piątek, 29 kwietnia 2016

Pamiętnik lesbijki - Eryk Edwardsson

wydawnictwo: Wieża Czarnoksiężnika
data wydania: 25 maja 2015
liczba stron: 240

„Każdy z nas jest sam jako człowiek, jako byt dla siebie. Każdy jest odrębnym egzystentem, który jawi się pozostałym ludziom jako inna rzeczywistość, jako świat zewnętrzny, otoczenie, środowisko. Każdy jest skazany na egzystencjalną samotność. I jedyne, co może zrobić, to poszukanie sobie towarzystwa innych samotnych bytów, które przeżywają swoją samotność w podobny sposób.” 

Myślę, że cytat rozpoczynający dzisiejszą recenzję jest idealny, gdyż pokazuje do czego dąży każdy z nas. Jesteśmy jednostkami stadnymi, w całym swoim życiu szukamy tych „bytów”, które będą podobne do nas, które nas zaakceptują, wesprą czy pokochają. Samotność czai się tuż za rogiem, a nawet w tłumie znajomych nam osób. Rzadko zdajemy sobie sprawę jak cenna jest obecność tej konkretnej osoby, jak ważna jest sama egzystencja tego człowieka w naszym małym świadku i ile my sami możemy dać komuś drugiemu przez samo bycie. Można by jeszcze zadać inne pytanie: Czym jest ta nasza egzystencja i o co w niej chodzi? Ja jednak nie będę rozwodziła się na tematy filozoficzne ani nie będę wnikała w naturę człowieka, jako odrębnego egzystenta w szarej codzienności, gdyż to zrobił za mnie Eryk Edwardsson, autor „Pamiętnika lesbijki”, czyli mojej dzisiejszej propozycji. Jesteście zaintrygowani? Chcecie się dowiedzieć, co skrywa tytuł i ta dość mroczna okładka?
Wyalienowana Nati, niemal wpędzona przez „typowych” facetów w mizoandrię, zafascynowana tajemniczymi gothami oraz zniesmaczona swoimi znajomymi dresiarzami, trafia na fanatyków wampiryzmu i stopniowo popada w wielki konflikt pomiędzy przyjaźnią a miłością.
Autor za pomocą słów wpuszcza czytelnika do głowy pewnej dziewczyny o imieniu Nati. Jest to dosyć ciekawa osóbka, niewątpliwie inteligentna, intrygująca oraz jak się okazuje wrażliwa. Studentka socjologii z Poznania żyje sobie normalnie. Chodzi na imprezy, uczy się, kocha muzykę i wrogim okiem ocenia facetów. Widzi w nich tylko ludziki, które pożerają wzrokiem kobiety. Są fałszywi, zakłamani i myślą tylko o jednym. Przyjaciół swoich również ocenia ze szczerością, która niejednego mogłaby skaleczyć. Jedyną najbliższą jej osobą jest Pati, dziewczyna różniąca się od niej, ale tym samym podobna. To przyjaźń od lat, to porozumienie i kompatybilność, która daje miłość. Jednak jak to z miłością bywa… potrafi ranić, zawodzić, zatruć i wystawić do wiatru. Często zmienia oblicza nakładając maski. Tak samo jak nasza wewnętrzna podświadomość – nasze prawdziwe ja, o czym przekonała się Nati.

„Ale ja nie jestem lesbijką… Ja tylko gdzieś się zagubiłam, a ktoś ubrał mnie w fałszywą tożsamość. Jutro rano otworzę szafę i w gąszczu ubrań znów odszukam prawdziwą siebie, moją właściwą tożsamość. […] Jestem teraz tylko swoim odbiciem, refleksem wyłonionym z niebytu przez grę świateł na owej szybie, która oddziela mnie od reszty świata. Jestem zatem wciąż po tej samej stronie tafli szkła… Jestem więc bezpieczna.”

Pewnego dnia, w pewnym miejscu, pewna osóbka o dziwnym przydomku Manat uświadamia naszej bohaterce prawdę, którą trudno jej będzie zaakceptować. Pozna prawdziwe oblicze wiążącej ją więzi z Pati. Świat stanie na głowie, a jej myśli rozpoczną jeszcze większą gonitwę niż do tej pory. Akcja przyśpieszy, a czytelnik zostanie wciągnięty jeszcze głębiej do wnętrza Natalii.

„Każdy rodzaj szczęścia jest dobry, jeśli tylko jest prawdziwy.”

„Pamiętnik lesbijki” nie zalicza się do obszernych tomiszczy, jest to raczej mało gabarytowa literatura, jednak niezwykle obrazowa i wypełniona po brzegi emocjami, myślami i spostrzeżeniami. Nie zabraknie tutaj filozofii, socjologii, dramaturgii i jakże intrygującej psychologii. Dzięki narracji pierwszoosobowej, a raczej wewnętrznego monologu mamy intymną więź z główną bohaterką. Wnikamy do jej świadomości i dryfujemy po meandrach spostrzeżeń, ocen międzyludzkich, a nawet depresji, która sprowadza Nati na krawędź samotności. Czym jest akceptacja…samoakceptacja, homoseksualizm, przyjaźń, miłość, więzi międzyludzkie czy też zwykła egzystencja (o której wspomniałam na początku)? Jakie stereotypy i uprzedzenia kierują nami i za czym gonią młodzi ludzie – o tym na pewno dowiecie się z tej książki. Zapewne nie jest to łatwa lektura. Zaliczyłabym ją raczej do mrocznych i bogatych językowo. Sceny brutalności, mieszają się z wulgaryzmami, niekiedy naiwnością i granicą tolerancji – nie tylko seksualnej, ale także tej kulturowej i egzystencjonalnej. Bohaterowie są tutaj różni… jak dla mnie pełnią oni funkcję obrazową. Żadna z postaci nie przekonała mnie do siebie, a główna bohaterka swoją naiwnością w pewnym momencie mnie wręcz rozłożyła na łopatki. Jednak jej portret psychologiczny i inteligencja przyjemnie zaskoczyły. Trudno było mi się odnaleźć w takiej rzeczywistości jaką widzimy oczami Nati. Nie od razu również złapałam rytm tej powieści – są momenty, które łatwiej przełknąć i są też te trudniejsze do łyknięcia.

Podsumowując: z książki Eryka Edwardssona wyłania się obrazowy i niezwykle trudny światopogląd dotyczący ludzkiej egzystencji i wszystko to, co się z nią wiąże. Jest to obraz mroczny i dosyć depresyjny, pokazujący wrażliwość, niezrozumienie i chęć ucieczki. Myślę, że może to być lektura ciekawa, jednak na pewno w jakiś sposób kontrowersyjna i pełna skrajności. Myślę, że lektura może okazać się ciekawym doświadczeniem dla osób, które lubią rozterki rodzące się w ludzkim umyśle.

„Bo… W życiu chodzi o coś więcej niż tylko o przeżycie aż do śmierci.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Wieża Czarnoksiężnika

Zapraszam również na oficjalną stronę książki www.PamietnikLesbijki.pl oraz jej fanpage https://www.facebook.com/pamietniklesbijki

czwartek, 28 kwietnia 2016

Dziewczyna, którą nigdy nie byłam - Caitlin Moran

wydawnictwo: Czarna Owca
data wydania: 27 kwietnia 2016
liczba stron: 392

„Udawaj, aż ci to wejdzie w krew.”

Człowiek cały czas doskonali sztukę udawania, a swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie rozpoczął w wieku dojrzewania, kiedy to trzeba było stworzyć siebie na nowo. Dzieci czasem też potrafią udawać, jednak ich udawanie jest bardziej niewinne i jest dopiero szkicem próbnym, który z czasem wprowadzi ich do świata narysowanych masek. Każdy z nas był nastolatkiem (lub jest obecnie) i myślę, że mechanizm przepoczwarzania się z „naturalnego” dziecka w wykreowanego nastolatka zna doskonale. Nikt z nas wraz z kolejnymi (powiedzmy 14-stymi) urodzinami nie obudził się inny, świeży i idealny. Każdy w jakiś sposób dopracowywał swoją postać, pozę, maskę i budował swoje doświadczenie. Na błędach większych, lub mniejszych – jednak zawsze na błędach swojej młodości i elastyczności w kreowaniu siebie. O takim udawaniu jest mowa w książce, którą wraz z datą premiery recenzuję. „Dziewczyna, którą nigdy nie byłam” autorstwa Caitlin Moran to niezwykły przeskok w czasie do lat 90- tych i angielskiej popkultury.

„Cokolwiek zrobisz pamiętaj, nie bądź sobą. To nigdy nie działa.”
14-letnia Johanna urodziła się, by przegrać. Pochodzi z biednej rodziny, jest gruba i mieszka na prowincji. Boi się, że umrze jako dziewica, którą nigdy nie zainteresował się żaden mężczyzna. Jej świat wywraca się do góry nogami, gdy otrzymuje propozycję pracy dla londyńskiego magazynu muzycznego. Odrodzona jako Dolly Wilde rzuca się w wielkomiejskie muzyczne podziemie rozbrzmiewające piosenkami My Bloddy Valentine i nęcące przygody z seksem i używkami.
Przyznam się szczerze, że ta powieść mnie totalnie zaskoczyła. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a tymczasem musiałam z uporem walczyć z pierwszymi stronicami tej książki. Jednak z czasem było coraz lepiej i wreszcie wkręciłam się w opowieść Johanny. Jest to historia niezwykle barwna, dynamiczna i obrazowa. Ze zwykłej nieatrakcyjnej dziewczyny, która często i gęsto pozwala sobie na kompromitujące wpadki przeistacza się w wykreowaną przez siebie mroczną postać (której również zdarzają się kompromitacje). Rządna przygód, innego życia i koniecznie seksu, Johanna staje się cyniczną recenzentką muzyczną. „Ubrana” w zmyślony wizerunek stara się przeżyć swoją młodość aktywnie. Pragnie wyrwać się z domu, zaistnieć, powalać na kolana i doznawać orgazmów nie tylko za pomocą własnej ręki. Ta młoda dziewczyna po prostu szuka recepty na szczęście, sukces i spełnienie. To idealny obraz młodzieńczego buntu, wewnętrznych rozterek, trudnej sytuacji rodzinnej oraz oczywiście muzyki, która królowała w tamtych czasach. Nie zabraknie tutaj naiwności, która idzie w parze w wiekiem naszej bohaterki, wytrwałości, szczerości, krytyki i pomyłek. Trudno mi było zaakceptować naszą młodzieńczą gwiazdę, jej naiwność, zachowanie, opętanie seksem i jej styl. Z czasem jednak „poznałam” ją bliżej i było mi łatwiej podążać jej śladem.  
„Cynizm wymywa kulturę jak wybielacz, usuwając miliony małych, kiełkujących pomysłów. Cynizm sprawia, że twoją automatyczną odpowiedzią jest „nie”. Cynizm oznacza, że zakładasz, iż wszystko zakończy się rozczarowaniem. I właśnie z tego powodu ludzie stają się cyniczni. Bo boją się rozczarowania.”

Caitlin Moran to znana brytyjska pisarka, felietonistka „Timesa” oraz feministka. Dorastała w biednej rodzinie nigdy nie otrzymując formalnego wykształcenia. W wieku 16 lat napisała pierwszą książkę. Jest laureatką licznych nagród m. in. „British Press Award” za wywiad z Lady Gagą. Wydana w 2011 roku anty- biografia „How to Be a Woman” sprzedała się w niemal półmilionowym nakładzie przynosząc jej sławę i status gwiazdy brytyjskiej publicystyki. „Dziewczyna, którą nigdy nie byłam” szybko została doceniona przez czytelników w Anglii za humor oraz szczerość i tym samym zyskała status Bestsellera Sunday Timesa.

„Celem życia jest radość – sprawianie komuś radości i bycie nią obdarowanym. Ziemia jest skrzynią skarbów, w której pełno jest ludzi, miejsc, piosenek, i codziennie możesz w niej zanurzyć swoje ręce i wydobyć jakąś nową, śmieszną, doskonałą rozkosz i przyjemność.”

„Dziewczyna, którą nigdy nie byłam” to frywolna, swobodna i zarazem totalnie szczera opowieść o dojrzewaniu opowiedziana z punktu widzenia dorosłej kobiety. To taka lekcja „nastoletniego udawania”, która prowadzi czytelnika po błędach młodości głównej bohaterki. Błędach, które najpierw są wybawieniem, smakują czymś nowym i dodają pazura młodej dziewczynie z prowincji, by z czasem zmienić swoje oblicze. Mocnym atutem powieści jest niewątpliwie narracja – lekka, momentami zabawna, wulgarna, komicznie- żałosna i niekiedy dająca do myślenia. Książka Caitlin Moran to wehikuł czasu gwarantujący sentymentalną podróż dla pokolenia wychowanego w tamtych czasach – w tym mojego – i lekcja buntu, błędów i metamorfozy dla obecnych nastolatków. Co prawda nie jest to nasza popkultura i nie ta dzisiejsza młodzież, jednak esencja zawarta w przekazie tej książki jest na tyle elastyczna, że pasuje do każdego. W końcu, każdy z nas kiedyś musi zbudować własną tożsamość, zakosztować tego, co zakazane i przetestować wytyczone granice. Podsumowując: historia z humorem, przemyśleniami, dobrą narracją, dziwną bohaterką i młodzieńczą erotyką. Literacka podróż po własnej osobowości i odkrywaniu dorosłości. Niegrzeczna książka o jeszcze bardziej niegrzecznej dziewczynie!

„[…] czasami miłości nie da się zauważyć, bo nie jest ani głośna, ani namacalna. Czasami miłość jest anonimowa. Czasami miłość milczy. Stoi sobie spokojnie, gdy ty nazywasz ją pizdą; gryzie się w język i czeka.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Harem Sulejmana - Colin Falconer


wydawnictwo: Między Słowami
data wydania: 4 kwietnia 2016
liczba stron: 512

„Gdy człowiek jest samotny w raju, z łatwością może zamienić go w piekło.”

Tak sobie myślę, że właśnie zakończyłam swoją wędrówkę po „rajskim piekle”, w którym góruje zemsta, intryga, brutalność i samotność. „Harem Sulejmana” autorstwa Colina Falconera to książka, która każdemu z nas gdzieś się tam przewinęła pod nosem. Tym bardziej, że jest to opowieść o bohaterach serialu „Wspaniałe stulecie”, który jest (był) dość popularny w ostatnim czasie. Oglądając mogliśmy poznać bliżej kulturę i strukturę władzy na ziemiach Tureckich. Książka jak i serial oferuje nam postacie, które niegdyś żyły naprawdę – czyni to całość intrygującą i wciągającą. Sama miałam okazję kilkakrotnie usiąść przed telewizorem i dać się na moment wciągnąć w ten haremowy wir wydarzeń, który wydawał się niezwykle barwny i dziki zarazem. Nie oglądałam jednak wszystkich odcinków, gdyż nie należę do wielkich miłośniczek filmów i seriali. Wybrałam więc książkę na przewodnika po tej historii. Czy zrobiłam dobrze?
Powiedziano jej, że pierwszym prawem haremu jest cisza. Ale Hürrem nie zamierzała stracić swojej szansy. Ognistowłosa niewolnica z kresów Rzeczpospolitej obudziła samego diabła, by zdobyć Sulejmana, mężczyznę, który mógł mieć wszystkie kobiety świata. Władca trzech kontynentów nazywał ją swoim Księżycem, wybranką, doradcą. Ale ona miała tylko jedną namiętność: zemstę. Wrogów pokonywała ich własnymi słabościami. Miłość zamieniała w truciznę. Snuła pajęczynę z podszeptów i intryg, by stać się najpotężniejszą kobietą Imperium.
„Gdy tylko czynią cię sułtanem, szykują cię na twoją śmierć.”

Tak się właśnie zastanawiam, od czego lepiej zacząć swoją przygodę z haremem Sulejmana… od serialu czy od książki? Zawsze odpowiadam, że od książek, jednak jak jest w tym przypadku? Czytałam, a moja podświadomość kierowała się w stronę telewizyjnych bohaterów, którzy gdzieś tam utkwili w mojej pamięci. Próbowałam posklejać to, co przekazał mi autor, z tym, co zapamiętałam z tych kilku serialowych fragmentów. Jedno na pewno uzupełnia się z drugim…i zapewne czymś się różnią. Tylko czy, aby nie jest już za późno na zapoznanie się z serialem, a później z książką? Z tego co wiem, to emisja serialu dobiegła końca…

„Nie można zmusić człowieka do miłości[…] trzeba tylko dać mu okazję do pokochania.”

Autor zabiera czytelnika w podróż do Stambułu, a konkretnie do XVI wieku. Poznajemy Sułtana i jego harem. Poznamy również bliżej samego władcę, który pragnie zaistnieć w pamięci swoich poddanych, a przy tym nie chce być podobny do swojego brutalnego ojca. Wewnętrznie buntuje się przeciwko zasadom, obowiązkom i tym, co płynie w jego krwi. Dotąd związany z jedną kobietą, z którą ma syna, unika swoich haremowych niewolnic. Jednak obowiązki sułtana zmuszają go do sięgnięcia po owoc kobiecości i postaranie się o większą ilość potencjalnych następców. Tak też poznaje rudowłosą dziewczynę, która podbije jego serce i rozpocznie tkanie pajęczej sieci intryg. To są dwie główne i najważniejsze postacie w tej historii. Kobieta – intrygantka, kusicielka, która wystraszyłaby nawet samego diabła oraz władca – podatny na wpływy matki i swojej oblubienicy, zagubiony i niezbyt szczęśliwy. Oczywiście czytelnik ma okazję poznać jeszcze innych bohaterów i się do nich zbliżyć, jednak to na tej parze najbardziej się skupimy.

„Jeśli wąż potrafi przetrwać rak długo pośród żmij, zasługuje na to, aby urosnąć.”

„Harem Sulejmana” to ciekawa lektura, która przenosi nas do zupełnie innego świata. Świata władzy, intryg, bezlitosnej śmierci i pragnienia zemsty. To barwny obraz, który pokazuje czytelnikowi życie kobiety, którą opętała gorycz nienawiści. Wykorzystuje ją w celu pokonania rywali i rywalek, aby osiągnąć swój cel – jest on co prawda długodystansowy, jednak realizacja całego planu została misternie zaplanowana i wykonana. Spryt rudowłosej Hurrem i jej zimne serce szokują i intrygują. Losy niewolnicy z haremu, która opętała swoim urokiem najpotężniejszego człowieka w państwie potrafią naprawdę wciągnąć. To pozorne życie w raju, które rajem nie jest…to brak wolności i złota klatka, w której trzeba jakoś przeżyć. Całość została napisana w sposób lekki i przyjemny dla czytelnika. Akcja przeskakuje z jednego miejsca w drugie, od jednej postaci do następnej, a i czasowo pędzimy naprzód. Nie ma nudy, jest za to ciekawa powieść historyczna z wyraźnym kobiecym pazurem na pierwszym planie. Książka składa się z dziesięciu części i 118 rozdziałów, a zakończona została epilogiem. Jest to egzotyczna wycieczka po meandrach ludzkiej osobowości, a także kulturze, która może obezwładniać swoją „innością”. Jeśli macie ochotę poznać namiętność, której drugie imię to – zemsta i miłość i jest grą pozorów to zapraszam na spacer po haremowych korytarzach gdzie śmierć czyha na każdego.

„Niebezpieczeństwo nadaje życiu znaczenie.”

Za książkę dziękuję za wydawnictwu Między Słowami

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska

wtorek, 19 kwietnia 2016

Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell


wydawnictwo: Czytelnik
tłumaczenie: Celina Wieniawska
tytuł oryginału: Gone with the Wind
liczba stron: 396 + 372 + 384

„Dawne czasy nie miały blasku, ale miały wdzięk, piękno, spokojny czar…”

Zmobilizowałam się i chwyciłam w swoje szpony wreszcie powieść, która nie zalicza się do nowości wydawniczych. Można powiedzieć, że raczej do zakurzonej klasyki literatury i tym samym uruchomiłam wehikuł czasu… Tak, musiałam odkryć tą przedziwną maszynkę od wariacji czasowych i po prostu przeskoczyć do innej epoki. Do świata najpierw beztroskiego, pachnącego wsią, końmi, zachodami słońca, poranną rosą, młodocianych miłostek i ślicznych strojów, który w mgnieniu oka zamienił się w wojenną zawieruchę i zgliszcza. Wszystko to za sprawą powieści Margaret Mitchell i jej „Przeminęło z wiatrem”! Jak wiecie – a przynajmniej niektórzy z Was powinni – chciałam zagłębić się w czymś z klasyki właśnie, czymś, co nie jest kryminałem, a da mi zakosztować zupełnie innego stylu i przeniesie do innych czasów. Tak też się stało. Z opóźnieniem realizuję moje ubiegłoroczne postanowienie noworoczne, które wtedy zaniedbałam. Co prawda przygodę z tą powieścią zaczęłam już wcześniej, jednak porzuciłam ją na długi czas przez inne zobowiązania czytelnicze i nowości, które zalewały moje półki. W tym roku wróciłam do przerwanej lektury i idąc za ciosem przeczytałam wszystkie tomy w krótkim czasie. I wiecie co? To była niezła frajda. Przygoda, która pokazała mi inną jakoś literatury!
Rok 1861. Czas wojny secesyjnej - Ameryka przechodzi głębokie wewnętrzne przemiany, które na zawsze zmienią jej obraz. Świat Południa, wielkich plantacji, możnych panów i czarnoskórych niewolników odchodzi w zapomnienie, pochłaniany przez industrialną, nastawioną na przemysł rzeczywistość. Scarlett O`Hara, córka zamożnego plantatora bawełny z Georgii, ma zaledwie szesnaście lat, jednak jej duma, upór i energia wydają się nie znać granic. Kiedy jej ukochany Ashley Wilkes zaręcza się z inną kobietą, Melanią, dziewczyna na złość jemu i sobie wychodzi za mąż za jej brata. Jej małżeństwo nie trwa jednak długo, małżonek rychło umiera, zaś Scarlett sama musi dać sobie radę z przytłaczającą rzeczywistością...
„Walka jest jak szampan. Uderza równie szybko do głowy tchórza jak bohatera. Każdy dureń może być odważny na polu bitwy, bo ma do wyboru albo męstwo, albo śmierć.”

Jakaś magiczna siła przyciągała mnie do tej powieści. Tytuł kusił a zapach starych książek drażnił zmysł węchu. Jakaś aura unosząca się nad tymi trzema białymi książkami skutecznie zachęcała mnie do wejście na ścieżkę klasyki literatury i oderwania się od tego, co zalewa dzisiaj księgarniane półki. W ostatnim czasie moja potrzeba czegoś innego totalnie przybrała na sile… stąd też mój zapał w czytaniu. Zaczęłam czytać z ciekawością i dystansem… można by rzec z ostrożnością i lekkim przerażeniem na widok tej malusiej czcionki i poupychanych literek. Do tego dochodził język i opisy, które kompletnie mi gdzieś zgrzytały. Pamiętam jeszcze podróż autokarem na zeszłoroczne Warszawskie Targi Książki i oswajanie się z krajobrazem magicznej Tary i groźbą wojny, a tym samym twórczością i talentem Margaret Mitchell. Z czasem (gdy ponownie wróciłam do czytania) oswajałam się z tym co wydało mi się obce i intrygujące. Opisana historia mnie wciągała, a oczami wyobraźni widziałam akcje oraz poznawałam coraz lepiej bohaterów i rozkoszowałam się jakością fabuły. Tak mnie pochłonęło życie Scarlett O’ Hary, że musiałam odstawić na bok inne pozycje i skupić się na tej… nie dozować sobie w małych dawkach tego specyfiku tylko łyknąć całość.

Jeśli już jesteśmy przy bohaterach, a konkretnie przy Scarlett… jest to bardzo ciekawa postać. Doskonale wykreowana i charakterystyczna. Z jednej strony ręce na nią opadały i miało się ją ochotę potrząsnąć i „znielubić”, a z drugiej intrygowała i zachwycała siłą, sprytem, przebiegłością, odwagą i miłością do Tary. Bo miłością do Ashleya to raczej osłabiała. To postać dynamiczna, dopasowująca się do okoliczności i idąca po trupach. Wreszcie kobieta w wadami, żaden tam czysty ideał, żadna kobietka, którą tylko ratuje się z opresji itp. Osoba o wielu twarzach… kochająca blichtr, pieniądze, Tarę i mężczyznę. A mężczyzn to tutaj przewinie się kilku. Jednak tylko jeden wywarł na mnie aż takie wrażenie i jest nim Rett Butler. Mężczyzna „równie podniecający jak wypita ukradkiem szklanka koniaku” a do tego inteligentny, zaradny, zawadiacki i bogaty. Równie barwna postać co nasza młodziutka Scarlett. Uwielbiałam ich rozmowy, które miały kilka odcieni… przechodziły od flirtu, troski, interesów, przytyków to jawnej kłótni i oczywiście namiętności.

Jedno połączyło mnie z główną bohaterką… miłość oraz tęsknota za bezpieczeństwem i urokami rodzinnych stron. To dzięki jej tęsknocie poczułam zapach moich pól, drzew, skoszonej trawy, lucerny, rzepaku, rechotu żab, śpiewu ptaków i tego przepięknego aromatu poranków i zmierzchów.

„Jakże mogłam wytrzymać przez tyle miesięcy […] bez zapachu wiejskiego powietrza i zaoranej ziemi, bez wolności letnich wieczorów?”

„Przeminęło z wiatrem” to nie jest jakieś tam zwyczajne romansidło w starym stylu. To literacka przygoda, która obfituje w niezliczoną ilość wrażeń a nawet wzruszeń. To cała gama emocji, sprzeczności i walka moralności z własnym sumieniem. To historia o przetrwaniu, tym co przeminęło, utracie, miłości, przyjaźni, odwadze, głupocie i różnorodności. To pozory, które skrywają prawdziwe oblicze… A co ważne, to zupełnie inna (jakościowo) literatura od tej, którą dziś często spotykamy. Tą dzisiejszą literaturę również sobie cenię i czytam z przyjemnością jednak taki przeskok czasowy, kulturowy, językowy i fabułowy dał mi dużo doznań. Zakosztowałam czegoś głębszego, złożonego i niepodanego na tacy od razu. Nie raz zostałam zaskoczona, a moja wyobraźnia aż szalała wzbogacona opisami. Nadszedł czas, gdy strony się skończyły i musiałam pożegnać się z bohaterami, gdzieś tam czai się jakaś emocja, która nie daje mi spokoju…A ja mogę wreszcie oddać pożyczone książki z czystym sumieniem, zadowoleniem i jakimś wewnętrznym wzbogaceniem. Zostaję po stronie teraźniejszości, wróciłam do swojego świata, przetrawię przeżycia i z czasem zabiorę się za kolejną klasykę. Mój apetyt na „dobrą” literaturę wzrósł jeszcze bardziej!

„Nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym kiedy indziej.”

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Klucznik

niedziela, 10 kwietnia 2016

Nie oddam szczęścia walkowerem - Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska



wydawnictwo: Czarna Owca
liczba stron: 464
premiera: 13 kwietnia 2016

„Przeżywając, uczysz się życia.”

Zapachniało wiosną, nowym początkiem, być może też szczęściem oraz nową miłością. Znów można poczuć się lekko i kobieco. Może to dobry czas, żeby tę kobietę w sobie odkryć?! W każdym razie wiosna nastraja optymistycznie, chce się nam walczyć i stawiać sobie wyzwania. Skoro już powiało lekkością i kobiecością to chcę Wam dziś zaproponować lekturę wpisującą się idealnie w te klimaty. Co prawda jej początek popycha nas ku jesieni, jednak całość określiłabym wiosenną. Już za trzy dni w księgarniach pojawi się książka Agnieszki Jeż i Pauliny Płatkowskiej – „Nie oddam szczęścia walkowerem”. Prawda, że zapowiada się optymistycznie?

„[…] przyjaźń to relacja najwyższej próby. Nie łączy Cię z drugą osobą kod genetyczny, wspólny kredyt, powołane na świat potomstwo, poczucie obowiązku lub winy. To uczucie i cnoty z nim związane w najczystszej postaci.”
Nigdy nie wiadomo, co los przygotował za życiowym zakrętem. Warto się jednak odważyć, by to sprawdzić – zwłaszcza jeśli ma się wsparcie najlepszej przyjaciółki. Zwariowana, słodko-gorzka opowieść o miłości, sile przyjaźni i poszukiwaniu szczęścia. Bohaterki to trzydziestoparolatki, które po latach oddalenia przypadkowo wpadają na siebie w sklepie z odzieżą używaną. Oto Magda – redaktorka w piśmie katolickim, której małżeństwo właśnie się z hukiem i wstydem rozpadło, poznaje Wiktora. Targana dylematami moralnymi, bezradnie się zakochuje i wdaje w romans, który jest rozbujaną huśtawką emocji. Wiktor długo nie potrafi się zdecydować, czy chce stworzyć z Magdą związek, czy wieść życie lekkoducha i bawidamka. Oto Jagoda – która na łamach prasy kobiecej radzi czytelniczkom w sprawach sercowych. Modelowa matka i żona skrzętnie skrywa przed światem, a także samą sobą, że jej małżeństwo to farsa. Do czasu. Pewnego dnia niewinny czuły gest dawnego znajomego obudzi w niej pragnienia, o które się nawet nie podejrzewała. Wtedy mąż „postanawia poprawę” i proponuje jej wspólną terapię dla dobra ich związku i rodziny. Ale jak zapomnieć o Jerzym? Rusza lawina zdarzeń. Przez niemal rok kobiety przeżywają swe miłości i rozterki, którymi dzielą się w mailowych relacjach.
„Nie przestaje mnie zadziwiać jak mało wiemy, dopóki czegoś nie doświadczymy.”

I faktycznie będzie optymistycznie, słodko i gorzko zarazem… do smaku los jeszcze doprawi czymś kwaśnym i ostrym, a żeby był komplecik to i słonawym. Zaczynając książkę wkraczamy nagle do świata Jagody i Magdy. Przyjaciółek z dawnych lat, które odnawiają swoją przyjaźń. Poznamy ich prywatne życie, ich emocje i codzienność. Jak się do nich zbliżymy? Wszystko dzięki e-mailom, które dziewczyny do siebie regularnie piszą. Piszą je obrazowo i nawet niekiedy obszernie. To dzięki takiej wymianie myśli i przeżyć, mamy wgląd w ich przyjaźń. Przyjaźń solidarną, wierną i szczerą. Niekiedy można im aż pozazdrościć tej łączącej ich relacji oraz wsparcia, które sobie okazują. Nasze bohaterki dopada chichot losu, a ich dotychczasowe życie rozpędza się i obfituje w nowe rewelacje i rozterki. Wszystko to sprawia, że stają się bardziej świadome siebie, swoich potrzeb i swojego życia. Przechodzą metamorfozę, zresztą tak samo jak ich życie.

„Zmiana musi wyjść od ciebie, nie jesteś marionetką, więc nie czekaj, aż ktoś ci ręką lub nogą poruszy.”

Paulina Płatkowska jest absolwentką Katedry Teorii Literatury, Teatru i Filmu na Uniwersytecie Łódzkim, pracuje w branży wydawniczej od czwartego roku studiów. Agnieszka Jeż absolwentka filologii polskiej i filologii bałtyckiej na Uniwersytecie Warszawskim, również związana z branżą wydawniczą.

Autorki tej jakże kobiecej i ciepłej historii potrafią w czytelniku wyzwolić tęsknotę za przyjaźnią, która nie każdemu jest dana. Nie w stopniu tak zaawansowanym jak ją opisały. Stworzyły także obraz kobiety silnej mimo wszystko. Takiej, która ma prawo zechcieć zmiany, miłości, pożądania i nowego początku.

„Nie oddam szczęścia walkowerem” to lekka i przyjemna lektura. Szkoda tylko, że bez oryginalnej fabuły i niestety ze sporą dawką przewidywalności. Jest to opowieść o kobietach i myślę, że dla kobiet. Zaczynając czytać zastanawiałam się, co może wyjść z maili i jak długą historię można z nich upleść. Okazało się jednak, że można stworzyć ponad 460 stron, które zobrazują walkę o szczęście, miłość i samego siebie. Mimo tego, że nie poczułam tąpnięcia, zaskoczenia i gromu z jasnego nieba, to jednak podczas czytania bawiłam się całkiem nieźle. Lekki i barwny ton tej opowieści zachęca do dalszego czytania, a bohaterek nie da się nie lubić.

Podsumowując: Jest to książka, którą można poczytać przy kawie, na łonie natury, czy podczas leniwego popołudnia. Umili czas, doda otuchy i niekiedy rozweseli. Jeśli potrzebujecie takiej właśnie literackiej odskoczni to gorąco polecam. Na pewno zachęci Was do przeżywania życia!

„Otóż myślę, że życie obiera mas z młodzieńczych ideałów jak z kolejnych warstw cebuli. I nie jest to, wbrew pozorom, myśl przykra. Te młodzieńcze rojenia są wspaniałe dopóty, dopóki jest się nieopierzonym podlotkiem. Muszą przejść próbę ognia, próbę woli, wreszcie próbę czasu, by wyłoniło się z nich coś przyzwoitego.”

Dziękuję wydawnictwu za możliwość przeczytania książki

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska

niedziela, 3 kwietnia 2016

Urodzinowa rozdawajka!


Jako, że na 27 kwietnia przypadają dwie świetne premiery książek naszych rodzimych autorek, czyli Magdaleny Witkiewicz oraz Agnieszki Olejnik, postanowiłam zorganizować urodzinową rozdawajkę. Sama z niecierpliwością wyczekuję tego dnia, gdyż powieści obu autorek zawsze niesamowicie mnie wciągają. Oto kilka słów o książkach:

Magdalena Witkiewicz - "Cześć, co słychać"
Nowa powieść bestsellerowej autorki! Dziś wiem i widzę już nieco więcej. Nauczyłam się patrzeć, ale umiem też przymykać oczy. Ze strachu, że popełnię błąd. Jestem taka jak inne, to wiem na pewno. Matki, żony i kochanki. Kobiety w połowie życia. Mądrzejsze niż 20 lat temu, ale za to z bagażem doświadczeń. Pełne głęboko skrywanych tajemnic, o które nikt nas nie podejrzewa. Czasem tęsknię za czymś, czego nie potrafię nazwać, uśmiecham się do ludzi, chociaż w sercu mam bałagan. Może coś tracę, zyskując spokój. Bardzo dbam, by nie padły słowa, których nie można wymazać. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, jak niebezpieczne może być: „Cześć, co słychać”…
Agnieszka Olejnik - "Szczęście na wagę" 
Czy ludzie, którzy stali się dla siebie obcy, mogą odbudować relacje i zacząć wszystko od nowa? Ewa jest żoną i matką, całkowicie poświęconą rodzinie. Jednak jako dojrzała kobieta uświadamia sobie, że przestała realizować własne marzenia i czerpać radość z życia. Jej frustrację pogłębiają rodzinne troski: miłość w małżeństwie dawno wygasła, a nastoletnia córka ukrywa przed rodzicami swoje problemy i odrzuca wszelką pomoc. Gdy Ewa dowiaduje się o chorobie córki, postanawia zawalczyć o ich wspólne szczęście. Dzięki zdrowej diecie i treningom chce przywrócić równowagę w życiu Klaudii i ponownie się do niej zbliżyć. To będzie ich wspólna walka. W tym samym czasie Ewa poznaje mężczyznę, który może być szansą na jej własne szczęście. Agnieszka Olejnik po raz kolejny z ogromną wnikliwością opisuje ludzkie dramaty, które są w istocie uniwersalnymi problemami. „Szczęście na wagę” to powieść przełamująca stereotypy i pokazująca, jak ważna jest równowaga między poświęceniem dla innych a troską o samorealizację.
Jedna z tych książek może być Twoja! Wystarczy tylko zgłosić swoją chęć udziału, wybrać jaką książkę chcesz otrzymać, polubić lub obserwować bloga i rozesłać dalej informacje o rozdawajce :) Zwycięzca będzie tylko jeden.

Przykładowy komentarz:
Zgłaszam się!
Wybieram książkę: [podać tytuł]
E-mail:
Obserwuję jako / lubię na FB jako:
Udostępniam baner: [podać adres]

Regulamin:
1. Organizatorką konkursu jestem ja - Magdalena T. - właścicielka bloga Zakochana w czytaniu
2. Uczestnikiem może być każda osoba, która posiada adres korespondencyjny na terenie Polski.
3.Udostępnienie podlinkowanego baneru konkursowego na swoim blogu lub Facebooku oraz obserwowanie bloga lub polubienie go na Facebooku jest obowiązkowe.
4. Na zgłoszenia czekam do godziny 23:59 dnia 27.04.2016.
5. Zwycięzca zostanie wybrany drogą losową.
6. Wyniki zostaną opublikowane w ciągu tygodnia od zakończenia konkursu.
7. Ze zwycięzcą skontaktuję się poprzez e-maila i będzie miała 7 dni na podanie adresu do wysyłki.
8. W przypadku przesunięcia premiery książki, wysyłka nastąpi, gdy tylko powieść ukaże się na rynku.