środa, 30 września 2015

Bóg nie ma ptaszka - K. S. Rutkowski


wydawnictwo: JAM
data wydania: 25 września 2015
liczba stron: 165

„Kupiłem bilet i kwadrans później próbowałem uciec koleją przed wciąż nieustępującym 
pragnieniem.”

Opowiadania są często niedoceniane. Większość osób lubi dłuższe formy literackie, a te krótsze zwyczajnie omijają szerokim łukiem. Jak pomyślę, że jeszcze kilka lat temu robiłam podobnie, to aż mnie ciarki przechodzą. Teraz je doceniam, wręcz delektuje się ich „smakiem” i brakiem obszerności. Mam swoich ulubionych autorów. Pisarzy, którzy są świetni w tym, co robią. Tworzą ciekawe historie, które pobudzają wyobraźnię i zapadają w pamięć. Do takiego elitarnego grona zalicza się K.S. Rutkowski, autor takich tytułów jak „Chiński ekspres”, „W niewoli seksu”, „Brudne historie”, „Kryminał tango”- oraz jego najnowsze dzieło- „Bóg nie ma ptaszka”. Książka Rutkowskiego posiada kontrowersyjny tytuł i bardzo udaną okładkę. Niby nic wymyślnego, a wpada w oko. Jak widać prostota ma swoje zalety. Ci z Was, którzy mieli już styczność z twórczością autora wiedzą, że jego książki nie należą do opasłych tomiszczy i tym razem jest identycznie. Niewielka książeczka o niewielkiej wadze, jednak z interesującą zawartością.


„Umiałem, żyć jako pijak, teraz musiałem od nowa nauczyć się żyć jako człowiek trzeźwy.”

Historie opisywane przez autora są gorzkie, ironiczne i typowo ludzkie. Od pierwszego akapitu przenoszą czytelnika do innej rzeczywistości. Szarej, prawdziwej, chłodnej i pozbawionej „makijażu” złudzeń. Autor w swoich opowiadaniach obnaża codzienność, ale także człowieka i jego charakter. Swoje postacie stawia w niekomfortowych sytuacjach, ubiera w przeróżne kreacje i wrzuca do uszytych na miarę życiorysów. Jaki człowiek wyłania się z opowiadań autora? Zwyczajny. Prawdziwy. Wredny, egoistyczny, chamski i dwulicowy. Bywają pesymiści. Gangsterzy o wielkim sercu. Życiowe niedojdy i ofiary zniszczone przez swoich oprawców. Człowieczeństwo miesza się z rzeczywistością, wadami, alkoholem, niesprawiedliwością losu i złymi wyborami. Rutkowski rozkłada człowieka na czynniki pierwsze i pokazuje jego wady. Nie koloryzuje po to by czytelnik pokochał jego postacie. One mają być wadliwe i ludzkie. Nikt nie jest idealny. Nikt nie jest przejrzysty. Każdy ma dwie twarze.

K.S. Rutkowski, autor twardej, męskiej pozy, jednak jak widać czytają ją także kobiety. Jest to niewątpliwie literatura ciekawa, ale i odważna. Styl autora ma w sobie to coś, co przyciąga, szokuje i bulwersuje. Czytałam wcześniejsze pozycje, wiedziałam więc czego mogę się spodziewać i nie zawiodłam się. Chociaż przyznam, że jestem zaskoczona…Mam wrażenie, że w swojej najnowszej książce autor złagodniał. Znajdziemy tutaj, co prawda mocne i dobitne zwroty jednak w porównaniu z poprzednimi tytułami jest nieco delikatniej. Podsumowując: lektura warta uwagi. Piętnaście krótkich opowiadań, które opisują gniew, bunt, rozczarowanie i prawdziwą naturę człowieka. Krótko, zwięźle i na temat. K.S. Rutkowski pokazuje, że nawet cztero, sześcio-stronicowe opowiadanie może być intrygujące i dające do myślenia. Potrafi zakończenie zostawić otwarte, abyśmy sami dopowiedzieli sobie resztę. Na koniec dodam tylko tyle… Nic nie pobije „Chińskiego ekspresu” jednak, jeśli chodzi o zbiory opowiadań to ten jest jak dla mnie najlepszy. Rutkowski w starym – nowym stylu. Jeśli chcecie czegoś ciekawego i oryginalnego to wybierajcie tego autora.


„Pozostała nam więc tylko przyjaźń, bo o miłości nie może być mowy…”

Dziękuję autorowi za możliwość przeczytania tego zbioru opowiadań

Opowiadania można zakupić TUTAJ lub ebooka TUTAJ

wtorek, 29 września 2015

Pulse - Gail McHugh

cykl: Collide (tom 2)
wydawnictwo: Akurat
tłumaczenie: Ewa Skórska
liczba stron: 400
premiera: 7 października 2015

„Zostaliśmy dla siebie napisani i nie zmieniłbym w naszej powieści ani jednej linijki.”

Dziś padnie słów kilka o książce, która podbiła serca wielu z Was. Rzadko się zdarza, żeby kontynuacja jakiejś historii przypadła do gustu czytelnikowi tak samo jak tom pierwszy lub pobiła go na głowę. A jednak te wyjątki się zdarzają i zaskakują nas nałogowych czytelników. Poszukiwaczy wrażeń, emocji, uniesień, wzruszeń i łez wywołanych przez nadmierną empatię. Takie książki, to skarb dla czytelnika. Dziś będzie mowa o najnowszej książce Gail McHugh – „Pulse”. Ta książka, to taki literacki wyjątek, który wywołuję gęsią skórkę podczas czytania.
Emily kładzie na szali całe swoje życie, żeby być z mężczyzną, który zdobył jej serce. Niestety nie ma pewności, że Gavin naprawdę ją kocha; pozostaje wierzyć, że postąpiła słusznie, idąc za głosem serca, i że jej wybranek okaże się takim człowiekiem, jakim chciała go widzieć. Niestety, wszystko wskazuje na to, że tak nie jest. Dążący do autodestrukcji, zamknięty we własnym ponurym świecie Gavin rozpaczliwie potrzebuje pomocy. Emily musi zdecydować, czy jest gotowa poświęcić wszystko, żeby go uratować, i czy uczucie, jakim go darzy, jest wystarczająco silne, by wystawić je na tak ciężką próbę.
„ […] możesz pozwolić się złamać, albo staniesz się jeszcze silniejszy.”

Nie wiem jak długa wyjdzie mi recenzja, bo nie trzeba wiele słów, żeby ocenić tę książkę. Można by zmieścić się w kilku zdaniach. Jednak postaram się wykrzesać z siebie trochę więcej. Jak już zapewne wiecie „Pulse” to kontynuacja „Colide”, niesamowitej powieści, która wielu urzekła. Oczekiwania wobec kontynuacji są zazwyczaj duże. Moje takie właśnie były. Obawiałam się, co mnie spotka na kartkach tej książki. Co przyniesie los bohaterom i jak potoczy się ich przygoda. Co prawda zapoznałam się z opiniami innych czytelników, wiedziałam, na co mogę liczyć i poprzeczkę postawiłam bardzo wysoko. Jednak lęk przed czytaniem nie mijał. Tak naprawdę to był lęk i ciekawość przed tym, co tam na mnie czeka. Jak mi się podobało? Ze wstępu można chyba wyczytać już wszystko… Pamiętam, jakie wrażenie wywarło na mnie „Colide” i do pewnego momentu myślałam, że drugi tom jest na tym samym poziomie, a nawet ciut słabszy. Tak było, ale tylko przez kilkanaście pierwszych kartek. Później nastąpiło olśnienie i nagle moje zdanie uległo zmianie – zdecydowanie drugi tom jest lepszy od pierwszego. Więcej emocji, więcej miłości i więcej ognia. Wszystko pomnożone razy dwa.

Zaczynając czytać, chciałam uchronić bohaterów przed nieznanym. Dla mnie książka mogłaby się skończyć już na setnej stronie – tak wtedy myślałam. Dlaczego? Bo domyślałam się, co przyniesie im los, wiedziałam, że będą burze i sztormy. Zakręty będą ostre i zdradzieckie. A z racji tego, że polubiłam Gavina i Emily to chciałam im tego wszystkiego oszczędzić. Jednak, gdyby nie te wszystkie wyboje to historia obojga byłaby nie kompletna, bezbarwna i wybebeszona. Oni musieli przez to wszystko przejść, a ja wraz z nimi. Przyznam szczerze, że autorka mnie nie tylko wzruszyła, ale także wystraszyła. Na chwilę zamieniłam się rolami z Emily i ogarnął mnie podwójny strach.


„Kochamy się miłością głęboką, mocną, ale i trudną, miłością, o jakiej kręcą filmy.” 


"Pulse” to pożądanie. Miłość. Odwaga. Wybaczenie. To historia, która odrywa od rzeczywistości, przyśpiesza bicie serca i rozbudza wyobraźnię. Przewodnik po miłości, wyciskacz łez i ognisty erotyk, który rozpala do czerwoności. Po takiej lekturze prawdziwy mężczyzna potrzebny jest od zaraz. Założę się, że nie jedna kobieta przyjrzy się swojemu partnerowi, powzdycha i spróbuje z niego wykrzesać tyle i ideału ile się da. Dlaczego? Bo nieziemski Gavin jest nie do osiągnięcia. Może ktoś zaliczy tę książkę do przesłodzonego romansu lub erotyku podobnego do słynnego Greya. Ja jednak widzę lawinę emocji, która zasypie czytelnika. Ożywi go, porwie i wypluje do szarej rzeczywistości. Rzeczywistości, którą sami możemy ubarwić… wystarczy pozbyć się ograniczeń, odkryć własną historię i własną miłość, o której tworzą filmy. Wystarczy stworzyć swoją własną powieść… Komu mogę polecić? Na pewno wszystkim kobietkom, które chcą zakosztować namiętności i przy okazji się powzruszać. Także tym, którym spodobał się pierwszy tom i są ciekawi, co spotkało naszych bohaterów. Wszystkim tym, którzy potrzebują ciepła w okresie jesienno – zimowym i chcą pobujać w obłokach. Jeśli jeszcze nie czytaliście przygód Emily i Gavina to radzę 7 października pędzić do księgarni i w dniu premiery „Pulse” kupić oba tomy od razu.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska

niedziela, 27 września 2015

Zapowiedzi wydawnicze na październik



Październik to już czas, kiedy trzeba zaopatrzyć się w ciepły kocyk, ciepłe skarpetki oraz dobrą i wciągającą książkę. Do tego zestawu odpowiedni jest też kubek ciepłej herbaty lub kawy. Postanowiłam przejrzeć zapowiedzi wydawnicze na październik i wybrałam kilka ciekawych i godnych uwagi pozycji. Pewnie na większość się skuszę, a niektóre stoją już na półce :)

Opactwo świętego grzechu
PREMIERA: 8 października 2015

Druga powieść w dorobku autorki Sekretnego życia pszczół i Czarnych skrzydeł! Zekranizowana pod oryginalnym tytułem Tron syreny z Kim Basinger w roli głównej.

Po raz kolejny Sue Monk Kidd umiejscowiła opisywane wydarzenia w bliskiej swemu sercu i okrutnej zarazem Karolinie Południowej. U jej wybrzeży leży mała urokliwa wysepka Egret, na której wznosi się zabytkowy klasztor benedyktynów, przez miejscowych nazywany opactwem świętego grzechu. To magiczne miejsce, przechowywany w nim na wpół religijny, na wpół mityczny relikt - bogato zdobione krzesło zwane tronem syreny - oraz legenda o celtyckiej bogini Senarze, która zanim stała się świętą, była kobietą-rybą, legły u podstaw tej niezwykłej i bardzo osobistej książki.


Nie tak łatwo być Czesławem
PREMIERA: 7 października 2015

Nigdy nie wstydziłem się być sobą – małym gówniarzem z akordeonem. Dorastałem w Kopenhadze, ale nie czułem się Duńczykiem, nawet przez jeden dzień. Rodzice wychowali mnie na Polaka, tylko tak się akurat złożyło, że mieszkaliśmy w Danii. Dopiero kiedy przyjechałem do Polski, dowiedziałem się, że chyba nie jestem prawdziwym Polakiem, bo jakoś dziwnie mówię, dziwnie się zachowuję. Są ludzie, którzy samo moje istnienie odbierają jako prowokację. Źle się z tym czują. „Bo niby kim on jest? Artystą? Błaznem? Wytworem mediów?”

Mademoiselle Chanel
PREMIERA: 5 października 2015

Kim naprawdę była Coco Chanel? Wielką wizjonerką, niemieckim szpiegiem, namiętną dziewczyną poszukującą uczucia? Teraz nareszcie może opowiedzieć własną historię. Z powieści Mademoiselle Chanel wyłania się obraz kobiety pełnej pasji, wdzięku i uroku, której sława i fortuna nie uchroniły przed złamanym sercem.

Nowa powieść C.W. Gortnera. Zanim został poczytnym pisarzem, autorem wielu powieści przetłumaczonych na ponad dwadzieścia języków, C.W. Gortner pracował w przemyśle modowym. Coco Chanel fascynowała go od zawsze. Teraz powraca do niej w swojej najnowszej książce, poszukując odpowiedzi na nurtujące go pytanie: jakie sekrety skrywała Coco Chanel?



Diabli nadali


PREMIERA: 6 października 2015




Dagmar Różyk zostaje znaleziony martwy w swoim gabinecie w okolicznościach budzących u jednych śmiech, u drugich wstręt, a jeszcze u innych - godną pożałowania radość. Za życia był obiektem pożądania kobiet, nienawiści mężczyzn, oczkiem w głowie prezesa. Motywów zabójstwa jest bez liku, tak samo jak podejrzanych. Monika, jego sekretarka, jako jedyna zna tajemnice szefa i jest zdecydowana za wszelką cenę sama odkryć prawdę. Pomaga jej młody policjant Mateusz Jankowski, który po szkole oficerskiej wylądował na stanowisku stażysty w wydziale kryminalnym prowadzącym śledztwo w tejże sprawie. Jego zwierzchnicy, starzy wyjadacze, niechętnym okiem patrzą na młodego, ambitnego nowicjusza, robią sobie z niego żarty i dają na każdym kroku do zrozumienia, że szkoła szkołą, a życie życiem i wiele mu jeszcze brakuje, by stał się twardym gliną. 


Po prostu bądź

PREMIERA: 7 października 2015

W pobliżu zawsze był przyjaciel. Jego przyjaciel, któremu nie wolno było czuć.
Ale możemy się umówić
I zawrzeć pewien pakt
Zaopiekował się nią na dobre i na złe.
Ktoś do nich dołączył, a on nadal trwał.
Pewnie nie taką miłość
wymarzyłaś sobie w snach
Miłość przychodzi bezszelestnie, nikogo nie uprzedza.
Równie cicho odchodzi niezauważona. 
Lecz może pokochasz mnie
Za jakiś czas.


A potem przyszła wiosna
PREMIERA: październik

Pola Gajda jest znaną aktorką. Jak przystało na prawdziwą gwiazdę, żyje w zawrotnym tempie: praca na planie, wywiady, imprezy u producentów i związek z celebrytą. Jej życie nie jest jednak wyłącznie pasmem sukcesów i radości, bowiem prześladuje ją wścibski paparazzo.
Pewnego dnia Pola znajduje w internecie zdjęcie swojego ukochanego z inną kobietą. W jednej chwili cały jej świat rozsypuje się niczym zamek z piasku. Zdrada ukochanego tylko uwidacznia pustkę, w którą zamieniło się jej życie w blasku fleszy.

Wszystkie jasne miejsca
PREMIERA: 21 października 2015


Odważna opowieść o miłości, przeżywaniu życia i dwojgu młodych ludzi, którzy znajdują siebie nawzajem, gdy stoją na skraju przepaści.

Theodore jest zafascynowany śmiercią. Codziennie rozmyśla nad sposobami, w jakie mógłby pozbawić się życia, a jednocześnie nieustannie szuka – znajdując – czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Violet żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczce od małego miasteczka w Indianie i niemijającej rozpaczy po śmierci siostry.



Zaginięcie


PREMIERA: 21 października 2015




Trzyletnia dziewczynka znika bez śladu z domku letniskowego bogatych rodziców. Alarm przez całą noc był włączony, a okna i drzwi zamknięte. Śledczy nie odnajdują żadnych poszlak świadczących o porwaniu i podejrzewają, że dziecko nie żyje.

Doświadczona prawniczka, Joanna Chyłka, i jej początkujący podopieczny, Kordian Oryński, podejmują się obrony małżeństwa, któremu prokuratura stawia zarzut zabójstwa. Proces ma charakter poszlakowy, mimo to wszystko zdaje się wskazywać na winę rodziców – wszak gdy wyeliminuje się to, co niemożliwe, cokolwiek pozostanie, musi być prawdą…


Pulse
PREMIERA: 7 października 2015

Czy wiecie jakie to przerażające, kiedy pragniesz czegoś tak bardzo, że jesteś gotowa stać się zupełnie innym człowiekiem, żeby to osiągnąć?
Emily kładzie na szali całe swoje życie, żeby być z mężczyzną, który zdobył jej serce. Niestety nie ma pewności, że Gavin naprawdę ją kocha; pozostaje wierzyć, że postąpiła słusznie, idąc za głosem serca, i że jej wybranek okaże się takim człowiekiem, jakim chciała go widzieć.

Zwilczona. O kobiecej intuicji, mazurskiej magii i ogromnej miłości
PREMIERA: 22 października 2015

To magiczna powieść, która porusza czułe strony kobiecego serca.

Jaśmina mieszka w malowniczym mazurskim miasteczku, w otoczeniu przepięknych jezior i lasów. Ma cudownego męża i córeczkę. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zburzyć jej poukładanego życia.

Pewnego dnia wszystko się zmienia, a nad jej życiem zaczynają zbierać się czarne chmury. Grozi jej utrata pracy, a mąż ma wypadek motocyklowy, po którym staje się nieznośnym i apodyktycznym mężczyzną.



A Wy na jakie premiery październikowe czekacie?


Dodatkowo postanowiłam skorzystać ze świetnego pomysłu i projektu Dominiki z bloga maialis.pl na genialny Planer Blogera Książkowego :) Trochę się z nim namęczyłam, ale było warto poświęcić swój czas, gdyż tak prezentuje się końcowy efekt:





Jeżeli ktoś chce stworzyć coś podobnego to zapraszam do pobierania TUTAJ. Naprawdę warto! :)

czwartek, 24 września 2015

Katarzyna Kebernik - Wściekły


wydawnictwo: Akurat
data wydania: 16 września 2015
liczba stron: 320

”Miłość to nić, która spaja świat.”

Tym razem chcę Wam zaproponować ciekawy debiut literacki, który dopiero co ukazał się na rynku. Jest to książka utkana z dźwięków, melodii i sennych koszmarów. Rzeczywistość miesza się w niej z fikcją, zwaną ODMIENNOŚCIĄ. „Wściekły” autorstwa Katarzyny Kebernik wywoływał we mnie wściekłość i furię samą okładką. Po prostu jest zbyt sztuczna i pospolita. Nie warto jednak oceniać książki po okładce, a szczególnie w tym przypadku. I tak na dobrą sprawę, tylko do tego mogę się przyczepić. Do reszty nie mam już większych zastrzeżeń.
Siedemnastoletni, wychowywany przez ojca Konstanty ma ciągłe kłopoty w szkole, a nagromadzonej agresji daje ujście, bijąc się po meczach i trenując zapasy. Tym, co go wyróżnia, jest fenomenalny słuch muzyczny. W domowym zaciszu, stopniowo tracąc kontakt z rzeczywistością, Kostek cały wolny czas poświęca swej wielkiej obsesji – stworzeniu najdoskonalszej na świecie muzyki, kompozycji idealnej, której nikt nie byłby w stanie uczynić lepszą. Oprócz tego ma jeszcze pewien mroczny sekret – straszne, niezrozumiałe i niezwykle realistyczne sny, które wycieńczają go psychicznie i fizycznie.
„ Odmieniec, który wstydzi się swojej inności staje się pośmiewiskiem. Ludzie wyczuwają takich z kilometra i niemiłosiernie się nad nimi pastwią. Ale odmieniec, który jest dumny ze swej inności – takiego ludzie się boją. Nie potrafią go rozgryźć więc schodzą mu z drogi”.

To właśnie jest historia takiego odmieńca, którego wszyscy się bali lub uważali za wariata. Chłopak przeżył swoją prywatną tragedię, nie zaznał normalności, natomiast zasmakował samotności i odrzucenia. Sam tytuł już nam wskazuje, z jaką postacią mamy do czynienia – Konstanty – jest wściekły, to furiat, który potrafi rozkwasić twój nos ot tak. Szybko się zapala i szybko gaśnie. Faktycznie jest to postać bardzo barwna i dziwna. Osoba złożona jakby z kilku postaci, przeciwieństwa, które nie mają prawa ze sobą współgrać – a jednak działają. To sprawia, że główny bohater nie jest mdły, wręcz przeciwnie jest charakterystyczny. Autorka opisała go, jako tytana muzycznej pracy, samotnika, indywidualistę, maksymalistę i artystycznego despotę. Faceta, który z pozoru jest zagrożeniem dla ludzkości jednak wewnętrznie to delikatny człowiek. Kocha zwierzęta, wiatr, a najbardziej na świecie uwielbia muzykę. Stroni od uczuć, jednak potrafi kochać i być przyjacielem. To postać o dwóch twarzach. Kosa – Konstanty – to wrażliwiec artysta, który potrafi dryfować na melodii, jaką rozsiewa melancholijna jesień, bajkowa zima, wiosenny soczysty hałas oraz czerwona letnia ekstaza. Nigdy nie czytałam piękniejszych słów, opisujących pory roku jak w tej książce.

„Zima jest dostojna, królewska, mówi symbolami, nie wprost, używa powolnych nut. […] Wiosna to kolorowa radość impresjonisty, z masą ulotnych pachnących odgłosów, delikatnym śpiewem kwiatów kołysanych przez wiatr, szepczącą trawą.[…] Potem przychodzi lato. Ono z kolei wyszło spod ręki ekspresjonisty, młodego eksperymentatora, który gardzi subtelnościami i stara się zaszokować słuchacza.[...] Latem wszystko krzyczy i szaleje, jakby przeczuwało, że zaraz rozpocznie się nokturn jesieni…Bo jesień to melancholijne dzieło dekadenta. Muzyka jesieni jest piękna, ale mało kto ją rozumie”.

Katarzyna Kebernik jest studentką filologii polskiej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Swoją debiutancką powieść napisała, będąc jeszcze w liceum. Jako nastolatka wygrała wiele konkursów literackich, jej wiersze i opowiadania drukowano m.in. w Cogito i Stanie krytycznym. Interesuje się historią, kinem, astronomią i piłką nożną. Swojego psa wzięła ze schroniska. Ma głowę pełną marzeń, w wolnej chwili rysuje, gra w szachy i próbuje nauczyć się francuskiego. Pochodzi z okolic Jarocina. Jak widać jest osobą, która ma wiele zainteresowań i talent literacki – co mogę z czystym sumieniem stwierdzić po przeczytaniu jej powieści.

„[…] najtrudniej jest poznać to, co najlepiej znane…”

„Wściekły” to połączenie fantastyki i literatury młodzieżowej. Nie zabraknie również poezji, która rozpoczyna, każdy kolejny rozdział. Taki literacki kogel-mogel, który pozytywnie mnie zaskoczył. Język, którym posługują się bohaterowie jest potoczny, szorstki wręcz wulgarny by za chwilę przerodzić się w wyrafinowany i bogaty. Pozytywem są tutaj barwne metafory, które ożywiają ten szary obraz i sprawiają, że całość nabiera plastyczności. Ta książka to pogoń za prawdą oraz poszukiwanie idealnej melodii. Zasmakujemy w smutku, wyobcowaniu, młodzieńczych problemach i snach, które przenoszą nas do świata oderwanego od rzeczywistości. Powieść Katarzyny Kebernik to dojrzała literatura, co może dziwić biorąc pod uwagę wiek autorki. Doskonały debiut z doskonale dopracowaną fabułą. Jest to walka między brutalnym światem i delikatną duszą artysty. Niektóre fragmenty mogą, co prawda wytrącać z rytmu – przenosząc nas z jednego świata do drugiego - jednak jeśli ktoś lubi barwne opowieści z nutką fantastyki to nie powinno mu to przeszkadzać. Jeśli więc macie ochotę zapoznać się bliżej z tą książką to polecam gorąco.

„W momencie, kiedy człowiek używa wyobraźni i własnej myśli, aby stworzyć swój jedyny, niepowtarzalny, mniej lub bardziej udany wiersz, obraz, piosenkę, to gdzieś tam daleko, poza obszarem jego wszechświata i bez jego wiedzy materializuje się nowy świat. To myśl jest niematerialną sprawczą siłą, odpowiedzialną za powstawanie światów!”

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Polacy nie gęsi

wtorek, 22 września 2015

Kathrin Lange - Serce ze szkła


cykl: Serce ze szkła (tom 1)
wydawnictwo: Muza
tytuł oryginału: Herz aus Glas
data wydania: 23 września 2015
liczba stron: 448

„Czasem dopiero na drugi rzut oka widzi się to, czego się nie dostrzegło za pierwszym razem”. 

Miłość grozi śmiercią! Szczególnie, jeśli przebywasz na wyspie Martha’s Vineyard, gdzie klify, złowieszczo cię przyciągają! Szum fal, wiatr i kobiece szepty…do tego wszystkiego dziwny dom, przypominający oziębłe zamczysko, w którym chłód nabiera podwójnego znaczenia, a mieszkańcy zdają się nienormalni. „Serce ze szkła” autorstwa Kathrin Lange pojawi się w księgarniach już jutro. Będzie krzyczała do wszystkich wchodzących swoją różową okładką ze szklanym sercem. Niby nieszkodliwa, a mimo wszystko ma w sobie coś nieokiełznanego. Może to fale albo te powyginane esy floresy? Sama nie wiem co… jednak, jeśli się jej przyjrzymy to dostrzeżemy żywioł wody. Skoro już o szacie graficznej mowa to na początku się trochę wewnętrznie buntowałam. Postawiłabym na coś bardziej wyrazistego, mrocznego i bardziej wyrażającego treść. Jednak im dłużej patrzę na okładkę, tym mój bunt słabnie. Być może taka okładka wyróżni książkę i w połączeniu z pozostałymi tomami stworzy efektowną całość.
Juli wraz z ojcem pisarzem spędza przerwę świąteczną na wyspie Martha’s Vineyard w posiadłości zamożnego wydawcy. Od pierwszej chwili jest zafascynowana małomównym synem właściciela, Davidem, którego narzeczona niedawno zginęła, spadając z klifu. Juli dzień po dniu stara się skruszyć pancerz Davida i rozwiązać tajemnicę pięknej Charlie. Stopniowo zaczyna popadać w obłęd: słyszy głosy i widzi postać w czerwonej sukni, która usiłuje zwabić ją na skraj urwiska. Kto próbuje wpędzić Juli w odmęty szaleństwa? Duch zmarłej narzeczonej? Czy dziewczynie uda się dotrzeć do Davida i zgłębić tajemnicę śmierci Charlie? Jakie siły sprzysięgły się, żeby temu przeszkodzić?
„Serce ze szkła” to pierwsza część trylogii dla młodzieży i nie tylko, bo jak wiecie ja do młodzieży już się raczej nie zaliczam, a historia potrafiła mnie wciągnąć. Książka jest inspirowana słynną powieścią gotycką „Rebeka” Daphne de Maurier, która jest ogniwem spajającym wydarzenia. Na podstawie powieści powstały filmy i jak sobie nagle przypomniałam, sama jeden taki film kilka lat temu oglądałam. Dokładnie rzecz ujmując obejrzałam remake filmu Hitchcocka o tym samym tytule. Pamiętam też, jakie wrażenie na mnie zrobił i do dziś czuje ten dreszczyk emocji. Włoski na rękach mi się jeżyły, gdy na horyzoncie pojawiała się oschła pani Danvers. Więc fakt, że książka została zainspirowana znanymi mi klimatami spotęgowała moją ciekawość. Czytając „Serce ze szkła” mamy do czynienia z małomównym i schowanym za kurtyną depresji chłopakiem, który nosi żałobę po zmarłej narzeczonej i dziewczyną, która podobno ma go niańczyć i nie pozwolić mu się zabić. Jeśli jednak dołożymy do tego, że śmierć młodej dziewczyny nie była naturalna, a wypadek jest pod znakiem zapytania to zaczyna robić się ciekawie. Im dłużej przebywamy na wyspie tym więcej się dowiadujemy. Czujemy mroczną atmosferę, poznajemy relacje rodzinne tajemnice i szokująca klątwę. Duch kobiety w czerwonej sukni spogląda na wszystkich mieszkańców wyspy… Żądny zemsty na zakochanych. Niebezpieczeństwo jest o krok, a czytelnik może rozwikłać zagadkę nawiedzonej wyspy i nieprzyjemnego domu. Bohaterowie zadają sobie coraz częściej pytanie… co jest prawdą a co fikcją?

Kathrin Lange na dobre zajęła się pisaniem w 2005 roku, wcześniej pracowała jako wydawca i specjalistka od mediów. W świecie literackim zasłynęła jako autorka powieści historycznych i thrillerów młodzieżowych. Z tego, co mam przed nosem, widzę i czuję, że jest w tym naprawdę dobra. Historia ma bardzo intrygujące fundamenty, a i klimatycznie stoi na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o styl, jakim się posługuje, to jest on taki, jaki lubię. Łatwy, lekki i przyjemny. Co prawda początek może się trochę dłużyć, bo akcja rozkręca się stopniowo jednak z czasem coraz dynamiczniej nabiera tempa. Myślę, że takie „żółwie” tempo pozwala czytelnikowi wczuć się w klimat i rozeznać się w sytuacji. Możemy wtedy skupić się na poszczególnych ważnych elementach, które można przeoczyć. Jak już wspominałam mamy tutaj zagadkę, którą trzeba rozwikłać. Ja osobiście obrałam trzy możliwości. Najpierw mój nosek detektywa wywęszył jeden wariant, jednak później autorka nakierowała mnie na dwie kolejne możliwości. Jednak pierwsza myśl najlepsza! Celowo używam słów „wariant” oraz „możliwości”, żeby nie zdradzić zbyt wiele. Sama nie wiem czy ilość przeczytanych kryminałów, czy obserwacja pracy Sherlocka Holmesa, przyczyniła się tutaj do moich zdolności dedukcyjnych. Grunt, że intuicja mnie nie myliła… Postacie… Nie jest ich aż tak wiele. Jeśli chodzi o portrety psychologiczne to powiedziałabym, że jest w czym wybierać. Istny kalejdoskop. Wysokie, niskie, wrażliwe, oziębłe, oderwane od rzeczywistości, przesądne, pozytywne i negatywne. Bywają też obarczone poczuciem winy, owładnięte nienawiścią a także typowy macho. Narratorką w tej historii jest Juli, to ona opowiada, co się wydarzyło i wyostrza nam apetyt na więcej.

„Serce ze szkła” przypomina mi książkę Agaty Christie „I nie było już nikogo”. Dlaczego? Tam też akcja rozgrywa się na wyspie. Tam też są tajemnice i śmierć unosząca się w powietrzu. Jest to historia z tragedią w tle – i to nie jedną. To rozgrywka życia ze śmiercią. Obłęd walczy ze zdrowym rozsądkiem. Przyjaźń z nienawiścią. Miłość z przetrwaniem. To zagadka, która rozgrywa się praktycznie w jednym miejscu. Całość jest klimatyczna i mroczna. Chłód czuć na własnej skórze. Autorka idealnie opisała napięcie… odczucia i smutek. Czy można się do czegoś przyczepić? Być może do częstego „przepraszam” i fragmentów ze szklanym sercem. Poza tym, książka ma w sobie coś, co przyciąga. Myślę, że jest to dobry thriller młodzieżowy, który może przerodzić się w ciekawą trylogię. Ja na pewno przeczytam drugą część zatytułowaną „Serce w kawałkach”. Miłość od obłędu dzieli tylko cieniutka linia… Nie wierzysz? Przenieś się na Martha’s Vineyard!


„A on, nie zdając sobie z tego sprawy, skradł jej serce.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska

niedziela, 20 września 2015

Jandy Nelson - Oddam ci słońce


wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska
tytuł oryginału: I will give you the sun
data wydania: 12 sierpnia 2015

„Gdy bliźnięta zostają rozdzielone, ich dusze wykradają się, żeby odnaleźć to drugie”.

Jakiś czas temu, zgłosiłam się do Książkowego Tour De Pologne… na początku tego tygodnia trafiła do mnie owa wędrująca książka. Sam pomysł na taką akcję (zabawę) wydaje mi się bardzo ciekawy. Można książkę nie tylko przeczytać (praktycznie za darmo, jeśli nie liczyć kosztu wysyłki), ale jeszcze zaznaczyć w niej swoje ulubione cytaty. W ten sposób przekazujemy innym, co nam się podobało, co wdarło do serca czy wstrząsnęło do głębi, a nawet rozbawiło. Widzimy, co zaznaczył ktoś, kto miał w rękach tę książkę przed nami. Integracja, krótkie wiadomości i wspólnie przeżywana przygoda – to jest to! A do tego pamiątka na całe życie – mam tutaj namyśli Martę z bloga http://find-the-soul.blogspot.com, która wymyśliła tą książkową wędrówkę i puściła w świat swój egzemplarz. Tak więc same zalety. A jak jest z książką? Dziś skończyłam czytać i od razu zabieram się za recenzję. Już na samym początku uchylę rąbka tajemnicy i zdradzę, że powieść „Oddam ci słońce” autorstwa Jandy Nelson, skradła moje serce.


„W każdej parze bliźniąt jest anioł i diabeł”.
JUDE Czasem nawet najpiękniejszy świat, w którym wschody słońca trwają cały czas, nie może wynagrodzić doznanych krzywd. Pełna energii buntowniczka zabiegająca o uwagę matki. Samotna i skrycie romantyczna. Podjęła wiele złych decyzji, których skutki musi ponieść. Kiedyś brat bliźniak był jej najlepszym przyjacielem... NOAH Czasem pragniesz czegoś tak bardzo, że jesteś gotów oddać za to cały świat. Nawet słońce. Noah jest nieśmiały i delikatny. Skonfliktowany z ojcem, silnie związany z matką. Zakochany w sztuce. Marzy o tym, żeby zostać artystą. Jednak staje się kimś, kim nigdy nie chciał być. Kiedyś on i Jude, jego siostra bliźniaczka, byli nierozłączni…
„Jude i ja mamy jedną duszę na dwoje: drzewo z płonącymi liśćmi”.

Czytając poznamy parę młodych ludzi. Rodzeństwo… Parę bliźniaków o jednej duszy. Przyjaciół, tak podobnych, że aż różnych. Oboje mieszkają pod jednym dachem, jednak mają swoje światy i tajemnice. Zaczynają odkrywać siebie, swoje „ja”. Nadejdzie czas, że posmakują miłości, pożądania, wzajemnej zazdrości i zawodu. Los postanowi zburzyć ich dotychczasowe życie i wywróci wszystko do góry nogami. Z pozoru normalna historia o nastolatkach, jednak wcale tak nie jest. Ma w sobie to coś, co przyciąga i wciąga. Oprócz tego porusza niewątpliwie ciekawe tematy, takie jak homoseksualizm u nastolatków, błędne decyzje podjęte pod chwilą impulsu, śmierć czy ingerencja bliskich z zaświatów. Strach przed odrzuceniem, akceptacja swojej odmienności i rozmowy z duchami.
„[..] cóż, czasem dobrzy ludzie podejmują złe decyzje”.

Miłość bywa silna i trwała, jednak zatruć ją może zazdrość. I to zarówno gdy w grę wchodzi miłość braterska jak i ta między kobietą i mężczyzną. Rywalizacja i poczucie odrzucenia może być impulsem, który wpłynie na nasze decyzję. Takie, których potem będziemy żałować i które zmienią nasze życie. Z drugiej strony, jeśli zrobimy coś nie tak, to dostaniemy okazję żeby to naprawić. 

„Dłuto tak jak życie daje druga szansa. Z piłą i wiertarką często nie ma druga szansa”.

Mocne strony tej książki? Niewątpliwym plusem jest tutaj ograniczona ilość bohaterów, a już szczególnie tych pierwszoplanowych. Ja naliczyłam ich tutaj siedem, reszta to drugoplanowe postacie, które są tłem do całości. Co jeszcze? Miejsce akcji. Zazwyczaj akcja toczy się tylko w tych samych miejscach. Czytając skupiamy się na tym, co przeżywają bohaterowie i jak sobie radzą z problemami. Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy, wykonanie też jest bardzo dobre. Styl potoczny, lekki i przyjemny. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest barwny i bardzo plastyczny. Autorka poprzez bohaterów bawi się słowem, językiem, obrazem i kolorami. Do plusów i to ogromnych zaliczam bohaterów. Są barwni, dziwni, autentyczni i pokiereszowani przez życie. To oni są siłą napędową całej powieści. Są oddechem, twarzą i chodzącą emocją. Dialogi są bardzo ciekawe i zabawne. Nutka nostalgii wydobyta z kamienia i ozdobiona farbami. Kolejny atut? Cytaty! Dużo ciekawych cytatów. Skarbnica mądrości, które uwielbiam!

„Jeśli pech wie, kim jesteś, stań się kimś innym”.

Fragmenty poskładałam w całość i z wyprzedzeniem rozwiązałam „zagadkę”, jednak to nie zmniejszyło mojego zainteresowania lekturą.

„Każde dziecko to artysta. Problem w tym, jak pozostać artystą, kiedy się dorośnie”.


„Oddam Ci słońce” to obraz namalowany słowami. To dzieło sztuki zapakowane w treść. Wyobraźnia z pomocą bohaterów, ożywi całość i nada mu odpowiedniego kształtu, wyrazu i tematu. Postacie bawią się słowem, ożywiają je i sprawiają, że możemy sobie wszystko wyobrazić. Przenoszą nas do innego świata, w którym można podzielić między siebie drzewa, kwiaty, słońce i oceany. Wraz z nimi rysujemy i rzeźbimy w marzeniach. To mieszanina prawdziwej miłości, lęku, zabobonów, duchów, zazdrości i cała gama złych decyzji. To poszukiwanie wolności w kamieniu, cuda w codzienności i znaki, które często omijamy. Ta książka to przesłanie… zawsze można stworzyć świat na nowo. Malując, rzeźbiąc, pisząc lub żyjąc w zgodzie z własnym sercem. Tyko wtedy, można poczuć się naprawdę wolnym i szczęśliwym. Kilku ludzi, jedno przeznaczenie… Dzięki tej powieści i tym bohaterom znów zasmakujecie młodości… marzeń, pierwszych miłości i beztroski, którą potem zastąpiła codzienność i problemy. Jeśli lubicie wzruszające książki, które zostaną w Was na dłużej to polecam!

„Kiedy spotkasz pokrewną duszę, to jakbyś wszedł do domu, w którym już kiedyś byłeś – rozpoznajesz meble, obrazy na ścianach, książki na półkach, zawartość szuflad: znalazłbyś tam drogę nawet po ciemku”.

Marto, bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej wspaniałej powieści :-)

wtorek, 15 września 2015

Ellis Henican, Naveed Jamali - Jak złapać rosyjskiego szpiega



wydawnictwo: Znak Literanova
tłumaczenie: Mariusz Gądek
tytuł oryginału: How to Catch a Russian Spy
data wydania: 7 września 2015
liczba stron: 368

„[…[ należy wybrać dla siebie taką motywację, która nam samym wydaje się najbardziej wiarygodna. Ponieważ później trzeba raz po raz jej bronić i uzasadniać.”

Szpieg. Zawód, który wiąże się z ryzykiem. Podwójne życie, pełne przygód. To podrasowany przez Hollywood, James Bond, którego zna każdy. Tak też wyobrażamy sobie szpiega. Oczywiście takich odważnych gości w filmach spotykamy wielu… przeważnie się oni przystojni i mają dwie twarze. Jednak mało kto wie, jak wygląda prawdziwy szpieg i co, na co dzień robi. Aby się przekonać, najłatwiej sięgnąć po literaturę lub poznać go osobiście. Prościej chyba jednak będzie zapoznać się z zawartością książki. Jaką? A choćby tą – „Jak złapać rosyjskiego szpiega” autorstwa Naveeda Jamaliego i Ellisa Henicana.
Przez trzy lata Naveed szpiegował na rzecz Rosjan, wymieniając pendrive’y z ściśle tajnymi informacjami na wypchane gotówką koperty. Sprzedawał sekrety USA przy stolikach w hałaśliwych restauracjach i na opustoszałych parkingach. A przynajmniej tak myśleli Rosjanie… W rzeczywistości był podwójnym agentem ściśle współpracującym z FBI. Nie dysponował wcześniej żadnym doświadczeniem. Wszystko, co wiedział o pracy w kontrwywiadzie, pochodziło z książek, filmów i seriali. Mimo to sprawnie odnalazł się w roli szpiega. Kiedy zrobiło się naprawdę gorąco, stało się jasne, że jego operację trzeba zakończyć. W wojnie nerwów wygra on, zwykły chłopak z przedmieścia, albo niebezpieczni agenci Moskwy.
Książka ma nam przybliżyć postać zwyczajnego faceta, który został szpiegiem (podwójnym agentem) i przechytrzył rosyjskiego szpiega. Dowiemy się, co nim kierowało i jak wyglądało jego życie. Co chciał przez to osiągnąć i czy było to łatwe. Jakie cechy musi mieć kandydat na szpiega? Na pewno musi być dobrym aktorem, udawać kogoś, kim tak naprawdę nie jest, nawet jeśli nie działa pod pseudonimem. Musi umieć utrzymać nerwy w garści i szybko podejmować decyzje. Bywa też tak, że scenariusz do tego „filmu” nie został napisany i trzeba improwizować. Oczywiście trzeba być też twardym. Psychicznie trzeba udźwignąć ciężar, jakim jest podwójna tożsamość i trzymanie języka za zębami. Te wszystkie cechy miał autor książki i główny bohater tej książki. To on nam opowiada swoją historię –narrator szpieg.

Muszę przyznać, że początek zapowiadał się intrygująco. Liczyłam na to, że połknę książkę w szybkim tempie. Byłam nawet ciekawa, jak to zwyczajny chłopak daje w kość zawodowcom. Przyznam się, że liczyłam na coś innego. Całość składa się ze wstępu i 27 rozdziałów. Wszystko widzimy oczami Naveeda i tylko z jego punktem widzenia i emocjami się stykamy. Reszta to tylko twarze, sylwetki i imiona. Osobowości, które mają znaczenie dla autora i które brały udział wydarzeniach.

Celem przewodnim tej książki jest walka. Zarówno z wrogiem jak i z samym sobą. Dążenie do osiągnięcia wytyczonych celów. Cierpliwość i upór się opłacają, wystarczy tylko czegoś naprawdę chcieć i o to się starać. Upadać na kolana i powstawać. Ryzykować i osiągać sukcesy. Nasz bohater wszystkie te cechy ma… ma jeszcze coś… duże ego. Bywał strasznie irytujący, upierdliwy i przemądrzały. Bywały momenty, że doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Zwykły człowieczek, bez doświadczenia, a potrafi pouczać profesjonalistów i upierać się przy swoim. Taki mądrala, który uważa, że pozjadał wszystkie rozumy.

Podsumowując, jeżeli chcecie wiedzieć jak złapać rosyjskiego szpiega, to wystarczy przeczytać tylko ostatni rozdział, chociaż oczywiście nie polecam tego robić. Jest tam wiedza w pigułce, która streści wam całość i opowie zakończenie. Książka ma lepsze i niestety również gorsze momenty. Bywa ciekawie i frustrująco. Do czego mogę się przyczepić? Z pewnością do filmoteki, którą bohater męczy czytelnika dość często. Ile można czytać wzmianek o filmach i bohaterach (tym bardziej, jeśli się ich nie zna i nie ma pojęcia, o co chodzi!)? Do tego dochodzą cytaty z filmów, które może i pasują do całości, ale w nadmiernej liczbie bywają trochę irytujące. Mam wrażenie, że cała ta historia jest zbyt prosta. Może zbyt mało w niej prawdziwych emocji, jakaś droga na skróty, czy coś w tym rodzaju... Mam wrażenie, że każdy z ulicy może z marszu wcielić się w rolę agenta, wystarczy dokształcić się za pomocą książek i filmów. Wszystko wiedzieć i pouczać innych. Sam pomysł bardzo ciekawy, jednak wykonanie trochę mnie rozczarowało. Zabrakło mi w tym emocji i prawdziwości. Książka jak dla mnie średnia. Nie powaliła mnie niestety na kolana.

„Jeśli uważacie, że praca szpiega to łatwizna, powinniście sami tego kiedyś spróbować”.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,4 cm)

sobota, 12 września 2015

Janusz Leon Wiśniewski - Grand


wydawnictwo: Wielka Litera
data wydania: 21 maja 2014
liczba stron: 320

„[…] a może dlatego, że jak się nic nie posiada i do posiadania niczego ponad podstawowe nie dąży, to żyje się lepiej, i widzi więcej, i smakuje z większym namysłem, i dokładniej myśli, bo bez pośpiechu. Może bezdomność wyzwala tęsknotę za własnym miejscem i sprawia, że wspomnienia z czasu, gdy się takie miejsce posiadało, są wyraźniejsze, jak gdyby powiększone przez lupę nostalgii.”

Na wstępie muszę się przyznać, że książka Janusza Leona Wiśniewskiego przyciągnęła mnie okładką. Lubię czarno – białe fotografie, to co skrywają same w sobie. Są pełne tajemnic i tym samym są bardzo „sterylne”. Przejrzyste, a zarazem „zakurzone” nutką przeszłości. Takie zdjęcia przyciągają uwagę i nakierowują naszą wyobraźnię na historie, które się z nim wiążą. Niewątpliwie mają swój urok i są klimatyczne. Tak samo jak treść zawarta w tej książce. To pierwszy z powodów, dla którego postanowiłam zdobyć tę książkę. Drugim jest sam autor… Pomyślałam sobie, że skoro już jestem zafascynowana samą szatą graficzną, to warto książkę mieć i zapoznać się w końcu z jego twórczością. Moja intuicja podpowiadała mi, że najwyższy czas, skoro tyle razy to nazwisko stawało mi przed oczami. Tak też „Grand” jakiś czas temu zasilił moją skromną biblioteczkę. Kilkakrotnie już moja ręka sięgała w stronę tego tytułu, jednak wybierałam inne powieści. Tę odkładałam na później… aż do teraz.
Nad sopockim Grand Hotelem unosi się duch historycznej melancholii. On sprawia, że losy mieszkających tu ludzi mogą się zmienić. Janusz Leon Wiśniewski podpatruje tych, którzy zatrzymali się w hotelu na jeden letni weekend. Wchodzi to ich pokojów, zagląda w historię ich życia, zasypia i budzi się w ich łóżkach. Wszyscy bohaterowie zostali uwikłani w miłość i to właśnie ona dokona w nich wielkiej przemiany.
„Projektowany hotel winien być wystawiony w takiej formie, by przedstawiał coś w rodzaju tryptyku. Lewe jego skrzydło mieściłoby cele ze ścianami wybitymi filcem dla goszczenia wariatów, prawe skrzydło kryminał. Zamiast gazonu przed frontem hotelu należy od razu założyć cmentarz dla samobójców. Na froncie hotelu umieścić powinno się motto Dantego „ Lasciate ogni speranza” (Porzućcie wszelką nadzieję).”

Hotel to przystanek. To namiastka domu. To lustro prawdy. To teatr, w którym gramy bez masek. Anonimowość jest atutem, a wolność uskrzydla. Można omijać go do woli. Zamieniać pokoje. W luksusie przeżyć coś lub poznać kogoś. Zacząć żyć, lub wplątać się w kłopoty. Pomóc lub unieszczęśliwić. Kilka pokoi z historią… 223,414, 104,233,404. Kilku ludzi, którzy niosą na barkach swoje życie, wybory i miłości. Jeden letni weekend w Sopocie. Kilka masek i prawdziwych twarzy. Opowieści ciekawe, nostalgiczne, historyczne i rodzinne. Autor, strony swojej powieści zapisał opowiastkami o przeszłości i teraźniejszości swoich bohaterów. A tych jest z kolei kilka. Jednych można polubić innych już niekoniecznie. Nikt nie jest idealny i przejrzysty, każdy ma jakąś rysę. O czym jest więc ta książka? Chciałoby się rzecz, że o miłości, bo jest to wspólny mianownik tych gawęd. Jednak nie tylko. Mowa tu także o człowieku, jego naturze, zachowaniu i moralność. Czytając wnikniecie do świata postaci, wcielicie się w podglądacza i słuchacza.

Co mnie w tej książce urzekło? Na pewno nuta nostalgii. Niektóre fragmenty i postacie. Przykład? Pierwsza historia i pokój 223. Młoda dziennikarka i pewien uczynny bezdomny Lichutki. Chwile spędzone w ich towarzystwie są pełne ciepła, wspomnień, żalu, prawdy, ale i ludzkiego dobra. Są tacy naturalni i zarazem absurdalni. To chyba moja ulubiona część tej książki. Później spodobała mi się historia sprzątaczki Lubow, która zasmakowała naszej ojczyzny i hotelowej miłości. Jeśli już jesteśmy przy pozytywach to wspomnę o czarno- białych zdjęciach do których zostały dopisane pokoje i historie ich chwilowych mieszkańców. Każde zdjęcie jest inne, można sobie je po swojemu dopasować do danej opowieści. Książka podzielona została na kilka wstępów i „zdjęciowo – pokojowe” rozdziały. Gdy już zapoznamy się wystarczająco z wątkami, historycznymi i ludzkimi to mamy zakończenie, które wyjaśni nam co się dalej stało z bohaterami tej książki. Sam pomysł na fabułę wydaje się ciekawy. Współczesność i problemy bohaterów wymieszane z wątkami historycznymi (Hitler, ludobójstwo czy spisek Smoleński). Niektóre są ciekawsze inne zdecydowanie mniej. Myślę jednak, że pomieszanie filozofii, mądrości życiowych, potocznego języka i fragmentów historycznych tworzy dosyć ciekawą mieszankę. Domyślam się, że dla niektórych może być nudno i niektóre momenty mogą się wydać przegadane. Jednak wszystko co ludzkie znajduje się na kartkach tej książki.


„Kobiety niepożądane cierpią o wiele bardziej niż niekochane.”

Powoli zbliża się już jesień. Dla mnie ta pora roku jest melancholijna. Przynosi wspomnienia, smutki, strach i uśmiech. Przypomina o przemijaniu i codzienności, a tym bardziej wrzesień i pierwsza połowa października. Wtedy moje myśli gonią jak szalone, humory zmieniają się jak w kalejdoskopie, a przemijanie doskwiera mi dwa razy bardziej. Lubię tą porę roku i się jej boję. Trudno to opisać. Ma jednak coś w sobie, tak samo jak ta książka.

„Grand” to nostalgiczna nuta w czasie rozkwitającej jesieni. To książka której na swój sposób potrzebowałam. Być może nie wszystko powaliło mnie na kolana, jednak wybrane fragmenty dały czytelnicze ukojenie. Komu bym poleciła? Miłośnikom koktajlu życiowego wymieszanego z niełatwymi tematami. Macie ochotę wcielić się w szpiega hotelowego i dowiedzieć się tego i owego o gościach hotelowych? W takim razie zapraszam do lektury. Wszystko co ludzkie, znajduje się na kartkach tej książki. Jest to powieść o niedoskonałości.


„Im dłużej żyjemy, im więcej wiemy, im więcej rozumiemy, tym mniejszy życie ma dla nas sens. Nie trzeba studiować filozofii, wystarczy się starzeć”.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Polacy nie gęsi
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,3 cm)

piątek, 11 września 2015

Słów kilka o Sherlocku


Tym razem z zupełnie innej beczki…

Dzisiaj słów kilka o moim ulubieńcu literackim i filmowym. Wiecie już dobrze, o kim mowa… Sherlock Holmes. To jedyna postać literacka, z którą aż tak się utożsamiam. Jedyny bohater, który wrył mi się nie tylko w pamięć, ale i w duszę. Ma w sobie to męskie coś… Inteligencję, ekstrawagancję, poczucie humoru, charyzmę i urok. Dżentelmen, który ma kilka twarzy, bokser, detektyw, aktor, skrzypek i miłośnik narkotyków. Postać (nie) idealna. Dlatego właśnie namiętnie zaczytuje się w powieściach autorstwa Artura Conana Doyla, a ostatnio nawet zaczęłam spędzać wieczory w towarzystwie jego filmowej wersji. Przez ostatnie kilka dni, funduję sobie istny maraton filmowy… jeden, dwa, a nawet trzy filmy pod rząd. A jeśli już film, to tylko i wyłącznie z Jeremym Brettem w roli głównej. Właściwa osoba na właściwym miejscu. Jeremy Brett przeistoczył się w wierną kopię książkowego Holmesa. Oglądam film za filmem i nie mogę się wprost nadziwić… mam wrażenie, że widzę tego „prawdziwego” Sherlocka. Całokształt, jest wręcz powalający… Każdy gest, mimika twarzy czy emanująca pewność siebie, pachnie powieściowym bohaterem. Wszystko jest wyważone i takie realne.

Wnikam do świata detektywa i jego przyjaciela, chłonę każdy gest, słowo i równocześnie przypominam sobie to, co przeczytałam (lub próbuję wydedukować, co się wydarzy, jeśli jeszcze nie czytałam któregoś opowiadania). Im więcej czytam (oglądam) tym więcej wiem o tej postaci. Jeśli już miałabym spotkać się kiedyś z jakimś bohaterem to od razu wybrałabym jego. Być może powiecie, że jest wiele ciekawszych, młodszych, żywszych czy przystojniejszych postaci. Owszem… jednak mnie przyciąga- pociąga On. Myślę, że po obejrzeniu kilku odcinków z tym aktorem… dojdziecie do wniosku, że Holmes to naprawdę atrakcyjny mężczyzna (aktor zaczynał swoją przygodę z słynnym detektywem, będąc już 50 latkiem, a mimo to jest pociągający!).

Notka z życiorysu…
Jeremy Brett urodził się 3 listopada 1933 roku w Berkswell Grange, był synem pułkownika Henry'ego Williama Hugginsa i Elizabeth Edith Cadbury Butler. W dzieciństwie cierpiał na wadę wymowy – rotacyzm, który objawiał się nieprawidłową artykulacją głosek „r” oraz "s". Dzięki przebytej operacji, w wieku 17 lat, i wieloletnim ćwiczeniom problem został całkowicie zniwelowany. Trudności w nauce, w renomowanej szkole brytyjskiej Eton College w Windsor, sprawiała mu dysleksja. W wieku 16 lat przeszedł gorączkę reumatyczną, w wyniku której ucierpiały zastawki serca, choroba ta wywołała u aktora kardiomiopatię. Po ukończeniu nauki w Eton College zdecydował się na studia w Central School of Speech and Drama w Londynie. Ojciec Bretta nie popierał tej decyzji, zażądał, więc od syna zmiany nazwiska. Jeremy Brett zadebiutował w 1954 r. na scenie Library Theatre w Manchesterze, a po raz pierwszy zagrał w filmie wcielając się w rolę francuskiego studenta – Pierre’a – w „Svengali”. Następnie występował w wielu przedstawieniach teatralnych (wcielając się w takie role jak Malcolm, Hamlet, Byron, Drakula, i wiele innych) oraz w filmach. W 1964 r. wystąpił w roli Freddiego Eynsford-Hill w filmie „My Fair Lady”, gdzie, pomimo jego nieprzeciętnych zdolności wokalnych, wykonywane przez niego piosenki zostały zdubbingowane przez Billa Shirley'a (o czym Brett nie został uprzedzony). Swe zdolności wokalne zaprezentował natomiast w 1968 r. w filmowej adaptacji operetki „Wesoła wdówka”, gdzie zagrał rolę Hrabiego Daniły. Dwukrotnie brany był pod uwagę przy obsadzaniu postaci Jamesa Bonda (po odejściu Seana Connery’ego), rolę tę ostatecznie dostał jednak Roger Moore. W latach 1984-1994 w brytyjskim serialu telewizyjnym wcielał się w postać słynnego detektywa Sherlocka Holmesa. W 1985 r. zmarła żona Bretta, było to przyczyną jego załamania nerwowego, wykryto również u niego zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Leki z litem, które Brett zażywał na tę chorobę bardzo obciążały jego organizm. Jeremy Brett zmarł na niewydolność serca, 12 września 1995 r. w Londynie.
źródło: filmweb.pl


Na wszystkie pytania o ulubionego bohatera będę zawsze odpowiadała Sherlock Holmes! W pamięci zostanie postać wykreowana, przez Jeremy’ego Bretta… To właśnie on ożywił mojego bohatera. Dał mu nie tylko ciało i twarz… dał mu duszę i autentyczność. Jeśli więc chcecie obejrzeć przygody Sherlocka Holmesa to polecam „starocie” z tym właśnie aktorem. Ulubiona postać literacka to taka, która wyzwala emocje, którą chcielibyśmy spotkać w realu. Tak zwyczajnie iść na piwo, na kawę, czy usiąść w domu i pogadać. A może przeżyć niesamowitą historię… Grunt, że taka postać jest nam bliska… 


Zastanawiam się, jakiego bohatera Wy uwielbiacie?! Kogo i w jakich okolicznościach chcielibyście spotkać? Zmykam na kolejny wieczór w towarzystwie Holmesa i doktorka… Czekają mnie kolejne zagadki i przyjemny wieczór!

A Was kochani jutro zapraszam do przeczytania recenzji powieści Janusza Leona Wiśniewskiego – „Grand”.

środa, 9 września 2015

Agata Christie - Dom zbrodni


wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
tytuł oryginału: Crooked House
data wydania: 2009 (data przybliżona)
liczba stron: 220

„ Mordercy są inni niż reszta społeczeństwa; morderstwo jest złem, ale nie dla nich, dla nich jest koniecznością…”

Dobry kryminał nie jest zły. Tym bardziej, jeśli jest klasyczny, napisany w starym stylu i w dodatku przez mistrzów tego gatunku. Co takiego w nich jest, że się tak ekscytuje? Sama się ostatnio nad tym zastanawiałam. Odpowiedź pojawiła się natychmiast. Klimat. Zagadka. Zbrodnia. Wyczucie smaku. Czytelnik musi wniknąć do opowiadanej przez autora historii. Musi wziąć udział w śledztwie i podjąć grę. Jeśli wszystkie te rzeczy znajdą się w powieści to już jest ciekawie. Nie musi być krwawych scen, pokiereszowanych ciał i opisów, które przyprawiają o mdłości. I to właśnie znajduje w książkach o Sherlocku Holmesie czy kryminałach Agaty Christie. To na widok tych książek dostaje gęsiej skórki, to je wszystkie mam ochotę wynieść z księgarni i ustawić na półce (od jakiegoś już czasu miałam ciągoty w tym kierunku… jak widać intuicja mnie nie zawiodła). Tym razem w moje ręce wpadła kolejna powieść Agaty Christie, „Dom zbrodni”.
Grecki milioner Arystydes Leonides zostaje otruty, podejrzenia padają na młodą wdowę. Wnuczka ofiary Josephine to wścibska nastolatka – uwielbia kryminały i podsłuchuje, więc o krok wyprzedza policjantów. Trzeba uważnie słuchać, bo mordercy są próżni i lubią się chwalić! Ekscentryczni spadkobiercy, listy miłosne i panieński notes, to tropy w śledztwie.
Pomyśleć, że wiejski krzywy domek, rozmiarami przypominającymi zamek, może okazać się miejscem zbrodni. Pokoleniowa rodzinka, duże pieniądze, ciekawe osobowości, „mezalians” i zbrodnia – czyli coś, co lubię najbardziej. Duże grono podejrzanych, daje duże pole do popisu, jeśli chodzi o wytypowanie mordercy i pasującego motywu. Uwielbiam takie zabawy w kotka i myszkę… lubię przesłuchania, łączenie faktów i dedukcję. Tym razem nie znajdziemy tutaj słynnego detektywa Poirota, sprawę poprowadzi nadinspektor Taverner i Charles, narzeczony jednej z podejrzanych. Kto tak naprawdę popełnia morderstwa? Kto jest reżyserem tej tragicznej sztuki, która zamienia się w dobry kryminał?

„Dom zbrodni” to jedna z ulubionych książek Agaty Christie. Pisanie tej powieści było dla niej przyjemnością samą w sobie. Pomysł na fabułę i postacie krążył autorce po głowie od jakiegoś czasu. Postacie same powołały się do życia, wystarczyło wszystko spisać… zamienić się w skrybę, który przeleje na papier historię pewnej barwnej, bezwzględnej i egzotycznej rodzinki.

„Myślę, że ludzie częściej zabijają osoby, które kochają, niż te, których nienawidzą. Może dlatego, że tylko ci, których kochamy, mogą uczynić nasze życie ciężkim nie do zniesienia”.

W tej powieści znalazłam to, czego szukałam. Wszystko ze sobą połączone, wyważone i ze smakiem. Bohaterowie wodzili mnie za nos, gdy tylko udało mi się ich przechytrzyć to za chwilę oni przechytrzyli mnie. Dałam się wywieźć w pole mimo tego, że wskazówkę dostałam podaną na tacy. Wystarczyło połączyć fakty trochę lepiej i odważniej… mordercą okazała się osoba, której bym o to nie podejrzewała. Zakończenie może szokować. Na pewno jest oryginalne i niespodziewane (przynajmniej dla mnie). W tym kryminale nie zabrakło mojej imienniczki…oj barwna osobistość, musze przyznać. Niekoniecznie tak utalentowana jak myśli, ale no cóż. Jakoś jej nie polubiłam… Wychwyciłam wzmiankę o moim ukochanym Sherlocku Holmesie i jego przyjacielu, choć według małego sprytnego detektywa w sukience, to przestarzały gość. No i to, co mną „wstrząsnęło” to futra z szynszyli… aż mnie ciarki przeszły na myśl o mojej Szyszce, która spogląda na mnie z klatki obok. Jak można takie słodkie stworzonka obdzierać z futerka?!

„Dom zbrodni” to sztuka kryminalna, z doskonałym reżyserem w roli głównej. Plejada gwiazd (pionków w tej grze) ma nam uświadomić, że każdy jest zdolny do zbrodni. Nie trzeba wyszukanych motywów… Agata Christie za pomocą swoich bohaterów, prowadzi wykład o anatomii zbrodni, szkicuje portret mordercy i wnika w jego psychikę. Dobry kryminał, z ekscentrycznymi postaciami i mroczną okładką. Klasa sama w sobie! Jeśli lubicie takie kryminały to będziecie na pewno zadowoleni. Książka nie jest obszerna, format kieszonkowy, można zabrać ze sobą wszędzie, a to niewątpliwie duży plus. Bohaterowie nie tylko są barwni, ale przede wszystkim naturalni. Wadliwi, zepsuci, emocjonalni, strachliwi, zgorzkniali i zazdrośni. Są też piękni i brzydcy. Starzy i młodzi. Żywi i martwi. Od wyboru do koloru…Każdy z nich nosi swoją maskę, jedni skrywają mniej, a jedni więcej. Od samego początku czujemy klimat towarzyszący zbrodni, węszymy w poszukiwaniu tropów, podsłuchujemy, współczujemy, podejrzewamy. Pomysł na fabułę bardzo ciekawy i dopracowany w stu procentach. Ja osobiście nie mogę się do niczego doczepić. Uwielbiam książki Agaty Christie! Chcę więcej i więcej…

„Zatem jeśli nie możesz mówić o tym jak popełniłeś zbrodnię, przynajmniej będziesz mówić o samej zbrodni: rozważać szczegóły, wymyślać teorię. […] Osoba, która ma coś do ukrycia, właściwie nie może sobie pozwolić na to, by w ogóle otwierać usta. […] Kiedy ktoś próbuje podać fałszywe informacje, prawie zawsze wpada”.

Książka bierze udział w wyzwaniu"
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu ( +1,5 cm)

niedziela, 6 września 2015

Amanda Maciel - Tease


wydawnictwo: Muza
tłumaczenie: Zuzanna Banasińska
tytuł oryginału: Tease
liczba stron: 320
PREMIERA: 9 września 2015

Zaczął się wrzesień i kolejny rok szkolny. Dla dzieciaków i młodzieży to powrót do starej szkoły lub początek nowej. Tak sobie myślę, że książka, którą dzisiaj mam okazję recenzować pasuje idealnie do tej „okazji”. Wpasuje się w klimat i zmobilizuje do czytania młodzież, a skoro do czytania to i do myślenia. „Tease” autorstwa Amandy Maciel to nowość wydawnictwa Muza, która na rynku pojawi się 9 września. Jest to książka, która porusza kwestie prześladowania i psychiczne znęcanie się nad drugim człowiekiem – w tym wypadku dotyczy problem młodzieży.
Sara i troje innych uczniów liceum zostało oskarżonych o psychiczne znęcanie się nad swoją koleżanką, które w konsekwencji pchnęło ją do popełnienia samobójstwa. Sara jest napiętnowana i uznana za winną przez swoich kolegów, miejscową społeczność i media. W wakacje poprzedzające klasę maturalną, między spotkaniami z prawnikami i sądową psychoterapeutką, Sara musi się zastanowić nad wydarzeniami, które doprowadziły do tej tragedii. Jaką rolę w niej odegrała? Czy znajdzie sposób, aby pójść dalej mimo poczucia, że jej życie się skończyło?
Każdy z nad do szkoły chodził (lub chodzi obecnie) i doskonale zna sytuację z autopsji. Wiemy doskonale, na czym polega prześladowanie, choć nie zawsze przyznajemy otwarcie, że coś widzimy lub w czymś podobnym uczestniczymy. Na przemoc psychiczną w szkole można znaleźć wiele wymówek, ubrać ją w coraz barwniejsze słówka i sprowadzić do poziomu zwykłego „żartu”. Jednak problem istnieje. Czym tak naprawdę jest prześladowanie? Przemoc? Nie zawsze musi to być atak fizyczny. Czasem najbardziej boli napaść psychiczna i z pozoru niewinne żarciki. Młodość ma swoje zalety i rządzi się swoimi prawami, ale jest również bardzo plastyczna i wrażliwa. Młody człowiek z pozoru jest „dorosły” i twardy, jednak w środku jest trzęsącą się istotką, która szuka akceptacji. Co się dzieje, gdy pewnego dnia wszyscy na ciebie patrzą jak na dziwadło? Szturchają? Wyzywają od najgorszych? Nagle taka osoba zostaje sama, nie wie, komu może zaufać. Straciła poczucie przynależności. Ile może udźwignąć dorosły? Kto zniesie mobbing? Jak w takim razie ma się zachować dziecko lub nastolatek, gdy to jego dotyczy? No z tym bywa różnie… są różne drogi, które prowadzą do świętego spokoju…czasami pozornego, czasami wiecznego. Psychika to idealna przechowalnia wspomnień i urazów.

Historia Sary Wharton i Emmy Putnam pokazuje, na czym polega zazwyczaj problem. Kilka osób, bądź jedna czepia się kogoś innego i zazwyczaj nie chodzi o coś wielkiego. Zwyczajna zazdrość, drobnostka i już jest powód do tego, żeby emocje wzięły górę nad rozumem. Dystans i trzeźwe myślenie odchodzi do kąta a ślepa furia w żyłach szaleję. Kilka słów czy gestów wystarczy, aby zmienić komuś życie w piekło. A tym bardziej w dobie internetu, gdzie można do woli kombinować i czuć się panem świata. Pozory mylą, zazwyczaj mylnie oceniamy drugiego człowieka a to prowadzi do błędnych wniosków. Młodzi ludzie przepełnieni są wrogością, agresją, zazdrością i wyższością. Egoizm bywa niebezpieczny… tak jak i niektóre znajomości. Autorka opisała całą historię ze strony prześladowczyni – jednej z kilkorga osób- to jej oczami widzimy sytuację. Mamy chwilę obecną i poznajemy stopniowo przeszłość. Dowiadujemy się, na czym polegał problem. A jaki on tak naprawdę był? Czy zazdrość o faceta może zaślepić wszystko? Czy źle dobrane towarzystwo może wplątać w tragiczną historię? Co jeśli pod wpływem „przyjaciół” zmieniamy się w kogoś zupełnie innego? Czytając obserwujemy rozwój wydarzeń, to jaki miały one wpływ na osobę poszkodowaną jak i „oprawców”. Możemy zobaczyć jak bardzo różni się punkt widzenia nastolatka i osoby dorosłej. Jest to historia, która nie opisuje tylko przemoc, to także opis zagubienia, nietolerancji i chęci zaistnienia w grupie. To młodość, hormony i pozorna dojrzałość. Czym różni się pseudo przyjaźń od prawdziwej? Jak rozpoznać toksyczne relacje od tych pozytywnych? A przede wszystkim jak odkryć własne emocje i umieć mówić ”NIE”?

Sara opisuje nam własne uczucia. Poznajemy jej relację z przyjaciółką, z chłopakiem i z Emmą. Obserwujemy jak przechodzi przez swoje prywatne piekło, które jest następstwem takich a nie innych wybryków. Teraz to ona jest wytykana palcami, teraz to jej nikt nie lubi i tą ją wyzywają... Nagle zostaje sama i niezrozumiana. Musi stać się dorosła i poradzić z wieloma problemami. Jak to na nią wpłynie? Czy mimo wszystko znajdzie kogoś, kto nie będzie jej oceniał i pokaże jak może wyglądać normalność? Jest to książka, którą czyta się szybko. Stajemy się cieniem Sary i niemymi świadkami wszystkich tych nieprzyjemnych sytuacji. Oceniamy. Patrzymy i współczujemy. Jesteśmy zszokowani i zbulwersowani.

Szczerze mówiąc spodziewałam się trochę czegoś innego, jednak jestem pozytywnie zaskoczona. Lubię, kiedy główny bohater wnika w swoje wnętrze i przechodzi coś na kształt metamorfozy. Tu właśnie tak się dzieje. Bunt, zamienia się w pokorę, żal i odpowiedzialność za swoje czyny. Brutalna lekcja życia… z której można wyciągnąć wnioski. Z tym, że zawsze pozostaje rysa…

„Tease” to książka oparta na prawdziwych wydarzeniach. To przestroga, która może zapobiec brutalności i agresji. To lekcja, która powinna być przyswojona i tym samym wpłynąć na zachowanie i postrzeganie świata przez młodych ludzi. Przemoc wśród młodzieży to duży problem i staje się on coraz większy. Należy z nim walczyć. Pytanie tylko, jak? Może właśnie poprzez tego typu lektury, które poruszą wyobraźnię i przemówią do głowy co niektórym. Książka idealna dla młodzieży, ale i dla rodziców. Jest to pozycja, którą warto przeczytać i przedyskutować. To właśnie takie historie uczą empatii, zrozumienia, moralności i szacunku do drugiej osoby. Jak już dobrze wiemy, pozory mylą… a każdy człowiek jest inny. Zabawa ludzkim kosztem, prowadzi do tragedii. Myślę, że tego typu literatura, powinna być na liście lektur szkolnych.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,7 cm)

czwartek, 3 września 2015

Eliza Kennedy - Biorę sobie ciebie

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
tytuł oryginału: I Take You
data wydania: 9 czerwca 2015
liczba stron: 448

„Życie składa się z niepewności. [..] Pełno w nim niebezpieczeństw. Nie wiesz, kiedy zmiażdży cię słup telefoniczny, wylecisz w ataku terrorystycznym, albo zginiesz pod kołami ciężarówki. Stracisz pracę, wpadniesz w depresję albo zachorujesz na raka. Małżeństwo dotyczy bezpieczeństwa. Posiadania portu w tym gównianym, pełnym burz życiu. Myślę, że dla minimalnego poziomu wygody i szczęścia dwoje ludzi musi sobie przyrzec, że ich łóżko jest święte, że wzajemnie do siebie należą ciałem. Nie wydaje mi się, żeby w przeciwnym razie małżeństwo mogło się udać”.

Na pierwszą recenzję września wybrałam rocznicowy prezent od męża. Skoro takie święto to i prezent o tematyce adekwatnej do okazji- „Biorę sobie ciebie” to debiut literacki Elizy Kennedy. Przyznam się, że byłam totalnie zaskoczona, gdy zobaczyłam okładkę i tytuł (mój mąż nadal potrafi mnie zaskakiwać i ostatnio to udowadnia) spodziewałam się książki, bo w końcu pierwsza rocznica to papierowa, ale nie konkretnie tego tytułu. A jak widać jest on mówiący sam za siebie… od razu wiedziałam, że będzie opowieść o małżeństwie, ślubie i tym podobnych. Powiem Wam, że okładka wpadła mi w oko. Podoba mi się to, że jest taka zwiewna i lekka. Romantyczna i harmonijna, bije od niej blask.
Poznajcie Lily Widler – mieszkankę Nowego Jorku, prawniczkę i przyszłą pannę młodą. Ma wymarzoną pracę, wspaniałych przyjaciół, rodzinę złożoną z charyzmatycznych i kochających kobiet, a także idealnego narzeczonego. Co jeszcze? Nie ma żadnego racjonalnego powodu, żeby wychodzić za mąż. Will, narzeczony Lily, jest błyskotliwym przystojnym archeologiem. Lily jest pyskata, impulsywna, chętnie wypija drinka (albo pięć) i absolutnie nie potrafi dochować wierności jednemu mężczyźnie. Lubi Willa, ale czy go kocha? Will kocha Lily, ale czy naprawdę ją zna? Zbliża się termin ślubu, a noce – i poranki, i popołudnia – które Lily spędza na piciu, zabawie i podejmowaniu wątpliwych decyzji, coraz dobitniej dowodzą, że najszczęśliwszy dzień jej życia może się okazać największym błędem, jaki dotąd popełniła.
„Dobry współmałżonek to ktoś, komu możesz wszystko powiedzieć. Z którym chcesz mieć dzieci i dom. Ktoś, kto wysłucha, jakie masz marzenia, znajdzie w sieci twoje niepokojące objawy, powie, kiedy się mylisz, i będzie cię trzymał za rękę w chwili śmierci.”

Małżeństwo… Czy jest recepta na udany związek długoterminowy? Jakie ono powinno być? Skąd wiemy, że ta druga osoba jest tą odpowiednią? Pytań możemy zadawać sobie mnóstwo i nawet odpowiedzi kilka padnie. Tylko czy teoria idzie w parze z praktyką? Te pytania również padły w tej książce. Tak naprawdę to jedno wielkie pytanie. Historia młodej prawniczki, która za kilka dni wychodzi za mąż. Za faceta idealnego. Nagle dopadają ją wątpliwości, zastanawia się czy dobrze robi i nie przestaje „żyć swoim rytmem”. To co zawarłam w cudzysłowie, wcale nie należy do idealnych, tak samo jak nie należy do tej grupy Lily. Jest to osoba, która ceni sobie spontaniczność, którą gnębi przeszłość, dopadają sprzeczności i braki wzorców moralnych. Przygotowania do najważniejszego dnia w życiu są okazją, aby wniknąć w głąb siebie, zmierzyć się z tym co było i przy okazji odkryć kilka szokujących sekretów. Jak może wyglądać spotkanie z teściową killerką? Co zrobić gdy zamiast jednej matki są aż trzy? Wyjść za Willa, czy może jednak nie? Kocham, czy nie kocham? Tydzień poprzedzający ślub może być komedią i dramatem w jednym. Bywa sprawdzianem… Nie tylko miłości, zaufania i własnych wyborów, ale też nerwów. No więc co z tym małżeństwem? Jaki jest jego cel?


„ – Miłość i rodzina…
-Partnerstwo i przyjaźń…
- Bogactwo i społeczna wiarygodność…”

Historia Lily pokazuje nam, że każdy kij ma dwa końce. Nasz punkt widzenia bywa czasami mało wyraźny, bywa przekoloryzowany i nierzeczywisty. To co nam uchodzi na sucho, u innych już nas razi. „Bo co wolno wojewodzie to nie…” To co jeszcze można zauważyć to pozory, które jak wiemy mylą. Nie wszystko jest takie jak się nam wydaje, to samo dotyczy ludzi. Każdy człowiek to tak naprawdę chodząca niespodzianka. Skąd mamy pewność, że znamy dobrze drugiego człowieka

„Ludzkie serce to najmroczniejsza z tajemnic. Kto z nas może szczerze powiedzieć, że zna, naprawdę zna drugą osobę? I kto właściwie zna samego siebie? Nie ty. Z pewnością nie ja”.

A co z seksem? Wiernością? Pożądaniem? O tym też jest mowa. Powiedziałabym nawet, że obszerna, naukowa przemowa. Bohaterowie debatują o seksualnym spisku, o wolności i spełnieniu jaki daje nam sam seks. Kontrowersyjnie kontra tradycyjnie. Grzecznie kontra niegrzecznie. Postacie w tej historii są niezwykle barwne. Tajemnicze, zwariowane, oryginalne, a czasami nawet szokujące. Powiedziałabym, że bez zahamowań. Piją, zażywają narkotyki, uprawiają seks, mają swoje sekrety, używają potocznego języka i przeklinają. Nie są idealni, mimo, że na swój sposób wolni i zabawni (pozytywni). Mogą szokować, dziwić, a nawet bulwersować, ale mimo wszystko są ciekawe i charakterystyczne. Narratorka jest chodzącym żywiołem, zmiennością, wiatrem i rozterką. Trudno za nią nadążyć.

„[…] małżeństwa mogą się rozpaść, ale ślubne fotografie pozostają na zawsze”.

„Biorę sobie ciebie” to powieść ani rewelacyjna ani kiepska. Powiedziałabym, że ma miejsce gdzieś po środku stawki. Jest to lekka lektura, zabawna, czasami chaotyczna oraz monotonna. Fabuła opiera się na naturze człowieka, jego ograniczeniach i ich braku. Ważne miejsce zajmują tutaj rozterki przedślubne, które mogą nawiedzać Pannę Młodą… a tym bardziej obarczoną dziwnymi genami. To jeden wielki znak zapytania. Tydzień przedmałżeński, który zajmuje aż 448 stron, na których są dylematy, łzy, wściekłość, dowcip i seks. Rozszerzona debata o wierności i monogamii. Nie zabraknie wybaczenia, przyjaźni i nutki szantażu. Całość oceniam pozytywnie, nie powala na kolana, ale jako umilacz czasu się sprawdza. W formie prezentu jak widać też– pod warunkiem, że ktoś lubi takie klimaty i potrzebuje czegoś trochę zwariowanego. Podsumowując o miłości ogólnie, o seksie szczególnie.

„QUOS AMOR VERUS TENUIT, TENEBIT”.
(Prawdziwa miłość nie opuści tych, których kiedyś połączyła.)

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Klucznik
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,7 cm)