niedziela, 30 sierpnia 2015

Katarzyna Bonda - Pochłaniacz


cykl: Cztery żywioły Saszy Załuskiej (tom I)
wydawnictwo: Muza
data wydania: 21 maja 2014
liczba stron: 672

„Chciałbym zniknąć. Nie istnieć. Rozpłynąć się w powietrzu jak zapach.”

Katarzyna Bonda to autorka bardzo dobrze wszystkim znana. Nawet Ci, co nie czytali jej książek, wiedzą, o kim mowa. Wiele osób zachwyca się jej kryminałami i poleca je innym. „Polska Królowa Kryminału” ma na swoim koncie kilka książek, ja niestety przeczytałam tylko poradnik, w którym udziela rad początkującym pisarzom. Nadszedł więc czas, abym i ja poznała, w końcu jakąś powieść tej autorki. Padło na „Pochłaniacza”, który na mojej półce, zbierał „kurz” od roku. Kusiło mnie do niej wiele razy, potem ochota przechodziła i odkładałam na później przeczytanie tej lektury. Nadszedł jednak ten dzień, w którym chwyciłam ją w swoje dłonie. Jak wszyscy wiecie, jestem trochę do tyłu, gdyż już od jakiegoś czasu w księgarniach dostępny jest „Okularnik” drugi tom z udziałem Saszy Załuskiej. Cóż, nadrobię i to opóźnienie. To, co na pierwszy rzut oka mi się podoba to okładka… przyciąga wzrok, ma w sobie coś tajemniczego i delikatnego.
Zima 1993. Tego samego dnia, w niejasnych okolicznościach, ginie nastoletnie rodzeństwo. Oba zgony policja kwalifikuje jako tragiczne, niezależne od siebie wypadki. Wielkanoc 2013. Po siedmiu latach pracy w Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield na Wybrzeże powraca Sasza Załuska. Do profilerki zgłasza się Paweł „Buli” Bławicki, właściciel klubu muzycznego w Sopocie. Podejrzewa, że jego wspólnik - były piosenkarz i autor przeboju Dziewczyna z północy - chce go zabić. Załuska ma mu dostarczyć na to dowody. Profilerka niechętnie angażuje się w sprawę. Kiedy jednak dochodzi do strzelaniny, Załuska zmuszona jest podjąć wyzwanie. Szybko okazuje się, że zabójstwo w klubie łączy się ze zdarzeniami z 1993 roku, a zamordowany wiedział, kto jest winien śmierci rodzeństwa. Jednym z kluczy do rozwiązania zagadki może okazać się piosenka sprzed lat.
„Wielkie szczęście zawsze słono kosztuje. Tylko kłopoty są za darmo”.

Nie spodziewałam się, że książkę tak mnie wciągnie. Myślałam, że czytanie pójdzie mi zdecydowanie wolniej, a proszę jednak miła niespodzianka. Historia wciągnęła mnie od samego początku. Co prawda fabuła jest bardzo rozwinięta i postaci pojawia się sporo, to jednak można się we wszystkim w miarę połapać. Chociaż końcówka już trochę sieje zamęt… Kilka dróg prowadzi do rozwiązania i zdolność dedukcji nam się bardzo przyda. Myślę jednak, że nikt prócz genialnej Saszy nie odkryje sprawcy… Zaczyna się od dziwnego telefonu i przeszłości, która daje nam obraz sytuacji. Jednak z czasem wszystko się gmatwa i nie jest już tak klarowne jak nam się wydaje. Podejrzanych przybywa, a Sasza próbuje rozwikłać zagadkę tkwiącą w szczegółach. Sama jednak boryka się z własną przeszłością i demonami. Znajdziemy tutaj Polskie realia, mafię w białych rękawiczkach i dwulicowych policjantów. Potoczny język miesza się z gwarą policyjną i fachowym słownictwem. 

Dobry glina kontra zły glina… Liczą się pieniądze, znajomości i pozory. Kłamstwa się mnożą, a sumienie łatwo uciszyć. Jak rozwikłać zagadkę skoro mamy tylko zapach? Komu uwierzyć i zaufać? Na ile ważna jest przeszłość? Autorka kilkakrotnie wyprowadzała mnie w pole za pomocą podsuwanych dowodów i faktów. Gdy już myślałam, że coś wiem to okazywało się, że nie wiem nic. Moja dedukcja zawiodła, a Sasza okazała się sprytniejsza i inteligentniejsza. To akurat dobrze! Fajnie jest towarzyszyć „detektywowi” kobiecie. Łatwiej ją zrozumieć, wcielić się w jej rolę i poznać psychikę. Jest to postać ciekawa i charakterystyczna. Udowadnia ona, że diabeł tkwi w szczegółach, warto poszperać i poszukać, aby odkryć brakujące fragmenty układanki.


„Kiedy człowiek już wie, czego chce, a czego nie, jest dobrze […]. Nie należy liczyć kroków ani oglądać się za siebie. Zbędny bagaż porzucić w pobliskim rowie i o nim zapomnieć. W drodze nie wszystko jest potrzebne. Wszystko, co nieodzowne, pojawi się samo, bo na szlaku cuda są czyś powszednim, a napotkani ludzie to ci właściwi. Życie to oddech. Mamy ograniczoną pulę uderzeń serca. Niepotrzebnie marnujemy je na wahanie, strach czy złość. Zawsze będą tacy, którzy chcą nas ciągnąć, kusić, przekonywać, że wiedzą, co dla ciebie lepsze. A trzeba po prostu iść na przód, znaleźć dla siebie czyste powietrze. Takie, którym chcemy oddychać”.


„Pochłaniacz” to dobry kryminał, choć pod koniec trochę skomplikowany – zaskakujący - szokujący. Jest to opasłe tomisko, które można by trochę skrócić, jednak autorka nie próżnowała i wykonała szczegółową robotę. Można wniknąć do tej historii, wcielić się w śledczego i dowiedzieć kilku ciekawych pojęć ze świata kryminalnego i policyjnego. Pomysł na fabułę bardzo ciekawy i trzymający w napięciu. Całość podzielona na dwie części… przeszłość i teraźniejszość. Pierwsza ma wpływ na drugą. Jest szkicem wydarzeń, na którym czytelnik buduje własne śledztwo. Daje nam to pewien punkt zaczepienia, by odkryć brakujące odpowiedzi. Mimo tego, że jest to kryminał, to nie znajdziemy w nim jakiś drastycznych opisów, a zagłębimy się też w życie bohaterów. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona i już mam w planach zakup innych powieści autorki. Jeśli macie ochotę na obszerny kryminał, to polecam!


„Życie to codzienne przesłuchanie, tyle że nie wystarczy słuchać. Trzeba też widzieć. Wtedy nie tylko się słucha, lecz także słyszy”.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Czytam opasłe tomiska
Polacy nie gęsi
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3,2 cm)

sobota, 29 sierpnia 2015

Olga Rudnicka - Zacisze 13


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 2009
liczba stron: 263

Ostatnio mam nosa do książek z humorem. Tego nigdy za wiele! Co powiecie na powieść, której akcja dzieje się w moim mieście – Śremie? Napisaną przez Śremiankę, czarną komedię z wątkiem kryminalnym w tle? „Zacisze 13” autorstwa Olgi Rudnickiej to zabawna historia, która wciąga czytelnika i bawi. Jest to trzecia książka autorki, którą przeczytałam i już wiem, że nie ostatnia! Coś czuje, że uzbiera się na półce kolekcja!
Marta i jej przyjaciółka Aneta znajdują dwa trupy i z różnych powodów zamiast zgłosić sprawę na policję… ukrywają je w piwnicy. Mają z tym trochę kłopotu – najpierw kupują wielką zamrażarkę, potem zakopują zwłoki w piwnicy. Tymczasem po piętach depczą im przestępcy, którzy szukają ukrytego przed laty cennego łupu, policja, tajemniczy przystojny mężczyzna, były mąż Marty i szalona staruszka.
Dwa trupy… dwie nauczycielki… pechowa posesja pod numerem 13 w Śremie i złodziejski skarb. Do tego tajemnice z przeszłości, dziwni sąsiedzi i równie dziwne zbiegi okoliczności. Tajemniczych postaci przybywa, a wszystkich ciągnie do jednego domu… Dlaczego? Kto zabił jako pierwszy? Ilu jeszcze lokatorów może pojawić się w piwnicy na Zaciszu? Śrem miał być azylem, ucieczką i bezpieczną przystanią, a stało się odwrotnie. Okoliczności, które niejednego wpędziłyby do grobu, naszą bohaterkę Martę zahartowały i wpędziły w ciąg nieprzewidzianych zdarzeń. Jej życie przypomina historię wyciętą z jakiegoś powieścidła kryminalnego i to w dodatku zabawnego. Życie zaskakuje i to na każdym kroku. Co ją czeka jutro? Co kryje się za tymi morderstwami? Najchętniej bym Wam wszystko opowiedziała, jednak niestety nie mogę. Nie wiem nawet, co napisać, żeby za dużo nie zdradzić.

Powiem szczerze, że nie miałam ochoty kończyć tej opowieści. Dobrze mi było w tym zwariowanym towarzystwie. Główne bohaterki polubiłam za ich osobowość, intrygi, kłamstewka i pomysły. Do tego dochodzi nieświadomość, zagadka z przeszłości i wspomniany już czarny humor. Czego można chcieć więcej? Prostota i brak przekombinowania jest tutaj atutem, a najlepsze są dialogi. Powtarzam się, ale naprawdę są dobre i takie typowo zwyczajne. Niewymuszone i nie są sztuczne. Książka nie jest obszerna, a i format nie jest wielki, więc można zabrać ją ze sobą wszędzie. Fabuła jest przejrzysta i nieskomplikowana, łatwo się w niej odnaleźć.

Olga Rudnicka kocha jazdę konną i rytmy latynoamerykańskie i scrabble. Uwielbia czytać Joannę Chmielewską, Stephena Kinga, Harlana Cobena oraz Joe Hilla. Pisząc swoje książki, na pewien czas staje się każdym bohaterem z osobna. Tworząc postacie stara się, aby były realne… aby ożyły naprawdę. Pracuje, jako opiekunka społeczna w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej w Śremie. Więcej o autorce tutaj: http://www.olgarudnicka.pl/


"Zamrugał zdezorientowany rozwojem sytuacji. Miał wrażenie, że książka "Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus", wspomagana przez poradnik Chmielewskiej "Jak wytrzymać ze współczesną kobietą", powinna być lekturą obowiązkową dla wszystkich mężczyzn chcących umówić się z Martą."

„Zacisze 13” to prawdziwa komedia pomyłek z wątkiem miłosnym, którą warto przeczytać. Świetne dialogi, luźny styl autorki i ciekawa fabuła tworzą idealną powieść, która na pewno umili czas każdemu. Idealna dla tych, którzy chcą zacząć swoją przygodę z kryminałami, coś lekkiego, zagadkowego i z trupami czającymi się w piwnicy. Jedyne, do czego mogę się doczepić to okładka. Ma, co prawda charakter komediowo – kryminalny, ale można by było stworzyć coś ciekawszego. Już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po kolejny tom i przekonam się, co się wydarzyło dalej… Jeśli szukacie czegoś lekkiego, zabawnego to polecam serdecznie.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle ile mam wzrostu (+ 1,6 cm)

piątek, 28 sierpnia 2015

Kolorowanie i nominacje


Każdy z nas ma w sobie coś z dziecka. Nawet ja. Ostatnio to odkryłam i systematycznie pielęgnuje/ rozwijam. Chodzimy do kina na „Małego księcia” i inne bajki, które odrywają nas od świata realnego i przenoszą do tego „narysowanego”, wracamy do książek z dzieciństwa lub młodości. Dlaczego by nie wygrzebać kredek z przeszłości i zacząć kolorować? Obecnie można kupić takie w wersji zaawansowanej (dla dorosłych) więc wstydu nie będzie jakby co. Rysowanie czy też kolorowanie to doskonały odstresowywacz.  Możemy, więc sami stworzyć sobie świat wymyślony, poczuć się dzieckiem i poćwiczyć cierpliwość. Same zalety… Prawda? W wolnych chwilach (od czytania i nie tylko…) biorę kredki i się bawię… Pamiętam, że kolorowanki uwielbiałam od zawsze, a najlepiej w towarzystwie mojej ulubionej cioteczki, która chętnie do mnie dołączała, gdy zjawiała się u nas z wizytą. Teraz ciocią jestem ja i chętnie sięgam po kredki z moją bratanicą… rysujemy i kolorujemy. Tworzymy wyspy piratów, skarby i fikuśne palmy z kokosami.
Domyślam się, że nie wszystkich to przekonuje (nic na siłę…). Jednak ja już wolę wydać trochę gotówki na kolorowanki, które pomogą mi się zrelaksować niż kupić coś w rodzaju „Zniszcz ten dziennik”, po którym zostanie realna dewastacja i kupka nieszczęścia. Książka z kolorowankami może być idealną pamiątką, którą wygrzebiemy za kilka, kilkanaście lat… Pokażemy córce, wnukom… Przypomnimy sobie to, co było i znów cofniemy się w czasie.
Fajnie znów stać się dzieckiem…, chociaż przez kilka chwil.






Dodatkowo postanowiłam też od razu masowo odpowiedzieć na zaległe nominacje.


SUMMERTIME MADNESS #TAG od Lilianna M. Scott 

Pokaż letnią okładkę, np. słońce, plaża, okulary, etc

Ciężko było mi znaleźć na półce odpowiednią książkę, najbliżej do wakacji jest na tej okładce :)


Wybierz książkowe miejsce, które byłoby idealnym miejscem na wakacje

Ciekawie byłoby w Hogwarcie, ale w okresie letnim, nikogo tam nie ma ;) Pojechałabym więc do Umbrii … może udałoby mi się uczestniczyć w słynnych czwartkowych kolacjach.

Masz zamiar wybrać się letnie wakacje, ale chcesz przeczytać książkę, którą skończysz czytać przed wylądowaniem na miejscu. Jaką książkę wybierasz?

Jeśli była by to jakaś długaśna podróż to „Przeminęło z wiatrem” – podwójna podróż w cenie jednego biletu :) Jeśli krótka to „Gwiazd naszych wina” lub „Niezłomnych”.

Jesteś przygnębiony, ponieważ letni czas wakacji się kończy. Jaką książkę wybierzesz, która sprawi, że pojawi się uśmiech na Twojej twarzy?

Dobre pytanie! Jeśli chodzi o dobrą dawkę humoru to na pewno „ Nie tacy oni straszni”.  Dobry humor gwarantowany i smutki idą do kąta.

Siedzisz na plaży, jakiego fikcyjnego bohatera wybierasz by ci towarzyszył?

Moja pierwsza myśl – Sherlock Holmes! No, ale jakoś nie mogę go sobie wyobrazić w tej scenerii. Wyobraźcie sobie sami… Elegancik w płaszczu albo koszuli i kamizelce z fajką i może jeszcze czapką na głowie, siedzi na piasku zapatrzony w odległe horyzonty. Może to i korzystne dla dedukcji, ale jakoś trochę surrealistyczne. Mój wybór pada zatem na bohaterów z twórczości E –E Schmitta, a mianowicie na Oscara i Odette. Dlaczego? Oboje na swój sposób wyjątkowi… Oscar, skradł moje serce, fajnie byłoby go choć na chwilę wyrwać ze szpitalnej rutyny i oderwać od choroby. Może tam łatwiej byłoby mu pogadać z Bogiem?! A Odette tak jak ja chciała zobaczyć morze, ja mam ostatnio takie same ciągoty. Poza tym jest to tak pozytywna babka, że na pewno umiliłaby czas zarówno mi jak i temu małemu chłopcu. Myślę, że to spotkanie byłoby melancholijne, jedyne w swoim rodzaju, twórcze i niezwykle optymistyczne. My troje, słoneczna plaża, wiatr rozwiewający włosy i szum fal… Cisza, rozmowy i zabawa…

Chcesz wybrać ulubione lody w rożku, ale potrzebujesz pomocnika! Którego fikcyjnego bohatera wybierasz?

To zależy, na czym ta pomoc miałaby polegać? ;)  Może jakiegoś wampira? Powiedzmy Edwarda Cullena… Mogłabym je dostać w ciągu kilku sekund, nie ruszając się z domu i to nawet późną nocą ;)

#MyLittlePonyBookTAG od Lilianna M. Scott

Applejack – książka, w której bardzo ważne są więzi rodzinne
Zależy, jak kto pojmuje więzi rodzinne… Można by nawet podać przykład rodzinki Cullenów ze „Zmierzchu” byli sobie oddani i jeden za drugiego w ogień by wskoczył. Lub „Razem będzie lepiej” Jojo Moyes.

Pinkie Pie – Najzabawniejsza książka, jaką spotkałeś w swojej „czytelniczej karierze”?

Przeczytałam tyle książek, że mój mózg nie nadąża z otwieraniem przegródek w poszukiwaniu odpowiednich fragmentów, tytułów i postaci. Myślę, że takich książek było by kilka. Tym razem jednak postawie na „Nie tacy oni straszni” – dobrze się bawiłam podczas czytania. Do tego dołożyłabym „Moralność pani Piontek” i „29”.
Flutteryshy – Wspaniała książka, o której wiedzą nieliczni

Nie wiem, czy jest taka książka, o której wiedzą nieliczni…

Rarity – Książka z silną niezależną bohaterką, która ma wielu adoratorów


Twiling Sparkle – Książka z postacią, która mogłaby zostać twoim przyjacielem

Prawdę mówiąc nie segreguję bohaterów, na tych, którzy pasują mi na przyjaciół i na tych, co nie pasują. Przenoszę się do świata wymyślonego, przeżywam swoje i wychodzę. Przypadła mi jednak do gustu zabawna Cristina („Nie tacy oni straszni”).

Spike – Książka z nieszczęśliwie zakochaną postacią

„Szczygieł” i Theo Decker.

Rainbow Dash – Książka, do której masz największy sentyment

Dobre pytanie! Tutaj też mam kilka tytułów… Trudno się zdecydować. Gdzieś tam w głębi mam sentyment do książki „Chłopaki, randki i zwariowane koleżanki” autorstwa Cathy Hopkins. To książka, która umiliła mi wakacje, gdy byłam jeszcze nastolatką. Takich książek znalazłoby się jednak więcej… na tej liście pojawia się również „Jezioro osobliwości” jak i pierwszy tom Harrego Pottera.

LBA od Magia Słowa

1. Podaj tytuł książki, dzięki której zacząłeś/aś swoją książkową przygodę:

Pamiętam, że „podkradałam” mamie jakieś książki. Czasem od niej dostawałam jakąś ciekawą lekturę, dla mojego przedziału wiekowego („Chłopaki, randki i zwariowane koleżanki” – oj jak to było dawno). A potem to pamiętam niesamowitą przygodę z Harrym Potterem.

2. Gdzie uwielbiasz czytać książki, a jak ma się to do realiów?

Najlepiej to w domu. Nie mogę się skupić np. w autobusie. Przeszkadza mi również włączony telewizor i rozmowy prowadzone gdzieś obok. Jednak, co ciekawe, muzyka mi w ogóle nie przeszkadza. Często przy czytaniu słucham jakiegoś radia :)

3. Korzystasz z biblioteki, czy kupujesz książki na własność?

Kupuję na własność! Z biblioteki korzystałam tylko kilka razy. I na tym moja przygoda z biblioteką się zakończyła. Zdecydowanie wolę, gdy książka należy do mnie i uzupełnia moją prywatną biblioteczkę.

4. Co decyduje o wyborze książki, którą chcesz przeczytać?

Wszystko zależy od mojego nastoju i zapotrzebowania na dany gatunek. Duże znaczenie ma oczywiście autor, jeśli jest to mój ulubiony to wybieram książkę w „ciemno”. Lubię czasem spojrzeć na okładkę i jeśli wpadnie mi w oko to muszę ją mieć – jestem wzrokowcem. No i najważniejsze… opis. Nie są mi też obce opinie innych czytelników na temat danej książki.

5. Po przeczytaniu książki starasz się znaleźć na siłę jakiejś jej zalety?

Nie zastanawiałam się nad tym. Możliwe, że czasem mi się zdarza, choć nie jest to częste. Zazwyczaj, książki, które czytam zadowalają mój gust i mają jakieś plusy same w sobie.

6. Jeżeli książka do każdego rozdziału ma Playlistę, to czy puszczasz ją sobie podczas czytania, czy też robisz to inaczej?

Wszystko jeszcze przede mną… Na pewno kiedyś spróbuję czytać i słuchać przypisanej do książki Playlisty.

7. Czy jest taka powieść, która jest dla Ciebie wzorem do naśladowania, do której co jakiś czas powracasz?

Zazwyczaj nie czytam ponownie książek. W swoim życiu przeczytałam tylko kilka po raz kolejny. Mam tyle książek, czekających na przeczytanie, że na razie nie zabieram się za ponowne czytanie. Oczywiście kiedyś pewnie coś tam przeczytam… A już na pewno moje ulubione powieści z Sherlockiem Holmesem! Jeśli miałabym wybierać literacki wzór do naśladowania to kilka nazwisk by się znalazło na liście :)

8. Ulubiona książkowa para?

Było by ich kilka. Postawie na: Emmę i Dexa („Jeden dzień”) oraz Camryn i Andrew („ Na krawędzi nigdy”)

9. książka czy film?

Zdecydowanie książka. Lepiej działa na wyobraźnię ;)

10. Po skończonej powieści oglądasz adaptację, czy odwrotnie? A może w ogóle?

Zdarza się, że oglądam. Nie jest to jednak jakiś rytuał, spokojnie mogę się obejść bez oglądania wersji filmowej.

11. Dlaczego czytasz książki?


Każda książka to podróż w inne miejsce. Czytając podróżuję, poznaję nowe osoby, dowiaduję się czegoś nowego (także o sobie). Mogę być wszędzie i to nie ruszając się z fotela. Dlaczego, więc czytam? Bo uwielbiam teleportację między światem rzeczywistym a tym fikcyjnym, w którym wszystko jest możliwe. Czytanie to taki nałóg, który pozwala mi się zrelaksować… Kocham to!

czwartek, 27 sierpnia 2015

Federica Bosco - Nie tacy oni straszni


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
tłumaczenie: Agata Pryciak
tytuł oryginału: Non tutti gli uomini vengono per nuocere
data wydania: 11 sierpnia 2015
liczba stron: 456

„[…] o wiele łatwiej jest coś stracić, niż zdobyć, a co dopiero zadbać o to, co się ma.”

Przyciągająca wzrok okładka to już połowa sukcesu. Nie ważne czy śmieszy, wywołuje gęsią skórkę czy zachwyt. Grunt, że zatrzymamy na niej wzrok przez chwilę i przeczytamy opis, potem być może zabierzemy ją ze sobą do domu. Ostatnio w moje ręce trafiło takie „okładkowe coś”. „Nie tacy oni straszni” autorstwa Federici Bosco to powieść odziana w dziwną szatę graficzną. Niby nijaką, obleśną, bo z żabim księciem w koronie, a jednak na swój sposób zabawną. Podsumowując: intrygująca i zabawna. A jak jest z treścią? Czy jest równie pozytywna i pełna dystansu? Od razu powiem, że tak.
Cristina ma trzydzieści dwa lata, fajtłapowatego chłopaka, kota z nadwagą o wymownym imieniu Krokiet, ekscentrycznego brata bliźniaka, przytulne mieszkanie w centrum Bolonii i ciepłą posadkę w lokalnej telewizji. Dwadzieścia cztery godziny później chłopak znajduje sobie nowy obiekt westchnień, Krokiet postanawia uciec z domu, a Cristina traci jednocześnie pracę i mieszkanie. Podejrzewana o próbę samobójczą, trafia na ostry dyżur i płukanie żołądka. Bezdomna i bezrobotna Cristina będzie musiała zamieszkać wraz z bratem-dziwolągiem i rodzicami, którzy po ponad czterdziestu latach małżeństwa mówią do siebie per Pysiu i Kluseczko… A jakby tego było mało, młody pan doktor od płukania żołądka jest obłędnie przystojny i beznadziejnie zajęty. Jeśli kiedyś zdawało ci się, że nieszczęścia chodzą parami, to jesteś w błędzie. Nieszczęścia to bestie stadne. Czasem nawet joga i buddyjskie mądrości nie są w stanie przywrócić ci równowagi…
… a może po prostu same chęci nie wystarczą?! Być może nie staramy się wystarczająco, albo szukamy nie tam, gdzie trzeba? Może być z kolei odwrotnie, staramy się aż za bardzo, tylko prosimy los nie o to, co trzeba? Istnieje jeszcze inne wyjście (a może i kilka?) nie potrafimy dostrzegać pozytywnych rzeczy w tym, co nas spotyka? Każdy dzień to próba. Każdy może okazać się pechowy, albo przełomowy w naszym życiu. Jak więc jest z tą przewrotnością losu i pechem? To prawda, że nieszczęścia to bestie stadne...mamy na to przykład Cristiny, której życie wywróciło się do góry nogami. Mimo wszystko czytelnik polubi tego jej pecha i to wcale nie, dlatego że ludzie czerpią energię z cudzego nieszczęścia. Po prostu Cri w tej swojej zagmatwanej codzienności pokazuje nam siebie. Jest zabawna, sarkastyczna, naiwna, czasem zachowuje się jak desperatka. Wykorzystuje sytuacje, by choć przez chwilę być przy doktorku, który skradł jej serce. Jest to historia, która pokazuje, że ludzie są jak ćmy… lecą do światła mimo tego, że grozi im poparzenie. Tak samo jest z naszą bohaterką, wie dobrze, że grozi jej ból, a mimo wszystko robi wszystko, aby zaznać szczęścia – choć przez chwilę. Mimo tych wszystkich przeciwności całość jest zabawna i pozytywna –zapewne za sprawą Cristiny, która potrafi rozbawić do łez. Chciałoby się powiedzieć, że jest komiczna.

Postacie:

Cristina… uwielbiam ją. Co tu dużo mówić. Dała mi tak pozytywnego kopa, że uśmiecham się do teraz. Wbrew pozorom silna babka, która ma pecha do facetów i nie tylko. Jej walka z chaosem jest zabawna i pouczająca. Z czasem nabiera dystansu i robi swoje. Walczy, marzy, płacze i idzie z podniesioną głową. Kobieta żywioł… spontaniczna, narzekająca, sarkastyczna, „masochistka”. Bratnią duszę ma w przyjaciółce, która jest chodzącym spokojem i Buddą w spódnicy. Daje rady i wspiera. Totalne przeciwieństwo Cri… Co tu dużo mówić… postacie są barwne i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Trzech facetów i jedna kobieta… Trzech żabich królewiczów… i jedno pytanie. Który okaże się księciem? Ile pocałunków wystarczy, aby zdarzył się bajkowy cud? Pierwszy z nich to nie tylko fajtłapa, ale dodatkowo jeszcze dupek na skalę światową. Facet, na którego brakuje słów. Drugi zaś jest przeciwieństwem pierwszego, ale nie tak jak myślicie. Kolejny upierdliwiec. Chodzący sucharek, który jest tak czerstwy, że zęby można połamać i jeszcze się zakrztusić. Niewątpliwie barwny i oryginalny… jednak nawet świętego by z równowagi wyprowadził. Trzeci to już chodzący ideał. Kulturalny, odpowiedzialny, przyjacielski, życzliwy, przystojny, ale… Zawsze jest jakieś „ale”. Którego tu wybrać? Jak wyplątać się z pogmatwanych sytuacji? Który pod postacią brzydoty okaże się idealny?

Co do rodzinki… Barwna i wesoła. Komiczna i uzupełniająca Cri.

Podsumowując: książka, którą warto mieć i przeczytać. Nie tylko przyjemna, lecz na swój sposób pouczająca. Opowieść o przeciwnościach losu, pechu i chaosie…o miłości, przyjaźni, rodzinie i upokorzeniach. O potrzebie spokoju… Całość jest rewelacyjna. W tej książce znajdziecie dużą dawkę dobrego humoru i zakochacie się w niej od pierwszego zdania. To pigułka rozweselająca w formie książkowej. Taka tragikomedia i bajka w jednym. Lekarstwo na jesienno – zimową chandrę (która niestety już coraz bliżej). Lubicie testować wytrzymałość bohaterów? W takim razie tutaj znajdziecie to, co trzeba. Ja ją uwielbiam… Mam nadzieję, że i Was oczaruje!

Za możliwość przeczytania ebooka dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

wtorek, 25 sierpnia 2015

Arleta Tylewicz - Szczęście do poprawki

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 25 sierpnia 2015
liczba stron: 408

„ Jesteśmy okłamywani pozorami prawdy”

Szczęście. Ostatnio dość często pojawiający się temat. Jak to z nim jest? Można je poprawić czy jednak nie? Ja myślę, że jednak można, a przynajmniej warto spróbować. Jednak same chęci nie wystarczą, potrzebna jest jeszcze odwaga, determinacja, marzenia i najlepiej wsparcie osób trzecich. Ten mój filozoficzny wstęp odnosi się do tytułu książki, którą dzisiaj chcę Wam zaprezentować. „Szczęście do poprawki” Arlety Tylewicz to nowość wydawnictwa Prószyński i S-ka, której premiera wypada dzisiaj, 25 sierpnia. Jest to powieść obyczajowa, której bohaterką jest Jagoda… Kobieta, która swoje szczęście musi poprawić, jeśli nie odnaleźć na nowo.



Jagoda, dziennikarka kolorowej prasy, żyje w przekonaniu o swoim udanym małżeństwie. Priorytetem dla niej jest ukochany mąż. I właściwie niczego więcej nie oczekuje od losu. Nie próbuje wyjść poza ramy, które sama sobie stworzyła. Jej życie, pozornie pozbawione trosk, jest doskonałe do czasu, gdy dowiaduje się o zdradzie męża. Po raz pierwszy staje przed koniecznością podjęcia samodzielnej decyzji: co dalej? Zagubiona i nieprzystosowana do stawiania czoła przeciwnościom, musi dorosnąć i stać się kobietą niezależną. Spotyka na swej drodze życzliwych ludzi, którzy są gotowi dać jej wsparcie, jednak nie potrafi pozwolić sobie pomóc. Szamocze się między chęcią powrotu do dawnego życia, uratowaniem małżeństwa, a pragnieniem niezależności i szacunku do siebie samej. Jednak los daje Jagodzie oręż w walce o własne szczęście.
Czytając mamy do czynienia ze zranioną kobietą, która nie wie, co ma zrobić ze swoim życiem i małżeństwem. To, czego dowiedziała się o swoim mężu zszokowało ją, zraniło i przygniotło. Musi na nowo sobie wszystko poukładać, a my podążamy wraz za nią. Dokąd? Do magicznego miejsca, które zostało odcięte od codziennego zgiełku i kłopotów. Miejsca, w którym można odzyskać spokój. Jednak wszystko nie jest takie proste jak się wydaje, czasami do szczęścia trzeba iść krętą ścieżką pełną niespodzianek. Taki życiowy tor przeszkód, który weryfikuje czy spełniamy kryteria, aby dostać nagrodę. Czy Jagoda przejdzie ten test sprawnie? Czy pozbędzie się swojej naiwności i zacznie walczyć? Nie chcę zagłębiać się w fabułę, aby niepotrzebnie czegoś nie zdradzić.

Muszę przyznać, że Jagoda trochę mnie irytowała. Dlaczego? Jest to osoba, która sama nie wie, czego chce, szamoce się w swej naiwności. Przez większość czasu użala się nad swoim losem, wyborami i utraconym uczuciem. Nie chce racjonalnie spojrzeć na daną sytuację i zawalczyć, tylko upiera się przy swoim i płacze. Jest to kobieta, która żyje w kokonie i musi wreszcie z niego się wydostać. Poznać siebie, swoje możliwości, zaufać i znów uwierzyć w miłość. Czasami brakowało mi do niej cierpliwości…jej wybory były czasami dziecinne i absurdalne. Jej postać jest plastyczna, ma pokazać kobietom, że warto zawalczyć odważyć się i uczyć na błędach.

Jak na tle Jagody wypadają inni bohaterowie? A różnie. Są postacie pozytywne i życzliwe. Są też takie, które czytelnik ma ochotę zamordować spojrzeniem – taką postacią jest mąż głównej bohaterki. Ważną rolę odgrywa tutaj przyjaciółka i powierniczka Jagody, jest to osoba ciepła, życzliwa i cierpliwa. Nie boi się wyrazić swojego zdania, motywuje i stara się pomóc w każdej sytuacji. Przyjaciółka, jaką chciałby mieć każdy. Postać, jakich wiele w książkach, pisana na wzór ideału oddanego przyjaciela.

„Szczęście do poprawki” to historia o naiwności i zawiedzionym zaufaniu. Nie zabraknie bólu, upokorzenia i pełnej gamy kłamstw. Dla kontrastu zasmakujemy miłości od pierwszego wejrzenia, prawdziwej przyjaźni, ciepła i wsparcia od życzliwych ludzi. To wszystko opisane sposób lekki i przyjemny. Całość jest ciepła, kobieca i optymistyczna. Fabuła może i jest trochę banalna, ale ma swoje mocne strony. Czytelnik obserwuje metamorfozę głównej bohaterki, to jak z naiwnej uzależnionej od męża żony, przemienia się w odważną, pełną determinacji kobietę. Myślę, że książka może się podobać. Na pewno umili czas i doda otuchy. Jeśli szukacie dynamiki to znajdziecie, ale dopiero na finiszu, więc warto uzbroić się w cierpliwość i popłynąć z nurtem historii. To, co mi się niezbyt podoba to okładka… może nawiązuje w jakiś sposób do treści, jednak mnie nie urzekła.

„I na naszej ulicy jeszcze kiedyś zaświeci słoneczko.”

Za przeczytanie książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Polacy nie gęsi

niedziela, 23 sierpnia 2015

Adena Halpern - 29


wydawnictwo: Świat Książki
tłumaczenie: Anna Zielińska
tytuł oryginału: 29
data wydania: 12 sierpnia 2015
liczba stron: 304

„Naiwność to jedno. A świadomość tego, co właściwe, to zupełnie co innego”.

Nie mogłam się powstrzymać i sięgnęłam po kolejną nowinkę wydawniczą. Zaintrygował mnie opis fabuły jak i okładka, która z pozoru jest kompletnie zwyczajna, jednak ma w sobie coś luźnego, zabawnego i różni się od innych. Ma ona jednak swój charakter i co ważne nawiązuje do treści. „29” autorstwa Adeny Halpern to książka o dziwnym tytule i niezwykłej treści. Tak wciągającej, że nie mogłam się oderwać i przeczytałam ją jednym tchem.
Ellie Jerome, młoda duchem siedemdziesięciopięciolatka, uważa, że więcej łączy ją z dwudziestopięcioletnią wnuczką Lucy, niż z pięćdziesięciopięcioletnią córką Barbarą. Ellie robi wszystko, aby czuć się młodo i absolutnie nie ma ochoty obchodzić swych siedemdziesiątych piątych urodzin. Stając nad tortem obstawionym świeczkami, najbardziej pragnie żeby, choć przez jeden dzień mieć znowu dwadzieścia dziewięć lat. Kto może przypuszczać, że jej życzenie się spełni? 29 to historia o trzech pokoleniach kobiet, których wiedzę o sobie i najbliższych zweryfikuje ten jeden magiczny dzień. Ellie się przekona, że codzienność dwudziestoparolatek wcale nie jest taka beztroska, jak jej się wydawało. Radość z odzyskanej młodości skłoni ją do przemyśleń, czy chciałaby przeżyć całe życie na nowo. Czy odważy się być młoda dłużej niż ten jeden dzień kosztem rozstania z tymi, których kocha?
Wyobraźcie sobie taką sytuację… Macie urodziny, jest rodzina, tort, świeczki, a Waszym życzeniem jest cofnąć się w czasie na jeden dzień. Mieć ileś lat mniej. Co robicie, gdy okazuje się, że owo życzenie się spełniło? Macie jeden dzień na wykorzystanie sytuacji, więc do dzieła. A teraz na sekundkę wcielcie się w rolę siedemdziesięciopięciolatki, która duchem jest młoda i która chciałaby zmienić to i owo w przeszłości. Znów akcja z tortem… znów życzenie, z tą różnicą, że macie na jeden dzień stać się dwudziestodziewięciolatką. Co byście zrobiły? Zapewne pomysłów byłoby kilka… Emocji bez liku i totalny szok. Tak też było z główną bohaterką tej książki. Jest to kobieta, która opowiada nam swoją historię, daje dobre rady i tym samym daje lekcję życia. Ellie przez jeden dzień przeżyła wiele. Radość, szczęście, miłość, namiętność, smutek. Czytelniczki (bo Ellie zwraca się do kobiet) wcielają się w rolę słuchaczki, możemy się poczuć jak wnuczki, które słuchają niesamowitej opowieści babci. Za chwilę zaś wcielimy się w rolę, przyjaciółek i powiernic. Dowiadujemy się o Babi wiele rzeczy… to jak wyglądało jej życie, czego jej brakowało, co ją trapiło, jak wyglądały jej relacje z mężem. Zasmakujemy życia obecnego, jej rodzinnych stosunków i zobaczymy jak silna wiąże ją przyjaźń z Fridą. Uczestniczymy w „jej magicznym dniu”, przeżywamy to, co ona i toniemy w niebieskich oczach pewnego młodzieńca. W zamian dostajemy odpowiedzi na pytania, przekonamy się, że z życia należy brać garściami i to niezależnie od wieku.

„Nie ma idealnych małżeństw, tak samo jak nie ma idealnych wakacji. Czasami pada deszcz, bywa, że okna pokoju hotelowego wychodzą na parking. Jednak te sprawy widziane z perspektywy czasu nie psują całości obrazu”.

Po skończeniu ostatniej strony poczułam pustkę. Brakowało mi towarzystwa Babi, jej wnuczki i tego klimatu. Mądrości i ciepła płynących ze stronic tej książki. Główna bohaterka jest tak pozytywna, że trudno jej nie lubić i to za równo w roli staruszki jak i młodej atrakcyjnej kobiety. Nie zabraknie tutaj oczywiście innych bohaterów, a szczególnie bohaterek. Trzy pokolenia, cztery kobiety… Każda inna… Każda barwna i charakterystyczna. Jednak ten jeden dzień je zmieni… ich spojrzenie na życie, otoczenia, siebie. Nastąpi oczyszczenie i pojawią się odpowiedzi.

„Młodym bywa się tylko dwa razy”… W młodości jak i na starość. Młodość można odkryć w sobie na swój sposób zawsze. Nigdy nie należy czekać na cud, który cofnie nas w czasie, bo może nigdy nie nadejść a życie mamy jedno. I to on nas zależy jak je wykorzystamy. Ellie przekonała się, że prezent od losu przyniósł wiele niespodzianek, ale i wiele rozterek.

„29” to lekka, zabawna i wzruszająca opowieść o przemijaniu, miłości, więzach rodzinnych i poświęceniu. To książka, która daje do myślenia, w pewien sposób uczy i bawi. To podróż po „czasoprzestrzeni”, którą odbywamy w niezwykłym towarzystwie. Całość jest naprawdę klimatyczna i ciepła. To książka, do której chętnie wrócę… kiedyś, gdy zabraknie mi odwagi, pozytywnego myślenia i zapomnę o przemijaniu. To, co mi się podoba w tej historii to narracja, która wprowadza intymną wieź między czytelniczką, a główną bohaterką i narratorką w jednym. Miałam na dziś w planie inną recenzję, jednak po „połknięciu” tej opowieści, wiedziałam, że musi ukazać się na blogu przed innymi.

„Cudownie jest otaczać się mnóstwem znajomych, ale najważniejsze, aby mieć jedną osobę, która będzie przy tobie trwać zarówno w dobrych, jak i w złych czasach. Jeżeli spotka cię coś nadzwyczajnego, ona się cieszy, jakby to ją spotkało. A gdy przeżywasz trudny okres, wspiera cię, dopóki kłopoty się nie skończą. […] Przyjaciel to nie ten, kto jeździ z tobą limuzyną, lecz razem z tobą wsiądzie do autobusu”.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu ( + 2,2 cm)

sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdawajka - rozstrzygnięcie

Najwyższy czas wyłonić zwycięzcę/zwyciężczynię w rozdawajce, w której można zdobyć "Oddawaj różdzkę, Phong" Łukasza Wasilewskiego. Zgłosiły się 43 osoby i ta ilość w pełni mnie zadowoliła. Trochę trwało zanim wycięłam karteczki ze wszystkimi uczestnikami :)



a książka wędruje do...


Serdecznie gratuluję Patrycji i za chwilę wyślę e-mail z prośbą o podanie adresu :) Liczę na to, że książka przypadnie Ci do gustu i będziesz świetnie się bawiła w trakcie jej czytania. Pozostałym uczestnikom bardzo dziękuję za udział w zabawie i gorąco zachęcam do sięgnięcia po powieść Łukasza :) A już jutro na blogu recenzja książki "29" Adeny Halpern. 

piątek, 21 sierpnia 2015

Guillaume Musso - Central Park


wydawnictwo: Albatros
tłumaczenie: Joanna Prądzyńska
data wydania: 12 sierpnia 2015
liczba stron: 352

„Co za świństwo, ten mijający czas. To jedyny władca nad tymi, którzy nie mają nad sobą władcy…”.

Z thrillerami i kryminałami bywa różnie. Nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, a czasami wręcz zawodzą. Sięgając po tę książkę byłam pewna, że się nie zawiodę. „Central Park” to najnowsza powieść Guillaume Musso, jednego z moich ulubionych autorów. Sprawdzona (na dwóch tytułach) literatura wyostrzyła moje czytelnicze zmysły na książki tego pisarza. Ma ich na swoim koncie aż jedenaście, z czego ja przeczytałam jak na razie tylko trzy, czwarta czeka na półce…
8 rano. Alice i Gabriel budzą się na ławce w Central Parku skuci ze sobą kajdankami. Nie znają się i nie pamiętają, żeby się kiedykolwiek spotkali. Poprzedniej nocy Alice bawiła się z przyjaciółkami na Polach Elizejskich, a Gabriel grał na pianinie w dublińskim klubie. Niemożliwe? A jednak… Jak wplątali się w tę niebezpieczną historię? Plamy czyjej krwi znajdują się na koszulce Alice? Dlaczego w jej broni brakuje jednego pocisku?
Historia Alice i Gabriela to jedna wielka zagadka. Pytania się kumulują, a pamięć to jedna wielka czarna dziura. Czytelnik zostaje od samego początku wrzucony na głęboką wodę, nie ma żadnego cackania się ze wstępami do wątku kryminalnego i tym podobnych. O nie! Tutaj zaczynamy od pytań, zagadkowych wydarzeń i krwi. Wątek kryminalny wita nas z otwartymi ramionami. Musimy przenieść się do miejsca, w którym stoją nasi bohaterowie… i podążyć za nimi ulicami Nowego Jorku w poszukiwaniu odpowiedzi. Zaczyna się z przytupem i praktycznie ciągle coś się dzieje. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Wspomnienia Alice są uzupełniaczem jej prywatnej historii, osobowości i aromatem wyzwalającym apetyt na więcej. To właśnie te fragmenty nakierowują nas na mroczne i dramatyczne wydarzenia z przeszłości i rysują te obecne. Dwoje przypadkowych ludzi, jeden dzień, trudy życia codziennego i morderstwa w tle… Co łączy tych dwoje? Jakim cudem znaleźli się w tym samym miejscu? Kim tak naprawdę okaże się Gabriel? Pytań naprawdę jest dużo… Czytelnik próbuje na nie odpowiedzieć, szuka pośród wydarzeń, notuje w pamięci i próbuje poskładać. Chcemy nadążyć za autorem i jego wyobraźnią, za bohaterami i za naszą intuicją. Emocje przyśpieszają, napięcie rośnie, a adrenalina daje nam o sobie znać. Jest to opowieść o wyparciu prawdy, niesprawiedliwym losie, lęku przed porażką i zarazem o odwadze.

Bohaterowie?

Barwni. Dominująca w tym duecie jest niewątpliwie Alice. Kobieta z charakterem, która z bronią w ręku może być postrachem dla przestępców i nie tylko. Osoba doświadczona przez los, ambitna i trochę egoistyczna. Impulsywna i nieprzebierająca w słowach. Doskonały materiał na policjantkę… Prywatnie zaś samotna, przerażona i poraniona nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Wygadana babka, która nie da sobie w kaszę dmuchać, a do tego atrakcyjna.

Gabriel jest tutaj postacią tajemniczą, zdegradowany przez swoją towarzyszkę. Chciałoby się powiedzieć, że przez chwilę był mniej zaradny niż towarzysząca mu kobieta. Osoba o kilku twarzach… Przeciwieństwo Alice, choć niewątpliwie mają coś ze sobą wspólnego. Uzupełniają się jak dobry glina ze złym gliną… To chodzący znak zapytania i chodzące odpowiedzi. Reszta praktycznie jest tylko tłem. Są, ale jakby ich nie było. To między tym dwojgiem toczy się akcja… oni są kołem napędowym… zagadką i rozwiązaniem.

Pomysł na fabułę jest genialny. Wykonanie również rewelacyjne. Jestem pod wrażeniem i to ogromnym. Wszystko dopracowane w najmniejszych szczegółach. Ta historia porywa czytelnika i pobudza jego wyobraźnię i puls. Połączenie thrillera, kryminału i obyczajówki. Połączenie tego wszystkiego jest niezauważalne, przez treść wręcz płyniemy a zakończenie nas zaskakuje. Miałam wrażenie, że stanęłam za bohaterami z otwartymi ustami i oczami wielkości pięciozłotówek. Szok, który ustępuje logice i zrozumieniu. Mocne wejście z optymistycznym i przyjemnym zakończeniem. Dramaty, ambicje, nadzieje i seryjny morderca…do tego autor dołożył szczyptę kłamstw i spontaniczności.

Nie zabraknie oczywiście mądrych i nawiązujących do treści cytatów. W książkach Guillaume Musso uwielbiam tą przejrzystość, czytelność i harmonię, która z pozoru jest chaosem. Książka podzielona została na cztery części a każdy z nich ma po kilka zatytułowanych rozdziałów. 

„Central Park” to rewelacyjna książka, która zadowoli miłośników tego gatunku. Fani autora będą na pewno zadowoleni z najnowszej powieści. Jak dla mnie najlepsza powieść Musso, co prawda przeczytałam wspomniane dwie („Jutro” i „Telefon od anioła”), ale ta wygrywa już na starcie. Ta książka to literacka intryga! Klasa sama w sobie. Rozwiązania takiej sprawy podjąłby się sam Sherlock Holmes! Nie dajcie się długo namawiać… Łapcie książkę i natomiast lądujcie w Central Parku… Łapcie seryjnego mordercę… Zakosztujcie adrenaliny i zagrożenia.


„Przeznaczenie goni nas jak wariat z brzytwą w dłoni”.*

Andrzej Tarkowski. Cytat rozpoczynający rozdział 17.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu ( +2,3 cm)

wtorek, 18 sierpnia 2015

Gayle Forman - Ten jeden dzień


cykl: Ten jeden dzień (tom 1)
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
tłumaczenie: Hanna Pasierska
tytuł oryginału: Just One Day
liczba stron: 384
data wydania: lipiec 2015 (data przybliżona)
kategoria: Literatura piękna

„Rodzimy się w jeden dzień. Umieramy w jeden dzień. W jeden dzień możemy się zmienić. I w jeden dzień możemy się zakochać”.

Nareszcie, Paryż! Miejsce, które od dawna mi się marzy. Miasto, na które trafiam w książkach chociaż nigdy nie zaspokaja ono moich oczekiwań. Aż do teraz. Paryż mnie do siebie przyciąga, więc w końcu trafiła się wyborna okazja i mogłam pozwiedzać. Zostawiłam za sobą codzienność, rutynę, męża i wyruszyłam w podróż do Paryża (i nie tylko) wraz z bohaterami książki „Ten jeden dzień” autorstwa Gayle Forman. Skoro już tak się rozpływam nad tym Paryżem, który dla wielu może być oklepany to od razu zaznaczę, że okładka mnie totalnie zauroczyła. Ma w sobie coś nostalgicznego, romantycznego i tęsknego. Coś co przemija i zarazem trwa. A do tego bije od niej jakaś świeżość…
Życie Allyson jest poukładane, zaplanowane, uporządkowane. Okazuje się jednak, że wystarczy jeden dzień, a wszystko może się zmienić. Ostatniego dnia swoich europejskich wakacji Allyson poznaje Willema, obiecującego młodego aktora i wolnego ducha. Willem rożni się Allyson pod każdym względem. Kiedy jednak namawia ją, aby zmieniła swoje plany i pojechała z nim do Paryża, Allyson się zgadza... Ta spontaniczna, nietypowa dla niej decyzja rozpocznie dzień pełen ryzyka i romansu, wyzwolenia i intymności. Nadchodzące 24 godziny mogą zmienić życie Allyson na dobre...
„Bo skoro czas może być płynny, to jeden dzień może trwać bez końca”.

Historia zaczyna się od Szekspira oraz wycieczki i tak na dobrą sprawę jest jedną wielką podróżą i sztuką na deskach teatru, zwanego życiem. Podróżą nie tylko między państwami, ale także duchową – wewnętrzną. Jeden dzień może zmienić wszystko w naszym życiu i o tym przekonała się Allyson. Dobrze ułożona, grzeczna, zdolna dziewczyna, która ma wszystko zaplanowane… nagle to się zmienia. Za sprawą jednej decyzji. Jednego człowieka i jednego dnia. Spontaniczna podróż, ryzyko i chwilowa zmiana tożsamości, to coś nowego w dotychczasowym życiu naszej bohaterki. Przenosimy się do europejskiej stolicy i chłoniemy atmosferę, słuchamy szeptu miasta, wdychamy zapachy, rozkoszujemy się widokami, a nawet narażamy własne życie. Przeżywamy niesamowitą przygodę i modlimy się o to, aby czas się zatrzymał. Bo co to są 24 godziny, gdy odkrywamy nowe możliwości i nową siebie. Wszystko jest intensywniejsze, nowe, spontaniczne, naelektryzowane, niesamowite, pociągające i niestety gorzkie. Przeżywamy filmowy romans, zostawiamy za sobą zapłakany Paryż i wracamy do domu. Co dalej? Walka z codziennością, z rodzicami, z sobą samą… Allyson przechodzi metamorfozę, otwiera się na nowe możliwości…Znów wyrusza w podróż tym razem samotną i odkrywczą…

Jest to opowieść o odwadze, o pokonywaniu własnych słabości i poszukiwaniach… Ze stron tej książki przebija optymizm i życzliwość spotykanych ludzi. Czyli coś niesamowitego w dzisiejszym świecie. Na sztukach Szekspira uczymy się, że pozory mylą i nie zawsze wszystko musi być takie jak na się wydaje. Zawsze jest jakieś drugie dno…

„Jeśli coś zgubisz, wyobraź sobie ostatnie miejsce, gdzie to widziałaś”.

Bohaterowie? Bywają przytłaczający jak rodzice Allyson. Bywają zmienni jak jej przyjaciółka. Pozytywni i życzliwi. Tacy, do których odczuwamy dystans razem z główną bohaterką. Jednak dwie najważniejsze są jak magnesy z przeciwnymi biegunami. Przyciągają się i uzupełniają. Wpływają na siebie i wyzwalają pole magnetyczne. Gubią się by móc się odnaleźć. Allyson jest w jakiś sposób podobna do mnie (ale w przeciwieństwie do mnie postawiła na spontaniczny krok…czyli zrobiła to na co ja mam ochotę). Nieśmiała dziewczynka, która w fantazjach spełnia marzenia i jest lepsza. Podporządkowana rodzicom, wierna przyjaciółce (której jest cieniem, a przynajmniej tak to odbiera). Jedna odważna decyzja i jeden człowiek wyzwalają w niej kogoś innego. Osobę, którą chciałaby stać się w realnym świecie. Wrażliwa, zagubiona i mająca przed oczami „czarne scenariusze”. Czasami się nad sobą użala, jednak nowi znajomi motywują ją do złapania przysłowiowego byka za rogi. Willem młody, przystojny, włóczykij a może nawet i playboy. Facet o talencie aktorskim, postać, z którą obcujemy tak naprawdę jeden dzień. Osoba, o której nie dowiadujemy się zbyt wiele…Holender, dwudziestolatek, 1,9 metra i 75 kilogramów. Blondyn o ciemnych oczach. Luzacki facet z plecakiem w ręce. Osoba, która może być przygodą sama w sobie i przygodę życia zapewnić. Facet, który zostaje w pamięci.

„[… ]podwójne szczęście jest wtedy, gdy dwie połówki znajdą się nawzajem”.

Czym różni się zakochanie od kochania naprawdę? Czy zakochanie można zetrzeć jak ślad po czekoladzie czy nutelli? A może miłość porównać do piętna, którego nie można wymazać? Czy wypadki/ przypadki decydują o naszym życiu? Takie i inne pytania stawia autorka i jej bohaterowie.

„Piętna są najgorsze, kiedy tylko my je umiemy zobaczyć”.

„Ten jeden dzień” to romantyczna opowieść, którą można oprzeć na sztuce Szekspira. To bajka dla wrażliwców, romantyków i tych, co są spragnieni czegoś pozytywnego i na swój sposób szalonego. To przygoda, którą można przeżyć nie ruszając się z fotela, dawka mądrości i odwagi. Czasem warto zaryzykować i odszukać coś, co kiedyś nam się zgubiło (w tym także o siebie). To podróż po moim ukochanym Paryżu, który każdego ranka wita mnie z puzzlowego obrazka na ścianie. Paryżu, w którym Luwr jest zamknięty, a więżę Eiffla widzimy z daleka. Ta powieść przez jakiś czas przypominała mi film, który obejrzałam wiele lat temu (i do dziś, co nieco zostało mi w pamięci…a tytuł odszukałam… i mam zamiar sobie znów obejrzeć), chodzi o „Przed wschodem słońca”. Tak mi się gdzieś to wbiło w podświadomość, że czytając widziałam film. Książka mnie urzekła, na chwil kilka zamieniłam się w Allyson… przeżyłam uniesienia, pozwiedzałam i odważyłam się zawalczyć i poszukać zagubionych odpowiedzi. Czy znalazłam? No właśnie…Zakończenie…z tym może być różnie. Jednych może rozczarować innych zaintrygować i narobić smaczka na więcej. Pytania się kumulują, a odpowiedzi chciałoby się poznać już dziś, niestety do września trzeba będzie wytrzymać (wtedy pojawi się kontynuacja „Ten jeden rok”). Tam na pewno znajdziemy odpowiedzi i zaspokoimy ciekawość. Gorąco polecam najnowszą książkę Gayle Forman!

„To odwaga wkroczyć na nieznane terytorium”.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,3 cm)

niedziela, 16 sierpnia 2015

Agnieszka Krakowiak-Kondracka - Cudze jabłka


seria: Seria z fasonem
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
kategoria: literatura współczesna
PREMIERA: 27 sierpnia 2015

„Nie zawsze musi być wspaniale, żeby było dobrze.”

Święte słowa! Szkoda tylko, że granica między „dobrze” a „wspaniale” zaciera się w zabieganej codzienności. Gdy jest dobrze, chcemy żeby było lepiej i lepiej, a to niestety bywa złudne. Oczy otwierają się nam, gdy wszystko zaczyna się burzyć. Co wtedy zrobić? Zwątpić? Rzucić w diabły i iść w swoją stronę, czy może zawalczyć? Na podobne pytania odpowiedzieli sobie bohaterowie najnowszej książki Agnieszki Krakowiak – Kondrackiej, „Cudze jabłka”.
Ewa i Marek żyli dostatnio, było ich stać na prywatną szkołę dla córki Poli, zagraniczne wypady w środku roku, ogrodnika, sprzątaczkę. Mieli dwa samochody, dom i basen w ogrodzie. Nigdy nie mieli poczucia, że trwonią pieniądze. A jednak… Gdy długo przygotowywany nowy interes Marka wziął w łeb i zer na koncie zaczęło ubywać, musieli zmienić swoje spojrzenie na życie i … zakasać rękawy. Na jaką pracę może dziś liczyć niedoszła pani psycholog i prywatny przedsiębiorca po bankructwie firmy? Czy uda im się ocalić związek? Czy potrafią jeszcze patrzeć na siebie bez wyrzutu, jak przed laty, gdy pieniądze nie miały znaczenia?
„W biedzie bardzo trudno poznać przyjaciół. Bieda to jest stan, w którym najczęściej jest się bardzo samotnym. I pozbawionym oparcia.”

Wyobraźcie sobie lekkie i przyjemne życie. Nie musicie martwić się o pieniądze, rachunki i o to, co dziś wsadzicie w garnek. Aż tu nagle dowiadujecie się, że przez jakiś czas oszukiwał Was ktoś najbliższy. Zostajecie praktycznie bez grosza przy duszy… Musicie wynieść się na wieś, zaufać niewiadomej przyszłości, zawalczyć o rodzinę i zakasać rękawy do pracy, o której nigdy nie marzyliście. Można powiedzieć, że z piedestału władców spadacie do klasy maluczkich… Bieda to nie tylko stan materialny, ale także stan ducha. To próba wytrwałości… Od nas zależy czy ją przezwyciężymy, zaakceptujemy, spróbujemy oswoić albo damy się jej pogrążyć. To bolesny upadek z dobrobytu i luksusu, zmieniający punkt widzenia. To samotność wśród ludzi, wśród bliskich oraz zupełnie inne odbicie w lustrze. Taka właśnie próba, dotknęła bohaterów tej książki. Musieli przekierować swoje dotychczasowe życie, wywrócić je na lewą stronę i nauczyć się żyć bez wielkich przywilejów. Okazało się to trudniejsze niż przypuszczali…

„Małżeństwo to jak chodzenie po kładce z zawiązanymi oczami. Nie wiadomo, czy partner pomoże utrzymać równowagę, czy przyczyni się do upadku.”

Historia stworzona przez autorkę pokazuje coś na kształt szczęścia w nieszczęściu. Bo przecież zawsze można znaleźć jakieś dobre strony. Wspólnie można stworzyć coś trwałego i przejść nie jedną burzę, trzeba tylko zawalczyć. Niestety nie zawsze się to udaje… wszyscy muszą chcieć. Nawet, jeśli życie zmieniło barwę na szare, a praca bywa z pozoru „hańbiąca” to i tak warto spróbować i wytrwać w boju o lepsze jutro. Małżeństwo (związek) może być silny jak skała, może być oporą, pod warunkiem, że partnerzy się szanują, kochają, dostrzegają siebie, swoje wartości i słabości. Małżeństwo to pole walki, przygoda, ale także ostoja podczas sztormów zwanych życiem. 

Agnieszka Krakowiak – Kondracka jest autorką książki „Jajko z niespodzianką” oraz scenarzystką serialu „Na dobre i na złe”. Ci z Was, którzy mieli okazję czytać jej debiutancką powieść, wiedzą dobrze, na co mogą liczyć tym razem.

„Cudze jabłka” to opowieść o wartości ludzkiej i sile miłości. To ona stoi nad pieniądzem, który dziś jest, a jutro go nie ma. To idealny przykład tego jak bogactwo bywa puste i jak szybko może przeminąć. Tytułowe cudze jabłka wcale nie są tak smaczne jak się wydaje… może i kuszą, pachną inaczej, ale nie są nasze i mają zupełnie inny smak niż się nam wydawało. Gorzki, cierpki… Z kartek tej książki przebija siła kobiecości, optymizm i hart ducha. Szczęście tkwi w szczegółach i zawsze warto o nie zawalczyć. Prztyczek w nos od losu może okazać się potrzebny i słodszy niż nam się na początku wydawało. Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Od samego początku wnikamy do świata Ewy i jej rodziny. Borykamy się z problemami i przeżywamy rozterki. Całość utkana z szarości, jednak zapakowana w żywą, zieloną i pełną nadziei okładkę. Kobieca, obiecująca, z charakterem, pazurem i optymizmem. Nie zabraknie melancholii, romantyzmu i bezsilności. Recepta na szczęście – dla zwyczajnych ludzi, nie bogaczy, którzy kupują „materialne” zamienniki tak potrzebnej nam emocji.
„Najprostsze rzeczy są najpotrzebniejsze…”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Polacy nie gęsi
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu ( + 1,4 cm)

sobota, 15 sierpnia 2015

Stosik - moje nowe zdobycze


Tym razem stosik podzieliłam na 2 mniejsze. Po lewej trochę nowości, a po prawej sama klasyka. W końcu postanowiłam sięgnąć po kilka starszych tytułów :) Cudowne wydania ze Świata Książki skuszą chyba każdego.

Wichrowe Wzgórza - Emily Jane Brontë, Północ i Południe - Elizabeth Gaskell, Mansfield Park, Duma i uprzedzenie, Rozważna i romantyczna - Jane Austen będą pięknie prezentować się na półce :) Do tego nie mogło zabraknąć opowiadań ze słynnym detektywem Sherlockiem Holmesem. Powrót Sherlocka Holmesa i Pożegnalny ukłon to już kolejne książki Arthura Conan Doyle, które zasilą moją biblioteczkę. 

Z nowości zdecydowałam się na kolejne i zarazem ostatnie tomy serii Wybranych oraz Mary Dyer. Już nie mogę się doczekać kiedy chwycę za Niezłomnych oraz Mare Dyer. Zemstę i poznam zakończenie tych historii. W pół drogi do grobu - Jeaniene Frost, Cięcie Veit Etzold oraz Płomienie śmierci Alex Kava to książki, które nabyłam z drugiej ręki. Niestety w przypadku pierwszej z nich, nie jestem w pełni zadowolona z jej stanu, ale na szczęście pozostałe 2 są idealne. Ten jeden dzień - Gayle Forman i Cudze jabłka - Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej już przeczytałam i na dniach powinny na blogu pojawić się recenzje. Z obu jestem jak najbardziej zadowolona :) Central Park - Guillaume Musso i 29 Adeny Halpern to wczorajsze prezenty od męża ;) Wie jak mnie uszczęśliwić, gdyż za kolejną powieść Musso zabrałam się, gdy tylko rozpakowałam paczkę.

Postanowiłam również zabrać się za kolorowanie. Mam nadzieję, że efektami mojej pracy będę mogła już niedługo pochwalić się na blogu :) Jak na razie stwierdzam, że jest to doskonały odstresowywacz. 

piątek, 14 sierpnia 2015

Grzegorz Kalinowski - Śmierć frajerom


wydawnictwo: Muza
data wydania: 20 maja 2015
liczba stron: 528
kategoria: kryminał, sensacja, thriller

„… w naszym fachu nie ma strachu.”

Tym razem zdecydowanie cięższy kaliber… „Śmierć frajerom” autorstwa Grzegorza Kalinowskiego to dla mnie coś nowego… Jest to powieść łotrzykowska, która przenosi nas do świata przedwojennej Polski. Do napisania książki autora zainspirowały historie opowiadane przez ojca. Przedwojenny świat go zaintrygował, a szczególnie historia złodzieja, który opiekował się siostrą. Żył jak bogacz, ale do czasu… potem słuch po nim i jego siostrze zaginął. Stopniowo powieść ewoluowała w głowie autora, od scenariusza filmowego do książki, w której można bardziej „popłynąć” z nurtem wyobraźni. Moją wyobraźnię pobudził opis i okładka…
Powieść łotrzykowska i przygodowo-sensacyjna a zarazem kryminał miejski z elementami thrillera, dziejący się w latach 1905–1925. Autor wykorzystał pasjonującą historię miasta, świetne wątki polityczne, a także opisał warszawski półświatek okresu międzywojennego. Wyjątkowa dbałość o szczegóły historyczne i tło obyczajowe, a także wierność detalom i topografii miasta sprawia, że powieść jest wspaniałym przewodnikiem po Warszawie początku dwudziestego wieku, tak jak „Lalka” Bolesława Prusa jest swoistym przewodnikiem po Warszawie dziewiętnastowiecznej.
Od samego początku mamy okazję poczuć klimat Warszawy przedwojennej. Razem z Heńkiem Wcisłą mamy okazję poznać i wniknąć do świata kasiarzy, agentów wywiadu, a nawet poznać słynnego Szpicbródkę. Jesteśmy wiernymi kompanami tego młodego człowieka, dla którego ryzyko oznaczało przygodę. Młody, oczytany i odważny chciał od życia więcej i więcej… Zakosztował strachu, smaku wojny, tragedii i zawodu miłosnego. My w raz z nim przeżywamy ataki na szpicli, niebezpieczne akcje oraz uczestniczymy w Powstaniu Śląskim. Oczy Heńka są naszymi oczami. Czujemy na własnej skórze emocje, które towarzyszyły ludziom żyjącym w tamtym okresie. Poznajemy ludzi, którzy mieli podwójne tożsamości, brudzili sobie ręce krwią i walczyli o wolność. Z kartek aż kipi patriotyzm, brutalność, odwaga, ale także nostalgia. Realizm aż krzyczy, a bohaterowie są wręcz namacalni. Nie ma ideałów, nawet miłość bywa wadliwa lub przekupna.

Język, jakim posługują się bohaterowie książki jest zbliżony do tego, którym posługiwano się w dawnej stolicy. Nie zabraknie mieszanek językowych, gwary, poprawnej polszczyzny, a także zwrotów Niemieckich i Rosyjskich. Z dialogów przebija się swojego rodzaju dynamika i lekkość. Można się pośmiać i zadziwić… Książka podzielona została na cztery części i na czterdzieści jeden rozdziałów. Jeśli chcecie prześledzić dokładnie ścieżki Heńka to pomoże Wam w tym mapka zamieszczona w książce…

Grzegorz Kalinowski studiował historię na UW, uczył w LO im. Jana Zamoyskiego, był korespondentem na wojnie w dawnej Jugosławii a obecnie pracuje a NC+. Na tym nie koniec…autor filmów dokumentalnych, współtwórca książkowej biografii Lucjana Brychczego, komentator sportowy i twórca teledysku Brygady Kryzys.

„Śmierć frajerom” to lekcja historii, która w ciekawy sposób uczy i fascynuje. To ciekawostki, które układają się w sensowną powieść. Fabuła jest dynamiczna i stworzona z precyzją. Doskonale nakreśla „tamtą” Warszawę… Idealne połączenie kryminału, sensacji, powieści historycznej i łotrzykowskiej. Film lub serial wyszedłby z tego niewątpliwie ciekawy i wart obejrzenia. Książkę natomiast polecam tym, którzy gustują w tego typu literaturze i chcą zakosztować „mafii” w naszym przedwojennym wydaniu. Wystarczy otworzyć książkę i wskoczyć do podziemnego świadka, który oferuje doskonale zaplanowane rabunki, akcje partyjnych bojówek, naloty sterowców i wojennych klimatów. Jest to niewątpliwie książka z klasą, choć nie każdemu przypadnie ona do gustu.

„Bać się trzeba, lecz tylko własnych błędów…”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu ( + 4,2 cm)

wtorek, 11 sierpnia 2015

Magdalena Witkiewicz - Moralność pani Piontek


wydawnictwo: Filia
data wydania: 20 maja 2015
liczba stron: 296
kategoria: literatura współczesna

„Człowiek jest taki durny, że zawsze czeka na szczęście, albo wspomina te chwile, kiedy był szczęśliwy. A tu i teraz? Boi się sam sobie przyznać, że jest szczęśliwy, bo coś mu spadnie na łeb albo spotka go siedem plag egipskich. „Ranne ptaszki koty zjadają”, „Nie chwal dnia przed zachodem słońca”. Do cholery, dlaczego nam nie pozwalają być szczęśliwymi? Od dziecka? Tylko każą nam uważać i nie cieszyć się zbytnio życiem, bo zaraz będzie gorzej?”

No i jak jest z tym szczęściem tak naprawdę? Chyba faktycznie przez większość, życia podążamy jego śladem, a później okazuje się, że nie możemy tych śladów znaleźć, bo to szczęście jest naszym cieniem. Towarzyszy nam, ale my najzwyczajniej w świecie go nie zauważamy, albo nie chcemy zauważyć. Dlaczego? Bo się tak naprawdę boimy się, że pewnego dnia stanie się coś złego i nam je zabierze. Spychamy je do ciemnych zakamarków podświadomości i toczymy wyścig z czasem, narzekając i wynajdując problemy, byle tylko nie dostrzegać, że to co jest cenne mamy tak naprawdę w „kieszeni”. Dopiero wstrząsy, otwierają nam oczy na pewne fakty… na nasze zachowanie, na szczęście i na miłość… Zastanawiacie się pewnie, co mnie naszło na filozoficzne wynurzenia i to już na wstępie. A zasługę przypiszę powyższemu fragmentowi i postaci, która te mądre słowa sama do siebie rzekła idąc po złote sandałki swojej żony… Chwila chwila, a gdzie słów kilka o tytule i autorce? Tak się zagalopowałam, że najważniejszego nie „powiedziałam”. Tym razem w moje rączki trafiła książka, która przemówiła do mnie już samą okładką! Tytuł zaintrygował, a nazwisko autorki dało do zrozumienia, że mogę spodziewać się czegoś naprawdę dobrego… „Moralność pani Piontek” to najnowsze dzieło Magdaleny Witkiewicz, która podbiła moje serce „Pierwszą na liście”.
Gertruda Poniatowska, de domo Piontek, to ekscentryczna kobieta, harpia i pirania, która piję kawę tylko z porcelanowych filiżanek i uwielbia drogie buty na obcasie. Szpilki od Louboutina planuje założyć do trumny. Augustyn Poniatowski to 35- letni ukochany synek pani Gertrudy. Pani Poniatowska za nic nie pozwoli na to, aby usidliła go jakaś „lafirynda”. O, nie! Zbyt dużo w niego zainwestowała. Innego zdania jest ojciec Augustyna, pan Romuald. Ale jego danie się nie liczy. Pewnego dnia Augustyn podejmuje desperacką decyzję – wyprowadza się od mamusi! I to natychmiast.
Mamusia Gertruda, tatuś Romuald, a syneczek Augustyn… jeśli do tego dołożymy królewskie nazwisko Poniatowski to już mamy mieszankę wybuchową. Zaczyna się dobrze, a dalej będzie jeszcze lepiej. Niewątpliwie jest to barwna rodzinka, w której pierwsze skrzypce gra mamusia, syneczek za to jest najważniejszy, a za nim zaraz buty na obcasach. A mąż? Mężulek to dawca nazwiska (i to jakiego!). To wykonawca poleceń i towarzysz w doli i nie doli. Taki tam dodatek… Całe życie Gertrudy kręci się wokół Augustyna i planowaniu jego przyszłości, najlepszej porcelany, butów i pracy. Nagle wszystko staje na głowie, synuś się buntuje, ucieka przed mamusią i sam planuje swoje życie. Zresztą nie tylko on… Romuald odnajduje schronienie w książkach i kombinuje jak odejść od żony tak naprawdę nie odchodząc. Natomiast Gertruda zaczyna się dziwnie zachowywać… Oczywiście w całej tej historii pojawiają się jeszcze inne postacie, każda na swój sposób barwna i przedstawiona w krzywym zwierciadle.

Dzieło pani Magdaleny Witkiewicz to czysta komedyjka i to w doskonałym wykonaniu. Styl potoczny, a do tego nutka złośliwości i oczywiście dystans. Lekka, przyjemna, uszczypliwa i smaczna. Taka jest ta powieść. Czego chcieć więcej? Od samego początku wciąga w wir wydarzeń – komicznych – stajemy się uczestnikiem tej farsy, jaką jest życie bohaterów. Stajemy się obserwatorem powiernikiem myśli i łącznikiem faktów (które szybko da się ze sobą połączyć). Co jeszcze mi się podoba? Okładka, ale o tym już wspominałam… poza tym rozdziały, które nakierowują czytelnika na to, co się wydarzy, opisane zostały w sposób intrygujący… Życie z Gertrudą niewątpliwie nie jest łatwe, ale nawet ona może być częścią szczęścia…


„ – […] ja jej nie chcę denerwować. Ja bym chciał, żeby ona była szczęśliwa. Bo ja ją w gruncie rzeczy lubię.
- To po co pan chce się z nią rozstawać?
- Bo ja lubię czasem być sam. Lubię sobie posiedzieć na kanapie poczytać jakąś sensacyjną książkę. Albo inny kryminał. […]
- A nie lepiej z nią o tym porozmawiać?
- Czy ja wiem? Ona taka niewyrozumiała jest…”

„Moralność pani Piontek” to książka, którą można połknąć na raz. To taka nowoczesna wersja pani Dulskiej i jej moralności (to moje pierwsze skojarzenie, które nawiedziło mnie podczas czytania). To komedia o słodko – gorzkim smaczku. Lekcja luzu, w której znajdziecie romantyzm, filozofię i optymizm. Opowieść o miłości do czytania, o miłości do butów i porcelany oraz do najbliższych. Słów kilka będzie o samotności, zwierzątkach, rozstaniach i intrygach. Po prostu o trudach życia na wesoło! Książka idealna na każdą porę roku. Warto po nią sięgnąć, gdy ma się ochotę na coś lekkiego i pozytywnego, a do tego zabawnego. Mnie ona uratowała przed upałem… od dzisiaj trafia do grona moich ulubionych!

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Polacy nie gęsi
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,1 cm)

niedziela, 9 sierpnia 2015

Agata Kołakowska - We dnie, w nocy


autorka: Agata Kołakowska
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 6 sierpnia 2015
liczba stron: 320
kategoria: literatura współczesna

„Kiedy płacze człowiek, jego anioł także roni łzy.”

Kilka dni temu miała miejsce premiera najnowszej książki Agaty Kołakowskiej – „We dnie, w nocy”. Nawiązując do tytułu… Ciekawe czy jest ktoś, kto czuwa nad nami we dnie i w nocy?! Jeśli tak, to ciekawe jaki wpływ ma na nasze życie, czy czuwa zawsze, czy robi sobie wolne… I czy popełnia błędy… ? Pytań nasuwa się wiele, z odpowiedziami już chyba gorzej. Niestety nie mamy pewności czy jest przy nas jakiś Anioł Stróż, do którego niektórzy się modlą […] ty zawsze przy mnie stój, rano, wieczór, we dnie, w nocy… Jednak na moment możemy przyjąć, że jest ktoś taki i nam pomaga… dzięki tej książce będziecie mogli spojrzeć na człowieka z punktu widzenia anielskiego opiekuna.
Anna ma męża i córkę. Pracuje w firmie zajmującej się aranżacją zieleni. Kiedy wysyła rodzinę na weekend do teściów, w końcu ma czas tylko dla siebie. Podczas wieczornego wina podsumowuje swoje dotychczasowe życie. Chyba nie do końca spełniła swoje młodzieńcze marzenia. Jej mąż także rozminął się z niedawnymi aspiracjami. Mimo wszystko Anna stwierdza, że przecież nie może narzekać. Skoro jednak nie jest źle, to dlaczego nie jest do końca dobrze? Piotr jest oddanym ojcem dwóch córek i dobrym mężem. Pracuje jako dziennikarz, co jest spełnieniem jego pragnień z młodości. Jednym słowem, ma wszystko, na czym mu zależy. Jednak na tym sielskim obrazku znajduje się rysa widoczna tylko dla niego. Życie Anny i Piotra skrywa sekret, o którym chcieliby bardzo zapomnieć. Przed przeszłością nie da się uciec, ale może można ją zmienić?
Historia, którą opisała autorka zaczyna się z pozoru przyjemnie. Powiedziałabym, że niepozornie. Jednak z upływem czasu napływają ciemne chmury i ciężar przytłacza nie tylko Annę, ale także czytelnika. Przenosimy się z lekkiej opowiastki o młodości, marzeniach i zauroczeniu do miejsca, w którym staje czas, a biel zalewa świadomość. W głowie i w sercu zostaje pustka, a z marzeń strzępy. Wewnętrzne „Ja” Anny zostaje zdeptane, przytłoczone i osamotnione. Na pozór wszystko wygląda tak samo jednak pod maską codzienności skrywa się ból i żal. O czym jest ta historia? Na pewno o młodzieńczej naiwności, o marzeniach i o uczuciach. Pierwsza miłość i emocje jej towarzyszące bywają jak huśtawka, jak chorągiewka na wietrze. Mogą tak wiele… czasem tworzą człowieka na nowo lepią z innej gliny, niekoniecznie lepszej gatunkowo. Mogą zniszczyć lub uskrzydlić. Czytając poczujecie gorycz rozczarowania. Przekonacie się jak łatwo zawieźć zaufanie i wykorzystać nie tylko czyjeś uczucia, ale i ciało. Dwie główne postacie. Dwa spojrzenia na świat. Dwie drogi dorosłości. Wspólna przeszłość. Epizod, który jest wspomnieniem i pustką w pamięci. Przeczucie, którego nie można wyprzeć z podświadomości. Gwałt, który można wygodnie tłumaczyć… Ta opowieść to także, samotność wśród bliskich. To pustka, której nie wypełniła miłość… ojca ani matki. To więzi rodzinne, które zostały pokiereszowane wstydem i obojętnością. To skaza na życiu. To epidemia, której nie można wyleczyć. To trucizna, z którą żyjemy w ukryciu… Jednak to także miłość i poświęcenie… To nadzieja i odnowa. To pozorna siła, władza i egoizm.

Autorka prowadzi nas w ślad za bohaterami… Raz jesteśmy w roku 2013, a raz w 1997. Raz jesteśmy cieniem Anny, innym razem Piotra, a później słuchamy wywodów Anioła Stróża, który opiekuje się Anną. Nikt nie jest doskonały, nawet nasi anielscy stróże…, o czym przekonacie się podczas lektury.

„We dnie, w nocy” to książka, która porusza ważny temat. To historia zawierająca fakty… To apel dla kobiet, rodziców, mężów… To pigułka wsparcia i nadziei… Autorka w ciekawy sposób przedstawiła problem, zobrazowała ból, znieczulicę i moralność (a może jej brak) postaci. Całość wciągająca… intrygująca i frustrująca (chciałoby się ostrzec młodą dziewczynę, a jej rodziców opieprzyć). Najbardziej spodobały mi się fragmenty Anioła Stróża, które są uzupełnieniem i pozwalają spojrzeć na całość z innej perspektywy. Nadają powieści świeżości. Kobieta to nie przedmiot… a gwałt często bywa przemilczany… jednak nigdy nie jest zapomniany! Interesująca książka, napisana w ciekawy sposób, a do tego jeszcze okładka, która jest krucha i ulotna jak osobowość, jak nadzieja i marzenia. Bywa tak, że czasem tylko Anioł Stróż przy nas wiernie trwa… Życia nie można zacząć od nowa, ale można na nowo, zmieniając je… wystarczy spróbować, zaufać… i zrobić detoks…

Za możliwość przeczytania ebooka dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka