niedziela, 24 stycznia 2016

Zbrodnia w szkarłacie - Katarzyna Kwiatkowska


cykl: Jan Morawski (tom 4)
wydawnictwo: Znak
data wydania: 12 sierpnia 2015
liczba stron: 400

„Grzeczność jest jawnie fałszywą monetą, oszczędzanie więc na niej świadczy o braku rozsądku.” 

Pomyślałam sobie, że przy niedzieli zaproponuję Wam kryminał w stylu retro, a konkretnie „Zbrodnię w szkarłacie” Katarzyny Kwiatkowskiej. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam książki tego typu. Mój zmysł kryminalny lepiej funkcjonuje w starszych czasach niż we współczesności. Zapewne łatwiej mi się wczuć w klimat, jest spokojniej i wszystko dzieje się według określonego schematu. Gdy tylko przeczytałam opis, wiedziałam, że książka mi się spodoba. Jednak nie mogłam zabrać się za jej lekturę wcześniej. Jednak, co się odwlecze to nie uciecze…
Każdy miał motyw. Każdy ma alibi. Rok 1900. Dwór w Jeziorach pod Poznaniem. Trwają gorączkowe przygotowania do ślubu dziedziczki. Jan Morawski, przystojny, szarmancki i inteligentny ziemianin słynący z zamiłowania do kryminalnych zagadek pomaga rodzinie w poszukiwaniach skarbu dziadka. Nocą pada śmiertelny strzał. Podejrzani są wszyscy. Na dodatek gospodarze stoją na krawędzi bankructwa, rodzinną posiadłość chce przejąć pruski zaborca, a panna młoda nie chce wyjść za mąż. Czy Morawski ocali rodzinę przed hańbą? Czy można zorganizować wesele w rozpadającym się dworze, w towarzystwie trupa i pruskiej policji? Co łączy skarb dziadka, mordercę i szkarłatny pokój?
Autorka dzięki swojej książce zabrała mnie w podróż do roku 1900, do dworku w Jeziorach otoczonego parkiem i jak sama nazwa wskazuje, jeziorem. Jest to rodzinna posiadłość, na której terenie nieżyjący już dziadek ukrył skarb. Miał to być posag jego wnuczki Heleny, która szykuje się właśnie do ślubu. Jednak znalezienie skarbu wcale nie jest takie łatwe, a poszukujący go kuzyn Heleny zaczyna już wątpić w jego odnalezienie. Jak możecie dowiedzieć się z wyżej zamieszczonego opisu, nagle wszystko się komplikuje. Jak zwykle pojawia się trup, który wszystkich stawia na baczność, a czytelnikowi sprawia wielką frajdę, gdyż nagle robi się ciekawie i pojawia się wiele zagadek. Powstaje chaos. Jeden kryje drugiego, inni się obwiniają, a ślub stoi pod znakiem zapytania. Wątek zakazanej miłości, miesza się z rebusami dziadka dotyczącymi skarbu, morderstwem, śledztwem i dziwnymi okolicznościami. Momentami wszystko przypomina chaos i komedię pomyłek… Mąż bankrutuje, a żona kupuje…

Katarzyna Kwiatkowska w swojej książce pokazuje trudną sytuacje polskiego ziemiaństwa, którzy tracili swoje ziemie przez długi. Wspomina także o Związku Ziemian, który powstał w 1900 roku i pomagał zadłużonym właścicielom. Konkretnym celem tego stowarzyszenia było udzielenie pomocy w zakresie administrowaniu majątkiem ziemskim. Związek pomagał uzyskać kredyt, lub pertraktował z wierzycielami, aby rozłożyli dług na raty.

„Bo my, Polacy, za bohaterów uważamy spiskowców czy emigrantów. A knuć po kątach albo uciekać jest najprościej. Trudniej zostać na miejscu, zacisnąć zęby i wziąć się do pracy.”

„Zbrodnia w szkarłacie” to typowy kryminał, który zachęca czytelnika do użycia szarych komórek i dedukcji w stylu słynnych i znanych nam detektywów. Musimy przesłuchać podejrzanych, przejrzeć wadliwe alibi, współpracować z „detektywem amatorem” – w tej roli Jan – oraz z Pruskim detektywem, który pojawił się na miejscu zbrodni i węszy. Oczywiście należy mieć oczy i uszy otwarte, gdyż wiele spraw wymaga wyjaśnienia, a do tego dochodzą więzi rodzinne Jana i mieszkańców dworu. Fabuła sama w sobie jest bardzo ciekawa i wciągająca. Akcja toczy się niby wolno, a jednak dynamicznie. Nasz główny bohater Jan, ciągle główkuje i szuka sprawcy. Całość przypomina sztukę w teatrze. Sceną jest dwór, w których dochodzi do zbrodni, na naszych oczach przewijają się postacie. Szukamy, chodzimy, przesłuchujemy, dedykujemy i rzadko wypuszczamy się za teren posiadłości. Autorka potrafi zaskoczyć, zaintrygować i wyprowadzić czytelnika w pole. Stworzyła postacie barwne i różniące się od siebie. Jedne wzbudzające sympatię inne zaś nie. Wykreowała także detektywa amatora i lokaja, który okazał się kimś podobnym do Watsona. Idealny pomocnik zarówno w dedukcji jak i podczas śledztwa. Całość oceniam bardzo pozytywnie. Zaintrygował mnie styl autorki i miejsce akcji do tego stopnia, że planuję je odszukać. Ja z podróży do przeszłości jestem zadowolona i mam nadzieję, że i Wy będziecie. Jeśli macie ochotę pobawić się w detektywa i poszukiwacza rodzinnych skarbów to polecam gorąco!

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam
Czytam opasłe tomiska

piątek, 22 stycznia 2016

Cała prawda o Francuzkach - Marie-Morgane Le Moël


wydawnictwo: Kobiece
tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
tytuł oryginału: The truth about french women
liczba stron: 288
Premiera: 5 luty 2016

„Jeśli kobieta musi wejść na szafot, to powinna też móc wejść na mównicę.”
Olympe de Gouges

Dziś znów przedpremierowo i zarazem ciekawie! Pragnę Wam przedstawić nowinkę z wydawnictwa Kobiecego, a konkretnie to „Całą prawdę o Francuzkach” autorstwa Marie - Morgane Le Moel. Zastanawialiście się kiedyś, co kryje się za fenomenem tych kobiet? Czy to, co o nich słyszymy jak i to jak je widzimy jest prawdą czy tylko reklamą, która ma zachęcać turystów? „Eleganckie, wyuzdane, tajemnicze, seksowne, szczupłe, niekatujące się dietami, zapracowane i pozbawione instynktu macierzyńskiego…” tak można by mniej więcej określić kobiety mieszkające we Francji. Mężczyźni marzą o spotkaniu choćby jednej takiej kobietki. Panie również, ale bardziej po to, aby nasiąknąć jak gąbka wodą ich stylem, lekkością i sekretami wyjątkowości. Co w nich jest więc takiego niezwykłego? Czy to wszystko jest czystą prawdą czy zwyczajnym stereotypem wykreowanym przez pisarzy, malarzy, projektantów, filmowców czy speców od wojennej zawieruchy? Na to pytanie odpowie autorka tej książki.

„Paryżanka nie jest modna. Ona jest modą.”

Polki, Włoszki, Niemki, Czeszki, Francuzki… wszystkie mamy swoją sławę, krążą o nas różne stereotypy i mamy przyczepione do pleców etykiety. Lepsze, gorsze, ciekawe bądź mniej, ale jednak są. Każde państwo ma swoje ikony stylu i piękności ze szklanego ekranu, które podziwiają wszyscy – zarówno mężczyźni jak i kobiety. Tak samo jest z Francją i mieszkankami tego kraju… wszyscy zapewne znamy Coco Chanel, Edith Piaf, Brigitte Bardot czy Sophie Marceau. Każda to na swój sposób portret Francuzek.

Autorka w swojej książce chce pokazać nam prawdę o swoich rodaczkach. Sięgnie do historii, oczyści z kurzu postacie kobiece, które wykazały się odwagą, kobiecością, strategią i zdolnościami do prowadzenia wojen. Książka składa się z 9 rozdziałów, które nakreślą nam rolę kobiet w społeczeństwie, polityce i podczas rewolucji. Do tego dowiemy się co nieco o manewrach miłosnych, kochankach, ideale wolności (czyli o tym jak kochają Francuzki) oraz o jedzeniu i francuskim szyku. Książkę czyta się szybko i dość płynnie, mimo powrotów do przeszłości, cytatów i seksizmu w polityce. Dowiadujemy się kilku ciekawostek, które poparte zostały statystykami.

„Cała prawda o Francuzkach” zapewne zaintryguje takie osoby jak ja, czyli zauroczone Francją i jej fenomenem. Jak zapewne wiecie uwielbiam język francuski zarówno w mowie jak i śpiewie. Marzy mi się podróż do Paryża i zakosztowanie tego klimatu – choć podobno szału nie ma. Coś mnie ciągnie do tego miejsca, do kultury, smaków i ludzi. Wystarczyłby mi jeden, góra dwa dni z aparatem w ręce, aby uchwycić swoje marzenie i zostawić w albumie i pamięci. Jednak tak samo intrygujące jak Paryż są również jego mieszkanki.

Marie- Morgane Le Moel studiowała literaturę, język angielski, nauki polityczne i dziennikarstwo. W latach 2007 – 2012 była australijską korespondentką „Le Monde” i RFI, prowadziła serwis informacyjny na terenie Oceanii. Pod koniec 2012 roku wróciła do Francji, gdzie pracuje jako dziennikarka w AFP.

Piszę, kasuję i znów piszę… gonię za każdym słowem, cytatem, myślą, a i tak mi umykają. Słucham francuskich piosenek, aby ujarzmić to, co mi umyka… Patrzę na książkę Marie – Morgane Le Moel i zachwycam się okładką, a konkretnie to kobietą na okładce, która jest wręcz idealna, a czarno – biała fotografia tylko pogłębia jej urodę, tajemniczość i wyjątkowość. To, co często słyszymy na temat Francuzek to stereotypy, jednak jak wiadomo w każdym tkwi ziarenko prawdy. Ziarenko, które czasami jest podlewane kolorowymi nawozami, przez co roślinka staje się przebarwiona i niekiedy sztuczna. Francuzki tak jak i Polki trudno zamknąć w jednej grupie… są i eleganckie, są zapracowane, są matkami trójki dzieci i takie barwne ptaki, które mogą wyglądać jak z horroru. Każde prawdziwe, jednak nie każde kreowane w telewizji czy też książkach. Łatwiej przyciągnąć uwagę ładnymi, eleganckimi, szczupłymi, lubiącymi seks, tajemniczymi kobietami niż matkami ubierającymi się w second-handzie. Jedno jest pewne, kobiety żyjące we Francji pokazują i to od pokoleń, że można połączyć rolę matki, seksownej i zadbanej żony z karierą.

„Cała prawda o Francuzkach” to kolejna książka na rynku literackim o podobnej tematyce, jednak pierwsza, jaką miałam okazję czytać. Zrobiła na mnie dobre wrażenie i dzięki temu dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, naszkicowałam sobie swój portret Francuzek i poznałam ciekawe osobistości. Wydawnictwo Kobiece po raz kolejny udowodniło, że ma w swojej ofercie ciekawą literaturę, która nie tylko umila czas, ale również uczy. Jeśli macie ochotę przeniknąć do świata Francuzów, a tym bardziej Francuzek to zapraszam do lektury.

„Paryżanka to dziewczyna bez kompleksów, ale za to ze sztuczną pozą naturalności.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu

sobota, 16 stycznia 2016

Amber - Gail McHugh

cykl: Torn Hearts (tom 1)
wydawnictwo: Akurat
tłumaczenie: Grabarek Joanna
tytuł oryginału: Amber to Ashes
liczba stron: 473
PREMIERA: 3 lutego 2016

„Miłość jest czysta i jednocześnie samolubna. Potrafi sprawić, że pragniemy rzeczy, których nie powinniśmy pragnąć. Że nienawidzimy osoby, jaką się stajemy. Miłość jest szczodra i chciwa, niezdecydowana i zaborcza, mściwa i magiczna zarazem. Sprawia, że przeskakujemy z jednej urojonej emocji w drugą, trzymając nas jednocześnie w nikczemnej sieci euforii, uplecionej z najpiękniejszych kłamstw i najstraszniejszych prawd.”

Chciałoby się od razu zaprzeczyć i powiedzieć, że to nieprawda, bo miłość to idealne uczucie, które nie ma skaz. Jednak, jeśli się dłużej zastanowimy to zauważymy, że ten cytat ma w sobie sporo prawdy. Szczególnie, jeśli przeczyta się taką historię jak ta, którą stworzyła Gail McHugh. To właśnie w niej znajdziecie różne odcienie miłości oraz odzwierciedlenie każdego słowa z powyższego cytatu. Bo miłość to nie tylko zakręty łagodne i ostre, to także labirynt, który nie jeden raz nas wystraszy, innych zachwyci. Zwiedzie do ślepego zaułka po to tylko by z nas zadrwić, wystawić na próbę, bądź wzbogacić w kolejne doświadczenia. „Amber” to kolejna na naszym rynku wydawniczym powieść autorki „Colide” i „Pulse” – książek, które nami zawładnęły. Wiecie już, jakimi emocjami ubranymi w zgrabne i zmysłowe słowa operuje Gail McHugh. Wiecie jak potrafi rozbudzić wyobraźnię i jakich bohaterów wrzuca do swoich opowieści. Jednak mimo to spróbuję Wam moje miłe Panie narobić smaczku na najnowszą jej powieść.
Życie Amber Moretti zmienia się nie do poznania. Osierocona outsiderka, która przez całe życie zmagała się z koszmarami dzieciństwa, pragnie za wszelką cenę rozpocząć nowe życie jako studentka. Kiedy pojawia się na uniwersytecie po raz pierwszy, spotyka dwóch mężczyzn, najlepszych przyjaciół, którzy wnoszą do jej mrocznej egzystencji kolor, świeży powiew powietrza i światło. Brock Cunningham jest uroczym, zielonookim uwodzicielem-gentlemanem, Amber nie może się oprzeć jego urokowi. Wkrótce ten intrygujący mężczyzna zaczyna wypełniać cały jej świat, każdą myśl i każdy oddech. Ryder Ashcroft – niebieskooki wytatuowany „zły chłopak”, natychmiast zniechęca ją do siebie, kiedy jednak udaje mu się ją pocałować, natychmiast kradnie część jej serca, duszy i umysłu. Ku swojemu ogromnemu zdumieniu i przerażeniu, Amber zakochuje się w nich obu. A potem następuje coś, co zmienia wszystko, i Amber nie wie, czy kiedykolwiek uda jej się powrócić do normalnego życia.
Po raz kolejny spotykamy się z opowieścią, która zaczyna się tak samo. Mamy tutaj zwyczajną dziewczynę i zwyczajnego chłopaka… a nawet dwóch. Nie trudno się domyślić, że miłość rozpali serca tych młodych ludzi, pożądanie rozpruje najcieńszą nawet żyłkę, a napięcie sięgnie zenitu. Wszystko to już sprawia mieszankę wybuchową, jednak tak naprawdę tło tej historii sięga głębiej. Pozory mylą i to bardziej niż myślicie. To, co kryje się za urodziwymi bohaterami, którzy pragną miłości i namiętności jest ciemne, gęste i niebezpieczne. To przeszłość, która pełni rolę „trupa w szafie”, to teraźniejszość, która ma dwa oblicza i może łatwo zmienić się w koszmar. Cała akcja rozgrywa się w ciągu kilku miesięcy, a przed oczami przewinie nam się kilka postaci. Jednak najważniejsze są tutaj trzy. Ona i oni. Jeden był opoką i obsesją, drugi zaś namiętnością i miłością. Oboje tak różni, połączeni przyjaźnią i jedną kobietą. Kobietą, którą chcieli chronić, kochać i nie tylko.

Byli nawałnicą, przerażającą burzą z piorunami… a jak zapewne wiecie takie zjawiska fascynują, ale bywają niszczące. Nie można ich powstrzymać ani oswoić, można podziwiać i rozkoszować się tym, co dają. Niebezpieczeństwem i ekstazą. Oboje są czarujący, dobrze zbudowani i zapewne trafią w gusta każdej damy. Razem lub pojedynczo. Ona… skryta, pogruchotana przez przeszłość, zabarykadowana przed miłością. Tak można spokojnie określić Amber. Myślę, że więcej nie będę pisała na jej temat, lepiej żebyście sami zagłębili się w jej problemy…a zobaczycie, że nie należą do lekkich.

„Żal: za jego pomocą świat czyni z nas niewolników swojej brutalności. Zawsze obecny w naszym życiu, niczym rozpylony w powietrzu toksyczny gaz, jest ostatnim z czuwających przy naszym łożu śmierci.”

„Amber” to książka pełna emocji. Znajdziecie tutaj strach, miłość, pożądanie, zdradę i przyjaźń. Autorka w swojej najnowszej powieści zabiera czytelnika do samego środka cyklonu miłosnego. Zakosztujecie dziwnej sytuacji, jaką jest trójkąt, w którym wrze namiętność. Jednak bohaterowie spętani są linami lojalności. Racjonalność walczy z porywami serca. To sytuacja, z której chyba nikt nie może wyjść jako wygrany. Ponadto, każdy z naszych bohaterów nosi swój ciężar na plecach, boryka się z własnymi demonami, które potrafi uciszyć seks. To, co podoba mi się w tej powieści to emocje, ale poza tym ważne jest to, że słodycz wymieszana jest z goryczą. W fabułę zostały wplecione poważne problemy. Sytuacje, które kreują bohaterów i pokazują, jacy naprawdę są. Nie jest to zwyczajna historyjka miłosna z elementami erotycznymi. To nie tylko puste słowa, które przyśpieszają krew w żyłach. Są to kontrasty, które ożywiają historię. Wciągają czytelnika, który czeka w napięciu, co z tego wszystkiego wyjdzie. Nie zabraknie adrenaliny, ciemnych charakterów i niebezpieczeństwa. Książkę czyta się szybko, mamy pogląd na sytuację z punktu widzenia Amber, Brocka i Rydera, tak więc dowiadujemy się, co komu w głowie siedzi. Znamy to już dobrze z „Colide” oraz „Pulse”. Akcja toczy się swoim rytmem, górują w niej oczywiście sprawy damsko- męskie i soczyste dialogi. Jednak stopniowo nabiera ona tempa. Myślę, że tych z Was, którzy połknęli poprzednie książki autorki nie musze przekonywać i do tej pozycji. Powiem tylko tyle, że tym razem autorka podgrzała atmosferę jeszcze bardziej!

„Przeszłość buduje nas jako ludzi. Blizny, które pozostawia, kształtują nas, a to, jak sobie radzimy z, jej konsekwencjami rzeźbi naszą duszę.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Akurat

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska

czwartek, 14 stycznia 2016

Sekretnik, czyli przepis na szczęście - Katarzyna Michalak


wydawnictwo: Znak Literanova
data wydania: 2 listopada 2015
liczba stron: 216

„Teraz jest czas spełniania marzeń. Nie wiesz, jakie niespodzianki szykuje dla Ciebie los (a bywa wredny i parszywy).”

Ostatnio miałam okazję pobujać w obłokach, a to za sprawą „Sekretnika” Katarzyny Michalak. O co chodzi z marzeniami? Ze zwykłym ludzkim szczęściem i uczuciem spełnienia? Myślę, że każdy z nas ma wybrane jedno lub kilka potencjalnych marzeń, które mają na celu dać nam szczęście. Ba! Każdy doskonale wie, jak je osiągnąć lub chociaż spróbować, a jednak ciągle odkłada to na później. Skoro to wszystko już wiemy, to po co nam książki typu „Sekretnik”, które są kolejnym poradnikiem, mającym nas oświecić? Chyba po to, aby pocieszać się, że możemy, a czasem łudzimy się, że ktoś nam wskaże drogę, o której nie wiemy. Jednak zawsze (lub prawie zawsze) dowiadujemy się o tym, co już wiemy, tylko widzimy to w innym ubranku. Czy to znaczy, że mamy ich nie kupować/ czytać? Myślę, że warto choćby z tego powodu, że może za setnym razem, któryś nas popchnie do działania i zwyczajnie zmotywuje.
Willa? Lexus? Książę? A może po prostu dobra praca? Wcale nie potrzebujesz czarodziejskiej różdżki, by spełnić swoje marzenia. Wystarczy wyobraźnia, odwaga i drobna pomoc Sekretnika. Była zwyczajną dziewczyną. Gnieździła się w maleńkiej kawalerce i nienawidziła swojej pracy. Pewnego dnia stała się pisarką bestsellerów, kobietą sukcesu, a Sekretnik napisała w swoim wymarzonym domku pod lasem. Kopciuszek? Nie! – Drimerka, która zdobyła się na szczerą rozmowę z samą sobą. Sekretnik to bardzo osobisty, praktyczny poradnik, jak uwierzyć w marzenia i dostrzec te, które są naprawdę nasze.
Dlaczego odkładamy realizację tych wspaniałych marzeń na „jutro”, „kiedyś” lub „nigdy”? Bo się zwyczajnie boimy – i tutaj się zgodzę w stu procentach z Panią Katarzyną Michalak. Człowieka zwyczajnie ogarnia panika. Przed czym? Przed wygraną, zmianami, odpowiedzialnością, walką i szczęściem. Przeczytałam o tych wszystkich „strachach” i doszłam do wniosku, że coś w tym jest. Doskonale wiemy jak osiągnąć cel, ale za każdym razem to odkładamy i szukamy wymówek. Coś nas paraliżuje.

Jak myślicie, co ma wspólnego podświadomość z marzeniami? Jak się okazuje dużo. Otóż owa podświadomość zwana w książce „Idzią” może nam narobić nie lada problemów, podczas realizacji naszego planu. Aby nie sabotowała naszych marzeń i współpracowała należy jej wszystko jasno i wyraźnie tłumaczyć. Tak, aby przekaz ten zrozumiała. Zaintrygowani jak to działa? Jeśli tak to zapraszam do lektury.


„Poznając swoje słabe strony, będziesz mogła nad nimi pracować. Poznając siebie – nazywając po imieniu to, do czego do tej pory się przed samą sobą nie przyznawałaś – będziesz wiedziała, z jakimi demonami przyjdzie Ci się zmierzyć.”

Zdarza mi się czytać poradniki, szczególnie o chwytliwej tematyce. W tym wypadku nie wiem, co bardziej mnie przyciągnęło – tytuł- czy intrygujące oko wydanie. Trzeba przyznać, że „Sekretnik” Katarzyny Michalak jest wydany ślicznie… cudnie… kobieco… i optymistycznie. Twarda oprawa, która kusi czytelniczkę swoją urodą, do tego format i kolorowe „nastrojowe” fotografie rozpoczynające tytuły. Jeżeli do tego dołożymy trochę wymyślnej czcionki na tych zdjęciach to w pakiecie z jakością papieru mamy coś podobnego do pamiątki komunijnej w formie książeczki lub albumu ślubnego (zresztą sama podobny dostałam, a i pamiątkę bym znalazła jeszcze – tak, tak, za moich czasów już takie wypasione były;)). Tak więc jak widzicie wydanie jest oryginalne i na pewno w formie prezentu sprawdziłaby się ta książka idealnie. Zastanawiacie się pewnie, czy ta książka mnie w jakiś sposób oświeciła. Raczej nie. Nawet, jeśli po raz kolejny uświadomiłam sobie, gdzie popełniam błąd i kiepski kierunek niektórych myśli, to jednak nie dowiedziałam się niczego mega nowego.


„Sekretnik” to poradnik mający na celu pomóc czytelniczką w osiągnieciu tych najważniejszych marzeń. Wprowadzenia ich do naszej rzeczywistości. W tym celu autorka proponuje nam zakupić zeszyt i długopis. Mamy razem z nią pisać, pracować i wdrażać w życie kolejne kroki. Całość utrzymana jest w charakterystycznym luźnym, wesołym tonie z nutką ironii. A podstawowa zasada to:
„Marzenia nie mogą krzywdzić ani Ciebie, ani nikogo innego.”

Autorka w swojej książce chce swoim czytelniczkom pokazać, że nie zależnie od ilości zakrętów w naszym życiu warto dążyć do celu i walczyć o marzenia. I owszem znajdziecie tutaj nie tylko humor, ale także dawkę optymizmu i wsparcia. Nie powiem jednak, że ten poradnik przekonał mnie w stu procentach. Na samym początku miałam wrażenie, że tłumaczy się mi – czytelniczce- jak dziecku. Z czasem przestawiłam się na tryb autorki i skupiłam się na lekkości tekstu, a nie szukałam twardych konkretów w tym oceanie mądrości, bo te znajdują się na końcu (to tak jakby ktoś chciał od razu zaczerpnąć całej wiedzy, choć osobiście drogi na skróty nie polecam!). Czasami zastanawiałam się też, czy rady podawane przez autorkę są tak odważne, czy tak mało realne, a niekiedy więc oderwane od rzeczywistości. Proponuję podejść do lektury tej książki z przymrużeniem oka i z dystansem – tak będzie najlepiej, gdyż lepiej potraktować ją jak „porady z nutką filozofii na wesoło” niż poradnik, który odmieni wasze życie ot tak. Książka niestety nie powaliła mnie na kolana i powiem szczerze, że nie jest to najlepszy poradnik, jaki w życiu czytałam, a przeczytałam ich już kilka. Mimo wszystko do spełniania swoich marzeń wszystkich zachęcam!


„Lepiej odejść i wrócić, niż odejść i nie wrócić. Prawda?”

Za możliwość zapoznania się z tym poradnikiem dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

niedziela, 10 stycznia 2016

Bezlitosne. Najokrutniejsze kobiety dwudziestolecia międzywojennego - Agnieszka Haska, Jerzy Stachowicz


wydawnictwo: Muza
data wydania: 18 listopada 2015
liczba stron: 340

„Kobieta nie jest ani głęboko myśląca, ani wzniośle, nie jest ona ani bystro- ani prostomyślna, jest ona raczej wręcz przeciwieństwem tego wszystkiego; o ile dotąd dostrzec mogliśmy, nie ma ona w ogóle nic z myśleniem wspólnego; jest ona, jako całość, niedorzeczną bez-myślnością.”

Moją dzisiejszą recenzję otwierają (stosunkowo krzywdzące) słowa autorstwa Otto Weiningera. Obrazują one jak postrzegane były kobiety choćby w 1903 roku. Miały spełniać swoją rolę, jako córki, żony, matki lub zakonnice. Nie miały prawa głosu – były dodatkami. Z czasem zaczęły walkę o swoje godne życie. Kobiet myślących i mogących pracować, jednak i na tym polu łatwo nie było. Jak się dowiedziałam, płeć piękna zaistniała w zupełnie innych kręgach i co ważne szło im równie dobrze jak mężczyznom, a czasem nawet i lepiej. W moje ręce trafiła książka autorstwa Agnieszki Haski i Jerzego Stachowicza – „Bezlitosne. Najokrutniejsze kobiety dwudziestolecia międzywojennego.”
Dwudziestolecie międzywojenne to niezwykły okres budowy niepodległej Polski, gwałtownych tarć politycznych, wielkiego kryzysu a zaraz potem szybkiego rozwoju gospodarki, a także emancypacji kobiet. Niektóre z nich tak bardzo wzięły sobie do serca hasła równouprawnienia, że śmiało wkroczyły na ścieżki do tej pory zarezerwowane dla mężczyzn, wiodące ku najcięższym przestępstwom, najokrutniejszym zbrodniom, bezwzględnym napadom i porwaniom. O mrożących krew w żyłach dokonaniach zbrodniarek z zapałem informowała prasa brukowa; i właśnie przez pryzmat tych pisanych specyficznym językiem, sensacyjnych doniesień autorzy książki pokazują świat zbrodni w stylu retro, w którym główne role odgrywały bezwzględne kobiety. 
źródło: lubimyczytac.pl
„[…] to miłość nie wybacza nigdy, a rozpacz i okrucieństwo towarzyszą jej zawsze.”

Pewnego dnia w prasie okresu dwudziestolecia międzywojennego, zaczęły się pojawiać wzmianki z przyciągającymi wzrok nagłówkami, o kobietach, które weszły na drogę przestępczą. Z ofiar przeistaczały się w bestie, które były zdolne do różnych czynów. Nie tylko były podejrzewane o zabójstwa mężów, kochanków, ale także dzieci. Stały się złodziejkami, przemytniczkami, szpiegami, a nawet handlarkami żywym towarem. Życie kobiety nie było wcale łatwe. Nieraz musiały zabić męża brutala, aby ocalić siebie. Nie wszystkie jednak kierowały się takimi motywami. Kobietom jak i mężczyznom (bo i o nich słów kilka się w tej książce znajdzie) do głowy uderzały emocje, które prowadziły do tragedii, strzelaniny, szarpaniny czy innych podobnych występków. Zdrada, zaburzenia psychiczne, szemrane interesy, chęć bycia wspólniczką w biznesach, a także talent do zawodu złodziejek, to motywy wybory takiego życia a nie innego.


„Bezlitosne…” to książka bogata w fotografie oraz wycinki z prasy. To lista popełnionych zbrodni, przestępstw i przemytów w tamtym okresie. Jedna sprawa goni kolejną, a niektóre są nawet porównywane do rangi tych, które prowadził sam Holmes. Mało tego, niektóre panie, potrafiły być tak kreatywne w maskowaniu swojej osoby jak znany wszystkim Sherlock. O jakich kobietach możecie się dowiedzieć z tej książki? Fałszywe hrabiny i inne oszustki, złodziejki, morderczynie, fabrykantki aniołków, a nawet o tych, które tworzyły zbrodnicze duety z panami. Wypada również wspomnieć, że kobiety czasem były zwyczajnym punktem zapalnym, jeśli chodzi o pojedynki mężczyzn. Czytając nie raz można podziwiać pomysłowość danych postaci, a po dłuższym już czasie poczuć znużenie natłokiem faktów. Jednak po zrobieniu sobie przerwy spokojnie można wrócić do lektury i wniknąć do bezlitosnego świata kobiet i mężczyzn.


„Gdy kobieta ma 20 lat i niema męża, jest jeszcze stworzeniem znośnem. Gdy ma lat 30 i nie ma męża, staje się stworzeniem nieznośnem, gdy zaś przekroczy trzydziestkę, a męża w dalszym ciągu nie ma, staje się stworzeniem niebezpiecznem, krwiożerczem i strasznem dla każdego napotkanego mężczyny.”

„Bezlitosne…” to przybliżony portret kobiety, jako zbrodniarki widziany oczami prasy i obywateli żyjących w tamtym okresie. To krótkotrwała sława, która wyłania się z kart gazet i pozwala nam poznać ciekawe postacie i wzmianki o intrygujących postaciach. Niektóre sprawy są szokujące, wstrząsające, a niektóre śmieszne i groteskowe. Książka autorstwa Agnieszki Haski i Jerzego Stachowicza nie jest co prawda powieścią, ale spokojnie mogłaby za taką uchodzić. Niektóre wątki wręcz sensacyjnie pobudzają wyobraźnię czytelnika, szczególnie lubującego się w kryminałach. Jaki więc portret wyłania się z kart tej książki? Kobiet silnych, odważnych, przebiegłych, dorównujących mężczyznom, a nawet ich przewyższających sprytem i pomysłowością. Opisanych tutaj przypadków jest sporo. Zmieniają się one szybko i w żadną szczególnie dogłębnie się nie zagłębiamy. Ta książka to ciekawostka, która mnie zaintrygowała. Oświeciła mnie w jakiś sposób, a konkretnie to poszerzyła moje horyzonty. Lektura tej książki to podróż do tamtych czasów. Czasów, które różnią się znacząco od obecnych. Nie tylko, jeśli chodzi o „jakość” zbrodni i większe możliwości, ale również o kary, jakie wtedy stosowano. Książka o kobietach, ale nie tylko dla kobiet. Polecam ją osobom, które lubią dowiadywać się czegoś nowego i ciekawego, które lubią eksperymenty z literaturą, bądź tych, którzy ten gatunek sobie cenią.

- Panie szanowny! Pan uprowadził mą żonę. Żądam satysfakcji.
- Z przyjemnością. Może pan uprowadzić moją.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

sobota, 9 stycznia 2016

Rozdawajka!


Z racji tego, że Pani Małgorzata autorka książki "Złamane pióro" postanowiła podarować egzemplarz swojej powieści dla czytelników mojego bloga, wpadłam na pomysł zorganizowania rozdawajki. Co do samej pozycji to: Jest to powieść, która z każdą przeczytaną stroną wywołuje emocje i z czasem wciąga czytelnika do swojej zabawy. To opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi oraz o pozbyciu się ciężkiego balastu, który utrudnia życie. To gra słów, połączenie zgrabnych metafor z zabawą w synonimy. To obraz utkany z kilku odcieni wyobraźni i ciekawe wyzwanie literackie. Moją pełną recenzję można znaleźć TUTAJ. Myślę, że warto się skusić tym bardziej, że oprócz ciekawych doznań literackich książka jest wzbogacona o autograf:


Przykładowy komentarz:
Zgłaszam się!
Obserwuję jako... / lubię na FB jako...
Mój adres e-mail:

1. Organizatorką konkursu jestem ja - Magdalena T. - właścicielka bloga.
2. Fundatorem nagrody jest autorka książki, Pani Małgorzata Maria Borochowska
3. Na zgłoszenia czekam do godziny 23:59 dnia 31.01.2016.
4. Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losową.
5. Wyniki zostaną opublikowane w ciągu tygodnia.
6. Ze zwycięzcą skontaktuję się poprzez e-maila i będzie miała 7 dni na podanie adresu do wysyłki. 7. Wysyłka tylko i wyłącznie na terenie Polski

POWODZENIA! :)

czwartek, 7 stycznia 2016

Niezłomni - C.J. Daugherty



cykl: Wybrani (tom 5)
wydawnictwo: Otwarte
tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
tytuł oryginału: Endgame
data wydania: 17 czerwca 2015
liczba stron: 384

„Szkoła nie służy do tego, żebyś się w niej uczyła […] To miejsce, w którym będą cię torturować, póki nie skończysz osiemnastu lat, a potem do końca życia będziesz harować w garniturze.” 

Nadszedł czas na ostatni tom i tym samym pożegnanie z moją ulubioną sagą „Wybrani”. Odchodzę od niej z lekką nutką melancholii, tak jakbym opuszczała na jakiś czas dobrze znane mi miejsce, w którym czułam się dobrze. I chyba coś w tym jest, ponieważ każda książka to podróż w inne miejsce, a większa seria powoduje większą liczbę godzin spędzonych w danym miejscu i towarzystwie. Wychodzi więc na to, że jakiś czas spędziłam w Akademii Cimmeria, a uczniowie tej szkoły stali się moimi znajomymi. Mijałam ich na korytarzach, uczestniczyłam w ich życiu miłosnym, tajemnicach i niebezpieczeństwach. A teraz, gdy już wszystko wiem, pora książkę odłożyć do pozostałych na półkę. Z seriami bywa różnie. Jedne tomy są ciekawsze od kolejnych. Bohaterowie wkurzają, a czasami ich uwielbiamy. Jednak, jeśli już raz złapiemy bakcyla i ten klimat to połykamy całą resztę przymykając oko na pewne małe niedogodności (przynajmniej ja tak mam). Pierwszy tom mnie oczarował, jakie wrażenia zafundował mi ostatni – „Niezłomni”?
Nathaniel zdobywa przewagę. Uczniowie Akademii Cimmeria podupadają na duchu. Udręczona Allie martwi się nie tylko o szkołę, ale także o los Cartera. Wie jednak, że musi odnaleźć w sobie siły do walki, dlatego namawia Isabelle do wznowienia treningów w Nocnej Szkole. Uważa, że tylko wtedy uczniowie nie utracą wiary w zwycięstwo. Czy Nathaniela można pokonać? Jak wiele będą gotowi poświęcić bohaterowie i jakie tajemnice jeszcze skrywają?
Nadal trwa zabawa w kotka i myszkę - Nathaniel kontra cała reszta z Cimmerii. Tym razem ma jednak on coś cennego, czym może szantażować Allie jak i dyrektorkę szkoły. Jak się możecie domyślać chodzi o to, aby mu to odebrać i wreszcie zażegnać ten konflikt. I tak oto kilka słów opisuje całą fabułę. Jest to gra o wielką stawkę, praktycznie o wszystko. Początek jest dynamiczny. Później wszystko dzieje się w stosunkowo wolnym tempie. Wszyscy siedzą jak na bombie i próbują działać. Znajdzie się kilka momentów, które stwarzają niebezpieczny klimat, jednak nie możecie liczyć na jakieś mega szybkie tempo. Jak zwykle też, w międzyczasie coś się musi w szkole wydarzyć, jednak Ci z Was, którzy mają za sobą poprzednie tomy wyczują ten moment nosem. Co słychać u głównej bohaterki? Przechodzi teraz trudny okres, przepełniona jest gniewem, smutkiem i strachem. Wykazała się nieraz odwagą. Dziewczyna martwi się o szkołę, która jest jej domem, o przyjaciół i o chłopaka, którego kocha. Tak, wybrała wreszcie tego jednego – myślę, że mogła to zrobić wcześniej. Poza tym jest zamknięta w swoim świecie i nie dostrzega pewnych zmian, które wszyscy inni widzą, przyznam się, że ja też nie dodałam dwa do dwóch i dowiedziałam się, jako ostatnia razem z Allie. Nie chcę zdradzić zbyt wiele, powiem jednak, że tak jak w innych częściach tak i tutaj znajdzie się trup…Kto? Tego nie powiem. Młodzi, odważni, zdeterminowani i igrający ze śmiercią a także polityką. Tacy są bohaterowie. Oczywiście do tego trzeba dodać, że i urodziwi. 

„Niezłomnych” czyta się lekko i przyjemnie. Co prawda ten tom nie przebija pierwszego, ale wydaje się być lepszy od poprzedniego. Nie zamierzam się do niczego doczepić. Czytając spędziłam miło czas, trudno mi się było oderwać i co ważne, fajnie było znów stać się nastolatką, choć przez chwilę. A o to przecież w książkach chodzi, żeby dawały przyjemność, czarowały i relaksowały. Ta cześć jak i cała reszta spełniła swoje zadanie, przynajmniej w moim przypadku.

Być może jestem ostatnią z osób, które dopiero teraz przeczytały ostatni tom. Nie zdziwiłabym się chyba wcale, gdyby faktycznie tak było. Jednak moje opóźnienie nie wynika wcale z faktu nie posiadania książki czy też ochoty na jej przeczytanie. Mam ją od dawna, a czytanie odkładałam po prostu w czasie. Dlaczego? Sama nie wiem, być może funkcjonowałam jak ten osiołek, co widzi przed oczami marchewkę zawieszoną na kiju – chciałam zakosztować przyjemności, ale musiałam ją dosięgnąć. A konkretnie odważyć się, by zakończyć pewien czytelniczy etap. Domyślałam się, że książka mi się spodoba i tego pewniaka zostawiałam sobie na później. Dobry sposób i można potrenować cierpliwość. Całą serię „Wybranych” wspominam jak wiecie pozytywnie. Oczywiście momentami przyspieszyłabym akcje, czy dodała Allie więcej zdecydowania, jeśli chodzi o jej wybory sercowe, ale poza tym przypadła mi ona do gustu. Jeśli ktoś jeszcze go nie czytał, a ma ochotę na coś lekkiego to polecam. 

„Osoba bez temperamentu nie zajdzie daleko. Wielkie osobowości mają pasję. A pasja często idzie ręka w rękę z gniewem. Można próbować go w sobie zdusić albo zaakceptować i wykorzystać w walce o słuszną sprawę.”

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

wtorek, 5 stycznia 2016

Lustrzany świat Melody Black - Gavin Extence



wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
tłumaczenie: Łukasz Małecki
tytuł oryginału: The Mirror World of Melody Black
PREMIERA: 14 stycznia 2016

„Mimo wszystko to ty decydujesz, co powinnaś ujawnić, a czego nie.”

Pierwsza recenzja w tym roku i od razu przedpremierowa. Moja dzisiejsza propozycja nosi tytuł „Lustrzany świat Melody Black” a napisał ją Gavin Extence. Kim jest ten facet? Dobre pytanie. Ja sama jeszcze nigdy nie czytałam nic jego autorstwa, ale nie oznacza to wcale, że jest on debiutantem. Ma na swoim koncie bestseller o równie ciekawym tytule, co ten dzisiejszy, a mianowicie – „Wszechświat kontra Alex Woods”. Poszperałam trochę w internecie i już wiem, co nieco o samym autorze jak i o jego poprzedniej książce. Z tego, co zaobserwowałam ma ona świetne noty. To w połączeniu z opisem, tytułem i okładką podziałało kusząco na mój apetyt literacki. Być może myślicie sobie… Tytuł intrygujący, opis też, oceny poprzedniej książki też są plusem… ale co może mi się podobać w takiej okładce? No właśnie, co? Prostota, mozaika, układanka, która tworzy jeden obraz i zachęca do poznania całości. A jeśli książkę się przeczyta, to ona ma jeszcze głębszy sens. W pierwszej kolejności kupił mnie brytyjski humor w wykonaniu głównej bohaterki, następnie wpadłam w wir wydarzeń i doświadczeń, które nie chciały mnie puścić.
Jak to nieraz w życiu bywa, wszystko zaczęło się od trupa. To był zwykły sąsiad, nie ktoś, kogo Abby dobrze by znała, jednak mimo wszystko… Znalezienie zwłok, podczas gdy przyszło się pożyczyć puszkę pomidorów, może być lekko szokujące. A przynajmniej powinno być. Teraz, ponownie analizując minione wypadki, kobieta nie może pozbyć się wrażenia, że wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej, gdyby feralnej środy nie weszła do mieszkania naprzeciwko. A z pewnością nie poznałaby Melody Black…
Nasze życie nie zawsze jest proste. Żyjemy według swoich zasad, standardów, poglądów… otoczeni bliskimi, rodziną, której nigdy się nie wybiera i czasem kiepską sytuacją finansową. Bywa, że nasza kondycja psychiczna jest zachwiana i dopadają nas dołki. Powiedzmy, że takie zwyczajne życie wiedzie nasza główna bohaterka Abby, niezależna dziennikarka, która od czasu do czasu napiszę felieton, artykuł czy zrobi nietypowy wywiad, który w jakiś sposób wpłynie na jej życie. A teraz wyobraźcie sobie, że idziecie do sąsiada pożyczyć tę puszkę pomidorów. W momencie, w którym on nie otwiera, a Wy decydujecie się wprosić i przekroczyć próg, Wasze życie nagle wywraca się do góry nogami. Oczywiście na miejscu zastajecie sąsiada martwego i raczej nie pogadacie o pomidorach, ale prócz tego coś się zmienia. To taki portal, który wrzuci Was w wir wydarzeń… Jakich? Na pewno w jakiś sposób zaskakujących.

Gavin Extence jest osobą skrytą, nie znajdziecie go na Facebooku czy Twitterze. Obecnie mieszka w Sheffield z żoną, synkiem i kotem. Najlepiej mu się piszę, gdy wciela się w inne osoby. Jako młody chłopak był zapalonym szachistą. Jeździł do Moskwy oraz St. Petersburga na turnieje, gdzie mierzył się z najlepszymi. Raz udało mu się wygrać. Jest to facet, który ma niewątpliwie talent pisarski, co udowodnił bardzo dobrym debiutem i swoją drugą książką, która mnie urzekła. Po więcej szczegółów z życia autora a szczególnie przypadku, w którym jak sam określa „mu odbiło” zapraszam do posłowia autora.

„Lustrzany świat Melody Black” to książka przesiąknięta brytyjskim humorem. Składa się z 27 rozdziałów, które krok po kroku wprowadzą Was do świata młodej dziewczyny. Niewątpliwym plusem jest tutaj subtelne dawkowanie informacji, które podsycają apetyt i układają się w całość. Narratorką i główną bohaterką jest Abby, której życie przypomina stan po zażyciu amfetaminy lub innego narkotyku. Chwile szaleństwa przeplatają się z bolesnym i nieprzyjemnym powrotem do rzeczywistości. Energetyczne napady zamieniają się z koszmarną depresją i apatią. Autor chciał stworzyć prawdziwą historię, która w doskonały sposób przedstawi życie osób dotkniętych chorobą psychiczną – w przypadku głównej bohaterki jest to choroba afektywna dwubiegunowa. Myślę, że udało mu się to w stu procentach. Gavin Extence w swojej książce ujawnił pewną prawdę o sobie, wskazał czynnik łączący go z główną bohaterką. Mimo tego, że nie jest to całkowite odbicie lustrzane to jednak historia Abby ma swoje źródło w prywatnej historii autora. A zapewniam, że wciągnie Was ona od samego początku. Staniecie się cieniem głównej bohaterki, zakosztujecie różnych stanów emocjonalnych i psychicznych, będziecie chcieli wchłonąć każde słowo, dowiedzieć się jak potoczy się jej życie. A jak się domyślacie jest nieidealne, jednak ciekawe. Jest to wnikliwa analiza psychiki ludzkiej, opowieść o maniach i stanach, które są symptomami poważnej choroby. Jednak w życiu takich osób jest miłość, przyjaźń, dziwne relacje z rodziną, a także „Zupełnie popieprzone zbiegi okoliczności”, które muszą się zdarzyć… Historia Abby mną zawładnęła. Może sama przez moment zakosztowałam szaleństwa, by potem zaszyć się na pewnej wyspie i odnaleźć ukojenie, jedno jest pewne autor stworzył opowieść godną uwagi. Dynamiczną, zwalniającą tempo i falującą w spokojnym rytmie. Dla kogo jest ta książka? Dla osób lubiących nieszablonowe historie oraz tych, którzy cenią sobie dobry humor, a szczególnie w brytyjskim wykonaniu.

Podsumowując: Jeden niepozorny, martwy sąsiad, a tak wiele wydarzeń!

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Wyzwanie Kiedyś przeczytam - edycja 2016

Tak jak w poprzednim roku, tak i w tym postanowiłam uporać się ze swoimi zaległościami, przy pomocy wyzwania Kiedyś przeczytam organizowanym przez Angelikę z bloga Lustro rzeczywistości. Niestety ubiegłorocznego wyzwania nie ukończyłam, gdyż zostało mi w nim kilka nieprzeczytanych pozycji. Za swój mały sukces mogę zaliczyć jedynie to, że dotrwałam do samego końca i w każdym miesiącu starałam się sięgnąć po jakąś książkę ze zgłoszonego stosu. Z pewnością na większość z nich nawet bym nie spojrzała, gdyby nie to, że brały udział w wyzwaniu :) Niektóre mnie zawiodły, ale były też i takie, które mnie pozytywnie zaskoczyły. A tak oto prezentuje się mój zgłaszany stos do nowej edycji:


1. "Lustrzany świat Melody Black" - Extence Gavin
2. "Maybe Someday" - Colleen Hover
3. "Natalii 5" - Olga Rudnicka
4. "Niezłomni" - C.J. Daugherty
5. "Uwikłani. Pokusa" - Laurelin Paige
6. "Mara Dyer. Zemsta" - Hodkin Michelle (to ta czarna na samym dole :) )
7. "Ten jeden rok" - Gayle Forman
8. "Na własnych nogach" - Amy Purdy
9. "Zbrodnia w szkarłacie" - Katarzyna Kwiatkowska
10. "Morderstwo w Boże Narodzenie" - Agata Christie
11. "A potem przyszła wiosna" - Agnieszka Olejnik
12. "Bezlitosne" - Agnieszka Haska, Jerzy Stachowicz

Mam nadzieję, że szybko uporam się z tym stosem :)

piątek, 1 stycznia 2016

Podsumowanie roku 2015


No to mamy już zupełnie Nowy Rok. Zapewne będzie to dla nas czas czytelniczych wyzwań i osobistych postanowień z których nie zawsze udaje się nam wybrnąć. Najpierw jednak wypada rozliczyć się z rokiem, który pożegnaliśmy. Właśnie zrobiłam przegląd bloga, wszystko podliczyłam, wypisałam i miałam niejeden dylemat do rozwiązania. Przyznam się szczerze, że nie wszystkie moje postanowienia z ubiegłego roku udało mi się zaliczyć – niestety. Tak bardzo chciałam zagłębić się w klasykę jednak na chęciach pozostało. Co prawda „Przeminęło z wiatrem” zaczęłam, jednak nie miałam okazji dokończyć. Zaopatrzyłam się również w inne książki tego typu, jednak też muszą poczekać na swoją kolej. Co z wyzwaniami, w których wzięłam udział? Myślę, że nie jest źle, ale mogło być lepiej… moje ambitne plany pokryły się z innymi zobowiązaniami, więc efekt jest jaki jest. Jaki dokładnie? Tego na dziś dzisiejszy nie wiem, dowiem się jak wszystkie zostaną podsumowane. Wiem jednak, że tym razem znów spróbuję, gdyż to super sprawa! Niezapomnianym przeżyciem minionego roku, było również spotkanie z Cecelią Ahern i kilkoma blogerkami, które również w spotkaniu uczestniczyły – miło było Was spotkać. Oczywiście do ciekawego wydarzenia zaliczam pobyt na Warszawskich Targach Książki oraz na Poznańskiej Grandzie, gdzie mogłam osobiście poznać Katarzynę Bondę, Olgę Rudnicką oraz Remigiusza Mroza. Teraz rozliczę się z minionym rokiem jak i z Wami – moimi czytelnikami. Sumiennie i szczegółowo. Nadal jestem wierną fanką Sherlocka Holmesa zarówno książkowego jak i ekranowego w wykonaniu Jeremego Bretta. Najchętniej każdą chwilę spędzała bym w jego towarzystwie. Tak wiem, to objaw świra. ;) To teraz czas na kilka statystyk:
Liczba przeczytanych książek w roku: 114, co daje 9,5 książki miesięcznie
Liczba przeczytanych stron: 40528, co daje 3377 stron miesięcznie
Najładniejsza okładka/ okładki roku: No i tu pojawia się problem, bo podoba mi się kilka okładek ale wybiorę 3 ze wszystkich przeczytanych w tym roku:


Największe literackie odkrycie roku: Magdalena Witkiewicz i jej twórczość, która za każdym razem czaruje słowami, obrazami i klimatem.

Najładniej wydana książka: Na to miano bezapelacyjnie zasługuje "Stigmata".

Najlepsze książki według gatunków:

Literatura piękna, współczesna, obyczajowa i młodzieżowa:


Kryminał, sensacja, thriller


"Pochłaniacz"                  "Central Park"

Z humorem – czyli ubaw po pachy:



Zbiory opowiadań:

        "Odette..."              "Bóg nie ma ptaszka"

Przy okazji podsumowania, postanowiłam policzyć książki w mojej skromnej biblioteczce. Łącznie jest ich: 355 (264 przeczytanych i 91 nieprzeczytanych)

Jakie mam plany na ten nowy rok? Oczywiście mam w planach nadal prowadzić bloga i planuję wziąć udział w kilku wyzwaniach. A ponad to, chciałabym wybrać się w maju na Warszawskie Targi Książki. Reszta zapewne wyjdzie z czasem…