sobota, 28 listopada 2015

Misja: Rodzinka - John-Paul Flintoff, Hariett Green


wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
tłumaczenie: Ewa Elżbieta Nowakowska
data wydania: 18 listopada 2015
liczba stron: 216

„Rodzina stanowi, na każdym możliwym poziomie, łącznik z naszą przeszłością i most do naszej przyszłości.”
Alex Haley

Macie ochotę zatrzymać się na jakiś czas i spojrzeć za siebie? A może zwyczajnie cofnąć czas i znów wylądować na dywanie w salonie, w swoich ulubionych ogrodniczkach z kaczuszką i bawić się z bratem/ siostrą? Mnie jesienią niestety dopada melancholii. Czas świąteczny, który powoli zaczyna rozkwitać, także obfituje w ciepłe wspomnienia, a przy tym uświadamia nam jak szybko się starzejemy. Właśnie w takich momentach nachodzą mnie wspomnienia z czasów dzieciństwa, wyświetlają mi się filmy z przeszłości i chciałabym się choć na chwilę cofnąć i przeżyć to i owo jeszcze raz. Nie stracić tego wszystkiego, co jest tak cenne. Innym takim motorem napędowym moich myśli są książki, które opowiadają rodzinne historie, tajemnice i tym podobne. Ostatnio miałam okazję czytać niesamowitą sagę rodzinną „Dziedzictwo”, która dała mi co nieco do myślenia na temat mojej rodziny i korzeni. Dlatego też byłam zainteresowana kreatywną książką, która nie tylko umili mi czas, ale również zaspokoi głód wspomnień. O czym konkretnie mówię? O niepozornej niebieskiej książeczce, która sama w sobie jest misją do wypełnienia!
Zastanawiasz się, jakie tajemnice skrywa dziadek ze strony matki? Myślisz czasem o wstydliwej miłości ciotecznej prababki, na którą wszyscy spuszczają zasłonę milczenia? Chciałbyś wiedzieć, jak rozpoczął się ognisty romans rodziców? A może bezskutecznie próbujesz odnaleźć smak powideł ze śliwki robionych przez babcię? Ta książka pomoże ci odkryć rodzinne tajemnice i zbudować niezwykły album, pamiętnik rodu, który z pewnością stanie się kiedyś niebanalnym źródłem historycznym i skarbnicą wspomnień o przodkach dla przyszłych pokoleń.
O tym co was czeka… Tak w pigułce na zachętę!

- Tworzenie drzewa genealogicznego
- Opisywanie lub rysowanie Waszych wspomnień
- Odszukanie rodzinnych przepisów i ulubionych dań
- Wyjątkowe osiągnięcia Waszych bliskich
- Pisanie listu do przyszłego pokolenia, a także do kogoś z kimś straciliście kontakt, lub do kogoś kto już nie żyje
- Miłosna mapa rodziców
- Rodzinne zagadki
- Świadectwo pojednania

To tylko kilka przykładów. Zadań jest zdecydowanie więcej i tylko od Was zależy jak sprostacie temu wyzwaniu.


 



„Misja: rodzinka” to kreatywny wehikuł czasu, dzięki któremu świetnie spędzicie czas. W tej książce znajdziecie mnóstwo zadań, które nie zawsze okażą się takie proste. Gdy ja buszowałam po stronicach tej książki, to nieraz łapałam się za głowę, gdyż nic od razu nie przychodziło mi do głowy. Niewątpliwie trochę czasu trzeba sobie zagospodarować na uzupełnienie tych wszystkich zadań. Myślę jednak, że wysiłek się opłaci, gdyż stworzenie swojej rodzinnej kroniki to fajna sprawa. Przyda się w przyszłości, gdy będziecie chcieli wrócić do niektórych faktów, podczas wieczorów wspominkowych. Przygotujcie się na rysowanie, pisanie, wklejanie i przepytywanie najbliższych. Myślę, że taka książka będzie fajnym upominkiem dla kogoś nam bliskiego. Tym bardziej, że książka jest ładnie wydana i uzupełniona cytatami. Jeśli miałabym wybierać między podarowaniem komuś tej książki, a na przykład „Zniszcz ten dziennik” od razu wybieram „Misję: rodzinkę”. Moim zdaniem ta propozycja jest praktyczniejsza i sensowniejsza. Chcecie pobawić się w detektywów? Miło spędzić czas i zrelaksować się odświeżając swoją pamięć to zapraszam do zabawy! Ja swój egzemplarz już zaczynam uzupełniać…jak na razie wynalazłam ususzone kiedyś liście i kwiaty, które nawiązują jakoś do mojego dzieciństwa. Stopniowo uzupełnię całość, w końcu nikt mnie nie goni!

„W każdym z nas mieszka tęsknota za domem, za bezpieczną ostoją, w której możemy być całkowicie sobą i nikt tego nie poda w wątpliwość.”
Maya Angelou

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackie

czwartek, 26 listopada 2015

Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes


seria: Leniwa Niedziela
wydawnictwo: Świat Książki
tytuł oryginału: Me Before You
data wydania: 11 września 2013
liczba stron: 384

„[…] pomóc można tylko komuś, kto tego chce…”

Historie zabawne, romantyczne, mrożące krew w żyłach, zagadkowe, uzależniające, frustrujące, zostające w pamięci, przenoszące do innej czasoprzestrzeni oraz te, przy których wylewam strumienie łez. Przeczytałam wiele książek i każda na swój sposób jest wyjątkowa, ale nie każda rozwala mnie emocjonalnie. Gdy już zdarzy się coś takiego, to jestem jak emocjonalna galaretka z czerwonym nosem, zapuchniętymi i mokrymi od łez oczami. Tak też się stało i tym razem… „Zanim się pojawiłeś” Jojo Moyes to książka, która mną zawładnęła. Która roztrzaskała mnie na drobne kawałeczki. Dała kopa moralności i utartym schematom.
Jest wiele rzeczy, które wie Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka. Lou nie wie jednak, że za chwilę straci pracę, ani tego, że przy zdrowych zmysłach trzyma ją wyłącznie wiedza o tym, co się wydarzy. Will Traynor wie, że wypadek motocyklowy odebrał mu chęć do życia. Wszystko wydaje mu się teraz błahe i pozbawione kolorów. Wie też, w jaki sposób to przerwać. Nie ma jednak pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego świat do góry nogami i odmieni ich oboje raz na zawsze.
„Zanim się pojawiłeś” to kolejna propozycja ze znanej serii Leniwa Niedziela. Znajdziecie w niej książki, które często poruszają trudne i niewygodne tematy. Wtopione są one w historie śmieszne, romantyczne, melancholijne, optymistyczne, wzruszające lub zwyczajne. Miesza się w nich fikcja literacka z prawdziwym życiem. Tylko, że to życie ubrane zostało w zgrabne słowa, zdania aromatycznie pachnące i obrazy, które nadają się do wyświetlenia w kinie. Tak też jest i tym razem. Ta powieść zabrała mnie do małego miasteczka oddalonego o kilka godzin jazdy od Londynu. Miasteczka, którego atrakcją turystyczną jest zabytkowy zamek, otoczony ogrodami i labiryntem. A wszystko to wpisane w aurę pogodową typową dla Wielkiej Brytanii. Na kartkach tej książki, w tym miasteczku, które może okazać się nudne, zwyczajne i klaustrofobiczne spotkałam moją rówieśniczkę. Lou Clark, która ma ze mną trochę wspólnego - może z wyjątkiem garderoby i kilku innych rzeczy. Jest to osoba młoda, która uważa się za zwyczajną i skrywającą przykry sekret z przeszłości. Mieszka z rodziną, której finansowo się nie przelewa, więc utrata pracy to cios, który odczuje podwójnie. Pewnego dnia na jej drodze staje Will, który został sparaliżowany po wypadku motocyklowym. Uszkodzenie kręgów C5/6 sprawiło, że jest uzależniony od innych, a jego życie nie przypomina już tego przed wypadkiem. Nie ma nadziei na poprawę jego stanu. Żyje jak samotnik, schowany pod brodą, niechlujną fryzurą i powłoczką oziębłości, a nawet arogancji. 

Pół roku…szczęść miesięcy…walka o każdą godzinę, minutę, sekundę. Młoda dziewczyna robi wszystko, aby pokazać Willowi, że może czerpać z życia nawet w jego obecnym stanie. Próbuje zarazić go optymizmem, nadzieją, siłą, a nawet miłością. Oboje mają na siebie duży wpływ, jedno w jakiś sposób pomaga drugiemu. Razem przechodzą życiową metamorfozę, która mimo wszystko nie jest usłana różami.

Jojo Moyes w swojej książce szokuje, wzrusza, wywołuje uśmiech i daje jakąś nadzieję. Postawiła swoje postacie przed trudnymi wyborami. Uderzyła prawym sierpowym i dała oczyszczenie, którego tak potrzebowali. Stworzyła walkę życia ze śmiercią. Człowieka z chorobą. Miłości z barierami. Pokazała jak ludzie reagują na osoby dotknięte przez los… odstające od całej reszty. Czytając zastanawiałam się jak ja bym zachowała się na miejscu Lou. Jak przyjęłabym do wiadomości decyzje o zakończeniu życia przez kogoś mi bliskiego. Nie mogłam sobie tego wyobrazić. Postawiłam się na miejscu bohaterów, podglądałam, czekałam i analizowałam. Można kogoś zmusić do życia, kiedy nadzieja się wypaliła? Kiedy życie to nie życie? Co wolno a czego nam nie wolno? Czy życie, które przypomina umieranie to prawdziwe życie? Moralność czy szczęście kogoś bliskiego? Wolność czy kajdany nieuleczalnej choroby?

„Zanim się pojawiłeś” to niezwykła historia, przy której się dosłownie poryczałam. To nie było pochlipywanie. To były strumienie łez, przez które ledwo widziałam tekst. To wstrząsająca lektura o miłości, która nie jest wstanie pokonać woli śmierci. To odważny głos w sprawie eutanazji na własne życzenie. Samobójstwa, które ma uwolnić człowieka od nieszczęścia. Ciało, które stało się skorupą. To wybór, który ma człowieka wyzwolić z koszmaru, jakim jest życie w beznadziei. To kolejny trudny temat – tabu – który wzbudza kontrowersje, emocje, szok, złość i niezrozumienie. To historia, która opisuje przyjaźń, miłość, walkę, metamorfozę i szczęście w nieszczęściu. To pół roku, które odmieni życie bohaterów. To łzy, uśmiech, ciepło i uczucie porażki. To także pełna gama postaci, a wśród nich duet, który czytelnik pokocha i zapamięta. Przeczytałam już kilka książek z tej serii, ale żadna nie doprowadziła mnie do aż takich emocji! Od książki nie mogłam się wręcz oderwać. Chłonęłam widoki, pielęgnowałam nadzieję na szczęśliwy koniec. Dopingowałam Lou w walce o najwyższą stawkę, jaką jest życie. Ta historia to pełna paleta barw i emocji. To jedna z lepszych książek, jakie czytałam. Do tej pory czuje dreszcze, a łzy czają się gdzieś w kącikach. Jeśli już zdecydujecie się na tak żywą powieść, to apeluję żebyście pamiętali o chusteczkach i to najlepiej całym pudełku! Życie jest jedno… Życie jest próbą… podróżą… walką… snem…bywa też tragedią…goryczą i słonym posmakiem łez…

„Człowiek zawsze czuje się dziwnie, kiedy musi wyjść ze swojej wygodnej norki.”

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Klucznik

środa, 25 listopada 2015

Kłamstwo doskonałe - Sara Shepard


cykl: The Lying Game (tom 4)
wydawnictwo: Otwarte
tłumaczenie: Mariusz Gądek
tytuł oryginału: Hide and Seek
data wydania: 10 września 2014
liczba stron: 304

Zastanawiam się jak zacząć swoją recenzję. Kalkuluję jej objętość i coś czuję, że nie będzie ona jakoś mega obszerna. Tak to już jest z kontynuacjami, a już szczególnie z tymi dobrymi. Po raz kolejny wracam do serii The Lying Game. Tym razem padło na „Kłamstwo doskonałe”. Przyznam się, że w tym momencie mam mieszane uczucia, galop myśli i otępiająca bezradność za plecami. Czyżby ta część mnie zawiodła? Zdecydowanie nie. Skąd więc ten chaos w mojej głowie? O tym kilka słów później…
Żyłam w przekonaniu, że moja rodzina jest bliska ideałowi, jednak okazało się, że jest zupełnie inaczej. Moi rodzice strzegą sekretu, który może mieć związek z moją śmiercią. Jak daleko się posuną, by prawda nie wyszła na jaw? Mnie już nikt nie skrzywdzi, ale jest przecież Emma… Jeśli nie będzie ostrożna, historia może się powtórzyć.
Wszystkie tomy, które miałam okazję przeczytać zawierały w sobie to samo, a mianowicie, intrygi, kłamstwa, tajemnice i szerokie grono podejrzanych. Jedyne, co się w kolejnych częściach się zmieniało to podejrzani, których Emma wpisywała na swoją listę potencjalnych morderców lub ich wykreślała. Taki kalejdoskop imion i okoliczności. Im głębiej wnikamy w tę historię tym więcej szczegółów odkrywamy i robi się coraz ciekawiej. Tak też było w tym konkretnym przypadku. Napięcie rośnie z każdą przeczytaną stroną, a autorka podtyka nam pod nos konkretnego podejrzanego i tym razem jest to grubszy kaliber. Tak na dobrą sprawę to podejrzanych jest dwóch (dwoje), jednak tylko jeden wydaje się osobą zdolną do morderstwa, tym bardziej, że coś ukrywa i dziwnie się zachowuje. Wiedziałam już, czego mogę się spodziewać po autorce, więc nie dałam się do końca wywieźć w pole. Jednak w klimat wciągnęłam się dość mocno. Ta część jest jakby przełomowa. Dowiadujemy się ciekawych faktów, które mnie zszokowały. Nawet, jeśli spodziewałam się czegoś, to na pewno nie tego, co zostało mi w tej części zaprezentowane. Niestety nie mogę i nie chcę zdradzić nic więcej. Wydaje mi się, że ta część jest najlepsza, a zakończenie pobudza wyobraźnię i zostawia na skórze lekki dreszczyk emocji.

Narratorką nadal jest duch Sutton, który wszystko obserwuje i w międzyczasie próbuje sobie samej i nam pokazać to, czego nie wiemy. Te przebłyski wspomnień, wizje czy jak to tam nazwać może są pomocne, jednak mam wrażenie, że jest ich chyba mniej niż w poprzednich częściach. Mniej jest również dziewczęcych wygłupów i złośliwości, do jakich zdolne są dziewczyny znane czytelnikom z poprzednich części. Tutaj skupiamy się na Emmie, jej śledztwie, emocjach i rodzinie. Nie zabraknie również wątków miłosnych, a także przystojniaków takich jak Ethan czy Thayer. Skoro mowa o przystojniakach to i o zazdrości siostrzanej wypadałoby wspomnieć…

Kto zabił Sutton? Kto miał motyw? Tym razem znów tylko poszlaki, domysły i nerwy… ale również ciekawe zagadki rodzinne.

Na wstępie napisałam, że po raz kolejny zabrałam się za serię The Lying Game, a teraz dodam, że również po raz ostatni. „Kłamstwo doskonałe” to ostatni tom, który został wydany na naszym rynku wydawniczym. Stąd też ten chaos w mojej głowie, moja złość i bezradność. Jestem zaskoczona, gdyż to naprawdę ciekawa seria i to nie tylko dla młodzieży. Lekka, przyjemna i z ciekawą fabułą. A w dodatku urywa się w ciekawym momencie! Jestem rozczarowana, że nie mogę od razu pobiec do księgarni i kupić pozostałych części. Chciałabym się dowiedzieć, kto zabił Sutton, co dalej będzie z Emmą i czy moje domysły są słuszne. Sara Shepard słynie z wielotomowych historii takich jak „Pretty Little Liars”, której nie czytałam i jak na razie nie zamierzam (chyba nie mam ochoty na aż taką ilość tomów). Swoją drogą zastanawiam się jak można wymyślić aż tyle książek na temat śmierci jednej nastolatki?! Zwykłe lanie wody czy stopniowe tworzenie napięcia i łamigłówka nadająca się dla Holmesa? Trudno określić… Myślę, że można było się zmieścić w tych czterech tomach i darować sobie pozostałe dwa, jednak widocznie autorka widziała to zupełnie inaczej. Szkoda tylko, że na tym moja przygoda kończy się z Emmą / Sutton i jej paczką. Nie pozostaje mi nic innego jak przełknąć tę gorycz zawodu i liczyć na to, że ktoś, kiedyś postanowi wznowić wydawanie tej serii. Tym bardziej, że ma potencjał i potrafi wciągnąć czytelnika…

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Czytam opasłe tomiska
Klucznik

poniedziałek, 23 listopada 2015

Korpokracja - Paweł Śmieszek [EBOOK]


wydawnictwo: e-bookowo.pl
data wydania: 11 września 2015
liczba stron: 736

„Jeśli nie wiesz, o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze…”

Tym razem mam ciekawą propozycję dla wszystkich miłośników ebooków o odważnej tematyce. Ja sama właśnie zmierzyłam się z ciekawym aczkolwiek niełatwym wyzwaniem literackim. Pierwszy raz w swoim życiu sięgnęłam po thriller polityczny. W świat wielkiej polityki i to w Amerykańskim wydaniu zabrał mnie Paweł Śmieszek w swojej książce „Korpokracja”. Tym razem będzie o oskarżeniach, ostrzeżeniach i poszukiwaniu faktów.
Jest styczniowy poranek 2001 roku. Jerry budzi się z potężnym kacem. Przez pulsujący ból głowy, przedziera się obraz ubabranych krwią ubrań i ściany obskurnego motelowego pokoju. Nie pamięta, jak się tam znalazł. Nie wie, czyją krew ma na sobie. Wie tylko, że musi się stamtąd wydostać. Czuje to każdą komórką ciała.
Jak możecie wywnioskować z opisu zaczyna się całkiem ciekawie. I tak też faktycznie jest. Autor podtyka nam pod nos faceta, który nie wie, gdzie jest, kim jest, ani z jakiego powodu wciągają go do furgonetki jakieś zbiry. Razem z Jerrym/ (nie) Jerrym musimy się dowiedzieć, o co tutaj chodzi. Historia opisana przez autora zaczyna się ciekawie, aczkolwiek niewinnie. Wprowadza nas do świata bohatera, który najwidoczniej nie jest ani ideałem, bogaczem, ani też stałą częścią jakiejś rodziny. Jest kimś, kto najwyraźniej ma kłopoty i teraz musi sobie wszystko przypomnieć. Książka składa się z dwóch części. Pierwsza opisuje wydarzenia po amnezji, a druga przed. Szczerze mówiąc pierwsza część spodobała mi się dużo bardziej. Chętnie kontynuowałabym ten wątek i żałuję, że autor nie zdecydował się go bardziej rozszerzyć. Bardziej skupił się na tej drugiej części, w której poznajemy losy dziennikarza Jerrego, który dość ma rutyny, szarości, stagnacji i pisania tego, co mu każą. Ja bym go zaliczyła do przeciętnej postaci, która niczym szczególnym się w życiu nie popisała. Zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Co z tego, że jest potencjał, jak nie ma się siły przebicia… Oczywiście dziennikarz narażony jest nie tylko na rozpoznawalność, dystans innych ludzkich osobników, ale również i agresję. Stąd też różne kłopoty, a że ciekawość i upór biorą czasem górę, to tych kłopotów przybywa. Pewnego dnia nasz główny bohater postanawia napisać książkę, w której ukaże prawdziwe obliczę polityki i tych, którzy kryją się w jej cieniu.


„Nikt nie widzi, co kryje się za krawędzią. Nikt nie przeczuwa, że jego potomstwo skazane będzie na beznadziejną walkę o przetrwanie.”

Paweł Śmieszek w swojej książce wprowadza czytelnika w świat korupcji, wpływów, tajemnic zamiecionych pod dywan i ryzyka, jakie wiąże się z wyjawieniem tego na światło dzienne. Na tle realnych wydarzeń, autor tworzy historię odważną i dającą do myślenia czytelnikowi. Czytelnik będzie uczestnikiem kampanii wyborczej, poszuka haków na przyszłego prezydenta, poszpera w przeszłości… zahaczy o Wietnam, a nawet i o Auschwitz i szalonego doktorka. Jest to historia, o odwadze i szaleństwie zarazem. O fobiach, nałogach, słabościach, ale także o dążeniu do prawdy i walce. Jest to książka, która opisuje chorobę cywilizacji, która rozprzestrzenia się coraz bardziej. To „epidemia”, która produkuje coraz więcej głupców…

„Korpokracja” to mieszanka dziennikarskiego wyzwania, ambicji i problemów, z jakimi boryka się wielka polityka. Pieniądze, władza, biznes i wpływy. Jeśli do tego dołożymy nietuzinkowego głównego bohatera, który nie razi swoją kryształową osobowością to już jest dobrze. Myślę, że pozostałe postacie również są ciekawie wykreowane. Sam pomysł na fabułę wydaje się ciekawy oraz odważny. Autor w sposób obrazowy nakreśla czytelnikowi, otoczenie, postacie oraz wszelkie powiązania problemy, które otaczają Jerrego. Słownictwo oraz ilość podawanych informacji może być niestety momentami przytłaczające dla niegustującego w polityce czytelnika. Niektóre rozmowy między bohaterami ciągną się dłuższą chwilę, co jak wiadomo jednych zadowoli, a innych niekoniecznie. Niektóre momenty były bardziej wciągające inne mniej. Był odczuwalny klimat i napięcie, jednak myślę, że mogłoby być jeszcze więcej adrenaliny. Doczepie się tylko jeszcze do okładki. Nie pasuje mi ona do całości, ale to tylko taki szczegół, który razi wzrokowca. Ogólnie książkę uważam za ciekawą i wartą uwagi. Jest to pozycja, którą mogę z pewnością polecić miłośnikowi tego gatunku. Jeśli lubicie książki, w których stawka jest wysoka to zdecydowanie polecam.


„Dojrzewanie do prawdy zazwyczaj trwa zbyt długo, żebyśmy mogli się nią nacieszyć, a ona sama rodzi się w bólu, odbierając nam radość z jej istnienia…”

Dziękuję autorowi za możliwość przeczytania ebooka.

Zachęcam do zakupu: e-bookowo.pl

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Polacy nie gęsi

sobota, 21 listopada 2015

Idź, postaw wartownika - Nelle Harper Lee


wydawnictwo: Filia
tłumaczenie: Maciej Szymański
tytuł oryginału: Go Set a Watchman
data wydania: 4 listopada 2015
liczba stron: 368

„Potrzebny mi wartownik, który powie: ten człowiek mówi to, ale ma na myśli tamto. Który nakreśli linię przez środek spraw i powie: tu jest taka sprawiedliwość, a tam inna. Który sprawi, że dostrzegę różnicę. Potrzebny mi wartownik, który będzie kroczył przede mną i głosił wszystkim prawdę…” 

Dzisiaj chcę Wam zaproponować książkę, która została napisana w latach pięćdziesiątych, a wydana dopiero teraz. Czytaliście „Zabić drozda”? Ja nie, ale nie stanęło mi to na przeszkodzie, aby sięgnąć po „Idź, postaw wartownika”, w której traficie na te same postacie, co we wspomnianym wcześniej tytule. Gdy tylko dostałam propozycję przeczytania tej książki, nie zastanawiałam się ani chwili. Zaintrygował mnie opis, oraz sama świadomość, że jest to książka, której autorka dostała Nagrodę Pulitzera. Czyli styl autorki i wykonanie, musi być na wysokim poziomie. Dzisiejszą recenzję postanowiłam zacząć od tego właśnie cytatu, ponieważ po przeczytaniu książki, myślę, że każdemu z nas by się przydał taki wartownik. Co z tego, że mamy taki odpowiednik wartownika, jakim jest sumienie, skoro często je zagłuszamy, a to, co nas gryzie zakrywamy czapką niewidką…


„Wyspą każdego człowieka,[…], jego wartownikiem, jest sumienie.”
Maycomb, Alabama. Dwudziestosześcioletnia Jean Louise Finch, zwana Skautem, powraca z Nowego Jorku w rodzinne strony, do starzejącego się ojca. Na południu Stanów Zjednoczonych panuje zamęt polityczny; trwają spory wokół kwestii nadania Murzynom pełni praw obywatelskich. Powrót Jean Louise do domu staje się gorzko-słodkim doświadczeniem, gdy na jaw wychodzi bolesna prawda o jej krewnych, o mieszkańcach miasta, w którym dorastała, o ludziach najbliższych jej sercu. Wspomnienia z dzieciństwa wracają wysoką falą, lecz teraźniejszość Maycomb wystawia na ciężką próbę wszystkie prawdy i wartości, w które Skaut niezłomnie wierzyła. Szkicując zupełnie nowy portret bohaterów "Zabić drozda", powieść "Idź, postaw wartownika" jest zarazem znakomitym studium młodej kobiety wkraczającej w dorosłe życie w trudnych czasach - czasach bolesnych, ale i niezbędnych przemian, czasach rozliczenia z iluzjami przeszłości. To dziennik podróży, w której jedynym przewodnikiem jest sumienie człowieka.
Rozpoczynając swoją przygodę z tą książką, natrafiłam na moją rówieśniczkę, która musi zderzyć się z bolesną prawdą, gorzkim oświeceniem i samotnością w dobrze jej znanym świecie. Dzieli nas duży odstęp czasu, żyjemy w innej epoce, dzieli nas otoczenie i wszystko to, co zmienia się z upływem lat. Łączy nas za to wiek i to czego razem doświadczamy. A doświadczamy segregacji rasowej. Segregujemy na lepsze i gorsze, na białe i czarne, na ludzi i podludzi. Najgorsze jest to, że jej bliscy chyba zwariowali, ich poglądy wydają się inne niż kiedyś. To, co pamiętała z bezpiecznego dzieciństwa nagle okazuje się złudną iluzją, a prawda jest gdzieś po środku. Społeczeństwo chce pokazać Murzynom gdzie ich miejsce. Uważa, że są głupsi, gorsi i nie chce im dać równej szansy na rozwój. Padają bolesne porównania, ostre słowa i w naszej bohaterce kipi żal i gniew. Jej dotychczasowe ideały upadają.

„Pamiętaj o tym: zawsze łatwo spoglądać wstecz i dostrzec, jacy byliśmy wczoraj albo dziesięć lat temu. Trudno natomiast zobaczyć jacy jesteśmy teraz.”

Akcja powieści rozgrywa się w Maycomb, w rodzinnych stronach Jean Louise Finch, Przywołują one wspomnienia i ból, a przede wszystkim powietrze pachnie nostalgią. Okazuje się jednak, że dwutygodniowy urlop, będzie katorgą, a to, co znane nagle stanie się obce, niezrozumiałe i wywołujące mdłości. Dziewczyna nagle dostrzega wyraźny problem rasizmu i nie może pogodzić się z tym, że jej najbliżsi mają podobnie krzywdzące poglądy. Wychowana przez Czarnoskórą gosposie, nie może pojąc, że jednak istnieją tak wyraźne bariery. Nie raz głowi się nad tym, co było dawniej, co przeoczyła i co się zmieniło.

„Gdy ktoś się naprawdę stara, byś czuł się odrzucony, zaczynasz wierzyć, że jesteś zbyt straszny, by przestawać z innymi ludźmi. Nie pojmuję, jakim sposobem Murzyni są dziś tak dobrymi ludźmi, skoro przez sto lat systematycznie negowano ich człowieczeństwo.”

Harper Lee urodziła się w 1926 roku w Monroeville w Alabamie. Jest autorką słynnej powieści „Zabić drozda”, za którą otrzymała Nagrodę Pulitzera, Prezydencki Medal Wolności oraz wiele innych nagród, nie tylko literackich. 

„Gdy ktoś nam zada cios, czasem oddajemy na oślep.”

„Idź, postaw wartownika” to typowe działo literackie, które porusza, w człowieku najczulsze struny. Nie tylko daje do myślenia, ale wywołuje szok, niezrozumienie i gniew na tak jawny brak tolerancji. To książka, która może przydać się również dziś. Teraz także spotykamy ludzi, dla których tolerancja to słowna zagadka. Wielu jest takich, którzy uważają się za lepszych, czyściejszych oraz mądrzejszych. Dzięki tej książce możemy zaobserwować jak wiele zmian w ludziach zaszło przez upływające lata. Dzieło Harper Lee to trudna przeprawa po ludzkich wnętrzach, wspomnieniach i poglądach. To walka z wiatrakami. To walka o równość i człowieka. Nie miałam okazji jeszcze czytać „Zabić drozda” jednak już wiem, że to nadrobię i to tak szybko jak się tylko da. Obie książki będą wspólnym uzupełnieniem, biorąc pod uwagę to, że występują w nich wspólni bohaterowie. Autorka w tej książce poruszyła bardzo ważne tematy, wywołała emocje i stworzyła historię, która w pamięci czytelnika pozostanie na dłużej. W 7 częściach i 19 rozdziałach opisała trudny do zrozumienia i bardzo bolesny czas przemian, który wywoływał kontrowersje, a przy tym porusza temat tabu. Książkę czyta się szybko, akcja wciąga, czytelnik czeka na konfrontacje, wybuch i zarazem oczyszczenie. „Idź, postaw wartownika” to klasa sama w sobie. To czasy segregacji czarnego z białym, ale esencja wydarzeń jest koloru nieokreślonego… taki jakiś szary, mysi, gołębi, popielaty, mętny i prawdziwy.

„Uprzedzenie – to brudne słowo – oraz wiara- słowo jakże czyste – mają ze sobą coś wspólnego: zaczynają się tam, gdzie kończy się rozum.”

środa, 18 listopada 2015

Dziedzictwo - Krystyna Januszewska


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 17 listopada 2015
liczba stron: 592

„Dzięki pamięci żyjemy trzykrotnie, raz w przód, dwa razy do tyłu.”

Z głośników płyną dźwięki skrzypiec, po szybie lawirują deszczowe baletnice, a ja wpatruję się w monitor i próbuję złapać to, co nieuchwytne. Staram się wrócić na ziemię, do swojej codzienności, swojej „epoki” i przelać na klawisze myśli, które krążą wciąż po stronach skończonej właśnie historii. Gdzieś tam we mnie czai się nostalgia, oczy robią się wilgotne, a wyobraźnia wyświetla filmy – te, które zapamiętałam z przeczytanej właśnie powieści jak i te moje, z czasów dzieciństwa na wsi. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka miałam okazję przeczytać nowinkę wydawniczą, którą jest „Dziedzictwo” autorstwa Krystyny Januszewskiej z domu Kuśmierczyk, która mieszając fakty z fikcją literacką stworzyła rodzinną sagę. Sagę, która ma nam nie tylko pokazać losy przodków autorki i trudów życia tamtych ludzi, ale także uświadomić nam, żebyśmy nie utracili swojego własnego dziedzictwa zanim będzie za późno. Nie mogę sobie odmówić przyjemności z patrzenia na okładkę, które ewidentnie kieruje nas w stronę przeszłości. Tą literacką przygodę z przeszłością zaczynamy w roku 1906 we wsi Krasocin… a dokładnie pod koniec sierpnia, więc od początku możemy zakosztować uroku letniej łąki, która nie tylko zachwyca swoimi barwami, ale również zapachem…
Czterdzieści rodzin opuściło domy i udało się w podróż w poszukiwaniu ziemi obiecanej. Ludzie ci zostawili wszystko i odeszli. Mieli dość długich lat niewoli. Ileż jeszcze mogli wycierpieć? Chcieli zaznać spokoju, życia w poczuciu godności i bezpieczeństwa, codzienności, która będzie przewidywalna. Rodzinna saga oparta na wspomnieniach świadków wydarzeń, monumentalna opowieść o ludziach odważnych i zdesperowanych, o Polakach, dla których praca była jedynym środkiem do realizacji marzeń. O tym, że człowiek prosty i niewykształcony może z poczuciem własnej wartości zabiegać o szczęście.
„[…] bo tak samo jak pory roku, zmieniają się pory życia.”

Autorka w swojej książce nie tylko daje nam wgląd w historię swojej rodziny, ale także zabiera nas w sentymentalną podróż, do chałup zwykłych chłopskich rodzin, prowadzi po polach, łąkach i drogach. Czytając wnikniemy do codzienności bohaterów, poznamy ich zwyczaje, zobaczymy i przeżyjemy to samo, co oni. Nagle stajemy się cichym obserwatorem, który chłonie wszystkie fakty w ukryciu, z boku, za plecami. Mamy słuchać i oglądać, ale nie przeszkadzać. Zazwyczaj podczas lektur takich książek można odnieść wrażenie, że jesteśmy słuchaczem, że ktoś nam opowiada dawne dzieje, w tym przypadku tak nie było, tym razem uczestniczyłam w akcji jakby osobiście. Głównym bohaterem jest tutaj Jan Kuśmierczyk, który musi nagle porzucić swoje dzieciństwo i zająć się gospodarką po zmarłym ojcu. Towarzyszymy mu przez lata, widzimy jak miota się z myślami i pragnieniami, chłopak chce poczuć się wolny i poznawać świat. Z czasem obowiązek bierze górę nad marzeniami. Zakłada rodzinę i to ona jest jego życiem. Młodość, ambicja, chęć rozwoju i strach, o najbliższych. Rodzinne tragedie mieszają się z radością. Utarta rutyna z wojennymi zawieruchami.

„Pragnienie jest jak choroba, nie poddaje się argumentom, żyje własnym, niezależnym życiem.”

Opisana przez autorkę historia jest jakby nie z tego świata. To, co było wtedy totalnie różni się od tego, co jest dziś. Było biednie, prosto, nienowocześnie, ale rodzinnie. Czas płynął zupełnie inaczej… Nie to, co dziś. Teraz, co prawda też jest tylko praca i praca, zdarza się i bieda z tym, że w ludziach jest jakby mniej ciepła, człowieczeństwa i jakby wygasła potrzeba drugiego człowieka. Wieczorne rozmowy zastąpiły nowinki technologiczne, nie ma czasu na chwilę wytchnienia, na bliskość z drugim człowiekiem. Niby żyjemy razem, a jednak osobno. Kiedyś jedna izba, stół, świeca i rozmowy przy domowych czynnościach, czytanie gazet, książek i więź. Dziś każdy idzie w swoją stronę, pamięć i bliskich zastępuje komputer, tablet lub smartfon. Co zostanie po nas za sto lat? Kto opowie naszą historię następnym pokoleniom? Tablet? Komputer? A może robot?

Historia rodu Kuśmierczyków ma nam pokazać jak wtedy żyło się naszym rodakom, z czym przyszło im walczyć oraz ile musieli włożyć siły w swoją pracę, aby przeżyć i wyżywić dużą rodzinę. To także ewolucja, jaka stopniowo zachodziła w myśleniu chłopów. Trzeba było zaryzykować, aby coś osiągnąć, kupić nowe gatunki, nauczyć się jak nawozić, budować, wykorzystywać maszyny, a nawet wyjechać z całym dobytkiem by odmienić swój los. Lata z przeszłości mieszają się z wątkami teraźniejszymi, co pozwala nam złapać oddech przed kolejną podróżą w przeszłość. Jednak nigdy nie zostajemy w czasach współczesnych tak długo jak w przeszłości, która fascynuje i intryguje. Przyznam się, że życie ludzi żyjących w tamtych czasach mną wstrząsnęło oraz uświadomiło mi jak wiele się zmieniło na korzyść jak i również na niekorzyść człowieka.

Krystyna Januszewska z wykształcenia jest biologiem. Żyje intensywnie między światem codziennej rutyny a magią fabuły, którą kocha nad życie. Inspiracji i natchnienia szuka w codzienności. Zajęła się zawodowo pisarstwem po zdobyciu nagrody w pierwszej edycji konkursu „Twojego Stylu” na pamiętniki Polek (1998), debiutując opowiadaniem „Odwiedził mnie mój mąż” opublikowanym w zbiorze „Historie prawdziwe”. Wydała dotychczas kilka opowiadań i sześć powieści: „Przytulać kamienie” – wyróżnioną w konkursie na najlepszą polską powieść, „Niebo ma kolor zielony”, „Rozbitek@brzeg.p” – nominowaną do Nagrody Mediów Publicznych „Cogito”, „Ostatnia kwadra księżyca” oraz dla młodszych Czytelników: „Dolina Motyli” i „Trzy światy czyli Maryśka, Anioł i szalona Muneguita” – wyróżnioną w konkursie „Uwierz w siłę wyobraźni”. Od 2010 roku jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

„Nie ma już tamtych domów, ogrodów, czas unicestwił ślady narodzin, miejsca pochówku przysypał pyłem historii.[…] Nie da się odnaleźć śladów stóp odbitych w błocie, przedmiotów, których dotykali, ani odwiedzanych przez nich zakątków. Byli dla siebie ważni, dziś już nie ma znaczenia, czy byli szczęśliwi.[…] Istniejemy dotąd, dokąd sięga pamięć tych, którzy nas wspominają. Zatrą się imiona, nazwiska, twarze, fakty z życia pokryją się plamą pleśni. Nie poznamy do końca historii świata i trzeba się z tym pogodzić.”

„Dziedzictwo” to nie tylko lekcja historii. To także smaki i zapachy polskiej wsi. To beztroska dzieciństwa i groza wojennej zawieruchy. To ciepło rodzinnego ogniska i prostota. Czasy, do których przenosi nas autorka pokazują, że ciężką pracą i szacunkiem do ziemi można było osiągać wytyczone sobie cele. Prosty człowiek mógł marzyć i te marzenia realizować, oczywiście ryzyko wiązało się z konsekwencjami, ale nie każdy chciał stać w miejscu. Bohaterowie tej książki są odważni i rozwojowi. Życie samo w sobie było ryzykiem, szczęście było chwilą ulotną, a łzy płynącą goryczą. W powieści Krystyny Januszewskiej znajdziecie łzy, śmierć, szczęście i trudy codzienności. Nie zabraknie melancholii i przemyśleń. Książka jest niezwykle klimatyczna, a do tego napisana barwnym i plastycznym językiem, który uwielbiam. Losy bohaterów wciągają i czeka się z niecierpliwością na poznanie całej historii. Zawsze, gdy czytam tego typu książki zastanawiam się nad dziejami własnej rodziny. Być może kiedyś zdecyduję się dowiedzieć na ten temat więcej. Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić wszystkich do wybrania tej książki. Przyniesie Wam ona dużo refleksji i oderwie od codzienności. Ja do tej pory czuje ciepło i klimat panujący w tej powieści. Jeśli macie ochotę poznać losy i dziedzictwo tej rodziny to zapraszam do księgarni, gdzie jeszcze cieplutkie książki czekają na swoich właścicieli (17 listopada miała miejsce premiera!).

„Dopóki krew pulsuje w skroni, jestem, a potem znikam.”

Za ebooka dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Polacy nie gęsi

wtorek, 17 listopada 2015

Po bandzie, czyli jak napisać potencjalny bestseller - Jakub Winiarski, Jolanta Rawska

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 24 września 2015
liczba stron: 608

"Ważne, żebyś poszukiwał rozwiązań, nie pozwalając zardzewieć umysłowi"

Zapewne wielu z Was nie jeden raz zastanawiało się nad pisaniem. Chcieliście stworzyć super historię, która porwie czytelników, a Wam da satysfakcję. Pisząc o czytelnikach, nie od razu mam na myśli jakieś szerokie grono, myślałam na początku o znajomych i rodzinie (Tylko czy oni są aż takimi dobrymi krytykami? Czy powiedzą prawdę?) jak nie rodzina to społeczność internetowa – ktoś na temat naszego dzieła na pewno coś powie. Problem pojawia się wtedy, gdy chcecie się za pisanie zabrać, a nie wiecie, z której strony temat ugryźć, aby było dobrze. Dlatego moja dzisiejsza recenzja powinna Was moi mili zainteresować.

„Po bandzie czyli jak napisać potencjalny bestseller” autorstwa Jakuba Winiarskiego i Jolanty Rawskiej to taka encyklopedia dla chcących pisać. Jest to po prostu poradnik dla początkujących, średnio-zaawansowanych jak i tych, którzy są już na ścieżce z napisem „ZAAWANSOWANI”. Nie oszukujmy się, pomoc zawsze się przydaje! Czy pisania można się nauczyć? To pytanie, które gdzieś tam się przewija w sieci, w poradnikach, a nawet w ludzkim umyśle (i jak się domyślacie nie chodzi o naukę zlepiania słowa pisanego w wyraz czy zdanie). Jedni twierdzą, że albo ma się talent, albo nie. Jak znaleźć temat? To kolejne pytanie, na które łatwo natrafić. Tutaj pada np. odpowiedź, że albo ktoś pisze bo ma temat od razu, albo nie powinien się za to w ogóle zabierać. Ja uważam, że warto próbować pisać, skoro ktoś ma taką potrzebę niech piszę. Dzięki temu sprawdzamy swoje możliwości i żyjemy kreatywnie. Jeśli uda się nam coś napisać to możemy odczuwać satysfakcję. Nawet, jeśli będziemy tylko pisać do przysłowiowej szuflady to i tak warto, bo robimy to, co lubimy. Co zaś z tematami? Czasem trzeba uchwycić odpowiedni – gdzie? – gazety, internet, telewizja czy choćby na ulicy. Tak podpowiadają nam autorzy książek np. Katarzyna Bonda, a skoro oni są dobrzy w tym, co robią to muszą dobrze podpowiadać. Proste. Wróćmy jednak do opasłego tomiska, które ma nas nauczyć jak stworzyć bestseller. Książka zawiera dużo informacji. Są zadania, przykłady oraz artykuły. „Po bandzie…” zostało podzielone na cztery części, w których znajdziemy mnóstwo rozdziałów z ważnymi zagadnieniami. Czytając dowiecie się jak zacząć, czyli jak wyrobić w sobie nawyk pisania. Dowiecie się również jak stworzyć fabułę, prowadzić narrację, jak ożywić ciekawych bohaterów, a także jak unikać pisarskiej blokady i jak z tym walczyć. Chcecie wiedzieć jak i dlaczego:

- napisać scenę erotyczną, jak zabrać się za kryminał czy po prostu rozbawić czytelnika
- ułożyć płynne i żywe dialogi
- określić swój cel
- poznać trochę faktów o języku
- tworzyć dekoracje
- powstają krótkie formy literackie: opowiadania, short stroy, nowela
- jak pisać o sobie, czyli słów kilka o wspomnieniach i autobiografiach
- wybór miejsca akcji jest kluczowy dla powieści

To są tylko niektóre zagadnienia, w które możecie się zagłębić podczas lektury. Oczywiście jest ich więcej i wszystkie są szczegółowo omówione i pokazane na przykładach. Podoba mi się to, że bierzemy tutaj na warsztat znane dzieła i ich autorów. Rozpatrzymy kwestię intrygi w opowiadaniach o Holmesie, zajrzymy do powieści Agaty Christie, czy opowiadań Alice Munro (a także wielu innych autorów, których nie będę wymieniała).

Słów kilka o autorach: Jakub Winiarski to chyba najskuteczniejszy polski nauczyciel pisania, jego „uczniowie” to min. Dorota Ponińska, Nikodem Pałasz, Sandra Stawińska, Marta Zaborowska, Katarzyna Kołczewska oraz Iwona Grodzka – Górnik. Są to osoby, które zaistniały już na rynku wydawniczym. Od 2010 do 2013 roku był redaktorem naczelnym „Nowej fantastyki”. Szkoli głównie w Pasji Pisania oraz IBL, a gościnie także w innych miejscach. Jakuba Winiarskiego znajdziecie również na FB, gdzie ma grupę Jak minął twój pisarski tydzień?, w ramach, której prowadzi bezpłatne warsztaty z cyklu Warsztat Pisarza. Poza nauczaniem… poeta, prozaik oraz krytyk literacki. Opublikował pięć książek w tym dwie powieści - Loquela i Kronika widzeń złudnych, oraz trzy poetyckie – Obiektyw, Przenikanie darów, Piosenki starego serca. Strona autorska: www.literaturajestsexy.pl. Jolanta Rawska od 1988 roku mieszka w Niemczech. Dusza poetycka z zawodu zaś prawnik. Piszę opowiadania i wiersze. Kreatywnym pisaniem interesuje się od dawna, ponadto jest autorką powieści Saskia.

„Po bandzie czyli jak stworzyć potencjalny bestseller” to konkretny poradnik, kurs pisania oraz encyklopedia wiedzy pisarza – wszystko naraz i każde z osobna. Czytając wyobraźcie sobie, że jesteście na takim kursie u Jakuba Winiarskiego i Jolanty Rawskiej, dozujcie sobie informacje, wykonujcie ćwiczenia i nie zniechęcajcie się nadmiarem informacji. Z tej książki możecie czerpać wiedzę nie tylko na temat tworzenia dzieła i wszystkim tym, co się z nim wiąże. Macie także okazję „zaglądać” sławnym pisarzom przez ramię, ale też zakosztować wiedzy na temat wydania swojego dzieła. Znajdziecie tutaj rozmowy ze specjalistką od prawa autorskiego, agentką literacką, a także redaktorką wydawnictwa. Dowiecie się, na co zwrócić uwagę i co jest dla pisarza korzystne. Takich poradników na rynku pojawia się coraz więcej, myślę, że one są dla siebie nawzajem uzupełnieniem, gdyż w każdym można znaleźć coś dla siebie. Ja sama myślę od jakiegoś czasu o pisaniu, więc ta tematyka jak najbardziej mnie fascynuje. Ze wspólnego działa Jakuba Winiarskiego i Jolanty Rawskiej dowiedziałam się wiele cennych informacji, do których z czasem będę wracała. Cieszę się niezmiernie, że poszerzyłam swoją wiedzę także w zakresie krótkich form literackich, jakim są opowiadania, gdyż to one mnie interesują najbardziej i na nich chciałabym się skupić (kiedyś). Jeśli naprawdę chcecie pisać to polecam, gdyż książka jest naprawdę dobra i przepełniona informacjami, które okażą się przydane podczas tworzenia własnego dzieła. Chcecie napisać bestseler? W takim razie do roboty!

Za możliwość zapoznania się z poradnikiem dziękuję wydawnictwu Prószyński i Ska

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Polacy nie gęsi

sobota, 14 listopada 2015

Śmierć frajerom. Złota maska - Grzegorz Kalinowski


cykl: Śmierć frajerom (tom 2)
wydawnictwo: Muza
liczba stron: 600
PREMIERA: 18 listopada 2015

„Czasem fajnie mieć jakąś tajemnicę.”

O tajemnicach i to tych, które powinno się dobrze ukryć wie doskonale mój literacki kompan –Heniek Wcisło i jego przyjaciele. Po raz kolejny mam okazję przeżywać przygody w towarzystwie tego młodego człowieka i to za sprawą książki, która swoją premierę będzie miała 18 listopada. „Śmierć frajerom. Złota maska” to drugi już tom z udziałem Heńka i ziomków z ferajny. Pierwsza część zasługiwała na uznanie i oceniłam ją, jako ciężki kaliber, który był dla mnie czymś nowym. Wprowadził mnie do zupełnie innego świata, który totalnie różni się od dzisiejszego. Co mnie spotkało podczas lektury kolejnej części?
Heniek Wcisło, najbardziej utalentowany warszawski kasiarz, powraca. Jest zakochany i szczęśliwy. Postanawia rozpocząć uczciwe życie, marzy o przyszłości z piękną Lodzią. Ale los ma wobec niego inne plany. Jakie? Czy wszystko ułoży się po myśli młodego mężczyzny?
Spotkało mnie niejedno. Razem z Heńkiem staramy się wieść zwyczajne życie, a przy tym ukrywać naszą przeszłość przed stróżami prawa. Niestety jeden z ambitnych i ogarniętych zazdrością śledczy depcze nam po piętach i to całkiem prywatnie. Oczywiście w międzyczasie dzieje się wiele różnych rzeczy. Razem z naszym kompanem zwiedzimy Zakopane oraz Poznań. Jedno i drugie było dla mnie przyjemnym przeżyciem, gdyż do stolicy wielkopolski mam rzut beretem i miło było odwiedzić tę metropolię w roku 1927 i przekonać się jak smakowały mu tradycyjne pyry z gzikiem. Jeśli zaś chodzi o Zakopane to mam w pamięci miłe chwile, które tam spędziłam i dzięki lekturze znów poczułam panujący tam klimat, poczułam narkotyczne działanie „zakopianiny” oraz ujrzałam niezapomniane widoki. Jeśli doliczyć do tego dreszczyk emocji i udane towarzystwo, które potrafi ubawić, a już szczególnie Witkacy i jego akcja z bąkiem – ale o tym ciii – to już jest super. Wracając jednak do Warszawy… Czeka nas tutaj historia miłosna, którą można by podpisać pod mezalians ubrany w zwiewne szaty korepetycji z fizyki. Spacerując nocą natkniemy się w parku Ujazdowskim na niesamowity koncert japońskich grajków, którzy zaczarują chwilę i tym jednym występem zapiszą swą obecność w tej historii. Czytając zobaczymy jak rozkwitała Warszawa, Poznań, a nawet Gdańsk. Przekonacie się, do czego może doprowadzić chęć zysku, zemsty, czy przerost ambicji. Będziecie podziwiać spryt, jakim posługują się wielcy świata przestępczego. Poznacie naszą wersję Holmesa i jego kompana Watsona. Weźmiecie udział w dziwnym wydarzeniu, które jest mieszanką spotkania spirytystycznego, sekty i orgii seksualnej.


„Wydawało się, że sukcesy w miłości i futbolowym teamie łączy bardzo wiele. I tu, i tam zawsze jest szansa, że człowiek z rezerwy może się kiedyś na coś przydać.”

Tytułowa złota maska to legenda, która co kilka lat odradza się i ma związek z zamkiem w Niedzicy. Dotyczy ona inkaskiej księżniczki, jej syna i owej złotej maski, która jest tutaj motywem przewodnim. Żałuję tylko, że jest trochę za mało rozwinięta. Praktycznie widzimy (oczami wyobraźni) migawkę, która pojawia nam się od czasu do czasu, a konkretnie podczas rozpoczynania każdej nowej części książki. Tych części jest siedem, czyli XXXV rozdziałów plus epilog, który wyzwala w czytelniku pewną melancholię, świeżość, oddech i zarazem ciekawość… Cała historia jest kontynuacją „Śmierci frajerów” i napisana jest w podobny sposób. Znajdziemy tutaj język, którym operowano w tamtych czasach, gwary, a także rosyjskie i francuskie zwroty. Jeśli zaś chodzi o bohaterów, to spotkamy znanych nam już ziomków z poprzednich akcji, takich jak Tata Tasiemka, Szpicbródka, Julek Beniowski, Mieciu Kosiorek, Wlazłę oraz rodzinę Heńka. Poznamy też nowe postacie takie jak: japończyk Murakami, Jędrusia przewodnika i innych. Wszystkich nie będę wymieniała, bo zrobi się z tego niezła lista, powiem tyle, każda postać ma swój charakter, każda ma swoje tajemnice, wady i zalety. Niektóre potrafią naprawdę nieźle irytować, szczególnie, jeśli ktoś – tak jak ja- polubił Heńka. Co znajdziecie prócz gwary, ciekawych postaci i wydarzeń? Listy, zapiski z dzienników, teksty piosenek oraz haiku.


„Śmierć frajerom. Złota maska.” to historia, która zabierze czytelnika na masońskie salony międzywojennej Warszawy. Miasta, w którym bogactwo mieszało się z ubóstwem, a ludzie prawi z tymi spod ciemnej gwiazdy. Grzegorz Kalinowski w swojej książce naświetlił czytelnikowi kulisy przewrotu majowego oraz zabrał w podróż książkowym wehikułem czasu. Stworzył historię, która wciąga, fascynuje i ożywa w wyobraźni czytelnika. Czytając zakosztujemy miłości, goryczy rodzinnych tragedii, polityki, moralności, tajemnic, przekrętów i emocji związanych z futbolem. Jest to powieść, w której fikcja miesza się z faktami – zarówno, jeśli chodzi o wydarzenia jak i postacie. Pierwsza część wprowadziła mnie do zupełnie innego świata – mafii w naszym wydaniu. Druga zaintrygowała jeszcze bardziej. Wiedziałam już, czego mogę się spodziewać i łatwiej było mi wniknąć do Warszawy tamtej epoki. Fabuła jest intersująca i potrafi trzymać w napięciu. A Heniek? Cóż, to mój dobry kumpel, kompan, towarzysz… kibicowałam mu jak nikomu. To facet z ferajny, który ma swój honor, odwagę i dobre serce. W tej części poznałam jeszcze bliżej bohaterów i już jestem ciekawa kolejnej części, „Śmierć frajerom. Tajemnica skarbu Al. Capone.” Coś czuje, że w następnej książce będzie jeszcze ciekawiej i tym razem zakosztuję mafii w zupełnie innym wydaniu. Już nie mogę się doczekać. Nie spodziewałam się, że książki tego typu aż tak mogą mnie zaintrygować. Oczywiście domyślam się, że nie każdy się skusi na tą sagę. Zdaje sobie sprawę, że to nie są książki, które zafascynują miłośników zupełnie innych gatunków, ale jeśli ktoś lubi literaturę tego typu, lub zwyczajnie chce zakosztować Heńkowego eksperymentu to polecam! Nadal twierdzę, że książki Grzegorza Kalinowskiego to mocny kaliber, który potrafi zszokować.


„Nagle pojąłem, że życie
jest jak płatek śniegu
wraz z nimi odejdę w przeznaczenie”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Muza

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Polacy nie gęsi
Czytam opasłe tomiska

czwartek, 12 listopada 2015

Wiedziałam, że tak będzie! - Kasia Pisarska

wydawnictwo: Muza
liczba stron: 271
PREMIERA: 18 listopada 2015

„ […] co komu pisane, to nieważne, jak i kiedy, i gdzie – spełni się i tyle.”

No i stało się…Zarwałam noc na czytaniu! Przeczytałam całą książkę od deski do deski, co prawda rano miałam literackiego kaca, no ale cóż… Zapewne sami nie jeden raz mieliście podobnie, więc wiecie jakie to uczucie (zarówno kac jak i obłęd czytania). I teraz tylko pytanie… Czy książka była tak ciekawa czy dopadła mnie bezsenność? Zdecydowanie ten pierwszy wariant. Przyznam się szczerze, że książka Kasi Pisarskiej, „Wiedziałam, że tak będzie” – pozytywnie – mnie zaskoczyła. Sama nie wiem dlaczego, ale zabierałam się za nią sceptycznie nastawiona, być może spodziewałam się czegoś bardziej banalnego i trudnego do przełknięcia. A może to wina okładki, która przemawia do mnie tylko w połowie? Oczami wyobraźni widzę trochę inną scenerię, a już na pewno inny samochodzik. Hmm… cieszę się, że się pomyliłam, co do tej powieści.
Laura, kobieta, która właśnie znalazła się na życiowym zakręcie, nieoczekiwanie zdobywa majątek i wyrusza na włoską prowincję, gdzie odnajduje miłość i szczęście. W pięknej scenerii, ale też po kilku wpadkach godnych Bridget Jones, Laura pozna mężczyznę swojego życia i spełnią się jej marzenia o życiu jak w bajce.

Co byście zrobiły/ zrobili, gdyby się okazało, że od dziś jesteście mega bogaci? Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle jesteście milionerami! Ostatnio nawet odpowiadałam w jednym z tagów na pytanie dotyczące posiadania miliona. Tak naprawdę mając taką kwotę można zrobić wszystko. Spełnić swoje marzenia, wspomóc jakiś szczytny cel, zainwestować, a przy okazji należałoby się postarać aby nie dostać bzika. Tak sobie myślę, może moje rozterki przed tą powieścią wzięły się z obaw, co kobieta może wyczynić z taką ilością kasy. Nie, żebym nie wierzyła w naszą kobiecą inteligencje, potencjał itp., po prostu wszystko mogło się wydarzyć.

„Altruizm jest dobry, empatia konieczna, lecz naiwność połączona z jednym i drugim niewskazana.”

Mam małe zastrzeżenie co do opisu. Jest on trochę mylący i naprowadzający na inne tory. Mianowicie historia opowiada o dwóch kobietach, a nie tylko jednej. Obie na swój sposób stoją na zakręcie i potrzebują cudu, szczęścia, świeżości i kopa od losu. No i stało się! Okazało się, że mają kupę forsy i mogą robić ze swoim życiem co chcą, najpierw jednak trzeba odwiedzić Włochy i odebrać ten szmal. Oczywiście wyprawa jest barwna, szalona, romantyczna i niezwykła. Poznają cudownych ludzi, którzy są bardzo gościnni. Zwiedzają piękne miejsca i wpadają na pomysł jak zainwestować swoje pieniądze. Autorka zaraziła mnie Italią. Czytając nie tylko widziałam te widoki, nie tylko zaprzyjaźniałam się ze staruszkami, nie podziwiałam knajpek, ale także moje zmysły szalały! Mój nosek wyczuwał aromaty dań, a usta smakowały serwowanych potraw – niestety tylko w wyobraźni. I w tym momencie autorka już mnie miała. Uwielbiam książki, które chłonę wszystkimi zmysłami. I od których nie mogę się dosłownie oderwać.

Nie mam do czego się przyczepić, jeśli chodzi o wykonanie. Fabuła jest ciekawa, akcja toczy się dynamicznie i ani na moment nie ciąży nam nuda. Od pierwszej strony wiedziałam już, że książka mi się spodoba, poczułam ten luzacki klimacik. Nie powiedziałabym, że wygranie takiej kasy jest realne i wszystko jest aż tak proste jak w książce, ale literatura ma odrywać od zawiłych problemów codzienności, a już na pewno tak pozytywna jak ta, więc trochę sielanki nie zaszkodzi. Bohaterowie są pozytywni, są kołem napędowym całej tej historii i od razu można ich polubić. Nie wiemy za dużo na temat ich przeszłości, charakterów i wad – oczywiście z wyjątkiem Laury i jej przyjaciółki Weroniki, one są zdecydowanie bliższe czytelnikowi.

„Ponoć nie można być szczęśliwym warunkowo, czyli zakładając, że do szczęścia potrzeba tego czy tamtego, bo wtedy takie szczęście nigdy nie nadchodzi. Należy się nauczyć być szczęśliwym, mając to, co się ma.”

Kasia Pisarska to niepoprawna optymistka z poczuciem humoru, kocha podróże, gotowanie, pisanie oraz zwierzęta. Mówi o sobie „zwierzolub” lub „psiolog” , kilka lat temu adoptowała psiaka ze schroniska i od tego czasu jej życie się zmieniło. Jest aktywna społecznie, inicjuje takie akcje jak: Miasto Misek, Weź mnie, Pocker the Polish DOGtrotter. Jest autorką programów telewizyjnych, kamery się nie lęka, czuje się świetnie przed kamerą jak i za nią.

„Wiedziałam, że tak będzie” to recepta na ciekawe życie z mega kasą. To także opowieść o przyjaźni, miłości i szacunku również dla zwierząt. Autorka pokazuje brutalną prawdę o porzuconych zwierzętach i apeluje, aby adoptować psiaki mieszkające w schroniskach. One również mają prawo do miłości, akceptacji i szczęścia. A co ważne taki psiak może to szczęście dać swojemu właścicielowi. Czasem wystarczy tak niewiele, aby powstało coś dobrego, trwałego i zmieniającego życie. To optymistyczna opowieść, która nie tylko bawi, ale również uczy cieszyć się życiem. Fabuła jest zabawna, lekka i przyjemna. To bajka i komedia w jednym… Szczypta niesamowitego klimatu, magicznych miejsc, do tego nuta romantyzmu, zazdrości, szacunku i tak jak wspomniałam przyjaźni. Kasia Pisarska na stronice swojej powieści przelała swój optymizm, poczucie humoru, dystans i miłość do psów. Jestem bardzo mile zaskoczona tym, co przeżyłam podczas czytania tej lektury, potrzebowałam dużej dawki takiej mieszanki dobrej energii. Jesień już przeobraża się w odcienie szarości, więc aby codzienność nabrała barw polecam książkę Kasi Pisarskiej. Premiera już 18 listopada, więc apeluję do kobiet – róbcie sztorm na księgarnie!

„Pieniądze dają szczęście, jeśli mamy się nimi z kim dzielić.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Muza

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Polacy nie gęsi

wtorek, 10 listopada 2015

Kasacja - Remigiusz Mróz


cykl: Joanna Chyłka (tom 1)
wydawnictwo: Czwarta Strona
data wydania: 18 lutego 2015
liczba stron: 496

„Gdy Bóg stworzył świat i w pewnym momencie zechciał, by przestępcy mieli jeszcze szansę na lepsze życie, ulepił z gliny prokuratora. Kiedy zmienił zdanie i stwierdził, że powinni ponieść srogą karę, wymyślił dziennikarza śledczego.”

Po raz kolejny wylądowałam w świecie prawników. Świecie, który na pierwszy rzut oka jest elegancki i taki „sprawiedliwy”, jednak pod tą otoczką jest coś zupełnie innego. W podróż po meandrach sprawiedliwości zabrał mnie Remigiusz Mróz, autor znanej wszystkim „Kasacji”. Jest to książka, która wśród czytelników zbiera wysokie noty. Przyznam się, że na mojej półce znalazła się już jakiś czas temu, a przeczytanie jej odkładałam ciągle na później. Zaintrygowana opiniami innych czytelników liczyłam na ciekawą lekturę, jednak chciałam poczekać, aby w odpowiednim czasie móc się nią w spokoju delektować. Taki moment właśnie nastąpił i od samego początku zostałam rzucona na głęboką wodę prawniczej korporacji. Zastanawiam się, w jakim kierunku ma podążać moja recenzja, jak tu ubrać w słowa mój zachwyt?! Na dobrą sprawę mogłabym wszystko zmieścić w jednym zdaniu…
Syn biznesmena zostaje oskarżony o zabicie dwóch osób. Sprawa wydaje się oczywista. Potencjalny winowajca spędza bowiem 10 dni zamknięty w swoim mieszkaniu w towarzystwie ciał zamordowanych osób. Sprawę prowadzi Joanna Chyłka, pracująca dla bezwzględnej, warszawskiej korporacji. Nieprzebierająca w środkach prawniczka, która zrobi wszystko, by odnieść zwycięstwo w batalii sądowej. Pomaga jej młody, zafascynowany przełożoną, aplikant Kordian Oryński. Czy jednak wspólnie zdołają doprowadzić sprawę do szczęśliwego finału? Tymczasem ich klient zdaje się prowadzić własną grę, której reguły zna tylko on sam. Nie przyznaje się do winy, ale też nie zaprzecza, że jest mordercą. Dwoje prawników zostaje wciągniętych w wir manipulacji, który sięga dalej, niż mogliby przypuszczać.
„Ta książka to jazda bez trzymanki! Sam zdecyduj, czy w to wchodzisz.”
Katarzyna Bonda

Odnosząc się do wypowiedzi Katarzyny Bondy, która znajduje się na okładce, zdecydowałam. Wchodzę w to! Innej opcji nie ma, książka kusiła mnie od tak dawna, że już nie mogłam się oprzeć. A skoro jest tak ciekawie, jak wszyscy twierdzą to musiałabym być, głupia, żeby nie przekonać się o tym na własnej skórze. Od momentu, w którym stanęłam na warszawskim chodniku, przed biurowcem Skylight, w którym mieści się kancelaria prawna Żelazny&McVay wiedziałam, że godziny spędzone z tą książką na pewno nie będą stracone. I nie myliłam się. Autor w swojej książce stworzył świat utkany z intryg, bezwzględny i cuchnący manipulacjami na kilometr. Świat pozorów, w którym trzeba stoczyć niejeden bój… z prokuratorami, z kruczkami prawnymi, z typami spod ciemnej gwiazdy i własnym strachem. Ten świat jest niebezpieczny, ale również nieziemsko intrygujący! To jedna wielka zagadka. To puzzle, które układamy bez obrazka na pudełku. A może bardziej trafne było by tutaj porównanie do zabawy w kotka i myszkę, w której uczestniczą bohaterowie tej książki a czytelnik wraz z nimi.

Na początku kupiła mnie okładka. W drugiej kolejności bohaterowie. Następnie fabuła, która została wymyślona i dopracowana ze smakiem. Lawirujemy w świecie prawa, poznajemy przepisy, uczestniczymy w rozprawach, jednak nie odczuwamy zniechęcenia, nudy, irytacji, czy zmęczenia prawniczym tematem. Akcja toczy się płynnie, napięcie rośnie, pojawiają się nowe fakty, a nasz klient jest jedną wielką zagadką i sprzecznością. Facet budzi emocje, jest tajemniczy do samego końca – mocny zawodnik i tyle. Czytelnik bierze udział w grze pozorów, która nie jest ani trochę przewidywalna, co jest niewątpliwym plusem tej książki. Kolejnym atutem są postacie, a szczególnie damsko – męski duet, który jest wręcz rozbrajający. Są tak naturalni, barwni, charakterystyczni i oryginalni, że nie można ich nie polubić od samego początku. Chyłka to babka z charakterem, która nokautuje ciętą ripostą. Nie przebiera ani w słowach ani w czynach. Niewątpliwie odważna kobieta, która zna swoją wartość. Mentorka, która ma nauczyć swojego podwładnego sztuki prawniczej. A tym młodzikiem jest Kordian, który dopiero rozpoczyna swoją karierę. Na początku Joanna Chyłka go przytłacza, z czasem jednak tworzą zgrany duet. Jedno dla drugiego jest w stanie skoczyć w ogień, co tylko rozpędza machinę barwnych dialogów i przytyków, jakie sobie prawią. Co do reszty postaci to jest to podział na tych dobrych i złych, a w międzyczasie jeszcze na takich neutralnych, którzy pojawiają się tylko chwilowo i mają nadać kierunek akcji.


„Sprawiedliwością jest przeżyć to, co uczyniło się innym.”
Arystoteles


„Kasacja” to nie tylko fascynująca lektura. To thriller, który równie mocno trzyma w napięciu jak te autorstwa Cobena. To dowód na to, że nasi autorzy potrafią stworzyć coś mocnego i charakterystycznego, a zarazem uzależniającego jak Ci z zagranicy. Ja jej nie przeczytałam, ja ją wręcz pochłonęłam i mam jeszcze mało! Czytając miałam wrażenie, że jestem cieniem głównych bohaterów. Czytelnik tak bardzo uczestniczy w akcji, że nawet ziewa wraz z bohaterami! Myślę, że nie da się przeczytać tej książki bez uśmiechu na ustach. Niby sprawa jest poważna, ale jest też dużo humoru, a dialogi wręcz powalają. Całość czyta się szybko i przyjemnie. Lekkość pióra porywa z nurtem wydarzeń, a historia potrafi zaskoczyć. Żargon prawniczy jest w granicach tolerancji dla zwykłego człowieka. Ma zaintrygować, dodać charakteru, ale nie przytłoczyć. To moja pierwsza książka autorstwa Remigiusza Mroza, ale już teraz wiem, że nie ostatnia. Długo nie wytrzymam też bez Chyłki i Zordona! Ciekawa jestem jak potoczą się losy tej dwójki, co wyniknie z napięcia, które ich wyraźnie otacza. Polecam wszystkim miłośnikom dobrej literatury, którzy szukają czegoś ciekawego i porywającego. Cóż mogę więcej dodać? Jestem zachwycona! Już, teraz, zaraz… muszę mieć kolejny tom! A najlepiej wszystkie książki autora!!!!

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Polacy nie gęsi

niedziela, 8 listopada 2015

Dziewczęta i kobiety - Alice Munro


wydawnictwo: W.A.B.
tłumaczenie: Paweł Łopatka
tytuł oryginału: Lives of Girls and Women
liczba stron: 350

„Miłość unika niewydepilowanych kobiet.”

Cytat ciekawy i może stać się tematem barwnej dyskusji w babskim gronie – i nie tylko – przyznam się, że od razu wpadł mi w oko i musiałam sobie go zaznaczyć. Jednak dzisiaj nie będzie recenzji poradnika o depilacji ani jej związku z miłością. Będzie natomiast słów kilka o kobietach. Konkretnie o jasnych i ciemnych stronach kobiecej duszy. Wszystko oczywiście za sprawą Alice Munro, która w interesujący sposób przedstawiła „portret” kobiecości w swojej książce, „Dziewczęta i kobiety”. Ta książka już od dłuższego czasu kusiła mnie ze swojego miejsca na półce, ja jednak świadomie po nią nie sięgałam. Mimo, że uwielbiam prozę tej autorki, chciałam znaleźć odpowiedni czas by znowu zaczytać się w jej książce i w sposób świadomy się nią delektować (miałam dwa tytuły do wybory jednak zdecydowałam się na ten).
Lata czterdzieste, kanadyjska prowincja. Pewna dziewczynka, później dziewczyna, mieszka na farmie swojego ojca, gdzie jej najczęstszymi towarzyszami są ekscentryczny przyjaciel rodziny i młodszy brat. Liczą się też kobiety: matka, krewne, przyjaciółka... Dzięki tym nauczycielom i nauczycielkom oraz własnym doświadczeniom z seksem, narodzinami i śmiercią bohaterka odkrywa jasne i mroczne strony kobiecości.
W tej książce nie spotkacie się ze zbiorem różnych opowiadań. Tutaj jest osiem migawek (opowiastek) z życia jednej dziewczynki, która z czasem na naszych oczach przeobraża się w młodą kobietę. To ona jest narratorką, wprowadza nas do swojego prywatnego świata i zdradza swoje sekrety. Razem z Del dorastamy i smakujemy otaczające ją życie. Dojrzewamy, uczymy się, przechodzimy kryzysy i zastanawiamy się nad aspektem wiary w Boga. Poszukujemy odpowiedzi na zakazane acz ciekawe tematy seksu. Zakochujemy się, pożądamy i doznajemy zawodów. Młoda dziewczyna przygląda się kobietom i je ocenia. Dzięki temu poznajemy zachowania, poglądy i wygląd kobiet. Oczywiście zapoznamy się też z rolą, jaką odgrywały w społeczeństwie.

Książki Alice Munro nie należą do łatwych, ani takich, które mają nas od razu porwać z nurtem. Przedstawiają postacie, które nie są idealne. Są za to ludzkie i mają swoje wady. To właśnie cenię sobie najbardziej w jej prozie, tą namacalność postaci. One żyją w świecie stworzonym z literek. Wpasowują się idealnie do klimatu i miejsca akcji. Mają swój charakter, swoją przeszłość, swoje ciało i swoją przyszłość. Po prostu są stworzone z precyzją. Nie są zwyczajnymi wydmuszkami ubranymi w imiona. Tak samo jest też z fabułą… Każde opowiadanie, każda historia, każdy fragment wydaje się być dopracowany, wszystko jest przemyślane i spójne. Czytając jej książki przenoszę się w to miejsce, które proponuje, odkrywam osobowości, miejsca i historie. Często zdarza mi się, że czytając jakiś fragment, mam przed oczami inną historię, widzę jakieś podobieństwo, mam wrażenie, że już coś podobnego czytałam. Nagle uświadamiam sobie, że jednak nie. I to na swój sposób jest rewelacyjne, gdyż w mojej pamięci odżywają wcześniej czytane opowieści i wiem, że mam je gdzieś w pamięci ukryte i nie są zapomniane.

„Co z tego, że czyta się Platona, kiedy brud w klozecie?”

Książki Alice Munro to wehikuły czasu. Wystarczy je otworzyć i nagle przenosimy się do nieznanego nam świata i do czasów, w których nie przyszło nam żyć. W przypadku tej książki są to lata czterdzieste i kanadyjska prowincja, której nie znamy z autopsji. Dzięki autorce mamy okazję przespacerować się uliczkami, a nawet podążać drogą na mokradła. Oczami wyobraźni widzimy domy, otaczającą nas przyrodę, poznajemy ludzi, czujemy zapachy małych kościółków. Mimo, że jej teksty nie obfitują w fajerwerki i pokazują zwyczajne życie to jednak mają w sobie coś intrygującego. Niektórym mogą się wydać nudne, gdyż wszystkie są na swój sposób podobne, jednak ja uważam, że w tej prostocie życia jest piękno. Jest to proza, którą należy się delektować, a bohaterów cenić za ich prawdziwość. Czytając uwielbiam odkrywać sekrety, skazy, zwyczajność stworzonych przez Alice Munro postaci. Autorka w swoich książkach porusza tematy dotyczące człowieka, jego życia, natury i więzi z innymi. „Dziewczęta i kobiety” przypominają mi „Za kogo ty się uważasz”. Była to pierwsza pozycja tej autorki, którą kupiłam i od której zaczęła się moja miłość do historii przez nią stworzonych. Z każdą kolejną przeczytaną książką utwierdzam się w przekonaniu, że jest to literatura na wysokim poziomie i na pewno wrócę do niej ponownie za jakiś czas.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Klucznik
Kiedyś przeczytam

piątek, 6 listopada 2015

Sekta egoistów - Éric-Emmanuel Schmitt


wydawnictwo: Znak Literanova
tłumaczenie: Łukasz Müller
tytuł oryginału: La secte des egoistes
data wydania: 2 listopada 2015
liczba stron: 208

„Egoizm -postawa charakteryzująca się nadmierną lub wyłączną miłością samego siebie, podporządkowaniem własnym potrzebom interesów innych ludzi, myśleniem wyłącznie o sobie i swoich korzyściach; egocentryzm, egotyzm, samolubstwo, sobkostwo, samolubność”

Po raz kolejny w moje ręce wpadła książka, jednego z moich ulubionych autorów, Erica –Emmanuela Schmitta. Tym razem padło na „Sektę egoistów”, jego pierwszą nieopublikowaną dotychczas książkę w Polsce. Podobno w swojej powieści autor stawia ciekawe, lecz filozoficzne pytanie dotyczące szczęścia poszczególnej jednostki, a więzi międzyludzkiej. Czyli ja i moje własne dobro kontra inni i wspólne zadowolenie. Dzisiejszą recenzję zaczęłam od pojęcia egoizmu, myślę, że każdy z nas doskonale wie, czym charakteryzuje się taka postawa i kim jest egoista, jednak stwierdziłam, że definicja pasuje tutaj idealnie, gdyż posłuży za tło do filozoficznych rozmyślań. W tych trzech linijkach zebrana jest esencja tematu tej książki. Moim skromnym zdaniem, każdy z nas ma w sobie coś z egoisty. Być może mamy gdzieś tam w środku takiego małego egoistę, który w pewnych momentach zabiera głos i zaczyna myśleć o sobie samym. Czy egoizm jest zły? W umiarze chyba nic nie jest do końca złe, jeśli jednak z czymś przesadzimy to wówczas już jest zupełnie odwrotnie. Mówiąc o małym egoiście mieszkającym w nas mam na myśli chwilowe skupienie się na własnych potrzebach, interesach i uczuciach, a nie nadmierną przesadę i samolubstwo.

„Ból jest po prostu pytaniem, które stawiam samemu sobie, żeby zmierzyć siłę swojego pragnienia: jeśli cierpienie mnie powstrzymuje, oznacza to, że właściwie wcale mi nie zależy na pożądanej rzeczy. Gdy jednak okazuje się ono jedynie drobną przeszkodą, wiem, że moje pragnienie jest silne, że jest głębokie. Ból jest poniekąd barometrem moich chęci.”
Kiedy Gérard natrafia w starej książce na wzmiankę o tajemniczym założycielu Sekty Egoistów, jest przekonany, że właśnie wpadł na trop niezwykłej zagadki. Kim byli owi Egoiści, którzy wierzyli, że każdy człowiek powinien skupić się tylko na poznaniu samego siebie? Kolejne ślady prowadzą Gérarda przez całą Europę, a początkowe niewinne zainteresowanie tematem szybko przeradza się w obsesję. Z dnia na dzień mężczyzna coraz bardziej zagłębia się w poszukiwania, ignorując wszystko i wszystkich. Jednak czy naprawdę można żyć tylko dla siebie, zapominając o innych?
„To, co nazywamy światem, jest sumą naszych doznań. Nie znamy samego świata, świata samego w sobie, każdy z nas ma natomiast świat odbierany zmysłami.”

„Sekta egoistów” nie jest opasłym tomiskiem, które zajmie dużo czasu. Można ją przeczytać w kilka godzin, co sama na sobie przetestowałam. Okładka jest mroczna, można nawet powiedzieć, że bardziej ponura. Przedstawia mężczyznę, który wydaje się skupiony na sobie i nie patrzy w oczy czytelnikowi. Jego ubiór wydaje mi się elegancki, choć zarazem chaotyczny. Tak widziałabym sobie młodego filozofa, który próbuje mnie przekonać do swojego spojrzenia na świat. Myślę, że można powiedzieć, że ukazuje podwójne oblicze człowieka – jasną i zarazem ciemną stronę osobowości każdego z nas. Co jeszcze widzę patrząc na okładkę? Schludność, prostotę i minimalizm, a twarda oprawa tylko dodaje charakteru całości.

„Odrobina tajemnicy ekscytuje, jej nadmiar otępia.”

W swojej powieści autor pokazuje jak szybko zainteresowanie danym tematem bądź osobą, może przerodzić się w obsesję. Główny bohater obsesyjnie próbuje znaleźć coś na temat Gasparda Languenhaerta, przystojnego młodzieńca, filozofa, który twierdził, że otaczający nas świat jest tylko doznaniem. Twierdził on nawet, że jego ciało jest niematerialne. Zafascynowany filozofią egoistyczną i zarazem twórcą tej idei zaczął zaniedbywać otaczające go obowiązki. Codzienność przestała istnieć, liczył się tylko filozof i ciągłe braki w wiedzy na jego temat. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest to opowieść, która ukazuje nie tylko obsesję, ale także pewnego rodzaju obłęd. Czytając zagłębiamy się w wywody filozoficzne na temat egzystencji, egoizmu, ale także religii. Będziemy balansować w czasoprzestrzeni oraz po bezdrożach umysłu i fantazji. To, co podoba mi się w tej książce to styl, jakim operuje autor, dobrze znany tym, którzy lubią spędzać czas przy jego książkach. Lekkość, prostota, a zarazem plastyczność, która pozwala na zabawę słowem. Przyznam się, że po lekturze mam lekki chaos w głowie. „Sekta egoistów” nie podbiła mojego serca tak bardzo jak choćby „Oskar i Pani Róża” czy „Odette i inne historie miłosne”, jednak przeczytałam ją z zainteresowaniem.

„Jakże nudna jest wieczność, gdy przenika czas…”

„Sekta egoistów” to książka, która porusza ciekawe i ponadczasowe tematy. Zakończenie sprowadza czytelnika na ziemię i pozwala mu się otrząsnąć z obłędu, obsesji i filozoficznego chaosu. Myślę, że całość jest udana i warta uwagi. Być może wnikliwy czytelnik zauważy różnice między tym dziełem, a tymi późniejszymi autora. Nie da się jedna nie zauważyć, że autor już w swojej pierwszej powieści pokazał swój talent. Myślę też, że wykazał się on nie lada odwagą łącząc opowieść z filozofią, a do tego sięgać po takie tematy. Na pewno jest to książka, do której warto wrócić po pewnym czasie, gdy zmienią się nasze poglądy, dojrzejemy albo sami staniemy się filozofami życia. Jeśli macie ochotę zakosztować trochę filozofii i poszukać odpowiedzi na postawione przez autora pytania to polecam gorąco. Takie książki, choć może wydają się dziwne, czy skomplikowane to jednak poruszają naszą wyobraźnię i szare komórki.

„Rany na duszy goją się wolniej niż rany na ciele.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

czwartek, 5 listopada 2015

Nominacje i TAGI


Korzystając z okazji, że recenzja "Sekty egoistów" E.E. Schmita pojawi się dopiero jutro, a ostatnio trochę nazbierało mi się nominacji oraz tagów do zrobienia, postanowiłam nadrobić zaległości :) Mam nadzieję, że na wszystkie udało mi się odpowiedzieć.


1. Jakie cechy powinien mieć twój idealny i najwspanialszy książkowy bohater?

Powinien być prawdziwy (i nie chodzi o to, żeby to była realna postać żyjąca obecnie lub w przeszłości). Powinna być namacalna, nieidealna, ludzka i inspirująca.

2. Czy uważasz, że nie-czytanie książek czyni kogoś mniej interesującą osobą?

Nie, w końcu każdy na swój sposób jest interesujący i ma swoje zainteresowania, które mogą być równie ciekawe jak czytanie. Osobowość jest pociągająca lub nie, w drugim człowieku a nie jego skłonność do czytania.

3. Jaka książka, ostatnimi czasy, wywołała u ciebie "palpitacje zachwytu"?

„Po prostu bądź” Magdaleny Witkiewicz.

4. Skąd inspiracja by pisać i dzielić się tym z innymi?

Pamiętam, że szukałam swojego miejsca w codzienności. Miałam wrażenie pustki i straconego czasu. Chciałam coś robić a najlepiej pisać. Pewnego dnia w internecie natrafiłam na blogi z recenzjami i mnie oświeciło. Po co skupiać się tylko na jakiś portalach skoro można mieć własnego bloga i być sobie „Szefem”!?

5. Kiedy zaczęłaś czytać książki? W jakim wieku? Kto był czynnikiem zapalnym twojego uzależnienia?

Kiedy zaczęłam? Dokładnie nie wiem. Pamiętam, że to moja kochana mama okazała się tym „czynnikiem zapalnym”, który wprowadził mnie w świat książek. Odkąd pamiętam zawsze czytała i widziałam ile przyjemności jej to sprawia. Zaczęła książki kupować również mnie a z czasem podbierałam je z maminej biblioteczki. A teraz mam już swoją ;p

6. Który gatunek jest twoi ulubionym i dlaczego?

Zasmakowałam w kryminałach, poza tym lubię powieści obyczajowe i opowiadania.

7. Bez czego nie potrafisz przeżyć? (odp.: "bez tlenu" nie jest odpowiedzią :))

Bez jedzenia, czytania i muzyki…i przytulania! ;)

8. Piszesz do poduszki? Skrywasz jakieś tajemnicze i nieujawnione teksty, które wyszły spod twojej ręki?

Kiedyś pisałam wiersze i je publikowałam na pewnym portalu. Obecnie zastanawiam się nad powrotem do pisania, ale nie do poezji. Jakieś tam bazgrołki już powstają.

Albo Albo Tag od Zaczytanej Susan

1. Wolisz czytać tylko trylogie czy tylko powieści jednotomowe?

Czytam zarówno książki jednotomowe jak i kilkutomowe.

2. Wolisz czytać tylko autorki czy tylko autorów?

Nie ograniczam się w ten sposób, czytam zarówno książki autorek jak i autorów, zarówno polskich jak i zagranicznych. Po co ograniczać się w czymś tak przyjemnym jak podróże po horyzontach wyobraźni w towarzystwie bohaterów.

3. Wolisz kupować książki tylko w Empiku czy na stronach internetowych?

Zdecydowanie księgarnie internetowe!

4. Wolisz, żeby wszystkie książki zostały zekranizowane czy przekształcone w serial?

A po co? Nie zawsze to co w wyobraźni jest rewelacyjne jest też takie na ekranie.

5. Wolisz czytać 5 stron dziennie, czy 5 książek tygodniowo?

Czasami czytam jedną książkę dziennie, a czasami tylko kilka stron dziennie, więc wypośrodkuję i powiem, że bywa różnie.

6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy autorem?

Chciałabym być autorką – takie tam moje marzenie. Jednak nie pogardziłabym również profesjonalnym recenzowaniem ;p

7. Wolisz czytać 20 swoich ulubionych książek w kółko czy tylko nowe książki?

Nowe książki, gdyż rzadko czytam powtórnie jakąś książkę, a jak już to jest to mega wyjątek. Chociaż myślę, że kiedyś wrócę do moich ulubionych.

8. Wolisz być bibliotekarką czy profesjonalnym sprzedawcą książek?

A to są profesjonalni sprzedawcy książek? Podobno często można spotkać tych bardzo nieprofesjonalnych. A tak na serio to sama nie wiem. Mogłabym być bibliotekarką.

9. Wolisz czytać tylko ulubiony typ literatury czy wszystko poza ulubionym typem literatury?

Nie ograniczam się tylko do jednego gatunku, czytam to co mnie zaintryguje. Mała odmiana odświeża i zwalcza monotonię.

10. Wolisz czytać tylko książki fizyczne czy ebooki?

Zdecydowanie preferuję książki papierowe, jednak zdarza mi się czytać również ebooki.

Lubimy czytać TAG od LILIANNY M. SCOTT

Jaka książka została ostatnio odznaczona, jako „przeczytana”?

Ostatnia odhaczona na liście to: „Pamiętam cię” autorstwa Yrsy Sigurdardóttir

Co ostatnio odznaczyłeś/aś jako „Chcę przeczytać”?

Trochę tych książkowych chciejek przybywa, ale ostatnia odznaczona to See Me Nicholasa Sparksa 

Co planujesz przeczytać, jako następne?

Jeszcze nie wiem… mam duży dylemat ;p

Czy masz swoją listę życzeń na lubimyczytać.pl?

Moja lista życzeń znajduje się w mojej główce;p 

Jaką książkę planujesz kupić, jako następną?

Trudno się zdecydować. Najchętniej kupiłabym wszystkie! ;)

Czy masz jakieś ulubione cytaty na lubimyczytać.pl?

Ulubionych cytatów mam bardzo dużo. Postaram się wybrać jeden… jeśli ktoś chce zobaczyć całą resztę, to zapraszam na mój profil;) „Chwile są cenne. Czasem z nami zostają, a czasami ulatują, ale wszystkie mają znaczenie. W jednej chwili możesz zmienić zdanie, uratować komuś życie albo się zakochać.” Cytat pochodzi z książki „Zakochać się” Ceceli Ahern.

Jacy są Twoi ulubieni autorzy na lubimyczytać.pl?

Moja lista z czasem się powiększa. Na dzień dzisiejszy znajdują się na niej: Magdalena Witkiewicz, Alice Munro, Johanna Lindsey, Becca Fitzpatrick, Katarzyna Grochola, Paulo Coelho, Agatha Christie, Cecelia Ahern, John Green, Olga Rudnicka, Eric-Emmanuel Schmitt, David Nicholls,  Fabio Volo, Nicholas Sparks,  Guillaume Musso, Arthur Conan Doyle

Czy jesteś w jakiś grupach na lubimyczytać.pl?

Nie. Jakoś się nie złożyło. ;)

LBA od Klaudii

1. Wolisz czytać na łonie natury czy w domu?

Zdecydowanie w domu.

2. Ulubiony autor/ autorka?

Ciężko wybrać, gdyż każdego autora/ autorkę cenię za coś innego. W gronie moich ulubieńców znajdziecie Magdalenę Witkiewicz, Alice Munro, Olgę Rudnicką, Erica – Emmanuela Schmitta oraz innych, których macie powyżej. Coś czuję, że do tego grona dojdzie Remigiusz Mróz i Katarzyna Bonda!

3. Owoce Vs Warzywa?

Warzywa.

4. Lody waniliowe czy czekoladowe?

Waniliowe. A najbardziej lubię śmietankowe i truskawkowe.

5. Film, czy książka?

Zdecydowanie książka, potem ewentualnie film. Ja ogólnie oglądam mało filmów czy seriali.

6. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?

Dobre pytanie. Myślę, że rodzina i zdrowie.

7. Jeśli byś stała się jakimś potworem, stworem (np. wilkołak, wampir) to czym, byś wolała zostać? 

Zdecydowanie wampirem. Lubię wampirki… są intrygujące, niebezpieczne, mroczne i tajemnicze na swój sposób.

8. Wolisz czytać książki kilkakrotnie czy za każdym razem nowe?

Bardzo rzadko czytam powtórnie tę samą książkę. Wolę poznawać nowe historie.

9. Jakiego języka chciałabyś się nauczyć?

Francuskiego. Co prawda kiedyś się go uczyłam, ale chętnie odświeżyłabym pamięć.

10. Masz autograf od sławnej osoby? Jeśli tak, to od kogo?

Mam i wszystkie są od pisarzy: Remigiusza Mroza, Katarzyny Bondy, Olgi Rudnickiej, Ceceli Ahern oaz Arkadego Fiedlera.

11. Jaką książkę czytasz aktualnie?

„Dziewczęta i kobiety” Alice Munro, a także „Kasacje” Remigiusza Mroza ;)


1. Jaki dar chciałabyś posiadać?

Dar uzdrawiania.

2. Gdybyś wygrała milion, co byś zrobiła?

Pomysłów mam dużo. Wybudowałabym sobie drewniany domek pod lasem, wybudowałabym stajnie, zabrała psiaka ze schroniska i zaczęła pisać. Mogłabym wesprzeć jakiś szczytny cel. Albo założyć swoje wydawnictwo, lub otworzyć księgarnię z duszą. Nie zabrakło by podróży do Paryża i kilku innych miejsc. Tak naprawdę można zacząć myśleć, gdy ten milion się ma. Wtedy najczęściej dostaje się małpiego rozumu. Mając milion można zrobić wiele… ;)

3.Ulubiony cytat?

„ Jeśli ktoś podetnie ci skrzydła, leć dalej, jak czarownica na miotle. Jeżeli ktoś ukradnie miotłę, na drzwiach od szopy też się wzniesiesz. Tylko nie bój się i rób swoje!”

4. Co robisz dla przyrody w swoim życiu/ domu?

Segreguję śmieci ;p

5. Posiadasz jakieś nie do końca logiczne fobie/ przyzwyczajenia?

Zawsze dwa razy czytam ostatnią stronę książki. ;p

7. Czy kiedykolwiek byłaś czymś zafascynowana w przeszłości co uważasz za błąd?

Myślę, że dorosłością. Będąc dzieckiem (nastolatką) bardzo chciałam być dorosła. Chciałam iść do pracy i robić po swojemu. A teraz najchętniej cofnęłabym się w czasie. Nie doceniałam bezpiecznego dzieciństwa, ulotnych momentów i beztroski. Ta odpowiedź należy traktować z przymrużeniem oka, gdyż życia samego w sobie nie uważam za błąd. Po prostu błędem jest pragnienie dorosłości, już, teraz, zaraz… Po co? Nie lepiej cieszyć się wolnością i dziecięcą naiwnością? Nic innego mi do głowy teraz nie przychodzi.

8. Co Twoim zdaniem może przynieść większy sukces – ciężka praca czy sukces?

Obie rzeczy mogą dać sukces. Trudno je zmierzyć. Jednym większy sukces przynosi szczęście a innym ciężka praca. Los bywa przewrotny. Ważne jest to, żeby nie czekać na to szczęście, bo można się nigdy nie doczekać. Lepiej ciężko pracować i wiedzieć, że zrobiło się wszystko, aby na sukces zapracować.

9. Czy masz w życiu jakiś cel (podróż, praca, dyplom), do którego dążysz? Jaki to cel i jak Ci idzie? 

Takich celów, kilka by się znalazło. Na razie jednak odkładam moje cele na później. Nie pochwalam tego, ale dni uciekają mi tak szybko, że nie mogę się w pełni skupić na tym czego aż tak pragnę. Jaki mam cel? Chciałabym napisać własną książkę – zbiór opowiadań. Chciałabym nauczyć się jazdy konnej. Pojechać do Paryża. Na razie wszystko stoi w miejscu.

10. Czy nominacja do LBA ma dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie?

Już tyle razy byłam nominowana do LBA, że już do tego przywykłam. Jest to na pewno miłe i w pewien sposób jednoczy z resztą „wspólnoty” blogerów.

11. Czy bardziej cenisz „elegancką prostotę”, czy też wolisz blogi z dużą ilością grafik i muzyką? 

Liczy się treść… Ja osobiście cenię sobie „elegancką prostotę” co chyba widać po moim blogu. Każdy ma inny gust i robi po swojemu. ;)

Tolkienowski Tag Książkowy od Magii Słowa.

Tolkien. Nazwisko znane. Ekranizacje obejrzane. Jednak żadna książka nie przeczytana. Wiem, wstyd. Cóż, wszystko przede mną. A teraz jakoś muszę sobie poradzić z odpowiedziami.

1. Drużyna Pierścienia, czyli ulubiona książkowa paczka przyjaciół.

Oczywiście Harry, Ron i Hermiona ;)

2. Pierścień, czyli ulubiona książka o władzy.

Moja pierwsza myśl – „Czerwona królowa” i przy niej zostanę.

3 Bilbo Baggins – Włamywacz, czyli książka, która nieoczekiwanie wkradła się do mojego serca.

„Afgańska perła” oraz „Zwilczona” – nie spodziewałam się, że aż tak na mnie wpłyną. Ale pozycji, które uwielbiam jest oczywiście więcej…w tym „Po prostu bądź”, ale to już było oczekiwane wtargnięcie do mojego serca ;p

4. Nazgul, czyli książka, która wzbudziła we mnie strach.

Dobre pytanie jednak jest kilka odcieni strachu. Jeśli chodzi o strach przed utratą kogoś bliskiego to „Po prostu bądź” Magdaleny Witkiewicz. Jeśli natomiast chodzi o dreszczyk grozy to „Niechciani” oraz „Pamiętam cię” autorstwa Yrsy Sigurdardóttir. Myślę, że do tego może pasować także „Stigmata” Beatrix Gurian, gdyż była klimatyczna i wywoływała dreszczyk.

5. Sam Gamgee, czyli bohater, który mógłby zostać moim przyjacielem.

Ja to bym chciała przyjaźnić się z Holmesem i Watsonem ;p Poza tym wybieram Cristine z książki „Nie tacy oni straszni”. Myślę, że jakbym tak przeanalizowała wszystkie książki to moja lista byłaby dłuższa i to o wiele ;p

6. Eowina i Faramir, czyli ulubiona książkowa para.

Takich par znalazłoby się kilka ja jednak postawię na Emily i Gavin z książki „Colide” i "Pulse"

7. Sauron, czyli znienawidzona książkowa postać.

Są postacie, które mnie wkurzają i irytują, ale żeby były takie których nienawidzę? Sama nie wiem…

8.. Gandalf, czyli ulubiony pisarz – czarodziej.

Magdalena Witkiewicz! Czaruje słowami jak mało kto… w jednej sekundzie przenoszę się do innego świata i nie mogę się oderwać tak długo aż nie skończę!

9. Gollum, czyli bohater książki, któremu współczuję.

Desiree z cieniutkiej książeczki, ale totalnie wzruszającej – „Desiree czyli czas próby”.

10. Hobbiton, czyli moja książkowa ojczyzna.

Nie odkryłam jeszcze mojej książkowej ojczyzny…