piątek, 26 czerwca 2015

Marlena de Blasi - Wieczory w Umbrii


autorka: Marlena de Blasi
wydawnictwo: Muza
tytuł oryginału: The Umbrian Thursday Night Supper Club
data wydania: 20 maja 2015
liczba stron: 416
kategoria: literatura współczesna

„Rozważnie klaruj wino, bo życie jest krótkie. Nadzieję odmierzaj na godziny – czas biegnie zazdrosny o słowa – nie dowierzaj przyszłości i chwytaj dzień.”*

Wyobraźcie sobie, że za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przenosimy się do słonecznej Italii, a konkretnie w góry nad Orvieto. Zostawiamy za sobą całą naszą codzienność. Wybieramy się na urlop, by poznać kilka kobiet pochodzących z Umbrii. Myślę, że dla czytelników zrobią one wyjątek i zaproszą wszystkich na słynne Czwartkowe Kolacje… Książka Marleny de Blasi zachęca już od pierwszego wejrzenia, ślicznym widokiem na okładce. Pobudza wyobraźnię, zachęca do odpoczynku, zasmakowania czegoś dobrego, a zarazem coś obiecuje … No właśnie, co? Smakowite dania? Ciekawe historie? Niezapomniane wrażenia? Chyba wszystko po trochu. Do tego dochodzi opis, który na samym początku trochę wyostrzył moje oczekiwania wobec „Wieczorów w Umbrii”.

„Gdyby posadzić pięć dowolnych kobiet, gdziekolwiek, razem przy kolacji – ecco, ci saremo – to będziemy my.”

Cztery przyjaciółki spotykają się w każdy czwartek w starym kamiennym domu na wzgórzach nad Orvieto, aby wspólnie gotować, jeść, pić wino i rozmawiać o życiu. Bohaterki powieści są rodowitymi Umbryjkami, wielbicielkami i strażniczkami umbryjskich tradycji kulinarnych. Wszystkie w swoim życiu zajmowały się profesjonalnie gotowaniem. Wszystkie też wyznają zasadę, że dobry posiłek, rozmowa i towarzystwo osób, które kochamy, pozwalają przeżyć kryzysy i katastrofy życia codziennego a także są okazją do celebrowania chwil szczęścia. „Dobre jedzenie z luksusowych produktów umie przyrządzić każdy. „Kolację z patyków” potrafi zrobić tylko mistrzowska ręka.” Miałam okazję „uczestniczyć” w tych wieczorach, kolacjach, o których wspominałam. Od pierwszej strony do ostatniej czułam głód. Oczami wyobraźni widziałam te pyszności. Ba! Ja je miałam wręcz pod nosem! Zapach zniewalał, a kubki smakowe szalały. Rozmaryn cudownie kusił swoim aromatem, oliwki były dostępne pod różną postacią, oliwa kusiłaby zamoczyć w niej kawałek ciepłego chleba. Zapachy rozchodziły się z kuchenki osłoniętej prześcieradłem, a spotkanie przy stole oczarowywało za każdym razem. Świece się wypalały, żar w piecu też, a nikt nie miał ochoty kończyć wieczoru…

Cztery kobiety - Miranda, Ninuccia, Paolina, Gilda to postacie główne, które opowiedzą czytelnikowi swoją historię. Tak naprawdę kobiet było pięć. Ta piąta, Chou to narratorka, to „reżyserka”, „tłumaczka”, kobieta, która zawsze będzie w pewien sposób obca dla tej grupki. O sobie powie niewiele, za to da nam możliwość poznania innych zasiadających do niezwykłej uczty, a w szczególności kobiet. Bo spotkamy tam także mężczyzn, mężów, kochanków i przyjaciół. O czym jest ta książka? Myślę, że o wszystkim po trochu. O przyjaźni, miłości i trudach życia. Napotkamy czasy głodu, wojny, mafii, wyzysku, obojętności i odrętwienia, przede wszystkim jest ona o sile kobiecości, wspólnocie i tradycji.


„Nieprzeżyta miłość. To nie to samo, co miłość nieodwzajemniona czy niewyznana. To jest miłość, w której kochanków oddziela dystans. Prywatna, cicha miłość, która – z natury – unika jakichkolwiek krzywd. Nawet miłość nie może zagoić rany […]. A jeśli próbuje zabliźnić starą ranę, to zwykle rani nas w innym miejscu. A może nawet w tym samym.”

Marlena de Blasi pracowała jako szefowa kuchni, dziennikarka, konsultantka do spraw żywności i wina oraz recenzentka restauracji. Napisała dwie książki kucharskie z przepisami kuchni włoskiej. Mieszkała z mężem w wielu miejscach, obecnie natomiast mieszka w Umbrii, w miasteczku Orvieto. Jest autorką bestsellerowych książek m. in. „Tysiąc dni w Toskanii”, „Tysiąc dni w Wenecji”, „Tamtego lata na Sycylii”.


„Miłość musi mieć czyjąś konkretną twarz. Trzeba wiedzieć, do kogo się biegnie.”


„Wieczory w Umbrii” są przesycone zapachami kuchni tradycyjnej. Ona jest w połowie o jedzeniu, o uwielbieniu do prostoty posiłków, ale przede wszystkim pachnie jedzeniem. I nie należy jej czytać na głodzie! Autorka przedstawia historie ciekawe, doprawione melancholią, solą rzeczywistości, konsekwencji i aromatem wyborów. Wszystko skonsumowane z winem. Niełatwe to historyjki, niezwykłe wspomnienia i niezwykłe kobiety. Każda z nich swoje przeżyła, każda jest inna, a mimo to coś je łączy. Podobieństwo kryje się w prostocie bycia. Wszystkie na swój sposób prymitywne, jednak barwne, powiedziałabym czarujące i przyciągające. Kobiety, które chciałoby się poznać i się z nimi zaprzyjaźnić. Kolacje Czwartkowe to nie tylko okazja do spotkań w gronie przyjaciół, to tradycja… Czy jest coś lepszego niż biesiadowanie z najbliższymi przy pysznym jedzeniu i ciekawych rozmowach? Chyba nie. Całość klimatyczna, swojska, smaczna, i podzielona na rozdziały… stopniowo poznajemy historię, więzi i tradycję. Czegoś mi tutaj jednak też zabrakło. Nie wiem, czego…może to tylko moje odczucie, że (momentami) czytam książkę kucharską, a nie powieść. Myślę, że za dużo i za szczegółowo były opisywane procesy przygotowania niektórych dań. Jest to ciekawe i pochłaniające (mamy wrażenie, że obserwujemy kucharkę), ale na krótką metę. I tak przecież na końcu mamy rozdział poświęcony przepisom, które są ciekawe i aż chce się je wypróbować. Skoro Italia to i lekcja Włoskiego w pigułce podczas czytania. Komu poleciłabym książkę Marleny de Blasi? Miłośnikom Italii i dobrego jedzenia.


„W życiu ważne jest to, co robimy w tej chwili. Co robiłyśmy wczoraj, co uczynimy z resztą danego nam życia.”

*Na podstawie wiersza Horacego „Do Leukonoe”.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Pani Annie oraz Wydawnictwu Muza

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,5 cm)

12 komentarzy:

  1. Hmm brzmi ciekawie, w sumie mogłabym przeczytać ale.. właśnie jestem na diecie, ciągle chodzę głodna, że już sama recenzja powiększyła mój apetyt :D Także jeszcze się na ten czas zastanowię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka wydaje się idealnie pasować właśnie na teraz, na leniwe dni wakacji;) Kiedy trafię na nią w bibliotece to przeczytam.

    Przy okazji zapraszam Cię na konkurs z nagrodą książkową u mnie-> KONKURS

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie do końca przepadam za książkami o jedzeniu. Kiepska ze mnie kucharka, więc raczej nie sięgam po takie tytuły, także książkę sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi niezwykle apetycznie:) Już zaczęłam czytać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjęłaś mi to z ust Beti;) chyba powinnam się była skusić na tę książkę

      Usuń
  5. Powoli przekonuję się do książek, których akcja dzieje się w Italii :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam jeść, więc ta książka powinna mi się bardzo spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka już czeka na mojej półce na przeczytanie. To będzie z tego co widzę, bardzo smakowita lektura.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Brzmi intrygująco, może i ja się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zniechęciłam się do autorki po jej książkach "Tysiąc dni ...", Wenecje przeczytałam całą i strasznie wiało nudą, drugiej części nie doczytałam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Potrzebuję takiej zmysłowej powieści.Ta nadałaby się idealnie :))

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)