niedziela, 31 maja 2015

Agnieszka Olejnik - Dziewczyna z porcelany


autor: Agnieszka Olejnik
wydawnictwo: Czwarta Strona
data wydania: 6 maja 2015
kategoria: literatura współczesna

„ (…) z wybaczeniem to jest tak… jakkolwiek byś się nie starał, to i tak nie uda ci się z jedną sprawą. (…) Można wybaczyć kłamstwa, zdradę, pijaństwo, złe traktowanie… To, że ktoś złamał obietnice, podle się zachował i odwrócił się od ciebie, gdy go potrzebowałeś. Ale nie uda ci się wybaczyć, że przestał cię kochać i już mu nie zależy.”

Zaczęłam od cytatu, który od razu wpadł mi w oko. Wiedziałam, że muszę go dodać do recenzji, jest nie tylko intrygujący, ale także nawiązuje do treści. „Dziewczyna z porcelany” autorstwa Agnieszki Olejnik jest właśnie o wybaczaniu. A co wiąże się z wybaczaniem? Miłość. Jedno z drugim ma wpływ nie tylko na ciekawą fabułę książek, ale także na nasze życie.
Rozchwytywany fotograf, przebojowy student informatyki i model. Jeden telefon sprawia, że Michał musi natychmiast dojrzeć: porzucić swoje dotychczasowe, studenckie życie, wyprowadzić się z dużego miasta i przenieść w rodzinne strony, by zaopiekować się młodszym bratem. Zuzanna, nauczycielka języka rosyjskiego i rozwódka, jest sąsiadką Michała i opiekunką jego młodszego brata. Kompletnie nie pasuje do jego wyobrażenia atrakcyjnej kobiety. Z czasem jednak chłopak zaczyna dostrzegać jej niezwykłe włosy oraz porcelanową cerę. Zuzanna zaczyna go fascynować. Okazuje się jednak, że samo uczucie nie wystarczy, aby zbudować trwałą relację.
Kobieta potrzebuje mężczyzny, nie chłopca… A co jeśli z chłopca wyrośnie młody mężczyzna? Czy wtedy da się zapomnieć, wybaczyć i zacząć budować coś trwałego? Na dobrych fundamentach można zbudować wszystko. Autorka w swojej książce zastosowała coś, co lubię, a mianowicie… metamorfozę, przepoczwarzenie głównego bohatera (w tym przypadku powiedziałabym, że można wziąć pod uwagę nawet dwie takie zmiany). Na samym początku mamy do czynienia z beztroskim, pewnym siebie chłopakiem, który nie wierzy w miłość. Żyje własnym życiem, zarabia na urodzie a kobiety traktuje jak rozrywkę. Z czasem wszystko się zmienia…a młody chłopak musi stać się odpowiedzialny i zasmakować w miłości. I to nie tylko tej zwyczajnej, skierowanej do kobiety, ale także do dziecka, młodszego braciszka… który go bardzo potrzebuje. Miłość jest równie skomplikowana, co ludzka psychika i życie. Łatwo skierować ją na niewłaściwe ścieżki, a później cierpieć podwójnie. Jest to niebywale piękne uczucie, jednak wiążące się z niebezpieczeństwami. Miłość to pewnego rodzaju ryzyko… to zauroczenie, fascynacja, głód podobny do narkotykowego, zaufanie, ale także kruchość. Miłość to takie coś z porcelany, które można uszkodzić, gdy się jest nieuważnym. A nie zawsze da się ją posklejać wybaczeniem. Ta książka skrywa w sobie także rodzinne sekrety, które dla Michała są szokujące. Przypadek (a może los) sprawił, że odkrył coś, co go stopniowo wyniszczało, napędzało gniewem, nienawiścią, bólem… jednak przyczyniło do tej zmiany, o której wspominałam.

Agnieszka Olejnik stworzyła bardzo ciekawe postacie. Z pewnością mogliby przeniknąć do realnego świata i się w nim odnaleźć bez problemów. Doświadczeni przez los, poradziliby sobie z codziennością i wyzwaniami. Poza tym Michał jest kolejną postacią występującą w książkach autorki, którą fascynuje fotografia (poprzednio była to Anna Drozd – „Dante na tropie”). Co jeszcze mnie zadziwiło? To jak autorka postrzega dziecko w tym skomplikowanym schemacie. Zauważyłam, że Tomek jest niezwykle grzeczny i „dojrzały” jak na swój wiek. Powiedziałabym, że jest stabilniejszy emocjonalnie, niż jego dorośli towarzysze. Wszem, dzieci kierują się instynktem, uczuciami i prostotą przekazu, jednak ten chłopiec to przeciwwaga dorosłości. Zdecydowanie lepiej poradził sobie z całą tą tragedią i resztą wydarzeń, niż ci, których kocha. Można by się przyczepić do tego „nieprawdziwego” chłopca, jednak ma on tutaj swoje miejsce. Dzięki niemu widzimy, jak dorośli potrafią utrudnić sobie życie. To, co podoba mi się w książkach napisanych przez Panią Agnieszkę to lekkość, płynność i swoboda. Każda, z którą miałam styczność miała coś, co przyciągało, a zarazem wciągało do wydarzeń toczących się na tych papierowych kartkach. Tym razem było podobnie…

„Dziewczyna z porcelany” naprawdę mnie wciągnęła. Od samego początku do końca czytałam z zapartym tchem. Nie liczyły się nawet te momenty, które zdążyłam przewidzieć. Liczyła się historia, która nie jest typowym przesłodzonym romansidłem. Opowieść, która potrafi wzruszyć i dać do myślenia. Myślę, że spodoba się wszystkim tym, którzy cenią sobie ciekawe historie. Nie tylko w odcieniach różu, ale także i szarości a nawet i czerni. Jeśli macie ochotę wkroczyć w życie Michała i Zuzanny to zapraszam. Króciutka lekcja o wybaczaniu zapakowana w śliczną okładkę. Niewątpliwie kobiecą, pastelową i kruchą… jest w niej coś jeszcze, pewnego rodzaju zadziorność i wyzwanie. Jest to kolejna książka, która sprawdzi się idealnie podczas podróży czy też wypoczynku. To już trzecia książka autorstwa Agnieszki Olejnik na mojej półce, jak do tej pory na żadnej z nich się nie zawiodłam…

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,5 cm)

czwartek, 28 maja 2015

Nora Roberts - Święte grzechy


autor: Nora Roberts
cykl: Święte grzechy (tom 1) | Seria: Wszystko dla Pań [Amber]
tłumaczenie: Katarzyna Głowacka
tytuł oryginału: Sacred Sins
wydawnictwo: Amber
data wydania: 24 lutego 2009
liczba stron: 256
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

„Psychika ludzka to fascynująca zagadka.”

Spotkałam się z różnymi opiniami na temat książek Nory Roberts. Jedni uważają, że jest to literatura dla mamusiek, a drudzy widzą w tych tekstach potencjał. Jak więc jest naprawdę? Myślę, że obie wersje są w jakimś pasują, ale nie tylko mamuśki czytają… Jak do tej pory przeczytałam cztery książki tej autorki i byłam zadowolona i to nawet bardzo. Miały w sobie to coś, co umilało mi czas, co trzymało w napięciu i czytałam do późnych godzin nocnych („Zorza polarna”) jednak nie tym razem. „Święte grzechy” pozostawiły po sobie pewien niedosyt, żeby nie powiedzieć niesmak.
„Grzechy są jej odpuszczone”. Te słowa widnieją na kartkach pozostawionych przy ciałach młodych kobiet – ofiar seryjnego mordercy. Policjantowi z wydziału zabójstw pomaga w śledztwie Tess Court, która ma stworzyć portret psychologiczny zabójcy. Takie zlecenie oznacza prawdziwe wyzwanie dla młodej lekarki. I śmiertelne ryzyko – bo Tess staje się następnym celem „Księdza”…
Książkę tę kupiłam we wrześniu ubiegłego roku. Przytaszczyłam ją pociągiem z Krakowa z myślą, że trafiłam na coś ciekawego. Bo przecież thriller romantyczny może kusić… no i się skusiłam. Za jej przeczytanie zabrałam się dopiero teraz i wcale nie żałuję, że tak długo czekałam. Gwałtowne uczucie i wyścig z psychopatycznym prześladowcą… to nam obiecuje napis na okładce. Jednak ja niczego takiego się nie doszukałam. Zacznijmy od tej gwałtowności uczucia… Nie ma tutaj niczego takiego! Jest, co prawda wątek miłosny, jednak nie powala, nie zniewala ani nie rozpala. Powiedzmy sobie szczerze, jest nudno. Gdzie ta nuta pieprzu? Gdzie gorący romans, który pobudzi wyobraźnię i nie pozwoli się oderwać od lektury? No właśnie nigdzie, a już na pewno nie w tej historii. Po prostu romantyczny sucharek. Relacje między Teresą Court a Benem Parisem były napięte od samego początku… wieczne utarczki z powodu wykonywanych zawodów sprawiały, że krew mi wrzała. Ciągle bombardowania na linii psychiatra – policjant nie dodawały wcale obiecanej gwałtowności… no chyba, że mowa o zupełnie innej. Przejdźmy zatem do „wyścigu…” tu już było lepiej, ale też niepowalająco. Nie wyczułam żadnego napięcia, nie obgryzałam paznokci, nie czekałam z zapartym tchem na dalszy rozwój wydarzeń. A gdy już nadszedł moment, który wkracza w fazę kulminacji to zdążyłam połapać się przed „policjantami”, kto jest tym Księdzem.

Psychopata o dwóch twarzach, który zbawia dusze kobiet, aby odkupić i oczyścić duszę tajemniczej Laury i para kochanków. Sam portret psychologiczny Księdza nie jest taki zły, jednak za mało poświęcono mu uwagi, tak samo jak sprawom morderstw. Natomiast, jeśli chodzi o Tess i Bena to tutaj jest istna huśtawka nastrojów, emocji i pozorów. Opanowana, inteligentna, zamożna pani doktor i policjant kobieciarz, który ma uraz do psychiatrów. Jedno ciągnie do drugiego i to od początku. Skoro romans to i romans… jednak niestety kiepski. Czy ja bym chciała przeżyć coś takiego z takim facetem? Nie. Tutaj moja wyobraźnia niestety nie zaszalała. Reszta bohaterów to tak naprawdę tło dla tej trójki… Najżywszym wątkiem, który mnie poruszył i zaciekawił był o chłopcu alkoholiku. Jednak to jest króciutki epizod, który zwraca uwagę na dzieci i to jak radzą sobie z problemami dorosłych. Bardzo fajne i myślę, że wyszłoby z tego dobre opowiadanie bądź książka.

„Święte grzechy” to niekoniecznie udany thriller romantyczny. Sam pomysł na fabułę bardzo dobry jednak zabrakło dynamiki i lepszego wykonania. A szkoda, gdyż psychopaci z zaburzeniami i to na tle religijnym to ciekawy temat i można było popłynąć. Ożywić jakoś tę powieść, zaskoczyć czytelnika i sprawić, żeby zapamiętał tę książkę na długo. Niestety tak się nie stało. Książka nie powala, co mnie dziwi, znając styl i możliwości autorki. Ale przecież nie każda książka musi być udana. Rzadko mi się zdarza nie polecać jakiejś książki, jednak tym razem muszę Was ostrzec przed literackim sucharkiem.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,3 cm)

wtorek, 26 maja 2015

Dorota Schrammek - Stojąc pod tęczą


autor: Dorota Schrammek
seria: Leniwa Niedziela
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 18 marca 2015
liczba stron: 200
kategoria: literatura współczesna

„Szczęście jest jak tęcza – pozornie na wyciągnięcie ręki.”

Co powiecie na słodko-gorzką historię w pigułce? Debiut powieściowy polskiej autorki Doroty Schrammek o optymistycznym tytule „Stojąc pod tęczą”? Domyślam się, że moja propozycja nie każdemu przypadnie do gustu. Nie myślcie sobie, że chcę Wam polecić jakiś bubel – bo tak wcale nie jest. Tak więc… zainteresowani?
Patrycja, Magdalena, Aneta i Jagoda to cztery przyjaciółki pracujące w szczecińskiej agencji nieruchomości. W życiu nie wszystko układa się po ich myśli. Rozczarowana mężczyznami Patrycja dzieli mieszkanie z ukochanym dogiem. Magdalena chce skończyć z byciem „córeczką tatusia” i nietrafionymi próbami jej swatania. Aneta jest zmęczona obowiązkami domowymi i opieką nad trójką dzieci. Jagoda wdała się w romans z przystojnym Francuzem, kładąc na szali wspólne życie z mężem. Dopiero śmiertelna choroba jednej z nich sprawia, że przyjaciółki zaczynają inaczej patrzeć na wiele spraw. Nie są w stanie zmienić całego swojego życia, ale to i owo mogą w nim jeszcze poprawić…
Jest to historia mojej imienniczki i jej przyjaciółek – Anety, Jagody i Patrycji. Każda z tych kobiet ma swoje życie, problemy i marzenia. Dla każdej z nich los wymyślił coś innego. Której co się od życia dostanie? Tak naprawdę jest to opowieść o życiu, a konkretnie o jego kruchości… o odkładaniu wszystkiego na tzw. „później”, o traumach z dzieciństwa, skomplikowanych kontaktach międzyludzkich i o szczęściu w nieszczęściu. Ta książka opowiada o przyjaźni, która tak naprawdę narodziła się pod wpływem nieszczęścia. Znajdziecie tutaj cztery portrety kobiet… ich rodzin, znajomych… Poznacie obawy, sekrety i marzenia. Będziecie mogli ocenić te skrajności zawarte w książce.

Ja jednak mam mały dylemat, jeśli chodzi o tę książkę. Jest ona lekka i łatwo przyswajalna, ale momentami po prostu przewidywalna, żeby nie pokusić się o słowo banalna. Można powiedzieć, że mianownikiem jest tutaj miłość. Typowo filmowa taka, która od razu przechodzi na wyższy poziom. Wszystko dzieje się szybko i jest różowo-czarne. Na drugim planie jest kruchość życia i choroba. Walka z nowotworem, który atakuje znienacka i wywraca wszystko do góry nogami. Los bywa przewrotny i nie zawsze sprawiedliwy. My, ludzie nie zawsze doceniamy to, co mamy w zasięgu ręki… a gdy tracimy stabilność żałujemy i rwiemy włosy z głowy. Podoba mi się początek… to jak autorka rozpoczyna swoją debiutancką powieść oraz wzruszające zakończenie, pełne ciekawych złotych myśli.

„Dopiero kiedy przyjaciele umierają, zdajemy sobie sprawę, jak wiele jeszcze mogliśmy się o nich dowiedzieć.”

„Stojąc pod tęczą” to typowo kobieca książka. Idealnie sprawdzi się podczas podróży (tak też było w moim przypadku), letniego urlopu czy leniwego weekendu. Jest to duży plus, gdyż przy takiej powieści można się zrelaksować, wzruszyć i pobudzić wyobraźnię. Jeśli zaś chodzi o okładkę, to bardzo mi się ona podoba. Jest kobieca i równie optymistyczna jak tytuł. Nie mam za dużo do powiedzenia na temat tej książki. Myślę, że wszystko, co chciałam powiedzieć to powiedziałam. Moja recenzja jest krótka… chyba nawet jedna z krótszych na moim blogu – niestety. Jednak, co tu dużo mówić. Myślę, że ta propozycja przypadnie do gustu osobom, które potrzebują lektury, która nie męczy i odpręża. Ja osobiście cenię sobie serię „Leniwa Niedziela” i wiem, czego mogę się po niej spodziewać. Tym razem również jestem zadowolona, bo książka jest dobra – jeśli nie ma się wygórowanych oczekiwań.

„… bo kogoś stracić i cierpieć, to wiedzieć, że się kochało…”

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,4 cm)

sobota, 23 maja 2015

Donna Tartt - Szczygieł


autor: Donna Tartt
tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
tytuł oryginału: Goldfinch
wydawnictwo: Znak Literanova
data wydania: 6 maja 2015
liczba stron: 848
kategoria: literatura współczesna

„Zakrzywienie czasoprzestrzeni: sposób, żeby zobaczyć coś dwa razy lub więcej.”

Książki można zaliczyć do różnych kategorii – są lepsze i gorsze, łatwiejsze bądź trudniejsze w odbiorze, banalne oraz te, które zostawiają ślad w pamięci czytelnika. Każdy z nas ma swój prywatny podział – kryteria – którymi ocenia dane dzieło literackie. Nie każda książka zostaje jednak określana mianem „ Największego wydarzenia literackiego dekady” i nie każda zostaje nagrodzona Nagrodą Pulitzera. Samo takie wyróżnienie już w jakiś sposób pokazuje, czego możemy się spodziewać po danym tytule. Jeśli macie więc ochotę zmierzyć się z książką „dużego kalibru” to zapraszam do przeczytania książki Donny Tartt – „Szczygieł”.
Theo Decker cudem udaje się przeżyć wybuch. W irracjonalnym odruchu wykrada z ruin muzeum niewielki obraz. Ulubiony obraz matki, którą stracił w zamachu. Szczygieł, pilnie strzeżony symbol bezpowrotnie utraconego życia, będzie towarzyszył Theo w nieustającej podróży: od ekskluzywnych apartamentów przy Park Avenue po rozpustę półświatka w Las Vegas. Z podupadającego nowojorskiego antykwariatu po ciemne zakątki Amsterdamu. Obraz, który początkowo jest dla Theo bezcennym skarbem, z czasem sprowadzi na niego śmiertelne niebezpieczeństwo.
„Nigdy nie rób czegoś, czego nie możesz cofnąć.”

Jest to historia, która poprowadzi nas przez życie Theo Deckera. Pozwoli nam wniknąć do jego skomplikowanego i traumatycznego życia. Jest to epicka opowieść, która potrafi wciągnąć czytelnika i go zauroczyć. Scala nas z głównym bohaterem, tworzy jakąś więź poprzez wgląd w jego psychikę. Poznając jego wieloletnie perypetie, przeżycia, tragedie i trudne losowe przypadki stajemy się kompanami tego młodego chłopaka, a następnie mężczyzny. Jest to podobno historia o przetrwaniu i o próbie przechytrzenia losu (to nam obiecuje opis na okładce) i faktycznie taka jest ta powieść. Nie zabraknie tutaj samotności, lęków, obsesji, straty, ciepłych uczuć i gonitwy myśli. Niełatwe dzieciństwo, tragedie a także nieodpowiednie towarzystwo wpływa na naszego bohatera w sposób nieodwracalny. Jeden moment, impuls – prowadzi do lawiny zdarzeń i to nawet w dalekiej przyszłości. Psychologia i bildungsroman (kształtowanie się osobowości moralnej i społecznej bohatera) jest tutaj na pierwszym planie. Jednak mnie tutaj urzekło coś jeszcze… Sztuka. Autorka pokazała jej piękno, a także to jak można ją interpretować. Jeden ulubiony obraz może być dla nas natchnieniem. Może fascynować na wiele sposobów oraz być też łącznikiem z przeszłością. Fabuła jest bardzo ciekawa i dopracowana w szczegółach. Język jest tutaj bogaty i nie można więc go zaliczyć do potocznego i łatwo przyswajalnego. To może zniechęcać czytelników i męczyć podczas czytania. Jeśli chodzi o tempo akcji to jest ono zróżnicowane. Raz akcja jest „zamulona” i może być usypiająca, by za chwilę niespodziewanie przyśpieszyć. Dużą rolę odgrywają tutaj przemyślenia głównego bohatera i opisy.

Donna Tartt to amerykańska pisarka, która słynie z tego, że swoje powieści pisze latami. Nie ma na koncie ich zbyt wiele, bo aż 3: „Tajemna historia”, „Mały przyjaciel” i najnowszy „Szczygieł”. Dwóch wcześniejszych nie miałam okazji czytać, jednak mam w planach się z nimi zapoznać. Oceny są zróżnicowane, więc najlepiej, jeśli sama się przekonam czy i one do mnie trafią. „Szczygieł” został nominowany do National Book Critics Circle Award i Baileys Women’s Prize. Znalazł się również na listach najlepszych powieści roku ponad trzydziestu opiniotwórczych mediów. Myślę więc, że autorka faktycznie wykonała dobrą robotę. Dużym i zarazem pozytywnym zaskoczeniem jest to, że Donna Tartt w swojej książce nawiązała do Polski. Biorąc pod uwagę fakt, że powieść ta została napisana przez amerykankę, to jakość tych wątków jest naprawdę ciekawa.

„Szczygieł” to grubaśna książka – opasłe tomisko- które nie każdego zadowoli. Nie jest to książka dla miłośników luźnych historii opowiedzianych potocznym językiem. Zadowoli natomiast wymagających czytelników, którzy lubią mierzyć się z ludzką psychiką. Można się nią delektować… czytać powoli i przenikać do świata, który nie jest idealny, a bohaterowie nie są kryształowi. Jest to mieszanina powieści epickiej i kryminalnej, co też jest bardzo ciekawym pomysłem. Podzielona została na pięć głównych części i dwanaście rozdziałów (te z kolei na małe podrozdziały). Miałam okazję obejrzeć oryginalnie wydany egzemplarz w księgarni i byłam nim zachwycona. Różni się on znacznie od egzemplarza recenzenckiego. Na pewno pięknie by się prezentował na półce z innymi. Jeśli chodzi o moją ocenę tej książki to, do jakiej kategorii ją zaliczę… Powiem tak: ciężko ją ocenić, każdy musi zinterpretować ją po swojemu. Z pewnością warta jest jednak przeczytania.

„Mamy sztukę, żeby nie zabiła nas prawda.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Klucznik
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3,9 cm)

wtorek, 19 maja 2015

Niezwykłe spotkanie w Warszawie...



I stało się… wreszcie wybrałam się do Warszawy!
Moja przygoda z pobytem w stolicy zakończyła się już kilka dni temu. Nie była jakoś szczególnie długa, za to jednak pełna wrażeń. Najważniejszym wydarzeniem było spotkanie z Cecelią Ahern! Cudowną osobą, której nie da się nie polubić. Teraz już rozumiem dlaczego wszystkie jej książki do mnie przemawiają w szczególny sposób.  Każda z nich ma w sobie coś magicznego, optymistycznego, lekkiego i oczyszczającego.  Każda ma w sobie cząstkę autorki i świata który ją otacza.  Było to spotkanie, które z pewnością zapamiętam na zawsze.

Udało mi się poznać także inne wyjątkowe osoby, w tym  blogerki, z którymi na co dzień spotykam się w sieci. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się spotkać w takim samym gronie, a nawet i w szerszym.
Oczywiście musiałam odwiedzić Warszawskie Targi Książki – pierwsze w jakich miałam okazję uczestniczyć. Zastanawiacie się pewnie jakie są moje wrażenia… No to za chwilę wyjdę na dziwoląga… Podekscytowanie jakie odczuwałam na myśl o tych wszystkich stoiskach, osobistościach, pachnących książkach i całej reszcie szybko wyparowało. Spodziewałam się tłumów, ale to co zastałam na miejscu mnie przytłoczyło (z tego co usłyszałam za plecami nie tylko mi działał na nerwy ten ludzki ścisk). Skończyło się na tym, że wróciłam do domu z pustymi rękami i bolącymi nogami.  A nie mówiłam, że dziwoląg? Być może jest to wina mojego nie przystosowania do imprez tego typu. Możliwe, że przy kolejnej okazji  będzie o wiele lepiej… no i czas się wydłuży.  Cieszę się jednak, że udało mi się zdążyć na wywiad z E.E. Schmittem –  lubię czytać książki tego autora, więc chętnie wysłuchałam co ma do powiedzenia publiczności.



Warszawa to miasto oblegane przez ludzi, tętniące życiem i płynące z nurtem rzeki. Niewątpliwie można tam znaleźć urokliwe miejsca, jak i ciekawe atrakcje. Jednak, żeby to wszystko poznać, odkryć i poczuć potrzeba trochę więcej czasu niż 24 godziny z małym haczykiem. Bywałam już w duźych miastach i do niektórych mam sentyment, więc mam nadzieję, że przy ponownym spotkaniu Warszawa mnie jakoś zaczaruje. Moje małe rozczarowanie rekompensuje mi towarzystwo osób, z którymi mogłam spędzić ten czas.


środa, 13 maja 2015

Nowy stosik


Tak prezentują się moje najnowsze nabytki, za które najchętniej zabrałabym się od razu, a pewnie tradycyjnie trochę na półce poleżą ;)

Colleen Hoover - Maybe Someday
John Green, David Levithan - Will Grayson, Will Grayson
Amy Hatvany - Przy mnie będziesz bezpieczna
Agnieszka Olejnik - Dziewczyna z porcelany

Jestem strasznie ciekawa najnowszej książki Agnieszki Olejnik. Do tej pory przeczytałam dwie książki autorki i ani razu się nie zawiodłam, więc jestem ciekawa czym zaskoczy mnie tym razem. Mam przeczucie, że będzie równie pozytywnie i wciągająco jak do tej pory. A może i lepiej? 
Leniwą Niedzielę uwielbiam i kolekcjonuje, a w kolejce do przeczytania czekają już w sumie trzy książki z tej serii - koniecznie muszę nadrobić wszelkie zaległości. 
Zastanawia mnie książka Johna Greena i Davida Levithana... mam nadzieję, że się nie zawiodę. 
"Maybe Someday" to już druga książka Colleen Hoover, która czeka na swoją kolej. Stosy się piętrzą a wybór lektury "na teraz" robi się coraz trudniejszy. Ostatnio mam wrażenie, że doba się kurczy i to podejrzanie szybko. Czas pędzi jak szalony a czytanie... zwalnia. Chyba jednak w okresie jesienno - zimowym czytanie wychodzi mi lepiej. ;)

Dodatkowo dotarła do mnie książka wygrana u Awioli na blogu http://subiektywnieoksiazkach.pl. Liczę na ciekawą lekturę :)


Czeka mnie również bardzo przyjemny weekend, gdyż już w piątek wybieram się na Warszawskie Targi Książki :)

wtorek, 5 maja 2015

Cecelia Ahern - Kiedy cię poznałam


autor: Cecelia Ahern
tłumaczenie: Agata Kowalczyk
tytuł oryginału: The Year I Met You
wydawnictwo: Akurat
liczba stron: 416
kategoria: Literatura piękna
PREMIERA: 6 maja 2015

„Cuda rosną tylko tam, gdzie je zasadzisz.”

Mamy wiosnę i coraz lepszą pogodę za oknem. Słoneczko świeci, wszystko budzi się do życia i tym samym rozkwita nadzieja. Jeśli jednak czegoś Wam brakuje w tej wiosennej aurze to proponuję książkę „Kiedy cię poznałam” autorstwa Ceceli Ahern. Jest to najnowsza powieść autorki, której premiera odbędzie się 6 maja. To bardzo dobra wiadomość dla fanów tej słynnej irlandzkiej pisarki i zarazem świetna okazja dla tych, którzy jeszcze nie zapoznali się z żadnym jej tytułem. Ja osobiście zawsze chętnie sięgam po twórczość Ceceli Ahern, gdyż jeszcze nigdy nie zawiodłam się na żadnej historii, która wyszła spod jej „pióra”. Od samego początku wiedziałam, że i tym razem czas spędzony na lekturze będzie czasem bardzo owocnym.
Jasmine kocha swoją pracę i dotkniętą zespołem Downa siostrę. Zmuszona do odejścia z pracy stwierdza, że miłość do siostry to za mało, by nadać sens jej życiu. Rozpaczliwie próbuje znaleźć coś, co wypełniłoby bolesną pustkę. W bezsenne noce podgląda sąsiada z przeciwka, Matta Marshalla, znanego radiowego didżeja. Jasmine szczerze nienawidzi go za to, że podczas jednej z audycji nie zareagował na złośliwe komentarze dotyczące osób z zespołem Downa. Zawieszony za wybryki na antenie Matt pije, awanturuje się, jest utrapieniem dla okolicy. Zbieg okoliczności sprawia, że Jasmine coraz lepiej go poznaje i zaczyna po trosze uczestniczyć w jego życiu. Każde z nich zmaga się z innymi przeciwnościami, każde musi pokonać inne problemy, ale ku swojemu zaskoczeniu odkrywają, że mogą być dla siebie wsparciem i że niechęć od przyjaźni dzieli niekiedy tylko jeden krok.
„Kiedy gąsienica myślała już, że świat się skończył, stała się motylem…”

Autorka w swojej najnowszej powieści ukazuje proces przepoczwarzenia. Człowiek pod wieloma względami podobny jest do gąsienicy, która z czasem zamienia się w pięknego motyla. Żyjemy napędzani pracą, obowiązkami, sukcesami, luksusami i nie zauważamy tego, co istotne. Mamy klapki na oczach. Bywa tak, że los zsyła na nas olśnienie i nagle dostrzegamy to, co wcześniej było nam obce. Piękno tkwi w prostocie, w ludziach, otoczeniu i co ważne oczyszczeniu własnego „ja”. Rok. Cztery pory roku… tyle czasu minęło, żeby nasza główna bohaterka odmieniła swoje życie. Przez te 365 dni w jej życiu wiele się zmieniło… Jest to historia dwojga ludzi z problemami… niewątpliwie opowieść o nienawiści, żalu oraz miłości i odpowiedzialności za kogoś nam bliskiego…

Wyobraźcie sobie ogródek z kamienia… zero trawy, kwiatów i harmonii, ale jest za to wygoda i to kosztowna. Jednak w chwili kryzysu właścicielki, zmienia się on w harmonijny zakątek, który rozkwita i cieczy oko. Powstał on dzięki ciężkiej pracy, która oczyszczała głowę, serce i przywodziła na myśl wspomnienia o dziadku. Czym jest przydomowy ogródek? Przyjacielem… Pamiętnikiem… procesem oczyszczenia… detoksykacja i zakorzenienie. Trawnik, skalniak, róże czy też jaśmin były świadkami łez, oskarżeń, nienawiści, przyjaźni… To właśnie o tym jest najnowsza książka Ceceli Ahern. Miłości, ale tej najważniejszej, czyli miłości do człowieka… Jest to ogród emocji, które wypełniają jego duszę i go zaślepiają. Narracja pierwszoosobowa, pozwala czytelnikowi na delektowanie się opowieścią Jasmine. Ta konkretna opowieść jest skierowana do człowieka, który w oczach głównej bohaterki jest żałosny, wredny, awanturniczy i toksyczny. Jest też uzależniający jak nałóg.

Historia Jasmine w jakiś sposób porusza, daje do myślenia i co najważniejsze wciąga. Czytając miałam wrażenie, że sama mieszkam na tym osiedlu. Poznaję tych dziwacznych ludzi, którzy są śmieszni, zabawni, gniewni i samotni wśród otaczającego ich świata. Spędzałam noce przy ogrodowym stole z ludźmi, którzy mają wady… zapuszczałam korzenie w tej historii, która płynęła jak rwąca rzeka. Strona za stroną, a ja chciałam, żeby czas zwolnił. Chciałam nacieszyć oko cudzymi przemianami, optymizmem, namiastką romantyzmu, poczuć szybsze bicie serca… I to właśnie poczułam. Po raz kolejny Cecelia Ahern stworzyła powieść, którą zapamiętam na długo. Bohaterów, którzy odkrywają siebie, pokonują słabości i dają czytelnikowi nie tylko radość, ale i namiastkę nadziei.

Jest to lekka i przyjemna książka, która porusza ciekawe tematy, w które warto się zagłębić. Tym razem zakosztujecie trudnych relacji córek z ojcem. Dowiecie się co nieco o zespole Downa, poczujecie powiew nienawiści i miłości, a co najważniejsze dostaniecie receptę na przetrwanie. Książki Ceceli Ahern są dla mnie odskocznią od życia codziennego, dawką mądrości i zarazem psychoanalizą. Po każdej przeczytanej książce czuje się jak po wizycie u psychoterapeuty, lub dobrego przyjaciela. Autorka jest mistrzynią metamorfoz i czarodziejką życia codziennego. Swoim „piórem” czaruje nie tylko bohaterów swoich historii, ale także czytelników.

„Tego roku, kiedy cię poznałam, poznałam siebie…” Każdy ma swoją przeciwwagę, która pozwoli nam dotrzeć do siebie. Nie zawsze jest to osoba, którą lubimy i szanujemy, nie zawsze też oceniamy słusznie… bywa i tak, że my mamy taki sam wpływ na tę osobę. Takie przesłanie zostawia nam autorka… Ja sobie i Wam wszystkim życzę takiej osoby, która pozwoli nam się przepoczwarzyć, która wywoła lawinę zmian, myśli i czynów.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję pani Darii Bednarek oraz wydawnictwu Akurat

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,2 cm)

piątek, 1 maja 2015

Podsumowanie kwietnia


Przyszedł czas na podsumowanie kwietnia. Niestety jest to mój najgorszy miesiąc w tym roku. Przeczytałam tylko 5 książek:


Dało to łącznie 2362 strony, a to tylko 78 dziennie. W ogóle nie jestem z tego wyniku zadowolona, ale ciężko było mi znaleźć czas na czytanie. Do tego zaniedbałam też Wasze blogi. Rzadko na nie zaglądałam, ale to akurat wiem, że szybko nadrobię i obiecuję poprawę :) Jednym z pozytywów kwietnia było to, że udało mi się przeprowadzić wywiad z Melissą Darwood. Świetna osoba, jak i autorka. Do tego odświeżyłam też trochę wygląd bloga. Jest teraz bardziej przejrzyście. 
Niestety nie przeczytałam też żadnej książki z wyzwania Kiedyś przeczytam. Chciałam uniknąć kary, ale nie udało mi się skończyć czytanej pozycji.

Muszę jak najszybciej zapomnieć o kwietniu. Mam nadzieję, że z maja będę bardziej zadowolona. Życzę również wszystkim udanej majówki (chociaż wiem, że na niektórych w tych dniach czeka praca).