sobota, 28 lutego 2015

Wioletta Sawicka - Będzie dobrze, kotku [PRZEDPREMIEROWA]


autor: Wioletta Sawicka
cykl: Wyjdziesz za mnie, Kotku (tom 2)
liczba stron: 440
kategoria: literatura współczesna
PREMIERA: 10 marzec 2015

„ Zrozumieć swoje serce – oto klucz do największej życiowej mądrości.”

W dzisiejszej recenzji będę Was zachęcać – otóż tak, zachęcać i od samego początku się do tego przyznaję – do przeczytania książki Wioletty Sawickiej "Będzie dobrze kotku". Jest to kontynuacja cukierkowatego tytułu (który pewnie, co niektórzy kojarzą i może się ze mną zgodzą, że wieje od niego banalnością na kilometr) "Wyjdziesz za mnie, kotku?" . I z takim nastawieniem zabrałam się za czytanie tomu pierwszego, postawiłam na zwyczajne romansidło z oklepanym tytułem. Sądziłam, że historia Anny mnie niczym nie zaskoczy. Spodziewałam się też zwyczajnego czasoumilacza, jednak z każdą znikającą kartką zmieniałam zdanie. Opowieść odziana w banalny tytuł a nawet mega banalny mnie zaskoczyła. Jest to, co prawda literatura kobieca, wątek miłosny był na pierwszym planie, ale całość była bardziej intersująca niż myślałam. Fabuła nie była wcale taka cukierkowata jak wspomniany tytuł a całość zachęcała do dalszego czytania – a co ważne, nie tylko umilała czas, ale także gdzieś tam w mojej główce została zapamiętana. Dlatego też z wielką ciekawością sięgnęłam po tom drugi. Byłam ciekawa, czym zaskoczy mnie tym razem autorka.
Anna jest dobrą żoną i matką. Odnalazła swoje miejsce na ziemi, tylko że... Czasem ma wrażenie, że czegoś jej brakuje, że nie żyje w pełni. Słodki schemat „kury domowej” nie wystarcza. W miarę upływu czasu dochodzi do głosu przekonanie, że jednak chciałaby od życia czegoś więcej. Stara się nie narzekać, nawet w myślach, bo przecież liczy się przede wszystkim rodzina. No i to, że Patryk jest taki szczęśliwy. Realizuje się nie tylko jako lekarz, ale też jako ojciec, głowa domu. Oboje bardzo się troszczą o Majkę. Pragną, by dziewczyna, która tak wiele w życiu przeszła, wreszcie poczuła się bezpiecznie. Jednak Patryk robi wszystko zgodnie ze swoją naturą – to znaczy despotycznie i nazbyt gorliwie. Zaczyna ograniczać córkę, tak jak wcześniej ograniczał Annę. Chce mieć je obie na wyłączność. Maja dorasta, a Anna potrzebuje powiernika… Wierzy, że stanie się nim poszukiwany ojciec. Z Małgosi przewrotny los zadrwił, spełniając jej najskrytsze marzenie. Ujawnienie prawdy będzie dla wszystkich szokiem.
Zacznę może od wrażeń wzrokowych, czyli porównanie z tomem pierwszym. Okładka nawiązuje do swojej poprzedniczki, jest kobieca i zachęcająca. Jeśli zaś chodzi o „opasłość” to tutaj również jest podobieństwo, co tylko wyostrzyło mój apetyt. Całość rozpoczyna się listem, którego nadawca jest w pierwszej chwili zagadkowy (jednak nie trudno się domyślić, kim tak naprawdę jest). Jeśli ktoś czytał pierwszy tom i coś jeszcze z niego pamięta, to łatwo wkomponuje się w klimat tej powieści. Czytanie ułatwi nam lekki styl autorki. Książka została napisana zwykłym potocznym językiem, który nie męczy czytelnika. Na swojej drodze spotkamy tych samych bohaterów co poprzednio. Każdy z nich ma swoje problemy i każdy boryka się z czymś innym. Jeśli już mowa o postaciach to od razu napomknę, że potrafią oni wywołać emocje. A szczególnie Patryk (Ci z Was, którzy mieli okazję już tego Pana poznać, zrozumieją od razu, o co mi chodzi) bywa wkurzający. Słowo wkurzający jest tutaj za delikatne. Czytając miałam ochotę rzucić książką o ścianę, a tak naprawdę to najchętniej bym wtargnęła do powieści i nim potrząsnęła. Chociaż i tak nie wiem czy to by coś dało… Jest on dla mnie mieszanką stereotypów, szowinizmu i egoisty, który ma klapki na oczach i momentami zero rozumku oraz empatii. Typowy samiec, który ma wielkie ego i został wylelkany przez mamusię, która zresztą charakterek ma także irytujący. W dodatku nie uczy się na swoich błędach. Dołożyłabym do tego obrazu jeszcze chorobliwą zazdrość, a nawet gram zaborczości. Postać Patryka została doskonale skrojona na wymiar – wywołuje emocje, przez co nie można przejść obok obojętnym. Zaraz zapytacie, co na to Anna? Jest to pytanie, na które mogę odpowiedzieć tylko połowicznie. A odpowiem krótko. Jest to kobietka z anielską cierpliwością. Uzupełnienie swojego męża, a w zasadzie przeciwwaga. W całej tej historii znajdziecie marzenia, pecha, który burzy wszystko i doprowadza do skrajności. Autorka w doskonały sposób pokazuje jak bardzo przewrotny może być los. Główną bohaterką jest Anna, która walczy z wiatrakami. Siła kobiecości zostaje wystawiona na próbę, tak samo jak zaufanie, miłość, przyjaźń i wiara w trwałość. Ból i rozgoryczenie może nas dosięgnąć w każdej chwili, a marzenia się spełniają. Tylko czy aby na pewno będą one słodkie?! Nad historią Anny unoszą się duchy przeszłości, dowie się ona o niej kilka szokujących szczegółów.

Jest to książka, w której miesza się młodość ze starością, szczerość z kłamstwem, zaufanie ze zdradą i strach z miłością a śmierć z życiem. Wszystko zostało zapakowane w zgrabną historię z ciekawymi bohaterami (tutaj też są widoczne kontrasty) a także wplecione w pejzaż miasta i górskie odludzie. Bywa klimatycznie, wzruszająco, szokująco. Być może nawet przewidywalnie, ale nie za bardzo. Wszystko w umiarze. Jak potoczą się losy Anny, Patryka, skrzywdzonej Majki, która zaczyna żyć pełnią życia oraz pozostałych bohaterów? Tego nie zdradzę. Ja przeczytałam z wielką przyjemnością. Miło spędziłam czas przy lekturze tej książki. Jest to doskonałe uzupełnienie historii z „Wyjdziesz za mnie, kotku?”. Obie książki tworzą razem ciekawą historię, która wcale nie jest zwyczajnym romansidłem. Ta książka aż kipi od emocji. Warto ją przeczytać po to, aby dopełnić historię Anny i Patryka, a także po to, aby umilić sobie czas przyjemną lekturą.

„Z okruchów nie da się ulepić całej kromki.”

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3 cm)

piątek, 27 lutego 2015

"Będzie dobrze, kotku" - konkurs wydawnictwa Prószyński

Już niedługo premiera najnowszej powieści Wioletty Sawickiej "Będzie dobrze, kotku". Z tej okazji zachęcam Was wszystkich wraz z wydawnictwem Prószyński do wzięcia udziału w bardzo ciekawym konkursie, w którym do wygrania jest egzemplarz książki, publikacja zwycięskiego materiału na stronie wydawnictwa oraz spotkanie z autorką.

Więcej informacji w filmiku:


                                       „Będzie dobrze, kotku" Wioletty Sawickiej - konkurs

Ja już miałam okazję przeczytać tę książkę (recenzja pojawi się na dniach) i mogę szczerze powiedzieć. że warto postarać się o swój egzemplarz "Będzie dobrze kotku" :) POLECAM!

Recenzja poprzedniej części "Wyjdziesz za mnie kotku?"

wtorek, 24 lutego 2015

Adam Ambler - Seksturysta


autor: Adam Ambler
wydawnictwo: Self-publishing
data wydania: 2014 (data przybliżona)
liczba stron: 242
kategoria: literatura współczesna

Dawno już nie czytałam powieści erotycznej, wypadało to zmienić. Ostatnio ciągle było głośno o słynnym Greyu -zarówno w wersji książkowej jak i filmowej - dlatego postanowiłam, że skuszę się na coś w tych klimatach. Co prawda nie postawiłam na 50 twarzy Greya (i raczej nie sięgnę – ewentualnie kiedyś z ciekawości mogę obejrzeć film), ale w zamian wybrałam coś polskiego. W moich rękach znalazł się "Seksturysta" Adama Amblera.
Bohaterem Seksturysty jest Adam - handlowiec, samiec Alpha, podróżujący do różnych krajów, w tym wypadku do Indonezji, w poszukiwaniu miłości. Nie jest to miłość, jaką znamy z tanich romansideł. Bohater szuka jej, spotykając się z przypadkowo napotkanymi kobietami, prostytutkami, kelnerkami, czy dziewczynami ze stron matrymonialnych, w jednym konkretnym celu - aby odbyć z nimi stosunek seksualny. Ale w każdym z tych aktów seksualnych jest pragnienie spotkania tej prawdziwej miłości, która, choćby oparta tylko na fizycznym kontakcie, spełniłaby poszukiwania bohatera.
„Definicja seksturyzmu określa podejmowanie podróży (niekoniecznie zagranicznych), których celem jest zaspokojenie seksualne niedające się osiągnąć w miejscu zamieszkania z wielu przyczyn. Tym samym każda osoba wybierająca się w podróż i mająca nadzieję na seks z napotkaną tam osobą jest seksturystą!”

Chciałoby się powiedzieć, że jest to książka o seksie, jednak nie można jej sprowadzić tylko do tego jednego. Co prawda seks jest tutaj tematem, który się wałkuje, o którym się rozprawia i odziera z warstw moralnych. Każdy, kto uważnie będzie czytał dzieło Adama Amblera ujrzy w nim ukryte drugie dno. Pod postacią podróży w celach zawodowo – seksualnych autor porusza tematy moralności, kultury, religii a nawet ekonomii. Opisuje jak wygląda życie w Indonezji - niewątpliwie jest to szokujący obraz, trochę egzotyczny, bulwersujący i trudny do ogarnięcia. Można powiedzieć, że odbywamy tę podróż z Adamem, handlowcem, samcem, facetem, człowiekiem, filozofem… Seks jest czymś normalnym, każdemu jest on dobrze znany a mimo to często jest uważany za tabu. Pojmowany jest, jako grzech – coś brudnego – a mimo to ludzie nie unikają go jak ognia, wręcz przeciwnie. Co o tym mówi Biblia? Jak daleko trzeba szukać odpowiedzi? Co ma na ten temat do powiedzenia autor? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tej książce. Autor nie przynudza, ciekawie rozprawia i argumentuje swoje poglądy. Wszystko przedstawia w jasny i obrazowy sposób. Całość została ubrana w oryginalny język, który bywa ostry, barwny i dopasowany do treści. Wszystko jest wyważone i momentami kontrowersyjne. Czytając zastanawiałam się czy to, aby na pewno nie jakaś fantastyka. Biorąc pod uwagę statystycznego mężczyznę i jego możliwości… Nasz bohater musiałby być jakimś niesamowitym kochankiem lub robotem, czymś co ma niespożyte ilości energii. Jest to jednak bez wątpienia pozytywny bohater, chociaż co niektórzy mogą być zniesmaczeni jego zachowaniem, postawą czy nawet poglądami. Adam to typowy samiec alfa, ma wysoką samoocenę i musi być atrakcyjny… Doczepić się tylko mogę do małych literek, do zbitego tekstu, który utrudniał mi czytanie. Miałam wrażenie, że czytam jakiś podręcznik, a słowa są tam na wagę złota…”. Pozwolę sobie na mały cytat, słowa blogerki… Oto jak podkreśliła tę książkę Krystyna Meszka (autorka bloga: cyrysia.blogspot.com):

„Wielowymiarowa, uniwersalna, pełna zmysłowego napięcia, ociekająca soczystymi scenami erotycznymi historia o pierwotnej naturze człowieka”.

Całkowicie się z tym zgadzam. Nic dodać nic ująć. Jest to książka, która zafascynuje czytelnika i sprawi, że jego puls niewyobrażalnie przyśpieszy. Seksturysta to coś w rodzaju poradnika seksualnego, przewodnika po egzotycznym kraju, eseju o zróżnicowanej tematyce. To książka, która wywołuje śmiech, szokuje, pobudza wyobraźnię i wyostrza zmysły. Dobry erotyk, który nie jest przeznaczony tylko dla „mamusiek”. Myślę, że jest odpowiedni zarówno dla kobiet jak i mężczyzn, którzy mają ochotę na odważną i ciekawą lekturę.

Dziękuję autorowi za możliwość przeczytania książki

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,3 cm)

niedziela, 22 lutego 2015

Victoria Aveyard - Czerwona królowa


autor: Victoria Aveyard
tłumaczenie: Adriana Sokołowska
tytuł oryginału: Red Queen
wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
data wydania: 18 lutego 2015
liczba stron: 488
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

„Każdy może zdradzić każdego”.

W moje ręce trafiła książka, która (według mojego męża) nie powinna mnie zainteresować. Stwierdził, że to kompletnie nie moje klimaty i się w nich nie odnajdę – mimo to, sam ją kupił. Ostatnio nie ma dla mnie „tabu” książkowego, nie ma czegoś, co mnie nie zainteresuje a już na pewno staram się tak nie nastawiać. Moje gusta się totalnie zmieniły i książki, które do tej pory były na bocznym torze, teraz mnie zaskakują. Sama siebie zaskakuję. Czerwona królowa to tytuł, który zapewne nie tylko mnie narobił smaczka. Wszyscy fani tego gatunku będą chcieli sięgnąć po ten właśnie tytuł. I od razu mogę zaznaczyć, że naprawdę warto.
Mare Molly Barrow, urodzona siedemnastego listopada 302 roku Nowej Ery, córka Daniela i Ruth Barrowów – recytuje z pamięci Tyberiasz, streszczając moje życie. – Nie masz zawodu i w dniu następnych urodzin masz wstąpić do wojska. Chodzisz do szkoły nieregularnie, osiągasz słabe wyniki i masz na swoim koncie wykroczenia, za które w większości miast trafiłabyś do więzienia. Kradzieże, przemyt, stawianie oporu podczas aresztowania to zaledwie początek listy. Ogólnie rzecz biorąc, jesteś biedna, nieokrzesana, niemoralna, mało inteligentna, zgorzkniała, uparta i przynosisz hańbę swojej wiosce i królestwu. […] A mimo to jest w tobie coś więcej. – Król wstaje, ja zaś przyglądam się z bliska jego koronie. Jej końce są nieprzeciętnie ostre. Jak sztylety. – Coś, czego nie mogę pojąć. Jesteś jednocześnie Czerwoną i Srebrną. Ta osobliwość pociąga za sobą potworne konsekwencje, których nie jesteś w stanie zrozumieć. Co zatem mam z tobą począć?
Okładka jest bardzo „estetyczna”, minimalistyczna i zarazem bardzo wymowna. Przyciąga uwagę i intryguje. Tak niewiele, a potrafi wpaść w oko. Powiedziałabym, że jest ona wręcz realistyczna… krew spływająca po koronie wygląda jak prawdziwa. Więc jeśli sama okładka jest tak dobra, to jaka musi być treść?

Fabuła jest po prostu porywająca. Dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, nie znajdziecie żadnej luki… Całość została napisana w lekki i przejrzysty sposób, co wpływa na komfort czytania, a przy tym pozytywnie na wyobraźnię czytelnika. Główna bohaterka nie jest też żadnym chodzącym ideałem, ma swój charakter i potrafi ryzykować. Jest to młoda dziewczyna, która swoje życie potrafi postawić na szali, aby zapewnić bezpieczeństwo i lepsze życie rodzinie, przyjaciołom i innym „zwykłym Czerwonym”. Ja nie mam do czego się doczepić, jeśli chodzi o postać Mary Barrow. Jeśli chodzi o inne osobowości to bywa z tym różnie – tak jak w codziennym życiu. Są pozytywni bohaterowie i negatywni. Irytujący i ci, których da się lubić. Są fałszywi i szczerzy. Są też tacy, do których mamy mieszane uczucia. Warto jednak pamiętać o tym, że każdy może zdradzić każdego a pozory mogą mylić. Historia wymyślona przez autorkę toczy się w 320 roku Nowej Ery. Ludzie dzielą się na Czerwonych i Srebrnych. Ci pierwsi pełnią funkcję niewolników, kogoś kogo można zabić (i to w liczbie ogromniej) wykorzystać, upokorzyć i stłamsić. Są to ludzie, którzy często nie mają nic, prócz krwi koloru czerwonego, strachu i siły przetrwania. Ci drudzy zaś to „Bogowie”, w ich żyłach płynie srebrna krew i mają nadludzkie zdolności. Bezkarni, bogaci i okrutni. Czy wszyscy? Czy znajdą się tacy, którym można zaufać? Jednak na swojej drodze czytelnik spotka jeszcze kogoś… Chodzącą zagadkę?! Jest to historia o odwadze, o niesprawiedliwości, o okrucieństwie i zdradzie… Zdradzie na wielką skalę. Oczywiście można pod to podpisać także miłość, jednak dla mnie to tylko lekkie tło, która jest dopełnieniem. Dodaje smaczku i wyprowadza czytelnika w pole, czasami wprawia w zdumienie. Miłość opisana w tej książce nie przyprawia o mdłości. Dałam się nabrać utartym schematom… zastanawiałam się, dlaczego znowu jest tak a tak… Dlaczego nie na odwrót? Choć raz mogłoby być inaczej… Już miałam nadzieję, już myślałam, że wszystko wiem i nagle trach… Autorka mnie zaskoczyła. Victoria Aveyard to kobieta o dużej wyobraźni i talencie, co udowodniła tym, co stworzyła. Jest pisarką i scenarzystką. Swoją pracę traktuje, jako wymówkę, bo dzięki niej może z czystym sumieniem oglądać wiele filmów i czytać jeszcze więcej książek. Jak widać jej praca i zainteresowania nie poszły na marne, stworzyła dobrą historię, która porywa czytelnika od samego początku a w dodatku nie jest to zwyczajne romansidło na tle fantastyki.

Nie zaznacie tutaj nudy, od początku do końca coś się dzieje, pojawiają się zwroty akcji, intrygi. Autorka w swojej książce pokazuje wartości, dla których warto zaryzykować nawet własne życie. Myślę, że każdy kto lubi literaturę tego typu i chce przenieść się do innego ciekawego a zarazem szokującego świata będzie zadowolony. Dokładne i obrazowe opisy potrafią pobudzić wyobraźnię i poznać smak tamtego świata, nawet tego podziemnego… A zakończenie pozostawia niedosyt, ale taki pozytywny. Chciałoby się czytać dalej. Ja nie mogłam się oderwać od czytania. Mam nadzieje, że i Wam się spodoba. Ja jestem oczarowana i wszystkim życzę tego samego.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3,2 cm)

sobota, 21 lutego 2015

Monika A. Oleksa - Samotność ma twoje imię


autor: Monika A. Oleksa
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 30 września 2014
liczba stron: 424
kategoria: Literatura piękna

"Samotność ma twoje imię" Moniki A. Oleksy przyciąga uwagę już od samego początku swoją okładką. Jest ona niezwykle ciepła i optymistyczna mimo tytułu, który jest jej przeciwieństwem – od niego bije chłód. Tym razem postanowiłam wziąć „na języki” samotność. Skoro można napisać o niej książkę, to musi być niewyczerpanym tematem do dyskusji. Jaka ona jest naprawdę? Najbardziej doskwiera w pustym domu czy wśród tłumu? Ciekawi jesteście, co na ten temat ma do powiedzenia autorka?
Ewa, Martyna, Hanna, Janina, Danuta, Magda – kobiety w różnym wieku i z różnym bagażem życiowych doświadczeń. To, co je łączy to Samotność, która niejedno ma imię. To również pachnąca domowym ciastem opowieść o codzienności, w której tęsknota za bliskością odnajduje zrozumienie, mocnej siłą przyjaźni i rodziny. Ubarwionej następującymi po sobie porami roku. To jednak przede wszystkim książka o poszukiwaniu samego siebie, i przesłanie, że nie można zamykać się na innych ludzi. Warto zrobić krok dalej i zaufać.
W tej książce znajdziecie historie kilku kobiet, ale nie tylko. Poznacie także mężczyzn… im także doskwiera owa, znana wszystkim samotność. Najważniejszą postacią ze wszystkich jest tutaj Ewa. To ona przewodzi innym postaciom, na niej czytelnik skupia się najbardziej. Prócz Ewy, Martyny, Hanny, Janiny, Danuty, Magdy, Róży i mężczyzn znajdziecie tutaj jeszcze jedną postać. Samotność. Nie jest to tylko określenie stanu ducha, nie jest to też kobieta o dziwnym imieniu… Autorka opisała Samotność, jako postać, odrębną jednostkę, która obserwuje, wędruje, drwi, dotrzymuje towarzystwa…


„Samotność wędrowała pustymi ulicami uśpionego miasta. Zaglądała ciekawie w okna, wypatrując, gdzie mogłaby się przytulić. […]Czasami zatrzymywała się na dłużej, pełna współczucia do osoby ukrytej za zasłoną lub roletą. […] Samotność nie litowała się nad ludźmi. Ona im po prostu współczuła. Dlatego przytulała się do człowieka, w którego oczach dostrzegała pustkę i zostawała z nim, na trochę; na jakiś czas; na dobre.”

Samotność to taki niemy towarzysz, który staje się pasożytem żerującym na człowieku i jego codzienności. Autorka dobrze opisuje stan ducha zwany samotnością, a także doskonale nakreśla nam wizerunek tej dodatkowej postaci. Ta nieproszona istota może przylgnąć do każdego z nas, niezależnie od wieku, majątku, pracy czy też ilości osób w komórce społecznej zwanej rodziną. Każda z postaci w tej książce ma swoje życie – utrwalone na tych kartkach jak na zdjęciu. A w tle – jak duch – stoi ona – Samotność- trzyma rękę na ramieniu, siedzi na parapecie, zagląda przez ramię a nawet szepcze do ucha. Jednak w tej książce znajdziecie jeszcze coś. Lekcje jak zwalczać samotność. Jak czerpać radości z każdego drobiazgu, jak doceniać drugiego człowieka i jak walczyć o szczęście naprawiając błędy.

„Każdy człowiek zostaje nam dany po coś, aby czymś nas ubogacić, dopełnić, coś pokazać czy uświadomić. Poprzez ludzi dostajemy tysiące szans na to, aby stać się lepszym człowiekiem lub aby temu człowiekowi pokazać coś, czego on do tej pory nie dostrzegł.”

Jeśli chodzi o postacie… co do Ewy mam mieszane uczucia, irytowała mnie swoim zachowaniem i myśleniem. Starałam się ją zrozumieć – jak kobieta kobietę – i nawet przez pewien czas mi się to udawało. Ale ile można ciągle w kółko ciągnąć to samo? A najlepsze jest to, że do niej nic nie docierało. Na miejscu pierwszym stawiam tutaj staruszki… Jest to powieść wielowątkowa, każdy znajdzie w niej coś dla siebie, gdyż zawiera pewne życiowe mądrości okraszone nutką optymizmu. Bohaterów też jest dość dużo, więc jest w czym wybierać. Książka została napisana w ciekawy sposób, taki jak lubię. Jednak czegoś mi w niej zabrakło. Czegoś, co by mnie totalnie zaczarowało, wywołało sentyment i pełną sympatię do bohaterów.

Jest to powieść, która umili z pewnością wolny czas. Niejednych pewnie zachwyci, być może innych rozczaruje. Jednak na pewno narobi wszystkim smaku na te nieziemskie pyszności, na które znajdziecie przepisy na końcu książki. Czytając „czuje się” zapach tego domowego ciasta, ślinka cieknie a zmysły szaleją. Jest to jakiś sposób, żeby osłodzić debatę o samotności. Bywają momenty bardzo klimatyczne, refleksyjne i w dodatku ubrane pięknie w słowa. Książka dla lubiących zagłębiać się w nurtujące tematy. Tutaj padną też pytania. Czym jest szczęście? Czym jest samotność? Czym odwaga? Myślę, że jest to lektura, którą warto przeczytać.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,1 cm)

środa, 18 lutego 2015

Éric-Emmanuel Schmitt - Trucicielka


autor: Éric-Emmanuel Schmitt
tłumaczenie: Agata Sylwestrzak-Wszelaki
tytuł oryginału: Concerto a la memoire d'un ange
wydawnictwo: Między słowami
data wydania: 17 marca 2014
liczba stron: 288
kategoria: literatura współczesna

„Opowiadanie jest szkicem powieści, powieścią, z której wykreślono wszystko, co zbędne.”

Mądre słowa, chociaż zapewne nie każdy się z nimi zgodzi. Myślę, że dla zwolenników dobrych opowiadań, będzie ono miało swój sens. Bo przecież opowiadanie to też historia, tylko że mniej opasła, mniej rozwinięta, ale zwierająca to samo przesłanie i jest równie wartościowa. Wersja mini z wyraźną esencją, bez dodatkowych ulepszaczy i z mniej rozwiniętymi dialogami. Podobnie myśli autor książki, którą Wam dziś zaproponuje, Eric –Emmanuel Schmitt. Jego rozważania na temat opowiadań zawartych w tej książce jak i tych dotyczących pisania znajdziecie na samym końcu tego tomu. Ja lubię zarówno opasłe tomiska jak i opowiadania, które zresztą zaczęłam cenić dzięki twórczości Alice Munro. Wybierałam także teksty innych autorów i tak oto narodziła się moja sympatia do opowiadań. Z twórczością Schmitta miałam niedawno do czynienia, przy okazji czytania „Napoju miłosnego”. Wcześniej było "Małżeństwo we troje" i "Oskar i pani Róża", a teraz wybrałam "Trucicielkę". Dlaczego "Trucicielka"? Zainteresowała mnie okładka, tytuł a co najważniejsze autor. Spodobał mi się jego styl, więc chciałam przeczytać więcej jego książek.

Autor w swoich opowiadaniach porusza kwestię namiętności i prywatnych obsesji. Wszyscy bohaterowie muszą zmierzyć się z własnym emocjami, z tym co ich trapi, zżera i podejmować decyzję. Siła uczuć jest potężna i dowodem na to są postacie stworzone przez Schmitta. Nie są oni kryształowi, przejrzyści ani święci. Są po prostu ludzcy, wadliwi, surowi, egoistyczni i rządni władzy, dla której zrobią wszystko. Każdy mierzy się ze swoimi małymi demonami, każdy analizuje swoje własne życie i mierzy się z czasem, który ich otacza. Często postacie się ze sobą mijają, mam na myśli rozbieżność uczuć. Nigdy, nie czują tego samego, różnią się od siebie a to czasami może zgubić. W tej książce znajdziemy cztery opowiadania, które przybliżą nam naturę człowieka. 

Opowiadanie pierwsze: Trucicielka

Tytułowa „Trucicielka” to kobieta oskarżona o zbrodnie i to nie jedną. Jest atrakcją miasteczka, to dzięki niej pojawiają się turyści. Stara kobieta o duszy młodej kobiety. Kobieta, która ma w sobie pożądanie, zazdrość, miłość…jej relacja z młodym księdzem jest zaskakująca i dziwna. Wykorzystuje młodego proboszcza zabierając mu jego niewinność i otwartość. Nie mogłam się otworzyć na to opowiadanie, nie mogłam sobie tej staruszki wyobrazić i jej pożądania, jej miłości, jej charakteru. Coś mi nie pasowało, nie mogłam się przenieść wraz z moją wyobraźnią do tego miasteczka i obcować z tą wyrachowaną kobietą, która pragnęła uwagi księdza. Wyłączności, dla której była gotowa wiele poświęcić…

Opowiadanie drugie: Powrót

Historia, ojca, mężczyzny, marynarza…człowieka, który nie lubi rozmyślać, skupia się na pracy a nie na uczuciach. Pewnego dnia, podczas rejsu dostaje wiadomość, że jego córka nie żyje. W konsekwencji skazany jest na myślenie. Uporczywie zastanawia się, która z jego córek mogła umrzeć? Jedną kocha bardziej a drugiej życzy śmierci. A co z kolejną? Myśli stają się coraz trudniejsze, wywołują lawinę uczuć. A to z kolei wpływa na marynarza…Jak? Co odkrył? Które z córek nie żyje? Przykład tego człowieka pokazuje, że nie należy skupiać się tylko na pracy, tylko na pieniądzach. A małżonka nie traktuje się jak partnera w biznesie. Trzeba umieć kochać i okazywać to…nie można być egoistą.

Opowiadanie trzecie: Koncert Pamięci Anioła

Ta historia jest zadziwiająca. Została napisana przy muzyce Albana Berga, która znalazła swe miejsce w opowiadaniu i tytule. Do czego może doprowadzić niezdrowa rywalizacja, chęć wygranej i egoizm? Niewątpliwie do tragedii. Do zamiany ról, do zepsucia. Bohaterami są dwaj młodzi muzycy, oboje są świetni w tym, co robią…Jednak Chris zbyt zazdrości Axelowi. Dokąd to doprowadziło obu bohaterów? To opowiadanie mnie zszokowało. Byłam zaskoczona, tym jak potoczyły się losy bohaterów, ale także tym jak ta historia się zaczęła. Byłam zniesmaczona zachowaniem Chrisa, a następnie pełna rezerwy i pogardy dla Axela. Dziwne prawda?

Opowiadanie czwarte: Elizejska miłość

Ta historia najbardziej do mnie przemówiła. Od miłości do nienawiści jest jeden mały krok. Dla władzy można poświęcić zbyt wiele. Uczucia małżonków są zupełnie inne i mijają się w korytarzu codzienności. Jak można się zemścić? Jak zastąpić dawną miłość? Jak zagwarantować sobie bezpieczeństwo? Jak wybaczyć? I co zrobić w ostateczności. Prezydent i jego żona to aktorzy, który mają dwa oblicza. Jak zakończy się historia tej pary? Hmm… szokująco. A mianownikiem łączącym wszystkie opowiadania, prócz emocji i obsesji jest Święta Rita. Święta od przypadków beznadziejnych. Nie ma ona być wyjaśnieniem wszystkiego, nie ma być na pierwszym planie…Bywa, że daje nadzieje, może być traktowana z ironią a nawet wyzwalać działanie. Czasem pobudza do myślenia, czasem można na niej zarobić a czasem po prostu daje wytchnienie.

Po raz kolejny Schmitt pokazuje swój talent. Potwierdza, że umie stworzyć niezwykłe historie, które mają niewiele stron. A co ważne wydobywa emocje. Nie zawsze pozytywne, tak samo jak jego bohaterowie. Emocje się zmieniają i ludzie także…Dokąd nas one zaprowadzą? Mnie najbardziej urzekło ostatnie opowiadanie. Ma w sobie nadzieję i miłość…mimo złych chwil. A na końcu znajdziecie miły dodatek…Pamiętnik autora, z którego można się tego i owego dowiedzieć. Jeśli chcecie zgłębić temat emocji to zapraszam do lektury.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,6 cm)

niedziela, 15 lutego 2015

Stanisław Karolewski - Szarlatańskie wersety. Rok w antykwariacie


autor: Stanisław Karolewski
wydawnictwo: Szarlatan
data wydania: 20 stycznia 2015
liczba stron: 138
kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik

Antykwariat w ogólności przedsiębiorstwo handlujące przedmiotami mającymi wartość z tytułu ich starożytności, osobliwości lub rzadkości, a zarazem przeważnie pewną wartość artystyczną, np. meble, numizmaty, dzieła sztuki. W szczególności księgarnia handlująca używanymi książkami, zwana antykwarnią.

Tak wyjaśnienie znajdziemy w internecie, w encyklopedii bądź w którymś ze słowników. A jak Wy widzicie antykwariat? Ja wyobrażam sobie to miejsce, jako skarbnicę, w której można znaleźć naprawdę cenne zdobycze. Okazy z duszą, pachnące historią, ubrane we wspomnienia i przesiąknięte kurzem. Oczami wyobraźni widzę niewielkie pomieszczenie, które pochłania klienta bez reszty. Nie ważne czy kocha on książki, stare płyty czy kolekcję porcelany.


„ Książki piszę, czytam i zbieram, kupuję, sprzedaję, konserwuję i oprawiam. W weekend używam ich jako cegieł. Na środku antykwariatu buduję miasto. Dobieram wielkości, faktury opraw i kolory, bo jeśli dobrze nie przewidzę, jakim tomikiem posłużę się na górze, wszystko może lec w gruzach. Na środku tego miasta będzie antykwariat, w którym antykwariusz układa z książek miasto.”

Szarlatańskie wersety. Rok w antykwariacie to książka, która nie zaspokoi oczekiwań wszystkich czytelników. Docenią ją miłośnicy prozy poetyckiej, którzy lubią bawić się dwuznacznością słów. Ta z pozoru cieniutka książeczka zawiera ponad sto miniatur, które będą smakołykiem dla miłośników gatunku. Dodatkową atrakcją wzbogacającą treść są zdjęcia, które pochodzą z archiwum autora. Idealnie komponują się z treścią i cieszą oko. Czytelnik znajdzie tutaj nie tylko klimatyczne zdjęcia, ale także wartościowe teksty, pełne ciekawych spostrzeżeń i refleksji.


Niektóre miniatury są naprawdę mini…te zaś zapisane na czarnych kartkach najlepiej czytać w gumowych rękawiczkach, gdyż łatwo zbierają odciski palców (takie moje pierwsze skojarzenie, gdy zaczęłam czytać). Szarlatańskie wersety Stanisława Karolewskiego przeniosą Was do niezwykłego miejsca, pozwolą oderwać się od codzienności i pobujać w obłokach. Jest to książka, którą najlepiej czytać „po trochu” – małymi kroczkami – po to, aby się delektować zawartymi w niej mądrościami.

Czym jest książka? Jak można ją postrzegać?


„Każda z nich prowadzi w niepoliczoną, nieogarniętą opowieść. Oprawa to dno szkatułki. Historia zamknięta w czterech ściankach, w trzystu stronach.”


Ta, którą Wam przedstawiam, którą obgaduję w tej recenzji jest klimatyczna i relaksująca. Ma spokojne tempo, które nie trzyma się sztywnych norm, nie znajdziecie w niej zwartej fabuły i powalającej powieści… Znajdziecie pogaduchy o życiu, ludziach i miłość do książek. Przemyślenia i zapiski autora. Można by to uznać za rozmowę autora z czytelnikiem, antykwariusza z klientem. Komu mogę polecić? Z pewnością miłośnikom prozy poetyckiej, osobą lubiącym poezję, zabawę metaforami, anegdoty i trochę filozofii. Nigdy nie odwiedziłam żadnego antykwariatu, jednak po tej lekturze mam na to wielką ochotę.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu:



czwartek, 12 lutego 2015

Agata Christie - Śmierć na Nilu


autor: Agatha Christie
tłumaczenie: Natalia Billi
tytuł oryginału: Death on the Nile
wydawnictwo: Dolnośląskie
data wydania: listopad 2011 (data przybliżona)
liczba stron: 336
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Cenię sobie dobry, klasyczny kryminał w doskonałym wykonaniu, dlatego też po raz kolejny wybrałam książkę Agaty Christie. Tym razem padło na intrygujący, zapowiadający ciekawą i krwawą akcję, tytuł – Śmierć na Nilu. Dlaczego akurat wybrałam tę książkę, a nie inną? Myślę, że znów szalę przeważyło moje wspomnienie z okresów „późnego dzieciństwa” i pewien krótki przebłysk sceny filmowej. Wytworny dżentelmen z wąsikiem w jasnym garniturze próbujący rozwikłać zagadkę śmierci na statku… Niewątpliwie przypominał on Herkulesa Poirota a i klimat pasował idealnie do powieści Christie. To wspomnienie krążyło gdzieś w mojej podświadomości, ale dopiero gdy zobaczyłam książkę odżyło pełnym blaskiem. Kolejnym przemawiającym argumentem jest fakt, że bardzo lubię twórczość tej autorki.
Poirot wyjeżdża odpocząć do Egiptu, ale od razu zawodową czujność budzą relacje między trojgiem współuczestników wycieczki. Linnet Ridgeway posiada wszystko: urodę, inteligencję, bogactwo...i męża, którego zwinęła sprzed nosa swojej przyjaciółce Jacqueline. Teraz Jacqueline nie opuszcza jej na krok, pojawiając się wszędzie tam, gdzie udaje się para w podróży poślubnej. Jej obecność zatruwa im każdą chwilę? Linnet z mężem próbują uwolnić się od jej krępującej obecności, w tajemnicy wsiadając na statek podróżujący po Nilu. Ale okazuje się, że Jacqueline już tam jest...
Jest to taka historia jaką lubię. Są ofiary, są podejrzani, są poszlaki, dowody i trzeba wskazać winnego. Lubię zgadywać, kombinować i zagłębiać się w ludzką naturę. Podoba mi się taki styl śledztwa… typowy dla Poirota - przesłuchania i jego dedukcje (inne niż mojego ulubieńca Holmesa). Akcja powieści toczy się swoim rytmem, nie biegnie na złamanie karku… W książkach Christie liczy się spokój, napięcie i subtelność. Jej kryminały są pełne elegancji, mimo różnego rodzaju przestępstw – w tym przypadku morderstwa. Od razu zaznaczę, że cała ta opowieść, nie jest wcale taka przejrzysta jak mogłoby się wydawać…nie mamy tutaj do czynienia tylko z zagadką, jaką jest wykrycie mordercy. W tej historii znajdziemy miłość i pieniądze, czyli namiętności, dla których zazwyczaj się grzeszy. Wątki się przeplatają a bohaterowie są barwni i nie przejrzyści. Oczywiście można by narzekać, że na owo morderstwo trzeba sobie trochę poczekać, ja jednak uważam to za zaletę. Nie mamy wszystkiego podanego na tacy…rach ciach i już mamy trupka w przysłowiowej szafie. Czytelnik ma okazję rozeznać się w temacie, poznać trochę postacie i dopiero potem zagłębić się w dramacie rozgrywającym się na tej egzotycznej i znanej wszystkim rzece. Oczywiście gwiazdą tego śledztwa i tym samym podróży jest sam Herkules Poirot, który swoją rolę podkreśla kilkoma zdaniami:


„Jeśli coś się wyłoni z ziemi podczas prowadzonych wykopalisk, to bardzo starannie czyści się teren wokół tej rzeczy. Wybiera się zbędną ziemię, oskrobuje tu i ówdzie przedmiot ten nożem, aż oczyszczony z zewnętrznej warstwy, ukaże się w całej swej krasie, gotowy do opisu i fotografii. Do tego właśnie dążę: usunąć zbędne naleciałości, abyśmy mogli dojrzeć prawdę, nagą prawdę w całej jej okazałości.”

Podsumowując: kryminał najwyższych lotów. Fabuła jest dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Nie nudzi, a do tego jest wręcz przepełniona elegancją i barwnymi dialogami. Jest to książka, którą można się delektować. Czytałam ją z wielką przyjemnością i zaciekawieniem. Ani przez sekundę nie poczułam się rozczarowana czy zniechęcona. Tak, więc moje wspomnienie zaowocowało wspaniałą lekturą no i pozostało ulokowane w odpowiednich szufladkach. A film na podstawie tej książki, muszę koniecznie obejrzeć i cofnąć się w czasie. Poza tym chętnie porównam wersję książkową od ekranowej. Po raz kolejny Królowa Kryminału udowodniła swój talent. Ten kryminał z pewnością przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom twórczości Christie. Myślę, że zaspokoi gusta fanów klasycznego dobrego kryminału.


„Człowiek może się przyznać, tak czy owak, do zamierzonego morderstwa, ale niepodobieństwem jest skłonić go, by przyznał się do prawdziwego występku.”

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,1 cm)

wtorek, 10 lutego 2015

Agnieszka Olejnik - Dante na tropie


autor: Agnieszka Olejnik
seria: Seria z fasonem
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 5 lutego 2015
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Tym razem chcę Wam narobić smaczka na ciekawą lekturę. Na książkę niecierpliwie przeze mnie wyczekiwaną. Mowa tutaj o najnowszym dziele Agnieszki Olejnik "Dante na tropie". Dlaczego z niecierpliwością czekałam na ten tytuł? Powodów jest kilka. Miałam okazję już czytać książkę Pani Agnieszki i byłam bardzo zadowolona. "Zabłądziłam" (bo o tym tytule mowa) zostanie w mojej głowie na bardzo długo. Gdzieś tam w pamięci przechowuję bohaterów i nadal czuje się zaintrygowana ich przyszłością. Szkoda tylko, że nie będzie kontynuacji :) Tak, więc po tak dobrej lekturze smaczek mi się wyostrzył. Dodatkowo zaintrygowała mnie sama autorka, swoją osobowością, jak i zapowiadaną książką. A przyznam się bez bicia, że fabuła rozkręciła moją ciekawość. Znając styl i lekkość pióra autorki, spodziewałam się ciekawej historii, od której nie będę mogła się oderwać. Czy tak było w rzeczywistości?
Prowincjonalne spokojne miasteczko, przytulna stara willa na uboczu, otaczający ją ogród, wyżeł weimarski o poetyckim imieniu Dante – to świat Anny Drozd, trzydziestoparoletniej bibliotekarki, która porzuciła życie w wielkim mieście, dziennikarską karierę i zaczyna wszystko od nowa. Przed czym ucieka? Dlaczego lubi samotność i stroni od ludzi? I czy nowe miejsce okaże się azylem, którego szuka? Pewnego dnia podczas spaceru Dante przynosi do jej stóp makabryczne znalezisko. Anna zgłasza sprawę na policji i od tej chwili kończy się jej sielska egzystencja. W miasteczku zaczynają ginąć ludzie. Bohaterka prowadzi własne śledztwo. Wkrótce i jej życie będzie zagrożone. Kto jest przyjacielem, a kto wrogiem? Kim jest Wiktor Gryka, komisarz policji, który bardzo intensywnie zaangażował się w jej sprawę? Czy może mu ufać?
Wyobraźcie sobie spokojne małe miasteczko, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą (albo myślą, że wiedzą). Czas płynie tam miarowo, można by rzec sielsko i spokojnie, ale tylko do chwili… A konkretnie do momentu pierwszego nieboszczyka. Klimatyczne niepozorne miejsce, które skrywa tajemnicę i to wcale nie byle, jaką… Wystarczy do tego dołożyć kilka charakterystycznych postaci, które na pierwszy rzut oka są tak samo niepozorne jak miasteczko, w którym mieszkają. Nie chcę się zagłębiać w fabułę, gdyż opis znajduje się powyżej – kto chce może przeczytać i poruszyć swoją wyobraźnię, ale nie zbyt nachalnie. Teraz kilka słów, zdań – czyli moja opinia. Fabuła mnie naprawdę zaintrygowała. Historia bibliotekarki, która bawi się w detektywa mnie po prostu wciągnęła – całą niedzielę przesiedziałam i czytałam – oczywiście aż do ostatniej kropki. Oczywistością jest też to, że autorka wywiodła mnie w pole i nie odkryłam przed czasem mordercy. Nie mówię, że w porę nie wyczułam pulsującego, drgającego niebezpieczeństwem momentu, bo to od razu wyniuchałam. Główną bohaterką jest Anna, którą polubiłam (chociaż mam wrażenie, że czasami przesadza, ale któż z nas czasem nie popada w przesadę?!). Ma w sobie coś ludzkiego, bywa zabawna i zakręcona, a może „pokaleczona” i niezdecydowana? Myślę, że znajdą się takie osoby, którym ta postać może nie przypasować, wiadomo każdy lubi coś innego. Ja wczułam się od razu w klimat, może dlatego, że sama chętnie pracowałabym w bibliotece, miałabym takiego cudnego psa i przytulną willę? Za co dodatkowo polubiłam Annę? Za to, że jej pasją nie są tylko książki, ale także fotografia. No i za odwagę i kobiecość. Oczywiście gwiazdą jest tutaj Dante, którego nie da się nie lubić.

W tej historii nie zabraknie uniesień, porywów serca oraz zabawnych scen. Myślę, że wyszedłby z tego niezły film. Oczywiście znajdziecie tutaj wątek miłosny na tle mrocznych wydarzeń i niebezpieczeństw, które przybierają na silę. Dodatkowym plusem są postacie…nie są sztuczne, przesłodzone – powiem nawet, że pojawia się pewien brzydal (co jest raczej rzadkością, jeśli chodzi o wątek miłosny). Jak widać nawet w pozornym brzydalu można coś znaleźć pociągającego. Fabuła jest naprawdę doskonale wymyślona, dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Całość czyta się szybko i przyjemnie a styl autorki podbije serce nie jednego czytelnika. Jak na razie same plusy i nawet nie wiem czy są jakieś minusy…ja żadnego się nie doszukałam. 

Podsumowując: jest to książka, która przenosi do czytelnika w „inny wymiar”. Do połowy myślałam, że jest do romans na tle kryminału. Jednak po przeczytaniu do samego końca stwierdzam, że jest to dobry kryminał w połączeniu z wątkiem miłosnym. Czyli zachwyci miłośników obyczajówki, romansu i mrocznych klimatów w tym zagadek. Znajdziecie tutaj miłość, zbrodnię, nienawiść, zemstę, życie codzienne i jego problemy a nawet „wiedźmę”. Tak, więc z czystym sumieniem mogę odpowiedzieć na pytanie, które postawiłam na początku. Nie mogłam się od tej książki oderwać, spełniła moje oczekiwania i na pewno będzie honorowym członkiem na mojej półce. Myślę, że kiedyś do niej wrócę. Macie ochotę na naprawdę dobrą lekturę? W takim razie polecam…

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+2.6 cm)

niedziela, 8 lutego 2015

Colleen Hoover - Losing Hope


autor: Colleen Hoover
cykl: Hopeless (tom 2)
tytuł oryginału: Losing Hope
wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 4 lutego 2015
liczba stron: 355
kategoria: romans

Zapewne większość z Was, a być może nawet każdy, kojarzy Hopeless. Książka zgarnęła mnóstwo pozytywnych opinii, a czytelnicy się nią zachwycali. Ja zresztą także, dlatego nie zdziwicie się pewnie, widząc recenzję drugiego tomu. Czy Losing Hope okazało się lepsze niż poprzedniczka? Czy podczas czytania zabrakło mi tchu? Otóż niestety nie.
Czasami, aby pójść naprzód, trzeba najpierw sięgnąć głęboko w przeszłość. Przekonał się o tym Dean Holder. Przez wiele lat zmagał się z poczuciem winy, że kiedyś pozwolił odejść małej dziewczynce. Od tego czasu szukał jej uparcie, ale nie spodziewał się, że gdy ponownie się spotkają, ogarną go jeszcze większe wyrzuty sumienia.
Moja recenzja nie będzie długa i obszerna. Doszłam do wniosku, że nie ma sensu lać wody i rozpisywać się nie wiadomo jak. Druga część jest idealnym uzupełnieniem tomu pierwszego. Doskonale opisuje uczucia Holdera i rzuca światło na te wydarzenia, do których nie mieliśmy dostępu z punktu widzenia Sky. Mamy wgląd w bardzo osobiste myśli, emocje i rozterki głównego bohatera. Możemy go poznać z innej strony i uzupełnić swoją wiedzę i poglądy. Jeśli mowa o pozytywach to tyle. Nie chodzi wcale o to, że książka mi się nie podobała – bo tak nie jest. Po prostu momentami odczuwałam nudę, deja vu i miałam wrażenie, że konsumuje odgrzewanego kotleta z rozgotowanymi ziemniakami. W pamięci mam jeszcze to, co działo się w poprzednim tomie, dlatego niektóre dialogi dobitnie mi przypominały (kopiowały) tamte fragmenty. Rzadko, kiedy czytam jedną książkę dwa razy (są co prawda wyjątki, ale bardzo rzadkie) a podczas tej lektury miałam wrażenie, że czytam znów to samo. Owszem były momenty świeże i nowe, były też takie, które odświeżały pamięć w odpowiednim momencie, jednak to mi nie wystarczyło na tyle bym padła na kolana. Zresztą po raz kolejny spotykamy się z zamianą głównych bohaterów i tym samym narratorów. Po raz kolejny widzimy całą sytuację oczami tej drugiej osoby…Ile można??? Frustruje mnie to nieziemsko. W tej części zwrócimy praktycznie uwagę na Holdera. Tak jak wspominałam, poznamy go z zupełnie innej strony. Przenikniemy przez jego skórę i dostaniemy się do środka. Zobaczymy zagubionego nastolatka, który próbuje sobie poradzić z tragedią i to nie jedną. Czytając jego zapiski zauważymy ile w nim jest gniewu, niezrozumienia, sarkazmu… Jego emocje są zrozumiałe, chociaż czasami mam wrażenie, że przesadzone i wyolbrzymione. Być może to tylko moje odczucia i uprzedzenia, jednak ja tak odebrałam tą książkę.

Podsumowując: doskonałe uzupełnienie tomu pierwszego, jednak bez fajerwerków. Myślałam, że poczuje się w jakiś sposób znokautowana i poruszona bardziej niż w przypadku pierwszej części lub chociaż podobnie. Jednak tak się nie stało. Przeczytałam, przyswoiłam i odłożyłam książkę na półkę. Poczułam spójność między tomami i narracjami, jednak nic więcej. Szkoda… Być może Wy zareagujecie na całość zupełnie inaczej niż ja…Może będziecie mniej wymagający, bądź mniej czepliwi. A może po prostu lubicie zamianę narratorów i odgrzewane dania… Nie zniechęcam do przeczytania, ponieważ warto sobie całą tę historię poskładać i poznać Holdera dogłębnie, samo to już jest warte uwagi.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+2,2 cm)

piątek, 6 lutego 2015

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Przemiana


autor: Michelle Hodkin
cykl: Mara Dyer (tom 2)
tytuł oryginału: The Evolution of Mara Dyer
wydawnictwo: GW Foksal/ YA!
data wydania: 28 stycznia 2015
liczba stron: 544
kategoria: literatura młodzieżowa

Jakiś czas temu miałam okazję zajrzeć do skomplikowanego świata Mary Dyer. Pamiętam, że ta wycieczka średnio przypadła mi do gustu. Czegoś mi brakowało… Może świeżości, odmienności, haczyka, wabika itp… Obiecałam sobie jednak, że sięgnę po kontynuację i przekonam się czy będzie lepsza (tym bardziej, że zakończenie tomu pierwszego było obiecujące). Właśnie nadarzyła się taka okazja - Mara Dyer. Przemiana trafiła w moje ręce. Tym razem jestem mile zaskoczona i zaraz wyjaśnię dlaczego.
Po tragicznych zdarzeniach z przeszłości Mara Dyer robi wszystko, aby powrócić do normalnego życia. Lekarze, nauczyciele, rodzina – niemal wszyscy są przekonani, że powtarzające się wizje to jedynie efekt traumy, jaką Mara przeżyła w ruinach zakładu psychiatrycznego. Z czasem ona sama również przestaje sobie ufać – ale przeszłość wciąż o sobie przypomina… Nieustannie towarzyszy jej przeczucie, że ktoś śledzi każdy jej krok – i że nie odejdzie, dopóki nie dokona upragnionej zemsty.
Jest to historia pewnej zagubionej nastolatki, która zostaje rzucona na głęboką wodę „szaleństwa”, któremu grozi przedrostek „schizo”. Twarda z niej sztuka, a do tego dobra aktorka. Powiedziałabym, że Mara nie jest zwyczajną dziewczyną a jej „wyjątkowość” sięga w przeszłość. Otoczona jest ludźmi, którzy ją kochają i to bardzo, jednak i tak jest samotna. Gdyż samotność objawia się tak naprawdę pośród ludzi. Jedyną osobą, która jej wierzy i zna wszystkie fakty jest Noah, ale i z nim sprawa nie jest wcale taka przejrzysta. Nie jest to cukierkowata postać, mimo swojego wyglądu i otoczki cudowności. Oczywiście pełni funkcję bohatera, który musi swojej damie zapewnić bezpieczeństwo, ale to nadaje tej historii pewnego uroku. Tak, więc zakosztujemy młodości, szaleństwa, miłości, oddania, bólu, strachu, dziwnych zjawisk a nawet lunatykowania... Apetyt na zagadki się wyostrzy a bohaterowie nie stracą swojego uroku. Pojawią się za to nowe postacie, które narobią trochę szumu i wywołają zdumienie na twarzy czytelnika.

Od samego początku doznałam małego zaskoczenia. Sama nie wiem, czego się spodziewałam na pierwszych stronach książki, jednak to co przeczytałam mnie zdziwiło, zaintrygowało i zachęciło do czytania. A to już samo w sobie dobrze rokuje. Im dalej zagłębiałam się w fabule tym byłam bardziej zadowolona. Podobało mi się to jak autorka rozegrała z pozoru banalne romansidło dla nastolatek, z efektami fantastyki w tle. To, co drażniło mnie w pierwszej części tutaj zniknęło całkowicie. Oczywiście całość jest napompowana miłością nastolatków i młodzieńczym pożądaniem, a konkretnie brakiem możliwości jego spożytkowania. To jest wyczuwalne, namacalne i może co niektórych czytelników irytować – mnie to jednak jakoś szczególnie nie drażniło. Można się postawić na miejscu Mary i Noah aby to zrozumieć. Jeśli już jesteśmy przy fabule, to nabiera ona rumieńców. Zagadka rodzi zagadkę, a niebezpieczeństwo staje się coraz bardziej wyraźne. Podobają mi się zagadkowe sny, które przenoszą czytelnika do zupełnie innego świata. Pozwala to rozbudzić wyobraźnię i nakierować ją na dobre tory. Oczywiście, niektóre elementy układanki możemy sami ułożyć, ale to tylko kropla w morzu faktów. Jeśli zaś mowa o okładce, to bardzo, bardzo, ale to bardzo przypomina swoją poprzedniczkę. Utrzymana jest w takim samym stylu, więc razem stworzą ładną całość. Na mnie jednak nie robi większego wrażenia. Jest mroczna i powiedziałabym minimalistyczna aż do bólu. Jednak do treści pasuje a to chyba najważniejsze. Miało być lepiej i jest. Miało mnie zaintrygować i zaintrygowało.

Druga część jest zdecydowanie lepsza od poprzedniej. Nie irytowałam się podczas czytania, powiem wręcz, że czytałam z przyjemnością, a strony znikały w zawrotnym tempie. Oczywiście przed czytaniem, darowałam sobie przeczytanie opisu, postanowiłam przeczytać ją „w ciemno” – co jak wiecie, dość często mi się zdarza – tak więc moja frajda była o wiele lepsza. Mam nadzieję, że autorka nie zepsuje wszystkiego finałową częścią. Byłoby szkoda, szczególnie po tak dobrej części drugiej. Jeśli byliście pod wrażeniem części pierwszej, lub jeśli tak jak ja wręcz przeciwnie, to teraz możecie przygotować się na coś lepszego…

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+3,3 cm)

środa, 4 lutego 2015

Kamil Brach - Continuum


autor: Kamil Brach
wydawnictwo: NABIUS
data wydania: grudzień 2014 (data przybliżona)
liczba stron: 245
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Dla odmiany zaproponuję Wam coś z innej beczki. Co powiecie na podróże w czasie za pomocą dziwnego zegarka? Brzmi intrygująco? Musze przyznać, że sama byłam zaintrygowana czytając opis książki. Continuum autorstwa Kamila Bracha to pozycja z gatunku fantastyki i science fiction. Ostatnio rzadko czytam tego typu książki, więc ta lektura miała okazać się miłą odmianą. Czy faktycznie umiliła mi czas?
Jacek, trzydziestoparoletni prawnik, prowadzi harmonijne życie. Każdy kolejny dzień dzieli pomiędzy żonę i dwójkę dzieci a przynoszącą satysfakcję pracę w międzynarodowej korporacji. Wydaje się spełniony. W głębi serca jednak wciąż chowa bolesne wspomnienia z przeszłości, z którymi nigdy się nie pogodził. Nigdy ich nie zaakceptował. W wyniku splotu okoliczności, a może celowego działania, otrzymuje możliwość cofnięcia się w przeszłość i zmiany dowolnego momentu w życiu. Z dnia na dzień może stać się reżyserem losów zarówno świata, jak i każdego człowieka z osobna.
„Nadal próżno szukać kawałka kiełbasy w << jajecznicy z kiełbasą>>”…zaczyna się praktycznie od zwyczajnej jajecznicy i zwykłego faceta, który dłubie widelcem w talerzu, mając swoje filozoficzne przemyślenia. A wszystko za sprawą swoich życiowych rytuałów, które systematycznie powtarza z niezwykła precyzją. Czyli zaczyna się niepozornie i chciałoby się powiedzieć dziwacznie. A może to bohater jest jakiś dziwny? Jednak potem stopniowo akcja się rozkręca. Na to rozkręcenie ma aż 11 rozdziałów ( a może nie aż, tylko aby?). Czytając byłam zaintrygowana, potem trochę przygaszona… Miałam wrażenie, że za mało jest tej przeszłości, zbyt mało zobrazowanej, podróże zbyt krótkie i za mało opisane. Czyli jednym słowem za mało mi było science fiction w science fiction. Jednak później wszystko się nagle zmieniło. Zaczęło się coś dziać. Majstrowanie w czasie okazało się niebezpieczne, pokazało pazury i nie było już nudno. Wędrowaliśmy z teraźniejszości, do przeszłości by za chwilę wylądować z zadziwiającym miejscu, w przyszłości. Ta przyszłość była nawet lepiej skonstruowana niż przeszłość. Jeśli zaś chodzi o bohaterów, to najważniejszym z nich jest Jacek (ten od jajecznicy). Ma on praktycznie idealne życie, ale męczy go przeszłość. Gdy w jego ręce trafia wehikuł czasu próbuje naprawić nie tylko swoją przeszłość, ale także wpłynąć na życie innych. Kierują nim, co prawda szlachetne czyny, ale znając naturę człowieka możemy się domyślić, że naszemu bohaterowi ta szlachetność nie wystarczyła. A już na pewno nie w umiarze. A przecież wszyscy wiemy, że co za dużo to nie zdrowo…Linia czasowa jest delikatna, łatwo zmienić jej kierunek, jeden zły ruch i wszystko się może pomieszać, samemu sobie można zaszkodzić. I jak się okazuje nie tylko sobie i nie tylko w ramach teraźniejszości. Konsekwencje mogą być olbrzymie. Więc czy warto zmieniać przeszłość? Czy warto ryzykować? Ja Wam na to pytanie nie odpowiem, myślę, że jest to ciekawy temat do dyskusji. Mnie osobiście Jacek zadziwił, nie mogłam czasami zrozumieć jego zachowania … nie mogłam tez rozgryźć, po co główny bohater (a tym samym autor) wplata w całą akcję, praktycznie zbędną osobę, postać neutralną…owszem wszystko się wyjaśniło, jednak nurtowało mnie to przez jakiś czas.
Sam pomysł na fabułę ciekawy, ale można było ją trochę bardziej rozszerzyć. Akcja dzieje się w głównie w Warszawie, więc możemy wczuć się w nasze realia. Całość nie jest skomplikowana, przedobrzona ani nic w tym stylu, jednak po tych przeróbkach czasowych trzeba się połapać o co chodzi… Historia nie jest przesłodzona. Pokazuje ona słabości człowieka i konsekwencje jakie ponosi się za złe decyzje. Tak naprawdę spotkamy tutaj nie jednego Jacka a kilku, więc na nudę z głównym bohaterem nie ma co liczyć. Wątkiem wyróżniającym się na tle czasowym jest miłość i przyjaźń… Zarówno jedno jak i drugie są tutaj siłą napędową. Książek o podróżach w czasie czytałam już kilka…fabuły miały różne priorytety, jednak nigdy tak osobiste. Myślę, że autor pisząc Continuum udowodnił swoją bogatą wyobraźnię… Książka z pewnością spodoba się przede wszystkim miłośnikom tego gatunku i podróży w czasie.

Dziękuję autorowi za możliwość przeczytania książki.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1.8 cm)

wtorek, 3 lutego 2015

Michał Kowalczyk - Apatia [Ebook]


autor: Michał Kowalczyk
wydawnictwo: Self Publishing
data wydania: 5 grudnia 2014
liczba stron: 45
kategoria: literatura współczesna
typ: ebook

Apatia - nieczułość na bodźce zewnętrzne, brak zaangażowania w cokolwiek, niezdolność do odczuwania i okazywania wzruszeń.

Tym razem chciałam urozmaicić sobie czytanie i zamiast tradycyjnej papierowej książki wybrałam ebook. Apatia Michała Kowalczyka miała w swojej „ofercie tekstowej” coś nowego, innego od tego, co czytałam ostatnio. Dlatego postanowiłam na moment zatopić się w apatii i przekonać się jak to jest – nic nie czuć.
Co niszczy świat? Co czynią z nami wielkie korporacje? Czy naprawdę są dla nas źródłem dobra? Czym stał się człowiek – zaprogramowaną maszyną, czy też kawałkiem bezdusznego mięsa? Dlaczego egzystencja zależy jedynie od wkładu w życie społeczne?Bitwa o wolność, którą bohater toczy przeciwko światu, który dąży wyłącznie do rozwoju materialnego. Wolność przepłacona utratą istnienia. Co jest przyczyną upadku człowieczeństwa?Opowieść o istotach pozbawionych wartości duchowych. Pędzący świat, w którym ludzie pracują na rzecz własnego upadku.Krótka historia człowieka, który zbuntował się przeciw systemowi stworzonemu przez okrutną politykę. Nierówna walka o dobre imię istoty ludzkiej w świecie pozbawionym wartości. Studium psychiki człowieka samotnego, żyjącego pośród niszczycielskiego systemu.
Powiem Wam jednak, że nie dałam rady… Nie mogłam czytać i być po prostu obojętna, znieczulona jak jakieś zombie. Zapewne to dobrze, oznaczałoby to, że mam w sobie coś z człowieczeństwa, którego tak bardzo brakuje w tej historii. Od samego początku do końca mamy do czynienia z samotnością i pesymizmem. A może po prostu z brutalnymi realiami? Co liczy się tak naprawdę w dzisiejszych czasach? Co jest ważne mieć czy być? Oczywiście mieć. No i oczywiście wszyscy bierzemy udział w wielkim wyścigu za pieniądzem. Życie przypomina jeden wielki wyścig szczurów, który tak naprawdę nie daje szczęścia. Ludzie przestają się uśmiechać, są zmęczeni, zniewoleni a wielkie korporację i wszyscy szefowie na wygodnych stołkach rządzą. To właśnie taki świat przedstawia autor w swojej książce. Ale czy nie jest on prawdziwy?

„Rzeczywistość, w której przyszło nam żyć, nie pozwala nam wybrać sobie roli. To nie casting. Narzucają na ciebie konkretne zadania, a ty odgrywasz w tym teatrzyku swoją rolę, wedle własnych możliwości.”

Narratorem tej krótkiej historii jest bezimienny buntownik, który nie może znieść takiego życia. Poznajemy go, jako człowieka borykającego się z samotnością, zmęczonego, nieszczęśliwego, ale posiadającego pracę i mieszkanie – czyli ma to, czego, nie mają ci którzy są w gorszej sytuacji niż on. Jednak mając to nie odczuwa tak naprawdę wolności. W dniu, kiedy spotyka bezdomnego jego życie się zmienia…Zmienia i to praktycznie diametralnie…zyskuje wolność, przyjaciela ale traci coś innego. Poznaje brutalny świat od podszewki. Doskwiera mu nie tylko głód i zimno…najbardziej dotkliwa jest bezduszność drugiego człowieka. Jego obojętność i ślepota. Stara się walczyć o dobre ludzkie imię, jednak to walka z wiatrakami. Fabuła została podzielona na trzy części. Jak dla mnie to jest coś w rodzaju: początku, rozwinięcia i zakończenia. Ta historia bezimiennego mężczyzny uświadamia czytelnikowi jedno. W każdej chwili możemy być na jego miejscu. Dzisiaj możemy mieć wszystko a jutro już nic. Dlatego, każdy powinien jak najszybciej otrząsnąć się z tego znieczulenia, zrzucić maskę obojętności i spojrzeć na drugiego człowieka. Nie z pogardą, lecz z szacunkiem. Autor w swojej książce pokazuje, dokąd zmierza świat komercjalizmu… Całość utrzymana jest w gorzkiej, pesymistycznej i szarej tonacji, rzadko przebija się jakaś iskierka dobroci czy po prostu nadziei. Myślę, że lektura należy do ciekawych…temat wart poruszenia i co ważne pobudzi czytelnika do aktywnych refleksji. W tej cienkiej książeczce znajdziecie realny świat, w którym każdy z nas jest po trochu bohaterem.

Za możliwość przeczytania ebooka dziękuję autorowi Michałowi Kowalczykowi

niedziela, 1 lutego 2015

Podsumowanie stycznia + LBA


Pierwszy miesiąc Nowego Roku już za nami, a jeszcze nie tak dawno świętowaliśmy jego powitanie :) Styczeń jak dla mnie pod względem czytania był bardzo udany. Przeczytałam aż 15 książek, z czego mam do wstawienia jeszcze 3 zaległe recenzje, które z pewnością niedługo się ukażą :)


W postanowieniach noworocznych wymieniłam również wybieranie najładniejszej według mnie okładki tak więc numerem jeden w styczniu jest ... okładka filmowa z książki "Love, Rosie"

Plany na luty?

1. Przeczytanie większej ilości książek z wyzwania Kiedyś przeczytam, gdyż tylko 3 książki ubyły mi z tego stosu (na dodatek zapomniałam wysłać linków, za co przepraszam i obiecuję poprawę ;) ) 
2. Sięgnięcie po zapowiedzi, między innymi: "Czerwona Królowa", "Dante na tropie", "Nieprzekraczalna granica"
3. Dorobienie kolejnych półek na książki, gdyż brakuje powoli miejsca na kolejne ;)

W końcu znalazłam też trochę wolnego czasu na odpowiedzenie na pytania z nominacji do LBA przez Lidię Kowalską z bloga http://kieleckoowszystkim.blogspot.com/

1. Na co dzień cały czas korzystasz z utartych przyzwyczajeń, czy zawsze starasz się próbować czegoś nowego? A może coś po środku?

Prawdę mówiąc nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Chyba jestem wierna swoim przyzwyczajeniom. Chociaż, muszę przyznać, że Twoje pytanie mnie zmotywowało i może spróbuję wpuścić trochę świeżości do mojego trybu życia. ;)

2. Jakie jest twoje ogólne podejście do życia?

Jestem zawieszona między realizmem a pesymizmem...;p

3. Ulubione wspomnienie z dzieciństwa.

Tych wspomnień z dzieciństwa mam tyle, że nie wiem które wybrać.  Nasuwają mi się na myśl rodzinne gry w Chińczyka, ganianie za małym kurczaczkiem, który nie miał prawa uciec, a te małe diabelstwa są mega szybkie,  rodzinne zbieranie grzybów, ale chyba postawię na robienie latawca, razem z tatą…pamiętam, że wykorzystaliśmy do tego plakat i to taki mega duży…Michaela Jacksona z koncertu w Polsce a potem poszliśmy go puszczać…jakimś cudem zabrało się z nami towarzystwo moich kolegów i koleżanek i skończyło się na zwiedzaniu balotów i hasaniu po polu…;)Naprawdę mogłabym pisać i pisać…

4. Słuchasz muzyki? Jakiej? Co w niej widzisz, co dla ciebie znaczy?

4 Oczywiście, że słucham muzyki! Bez niej nie mogę żyć, tak samo jak bez książek. Pamiętam, że od dziecka przy muzyce robiłam wszystko. Najlepiej uczyło mi się podczas słuchania muzyki – sama nie wiem jak ja to robiłam, ale efekty tego były pozytywne ;p Jeśli chodzi o gatunek to nie mam konkretnego . Słucham prawie wszystkiego…od disco polo po muzykę klasyczną. Wszystko zależy od nastroju. Jestem jednak od wielu lat wierna Michaelowi Jacksonowi i oczywiście słucham często  dobrych piosenek z lat ‘80tych (czasem i starszych). Co mi daję muzyka? Wolność, swobodę, często pozwala pozbyć mi się gniewu no i oczywiście wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Przy dobrej muzyce, przyjemnie buja się w obłokach. A niektóre utwory przywołują wspomnienia ;)

5. Ulubione imiona ;)

Jeśli chodzi o imiona to: Filip, Kacper, Fabian, Hubert, Maja, Blanka…


6. Piszesz coś? W jakich klimatach? A może kiedyś coś wydasz?

Kiedyś pisałam, a raczej próbowałam pisać. Przez jakiś czas pisałam wiersze. Moim marzeniem było i jest nadal ,napisanie książki. Coraz bardziej fascynują mnie opowiadania. Być może to książki Alice Munro mają na mnie taki wpływ. Czy coś kiedyś wydam? Jeśli nadejdzie taki dzień, w którym napiszę coś dobrego i kogoś to zainteresuje to czemu by nie?!

7. Co dla ciebie jest ważne przy ocenie książki bądź filmu, na co zwracasz uwagę?

Jeśli chodzi o książki to z pewnością fabuła.  Muszę poczuć ten klimat i popuścić wodzę wyobraźni. Ważni są również bohaterowie, chociaż z tymi to jest różnie i podróżnie. Ostatnio dużo „eksperymentuję” i wybieram takie książki, których kiedyś bym nawet nie dotknęła. Jeśli zaś chodzi o film…rzadko oglądam filmy. Lubię klimatyczne, czasem refleksyjne a czasem takie które są śmieszne lub pełne akcji. Wszystko zależy od humoru…film i książka muszą mieć w sobie to coś… Na pewno ważne jest wykonanie i wykorzystany potencjał przy tworzeniu książki i filmu.

8. Masz jakieś nietypowe hobby? Jakie? Jak je...realizujesz?

Nietypowe hobby? Chyba nic takiego nie przychodzi mi do głowy…Uwielbiam fotografię, ale to się raczej nie zalicza do kategorii „nietypowych”. Uwielbiam układać puzzle a potem je oprawiać w anty ramy… jeden taki obraz wisi naprzeciwko mojego łóżka ;)

9. Udzielasz się na jakichś forach, serwisach internetowych? Jakich?

Kiedyś zamieszczałam swoje wiersze na portalu literackim – Granice.pl Obecnie można mnie znaleźć na Lubimy czytać i Trumlu, gdzie zamieszczam zdjęcia.

10. Książki kończą się u ciebie na przeczytaniu, czy po skończeniu jeszcze o nich myślisz, a może przy popularniejszych seriach przeglądasz fanarty, czytasz fanfiki, itp. ? Dzielisz się przemyśleniami?

Wszystko zależy od książki. Jeśli mną zawładnęła, poruszyła jakieś struny to wtedy zdarza się, że myślę o niej. To samo dotyczy bohaterów, jeśli są wyjątkowi, oryginalni to zapadają mi w pamięć. Na swojej półce mam książki wyjątkowe i takie, których bohaterowie są ciekawi. Niestety nie wszystkie bywa i tak że po przeczytaniu odkładam książkę na półkę i koniec.

11. Jak coś zaczynasz, to już kończysz, czy może masz słomiany zapał?

Z tym zapałem to różnie. W większości mam słomiany zapał, ale nie dotyczy to wszystkiego, są wyjątki…np. prowadzenie bloga ;)

A oto moje pytania:
1 Jaka jest najgrubsza książka, którą przeczytałaś?
2 Jaki bohater doprowadził Cię podczas czytania do szewskiej pasji?
3 Co najbardziej wkurza cię w ludziach?
4 Masz możliwość spędzenia jednej nocy z wyjątkową osobą (ktoś znany, nie znany, żyjący albo już nie) …kogo wybierasz? Co robicie i gdzie?
5 Twoje marzenie z dzieciństwa?
6 W którą bohaterkę/ bohatera z książki / filmu chciałabyś się wcielić?
7 Co kojarzy ci się z dzieciństwem?
8 Ulubiony film/ serial z czasów dzieciństwa?
9 Najgorszy film…
10 Jeśli miałabyś napisać książkę, to jaki byłby to gatunek?

11 Wygrywasz w totolotka…na co przeznaczasz wygraną?

Nominuję do zabawy:
Hope z bloga http://biblioteczka-dominiki.blogspot.com/