czwartek, 30 lipca 2015

Sara Shepard - Pozory mylą


autorka: Sara Shepard
cykl: The Lying Game (tom 3)
wydawnictwo: Otwarte
tłumaczenie: Gądek Mariusz
tytuł oryginału: Two Truths and A Lie
data wydania: 4 czerwca 2014
liczba stron: 296
kategoria: literatura młodzieżowa

„Czasami czyny przemawiają lepiej niż słowa.”

Ostatnio na blogu pojawiła się recenzja świetnego kryminału, więc poszłam za ciosem i postanowiłam wejść na ścieżkę pozorów i poszukać mordercy Sutton. Nadszedł czas na trzeci tom słynnej serii The Lying Game – „Pozory mylą”. Dwa pierwsze tomy nie przyniosły rozwiązania, gra w kłamstwa trwa nadal, a sekret goni sekret.
Dwa miesiące przed moim zniknięciem zaginął słuch o Thayerze – chłopaku, w którym podkochiwała się Laurel. Nie mam pojęcia, co się z nim stało, ale myślę, że to była moja wina. Niestety nie mogę cofnąć czasu. Jestem martwa, a Emma, moja siostra bliźniaczka, udaje mnie, żeby dowiedzieć się, kto mnie zabił. Powrót Thayera sprawia, że na jaw wychodzą kolejne tajemnice...
Spoglądam na migający kursor i zastanawiam się, co by tu napisać… A konkretniej, jak zrobić to tak, żeby nie zdradzić zbyt dużej ilości szczegółów z tego tomu jak i poprzednich. Będzie to nie lada wyzwanie. No cóż trzeba spróbować. Nie bez powodu trzecia część nosi taki tytuł, a nie inny. Tutaj pozory mylą. To, co się wydaje pewnikiem nie zawsze jest prawdziwe. Oczywiście nasza bohaterka Emma i towarzysząca jej mentalnie Sutton starają się poskładać wszystkie poszlaki w jedną całość (każda osobno) jednak nie idzie to tak sprawnie jak się wydaje. Thayer to chodząca zagadka. Ktoś, kto wyzwala strach, dziwne przyciąganie, a także burzy spokój. Osoba niewątpliwie mroczna, która odgrywa bardzo istotną rolę w tej części. Czy dowiemy się, kto zabił? Nie, nadal trzeba będzie węszyć i mieć oczy oraz uszy wrażliwe na to, co się dookoła dzieje. Zabawa w detektywów nadal trwa, a Emma ma tylko jednego sprzymierzeńca, który zna prawdę, Ethana.

Jaka jest trzecia część? Zapewne interesuje Was to, czy nie jest zwyczajnym laniem wody, lub odgrzewanym kotletem. Myślę, że nie. Oczywiście nadal szukamy mordercy, który może być tuż obok. Całość przebiega tak samo jak w poprzednich częściach, Emma musi nadal udawać swoją zmarłą siostrę, jednak radzi sobie z tym zadaniem bardzo dobrze. Odkrywamy sekrety, poszlaki i wnikamy do wspomnień Sutton, które nie są zbyt częste. Całość lekka i przyjemna. Zabawa w detektywa sprawia czytelnikowi przyjemność. Autorka za pomocą wymyślnej przez siebie historii, bawi się z nami w kotka i myszkę. Podstawia nam postacie, wydarzenia by nas zmylić lub podsunąć nam trop. W ten sposób dowiadujemy się więcej o życiu Sutton i jej znajomościach z innymi ludźmi. A także poznajemy więcej szczegółów na temat dnia, w którym zniknęła. Można by pomyśleć, że trzeci tom będzie mniej ciekawy, ale tak nie jest i myślę nawet, że jest na takim samym poziomie jak poprzednie. Kolejnym plusem jest to, że nawet po dłuższej rozłące z tą serią, łatwo odnajdziemy się w swojej roli podglądacza i detektywa. Wszystko za sprawą, małego przypomnienia na początku, które odświeża pamięć, ale nie irytuje. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak autorka przyciąga czytelnika, sprawia, że nadal mu się chce czytać. Zachęca, wodzi za nos i intryguje. Wychodzi na to, że Sara Shepard stworzyła ciekawą serię dla młodzieży i nie tylko. Chciałabym już poznać rozwiązanie tej zagadki, ale jeszcze muszę trochę pobawić się w tę grę. Najchętniej od razu, zabrałabym się za kolejny tom, ale niestety muszę nadrobić inne zaległości.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Czytam opasłe tomiska
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,1 cm)

niedziela, 26 lipca 2015

Maryla Szymiczkowa - Tajemnica domu Helclów


autorzy: Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński, Maryla Szymiczkowa
wydawnictwo: Znak Literanova
data wydania: 13 lipca 2015
liczba stron: 288
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

„Podobnie jak starożytnik znający się na renesansowym malarstwie potrafi przypisać dzieło sztuki ręce konkretnego mistrza, tak i zbrodniarz popełnia przestępstwo we właściwy sobie sposób, posługując się swoistym, rzec można, stylem…”

Tym razem chciałabym Was zaprosić do mojego ukochanego miasta. Konkretnie rzecz biorąc przeniesiemy się w czasie do XIX wiecznego Krakowa, w którym spotkacie takie sławy jak Matejko czy Sienkiewicz. Taką możliwość zyskacie dzięki książce, którą byłam zaintrygowana, gdy tylko mi ją zaproponowano. Mowa oczywiście o „Tajemnicy domu Helclów” autorstwa Maryli Szymiczkowej. Jest to kryminał, który został „odziany” w zagadkową, mroczną okładkę. Ma ona w sobie coś mrożącego krew w żyłach, a szczególnie ta tajemnicza postać.
Profesorowa Szczupaczyńska ma tysiąc spraw na głowie. Musi pamiętać o pulardzie na obiad, nie zapomnieć kupić wina przeciwko cholerze, sprawdzić, czy nowa służąca dobrze wyczyściła srebra. I jednocześnie potwornie się nudzi. Kraków w 1893 roku nie obfituje w atrakcje. Kiedy więc przypadkiem dowiaduje się, że w słynnym Domu Helclów zaginęła jedna z pensjonariuszek, zaczyna działać. Z wrodzoną dociekliwością – niektórzy mogliby ją nazwać wścibstwem – rozpoczyna śledztwo
. „Ludzie przebiegli mordują przebiegle, okrutni – okrutnie, a praktyczni – praktycznie. Tym, co jest pod ręką.”

Morderstwa mają różne motywy. Dochodzi do nich w różnych okolicznościach. Bywają wymyślne, okrutne, lub pośpieszne i gwałtowne, a czasami nawet przypadkowe. Jedna zbrodnia prowadzi do kolejnej, a ta z kolei do innych okoliczności, które trzeba rozwikłać. Tak też jest i tym razem. Żeby było ciekawie to w detektywa bawi się kobieta i to w dodatku profesorowa Szczupaczyńska, która zaczytuje się w powieściach kryminalnych, a i charakterek ma oryginalny. Wyobraźcie sobie Kraków, rok 1893, który nie obfituje w częste wydarzenia zapierające dech w piersiach, co prawda zdarzy się jakiś wielki pogrzeb, jakieś otwarcie teatru czy ploteczki i akcje społeczne, które pozwolą zabłysnąć. Jednak na ogół nic się specjalnego nie dzieje, jednym słowem nuda. Codzienność i rutyna przeplatają się z obowiązkami żony profesora, pani domu i mieszkanki Krakowa z ambicjami. Nic więc dziwnego, że pewnego dnia profesorowa zaczyna żyć zbrodnią. Zaczęła swoje: „nie, nie „śledztwo” jeszcze, do tego by się przed samą sobą nie przyznała, bojąc się śmieszności, a tym bardziej nie przyznałaby się do tego przed innymi… wolała o tym myśleć jako o „badaniu”, „szperaniu”, „szukaniu prawdy” czy nawet „niewinnych kobiecych przeszpiegach.” Tak więc mamy Holmesa w spódnicy, który zachwyca swoim intelektem, zdolnością łączenia faktów, a także swojego rodzaju odwagą. Profesorowa to kobieta, która niczego się nie boi. Odważna, wspinająca się po szczeblach społecznych. Osoba wiedząca, za jakie sznurki pociągnąć, żeby dopiąć swego. Chciałoby się powiedzieć, szantażystka…

„[…] dla jednego świętością będzie sumka odłożona na czarną godzinę, dla innego pamięć matki, dla jeszcze innego niepisany kodeks zawodowy.”

Maryla Szymiczkowa to wdowa po prenumeratorze „Przekroju” w twardej oprawie, królowa pischingera, niegdysiejsza gwiazda Piwnicy pod Baranami i korektorka w „Tygodniku Powszechnym”. Kobieta powołana do życia przez dwóch mężczyzn… Jacka Dehnela oraz Piotra Tarczyńskiego. Pierwszy z tej dwójki jest pisarzem, poetą, tłumaczem i autorem bloga poświęconego tabloidowi kryminalnemu „Tajny Detektyw”. Drugi zaś jest historykiem, tłumaczem oraz amerykanistą.

„Tajemnica domu Helclów” to kryminał z wysokiej półki. Doskonale skonstruowana fabuła, malowniczy Kraków, ciekawe postacie no i oczywiście zagadkowe zbrodnie… To wszystko tworzy literacki kąsek, którym można się delektować do samego końca. Końca, który okazał się taki jak lubię - w stylu wielkich detektywów- cała śmietanka towarzyska podejrzanych w jednym miejscu. W tym momencie czujemy napięcie, przenosimy się w to samo miejsce i przyglądamy się „odkrywaniu kart w pasjansie” profesorowej. Poszlaki, fakty, kolejni podejrzani i alibi. Zadziwiający intelekt i historia z mocnym podłożem z przeszłości. Nie zabraknie barwnych dialogów, kąśliwości, intryg i przeróżnych akcentów językowych, które ubarwiają w ciekawy sposób tę historię. Kolejnym atutem jest przejrzystość rozdziałów, których zawartość jest streszczona na początku (jak i hurtowo w spisie treści) potęguje to apetyt i przyśpiesza galop wyobraźni. Autorzy wspólnie powołali do życia nie tylko autorkę, ale także wciągającą opowieść. Kryminał z charakterem, w którym górą jest kobieta. Dowodzi to, że nie tylko mężczyźni potrafią czerpać zaszczyty z funkcji mistrza dedukcji. Co ważne, nawet w mieszczańskim światku jest miejsce na aferę najwyższych lotów i to rozgrywaną tuż pod nosem nic niewiedzącego męża. Książka godna polecenia miłośnikom dobrego kryminału. Ja jestem oczarowana! Takie kryminały chciałoby się czytać zawsze.

„Praca lekarza… podobna jest pracy wynalazcy , który pracując do późnych godzin nocnych, próbuje dojść zagadki wszechświata… bywa, że całymi tygodniami nie postawi ani kreski w zapiskach, aż nagle w środku nocy zakrzyknie „Eureka!” … podobnie zdarza się i lekarzowi.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Polacy nie gęsi
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2 cm)

piątek, 24 lipca 2015

Ekranizacje i zaległe nominacje

Tym razem dla odmiany kilka słów o filmach, a konkretnie o ekranizacjach książek, które czytałam. Nie będę się rozwodzić na ten temat zbyt obszernie, jednak kilka słów na ich temat napiszę. Mój wybór padł na trzy ciekawe tytuły i myślę, że się ze mną zgodzicie. Oto one: "Love, Rosie" , "Motyl Still Alice", "Odette Toulemonde". W takiej kolejności je oglądałam i w takiej je zrecenzuję.


Love, Rosie

reżyseria: Christian Ditter
scenariusz: Juliette Towhidi
gatunek: Komedia rom.
produkcja: Niemcy, Wielka Brytania
premiera: 5 grudnia 2014 (Polska) 17 października 2014(świat)



Film zdecydowanie różni się od książki, ale to bardzo dobrze. Jakoś nie mogłam wyobrazić sobie większych zbieżności z tekstem napisanym przez Cecelie Ahern. Całość jest lekka, zabawna i optymistyczna. Film bardzo mi się podobał, gdyż pokazał historie dobrze mi znaną, ale w innej odsłonie… skróconej, ciut przerobionej, ale smakowo podobnej do książkowej wersji. Po raz kolejny mogłam przeżyć te same emocje i uzupełnić filmowe luki, tym co zapamiętałam z tekstu. Bardzo miło wspominam i chętnie obejrzałabym jeszcze raz.

Motyl Still Alice

reżyseria: Richard Glatzer, Wash Westmoreland
scenariusz: Richard Glatzer, Wash Westmoreland
gatunek: Dramat
produkcja: Francja, USA
premiera: 3 kwietnia 2015 (Polska) 8 września 2014 (świat)



Myślę, że od początku domyślicie się na podstawie, której książki film ten został nakręcony… Tak, oczywiście chodzi o powieść Lisy Genovy „Motyl”. Od samego początku skojarzyłam sceny z książką (a żeby było śmiesznie, to zaczęłam oglądać, nie wiedząc co oglądam… wybór męża… o tytuł nie pytałam… no i proszę niespodzianka). Muszę przyznać, że jestem zaskoczona zarówno doskonałym odzwierciedleniem tej historii jak i swoją pamięcią, gdyż z łatwością odgadywałam co się za chwilę wydarzy. Julianne Moore spisała się wybornie jako Allice. Wzruszający, klimatyczny i realny film o paskudnej chorobie jaką jest Alzheimer. Jedyne do czego mogę się przyczepić to ten tytuł…w ogóle mi się nie podoba. 

Odette Toulemonde

reżyseria: Eric-Emmanuel Schmitt
scenariusz: Eric-Emmanuel Schmitt
gatunek: dramat komedia
produkcja: Belgia Francja
premiera: 6 listopada 2006 (świat)



Gdy tylko odkryłam, że ten film istnieje, wiedziałam że muszę go obejrzeć. Jak wiecie uwielbiam twórczość E. E. Schmitta więc nie mogłam przepuścić takiej okazji, żeby obejrzeć jego dzieło na ekranie. Zobrazował drugą wersję Odette (którą ostatnio czytałam). Jaka jest? Myślę, że kobieca, symboliczna (powiedziałabym, że nie można odbierać jej dosłownie). Jest niezwykle optymistyczny i odzwierciedlający treść opowiadania. Całości dopełniają francuskie piosenki…Pokuszę się o stwierdzenie, że jest to nie tylko komedia, to momentami parodia w wyborowym wydaniu. Sympatyczny film, który umili wieczór. Uwielbiam francuskie kino, piosenki i ogólnie całą tą otoczkę… Wart polecenia…

„Szukamy szczęścia nie tam, gdzie trzeba… bezmyślnie… Żeby być szczęśliwym, trzeba poznać siebie i zaakceptować.”

Postanowiłam też odpowiedzieć na zaległe nominację, tak więc na pierwszy rzut idzie #TeaBookTAG od rude z bloga http://ruderude-czyta.blogspot.com/


Czarna herbata, czyli Twój ulubiony klasyk.

Pierwsze pytanie i od razu problem z odpowiedzią ;p Wstyd się przyznać, ale żadnego klasyku w całości nie przeczytałam (jeszcze). Obecnie jestem na etapie zapoznawania się z „Przeminęło z wiatrem”… Kiedyś zaczęłam też swoją przygodę z „Lalką” Prusa, jednak wakacje się skończyły a je tego tomiszcza nie przeczytałam do końca, odłożyłam na półkę i nie wróciłam ponownie. Sama nie wiem dlaczego, bo książka mi się podobała. To pytanie, uświadomiło mi, że muszę znów do niej w wolnej chwili wrócić. 



Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasypiasz.

Szczerze mówiąc, oczy mi się czasami zamykają nawet przy tych ciekawych książkach. Wszystko zależy od zmęczenia i rozkojarzenia. Jednak kiedyś usypiały mnie „Dziady” a także książka Jerzego Pilcha „Wiele demonów”.


Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają.

Papierowe miasta” Greena, My Davida Nichollsa i jeszcze kilka tytułów z podróżami w czasie.



Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.

Moim zdaniem Minione życia Wojciecha Barana. Książka naprawdę wciągająca i warta uwagi. Zaskakująco dobry debiut – takich powinno być więcej.



Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna.

Tak jak urzekło mnie Hopeless tak strasznie zawiodłam się na kontynuacji Losing Hope.



Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła.

Ostatnimi czasy opornie szło mi czytanie Próżnej. Od samego początku już nie mogłam wczuć się w klimat, liczyłam na jakieś rozkręcenie, ale wielkiego bumm nie było.



Herbata ziołowa, czyli książka którą czytano Ci na dobranoc gdy byłeś mały.

Baśnie H. Ch. Andersena ;) Pamiętam też książkę „Bajki i opowiastki na 365 wieczorów” no i moja ulubiona „Pingwinek Pingu lubi się bawić”.



Herbata owocowa, czyli Twoja ulubiona lekka książka.

Oj takich książek jest dużo… Pora na życie Cecelii Ahern, "Oddawaj różdżkę, Phong!” no i oczywiście… słynna Saga „Zmierzch”.



Iced tea, czyli książka, która zmroziła Ci krew w żyłach.

Dreszczyk poczułam podczas lektury „Niechcianych”

I nominacja do LBA od Lilianna M. Scott z bloga http://majkabloguje.blogspot.com/

1. Gdyby była możliwość zamienienia się życiem z jednym bohaterem książkowym na jeden dzień, którego byś wybrała i dlaczego?

Takich postaci znalazłoby się pewnie kilka, ale ja postawie na doktorka Watsona. Miło by było, choć jeden dzień spędzić w towarzystwie słynnego Holmesa. To byłby niezapomniany dzień, pełen wrażeń i intelektualnych zagadek.

2. Gdzie chciałabyś spędzić wymarzone wakacje?

Trudny wybór… Postawię jednak na Francję a zaczęłabym od Paryża. Oczywiście z aparatem pod ręką, aby uwiecznić piękne widoki, uliczki i ludzi na czarno – białych zdjęciach.

3. Czym są dla ciebie książki?

Książki są dla mnie odskocznią od codzienności. Podróżami po krainach, światach, państwach i miastach. Przyjaciółmi literackimi o wielu twarzach i imionach. To pasja… to lekarstwo na nudę, a także nałóg ;)

4. Ulubiona piosenka?

Tutaj to mam dylemat… Postawię jednak na Michaela Jacksona „You are not alone” .

5. Jaki jest twój ulubiony gatunek literacki?

Zaczynam rozkoszować się kryminałami… opowiadania mnie fascynują, a literaturę obyczajową uwielbiam. Natomiast fantastyka i romans pozwalają mi na relaks…

6. Z jaką baśnią kojarzy ci się dzieciństwo?

Pamiętam baśnie H. Ch. Andersena, które zresztą do dziś stoją na maminej półce.

7. Wierzysz w magię i znaczenie liczb?

Raczej nie.

8. Wierzysz w przeznaczenie?

W przeznaczenie łatwiej mi uwierzyć niż w znaczenie liczb. Ono ma w sobie coś intrygującego i magicznego a także stanowi łatwą wymówkę ;)

9. Która książka leży najbliżej ciebie?

„Tajemnica domu Helclów” – prawie wcale się z nią nie rozstaje ;)

10. Myślałaś kiedyś nad napisaniem książki? Jakiej?

Tak i powiem więcej – nadal myślę. Kiedyś marzyłam o powieści, teraz chciałabym pójść drogą Munro i E.E Schmitta;)

11. Dlaczego zaczęłaś czytać?

Myślę, że miłością do książek zaraziła mnie moja kochana mama. Odkąd pamiętam zawsze czytała i nadal ma swój zbiór książek. To jej zawdzięczam swoją pasję ;)

środa, 22 lipca 2015

Kevin Kwan - Bajecznie bogaci Azjaci


autor: Kevin Kwan
wydawnictwo: Znak Literanova
data wydania: 29 czerwca 2015
liczba stron: 496
kategoria: literatura współczesna

„Nie jesteś miliarderem, dopóki nie wydasz miliarda!”

Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. One potrafią zawładnąć człowiekiem – omamić go. Dają wielkie możliwości, otwierają wiele drzwi, spełniają marzenia, dają wygodę i władzę. Jednak bywają one zgubne… Mogą budować ale także niszczyć… Na kilka dni, na 496 stron, przeniosłam się do zupełnie innego świata. Stanęłam „twarzą w twarz” z bogactwem przez wielkie „B”. Taką wycieczkę zafundował mi Kevin Kwan, dzięki swojej książce „Bajecznie bogaci Azjaci”.
Luksusowy prywatny odrzutowiec z ajurwedyjskim studio jogi i spa na pokładzie, studwudziestometrowy jacht wyposażony w salę balową, salon karaoke, kasyno, bar sushi, dwa baseny i kręgielnię, pełne przepychu posiadłości z ogrodami wielkości całej dzielnicy, ubrania wartości kilku mieszkań w Paryżu… Majątek Carringtonów? Nie, to drobiazgi należące do pewnego starego azjatyckiego rodu, którego bajkowe życie przypomina „Dynastię” na sterydach: wszystko jest tu większe, wspanialsze, droższe i egzotycznie piękne. Czy w takiej scenerii i w otoczeniu takich ludzi może odnaleźć się ktoś spoza elity? To pytanie musiała zadać sobie Rachel Chu, która nieopatrznie zgodziła się na wyjazd ze swoim chłopakiem Nickiem do jego rodzinnego Singapuru. Nie spodziewała się, że trafi do gniazda bajecznie bogatych os, które tylko czyhają na jej pomyłkę i marzą o usidleniu Nicka.
Jest to książka, która od samego początku, od pierwszego spojrzenia na okładkę, krzyczy do nas i szpanuje bogactwem. Złote litery, do tego piękna, zadbana kobieta obwieszona złotem (aż się dziwię, że może tyle tego unieść ;p) no i białe tło. Przepych, który rzuca się od początku w oczy. Jednak do tego musimy dołożyć wymowną minę tej pani z okładki… Jest pewna siebie, chciałoby się rzec wyniosła. I we mnie wzbudziła dystans… Okładka daje przedsmak tego, co znajdziemy w środku. A co znajdziemy? O matko, wszystko! Jest to historia, która pokazuje jak wyniośli potrafią być ludzie bogaci, tradycyjni i dobrze urodzeni. Co tak naprawdę się dla nich liczy i jak to zdobywają. Praktycznie przez cały czas będziemy obcować z ludźmi, których stać na wszystko, którzy nie martwią się o przyziemne sprawy. Oni żyją zachciankami, przesytem luksusu i koneksjami. Plotki duże i małe… tajemnice, zdrady i ciuchy od największych projektantów. Materialiści i snoby… W tym wszystkim jest też miejsce na uczucie, na walkę o szczęście i przyszłość. Pośród barwnych ogrodów, przepychu, złota i klejnotów rozwijają się intrygi. Uczucia zostają wystawione na ciężką próbę… Porażka boli, a łzy płyną z oczu nawet mężczyznom. Naukę w walce z niemożliwym warto czasem czerpać od zwierząt…

„-… ten maleńki ptaszek próbował się przebić przez ogromną kuloodporną ścianę ze szkła. Żadnych szans na powodzenie.[…] przylatywał tu codziennie i uparcie dziobał przez dziesięć minut. A dzisiaj ściana ustąpiła.

[…] - Okej, a co zrobiłaby sójka?- spytał Nick.

-Nigdy by się nie poddała. Dopięłaby swego nawet w sytuacji bez żadnych szans na powodzenie.”

Książka podzielona została na trzy części i prolog. Każdy z rozdziałów przypisany jest danej osobie (osobom) lub miejscu. Wszystko mamy przejrzyste i zaplanowane. Fabuła powoli się rozwija, nabiera rumieńców, a tajemnice wychodzą na jaw. Czyta się szybko i lekko. Autor doskonale obrazuje czytelnikowi postacie i ich myśli, ale również miejsca, w których się obecnie znajdujemy. Dodatkowym atutem jest drzewo genealogiczne klanów występujących w książce. Znajdziecie też różne zwroty, które są tłumaczone, a także przypisy, które pomogą nam jeszcze lepiej zrozumieć o co chodzi.

Uwaga! Postacie mogą kąsać, żądlić, a nawet gryźć! Kobiety zdolne są do przeróżnych intryg, osądów i manipulacji. Niewątpliwie są barwne, czasem nawet irytujące. Gościnność Azjatyckiej śmietanki towarzyskiej to jedno, a sympatia i akceptacja do już zupełnie co innego. Szkoda tylko ,że tak trudno je rozróżnić…

Podsumowując, współczesna bajka o miłości, wartości pieniądza z tajemnicami w tle. Do tego można z tej historii wyciągnąć pewien morał. Prawdziwa miłość jest silniejsza niż miliardy. Te zaś z kolei są zgubne i prowadzą do braku uczciwości, miłości i szczerości. Szczęście nie zawsze jest przeliczane w walucie. Nie mnoży się go przez ilość zer. Jest to typowa książka, która ma nam umilić czas. Lektura do poduszki, do kawy, a nawet na wczasy. Opera mydlana w słowach… Jeśli macie ochotę wejść do stada brzęczących, bogatych os i zakosztować bogactwa w wykonaniu Azjatów to zapraszam do lektury.

„Czasami najskuteczniejszą formą działania jest powstrzymanie się od działania…”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,9 cm)

niedziela, 19 lipca 2015

Sylwia Zientek - Próżna


autorka: Sylwia Zientek
wydawnictwo: Muza
data wydania: 3 czerwca 2015
liczba stron: 384
kategoria: literatura współczesna

„Kluczem w dążeniu do szczęścia jest zrozumienie tego, czego naprawdę się pragnie.”

Ally McBeal. Mówi Wam to coś? Zapewne większość z Was kojarzy ten amerykański serial. W Polsce emitowany był w latach 1998 – 2003. To właśnie ta słynna prawniczka zaświtała mi w głowie podczas lektury, a konkretniej początku. Jednak, gdy tylko zagłębiłam się w treść stwierdziłam, że moje skojarzenie jest mylne. Dlaczego więc w mojej podświadomości obudziła się postać z mojego dzieciństwa/ młodości? Zapewne wiążący fakt miało tutaj środowisko prawnicze i postacie kobiece. Jednak „Próżna” nie ma praktycznie nic wspólnego z Ally McBeal, a szkoda.
Bohaterki książki są ambitnymi i zdeterminowanymi prawniczkami. Chcą spełnić swoje marzenia i z impetem wkraczają w atrakcyjny świat warszawskiej korporacyjnej kancelarii prawnej. Los bywa jednak przewrotny. Okazuje się, że sukces, który tak bardzo chciały osiągnąć, ma wyjątkowo gorzki smak. Mozolne budowania kariery, skomplikowane związki miłosne i zakręty losu... Przyjaciółki odrzucają nieoczekiwanie standardowe kanony sukcesu, rezygnują ze wszystkiego, czemu z takim uporem starały się sprostać i zamieniają się życiowymi rolami...
Szczęście i sukces, to coś, do czego dąży większość z nas. W dzisiejszych czasach liczy się blichtr, a nie dostrzeganie chwili obecnej, ulotnej i niepowtarzalnej. Sylwia Zientek stworzyła bohaterki ambitne, niezwykle zdeterminowane w dążeniu do celu, jednak zagubione w swoich codziennych egzystencjach. Na pozór mają wszystko, a jednak jednej i drugiej czegoś brakuje. Ta przebojowa, samodzielna, wyzwolona i samotna pragnie życia takiego, jakie prowadzi ta druga... męża, dziecka, bezpieczeństwa. Natomiast ta, która ma męża, dzieci, odczuwa pustkę i chciałaby poczuć się wyzwolona. Historia stworzona przez autorkę jest nie tylko o metamorfozie, choć ona odgrywa tutaj istotną rolę. To także poznanie świata pieniędzy, seksu, władzy, kochanków i kariery. To świat pozorów, niewykorzystanych okazji, niespełnionych miłości. Rzeczywistość, w której prawnicy to też ludzie, nie tylko chodzące paragrafy. Oni także mają swoje problemy, zainteresowania i ponoszą porażki. Codziennie uczestniczą w wyścigu szczurów, choć nie każdy kieruje się tymi samymi wartościami. Powiedziałabym, że autorka ukazała tutaj świat prawniczy od kuchni.

„Odczuwanie więzi z drugim człowiekiem to jak nawiązanie kontaktu z inną galaktyką - nie sposób wytłumaczyć, dlaczego się udało.”

Sylwia Zientek autorka bloga Fantasmagoria (zientek.blog.pl) publikuje tam szkice biograficzne ludzi z kręgów sztuki. Jest także autorką książki „Złudzenia, nerwice i sonaty”. Fascynuje ją historia Warszawy. Jest pasjonatką podróży śladami artystów, których podziwia. Uwielbia jazz i soul. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego a także studiów specjalizacyjnych w Centrum Studiów Latynoamerykańskich. Mieszka w Warszawie razem z mężem i trójką dzieci.

„Próżna” przyciągnęła mnie okładką i pozytywnymi opiniami. Spodziewałam się książki, która mnie wciągnie od samego początku, jednak tak się nie stało. Gdy tylko zaczęłam czytać, tekst stanął mi „ością w gardle”. Czytanie szło mi dość opornie i miałam wrażenie, że czytam ciągle o tym samym. Momentami miałam wrażenie chaosu i niedosytu. Nie mogłam wczuć się w rolę bohaterki ani obserwatorki. Jedyne, co poczułam to melancholia, która owiewa stronicę tej powieści. Książka porusza ciekawe kwestie, zawiera małą ilość dialogów i dość dokładne opisy miejsc, wyglądu czy też rozterek emocjonalnych. Sam pomysł na fabułę wydaje się dość ciekawy, jednak czegoś mi tutaj zabrakło. Niestety nie przekonała mnie w stu procentach, pokusiłabym się o wytypowanie pięćdziesięciu procent. Jednak to zdecydowanie za mało, żebym zechciała kiedyś powtórnie do niej zajrzeć.

„Prawdziwie kochasz wtedy, kiedy nie wiesz dlaczego.”
Lew Tołstoj

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Pani Annie oraz Wydawnictwu Muza

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Polacy nie gęsi
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,5 cm)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Éric-Emmanuel Schmitt - Odette i inne historie miłosne


autor: Éric-Emmanuel Schmitt
wydawnictwo: Znak
tłumaczenie: Jan Brzezowski
tytuł oryginału: Odette Toulemonde et autres histoires
data wydania: 22 czerwca 2015
liczba stron: 256
kategoria: Literatura piękna

„Nasze drogi mogą się przecinać, ale nigdy nie spotkamy się naprawdę...”

Wybierając się na urlop, spakowałam dwie książki do torby, zarówno „Przeminęło z wiatrem” jak i „Odette i inne historie miłosne”. Byłam nastawiona tylko na tę pierwszą lekturę, ale nie mogłam się powstrzymać przed zabraniem drugiego egzemplarza. Bo przecież lepiej mieć w zapasie dodatkową książkę, niż cierpieć na brak literatury. Konsekwentnie zaczęłam od zaplanowanej książki, która umiliła mi jakąś część podróży. Jednak… no właśnie, tak mnie kusiła książka Schmitta, że nie wytrzymałam i sięgnęłam po Odette… Od dłuższego już czasu miałam chrapkę na tę lekturę. Nie mogłam się wręcz doczekać, kiedy trafi w moje rączki, więc gdy tylko ją dostałam to nie mogłam się jej oprzeć.
Osiem historii miłosnych, osiem narracji, osiem kobiet od sprzedawczyni po twardą milionerkę, od zawiedzionej trzydziestolatki po tajemniczą bosonogą księżniczkę. Po drodze kochankowie i stęsknione matki... Wanda, Helena, Isabelle, Donatella, Odette - oto galeria nowych postaci odmalowanych przez Erica-Emmanuela Schmitta. Baśniowa opowieść o miłości, a zarazem przypowieść i filozoficzna komedia, w której Schmitt z czułością kreśli portrety kobiet poszukujących szczęścia. Jedna z historii opowiada o tytułowej Odette Toulemonde. Czterdziestoletnia wdowa zachwyca się książkami modnego pisarza Balthazara Balsana. To miły człowiek, ujmujący, zadbany, o nieco pociesznej prezencji nauczyciela gimnastyki, ale jak najbardziej na poziomie. Mówiąc krótko mężczyzna, z którym kobieta rozwodzi się z przyjemnością. Los sprzyja jemu, a jednak to ona jest szczęśliwa. Przypadkowe spotkanie podczas podpisywania książek wywróci ich życie do góry nogami.
Odette… to książka, która powstała dzięki filmowi, a w zasadzie podczas jego produkcji. Autor nie miał ani czasu na pisanie, ani też „zielonego” światła, aby tworzyć. Tak, więc robił to w wolnych chwilach, lub ukradkiem. W taki oto sposób powstały opowiadania, które razem z historią Odette tworzą całość. Tytułowej Odette nie znajdziecie na samym początku. Ma ona swoje miejsce przed końcem – jest przedostatnim opowiadaniem. Czytelnik ma wybór, poczekać cierpliwie i rozkoszować się narastającą ciekawością lub od razu przeskoczyć do tego, co go interesuje. I to według mnie jest zaleta opowiadań (jedna z kilku, ale o tym za chwilę). Można swobodnie przeskoczyć do tego, co nas interesuje. Nie trzeba czekać na rozwój wydarzeń jak w powieści. To czytelnik decyduje, w jakiej kolejności czyta. Krótkie formy literackie mają także inne plusy… zawierają historię w skrócie, a nad bohaterami nie rozwodzimy się przez ileś tam stron. Krótko, zwięźle i na temat. Wchodzimy z butami do cudzego świata, zostajemy na chwilę i wychodzimy by zakosztować czegoś nowego. Możemy do nich powrócić, bądź nie. Są uniwersalne, zawsze intrygujące i zawierające jakieś przesłanie. To, co nam się dziś nie podoba, może spodobać się za rok. Kilka opowieści w jednej książce, do których możemy sobie w wyobraźni dorobić swój ciąg dalszy.

W "Odette i inne historie miłosne" znajdziecie osiem opowiadań, epilog i posłowie. Poznacie różne odcienie miłości, różne kontrasty, a wraz z nimi odcienie codzienności. Przed oczami stanie wam kilka twarzy, a każda ma swoją historię, swoje tajemnice i swoją codzienność. Miłość ma wiele odcieni, dźwięków i gestów. Nigdy nie jest identyczna, a każda jest na swój sposób inna. Przychodzi, odchodzi, rani, raduje, szokuje, zmienia, wypełnia pustkę i nadaje kierunek. Bywa też niepozorna… Każdy z nas pojmuje miłość inaczej. Jednak jest to temat, który się nie nudzi. Można go swobodnie uznać za ponadczasowy i świeży…a może dający nadzieję, choć oklepany i dobrze znany. Eric – Emmanuel Schmitt szkicuje nam różne obrazy słowami, my zaś malujemy je farbami wyobraźni. W swojej książce daje nadzieję, pokazuje przewrotny los, zaborczość śmierci, ale także codzienność i problemy. Czasami marzenia się spełniają, wystarczy tylko się odważyć. Kiedy indziej dostrzegamy swoje szczęście, gdy już odchodzi. Doskonale opisuje on lęk przed szczęściem, uczuciem, a konkretnie przed stratą. Jego potoczny, lekki styl wciąga i syci wyobraźnię czytelnika.

Które z opowiadań urzekło mnie najbardziej? Oczywiście Odette Jakkażda, to moje ulubione opowiadanie, które opowiada o uczuciu, fascynacji, miłości i strachu. To także lekcja akceptacji i dostrzegania pozytywów w szarej codzienności. Kolejnymi opowiadaniami, które mnie pochłonęły były Wanda Winnipeg oraz Wszystko, czego potrzeba do szczęścia, Falsyfikat no i Bosa księżniczka. Tak naprawdę to wszystkie mają w sobie to coś, ja jednak wytypowałam te pięć szczególnych.

Eric – Emmanuel Schmitt to jeden z moich ulubionych autorów opowiadań (zaraz po Alice Munro). Nigdy nie przepadałam za tym gatunkiem, nie umiałam go docenić i się nim cieszyć. Lekceważyłam krótkie formy literackie, sama nie wiem dlaczego, teraz jednak je uwielbiam. Nie wyobrażam sobie swojej półki bez książek Schmitta czy Munro. Zachwycam się nimi i połykam w szybkim tempie. Od momentu Warszawskich Targów Książki, gdzie autor sam opowiadał o tej książce wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Po raz kolejny jestem zachwycona. Autor stworzył osiem ładnie opakowanych historii, które spodobają się miłośnikom ciekawych historii zapisanych w pigułce. A najważniejsze jest to, że zawsze można przeżyć je jeszcze raz… i wycisnąć z nich literacką i filozoficzną esencję.

„… ten bukiet kwiatów, który wyruszył na poszukiwanie serca, a znalazł tylko flakon.”
Romain Gary

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Klucznik
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,2 cm)

czwartek, 9 lipca 2015

Lipcowy stosik i zaproszenie na konkurs.


Nowe nabytki książkowe zawsze bardzo mnie cieszą :) Tym razem na moje półki trafiło 7 pozycji:

 "Zakochany Dracula" - Karen Essex
"Detektyw z Bangkoku" - John Burdett
"Mara Dyer. Zemsta" - Hodkin Michelle
"Niezłomni" - Daugherty C.J.
"Odette i inne historie miłosne" - Éric-Emmanuel Schmitt
"Bajecznie bogaci Azjaci" - Kevin Kwan
"Śmierć frajerom" - Kalinowski Grzegorz

Dwa pierwsze tytuły to nabytki z Letniego festiwalu książek w Biedronce. Ciężko było coś upolować, ale wyjątkowo udało się trafić na coś ciekawego za 9,99. Zazwyczaj z Biedronek wychodzę z pustymi rękoma :)

W stosiku znajdują się też finalne tomy serii Mara Dyer oraz Wybranych. Ich jestem najbardziej ciekawa :) Nie mogło zabraknąć również najnowszej powieści Schmitta, na którą czekałam odkąd zauważyłam ją w zapowiedziach. Co do dwóch ostatnich książek, to przekonały mnie do nich ciekawe opisy. Liczę na to, że się nie zawiodę i ich lektura całkowicie mnie pochłonie ;)

Tyle o stosiku.

Pragnę również serdecznie zaprosić wszystkich na Instagram, gdzie Łukasz Wasilewski, autor książki "Oddawaj różdzkę, Phong" organizuje konkurs, w którym to można wygrać jego debiutancką powieść (w formie ebooka, jak i papierowej). Jak najbardziej polecam, gdyż książka idealna jest na wakacyjną aurę, na leżaku przy zimnym napoju :) Moją recenzje można przeczytać TUTAJ


A teraz czeka mnie pakowanie walizek, gdyż wybieram się na kilkudniowy odpoczynek :) Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze.

niedziela, 5 lipca 2015

Grażyna Mączkowska - Powiedz, że mnie kochasz, mamo


autorka: Grażyna Mączkowska
wydawnictwo: Akurat
data wydania: 3 czerwca 2015
liczba stron: 336
kategoria: literatura piękna

„Jeżeli ciągle walczymy z przeszłością, nie możemy budować przyszłości.”

Przeszłość zawsze o sobie przypomina. Tkwi gdzieś w podświadomości i jest częścią nas. Pytanie tylko, w jakiej komitywie z nią żyjemy? Akceptujemy czy walczymy z nią? Jest melancholią czy zadrą, która boli wciąż tak samo? Przeszłość jest rozciągliwa, znajdziemy w niej dzieciństwo, młodość, dorosłość i wszystkie wydarzenia, które są z tymi okresami związane. Można by powiedzieć, że to już historia, zamierzchłe czasy, przeżytek czy było minęło. Jednak nie zawsze mija… a to, co nas „skrzywiło” kiedyś, tkwi w nas do dziś. Przykładem będzie historia, z którą dopiero co się zapoznałam. W moje ręce trafiła debiutancka powieść Grażyny Mączkowskiej – „Powiedz, że mnie kochasz, mamo”. Jest to kolejna książka w tym miesiącu, którą przeczytałam w kilka godzin. Tytuł jest bardzo wymowny, od razu możemy się domyśleć jak ważna jest matka w życiu dziecka. Okładka i tytuł zachęcają do poznania historii Gabi.
To historia życia ponad pięćdziesięcioletniej obecnie kobiety – życia niełatwego i zwyczajnego, ale może właśnie dlatego tak ciekawego. Ze skutkami dzieciństwa, pełnego przemocy fizycznej i emocjonalnej, Gabi zmaga się do dziś… Tym, czego bohaterce brakowało najbardziej, był brak akceptacji ze strony matki. Tytułowa prośba przewijała się przez całe jej trudne życie.
Rodzina, to podstawowa komórka społeczna, w której najcenniejsze są więzi, szacunek, miłość, akceptacja. Przynajmniej tym powinna być – ostoją, w której czujemy się bezpieczni i prawdziwi. Jednak nie zawsze tak jest i o tym opowiada historia Gabi. Czytelnik „słucha” opowieści kobiety, która opowiada historię swojego życia, a który przypominał koszmar. Zły sen, który nie chce minąć. Pochłania i nie chce wypuścić ze swoich przerażających, zimnych i toksycznych macek. Czasem można się na chwilę przebudzić, poczuć świeżość poranka i na moment odetchnąć, ale za chwilę znów nadchodzi mara. Oczami wyobraźni widzimy małą dziewczynkę, która czuła się zbędna, niepotrzebna, przestraszona i co ważne niekochana. Czas płynął. Dziewczynka przerodziła się w nastolatkę a później w kobietę… Nic się jednak nie zmieniło. Bicie, wyzwiska, poniewieranie, brak miłości, strach, podporządkowanie, brak podstawowych rodzinnych więzi, alkohol i wyniszczenie poczucia wartości. Dwa światy - domowy, szary i brutalny, a do tego zimny i ten poza domem, kolorowy, ciepły, pełen miłości i ciepła.

„Kochana poza domem, niekochana w domu. Życiowy absurd.”

Absurd, który był trucizną, płynącą w żyłach Gabi i jej rodzeństwa. Rodzice. Chciałoby się powiedzieć najważniejsi ludzie w naszym życiu… Jednak różnie z nimi bywa… Są przy nas lub nie. Kochają lub nienawidzą. Bywa, że stają się jednostką niszczącą najbliższych, a czasem i siebie nawzajem. Każdy z nas zdaje sobie sprawę z przemocy w rodzinie, czasem jesteśmy świadkami okrucieństwa, które szokuje i bulwersuje. Są apele przeciwko złemu traktowaniu dzieci, jednak często jest to temat tabu. Zamknięty w czterech ścianach, ukryty przed innymi. Wieczne życie w strachu, bólu, pośród oparów alkoholu i z wydźwiękiem wyzwisk. Codzienność dzieci, które wyrastają z opieki rodziców, jednak nie wyrastają ze skazy, która powstała przez najbliższych. Syndrom DDA – Dorosłe Dziecko Alkoholika – towarzyszy nam w życiu, zatruwa, niszczy i poniewiera emocjonalnie i psychicznie. Takie osoby nadal tkwią w przeszłości, choć tego nie chcą.

„Życie każdego to zbiór elementów. Elementy to osoby, miejsca, hobby, smaki, rzeczy, uczucia, kaprysy, polubienia… mnóstwo tego. Niektóre zbiory, jak w matematyce, mają części wspólne.”

Autorka w swojej książce porusza ważny temat. Pokazuje, jaki wpływ na dorosłego człowieka ma traumatyczne dzieciństwo. Brak miłości, bezpieczeństwa i akceptacji – normalności – pozostawia trwałe ślady w psychice na zawsze. Historia Gabi, choć fikcyjna to jednak bardzo rzeczywista i autentyczna. Wiele osób może znaleźć swoje odbicie i doszukać się światełka w tunelu. Pani Grażyna w swojej książce pokazuje jak ważna jest miłość. Jaki ma wpływ na dziecko jak i na dorosłych. Ma ona działanie lecznicze, potrafi ocalić i scalić. Znajdziemy tutaj gorycz, jednak i troszkę słodyczy. „Powiedz, że mnie kochasz, mamo” czyta się szybko. Historia ma coś w sobie, jednak spodziewałam się czegoś więcej. Większych emocji, czegoś co zostawi we mnie wyraźny ślad… ślad na dłużej. Jest to literatura, którą warto jednak przeczytać, niezależnie od tego czy miało się trudne dzieciństwo, czy przeciwnie, czy jest się rodzicem, czy jeszcze nie. Takie historie uczą, pomagają się zastanowić, otworzyć na pewne sprawy oczy… Zaapelować – w tym przypadku apel jest jasny, kochajmy dzieci, szanujmy, okazujmy wsparcie na każdym kroku. Akceptacja i miłość to podstawa.

„Szczęście zdobywamy, ucząc się miłości.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję panu Rafałowi oraz Wydawnictwu Akurat

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Polacy nie gęsi
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu ( + 2,2 cm)

piątek, 3 lipca 2015

Łukasz Wasilewski - Oddawaj różdżkę, Phong!


autor: Łukasz Wasilewski
wydawnictwo: e-bookowo.pl
data wydania: 16 czerwca 2015
liczba stron: 408
kategoria: literatura współczesna

Dobry humor nie jest zły, a śmiech to zdrowie! Uwielbiam, gdy czytanie wprowadza mnie nie tylko w ciekawy nastrój czy melancholię, ale także gdy rozśmiesza mnie do łez. Pamiętacie książkę K. S Rutkowskiego „Chiński ekspres”? Do dzisiaj mam w pamięci niektóre śmieszne scenki i dialogi. Czytając śmiałam się, a łzy płynęły… od tamtego czasu niewiele książek aż tak na mnie wpłynęło. Do teraz… „Oddawaj różdżkę, Phong!” autorstwa Łukasza Wasilewskiego jest takim właśnie rozśmieszaczem, który zostanie w mojej pamięci na długo.
Zosia ma problem ze skonsumowaniem sukcesu, Tatiana zbyt rezolutnie wycenia swoje wdzięki, a Natalia próbuje żyć z piętnem geeka. Wydawałoby się, że dziewczyn nic nie łączy, ale wtedy do ich życia wkracza tajemniczy Szatyn, który dryfując na obrzeżach moralności, próbuje zmierzyć się ze swoją przeszłością i przyszłością. Problem w tym, że nie zawsze radzi sobie z tu i teraz. Ale od czego ma się przyjaciół?
Zacznę może od okładki, która jest niewątpliwie utrzymana w kobiecej kolorystyce (róż jak wiadomo, przypisuje się kobietom, choć i mężczyźni gustują w tym kolorze…). Pokusiłabym się o opinię, że jest dynamiczna, zabawna i nawiązująca do treści. Jakby tak połączyć wszystkie jej elementy to wyjdzie nam co nieco z fabuły… Przyciąga ona uwagę, jednak na pierwszy rzut oka wyda się „dziecinna”. Jest świetna i odzwierciedla klimat powieści.

Łukasz Wasilewski stworzył historię ponadczasową. Przenosi ona czytelnika do Warszawy, do miejsca, w którym dzieją się różne rzeczy. Przyjaźń łączy się z miłością, pomysły prześcigają z oryginalnością, a znajome twarze są na każdym kroku. Jest to opowieść, wielowątkowa jednak subtelnie łączy się w jedną całość. Wątek miłosny jest tutaj na pierwszym planie a głównym bohaterem jest Piotrek, który próbuje zdobyć serce swojej wybranki, jednak przeszłość go prześladuje…a konkretnie przeszłość o wielu twarzach i kobiecych imionach. Nie zabraknie tutaj kobiecego pazura, który niejednokrotnie zobaczymy, chociaż i płeć brzydka pokaże, na co ją stać. Bohaterowie są oryginalni, mają niebywałe pomysły i powalają swoimi wypowiedziami. Wspominałam już na samym początku, że podczas czytania nieźle się uśmiałam i faktycznie tak było. Śmiałam się w głos, a wyobraźnia szalała. Nie trudno sobie wyobrazić opisane sceny i wtopić się w tłum. Żeby było jeszcze ciekawiej dodam, że siły są wyrównane, mężczyźni kontra kobiety… Ich inteligencja, podejście do flirtu, przyjaźni czy romantyzmu. Wszystko ukazane w krzywym zwierciadle i wplecione w popkulturę, która jest tutaj wyraźnie zarysowana. W tle nie zabraknie dźwięków jazzu, który podąża za naszym bohaterem i zachęca do zapoznania się z tym gatunkiem.

„[…] I wiesz do jakich wniosków doszłam? Że jednak najlepszym zwierzakiem to byłby facet. Taki chłop to sam się na spacer wyprowadzi i można go zostawić w mieszkaniu z otwartym oknem. Niby o jedzenie też będzie krzyczał jak najzwyklejszy dachowiec, ale nie można mieć wszystkiego, prawda? Aaa, no i najważniejsze – nawet jeśli ucieknie, to przynajmniej nie będę miała wyrzutów sumienia, że sobie w życiu nie poradzi, a o takiego pieska to jednak trochę bym się martwiła.” 

Dzieło Łukasza Wasilewskiego jest dla mnie literackim bigosem (w pozytywnym znaczeniu). Wiele składników składa się na jedną całość. Wszystko dokładnie ze sobą wymieszane i doprawione. Czym? Oczywiście humorem i dużą dawką dystansu. Całość charakteryzuje lekkość i spójność i jeśli do tego dołożymy ciekawe dialogi oraz bohaterów na podobnym poziomie to mamy ciekawą historię. Jest to komedia romantyczna połączona z tragikomedią. Bohaterów nie da się nie lubić, a poza tym nie można się z nimi absolutnie nudzić. Jest to literatura kobieca (co można wyczytać choćby z okładki) jednak i mężczyzn powinna zainteresować. Należy do niej podejść z dystansem, ciekawością i nastawić się na relaks. Uważam, że trudno ją zaszufladkować, każdy oceni ją inaczej i zapewne każdemu czytelnikowi co innego się tutaj spodoba. Jest to pozycja, który idealnie sprawdzi się podczas urlopu czy odpoczynku po stresującym dniu. Jeśli macie ochotę na lekką literaturę w ciekawym wydaniu to polecam.

Dziękuję autorowi za świetną zabawę podczas czytania :)

Zapraszam również na stronę internetową poświęconej tej książce >KLIK<

środa, 1 lipca 2015

Clara Sanchez - Widok z nieba

autorka: Clara Sanchez
wydawnictwo: Znak
premiera: 1 lipca 2015
liczba stron: 304
kategoria: Literatura piękna

„Ten, kto się nie trudzi, szukając, nie ma prawa znaleźć.”

Lipiec rozpoczęłam książką, która skusiła mnie okładką, a do tego nowinką wydawniczą (dzisiaj premiera).Czerwona, pobudzająca zmysły, krzycząca, kusząca, niebezpieczna, ale kobieca. Postać kobiety jest jakby stworzona przez malarza… kusi zmysłowością ust i czerwienią sukienki. Kruchość i kobiecość mieszają się z odwagą ostrością. Od początku wiedziałam, że muszę ją mieć! „Widok z nieba” autorstwa Clary Sanchez to spojrzenie na proces dochodzenia do prawdy o sobie samym. To także opowieść o sukcesach i cenie, jaką się za nie płaci. Zaintrygowana opisem, który rozbudził moją wyobraźnię, pochłonęłam całość w ciągu 10 godzin (czytałam do 1 w nocy : ) )
Patricia to modelka, która mimo młodego wieku odniosła ogromny sukces. Z pozoru wszystko układa się po jej myśli, a ona sama wmawia sobie, że jest bardzo szczęśliwa. Jednak coraz częściej czuje, że dla rodziny jest przede wszystkim chodzącą kartą kredytową, a dla znajomych – ślicznym dodatkiem. Pewnego dnia, podczas niespokojnego lotu z New Delhi do Madrytu, poznaje Vivianę, ekscentryczną kobietę, która oznajmia modelce, że ktoś pragnie jej śmierci. Patricia nie traktuje tego poważnie. Do czasu. Splot dziwnych i niepokojących zdarzeń sprawia, że musi zrewidować wyobrażenia, jakie miała o swoim życiu i o ludziach, którzy ją otaczają.
„Modelka, gdy tylko wychodzi z domu, już jest na wybiegu[…]. Modelka nie marznie ani się nie poci. Modelka jest jak baletnica z teatru Bolszoj – nigdy nie wolno jej pokazać, że cierpi. Modelka jest jak kwiat, który może zwiędnąć następnego dnia i dlatego musi maksymalnie wykorzystywać swoje piękno […].”

W tak ładny sposób można określić pracę modelki, do tego oczywiście dochodzą inne sprawy, plusy i minusy tego zawodu. Jest to zwyczajna chwila na świeczniku, który w dodatku nie jest stabilny i można z niego boleśnie upaść. Świat mody, wielkich pieniędzy, piękna i upływającej młodości jest jak wyścig szczurów. Autorka w swojej książce przenosi nas do świata modelingu, wielkich pieniędzy, narkotyków, pozorów i wszystkiego, co się z tym wiąże. Życie z pozoru szczęśliwe i udane to także pozory. W tym wszystkim można się zagubić, a pieniądze traktować jak zaspokojenie „głodu” najbliższych. Można za nie kupić spokój ducha i przerodzić się w chodzący bankomat, z którego wyciągają wszyscy pieniądze na nasze życzenie. Żyjąc w otaczającej nas iluzji często nie zauważamy tego, co rodzi się pod naszym nosem, nie widzimy własnych błędów, cudzych zresztą też. Patrzymy przez różowe okulary i widzimy to, co chcemy widzieć. Tak właśnie było w przypadku głównej bohaterki. Patricia to moja rówieśniczka. Osiągnęła zdecydowanie więcej niż ja, widziała więcej niż ja i żyła inaczej niż ja. Jednak nie miałam jej czego zazdrościć… mnie nigdy nie interesowało, życie na świeczniku, a tym bardziej, że one wcale nie jest kolorowe. O czym zresztą sama się przekonała i to zadziwiająco szybko po dziwnym spotkaniu w samolocie. Zmieniło ono nie tylko ją, ale najpierw wyostrzyło zmysły i uczuliło na niebezpieczeństwo. Spotkanie dziwne, lecz niezwykłe. Zarówno dla młodej modelki jak i doświadczonej przez życie kobiety. Kontrast jest zauważalny od początku, młodość kontra doświadczenie. Idealna figura i taki sam wizerunek kontra puszystość i niedociągnięcia. Modelka kontra… zielarka (?) szamanka (?) dziwaczka (?). Ta znajomość jednej i drugiej coś da… zaowocuje i odmieni ich los.


„Gdybyśmy w każdym momencie wiedzieli, kto chce się nas pozbyć, życie byłoby zbyt łatwe, nie uważasz?„

Co byście zrobili, gdyby ktoś powiedział, że grozi Wam niebezpieczeństwo? A jeszcze lepiej, że ktoś życzy Wam śmierci?! Pomyślelibyście pewnie, że mówi to szaleniec i puścili tą uwagę mimo uszu, tym bardziej, że ta osoba byłaby zupełnie obca. Tak samo pomyślała Patricia. Do czasu… aż nie zdarzały jej się przeróżne wypadki. Wyścig z czasem się zaczął, podejrzani się zmieniali, a śledztwo trwało.


„ […] zła strona bycia świadomym pewnych rzeczy, jest taka, że bierzesz na siebie odpowiedzialność za swoją wiedzę. To straszne. Lepiej być ignorantem.”

Powieść Clary Sanchez ma coś w sobie to coś. Historia modelki, która pieniędzmi kupuje wszystko, a konkretnie spokój, nie zważając na uczucia najbliższych. Tłem jest bogactwo, elegancja, piękno. Są też emocje, a także co ważne, zaskakujące zwroty akcji. Nie jest to zwyczajna książeczka o modelce, której nagle opadła szczęka z wrażenia… Znajdziecie tutaj także wątek „kryminalny”, który jest dopełnieniem całości. To wszystko zostało sprawnie wymieszane z czymś magicznym, niewidzialnym, ale pasującym do całości idealnie. Walka dobra ze złem, która wymaga różnych środków by dobrnąć do celu. Nasza bohaterka dowiaduje się prawdy, która zszokuje, zaboli, ale która ją zmieni. Otworzy nowe drzwi… Myślę, że tą historię można potraktować jako przykład bajki, która taką bajką nie jest. A ludzie nas otaczający nie są tacy jak ich postrzegamy. Jest to lekcja o uczuciach i to nie tylko własnych. To przestroga przed wrogami. A także, o relacjach damsko – męskich, które bywają niszczące i uzależniające. Autorka pokazuje nam, czym bywa poświęcenie wymieszane z egoizmem, a co ważne, do czego ono prowadzi. Ta książka to podróż, to poszukiwanie prawdy, badanie szlaków we własnym wnętrzu…

Jak bym określiła tę powieść? Słowami ze wstępu: […] pobudzająca zmysły, krzycząca, kusząca, niebezpieczna, ale kobieca. […]Kruchość i kobiecość mieszają się z odwagą ostrością. Prawda zabarwiona czerwienią iluzji.

Miałam okazję czytać wywiad z autorką i oto jak ona opisuje swoją powieść: „Nasze życie zalewa fascynacja wizerunkiem i pragnienie, by nasz wygląd był lepszy niż my sami. Zapominamy przy tym, że być może najwspanialszym uczuciem jest odkrycie, że w rzeczywistości jesteśmy lepsi, niż się wydajemy. Ciągle boimy się spojrzeń innych. Widok z nieba to książka o lęku przed tym, że nie będziemy się podobać, nie będziemy pożądani czy kochani.”


„Nie jest łatwo przestać kochać. Miłość jest chorobą pełną niegodziwości i tchórzostwa.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,2 cm)