piątek, 28 listopada 2014

Abigail Anne Gibbs - Mroczna bohaterka. Jesienna róża


autor: Abigail Anne Gibbs
cykl: Mroczna Bohaterka (tom 2)
tłumaczenie: Bończyk Stanisław
tytuł oryginału: The Dark Heroine: Autumn Rose
wydawnictwo: MUZA SA
data wydania: 19 listopada 2014
liczba stron: 464
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Po wciągającej Kolacji z wampirem nadszedł czas na drugi tom – Jesienną Różę. Abigail Gibbs pokazała już, na co stać jej wyobraźnię we wspomnianym pierwszym tomie. Byłam bardzo ciekawa, co pokaże tym razem, jak się wszystko potoczy. Tak bardzo rozbudziła mój apetyt, że zabrałam się za czytanie „w ciemno” – czyli bez wcześniejszego przeczytania opisu. Po opis sięgnęłam dopiero w trakcie czytania. Dlaczego? Musiałam się upewnić, dokąd mniej więcej wszystko zmierza…gdyż nie trafiłam na moje ulubione wampiry. No właśnie, ta książka powinna przypaść do gustu miłośnikom klimatów fantasty z małą ilością wampirów w tle.
Prowincjonalna szkoła średnia w hrabstwie Devon i piętnastolatka, która nie jest zwykłą uczennicą. To Jesienna Róża z władającej magią rasy Mędrców – dziedziczka tytułu książęcego. W szkole pełni funkcję strażniczki. Ma chronić uczniów przed złymi mocami i groźną czarną magią. Gdy w miasteczku zaczynają się ataki zabójczych Extermino, na pomoc Jesiennej Róży przybywa osobiście syn króla Mędrców. Razem będą musieli stawić im czoła. Po porwaniu Violet Lee wybuch wojny pomiędzy ludźmi a mrocznymi istotami wciąż stanowi realne zagrożenie. Czy róża odkryje, co tak naprawdę łączy ją z Violet – Pierwszą Mroczną Bohaterką?
„Wy, dzieci Mędrców, jesteście jak bluszcz, szybko rośniecie i żyjecie bardzo długo. Ludzkie dzieci są jak motyle. Póki nie osiągną dorosłości, pozostają brzydkimi poczwarkami. Brzydka poczwarka zazdrości bluszczom. Rozumiesz?„

Tyle dowiadujemy się z opisu… Ci, którzy czytali tom pierwszy znają już wspomnianą Violet Lee i Jesienną Różę. Zapewne domyślają się, co je łączy – ale od razu zaznaczę, że jest to o wiele głębsza więź niż czytelnikowi na początku się wydaje. Historia opisana w drugim tomie toczy się równolegle z wydarzeniami z tomu poprzedniego, by na końcu wybiec z akcją do przodu o kilka tygodni. Na początku oceniłam książę sceptycznie, byłam przekonana, że wizję i relację będą istną kopią z tego, co już czytałam. Jednak byłam mile zaskoczona, owszem pojawiają się wizję, fragmenty, ale są one krótkie i nie w pełni skopiowane z tomu pierwszego – jest to tylko lekki zarys, który ma na celu odświeżenie nam pamięci. To samo dotyczy spotkania obu pań opisanego szczegółowo w pierwszym tomie – tutaj znajdziemy tylko zdanie, w którym główna bohaterka Róża wspomina, że doszło już do tego spotkania. W tej części mamy poznać szerzej Jesienną Różę, jej styl życia, jej rasę i jej rodzinną tragedię. Nie zabraknie miłosnych uniesień, ale będą ona mniej namiętne niż w przypadku pary – Violet i Kaspara, a jeśli już o nich mowa to byłam trochę rozczarowana, że byli tylko tłem, a gdy już się pojawili to byli dodatkiem do reszty. Abigail Gibbs po raz kolejny pokazała swój talent. Ma dobrą wyobraźnię i nie stawia wampirów na pierwszym planie. Pomysł na zamianę głównych bohaterów okazał się trafny, gdyż nie czujemy znużenia tylko jedną rasą mrocznych istot a poznajemy inne. Obie książki są jednak do siebie podobne, zarówno, jeśli chodzi o styl, podział rozdziałów na punkt widzenia dwóch postaci a także pod względem fabuły ( i jej tempa). Nadal zostaniemy przy bogatych królewskich rodzinach, polityce, miłości i Mrocznych Bohaterkach. Tylko, że tym razem odwiedzimy szkołę! Słówko na temat bohaterów. Główna bohaterka wydaje się czasami naprawdę dziecinna i irytująca. Książę jak to książę – bożyszcze nastolatek! Chociaż nie jest wcale taki sztuczny jak może się wydawać. W życiu bym nie powiedziała, że tych dwoje może mieć takie relacje – jeśli wziąć pod uwagę scenę z tomu pierwszego.

„ Jest ograniczona liczba szalonych, odmieniających życie wydarzeń, które dziewczyna może wytrzymać w ciągu jednego tygodnia.”

Po raz kolejny bajka miesza się z koszmarem. Po raz kolejny zginą niewinni ludzie. A przyjaciel okaże się wrogiem numer jeden. Historia opisana w obu tomach to gra w szachy a pionkami są żywe istoty (lub mniej żywe z punktu widzenia anatomii). Podsumowując książka ciekawa, dobrze napisana – jest po prostu uzupełnieniem tomu pierwszego. Powinna zainteresować osoby, które nie przepadają za wampirami a lubią fantastykę i magię. Czyta się szybko i przyjemnie. Łatwo wczuć się w klimat i pobudzić własną wyobraźnię. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak przeżyła swoją przemianę w krwiopijcę Violet to zapraszam!

Moja ocena: 5/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję



Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

środa, 26 listopada 2014

Sara Shepard - Gra w kłamstwa


autor: Sara Shepard
cykl: The Lying Game (tom 1)
tłumaczenie: Mariusz Gądek
tytuł oryginału: The Lying Game
wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 9 października 2013
liczba stron: 296
kategoria: Literatura młodzieżowa

Od małego wszyscy wpajają nam do głowy, że kłamstwo jest czymś bardzo złym i należy go unikać, a najlepiej się całkowicie go wystrzegać. A następnie chodzi za nami słynne zdanie – „Kłamstwo ma krótkie nogi.” A co jeśli trzeba kłamać? Jeśli trzeba trwać w zakręconej grze, w której stawką jest własne życie. Sztuka kłamania wcale nie jest taka trudna, każdy się w tym doskonale odnajdzie…a szczególnie, jeśli jest się idealnym sobowtórem! Gra w kłamstwa to książka, na którą miałam ochotę od jakiegoś czasu, jednak za każdym razem wybierałam inne tytuły. Wreszcie jednak postanowiłam się za nią zabrać i przekonać się, na jakim jest faktycznie poziomie. Jak myślicie powaliła mnie? Obgryzłam wszystkie pazurki czytając?? Zaraz coś na ten temat naskrobie.
Najgorsze w byciu martwym jest to, że niczego już nie przeżyjesz. Nigdy więcej nie pocałujesz chłopaka. Nigdy więcej żadnych sekretów. Nigdy więcej plotek z dziewczynami. Chciałam dostać coś, czego nikt inny jeszcze nie otrzymał – drugie życie. Dzięki Emmie, mojej zaginionej siostrze bliźniaczce, mam na to szansę.
Racja, duch nigdy nie zrobi nic z tej listy, ale za to może odkryć swoje prawdziwe oblicze. Przejrzeć na oczy i przy okazji poznać własną siostrzyczkę, której nigdy się nie spotkało. A to i tak dużo. Problem w tym, że bycie biernym obserwatorem nie jest aż takie wygodne jakby się wydawało. No to czas napisać coś o moich przemyśleniach. Mamy tutaj narrację ducha jak i główną bohaterkę Emmę, która musi wbrew swojej woli dopasować się do okoliczności. Ogólnie jest to dziewczyna, która nie miała łatwego życia, a jak mniej więcej ono wyglądało dowiemy się z jej wspomnień jak i z nieprzyjemnego zajścia na początku książki. Krew mi się zagotowała, najchętniej zdzieliłabym tego głupola w ten głupi ł… Nie podoba mi się manipulowanie ludźmi a do tego wkopywanie (dokopywanie) innych. No, ale skoro o kłamstwach w tytule mowa to muszą zacząć się już od pierwszych stron. Chociaż dzięki temu zajściu dziewczyna odkrywa część swojej przeszłości i swoją szansę… Jaka ta szansa będzie, tego nie powiem. Powiem tyle, że z kłamstwa nie da się wyplatać, a już na pewno nie tak od razu. Przez większość część czasu książka toczyła się swoim tempem, nie wciągnęła mnie aż tak bardzo jak się spodziewałam. Ale to tylko do czasu…kilka rozdziałów przed końcem akcja nabrała tempa. Zagadka jest jeszcze bardziej zagadkowa, śmierć wisi w powietrzu a morderca może być tuż obok. Od tego momentu, historia mnie totalnie pochłonęła. Sama byłam ciekawa, kto stoi za morderstwem Sutton. Każda z przyjaciółek miała motyw a siostra miała jeszcze większy. Jednak najbardziej zagadkową postacią jest Thayer. Chłopak, który zaginął i to na kilka dni przed śmiercią Sutton. A jakby tego było mało stał się zadrą między siostrami (Sutton i jej przybraną siostrą). No właśnie, jaka była ta zamordowana kopia Emmy? Kompletnym jej przeciwieństwem. Kłamstwa, intrygi, głupie żarty i brak uczuć (jak i poszanowania uczuć innych). Królowa stada, nadętych i głupiutkich nastolatek, które uwielbiają grę w kłamstwa. Przyjaciółki? Możliwe, ale na pewno nie stuprocentowe. Nie zabraknie tutaj oczywiście zazdrości! Nowa Sutton czuje się osamotniona, lecz znajduje towarzystwo i chwilowe wsparcie, w szkolnym koledze. Rozdziały są króciutkie i ubrane w zagadkowe tytuły, które intrygują i kuszą, jednak nie odzwierciedlają tego, co zapowiadają (a już na pewno nie tego, na co moja wyobraźnia miała ochotę). Historia okazała się ciekawsza niż myślałam. Jest to kryminał, który dotyczy nastolatków. Śledztwo też prowadzi nastolatka, która jest nie tylko zdezorientowana, ale także podejmuje wielkie ryzyko. Na pewno przeczytam kolejne tomy, zresztą czekają już na półce, więc to tylko kwestia czasu.

Autorka ma na swoim koncie znaną serię Pretty little liars, której nie czytałam, ale z ilości tomów wnioskuję, że ma naprawdę dobrą wyobraźnię. A trzeba taką mieć, żeby stworzyć kilkanaście tomów jednej serii a następnie kilka kolejnej. Książka została wzbogacona o styl młodzieżowy, dzięki czemu czyta się ją szybko i przyjemnie. Jak dla mnie jest to nowa dawka kryminału…a jak wiadomo ja od niedawna zatopiłam się w tym gatunku. Miłe urozmaicenie! Autorka mnie zaintrygowała. Kto ma ochotę na dużą dawkę kłamstwa? Zapewniam, że nos nikomu nie urośnie! My tylko czytamy, to nie my kłamiemy…My tropimy i układamy puzzle!

Moja ocena: 4,5/6

Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

niedziela, 23 listopada 2014

Abigail Anne Gibbs - Mroczna Bohaterka. Kolacja z wampirem


autor: Abigail Anne Gibbs
cykl: Mroczna Bohaterka (tom 1)
tłumaczenie: Jędrzej Polak
tytuł oryginału: Dinner with a Vampire 01. The Dark Heroine
wydawnictwo: Muza S.A.
data wydania: 23 października 2013
liczba stron: 560
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem to podobno angielska odpowiedź na amerykańską, znaną chyba wszystkim sagę Zmierzch. Autorka Abigail Gibbs napisała ją mając zaledwie piętnaście lat, a co ciekawe fragmenty zaczęła publikować w internecie. Gdy to usłyszałam byłam w szoku, byłam zaintrygowana. Gdzie usłyszałam o autorce i jej książce? W programie śniadaniowym, nie jestem pewna, ale możliwe, że w „ Dzień Dobry TVN” (albo w czymś podobnym nie pamiętam dokładnie, gdyż to było jakiś czas temu). Chciałam ją mieć, musiałam się przekonać czy faktycznie jest ciekawa. Zmierzch kiedyś czytałam, więc byłam ciekawa czy Kolacja z wampirem zaskoczy mnie czymś, czy rozczaruje. Zastanawiam się, dlaczego dopiero teraz ją przeczytałam. Możliwe, że tytuł wyleciał mi z pamięci, albo po prostu sięgnęłam po coś innego. Teraz już jestem po lekturze i wiem, jaki wpływ na mnie wywarła opisana przez autorkę historię.
Przypadkowe spotkanie na Trafalgar Square odmienia życie Violet Lee, ukazując jej świat, którego nawet sobie nie wyobrażała: istniejące poza czasem miejsce, w którym elegancja, bogactwo, wspaniałe dwory i wytworne przyjęcia są znamionami dekadencji, w jakiej żyją jego mieszkańcy. Za tym przepychem kryje się mrok, którego ucieleśnieniem jest charyzmatyczny i śmiertelnie groźny Kaspar Varn. Violet połączy z Kasparem niebezpieczna namiętność, za którą obydwoje będą musieli zapłacić wysoką cenę…
Ktoś może powiedzieć, że książki tego typu są banalne, że nie ma w nich nic interesującego. Możliwe, wszystko zależy od oczekiwań i upodobań. Zazwyczaj, kiedy już wybieram książkę z wątkiem fantastycznym i romansem w tle, nastawiam się na schematyczną fabułę – czyli szkoła, przystojny facet, zazdrość, tajemnice, wielka miłość itp. Dlatego byłam mile zaskoczona, gdy od samego początku akcja ruszyła w innym kierunku. Do szkoły się nawet nie zbliżyłam, od razu polała się krew a do tego nasza główna bohaterka została porwana. Ta odmienność zachęciła mnie do czytania. Bycie zakładniczką wampirów (co prawda przystojnych i bogatych) to coś nowego a szczególnie, że od tego wszystko się zaczyna. Pomysł na fabułę jest bardzo fajny, autorka musi mieć barwną wyobraźnię, która z każdą stroną się rozkręca. Całość urozmaicona jest monologami, dialogami, wewnętrznymi głosami (które bywają sarkastyczne a czasem racjonalne) a także dziwnymi snami – koszmarami. Nie zabraknie oczywiście wątku miłosnego, który może się wydać banalny. Chociaż z drugiej strony, czy miłość nie jest schematycznie banalna nawet w realu? Nie obędzie się także bez trójkąta miłosnego. Dwóch przystojniaków i jedna dziewczyna o fiołkowych oczach. Już myślałam, że dla odmiany Violet wybierze tego drugiego. No, ale nie…W końcu serce nie sługa.

„Wampiry to fantazja. W fantazji wszystko jest możliwe.”

No i to zdanie jest w stu procentach prawdziwe. Pasuje idealnie do tej bajkowej historii. Jeśli odważymy się na wyobraźnię, zaczniemy fantazjować to wszystko stanie się możliwe i szybko przeniesiemy się do świata stworzeń, które są nierealne i pociągające. Znajdziemy się w eleganckiej willi, zatańczymy na balu w przepięknej sukni i poznamy miłość jak z bajki. A skoro już o istotach mowa to przejdźmy do wampirów. Książę Kaspar to typowy wampir – przystojny, gryzący, arogancki, niebezpieczny i zimny. A do tego wszystkiego jest następcą tronu. No i ma nieziemskie oczy... Cała reszta „wampirycznej rodzinki” jest równie elegancka i wolno starzejąca się. Zastanawiam się, dlaczego ta książka porównywana jest ze Zmierzchem? Nie łączy je zbyt wiele… z wyjątkiem wątku miłosnego, (który i tak jest na innym poziomie) jak i niektórymi cechami wampirów. Łączące jest również bogactwo, ale poza tym za dużo podobieństw nie widzę. Jak dla mnie książka nie jest nawet przesłodzona. Nastoje się zmieniają – od akceptacji przechodzimy do nienawiści. Położenie naszej bohaterki też się zmienia. W tle znajdziemy morderstwo, historię związaną z przepowiednią i ból po stracie matki, żony – królowej. Poznamy jeszcze inne istoty, które mogą zaintrygować.

Jak dla mnie książka jest dobra i totalnie mnie wciągnęła. Nie mogłam się oderwać. Ani przez moment nie czułam się znudzona. Nie należy ona do najcieńszych a mimo to, miałam wrażenie, że zbyt szybko się skończyła. Nie dziwię się, że odniosła taki sukces, bo jest naprawdę wciągająca. Przyznaję, że mam słabość do wampirów i książki o tej tematyce wręcz pożeram. Dla miłośników tych klimatów to będzie ciekawa lektura, która umili czas.

Moja ocena: 5/6

Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

czwartek, 20 listopada 2014

Paullina Simons - Czerwone liście


autor: Paullina Simons
tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
tytuł oryginału: Red leaves
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 24 września 2014
liczba stron: 400
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Czerwone liście zakupiłam jakiś czas temu w promocji w Biedronce. Czasami zdarza się trafić na coś wartego uwagi za niewygórowaną cenę. Tak było w tym przypadku właśnie. Ostatnio zaczęłam się interesować kryminałami, dlatego też, ta książka wylądowała w sklepowym koszyku a następnie na mojej półce. Opis mnie zaintrygował, miałam ochotę przenieść się do studenckiego świata i wziąć udział w zagadkowym morderstwie dziewczyny. Po raz kolejny z rzędu przeniosłam się w zimowe klimaty, sama już nie wiem czy to przypadek czy intuicyjnie już czekam na zimę (której nie lubię, jedyny pozytywny akcent tej pory roku to Święta Bożego Narodzenia).
Na terenie uniwersyteckiego kampusu w Nowej Anglii pod warstwą śniegu zostaje znalezione nagie, zamarznięte ciało pięknej studentki. Dlaczego nikt z jej znajomych nie zgłosił zaginięcia? Spencer O'Malley, detektyw prowadzący śledztwo, szybko zostaje wciągnięty w niepokojący świat czwórki studentów: Jima, Connie, Alberta i Kristiny. O'Malley odkrywa, że przyjaciele, którzy wspólnie się bawili, studiowali i, od czasu do czasu, sypiali ze sobą, mieli własne sekrety, z plątaniny, których zaczyna się wyłaniać szokująca prawda.
Książka podzielona jest na dwie części – w pierwszej widzimy wszystko oczami Kristiny a w drugiej detektywa. Od samego początku mamy nutkę tajemniczości. Ewidentnie główna bohaterka Kristina coś ukrywa. Jeszcze dziwniejsze są stosunki przyjaciół, którzy niby się ze sobą przyjaźnią a jednak czują się w swoim towarzystwie nie najlepiej. Tajemnice, zazdrość, namiętność i codzienność – to wszystko razem tworzy niebezpieczną mieszankę. Kristina jest nie tylko piękna i tajemnica bywa momentami arogancka (przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie) a może to zwyczajna pewność siebie. W każdym razie ma swój charakter i osobowość. Jest doskonałą koszykarką, bez której się tylko przegrywa mecze. Dziewczyna czasami lubi igrać ze śmiercią, mimo to chce koniecznie żyć. Jakie skrywa sekrety? Już sam początek intryguje, a to, czego się dowiadujemy wyostrza tylko apatyt. W opisie mowa o czwórce przyjaciół a tak naprawdę była ich piątka z tym, że ta ścisła czwórka była ze sobą powiązana w dziwny sposób. Atmosfera niesamowicie gęstniała za sprawą kłamstw, niedomówień i oczekiwań. Gdy dochodzi do morderstwa robi się jeszcze dziwaczniej. Nikt niczego nie zgłasza, każdy jest obojętny. A sekrety się kumulują. Przesłuchiwania, nie dają oczekiwanych rezultatów.

„Pełna napięcia, klaustrofobiczna i wciągająca bez reszty.”

To nam obiecuje napis na okładce. Czy rzeczywiście tak jest? Klaustrofobiczna w pewnym sensie jest na pewno. Wciągnęła mnie także. Napięcie też jest wyczuwalne, ale bez przesady. Autorka wyprowadziła mnie w pole. Byłam pewna, że odkryłam mordercę a jednak okazało się, że się pomyliłam. Mimo wszystko prawdziwego mordercę też podświadomie obstawiałam. Miałam dwa typy i udało mi się zgadnąć, choć to nie było wcale trudne. Nie mogę zdradzić nic więcej, bo ten wątek nie będzie ciekawy. Mam wrażenie, że większa część z części opowiadanej przez Spencera to jedno wielkie przesłuchanie. Przesłuchania i analiza. Dialogi i jeszcze raz dialogi. Detektyw ma swoje prywatne problemy i widoczne są one podczas tej właśnie sprawy. Bywa on irytujący, ambitny czasem za bardzo. Krótko mówiąc wkurzał mnie. Taka jego praca, rozumiem. Swoją drogą detektyw przechodzi tutaj pewnego rodzaju metamorfozę. Ma dobrą intuicję i chce koniecznie dorwać sprawcę. Studenci działają mu na nerwy. To, co odkrywa podczas śledztwa szokuje. Czytelnik dowiaduje się o wszystkim stopniowo. Jak myślicie, co łączy detektywa i zamordowaną dziewczynę? Dlaczego tak emocjonalnie reaguje? Autorka w doskonały sposób stworzyła zarówno bohaterów jak i antybohaterów. Akcja podąża we własnym tempie. Fabuła nie jest łatwa, znajdują się w niej skomplikowane zawiłości rodzinne. Sekrety, ukryte tożsamości i masa emocji. A jakby tego było mało na horyzoncie pojawia się fortuna…której dziwnym trafem żaden spadkobierca nie chce. Każdy jest podejrzany. Ale kim jest morderca?

Muszę przyznać, że początek był daleki od obiecanego morderstwa, czekałam z napięciem na to aż coś się wydarzy. Napięcie rosło a ja nadal czekałam. Paullina Simons stworzyła ciekawą fabułę, książka jest dobra. Wydanie trochę przypomina mi lekturę szkolną, ale na to można przymknąć oko. Nigdy wcześniej nie czytałam książki autorstwa Paulliny Simons i nie mam porównania. Jednak ta lektura mnie nie rozczarowała. Myślę, że ma bardzo ciekawy wątek w tle. Jeśli ktoś ma ochotę na uczestniczenie w śledztwie prowadzącym przez ambitnego glinę to zapraszam.

Moja ocena: 4,5/6

Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

poniedziałek, 17 listopada 2014

Małgorzata Warda - Miasto z lodu


autor: Małgorzata Warda
seria: Kobiety to czytają!
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 11 września 2014
liczba stron: 368
kategoria: Literatura piękna

Z jednego klimatu zimowego przeniosłam się w drugi. Miasto z lodu odczekało swoje na mojej półce. Wreszcie znalazłam czas, albo motywację żeby ją przeczytać. To moja pierwsza książka autorstwa Małgorzaty Wardy. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z jakąkolwiek książką tej autorki, co mnie dziwi, bo jak się okazało są jeszcze inne. Dlaczego? Pewnie, dlatego, że rzadko czytałam książki polskich autorów - teraz zdarza mi się to coraz częściej. Muszę przyznać, że okładka robi wrażenie i pasuje idealnie do treści. Od razu powiem, że spodziewałam się czegoś innego, po raz kolejny moja wyobraźnia się zagalopowała.
Agata ma trzynaście lat i prawie nie zna Teresy, swojej matki, kiedy ta zabiera ją w podróż po Polsce. Osiedlają się w niedużym górskim mieście, gdzie próbują na nowo nawiązać więź. Piękna, samotna kobieta, od pierwszej chwili wzbudza ogromne zainteresowanie mężczyzn, wolnych i żonatych. Dwie „obce” szybko stają się głównym tematem plotek. W miarę upływu czasu niechęć, a nawet wrogość ludzi z miasteczka rośnie. Pewnego ranka Agata zostaje znaleziona w górach, w stanie krytycznym. Nie wiadomo, co się dziewczynce stało. Lekarze walczą o jej życie, policja i dziennikarze rozpoczynają dochodzenie. Z każdą chwilą objawiają się nieznane oblicza bohaterów dramatu: matki, dyrektorki szkoły, koleżanek, mieszkańców miasteczka. Nowego znaczenia nabierają słowa „odpowiedzialność” i „manipulacja”. Niemym świadkiem wydarzeń jest pogrążona w śpiączce, nieprzytomna Agata.
Agata jest nie tylko niemym świadkiem wydarzeń, jest też narratorką. Czasami miałam wrażenie, że jej duch jest totalnie wszędzie – w umyśle matki a nawet fotografa. Jeśli chodzi o narrację to czasami miałam wrażenie, że jest ona „wieloosobowa”. Momentami przyprawiało mnie to o zawrót głowy. Starałam się skupić na wydarzeniach, a tym czasem narracja mi się już mieszała. Zresztą podobnie jest z wydarzeniami. Mamy je rozrzucone na różnych płaszczyznach czasowych. W danej chwili jesteśmy na plaży a za chwile znów w szpitalu. Wspomnienia mieszają się z teraźniejszością i z tym, co wydarzyło się zaledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej. Taka mieszanka wybuchowa, do której musiałam przywyknąć. Przez połowę książki mnie to męczyło i irytowało. Jeśli zaś chodzi o fabułę to przyznam, że pomysł jest mocny i oryginalny. Nie spodziewałam się aż takiego obrotu spraw. Byłam zaskoczona, tym, dokąd zmierza ta historia. Takiego szoku doznawałam nie raz. Historia Agaty i Teresy wywołała we mnie wiele emocji. Negatywne mieszały się z pozytywnymi. Nie mogłam uwierzyć w to jak mieszkańcy miasteczka traktuję zarówno matkę jak i córkę. Wszyscy wyciągają zawsze swoje wnioski, zawsze u kogoś widzimy wady, ale u siebie już nie. W tej historii jest to pokazane czarno na białym. Oceniamy okiem, jak ktoś (coś) jest inny to od razu się odsuwamy, przyklejamy etykietę i niszczymy. Tragedia prowadzi do skandali, prawie linczu na biednej schorowanej kobiecie, która nie raz popełnia błędy, ale jest człowiekiem. Pozory mylą i po raz kolejny mamy na to dowód. Media, prasa – wszyscy manipulują faktami, poszlakami. Wszyscy są nastawieni negatywnie. Nie raz czytając komentarze na różnych forach czy pod artykułami rzuca mi się w oczy bezczelność, arogancja, chamstwo i złośliwość. Tak samo było w tej historii. Łatwo jest oskarżać a nie znać faktów. Ściskająca za serce jest nietolerancja, brak pomocy i zrozumienia. Wyzysk, gwałt, okrucieństwo rówieśników – to jest na pierwszym miejscu. Kopanie dołków pod leżącym. Podoba mi się postawa Aleksandra, który jest trochę jak ten przysłowiowy „wilk w owczej skórze”, ale to on jeden stara się patrzeć trzeźwym okiem, poznaje Teresę i dzięki niemu spojrzenie ludzi skierowane zostało na inne tory. Pada wiele różnych pytań. Czy wina jest tylko po stronie matki? Czy chora kobieta powinna wychowywać samotnie dziecko? Jak żyć pośród nieprzychylnych ludzi? Co z pracą? Jak pogodzić pracę i wychowywanie córki, gdy się jest samotną matką? Pytania, na które odpowiedzi nie są proste, a w zasadzie nawet niejednolite. Każdy pewnie odpowiedziałby inaczej. Ja czytając sama miałam mieszane uczucia. Ściskało mnie w dołku nie raz. Wpadałam w gniew i miałam ochotę rzucić książkę w kąt. I dobrze! Bo dobra książka powinna dawać do myślenia i budzić emocję.

Historia nie jest lekka i przyjemna. Porusza bardzo ważne kwestie i momentami przytrafia się o kaca moralnego. Nie wiem jak sama bym się zachowała, jaką bym wykreowała opinię na temat opisanego zdarzenia, gdyby nie to, że miałam wgląd w całą sytuację. Możliwe, że na podstawie pobieżnych (niepochlebnych) faktów wysunęłabym takie wnioski jak bohaterowie powieści. Jednak ich zachowanie przyprawiało mnie o dreszcze. Ta książka nie jest na jeden raz, nie na jedno popołudnie. Nie da się przejść obojętnie obok tej historii. Trudno zaakceptować logikę myślenia ludzi. Ludzi, którzy niby są dobrzy a w rezultacie są zepsuci i szukają ofiary. Na koniec dodam, że nie zawsze nasze wybory są dobre. 

Ocena: 5/6

sobota, 15 listopada 2014

Becca Fitzpatrick - Black Ice


autor: Becca Fitzpatrick
tłumaczenie: Mariusz Gądek
tytuł oryginału: Black Ice
wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 5 listopada 2014
liczba stron: 400
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Nadszedł czas na zapoznanie się z nowością wydawniczą, która zapewne intryguje niejednego mola książkowego. Black Ice jest to thriller napisany przez Beccę Fitzpatrick autorkę znanej sagi Szeptem, a o książce robi się coraz głośniej. Zafascynowana wspomnianą wcześniej sagą, musiałam się po prostu przekonać jak autorka poczuje się pisząc coś z zupełnie innej beczki. Okładka jest tak hipnotyzująca (a konkretnie oczy tego przystojniaka) i tajemnicza, że skusiłam się na nią od razu. Ostatnio gustuję w tego typu książkach, więc nastawiłam się na ciekawą lekturę. Czy faktycznie była dobra? O tym za chwilkę.
„Britt długo przygotowywała się do wymarzonej wyprawy wzdłuż łańcucha górskiego Teton. Niespodziewanie dołącza do niej jej były chłopak, o którym dziewczyna wciąż nie może zapomnieć. Zanim Britt odkryje, co tak naprawdę czuje do Calvina, burza śnieżna zmusza ją do szukania schronienia w stojącym na odludziu domku i skorzystania z gościnności dwóch bardzo przystojnych nieznajomych. Jak się okazuje, obaj są zbiegami. Britt staje się ich zakładniczką. W zamian za uwolnienie zgadza się wyprowadzić ich z gór. Gdy dziewczyna odkrywa mrożący krew w żyłach dowód na to, że w okolicy grasuje seryjny morderca, a ona może stać się jego kolejnym celem, sprawy przybierają dramatyczny obrót…”
Tym razem autorka nie zabiera nas do świata fantasty, w którym otaczają nas upadłe anioły i tym podobne osobistości. Teraz o wiele groźniejsi są ludzie – zwyczajni z krwi i kości. Jakby nie patrzeć jest to zupełnie nowe pole do popisu, można stworzyć zapierającą dech w piersiach i mrożącą krew w żyłach historię a do tego bez udziału nadprzyrodzonych istot. Książka ma swoje plusy i minusy (bez nich się nie obyło, niestety). Zacznijmy może od plusów. W tej historii wyczułam lekkość stylu, który jest mi dobrze znany z innych książek autorki. Czyta się ją szybko a nawet bardzo szybko. Sam pomysł na fabułę też jest ciekawy a opisy sprawiają, że możemy poczuć się jak bohaterowie książki. No a skoro dotarłam już do bohaterów to przejdę od razu do minusów. Zastanawiacie się pewnie dlaczego. Główna bohaterka Britt mnie po prostu rozczarowała na całej linii. Była tak irytująca, naiwna, rozchwiana, że aż dostawałam szału. Tak została wykreowana – młoda dziewczyna, oczekująca pomocy i zainteresowania ze strony najbliższych, znajdująca się nagle w niebezpieczeństwie i walcząca o przetrwanie. Jednak jej tok rozumowania i niezdecydowanie emocjonalne mnie rozbrajały. Możliwie, że gdybym znalazła się na jej miejscu reagowałabym tak samo lub podobnie, jednak z punktu widzenia czytelnika jej postawa jest nad wyraz męcząca. Kolejnym minusem jest przewidywalność. Wspomniałam wcześniej, że pomysł na fabułę był dobry, ale wykonanie już nie do końca. Skojarzyłam fakty o wiele szybciej i potem tylko utwierdzałam się w moim przekonaniu. To także ma wpływ na moją uczuleniową reakcję na zachowanie Britt. Jest jeszcze coś, co według mnie jest zbędne a przynajmniej częściowo – mam na myśli wspomnienia naszej głównej bohaterki na temat swojego przystojnego eks (którego nienawidzi, kocha a potem znowu nienawidzi). Te wywody na temat ich dziwnego związku mają tylko jedną zaletę, pozwalają poznać szokującą relację wspomnianego chłopaka i jego ojca. Prawdę mówiąc spodziewałam się czegoś innego, moja wyobraźnia pogalopowała w zupełnie innym kierunku. Sama nie wiem, dlaczego. Może po prostu opis nasunął mi skojarzenie jakiegoś filmu o podobnym wątku. Jednak cieszę się, że moja wyobraźnia mnie zawiodła, bo już zaczynałam na starcie być sceptyczna a zarazem ciekawa (dziwne połączenie). Podsumowując. Na swój sposób książka mnie wciągnęła. Przeczytałam ją naprawdę szybko, mimo tej przewidywalności było ciekawie i irytująco. Plusem jest to, że jakieś emocje we mnie wywołała. Nie zabraknie tutaj także wątku miłosnego i romansu na tle niebezpieczeństwa. Będzie klimatycznie, intymnie i miło. Przystojnych facetów też jest, co nie miara – zresztą to chyba żadna nowość. Myślę, że warto przeczytać i się przekonać na własnej skórze jak autorka odnalazła się w nowym scenariuszu a także jak Wy reagujecie na zachowanie głównej bohaterki. Gdyby nie te małe minusiki to książka była by dla mnie rewelacyjna. Mimo wszystko nie żałuję, że przeczytałam.

Ocena: 4,5/6

Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

środa, 12 listopada 2014

Caroline Leavitt - Gdzie jesteś Jimmy?


autor: Caroline Leavitt
seria: Leniwa Niedziela
tytuł oryginału: Is This Tomorrow
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 22 października 2014
liczba stron: 384
kategoria: Literatura piękna

Gdzie jesteś, Jimmy? To kolejna powieść ze znanej serii Leniwa Niedziela. Autorką jest Caroline Leavitt amerykańska powieściopisarka, scenarzystka, felietonista i recenzentka. Jeśli napiszę, że lubię tę serię, to nie będzie nic odkrywczego i nowego. Większość stałych czytelników, moich recenzji zdążyła się już o tym przekonać. Jedne książki mnie zaskakują bardziej a inne mniej. Jedne wywołują lawinę emocji a inne zawodzą. Opisywana przeze mnie książka to nowinka, która dopiero niedawno się ukazała. Oczywiście musiałam ją mieć i szybko przeczytać. Opis fabuły jest interesujący, przenosi nas w zupełnie inne czasy, można by powiedzieć, że do zupełnie innego świata.
Rok 1956. Ava Lark z dwunastoletnim synem Lewisem wynajmuje dom w atrakcyjnym miejscu, przedmieściach Bostonu. Jest piękną rozwiedzioną Żydówką i kobietą pracującą. Sąsiedzi okazują się niezbyt życzliwi. Lewis tęskni za nieobecnym ojcem i przyjaźni się z dziećmi, które także wychowują się bez ojca: Jimmym i Rose. Pewnego popołudnia Jimmy znika. Sąsiedzi – ogarnięci zimnowojenną paranoją – wykorzystują okazję, by jeszcze bardziej odsunąć się od Avy i jej syna. Po latach, gdy Lewis i Rose znowu się spotykają, usiłując rozwikłać tragiczną zagadkę, muszą zadecydować: czy powinno się mówić prawdę, nawet, jeśli rani ukochane osoby, czy też pewne tajemnice lepiej zostawić pogrzebane na zawsze?
Książka zawiera prawdziwe podłoże, autorkę zainspirowało swoje dzieciństwo i historia pewnej żydowskiej rodziny, która pewnego dnia zniknęła. Oczywiście fakty są trochę zmienione, ale podstawy są realne. Co mam na myśli? Rasizm, wrogość i nietolerancję. Caroline Leavitt sama doświadczyła braku akceptacji, życia na przedmieściach oraz wąskiego światopoglądu. Życie w czasach wojny i strach przed bombą atomową i rozprzestrzeniającym się promieniowaniem. To były zupełnie inne czasy, ludzie mieli inne poglądy i priorytety. Autorka w doskonały sposób uchwyciła zjawisko nietolerancji kobiet samotnych (rozwiedzionych) a w dodatku żydówki z dzieckiem. Czytając ma się po prostu ochotę krzyczeć! Wrzasnąć na te głupie babska, które nie widzą nic prócz czubka własnego nosa. Oczerniane, plotkowanie i w dodatku odsuwanie ludzi, jakby byli trędowaci. Czarnoskórzy mieli jeszcze gorzej niż Żydzi, oni mieli zakaz mieszkania na idealnym, chrześcijańskim i bezpiecznym osiedlu. Doznałam totalnego szoku. Ta opowieść nie dotyczy tylko kwestii rasizmu i nietolerancji – oraz co ważne głupoty ludzkiej. Inną ważną kwestią jest poświęcenie, walka o syna, rodzinę i normalność. Ostatnio książki są przepełnione rozwódkami, samotnymi matkami, można by pomyśleć, że to istna plaga. Jednak Ava Lark uczy i jest przykładem silnej kobiety, która walczy do upadłego. Wychowanie dwunastoletniego syna, który idealizuje nieobecnego ojca nie jest łatwe. Mnie ten chłopiec strasznie frustrował. Na nic się zdawało analizowanie jego postawy i położenia. A co z tytułowym Jimmy’m ? To postać, która jest niewątpliwie ważna i łącząca postacie. To ogniwo, które wywołuje lawinę wydarzeń. To zagadka, którą próbujemy rozwikłać. To postać z krwi i kości. To miłość, samotność i strach. To tragedia. To przyjaciel, brat. Wydawać by się mogło, że całość będzie nudna – wątek zaginięcia owego Jimm’ego straci na wartości. Jednak nie. Ta historia cięgle się zmienia, nabiera tempa, emocji a co ważne zaskakuje. Metamorfozę przechodzi nie tylko Ava, ale także społeczeństwo. W książce natrafimy na okres dzieciństwa i dorosłości. Na chęci odszukania prawdy i zaznaniu spokoju. A swoją drogą… Czy faktycznie o niektórych rzeczach (wydarzeniach) można ot tak zapomnieć? A co jeśli się one przypomną? Warto szukać prawdy i grzebać się w przeszłości? A co z poszukiwaniem miłości, oparcia i bezpieczeństwa? To tylko niektóre pytania, które mi się nasuwają przy pisaniu tej recenzji. 

Jest to jedna z lepszych książek z tej serii. Jest niesamowicie klimatyczna, realna i do bólu szczera. Ludzie są prawdziwi. Wadliwi – czasami jakby zepsuci. Przez wszystkich przemawia zazdrość, strach i egoizm. Nie spodziewałam się, że odnajdę się tak dobrze w klimacie tamtych lat. Byłam bardzo ciekawa jak połączą się wątki Lewisa i jego przyjaciółki z dzieciństwa. Trudno jest napisać dobrą recenzję, nie zdradzając zbyt dużo fabuły. Podsumowując. Ta historia aż krzyczy, jest przepełniona stratą, miłością, strachem, marzeniami i tajemnicami. Książka wzruszająca i pouczająca. Postacie bywają irytujące a wyjaśnienie całej sprawy zaskakujące. Jedna z lepszych książek, jakie czytałam. Jeśli kogoś, choć trochę zaintrygowałam to zachęcam do przeczytania.

„Łatwo kochać, gdy wszystko dobrze się układa.”

wtorek, 11 listopada 2014

Harlan Coben - Tęsknie za tobą


autor: Harlan Coben
tłumaczenie: Robert Waliś
tytuł oryginału: Missing you
wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
data wydania: 8 października 2014
liczba stron: 480
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

No i stało się, sięgnęłam wreszcie po dzieło Cobena. Na mój debiut z twórczością autora wybrałam jego najnowszą książkę Tęsknię za tobą. Harlan Coben to jeden z najsławniejszych pisarzy naszych czasów. Znają go chyba wszyscy, choć nie każdy czyta to, co wychodzi spod jego pióra. Mnie również nazwisko było znane, jednak twórczość poznaje dopiero teraz. Dlaczego tego wcześniej nie zrobiłam? Pewnie, dlatego, że dopiero niedawno odkryłam zamiłowanie do tego typu literatury.
Wędrówki w przeszłość mogą być niebezpieczne, a pewnych spraw lepiej nie ruszać. Powiedzcie to Kat Donovan! Detektyw nowojorskiej policji, której dziwnym zbiegiem okoliczności nadarza się okazja, żeby wyjaśnić i zamknąć dawne sprawy. Obie dotyczą najważniejszych mężczyzn w jej życiu – byłego narzeczonego, który porzucił ją dawno temu, i ojca, zamordowanego przed kilkunastu laty policjanta.
Już na samym początku fabuła zapowiada się dosyć ciekawie. Wspomniana w opisie Kat Donovan jest nękana przez duchy przeszłości. Nie może się uwolnić od przeczucia, że mordercą jej ojca nie jest ten, który przyznał się do winy. Niewyjaśniona sprawa dotyczy również jej byłego narzeczonego, który ją porzucił, a którego przypadkowo spotyka na portalu randkowym.

„Czasem koszmar zaczyna się od jednego kliknięcia…”

Jedno zdanie a jakie prawdziwe. Wystarczyło raz kliknąć, zaryzykować i trafić w łapska dziwnych zdarzeń. Każdy dobrze wie, czym są portale randkowe. W łatwy i szybki sposób możemy nawiązać z kimś znajomość wirtualną, ale zarazem dającą nadzieję i ekscytację. Wybór potencjalnych partnerów jest duży, a nutka tajemniczości i prywatności dodaje pikanterii. Nie pokazujemy się od razu, możemy pobawić się i rozbudzić fantazję swojego rozmówcy. Gorący internetowy flirt może prowadzić do czegoś dobrego jak i złego. Czy więc warto szukać w sieci? Kto może kryć się po drugiej stronie? Autor pozwala głównej bohaterce rozwiązywać kilka spraw jednocześnie. Przeszłość miesza się z teraźniejszością. Co z tego wyniknie? Co ma wspólnego Jeff z Ronem Kochman’em? Kto tak naprawdę zabił ojca Kat? Co ukrywa Stagger? Wiele pytań a mało odpowiedzi. Czytając byłam ciekawa, co się wydarzy. No i dlaczego instruktor fitnessu napada na ludzi w parku i zachowuje się bardzo dziwnie? Tego wszystkiego dowiemy się na sam koniec. Czytałam, czytałam i byłam po prostu urzeczona stylem Cobena. Od samego początku poczułam klimat, spodobała mi się postać zawziętej Kat, która za wszelką cenę chce poznać prawdę. A ta prawda szokuje – takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam (mam na myśli jej ojca). Mogłam się wszystkiego domyślać, ale nie tego. Łatwo jest rozszyfrować wątek, który dzieje się równolegle z dochodzeniem głównej bohaterki, ale wszystko inne to spekulacje i domysły. Całość jest dynamiczna i doskonale złożona. Wszystkie elementy układanki do siebie pasują i są w stu procentach przemyślane. Ważną kwestią poruszaną przez autora jest odmienność i akceptacja homoseksualistów. Myślę, że tematyka jest na czasie. Co mi się spodobało w tej książce? To, że nie dostajemy wszystkiego na tacy. Możemy sami pobawić się w przypuszczenia i krok po kroku poznawać sytuację. Możemy prowadzić własne śledztwo. Tęsknota nie zawsze okazuje się słuszna. Każdy za czymś, za kimś tęskni…czasami w akcie desperacji błądzimy we mgle tęsknoty i szukamy zaspokojenia tej potrzeby. Podsumowując, fabuła jest bardzo ciekawa i intrygująca. Postacie są oryginalne i doskonale stworzone. Zakosztujemy szaleństwa, kłamstw, intrygi i doskonale zaplanowanego przestępstwa. Pogrzebiemy w przeszłości by znaleźć odpowiedzi. A zakończenie rozbudzi apatyt na jeszcze więcej. Jeśli wszystkie książki tego autora są na tak wysokim poziomie to na pewno stanę się jego wierną fanką.

„Ciesz się tym, co masz, i o to dbaj. Szczęście jest kruche. Doceniaj każdą chwilę i rób wszystko, co możliwe, żeby je chronić.”


Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam opasłe tomiska

niedziela, 9 listopada 2014

Najnowsze nabytki - czyli stosik rośnie :)


Wieczory coraz zimniejsze i dłuższe, dlatego najlepszym dla mnie sposobem, żeby nie popaść w jesienną chandrę jest czytanie książek :) Koc, kawa i dobra książka to zestaw, po który ostatnio sięgam coraz częściej. Dawno nie wstawiałam na blogu stosika. Postanowiłam więc to dzisiaj zmienić i umieścić tutaj moje nowości, które czekają na mnie na półce. Szkoda tylko, że doba ma 24 godziny, gdyż czasami brakuje czasu na przeczytanie wszystkiego i coraz więcej mam na nich stosów nieprzeczytanych książek. Staram się jednak je stopniowo zmniejszać :) Oto lista tytułów, które z pewnością w najbliższym czasie zrecenzuje:

Richard Paul Evans - "List"
Becca Fitzpatrick - "Black Ice"
Monika A. Oleksa - "Samotność ma twoje imię"
Caroline Leavitt - "Gdzie jesteś, Jimmy?" (w trakcie czytania :) )
Christine Drews - "Niebezpieczna znajomość"
Hyde Catherine Ryan - "Nie pozwól mi odejść"
Guillaume Musso - "Telefon od anioła"
Janusz Leon Wiśniewski - "Grand"
Jojo Moyes - "Zanim się pojawiłeś"
Irena Matuszkiewicz - "Przerwana podróż"
Monforte Reyes - "Okrutna miłość"
Michel Bussi - "Nie puszczaj mojej dłoni"
Tammara Webber - "Tak krucho"

Do tego dochodzą jeszcze "Brudne historie" K. S. Rutkowskiego i "Śmierć na Nilu" Agathy Christie, które zapomniałam umieścić, a które z chęcią przeczytam :)

piątek, 7 listopada 2014

Alice Munro - Coś, o czym chciałam ci powiedzieć


autor: Alice Munro
tytuł oryginału: Something I've Been Meaning to Tell You
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 22 października 2014
liczba stron: 304
kategoria: Literatura piękna

Niektórzy z Was zapewne już wiedzą, że jedną z moich ulubionych pisarek jest Alice Munro – kanadyjska prozaiczka, laureatka wielu nagród w tym Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Znana jest z krótkich form literackich, które są przepełnione ludzką osobowością, prostotą i wyrazistością. Nie mogło zabraknąć na mojej półce jej kolejnej książki (nowinki ze Świata Książki) – Coś, o czym chciałam ci powiedzieć. Jest to kolejny już zbiór opowiadań, w których autorka pokazuje swój talent, delikatność, elastyczny język i znajomość ludzkiej osobowości. Treść została „zapakowana” w kobiecą, delikatną i zmysłową okładkę – co niezmiernie mi się podoba - i łączy się z treścią. Znajdziemy w tych 13 – stu opowiadaniach historię matki, córki, babci, siostry – kobiet – które żyją nadzieją, miłością, wspomnieniami i pełną gamą emocji. Każda z tych kobiet żyje przeszłością, teraźniejszością i nadciągającą przyszłością. Każda z nich na coś czeka, próbuje coś zrozumieć, coś zaszufladkować i poukładać. Znajdziemy też historię mężczyzny, którego nie opuszcza senna przeszłość i duchy rodziny. Zmaga się nie tylko ze starością, ale także z młodością sąsiadów. Zadziwiające jest to jak zwyczajna skrzynka na listy może być wspólnym mianownikiem wielu kobiet. Listy mogą być nadzieją i przekleństwem. Alice Munro jak zwykle w swoich opowiadaniach porusza ważne kwestie, każdemu z nas dobrze znane i rozumiane. Zastanawiacie się pewnie o co mi chodzi. Sprawy damsko – męskie. Sytuacje rodzinne. Przebaczenie. Upływ czasu czyli pogodzenie się ze starością jak i wkraczanie w etap dorosłości. Autorka potrafi czytelnika przenieść do świata codziennego swoich bohaterów. Wplata nas w ich historię, dzięki czemu obcujemy z codziennością, tragediami, gniewem, i przeszłością. Jeśli ktoś z Was miał okazję czytać już książki Alice Munro to zapewne wie co mam na myśli. Znajdziecie tutaj miejsca podobne do tych z innych książek, ludzi podobnych a jednak zupełnie nowych. Dobra dawka zakurzonych czasów i subtelności. Z każdą kolejną książką autorka zaskakuje mnie powiewem świeżości, wspomnianą już subtelnością i realizmem. Po przeczytaniu tej książki mam wrażenie jakbym znała te postacie osobiście. Jej książki mogą towarzyszyć czytelnikowi przez całe życie. Ich termin ważności nie upływa. A co ważne, każdy znajdzie w nich coś dla siebie. Jeśli ktoś ma ochotę na tego typu klimaty, to polecam gorąco. W sam raz na jesienne dni (chociaż jeśli chodzi o mnie to na każdą porą roku! ).

środa, 5 listopada 2014

K. S. Rutkowski - Kryminał tango


autor: K. S. Rutkowski
wydawnictwo: Intro-Druk
data wydania: 2007 (data przybliżona)
liczba stron: 70
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Kryminał tango to kolejne ostre opowiadania K.S. Rutkowskiego. Tym razem autor nie zniewoli nas w pułapce seksu, nie zabierze nas też na wycieczkę po Chinach, ale za to wybierzemy się do więzienia. Te kilkadziesiąt stron uświadomi nam jaki jest świat za kratami. Autor znany jest z ostrego języka i twardej prozy. To wszystko z domieszką szczerości, sarkazmu i oryginalnego poczucia humoru, który potrafi rozbawić do łez. Czy i tym razem tak będzie? Zaraz do tego przejdę. Na początku jednak chciałabym zaznaczyć, że tytuł Kryminał tango pasuje do tego zbioru idealnie. Nadaje mu zadziornego charakteru. Okładka zaś jest szara i nie wyróżnia się niczym szczególnym – jest szara, jak codzienność za kratami.

No właśnie! Jak wyobrażacie sobie życie w tak zwanym pudle? Jak może czuć się człowiek zniewolony i pozbawiony wolności? Czytając książkę K.S. Rutkowskiego poznacie odpowiedzi na te pytania. Dowiecie się jak wygląda to od podszewki. Nie jest kolorowo, jest tak szaro jak na okładce. Brutalny świat, ludzie pozbawieni sumienia, ale niekoniecznie szczerości (niektórzy). Zawsze myślałam, że lepiej trafić na osobną celę, gdzie w samotności i świętym spokoju można egzystować a raczej wegetować. A jednak okazuje się, że jest odwrotnie. Zaskakujące metody karania więźniów i układy między więźniami, strażnikami a nawet naczelnikami. Nie zabraknie też „mężczyzn do towarzystwa” – bo przecież jakoś trzeba sobie radzić i przy okazji znęcać się nad innymi. Tekst na okładce ostrzega, że znajdziemy w niej niecenzuralne słownictwo i opis drastycznych scen. I faktycznie tak jest, nie polecam czytać tej książki przy jedzeniu, gdyż apetyt przestaje dopisywać (wiem to z autopsji – a lubię sobie coś przekąsić przy lekturze). Sceny są naprawdę opisane szczegółowo, co jest plusem tej książki. Czytając mamy wrażenie, że siedzimy w celi razem z więźniami i słuchamy ich opowieści, normalnie przyglądamy się ich codziennemu życiu. W książce znajduje się trzynaście ostrych opowiadań. Akcja dwóch ostatnich opowiadań toczy się poza murami więzienia, jednak nadal są w kryminalnym klimacie. Można powiedzieć, że mają w sobie nutkę czarnego humoru. Nie zabraknie także ostrego słownictwa, które jest całkowicie adekwatne do sytuacji. Szczerość Rutkowskiego jest nadal wyraźna a jego styl podobny do tego z innych jego książek. Książkę wzbogacają czarno – białe fotografie, które z pewnością pobudzą wyobraźnię czytelnika. Ta jakże krótka wycieczka po więzieniu, na pewno zapadnie w pamięć na długo. Gwara więzienna jest tak bogato wyposażona, że aż trudno w to uwierzyć i się w tym połapać. To zupełnie inny – obcy język. Książka ma wyraźny przekaz i jest skierowana dla dorosłych czytelników. Ta książka to nie zwyczajna literacka fikcja, to prawdziwa opowieść, którą autor pisał będąc w celi. Dobra książka, napisana na bardzo wysokim poziomie. Jest niezwykle cieniutka, więc zapewne zniechęci co niektórych czytelników, którzy wolą o wiele grubsze książki.

„A przecież chuliganka to praca, jak każda inna. Wymaga i precyzji, i predyspozycji. Trzeba przecież przyp… w łeb tak, żeby nie zabić, a jedynie odstawić klienta na jakiś czas do krainy zapomnienia. A to nie lada sztuka. Chociaż trupy się zdarzają. Ale zabija się przez przypadek. Niechcący.”

Dziękuję autorowi za możliwość przeczytania książki.