wtorek, 19 kwietnia 2016

Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell


wydawnictwo: Czytelnik
tłumaczenie: Celina Wieniawska
tytuł oryginału: Gone with the Wind
liczba stron: 396 + 372 + 384

„Dawne czasy nie miały blasku, ale miały wdzięk, piękno, spokojny czar…”

Zmobilizowałam się i chwyciłam w swoje szpony wreszcie powieść, która nie zalicza się do nowości wydawniczych. Można powiedzieć, że raczej do zakurzonej klasyki literatury i tym samym uruchomiłam wehikuł czasu… Tak, musiałam odkryć tą przedziwną maszynkę od wariacji czasowych i po prostu przeskoczyć do innej epoki. Do świata najpierw beztroskiego, pachnącego wsią, końmi, zachodami słońca, poranną rosą, młodocianych miłostek i ślicznych strojów, który w mgnieniu oka zamienił się w wojenną zawieruchę i zgliszcza. Wszystko to za sprawą powieści Margaret Mitchell i jej „Przeminęło z wiatrem”! Jak wiecie – a przynajmniej niektórzy z Was powinni – chciałam zagłębić się w czymś z klasyki właśnie, czymś, co nie jest kryminałem, a da mi zakosztować zupełnie innego stylu i przeniesie do innych czasów. Tak też się stało. Z opóźnieniem realizuję moje ubiegłoroczne postanowienie noworoczne, które wtedy zaniedbałam. Co prawda przygodę z tą powieścią zaczęłam już wcześniej, jednak porzuciłam ją na długi czas przez inne zobowiązania czytelnicze i nowości, które zalewały moje półki. W tym roku wróciłam do przerwanej lektury i idąc za ciosem przeczytałam wszystkie tomy w krótkim czasie. I wiecie co? To była niezła frajda. Przygoda, która pokazała mi inną jakoś literatury!
Rok 1861. Czas wojny secesyjnej - Ameryka przechodzi głębokie wewnętrzne przemiany, które na zawsze zmienią jej obraz. Świat Południa, wielkich plantacji, możnych panów i czarnoskórych niewolników odchodzi w zapomnienie, pochłaniany przez industrialną, nastawioną na przemysł rzeczywistość. Scarlett O`Hara, córka zamożnego plantatora bawełny z Georgii, ma zaledwie szesnaście lat, jednak jej duma, upór i energia wydają się nie znać granic. Kiedy jej ukochany Ashley Wilkes zaręcza się z inną kobietą, Melanią, dziewczyna na złość jemu i sobie wychodzi za mąż za jej brata. Jej małżeństwo nie trwa jednak długo, małżonek rychło umiera, zaś Scarlett sama musi dać sobie radę z przytłaczającą rzeczywistością...
„Walka jest jak szampan. Uderza równie szybko do głowy tchórza jak bohatera. Każdy dureń może być odważny na polu bitwy, bo ma do wyboru albo męstwo, albo śmierć.”

Jakaś magiczna siła przyciągała mnie do tej powieści. Tytuł kusił a zapach starych książek drażnił zmysł węchu. Jakaś aura unosząca się nad tymi trzema białymi książkami skutecznie zachęcała mnie do wejście na ścieżkę klasyki literatury i oderwania się od tego, co zalewa dzisiaj księgarniane półki. W ostatnim czasie moja potrzeba czegoś innego totalnie przybrała na sile… stąd też mój zapał w czytaniu. Zaczęłam czytać z ciekawością i dystansem… można by rzec z ostrożnością i lekkim przerażeniem na widok tej malusiej czcionki i poupychanych literek. Do tego dochodził język i opisy, które kompletnie mi gdzieś zgrzytały. Pamiętam jeszcze podróż autokarem na zeszłoroczne Warszawskie Targi Książki i oswajanie się z krajobrazem magicznej Tary i groźbą wojny, a tym samym twórczością i talentem Margaret Mitchell. Z czasem (gdy ponownie wróciłam do czytania) oswajałam się z tym co wydało mi się obce i intrygujące. Opisana historia mnie wciągała, a oczami wyobraźni widziałam akcje oraz poznawałam coraz lepiej bohaterów i rozkoszowałam się jakością fabuły. Tak mnie pochłonęło życie Scarlett O’ Hary, że musiałam odstawić na bok inne pozycje i skupić się na tej… nie dozować sobie w małych dawkach tego specyfiku tylko łyknąć całość.

Jeśli już jesteśmy przy bohaterach, a konkretnie przy Scarlett… jest to bardzo ciekawa postać. Doskonale wykreowana i charakterystyczna. Z jednej strony ręce na nią opadały i miało się ją ochotę potrząsnąć i „znielubić”, a z drugiej intrygowała i zachwycała siłą, sprytem, przebiegłością, odwagą i miłością do Tary. Bo miłością do Ashleya to raczej osłabiała. To postać dynamiczna, dopasowująca się do okoliczności i idąca po trupach. Wreszcie kobieta w wadami, żaden tam czysty ideał, żadna kobietka, którą tylko ratuje się z opresji itp. Osoba o wielu twarzach… kochająca blichtr, pieniądze, Tarę i mężczyznę. A mężczyzn to tutaj przewinie się kilku. Jednak tylko jeden wywarł na mnie aż takie wrażenie i jest nim Rett Butler. Mężczyzna „równie podniecający jak wypita ukradkiem szklanka koniaku” a do tego inteligentny, zaradny, zawadiacki i bogaty. Równie barwna postać co nasza młodziutka Scarlett. Uwielbiałam ich rozmowy, które miały kilka odcieni… przechodziły od flirtu, troski, interesów, przytyków to jawnej kłótni i oczywiście namiętności.

Jedno połączyło mnie z główną bohaterką… miłość oraz tęsknota za bezpieczeństwem i urokami rodzinnych stron. To dzięki jej tęsknocie poczułam zapach moich pól, drzew, skoszonej trawy, lucerny, rzepaku, rechotu żab, śpiewu ptaków i tego przepięknego aromatu poranków i zmierzchów.

„Jakże mogłam wytrzymać przez tyle miesięcy […] bez zapachu wiejskiego powietrza i zaoranej ziemi, bez wolności letnich wieczorów?”

„Przeminęło z wiatrem” to nie jest jakieś tam zwyczajne romansidło w starym stylu. To literacka przygoda, która obfituje w niezliczoną ilość wrażeń a nawet wzruszeń. To cała gama emocji, sprzeczności i walka moralności z własnym sumieniem. To historia o przetrwaniu, tym co przeminęło, utracie, miłości, przyjaźni, odwadze, głupocie i różnorodności. To pozory, które skrywają prawdziwe oblicze… A co ważne, to zupełnie inna (jakościowo) literatura od tej, którą dziś często spotykamy. Tą dzisiejszą literaturę również sobie cenię i czytam z przyjemnością jednak taki przeskok czasowy, kulturowy, językowy i fabułowy dał mi dużo doznań. Zakosztowałam czegoś głębszego, złożonego i niepodanego na tacy od razu. Nie raz zostałam zaskoczona, a moja wyobraźnia aż szalała wzbogacona opisami. Nadszedł czas, gdy strony się skończyły i musiałam pożegnać się z bohaterami, gdzieś tam czai się jakaś emocja, która nie daje mi spokoju…A ja mogę wreszcie oddać pożyczone książki z czystym sumieniem, zadowoleniem i jakimś wewnętrznym wzbogaceniem. Zostaję po stronie teraźniejszości, wróciłam do swojego świata, przetrawię przeżycia i z czasem zabiorę się za kolejną klasykę. Mój apetyt na „dobrą” literaturę wzrósł jeszcze bardziej!

„Nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym kiedy indziej.”

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska
Klucznik

14 komentarzy:

  1. O kurcze, coś czuję, że będę musiała sięgnąć po Przeminęło z wiatrem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam to dzieło i uważam, że jest ponadczasowe. Teraz zamierzam sobie kupić nowe wydanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. W wakacje... koniecznie! Nie ma że nie!
    Bo na co tu czekać, jak ja i tak kocham tę historię (film...) :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Film uwielbiam, ale do pierwowzoru w postaci książki jeszcze się nie zabrałam, ale mam szczerą nadzieję to nadrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś nie mogę się zebrać w sobie żeby to przeczytać, nie wiem dlaczego. Wichrowe wzgórza też mnie odrzucaly a jednak okazały się świetne. Muszę się w końcu przekonać do tej książki;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ kusisz :) Mam w domu to samo wydanie i aż mnie skręca, że jeszcze nie poznałam tej historii. Masz rację, że takie literackie podróże w przeszłość potrafią zapaść w pamięć i wzbudzić nieznane lub zapomniane emocje. Koniecznie muszę poznać "Przeminęło z wiatrem" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam to wydanie! Dwa razy się do tego zabierałam, ale jeszcze nie dałam rady przebrnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Przeminęło z wiatrem" to klasyk, którego jeszcze nie przeczytałam i czego wstydzę się przeogromnie. Jednak MUSZĘ to zmienić, bo Scarlett bardzo mnie intryguje i chętnie poznam ją bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakoś nie czuję tego. Nie przepadam za klasykami i z tym mogłabym mieć problem.

    Buziaki <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam tę samą wersję wydawniczą co Ty:) Cudna klasyka:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chciałabym mieć właśnie to, stare wydanie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam i chyba trzeba nadrobić.
    Zapraszam do siebie na krótką recenzje tomu 5 "Tylko Cross" (One with you)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ostatnio postanowiłam, że koniecznie muszę nadrobić moje zaległości w klasykach, dlatego myślę, że po tę książkę również sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Klasyk, który muszę koniecznie poznać, wszak widziałam tylko film ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)