czwartek, 3 grudnia 2015

Klin - Joanna Chmielewska


wydawnictwo: Olesiejuk
data wydania: 2014
liczba stron: 240

„Doprawdy, niecodzienny galimatias!”

Było już dobrze po północy, sen nie chciał nadejść, a ja nie miałam zamiaru gapić się w biały sufit ani tym bardziej liczyć stada baranów. Jedyne rozwiązanie to dobra książka. Pytanie tylko jaka? W tym celu wyskoczyłam z łózka i zlustrowałam szybkim spojrzeniem moje białe półeczki – skarbnicę przygód. Mój wzrok zatrzymał się na wydaniach kieszonkowych, a konkretnie na twórczości Joanny Chmielewskiej i od razu wiedziałam, co umili mi noc. Wybrałam malutką, cieniutką książeczkę o niepozornej okładce i czteroliterowym tytule „Klin”. Opis książki utwierdził mnie w przekonaniu, że to właściwy wybór. Udałam się więc z moją zdobyczą do cieplutkiego łóżeczka. Już po kilku przeczytanych stronach wiedziałam, że czas spędzony na lekturze „Klina” nie będzie czasem straconym.
Co powinna zrobić Joanna, skoro ukochany się nie odzywa, a ona długie godziny spędza przed telefonem, czekając na dzwonek? Najlepiej klin klinem! Ale czy rzeczywiście odpowiedni, lekarstwem na starą miłość będzie nowa? Zwariowana i nieobliczalna pani architekt w wyniku niesłychanych perypetii wplątuje się w iście szpiegowską intrygę. A wszystko zaczyna się od telefonicznej pomyłki, po której następuje lawina sensacyjno – komediowych zdarzeń…
Pierwszy raz miałam okazję czytać książkę, w której głównym rekwizytem jest telefon. A rozmowy telefoniczne odgrywają tak kluczową rolę i są tak zabawne, energetyczne, śmieszne i tajemnicze. Okazuje się, że taki wynalazek może urozmaicić człowiekowi życie – w tym przypadku kobiecie. Konkretnie to Joannie Chmielewskiej, szalonej i oryginalnej pani architekt, która odchodząc od zmysłów miała okazję prowadzić niecodzienną aczkolwiek dużo obiecującą rozmowę z pewnym panem. Ten męski osobnik był właścicielem nieziemskiego głosu, psa oraz tajemnic. Tajemnic, które nasza zwariowana bohaterka próbuje rozwiązać, co w konsekwencji wplącze ją w wir niecodziennych zdarzeń.

„No jeśli nie znajdę go, mając taki punkt zaczepienia, to nie warto było mnie karmić w kołysce!”

Do napisania tej powieści zainspirowały autorkę wydarzenia z własnego życia. Był pewien Janusz, w którym zakochała się bez pamięci. Szukając sposobu, chcąc dowiedzieć się czy przebywa on w Warszawie, zatelefonowała do swojej koleżanki, aby wciągnąć ją w swój konspiracyjny plan. Podczas dyskusji koleżanek, włączył się do rozmowy pewien mężczyzna – czyli tak jak w powieści - następnie zaintrygowana autorka postanowiła się dowiedzieć, kim ten mężczyzna jest – czyli kolejny wspólny mianownik. Następnym ogniwem łączącym prawdę z fikcją literacką jest fakt, że autorka wówczas zajmowała się pracą architekta. Wątki realistyczne wpływają korzystnie na fabułę i dodają jej charakteru oraz realizmu.

Książkę czyta się szybko, a wszelkiego rodzaju pomyłki i wydarzenia wprowadzają czytelnika w przyjemny stan i niekiedy również w zdumienie. Język, jakim posługuje się narratorka jest potoczny i barwny. Postaci nie jest tutaj dużo, z wyjątkiem Januszów, a znajdziemy ich tutaj kilku. Niewątpliwie mocnym atutem tej historii jest tak naprawdę główna bohaterka, którą chciałoby się nazwać „stukniętą” i niesamowicie pozytywną. To kobiecy gejzer, który lubi ryzyko i nocne telefony. Wytrwała kobietka z charakterem, która jest gotowa zadzwonić na milicję, chcąc dowiedzieć się na ile może sobie pozwolić albo czy już sobie pozwoliła, aby nagiąć taki i taki paragraf. Nie da się nie lubić tej babki… Fabuła jest interesująca, jednak nie jest jakoś wybitnie oryginalna. Niekiedy czułam nawet pewien niedosyt, jeśli chodzi o ten wątek szpiegowski. Dynamika jest tutaj kolejnym plusem jednak powtarzające się telefony i niedomówienia mogą niekiedy irytować, albo dziwić.

Dzieło Joanny Chmielewskiej mogłabym ocenić jednym zdaniem i to w dodatku cytując jej własne słowa! Użyłabym do tego celu cytatu, który rozpoczyna moją recenzję. Ta książka to jeden wielki galimatias. To wulkan energii i niesłychana komedia pomyłek. To idealna lektura na nocną bezsenność i lepsze zastępstwo niż stado owiec, baranów czy osłów ( i to razem wziętych!). Jest lekka, zwariowana, zabawna a co istotne nocną porą może lekko znużyć chaosem i szybkością wydarzeń! Idealna prawda? Do tego moja wersja kieszonkowa jest filigranowych rozmiarów, więc i pod poduszkę można ją włożyć, w głowę się nie wbija ani nie wadzi. Skoro już mowa o gabarytach to i do damskiej torebki wejdzie bez problemów (chociaż w naszych torebkach potrafi się zmieścić naprawdę dużooo). „Klin” to pierwsza debiutancka powieść autorki, zekranizowana przez Jana Batorego pod tytułem „Lekarstwo na miłość”. Przyznam, że nie jest to gruby kaliber literacki, jednak na pewno dobra komedia z wątkiem szpiegowskim. Jest to książka, która ma oderwać czytelnika i zarazić go dobrym humorem oraz pozytywnym szaleństwem i taką rolę spełnia idealnie. Jeśli będziecie potrzebowali literackiego tornada z telefonami, zagadkami i Januszami w tle to polecam. „Klin” to powieść, przy której najlepiej nie myśleć zbyt wiele.


„Oj, w ogóle nie przesadzajmy z tym myśleniem!”

20 komentarzy:

  1. Swego czasu chętnie sięgałam po Chmielewską, jak widać w tym przypadku warto :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie wulkany energii i komedie pomyłek ;). Chmielewska pisze fantastycznie. "Klin" jeszcze nie trafił w moje ręcę, ale po Twojej recenzji mam ogromną ochotę na ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Komedia omyłek i już jestem kupiona. Uwielbiam humor Chmielewskiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze wstydem muszę przyznać, że Chmielewskiej jeszcze nie czytałam a Ty jesteś w sumie pierwszą osobą, która mnie do niej przekonała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Posiadam całą kolekcję kryminałów tej Pani, ale jeszcze po tą powieść nie sięgnęłam, a teraz wiem, że muszę to nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja dawno nie czytałam nic tej autorki. Muszę kiedyś znów sięgnąć po jej twórczość.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czy sięgnę po tą książkę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam jeszcze nic tej autorki, więc chyba muszę to zmienić :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma to jak dobra książka na bezsenność. Chętnie zapoznam się z twórczością Chmielewskiej, bo od dawna czytam o niej wiele dobrego. :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kilka lat temu zaczynałam przygodę z Chmielewską, ale jej ksiązki ze mnie spływały, jakoś nie odnalazłam się w jej twórczości. Myślisz, że Klin by to zmienił?

    OdpowiedzUsuń
  11. Szczerze, to nie potrafię sobie przypomnieć, czy ja już coś od Chmielewskiej czytałam... Boże, wstyd :(

    OdpowiedzUsuń
  12. O z chęcią przeczytam, zaciekawiłas mnie :))
    Klikniesz w linki w nowym poście będę wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze chyba nigdy nie czytałam książek tej autorki. Może nadeszła pora aby to zrobić. :D

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:*
    http://klaudiaczytarecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Hejka, nominowałam cię do tagu, tutaj znajdziesz więcej informacji ;) http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/2015/12/albo-albo-tag.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Super wpis, czekam na więcej. Kom za kom? Obs na obs?
    Zerknij na mój blog http://urodaizdrowiekobiet.blogspot.com/ pokazałam tam jak zdobyć darmowe bony na kosmetyki, jeżeli jesteś aktywną blogerką. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Na razie mam inne książki, więc odpuszczam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie znam, aczkolwiek kiedyś coś tam pani Chmielewskiej czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Może to dziwne, ale nie znam pióra Chmielewskiej. Jakoś w ogóle mnie do niej nie ciągnie, ale Twoja recenzja przyciąga uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Uwielbiam ten galimatias, który świetnie oddaje twórczość Joanny Chmielewskiej. Jestem jej wielką fanką, "Klin" oczywiście czytałam i wspominam bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)