niedziela, 19 kwietnia 2015

Melissa Darwood - wywiad


Tym razem zapraszam Was do przeczytania mojego wywiadu z Melissą Darwood, autorką "Laristy" (moja recenzja), czyli najlepszego polskiego debiutu YA 2013 oraz ostatnio ukazanej się fantastycznej powieści "Pryncypium" (moja recenzja).

Ja: Melissa Darwood. Jaka osoba kryje się pod tym pseudonimem?

Melissa: Emocjonalna, która czasami woli obcować z naturą, zwierzętami i książkami, bardziej niż z ludźmi. Młoda duchem, która mimo upływu czasu, czuje się jak dziewiętnastolatka. Niepraktyczna marzycielka, która najchętniej zrezygnowałaby z biurowej pracy, by realizować się jako powieściopisarka. Kochająca mama, żona, córka, siostra, wnuczka, przyjaciółka dla której nadrzędnymi wartościami są zdrowie, rodzina i przyjaźń. (Nad)wrażliwa  idealistka, która nie może pogodzić się z faktem, że życie nie jest ani idealne, ani sprawiedliwe, a wokół roi się od biurokracji i cwaniactwa.

Czy w przyszłości możemy się spodziewać książki wydanej pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem, czy już zawsze będziesz wierna Melissie?

Być może, kiedyś opublikuję coś pod własnym nazwiskiem. W chwili obecnej jednak, nie widzę takiej możliwości. Dzięki Melissie udaje mi się uniknąć nieszczerych pochwał i ewentualnych przejawów zazdrości. Ludziom wydaje się, że gdy jesteś autorem książki to kąpiesz się w blasku chwały, zarabiasz krocie i nie musisz ciężko pracować. Nic bardziej mylnego. Dla większości początkujących autorów, pisanie to hobby, do którego muszą często dopłacać. Wolę więc, póki co, pozostać Melissą i być z dala od tych, którym musiałabym to uświadamiać.          

Skąd pomysł na fabułę „Laristy" i w ogóle, co skłoniło Cię do jej napisania?

„Larista” początkowo miała postać pamiętnika, w który wdarły się w pewnym momencie elementy fantastyki. W miarę pisania, kreowanie nowej rzeczywistości stało się tak wciągające, że w końcu powstała książka.

Jest to Twoja pierwsza książka. Obawiałaś się krytyki? Śledziłaś portale książkowe w oczekiwaniu na pierwsze opinie?

Tak i starałam się pamiętać, że nie ważne co robisz, czym się zajmujesz, wyróżniając się z tłumu zawsze będziesz krytykowana. Ważne by robić dalej swoje. Nie przejmować się hejterami, którzy nie potrafią podać racjonalnych argumentów, ale brać pod uwagę konstruktywną opinię czytelników. Od początku śledziłam portale książkowe i recenzje pojawiające się w Internecie. Były chwile zwątpienia, kiedy pojawiały się negatywne opinie, ale też euforii, gdy książka spotykała się z uznaniem.    

Kolejną Twoją powieścią jest „Pryncypium", które jest tak naprawdę rozłożeniem człowieka na czynniki pierwsze... Jak powstawała historia i czy pisanie sprawiało Ci jakieś trudności?

Punktem wyjścia do stworzenia „Pryncypium” był motyw reinkarnacji – dusza odradza się w nowym ciele. Temat jednak wydał mi się na tyle oklepany, że postanowiłam puścić wodze fantazji i stworzyć coś zupełnie nowego, świeżego, choć nadal związanego z powtórnym wcieleniem. Obawiałam się, że koncepcja Ipsum, Lokum, Nomen, którą przedstawiłam, może okazać się zbyt skomplikowana dla czytelnika. Wiele myślałam nad tym, w którym momencie ujawnić kim są Hermani i Laufrzy, Septyka i jej proces. Nie chciałam wyłożyć kawy na ławę zbyt szybko, ale też starałam się uniknąć sytuacji, w której czytelnik poczułby się zagubiony i zniechęcony do dalszego czytania. 

Zoltan to bardzo ciekawa osobowość. W jaki sposób narodziła się ta postać?

Pomysł na stworzenie Zoltana zrodził się pod koniec 2010 roku. Przeczytałam artykuł psychologiczny na temat aroganckich mężczyzn i siły z jaką przyciągają oni kobiety. Jego treść nie wydała mi się niczym odkrywczym. Sama spotkałam w życiu kilku takich, którzy przez swoją niedostępność i wyniosłość stawali się bardziej atrakcyjni. Wiele dziewcząt zakochuje się w chłopakach, którzy na to nie zasługują. Mają nadzieję, że dzięki nim się zmienią, złagodnieją, ułożą. Bardzo często okazuje się, że nie miały racji i dochodzi do rozstania. Chciałam, by w książce było inaczej. By Aniela miała wpływ na metamorfozę Zoltana. Do powstania tego bohatera przyczyniła się praca nad wygładzaniem „Laristy”.  Obcowanie z szarmanckim, idealnym, do rany przyłóż Gabrielem sprawiło, że zapragnęłam w pewnym momencie odmiany. Chciałam stworzyć bohatera wyrazistego, ostrego, z pazurem, który mimo swej opryskliwości i arogancji, skradnie serca czytelniczek. Myślę, że udało mi się osiągnąć ten cel.

Dlaczego akurat paranormal romance? Z pewnością jest to gatunek, który daje szeroką gamę możliwości, jednak jest ostatnio bardzo popularny i chyba trudno już wymyślić coś oryginalnego, co trafi do czytelnika i go zaskoczy.

Myślę, że od książek z wątkiem fantasy, bardziej niż od innych, oczekujemy czegoś oryginalnego, nowego, zaskakującego, zachwycającego, wciągającego, co zmieni postrzeganie otaczającego nas świata. Zawsze intrygowały mnie elementy nadprzyrodzone, zjawiska, których nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Gdy w moim życiu działo się coś niezwykłego, wyobraźnia podsuwała mi najrozmaitsze wyjaśnienia – najczęściej nie miały one za dużo wspólnego z otaczającą mnie rzeczywistością. Być może kiedyś napiszę jakąś powieść obyczajową, na razie dobrze mi z romansem fantastycznym.

Jak powstają bohaterowie – są całkowicie fikcyjni, czy mają w sobie coś z rzeczywistych osób?

Nie sposób wykreować bohaterów, którzy są oderwani od rzeczywistości. Na potrzeby każdej postaci zapożyczam cechy od otaczających mnie ludzi. Nigdy nie jest to jednak kalka danej osoby. Można powiedzieć, że moi bohaterowie są jak stwór Frankensteina – zlepek cech kilku osób w jednej postaci.

W Twoich książkach czuć sentyment i wielką miłość do malowniczych wiejskich klimatów... Można z tego wnioskować, że sielskie życie na wsi jest Ci bliższe od wielkich metropolii?

Zdecydowanie tak. Wychowałam się w małej, leśnej miejscowości, którą otaczają wiejskie krajobrazy. Po kilku latach dojeżdżania do szkoły w dużym mieście, postanowiłam spróbować miejskiego życia. Miałam blisko do pracy, rozrywek, nie musiałam spieszyć się na ostatni PKS, by zanocować we własnym łóżku. Po kilku latach jednak, poczułam ogromną tęsknotę za małą mieściną, byłam zmęczona wielkomiejskim hałasem, smrodem spalin i pośpiechem. Postanowiłam powrócić na łono natury, chociaż do pracy w mieście i tak muszę codziennie dojeżdżać. 

Pisanie od zawsze sprawia Ci przyjemność? Pamiętasz swoją pierwszą napisaną historię?

Sprawiało, dopóki nie trafiłam w liceum na polonistkę, z którą ciężko mi było znaleźć wspólną nić porozumienia. Już w pierwszej klasie dała mi jasno do zrozumienia, że będę miała kłopot by zdać z jej przedmiotu do następnej klasy. Destruktywna krytyka, podcinanie skrzydeł, używanie oceny jako kary, a nie wskazówki. Jakimś cudem dobrnęłam do matury, która na szczęście była tajna i sprawdzana przez inną nauczycielkę. Wypracowanie oceniono na piątkę. Niestety, brak wiary we własne możliwości pisarskie pozostał. Dopiero na studiach, gdy prowadziłam pamiętnik, na nowo odnalazłam więź i przyjemność z pisania.  

Jak oceniasz nasz rynek wydawniczy? Patrząc na Twój przykład można sądzić, że trudno jest w Polsce wydać książkę.

Myślę, że bardzo dużo zależy od szczęścia, od tego do kogo trafi twoja propozycja wydawnicza, co jest aktualnie na topie, jakich książek szukają wydawcy, jakie mają plany. Po udanym debiucie „Laristy” liczyłam na bezproblemowe wydanie kolejnych powieści. Niestety, wydawcy książek z gatunku young–adult i fantasy nastawiają się głównie na zagraniczne tytuły. Rynek wydawniczy jest trudny dla autora. Wielu wydawców nie ma w zwyczaju odpowiadać na maile z przesłaną propozycją, niektórzy odpowiadają metodą kopiuj–wklej w stylu „dziękujemy, ale mamy wypełniony plan wydawniczy na najbliższe dwa lata”, inni proponują złodziejsko–diabelskie umowy z przeniesieniem praw majątkowych, a jeszcze inni sugerują wydanie książki za pieniądze autora. Mam jednak cichą nadzieję, że są jeszcze Wydawnictwa, które chętnie publikują polskich autorów, odpowiadają na maile i traktują autorów na zasadach partnerskich.

Co czytasz w wolnej chwili? Masz jakąś ulubioną książkę lub książki, do których możesz wracać nieskończoną ilość razy?

Czytam wszystko – zależy co wpadnie mi w ręce w bibliotece. Książek raczej nie kupuję, mam bowiem tendencje do ich porzucania. Bardzo często zdarzało mi się, że po przeczytaniu trzydziestu pierwszych stron promowanej „super, mega, musisz przeczytać, wciąga jak czarna dziura” powieści, odstawiałam ją na półkę. Uważam, że jest zbyt dużo książek, by męczyć się z tą, która nas nie interesuje. Moje ulubione książki się zmieniają, kilka lat temu pochłaniałam wszystko z literatury romansu historycznego autorki Mary Balogh, później zaczytywałam się w historiach Jany Frey. Nie wracam do książek, nie czytam tych samych fragmentów po kilka razy, tylko zabieram się za kolejne. 

Często dokonujesz poprawek zanim postawisz ostatnią kropkę na swojej powieści i stwierdzisz, że to już koniec? Masz myśli, że jednak mogłaś coś dopisać lub zmienić?

Dopisać – raczej nie. Zmienić – zawsze. Ile razy bym nie czytała tekstu, zawsze znajdzie się coś, co można poprawić i przeredagować. Tak można w nieskończoność, lecz w końcu trzeba powiedzieć sobie stop i puścić książkę w świat. 

Na Twojej stronie internetowej można wyczytać, że niedługo czeka nas premiera kolejnej powieści pod tytułem „Luonto". Możesz zdradzić jakieś szczegóły? Kiedy można się jej spodziewać i czym tym razem nas zaskoczysz?

„Luonto” jest już skończone i wysłane. Pozostaje tylko czekać na zainteresowanego Wydawcę. Koncepcja książki może wydawać się z początku prosta – młoda, zbuntowana dziewczyna trafia na skrzydłach orła do osady (Luonto), w której żyją Homanile (ludzie, którzy pod wpływem silnych bodźców zamieniają się w zwierzęta.) Chloris, główna bohaterka, poznaje ich świat, który bazuje na koncepcji życia w zgodzie z Matką Naturą – bez prądu, telekomunikacji, infrastruktury. Początkowo jest oporna na teorie Homanili o zbliżającym się końcu Świata zaplanowanym przez Matkę Naturę. Jednak  im dłużej przebywa w Luonto i z Homanilami (a szczególnie z jednym o imieniu Gratus), tym jej postrzeganie zagłady Ziemi ulega zmianie. Sama bohaterka też się zmienia. I wtedy następuje zwrot akcji, który wywraca wszystko do góry nogami. Fabuła się komplikuje. Okazuje się, że nic nie jest takim, jakie się wydaje. Nie wiadomo co jest prawdą, a co fikcją.

W takim razie trzymam kciuki za znalezienie Wydawcy i z niecierpliwością czekam na premierę "Luonto" :) Dziękuję za wywiad.


Zachęcam wszystkich do zapoznania się z powieścią "Pryncypium", którą można za darmo pobrać w formie e-booka ze strony autorki: MELISSA DARWOOD

9 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wywiad. E-book już pobrałam, tylko nie mam go obecnie na czym przeczytać. Ale jak tylko będzie okazja, to na pewno nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wywiad! :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Wywiad bardzo interesujący, ciekawe pytania zadawałaś. Chętnie przeczytam książę w wolnym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jestem fanką fantastyki, mimo to ''Larista'' szalenie mi się podobała. Jest świetna! Teraz mam w planach przeczytać "Pryncypium".
    Interesujący wywiad. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem na Ciebie zła, bo wcale nie miałam ochotę na czytanie Laristy, a po Twoim wywiadzie zamówiłam własny egzemplarz ;d Świetny wywiad, gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam jej twórczości, ale po tym wywiadzie mam zamiar poznać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem, czy jest coś gorszego od nauczyciela, który podcina skrzydła. Nie znam twórczości autorki, ale nadrobię. Gratuluję wywiadu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo interesujący wywiad, miło się go czytało :) Gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja cały czas poszukuję Laristy, bo jestem ogromnie jej ciekawa :) Świetny wywiad!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)