojny, trudności napotykane przez zwykłych obywateli i przemoc zadawaną przez własnych rodaków. W ówczesnych czasach natrafiamy na problem nielegalnych imigrantów i znieczulenie. A konkretnie to walkę z nielegalnymi imigrantami, którzy za wszelką cenę chcą się dostać do lepszego świata. Wiele tracą a rzadko coś zyskują. W obu historiach jest człowiek, prawo, marzenia i śmierć. Jest też miłość i empatia. Padają często pytania w stylu: kim jestem? Co powinnam/ powinienem zrobić? Co z zasadami? Prawem?- pytania na które trudno odpowiedzieć szczerze, od razu bez zastanowienia. Autorka opisuje wszystko w tak doskonały sposób, że aż trudno uwierzyć, że jesteśmy zwyczajnymi czytelnikami a nie jedną z postaci biorących udział w wydarzeniu. Postacie są przeróżne i budzą różne emocje. Mnie wstrząsnęła historia młodziutkiej córki piekarza, odważnej, potrafiącej kochać i współczuć. Doceniać ludzkie życie igrając ze śmiercią, nie tylko swoją, ale i całej rodziny. Trudne lata wojny szokują, malują się szarym kolorem i przerażają. Za każdym razem, gdy wracałam do roku 1945 moje serce przyśpieszało. Czekałam aż nadejdzie gestapo, ktoś doniesie, coś się znowu złego stanie. A mały Tobias…niewinny chłopiec o ślicznym głosiku. Ulotny i delikatny, skazany za pochodzenie. To właśnie historia Elsie i Tobiasa mną tak wstrząsnęła. Patrząc na tę książkę widzę sceny z tego okresu, a dopiero po chwili dostrzegam te dziejące się w obecnych czasach. Ze spokojem przenosiłam się do El Paso w Teksasie by skupić się zapachu piekarni, śmiejąc się ze starą już Elsie i jej córką, rozważać narzeczeństwo Reby i pokonywać duchy przeszłości. Tu główną bohaterką jest Reba i jej skomplikowane życie. Jej wybory i marzenia. Czytając tę powieść dostrzegamy to jacy naprawdę byli Niemcy, a raczej jacy nie byli. Nie każdy był robotem gwałcącym, zabijającym, plądrującym. Byli też zwyczajni ludzie, którzy byli zagubieni i walczyli o przetrwanie. Ocalili nie jedno istnienie, podejmowali ryzyko i ginęli z ręki „własnego” żołnierza. Jest to książka, którą zapamiętam na długo, wzrusza i wywołuje wiele emocji. Daje do myślenia. Jej się nie czyta, ją się pożera! Oba światy opisane w tej niezwykłej książce współgrają ze sobą idealnie. Mimo gorzkich chwil, ma ona pozytywny przekaz. Po latach dowiemy się co się stało z Tobiasem, a także to co się stało z siostrą Elsie, Hazel i jej dziećmi.

Nie znalazłam w tej książce ani jednego nudnego zdania, żadnego utartego schematu, który by mnie zirytował. Znalazłam za to idealną powieść, pełną wartości i emocji. I co ważne przyjaźni. Okładka mnie po prostu zaczarowała… A na końcu znajduje się mała niespodzianka – przepisy Elsie na jej pyszności.

Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

środa, 22 października 2014

K. S. Rutkowski - W niewoli seksu


autor: K. S. Rutkowski
wydawnictwo: Novae Res
data wydania: 2014 (data przybliżona)
liczba stron: 136
kategoria: Literatura piękna

Co powiecie na chwilowe zniewolenie? Powiedzmy, że chwilowe bo tylko na 136 stron - W niewoli seksu. Co Wy na to? Muszę przyznać, że sam tytuł jest kontrowersyjny i zachęca do przeczytania. A tym bardziej, że autorem jest K. S. Rutkowski – autor twardej męskiej prozy (nie tylko dla męskiej części czytelników!). Miałam okazję chwilkę wcześniej zapoznać się już z jego twórczością, która mnie w jakiś sposób urzekła, rozbawiła i zaintrygowała. Miałam takie same wymagania co do tej książki.
„W niewoli seksu” to zbiór ostrych opowiadań obyczajowych, których bohaterami są mężczyźni. Znajdziemy tu facetów wikłających się w skomplikowane relacje, zmanipulowanych, cierpiących i gotowych zabić. Przemoc miesza się z seksem, a miłość z nienawiścią. Tutaj spotkamy się w miejscu, gdzie seks stanowi początek drogi, a czasem również jej koniec.
Opis zapowiada coś ciekawego. I faktycznie w książce znajdziecie to wszystko, co jest nam obiecywane w tym krótkim opisie. Te wszystkie opowiadania są stu procentowo męskie, każda literka, przecinek czy kropka. Patrząc oczami mężczyzny mamy szansę poznać jego prosty tok myślenia. Niby prosty a bywa zdradliwy . Na każdym kroku słyszymy, że faceci myślą tym co mają w portkach, że są wzrokowcami i ślinią się na każdą co ładniejszą kobitkę. I faktycznie w tej książce jest wszystko pokazane czarno na białym – facet to typ myśliwego (co niektórzy marzą tylko o polowaniu). Seks bywa przyjemny, ale może nawet kosztować życie. Zastanawialiście się kiedyś do czego może człowieka doprowadzić pożądanie? To po przeczytaniu tej książki znajdziecie na pewno odpowiedź. Czy aby na pewno nie przeceniłam talentu autora? Takie pytanie nasunęło mi się, gdy zaczęłam czytać pierwsze opowiadanie. Po kolejnym znałam już odpowiedź. A po każdym następnym utwierdzałam się w przekonaniu, że autor ma talent. Potrafi czytelnika zainteresować, dać do myślenia, zadziwić i zbulwersować. Chociaż to ostatnie może wynika z tego, że jestem kobietą i co nie co mnie wnerwia? Mam wrażenie, że faceci w tych opowiadaniach są bardzo jedno - kierunkowi natomiast babki mają charakter. Nawet one działają na nerwy! Jaki z tego wniosek? A taki, że autor w doskonały sposób przedstawił postacie, są żywe i budzą emocje. Wszystkie te opowiadania sprowadzają się oczywiście do jednego – do seksu. Lecz każde z nich ma w sobie humor, emocje, coś z kryminału i komedii. Wulgarne słownictwo nadaje charakteru i podkreśla realność postaci. Niektóre fragmenty mogą bulwersować i zarazem śmieszyć.

„- Boże, a ty se tam, k..wa, spokojnie siedzisz, słuchasz tych wszystkich głupot i nie grzmisz. W dzieciństwie co niedziela chodziłem do kościoła i dając na tacę, łożyłem na utrzymanie twoich świątyń. Chyba należy mi się za to jakaś wdzięczność? Natychmiast rusz dupę i strzel piorunem w tę oto głupią kobietę!”

Autor w swojej książce pokazuje inne oblicze, miłości, pożądania, seksu i małżeństwa. Nie lukruje rzeczywistości tylko ją wyostrza. Nadaje osobliwy charakter, by czytelnik zakosztował innego oblicza ludzkości. Od razu uprzedzam, że nie znajdziecie pozytywnych bohaterów – mężczyzn! W tej książce jest tylko prawdziwy samiec alfa i to powielony! Książka jednak trafiła w mój gust, a tym bardziej, że prócz seksu, oryginalności i humoru jest też coś kryminalnego. Które opowiadanie podobało mi się najbardziej? Choćbym chciała nie umiałabym postawić tylko na jedno opowiadanie – jest ich kilka. Oto one: „Numery telefonów”, „Sprawy zawodowe”, Reinkarnacja” i zakończenie w tytułowym (ostatnim) opowiadaniu. Podsumowując: facet, na każdym etapie życia owładnięty jest seksem. Polecam!!!!

„ A więc trochę pieszczot , tych spraw, a potem trach, trach. Puk, puk. BUM. O-o?
- Ej, a co to WŁAŚCIWIE było?
- Przelot amerykańskiego odrzutowca.
-Tak właśnie sobie pomyślałam. I do tego niewidocznego dla radarów.”

Dziękuję autorowi za możliwość przeczytania książki.
Po informacje o autorze i po więcej jego opowiadań zapraszam na stronę http://www.ksrutkowski.pl/

wtorek, 21 października 2014

K. S. Rutkowski - Chiński ekspres


autor: K. S. Rutkowski
wydawnictwo: Wydawnictwo Intro-Druk
data wydania: 2009 (data przybliżona)
liczba stron: 95
kategoria: literatura współczesna

Kiedyś marzyła mi się podróż do Japonii albo do Chin. Interesowała mnie tamtejsza kultura, architektura, kuchnia i ludzie – czyli egzotyka. Dlatego z wielką chęcią od razu sięgnęłam po Chiński ekspres – K. S. Rutkowskiego. Zabrał mnie on na wycieczkę po Chinach i to w doborowym towarzystwie. Od samego początku ta wycieczka zapowiadała się dość emocjonująco i ekstremalnie, zaczynając od sprintu po ogromnym lotnisku. Autor wraz z nastoletnią córką, której marzeniem jest zwiedzanie Chin wyrusza w podróż – niestety lub na szczęście (dla czytelnika) – z kilkunastoosobową wycieczką. Dzięki tej podróży my czytelnicy załapujemy się na „darmowe” zwiedzanie tej podziwianej metropolii. Poznajemy inne oblicze socjalizmu a może chińskiej „trochę innej” demokracji. Systemy panujące w tym kraju są zadziwiające, a „Zaradność” ( przez duże Z) mieszkańców bywa szokująca. Dlaczego? Tego dowiecie się jak przeczytacie. Nie pomyślałabym, że to naród cwaniaczków, który tak dobrze kalkuluje i czaruje językiem. To niebywałe bogactwo i porządek to tylko idealna maska, na użytek turystów. Wszelkiego rodzaju brudy i biedę zamiata się pod dywan. Jakie tak naprawdę są Chiny? Niewątpliwie zadziwiające, szokujące i warte odkrycia. Ten nieobszerny pamiętnik z podróży dostarczył mi nie tylko przygody i wiedzy ale przede wszystkich dużo humoru. I to w najlepszym wydaniu – muszę Wam zdradzić, że czytając śmiałam się do łez. Sarkazm, prostota przekazu, humor i cięty jeżyk z dawką wulgaryzmów to idealny koktajl dla takiego czytelnika jak ja. Całość uzupełniają przemyślenia autora, opis szarej rzeczywistości i ludzkich problemów. Walka z codziennością i smutkami, które czają się tuż za rogiem. Przez całość przebija niebywały realizm. Taka podróż w towarzystwie ojca może być zabawna i niezapomniana, może zbliżyć ojca z córką i to nie tylko podczas wstrząsów ziemi. Można powiedzieć, że jest to idealna książka o tematyce podróżniczej a do tego podkreślić, że nasi autorzy umieją przekonać czytelnika, zainteresować i rozbawić do łez. Jestem totalnie zaskoczona i z czystym sumieniem mogę wszystkim polecić tę książkę.

„- Fater, co się stało? – dociekała młoda. – Dlaczego ci wszyscy ludzie tak nagle zaczęli biec? - Tam jest Jackie Chan. W każdym razie jeszcze przed chwilą był, bo już chyba nic z niego nie zostało.
- Kto?
- Ten aktor. No wiesz… „Pijany mistrz”, „Godziny szczytu”…? Taki inny chiński Bruce Lee.
- A kto to jest Bruce Lee?
[…] - Nieważne. W każdym razie ten biedak tam – pokazałem na wciąż napierający, wrzeszczący, histeryczny tłum – miał dziś niezłego pecha.
- Spróbujemy się tam dopchać? Może i my dostaniemy od tego Bruce’a Lee autograf. Sprzedamy go potem na allegro za dużą forsę.”

Ja wiem kto to jest Jackie Chan – jeszcze zaliczam się do odpowiedniego pokolenia – i dzięki tej podróży z autorem, jego córką i bandą bogatych bufonów (z małym wyjątkiem) natknęłam się na niego na chińskiej ulicy. To taki miły akcent, który wyświetlił mi w głowie najlepsze sceny z filmów z jego udziałem. A uwielbiam tego aktora! Myślę, że każdy znajdzie coś ciekawego w tej książce i wyciśnie z tej podróży ile się tylko da. Myślę, że polscy autorzy zasługują na większą uwagę czytelników i wydawców. Zachęcam do przeczytania!

Bardzo dziękuję autorowi za możliwość przeczytania książki.

poniedziałek, 20 października 2014

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Tajemnica


autor: Michelle Hodkin
cykl: Mara Dyer (tom 1)
tytuł oryginału: The Unbecoming of Mara Dyer
wydawnictwo: YA!
data wydania: 10 września 2014
liczba stron: 412
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Ostatnimi czasy w moje ręce trafiały kryminały, raz nawet thriller – czyli mroczniejsze klimaty. Postanowiłam jednak urozmaicić sobie czytanie i sięgnąć po coś zupełnie innego. Fantastyka, paranormal romance - Mara Dyer. Tajemnica autorstwa Michelle Hodkin. Rzadko zdarza mi się teraz czytać coś z tego klimatu, dlatego postanowiłam nadrobić zaległości a tym bardziej, że jest ona „podobno dobra”. Na samym wstępie nawiąże do okładki. Na pierwszy rzut oka jest mroczna, dziwna a zarazem ma w sobie tą obiecaną tajemnice. No i prawdę mówiąc nie tylko okładka.
W tajemniczych okolicznościach giną dwie dziewczyny, przyjaciółki głównej bohaterki. Wygląda na to, że ich śmierć została przepowiedziana, ktoś wiedział co si się wydarzy. Powieść z paranormalnym twistem i przesłaniem: pozory mylą. Spodoba się nastolatkom płci żeńskiej, szczególnie, że główna bohaterka – wbrew przestrogom - zakochuje się w najbardziej nieodpowiednim i intrygującym chłopaku ze szkoły.
Sam początek zaczyna się ciekawie, oświadczenie głównej bohaterki szokuje, dziwi, zachęca do poznania reszty. Jednym słowem zaczyna się obiecująco . Jednak po kilku kartkach zdajemy sobie sprawę, że historia opiera się na dobrze znanym nam już w książkach tego typu „rusztowaniu”. Już tłumaczę o co mi chodzi. Nastolatka z problemami (lub tak jak w tym wypadku po tragedii) przenosi się w nowe miejsce i trafia do nowej szkoły. Oczywiście od razu trafia na najprzystojniejszego faceta w całej szkole (a on oczywiście jej nie „olewa” ). Całą resztę możemy odgadnąć. Odwykłam od czytania miłosnych podbojów nastolatek, ale postanowiłam czytać dalej, gdyż historia nabierała tempa a ja chciałam się dowiedzieć co też wydarzyło się tej nocy, gdy Mara miała „wypadek”. Między czasie moja intuicja podpowiadała mi, że chłopak też skrywa jakąś tajemnicę – musiałam tylko odkryć jaką. No i odkryłam. Czy byłam zdziwiona? Myślę, że tak – w każdym razie się nie rozczarowałam. Sam romans jest dla mnie połączeniem młodzieńczej miłości i chęci odkrycia własnych zagadek. Jedno przeradza się w drugie. Co z tajemnicą naszej głównej bohaterki? Czy fragmenty układanki i koszmarów złożyły się w całość? Owszem i powiem, że można się było tego domyślić czytając. Jednak dowiadujemy się co spowodowało lawinę tragedii z niedalekiej przeszłości. Całość wydaje się momentami dziwna, gdyż sami nie wiemy co jest iluzją, halucynacją a co prawdą. Czytając sami mamy nie raz wrażenie że zwariowaliśmy. Końcówka jest emocjonująca a zakończenie daje apetyt na więcej. Takiego zakończenia się nie spodziewałam i jestem ciekawa co nastąpi dalej. Jak potoczą się losy naszej bohaterki. Ile jeszcze osób zginie??? Czy osoba, którą na końcu spotykamy jest całkowicie realna i czy budzi jakiś strach?! Mogę się tylko domyślać co będzie dalej. Jeśli chodzi o postacie to nie jestem jakoś zaskoczona żadną. Oryginalna jest Mara ze swoją przypadłością i kotłującymi się myślami. Wyjątek stanowi gostek, którego widzimy na samym końcu, myślę, że to on będzie stanowił klucz w dalszej części. Całość wpleciona jest w dobrze znaną fabułę co na początku zastanawia, osłabia zapał, ale potem robi się coraz ciekawiej. Pomysł sam w sobie jest ciekawy i jeśli drugi tom będzie na takim poziomie to będzie dobrze. Myślę, że autorka ma pole do popisu może sprawić, że akcja stanie się bardziej dynamiczna i emocjonująca. Mam nadzieje, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku a nie przerodzi się w typowy dobrze znany scenariusz tego typu książek. Niewątpliwie książka zasługuję na uwagę a szczególnie tych czytelników, którzy lubią takie klimaty.

Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

sobota, 18 października 2014

Éric-Emmanuel Schmitt - Oskar i pani Róża


autor: Éric-Emmanuel Schmitt
tłumaczenie: Barbara Grzegorzewska
tytuł oryginału: Oscar et la dame Rose
wydawnictwo: Znak
data wydania: 7 listopada 2011
liczba stron: 88
kategoria: literatura współczesna

Kilka lat temu przeglądałam Internet w poszukiwaniu ciekawej książki, tym sposobem natrafiłam na Oskara i panią Różę. Opis mnie zainteresował i chciałam ją kupić jednak zrezygnowałam. Sama nie wiem dlaczego, odłożyłam ją na później, zapomniałam o niej. Wyobraźcie sobie moją radość, gdy otworzyłam paczkę i zobaczyłam w niej właśnie tę książkę. Byłam zaskoczona, zadowolona i uśmiechnęłam się do męża tak promiennie jak się dało (bo to Jego zasługa) . Wiedziałam, że jeszcze tego samego dnia ją przeczytam. I tak też zrobiłam. Jak pewnie większość z Was wie ta książka to właściwie jest książeczka na raz. A może to tylko ja mam takie tyły i wszyscy inni już ją przeczytali???
Czy w ciągu dwunastu dni można poznać smak życia i odkryć jego najgłębszy sens? Dziesięcioletni Oskar leży w szpitalu i nie wierzy już w żadne bajki. Wtedy na jego drodze staje tajemnicza pani Róża, która ma za sobą karierę zapaśniczki i potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji...
Tę wzruszającą książkę rozpoczyna list autora do polskich czytelników, w którym wychwala Polaków i podkreśla, że odkrył nasz kraj dzięki Oskarowi. W tej niezwykłej, osobistej przedmowie zawarty jest powód dla którego Eric – Emmanuel Schmitt postanowił poruszyć temat tabu i opisać historię chorego, umierającego chłopca. Od samego początku Oskar nas czaruje, nie da się go nie lubić, używa mocnego, szczerego słownictwa, które szokuje i śmieszy. Mimo powagi sytuacji, nie raz się uśmiechnęłam, a to wszystko dzięki temu chłopczykowi i pani Róży, która pomogła mu przejść przez to piekło i ułatwiła mu te ostatnie dni. Szczerość chłopca jest naprawdę rozbrajająca a jego tok ,myślenia i bystrość przerósłby niektórych dorosłych. Ten umierający chłopiec ma odwagę, siłę, wiarę i poczucie humoru. Ma lepsze i gorsze dni… Książeczka składa się z listów Oskara do Pana Boga, w których nakreśla mu sytuację, opowiada każdy kolejny dzień i prosi go o spełnienie jednej prośby dziennie. A swój pierwszy list rozpoczyna tak:

„ Mam na imię Oskar, mam dziesięć lat, podpaliłem psa, kota, mieszkanie (zdaje się nawet, że upiekłem złote rybki) i to jest pierwszy list, który do Ciebie wysłałem, bo jak dotąd, z powodu nauki nie miałem, czasu. Uprzedzam Cię od razu: nienawidzę pisać. Muszę mieć naprawdę ważny powód. Bo pisanie to bzdura, odchyłka, bezsens, jajo. To lipa. W sam raz dla dorosłych.”

Od razu polubiłam tego chłopca, by potem go pokochać. Jego listy sprawiły, że uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Nieraz się zawstydziłam i prawie poryczałam. W ciągu dwunastu dni, które dzieliły go od śmierci, poznał smak całego życia i to dzięki cioci Róży i jej mądrej zabawie (jeden dzień =10 lat życia). Oskar poznał i docenił całe życie, czyli zrobił coś czego nie robimy my, albo nieliczni z nas.

„Gdybyś mnie zastał śpiącego, nie wahaj się mnie obudzić. Byłoby głupio, gdybyśmy się nie spotkali z powodu jednej minuty, nie uważasz?”

Przez te kilkadziesiąt stron zaprzyjaźniłam się z Oskarem, widziałam go oczami wyobraźni. Każdy dzień z jego życia mnie pochłaniał, a do pani Róży czułam ogromną sympatię. Tyle zdań mi się podobało, że aż nie mogłam się zdecydować, które z nich umieścić w recenzji! Ta książka pełna jest takich szczerych perełek, łez, strachu. Tak jak ja zaprzyjaźniłam się z Oskarem tak on zaprzyjaźnił się z Bogiem. Sama nie wiem co mam więcej napisać, żeby opisać jej siłę, sens i piękno. Jak dla mnie jest to książka, którą pochłania się szybko, ale powraca do niej przez całe życie. Warto ją przeczytać, warto poznać tego niesamowitego chłopca, który porusza serce. Oczywiście na końcu uroniłam łezkę i do teraz nie przestaję myśleć o Oskarze.

„Będę wciąż panią Różą, która odwiedza chore dzieci, ale nie będę już ciocią Różą. Byłam nią tylko dla Oskara.”

piątek, 17 października 2014

Mia March - Klub filmowy Meryl Streep

Zdjęcie książki upiększa dzieło mojej chrześnicy :)

autor: Mia March
seria: Leniwa Niedziela
tytuł oryginału: The Meryl Streep Movie Club
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 29 stycznia 2014
liczba stron: 432
kategoria: literatura współczesna

Klub filmowy Meryl Streep to jest książka, którą upatrzyłam sobie już jakiś czas temu lecz dopiero teraz ją przeczytałam. Poszłam za głosem serca, instynktu za intuicją czy za czym tam jeszcze można pójść. Kusiła mnie, gdy tylko zerkałam na półkę gdzie było jej miejsce. Zastanawiam się co mnie tak bardzo przyciągało okładka czy postać Meryl Streep?! Okładka jest po prostu rewelacyjna, niby zwyczajna a jednak ma w sobie coś i pasuje do całości. Natomiast jeśli chodzi o słynną Meryl Streep to ją uwielbiam i cenie sobie jej talent aktorski a po przeczytaniu tej książki też mam w zamiar zrobić sobie taki seans filmowy.
Trzy siostry - dwie rodzone i jedna cioteczna - dorastające w cieniu tragedii, jaka przed kilkunastu laty dotknęła ich bliskich, zostają wezwane przez matkę ostatniej z nich do prowadzonego przez nią pensjonatu, gdzie otrzymują szokującą wiadomość. Isabel, June i Kat nieoczekiwanie zamieszkują w jednym pokoju na poddaszu pensjonatu. Lolly, ciotka dwóch pierwszych i matka trzeciej, prosi je o pomoc i zaprasza do uczestniczenia w cotygodniowym wieczorze filmowym. W pensjonacie trwa właśnie miesiąc filmów z udziałem Meryl Streep. Każda z kobiet spogląda na swoje życie przez pryzmat oglądanych filmów i na własnej skórze doświadcza magii kina.
Po przeczytaniu tego opisu w mojej wyobraźni stworzył mi się obraz wydarzeń i muszę przyznać, że mniej więcej trafiłam w sedno. Historia kobiet opisanych w tej książce podnosi na duchu, wzrusza, bawi i intryguje. Przez 21 rozdziałów mamy narracje trzech sióstr (na przemian Isabel, June i Kat) tylko prolog pozwala nam zerknąć okiem Lolly i nakreślić trochę sytuację by pod koniec poznać więcej a w zasadzie wszystko. Najważniejszym przesłaniem zawartym w tej książce jest odkrycie „Własnego ja”. Żyć w zgodzie ze sobą, wziąć życie w swoje ręce. Czasami warto spojrzeć na własne życie i się nad nim zastanowić. Kolejnym ważnym zagadnieniem a może nawet równie ważnym jest rodzina – z pozoru może być tylko na papierze, ale w trudnej sytuacji wszystko się może zmienić. Piękne jest to jak wszystko może się zmienić i to w momencie, gdy wydaje się nam, że jest źle. Postrzeganie własnego życia przez pryzmat filmów jest ciekawe, pouczające a co ważne daje możliwość dyskusji i otwarcia się przed innymi. Czytając mamy wrażenie, że jesteśmy jednym z gości pensjonatu, albo bliskim obserwatorem. Co prawda przejrzałam kilka wątków. Wiedziałam dlaczego Lolla wezwała „córki” do pensjonatu. Przeczuwałam dlaczego nie doszło do spotkania June i Johna. Mimo to nie czułam się ani trochę rozczarowana, wręcz przeciwnie. Spotkałam moją rówieśnicę Kat, która miała problem z określeniem kim tak naprawdę jest i co czuje. Była doskonałym cukiernikiem a na jej łakocie nieustannie miałam apetyt (lubię łakocie i czytając ciągle czułam zapach muffinek i chętnie bym je zjadła). Miała marzenia a jednym z nich był wyjazd do Paryża – czyli dokładnie tak jak ja. A co z mężczyznami? Pojawiają się i mają swoje miejsce, są elementem życia kobiet. Skoro są mężczyźni są i namiętności, romanse, zdrady jest i śmierć. Jest też podstępne i bezwzględne choróbsko – rak, w tym wypadku trzustki.

Książka jest niezwykle klimatyczna, wzruszająca, rodzinna i kobieca. Można by powiedzieć, że życiowa. Zdradzona żona, samotna matka, niepewna narzeczona i kobieta, która sama siebie ukarała. Historia mimo wszystko optymistyczna i zaskakująca. Klimat filmowy jest tutaj wątkiem jakby przewodnim, na nim opiera się fabuła. W przeszłości znajdujemy ukojenie. Od dzisiaj ta książka stanie się jedną z moich ulubionych i chętnie do niej wrócę. Taką Leniwą Niedzielę uwielbiam!

Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

środa, 15 października 2014

Arthur Conan Doyle - Studium w szkarłacie

autor: Arthur Conan Doyle
tłumaczenie: Ewa Łozińska-Małkiewicz
tytuł oryginału: A study in scarlet
wydawnictwo: Algo
data wydania: 2013 (data przybliżona)
liczba stron: 178
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Po nowince literackiej prosto z Islandii, naszło mnie na coś klasycznego. Potrzebowałam takiego „literackiego przecinka”, który pozwoli mi zakosztować dobrze znanego i lubianego towarzystwa. Studium w szkarłacie połknęłam na raz – czyli miano przecinka pasuje tutaj idealnie. Dlaczego z mrocznego kryminału przeskoczyłam do klasycznego kryminału? Pytanie dobre i sama się nad tym zastanawiam. Dlaczego Holmes? Może dlatego, że ciągle słyszę reklamę filmu w telewizji, a może dlatego, że lubię zarówno Holmesa jak i Watsona i chętnie przenoszę się do domu na Baker Street. Wreszcie miałam okazję przeczytać całą powieść o słynnym detektywie a nie tylko zbiór krótkich opowiadań. Jest to książka którą przywiozłam z Krakowa i która czekała sobie cierpliwie na swoją kolej.
W "Studium w szkarłacie" Sherlock Holmes i jego wierny towarzysz doktor Watson prowadzą śledztwo dotyczące dwóch makabrycznych zbrodni w Londynie. Ślady prowadzą wiele lat w przeszłość do Ameryki, sekty mormonów i zemsty za zło sprzed wielu lat...
Od razu muszę zaznaczyć, że ta zbrodnia z korzeniami zatopionymi w głębokiej przeszłości mnie zaskoczyła. Totalnie byłam w szoku, gdy po skończeniu części pierwszej natrafiłam na odludne rejony Ameryki i nieznanych mi bohaterów. Nie spodziewałam się odrębnej historii, liczyłam na ciągły udział „doktorka” i detektywa a nie na społeczeństwo mormonów, które okazuje się być gorsze niż włoska mafia. Jednak w miarę czytania pokojarzyłam fakty i się wciągnęłam. Nawet mi się w miarę spodobało, gdyż mogłam się dowiedzieć jakie jest podłoże tej zbrodni. Ciągle miałam nadzieje, że nie będzie aż tak tragicznie, jednak się pomyliłam. Akcja jest dość dynamiczna, lata i miesiące uciekają szybko a zagrożenie rośnie. Druga część jest zupełnie inna od pierwszej i sama nie wiem czy to lepiej czy gorzej. Z punktu widzenia jakości tej historii to lepiej, gdyż czytelnik łatwiej sobie przyswoi pewne fakty. Jednak jeśli ktoś przywyknął do klimatów towarzyszących Holmesowi w Londynie to czuje się tak jak na „prawdziwej pustyni”. Po raz kolejny zostałam zaskoczona pod koniec książki – bardzo pozytywnie- a mianowicie znów mogliśmy śledzić wszystko razem z narracją Watsona. Oczywiście szanowny i pewny siebie Sherlock Holmes zagadkę rozwiązał, zbrodniarz został pojmany a zasługi trafiły do… Studium w szkarłacie to cieniutka książeczka, dzięki której docieramy do tego jak zrodziła się przyjaźń między tymi panami jak i zarówno poznać trochę historii z życia Watsona. Jak dla mnie w sam raz, gdyż nigdy tak konkretnie nie udało mi się na to natknąć. Jak zwykle autor idealnie naświetlił wszystkie postacie. Tak często Holmes nazywał swojego nowo poznanego przyjaciela mianem „doktorka”, że mi samej weszło to już w nawyk. Jak już wspomniałam książeczka jest cieniutka, więc w sam raz na jedno popołudnie. Czyta się szybko i przyjemnie a wyjaśnienie Holmesa dotyczące jego dedukcji (czyli jak krok po kroku doszedł do rozwiązania zagadki śmierci dwóch dżentelmenów) jest zadziwiające i spójne. Nie ma się do czego doczepić. Na mojej półce czeka jeszcze jedna książka dotycząca Holmesa i Watsona (trochę grubsza, lecz chyba niewiele) więc liczę na kolejną dawkę dobrego towarzystwa i burzy mózgów.

piątek, 10 października 2014

Yrsa Sigurdardóttir - Niechciani


autor: Yrsa Sigurdardóttir
tłumaczenie: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska
tytuł oryginału: Kuldi
wydawnictwo: Muza S.A.
data wydania: 2 września 2014
liczba stron: 336
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Yrsa Sigurdardóttir mówi Wam to coś? Ja nie miałam pojęcia o istnieniu tej kobiety – o tak skomplikowanym nazwisku – zanim jej książka trafiła w moje ręce. Okazało się, że to najsłynniejsza Islandzka autorka książek dla dzieci oraz że jest królową powieści kryminalnych. Na swoim koncie ma książki takie jak : Trzeci znak, Weź moją duszę, W proch się obrócisz, Lód w żyłach, Spójrz na mnie, Pamiętam cię czy Statek śmierci. Z wyjątkiem Pamiętam cię reszta tworzy cykl, który łączy główna bohaterka Thora. Ja jednak zapoznałam się z twórczością autorki od książki, która nie pojawiła się w wyżej napisanym ciągu – Niechciani . Przyciągała mnie jak magnes, jak tylko dowiedziałam się co jest napisane na okładce. Podobno …
„Historia mrożąca krew w żyłach. Można ją czytać tylko wtedy, gdy okna i drzwi są zaryglowane.”
Może to zwyczajny chwyt reklamowy, ale się skusiłam. Poczułam chęć na dreszczyk emocji i chciałam sprawdzić na własnej skórze czy to co przeczytałam jest prawdą. Czy może być aż tak strasznie? Zapoznałam się z opisem i miałam jeszcze większy apetyt.
Ódinn zamieszkał sam z jedenastoletnią córką Rún po śmierci byłej żony, która wypadła z okna. Ale ojciec i córka nie są ze sobą zżyci…Pewnego dnia otrzymuje w pracy nowe zadanie: ma ustalić, co działo się wiele lat temu w Krókur, położonym na odludziu i zamkniętym domu wychowawczym dla chłopców. Bada między innymi sprawę śmierci dwóch z nich – chłopcy w tajemniczych okolicznościach udusili się spalinami w samochodzie. Im bardziej Ódinn zagłębia się w tę sprawę, tym częściej wydaje mu się, że dopadają go upiory z przeszłości. Czy przedwczesna śmierć jego żony ma z tym coś wspólnego? Ódinn rozpaczliwie poszukuje odpowiedzi na to pytanie i czuje, że atmosfera grozy narasta…
Prawda, że zapowiada się ciekawie? Zabrałam się do czytania, otworzyłam książkę i … natrafiłam na spis postaci a zaraz za tym na „koniec”. Lekko zdziwiona czytałam dalej. Zastanawiając się nad zakończeniem na początku. Moje myśli szybowały w kierunku jednego pytania. W jakiej książce natknęłam się na coś podobnego? Potem nasunęło się kolejne pytanie. A może to tylko jeden z wariantów i autorka potem go zmieni? Postanowiłam cierpliwie poczekać na rozwój wydarzeń. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy prócz tego „końca na początku” to ciężka, mroczna atmosfera. Nie było wyczuwało się nic lekkiego czy choćby ociupinę wesołego. Zresztą im dalej tym ciężej i chyba nawet nie mogę przytoczyć nic co by miało rozjaśnić tą szarość. Historia opowiadana nam jest przez dwie osoby, przez Ódinna, który próbuje rozwikłać tą zagadkę w obecnym czasie i Aldís, która opowiada nam wydarzenia z roku 1974. Rozdziały się przeplatają i mamy równą relację wydarzeń. Poznajemy krok po kroku przeszłość i akcję w przyszłości. Obie kryją w sobie tajemnicę. Obie momentami przyprawiają o ciarki na skórze. W czasie teraźniejszym mamy do czynienia z zagadką i dokumentami. Z dwoma zapisanymi imionami i postawionymi przy nich krzyżykami i tajemniczym zdjęciu, które wywołuje ciarki. W przeszłości poznajemy te dwie postacie „osobiście”. Podobno autorka umie budować napięcie tak samo jak Stephen King czego nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć, gdyż nie miałam okazji czytać książek wspomnianego autora (co mam w planach nadrobić już niedługo). Mogę jedynie powiedzieć, że napięcie jest wyczuwalne, momentami rośnie a człowiek staje się bardziej wyczulony. Niektóre fragmenty przyprawiają o przyspieszone bicie serca, ma się wrażenie, że siedzimy w tej piwnicy razem z bohaterką powieści. Widzimy wszystko oczami bohaterów by potem się wycofać i obserwować z dystansem. Atmosfera jest ciężka, barwy szare a bohaterowie co najmniej dziwni. Nikt nie tryska optymizmem, humorem, nadzieją – może tylko poza Baldurem i jego żoną. Postacie są szare, zagadkowe, szalone a niektóre niezwyczajne. Najbardziej rzuca się w oczy portret psychologiczny Aldís, gdyż następuje w niej zmiana a emocje są niezwykle wyczuwalne. Plusem tej powieści jest niewątpliwie umiejętne dawkowanie informacji przez autorkę. Nie dowiadujemy się od razu co się stało. Jesteśmy o krok do tyłu w porównaniu z bohaterami. Bywa to momentami irytujące, co też jest plusem, gdyż wyzwala emocje w czytelniku i ewidentnie intryguje i wyzwala chęć poznania sekretu, wydarzenia, listu. Narracja pozwala nam zaspokoić wyobraźnię, która doszukuje się obrazu otoczenia i bohaterów – więc to też jest plus. Zastanawia mnie tylko jedno -taki szczególik. Jak kobieta idąca w ciemności może dojrzeć otwarte drzwi a tym bardziej mokre ślady stóp na podłodze? Mało kto pod osłoną nocy (w zimie) ma aż taki dobry wzrok. Co do tych drzwi to jeszcze zrozumiem, gdyż śnieg rozjaśnia otoczenie, ale te ślady? Fakty da się w miarę szybko połączyć – nie wszystkie, ale jednak. Zakończenie wbrew temu co przeczytałam na początku jest zaskakujące i nasuwa kolejne pytania. Co dalej? Czy będzie kolejna ofiara? Zagadkowa nie jest tu tyle postać byłej żony Ódinna co jego córki Rún. Podsumowując książka jest naprawdę dobra i aż się dziwię, że wcześniej nie trafiłam na żadną książkę tej autorki. Dreszczyk mi się udzielił, chociaż nie byłam typowo przerażona (może dlatego, że nie byłam sama w domu?!). Myślę jednak, że ta historia może pobudzić struny strachu, i wywołać „halucynacje” słuchowe i wzorkowe. Mam na myśli przewrażliwienie na szmery i tego typu rzeczy podczas nocnego czytania. Pozostaje pytanie… Czy warto szukać odpowiedzi w przeszłości?

„Gdy dochodzi do przestępstwa, zawsze ktoś ponosi karę, tylko zwykle nie ten, kto zawinił.”

środa, 8 października 2014

Robert Galbraith - Jedwabnik

autor: Robert Galbraith
cykl: Cormoran Strike (tom 2)
tłumaczenie: Anna Gralak
tytuł oryginału: The Silkworm
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 15 września 2014
liczba stron: 480
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Wreszcie po tygodniu czytania dobrnęłam do końca. Dopadło mnie chyba jakieś przesilenie jesienne w połączeniu z czytelniczym. Ale może to i dobrze, bo mogłam delektować się książką zdecydowanie dłużej. Jedwabnik - bo o nim mowa – to książka na którą czekałam, jak tylko ujrzałam zapowiedź. Wołanie kukułki – czyli pierwsza część przygód Cormorana Strike’a – zrobiło na mnie pozytywne wrażenie i wyostrzyło mój apetyt na dalszy ciąg i kryminały. Jeśli, ktoś nie czytał to zachęcam. Wracając jednak do Jedwabnika…
Pisarz Owen Quine zaginął. Jego żona zleca sprawę prywatnemu detektywowi Cormoranowi Strike’owi. Kobieta sądzi, że mąż potrzebował kilku dni dla siebie, jak to zdarzało się już wcześniej. Strike ma go odnaleźć i sprowadzić do domu. W trakcie śledztwa okazuje się, że powód zniknięcia Quine’a może być znacznie poważniejszy niż podejrzewa żona. Pisarz właśnie ukończył rękopis będący jadowitym portretem niemal wszystkich jego znajomych. Gdyby książka została opublikowana, zrujnowałaby niejedno życie, więc wielu osobom mogło zależeć na uciszeniu autora. A kiedy ten zostaje odnaleziony – brutalnie zamordowany w dziwacznych okolicznościach – rozpoczyna się wyścig z czasem, by zrozumieć motyw bezwzględnego zabójcy, zabójcy, jakiego Strike do tej pory nie spotkał…
Zawsze porównuje się tom pierwszy z drugim, tak też i tym razem podświadomie próbowałam określić, która książka była lepsza. Mam wrażenie, że tamta zbrodnia była „czystsza”, żeby nie powiedzieć delikatniejsza. I jeśli spojrzycie na oba te przypadki to faktycznie przelew krwi i drastyczność w drugim tomie jest większa. Niewątpliwie jest to morderstwo doskonale zaplanowane, okrutne i budzące mdłości. Cała fabuła jest doskonale stworzona, zwalnia by następnie przyśpieszyć. Pod koniec autor nie zdradza wszystkiego – detektyw tylko wspomina o swoich podejrzeniach i wtajemnicza swoją asystentkę w sprawę, ale nie nas – czytelnik nabiera jeszcze większego apetytu. Główkujemy i wkurzamy się, że na finiszu nie poznajemy szczegółów. Muszę przyznać, że to jest idealny zabieg, który ma na celu pobudzić nas do aktywności dedukcyjnej i przygotowuje do zaskakującego zakończenia. To jest bardzo duży plus tej powieści. Nie ma przewidywalności. Grono podejrzanych jest dość duże, więc mamy w czym wybierać. Śledztwo zaczęło się dość spokojnie i przyznaję, że nie poczułam dreszczyku emocji, jednak wszystko się zmieniło i byłam zaintrygowana. Jeśli chodzi o stałych bohaterów, to zbyt dużego zaskoczenia nie ma. Postacie są bardzo intrygujące, nie są puste i nijakie. Z opisów możemy sobie je łatwo wyobrazić. Tak po prawdzie, trudno do którejś zapałać sympatią (z wyjątkiem Cormorana i Robin). Nie zabraknie też charakterystycznego mocnego słownictwa, które nadaje naturalności całej historii. Wyobraża sobie ktoś cukierkowaty świat zbrodni? Ja nie. Jeśli zaś chodzi o stosunki naszego słynnego detektywa i jego asystentki to nasunęło mi się skojarzenie z innym słynnym detektywem i jego asystentem. Mam na myśli Sherlocka Holmesa i Watsona jedno drugie uzupełnia. Rodzi się coś więcej, stosunki się zmieniają, widać uczucia – nie mam tu na myśli romansu! Chociaż ta para by do siebie pasowała. Podsumowując Jedwabnik to kryminał na wysokim poziomie, z okrutną zbrodnią w tle. Nie udało mi się odgadnąć kto jest mordercą. Jednak jak tak teraz łącze ze sobą fakty, to widzę, że byłam ślepa. Cieszę się, że dopadło mnie to owe „przesilenie”, gdyż mogłam delektować się dobrą książką. Wszystko oparte jest na delikatnych tematach – sfery seksualne, samobójstwa, odrzucenie, HIV a do tego niesamowita intryga. Szata graficzna podoba mi się, gdyż ma w sobie coś z tajemnicy i jest utrzymana w ciepłej barwie – w przeciwieństwie do poprzedniej, która była w chłonnej tonacji, lecz równie tajemniczej a nawet bardziej zadziornej. Ma, ktoś ochotę na burzę mózgów ówczesnego Holmesa? W takim razie gorąco polecam.

„[…] kim może być ten morderca, ten czarci pies, ten diabeł?„

No właśnie kim? Zdradzaną żoną? Kochanką? Byłym przyjacielem? Staruszką – agentką? Hermafrodytą? Wydawcą a może pijakiem z rogami? Wyliczanka trwa, pozory mylą a zbrodnia wydaje się doskonała.

Ocena 9/10

Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

środa, 1 października 2014

Podsumowanie września i październikowe chciejki.


No i mamy jesień – co prawda nie złotą, ale Polską. Na mnie jesień wpływa melancholijnie, ale ma jedną pozytywną stronę. Długie wieczory, które sprzyjają czytaniu książek (do tego herbatka z cytrynką lub dobre winko, kocyk i zapachowe świecie). Z okazji nadejścia nowej pory roku, postanowiłam odświeżyć swój wygląd i zrobić małą metamorfozę – czyli kolejny pozytyw szarej pogody i mniejszej temperatury. Czas na podsumowanie letnio- jesiennego miesiąca czyli września. Wydaje mi się, że w tym miesiącu zdecydowanie obrałam kurs na kryminał. Ostatnio ciągnie mnie w tym kierunku, a żeby nie było monotonnie to przeplatam ten gatunek kobiecą literaturą i dobrym romansem.
Przeczytane książki: 7 

- Arthur Conan Doyle - Przygody Sherlocka Holmesa
- Gayle Forman - Zostań, jeśli kochasz
- Olga Rudnicka - Martwe Jezioro
- Trixi von Bülow - Niech w końcu coś się zdarzy
- Guillaume Musso - Jutro
- Nora Roberts - Trzej bracia
- Agatha Christie - I nie było już nikogo

Najlepsza przeczytana książka:

Agatha Christie - I nie było już nikogo
oraz
Guillaume Musso - Jutro

Rozczarowanie:

Trixi von Bülow - Niech w końcu coś się zdarzy

Liczba wyświetleń we wrześniu:

10 682

To teraz czas na tytuły, które przykuły moją uwagę w październiku :)

Tak krucho - Tammara Webber
Drugi tom bestsellerowego „Tak blisko…” Tamary Webber, historia, która wywróci twoje życie do góry nogami.
Będąc dzieckiem, Lucas Maxfield wierzył, że przyszłość jest otwartą księgą pełną cudów i z ufnością czekał na kolejny dzień… Jeden z tych dni okazał się końcem jego życia. Po tragedii, która dotknęła jego rodzinę, Lucas zwątpił we wszystko, w co kiedyś wierzył. Choć ze wszystkich sił starał się zapomnieć o przeszłości, ta nie przestała go prześladować.


Zbuntowani - C.J. Daugherty
Po ataku Nathaniela szkoła staje się miejscem paranoicznym – jest w niej więcej strażników niż uczniów. Ceną za bezpieczeństwo podopiecznych jest ich wolność.Zdesperowana Allie zrobi wszystko, by powstrzymać podstępnego wroga. Zgadza się nawet na udział w niebezpiecznych nocnych misjach zorganizowanych przez Lucindę. Carter i Sylvain są gotowi walczyć u jej boku. Obaj ją kochają, lecz dziewczyna musi podjąć jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu. Żaden z nich nie będzie czekać wiecznie.
Córka piekarza - Sarah McCoy
Bestseller „New York Timesa”, w którym współczesna akcja jest równie fascynująca jak zawarta w nim opowieść z czasów wojny. El Paso w Teksasie i Garmisch w Niemczech tworzą razem niespodziewaną harmonię smaków.W 1945 r. Elsie Schmidt jest naiwną nastolatką, marzącą o swym pierwszym łyku szampana i pierwszym pocałunku. Ona i jej rodzina chronieni są przed skutkami wojny przez wysoko postawionego oficera SS, który chce się ożenić z Elsie. Kiedy w wigilię Bożego Narodzenia na progu jej domu pojawia się mały żydowski uciekinier, dziewczyna musi podjąć dramatyczna decyzję.
 Gdzie jesteś, Jimmy? - Caroline Leavitt
Rok 1956. Ava Lark z dwunastoletnim synem Lewisem wynajmuje dom w atrakcyjnym miejscu, przedmieściach Bostonu. Jest piękną rozwiedzioną Żydówką i kobietą pracującą. Sąsiedzi okazują się niezbyt życzliwi. Lewis tęskni za nieobecnym ojcem i przyjaźni się z dziećmi, które także wychowują się bez ojca: Jimmym i Rose. Pewnego popołudnia Jimmy znika. Sąsiedzi – ogarnięci zimnowojenną paranoją – wykorzystują okazję, by jeszcze bardziej odsunąć się od Avy i jej syna. Po latach, gdy Lewis i Rose znowu się spotykają, usiłując rozwikłać tragiczną zagadkę, muszą zadecydować: czy powinno się mówić prawdę, nawet jeśli rani ukochane osoby, czy też pewne tajemnice lepiej zostawić pogrzebane na zawsze?
 Szukaj mnie wśród lawendy - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Czy można zapomnieć o przeszłości, o stracie zaufania, o niedotrzymanych obietnicach, wreszcie o zdradzie? Każdy zasługuje na drugą szansę, czy takim dobrodziejstwem Zuzanna obdarzy Roberta? A może nie tak łatwo zamknąć karty przeszłości i napisać nową opowieść o wspólnej przyszłości? Piękna Dalmacja Południowa, malowniczy Półwysep Pelješac, trzy siostry, trzy historie, trzy miłości. Zuzanna to pierwszy tom trylogii o uczuciach, o tym jak życie jest ulotne, o tym jak łatwo zniszczyć wszystko to, co w nim cenne i jak potem trudno to odzyskać.



Tęsknię za tobą - Harlan Coben

Detektyw nowojorskiej policji, Kat Donovan, przeglądając profile na portalu randkowym, natrafia na zdjęcie byłego narzeczonego, który osiemnaście lat temu porzucił ją i złamał jej serce. Dawny ukochany nie chce jednak odnawiać znajomości. Co więcej, wygląda na to, że Jeff jest powiązany z gangiem oszustów zajmujących się porywaniem, okradaniem i mordowaniem ludzi zwabionych wizją płomiennego romansu w internecie. Niewykluczone też, że to on stoi za zabójstwem ojca Kat.


A już niedługo recenzja "Jedwabnika" :)