czwartek, 12 maja 2016

Cześć, co słychać? - Magdalena Witkiewicz


wydawnictwo: Filia
data wydania: 27 kwietnia 2016
liczba stron: 350

„Najbardziej smakuje to, czego nie możemy mieć. Nawet jeżeli codziennie jemy przepyszną czekoladę, to czasem zatęsknimy za ziemniakami.”

Piękna pogoda za oknem. Słoneczko beztrosko pieści zmęczone codziennością twarze, a wietrzyk rozwiewa włosy przechodniom na ulicach. Ptaki śpiewają swoje ulubione melodie zagłuszając odgłosy miasta, zieleń natomiast pełni funkcje pachnącej kurtyny, która odgradza od siebie gmaszyska bloków. Taka oto sielanka za firanką, a ja w wygodnej pozycji, z kubkiem herbaty pod ręką i bukietem pachnącego bzu przed nosem, pozwoliłam się omotać Magdalenie Witkiewicz i jej najnowszej powieści, „Cześć, co słychać?”.
Dziś wiem i widzę już nieco więcej. Nauczyłam się patrzeć, ale umiem też przymykać oczy. Ze strachu, że popełnię błąd. Jestem taka jak inne, to wiem na pewno. Matki, żony i kochanki. Kobiety w połowie życia. Mądrzejsze niż 20 lat temu, ale za to z bagażem doświadczeń. Pełne głęboko skrywanych tajemnic, o które nikt nas nie podejrzewa. Czasem tęsknię za czymś, czego nie potrafię nazwać, uśmiecham się do ludzi, chociaż w sercu mam bałagan. Może coś tracę, zyskując spokój. Bardzo dbam, by nie padły słowa, których nie można wymazać. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, jak niebezpieczne może być: „Cześć, co słychać”…
Latka lecą, każdy z nas się starzeje i zostawia za sobą przeszłość, dzieciństwo, przyjaźnie, pierwsze miłostki i wspomnienia. Często upychane są w małych pudełkach po kapciach na strychu, w piwnicy czy gdzieś tam w starej szafie. Jednak nadal nam towarzyszą, ukryte w naszych wnętrzach i tych skrzypiących szafach. Pewnego dnia wychodzą na światło dzienne i wiercą nam dziurę w brzuchu – w głowie. W oparach sentymentu i melancholii zastanawiamy się nad naszymi dawnymi przyjaźniami, które miały trwać wiecznie oraz nad pierwszymi partnerami i liścikami miłosnymi. Nad marzeniami, dzieciństwem i jego prostotą. Wszystko to ma swój specyficzny zapach i nie jest to naftalina czy stęchlizna, jest to coś, co pachnie przemijaniem, starością, sentymentem i pięknem. Zupełnie jak stare książki, które zachwycają na swój sposób. Tak samo jest z naszą przeszłością. Chciałoby się znowu zakosztować tego co było, skraść choć jedną sekundkę i rozkoszować się tym uczuciem. Jednak czy warto ingerować w przeszłość? Na siłę wydrzeć coś z lamusa i próbować ożywić, kosztem porażki i zawodu? Czy przyjaźnie z dzieciństwa mogą odżyć po latach? Czy chłopak, którego kiedyś kochałyśmy nadal będzie ideałem i czy w ogóle nim był? Z przeszłością trzeba ostrożnie, gdyż można się sparzyć, a jedno zwyczajne: Cześć, co słychać… może okazać się naprawdę niebezpieczne. O czym przekona się Zuzanna… żona, matka i sentymentalistka, której zabrakło motyli w brzuchu i dawnych uniesień.

„Nikt nie jest w stanie pomóc nam w rozwiązywaniu problemów codzienności. To trzeba załatwić samemu.”

Co tym razem w trawie piszczy? Motyle… może nie piszczą, ale domagają się lotu, uniesień, wolności, trzepotu skrzydeł i czegoś co ulotne. Główna bohaterka nagle dostrzega, że jej życie jest za stabilne, nudne, pozbawione romantyzmu i fajerwerków. Zbliża się do czterdziestki i dopadają ją melancholijne myśli połączone z sentymentem, a do tego gdzieś tam pojawia się obraz pierwszej miłości. Wiadomo jak to z tymi miłościami jest… są wyjątkowe na swój sposób, wyidealizowane i pachnące młodzieńczymi fascynacjami oraz marzeniami. Wszystko piękne, inne i tym samym bezpieczne. Pewnego dnia odnawia swoje stosunki z dawnymi koleżankami i spotyka się ze swoim dawnym chłopakiem. Co z tego wyniknie?

Magdalena Witkiewicz jest autorką kilkunastu bestsellerowych powieści. Prywatnie mama, żona i przyjaciółka. Jej książki szybko trafiają na listy bestsellerów podbijając serca wielu czytelników. Wydrukowano już ponad 100 000 jej książek, a ja mam nadzieję, że pojawi się ich znacznie więcej. Dlaczego? Ponieważ potrafi czarować słowem i z pomocą swoich bohaterów maluje niezwykle proste i równocześnie skomplikowane obrazy. Potrafi poprawić humor, dodać nadziei, czasem kopnąć w tyłek i w dodatku oderwać od codzienności. Co ważne, jej książki można kupować w ciemno, mając pewność, że nie dopadnie nas rozczarowanie.

„No tak. Każda z nas chciała mieć firanki. A czasem książę nie lubił firanek i co wtedy? Rezygnować z księcia, czy z firanek? Miłość to sztuka cholernych kompromisów. Musimy wiedzieć, co dla nas najważniejsze. Jeżeli udekorowane okno, cóż, zawsze możemy poczekać na kolejnego księcia.”

„Cześć, co słychać?” to kolejna powieść Magdaleny Witkiewicz, która nie zawodzi. Od samego początku napotykamy dobrze znany nam już styl autorki (oczywiście mowa o stałych czytelnikach), dzięki temu czujemy się „jak w domu”. Dajemy się porwać z nurtem i co ważne, mamy wrażenie, że Zuzanna jest z nami i opowiada nam swoją historię. Jest ona lekka i jednocześnie ciężka. Pod pozorną lekkością tekstu, kryje się mocny przekaz dotyczący trudnych wyborów, wyparcia i życiowych refleksji. To opowieść o różnych odmianach miłości. Pierwszej romantycznej, nieco nieodpowiedzialnej i drugiej stabilnej, bezpiecznej i pozbawionej fajerwerków. To także przykład na to, aby doceniać to co się ma. Nie patrzeć na to jakie ktoś ma życie, nie tęsknić za tym, co było tylko czerpać radość ze stanu obecnego. Zbyt wybujałe pragnienia i igranie z emocjami mogą prowadzić do kłopotów. Autorka przy pomocy swoich bohaterów pokazuje nam po raz kolejny, że życie może nas zaskoczyć w każdej chwili. Niczego nie możemy być pewni. Za każdym razem, gdy sięgam po książkę Magdaleny Witkiewicz jestem w totalnym szoku, z jaką łatwością operuje ona piórem. Zastanawiam się nad fenomenem pisarskim Tej Kobiety! Od każdej jej powieści trudno jest mi się oderwać i tym razem było identycznie. Niby zwyczajna historia, a wzbogacona o drugie dno, o przekaz, który może być punktem zaczepienia do dyskusji, ale również wsparciem. Autorka za każdym razem daje swojemu czytelnikowi do myślenia i odrywa go od codzienności. Na chwilkę, na te kilka stron… tak, na chwilę, gdyż jej książki czyta się ekspresowo. Czaruje, maluje i rzeźbi… słowem.

„Szkoda, że człowiek dowiaduje się o pewnych sprawach dopiero po czasie. Szkoda, że do pewnych wniosków dochodzi dopiero, gdy nabierze doświadczenia, jak przeżyję trochę życia i zobaczy, czym jest samotność.”

16 komentarzy:

  1. Nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam tą książkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisałaś o tej powieści. :) Czuję się jeszcze bardziej zachęcona i aż mam ochotę zapytać swój portfel "cześć, co słychać? Kupujemy?" ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie poznam styl autorki. Ta książka zbiera pozytywne opinie. No i to o ziemniakach i czekoladzie mnie rozbawiło;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę, że już miałaś możliwość poznać tę książkę! :) Ah i bez... <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak bardzo żałuję, że nie pojawiłam się na spotkanie z autorką... Wtedy bez dwóch zdań - bez gadania! - wzięłabym się za tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja właśnie zaczynam Pierwszą na liście. I w koncu nie będzie mi wstyd, że nic pani Witkiewicz nie czytałam!

    Pozdrawiam, Insane z Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajna powieść:) Niby taka prosta, ale poruszająca ważne tematy:) I piękna okładka;) Moja mama teraz czyta i także jest zadowolona z lektury:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno przeczytam, ale dopiero w czerwcu, bo planuję większe zakupy:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie zawodzi, to prawda. Bardzo dobra książka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo miło wspominam książkę autorki, którą czytałam kilka lat temu i pewno na nią się skuszę :D

    Buziaki
    http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam twórczość tej autorki. Po prostu kocham! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyznam, że jeszcze nie czytałam żadnej książki tej autorki, ale czasami lubię sięgnąć właśnie po takie historie - na pozór zwykłe, ale jednak kryjące w sobie głębszy sens ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię książki Witkiewicz, tę mam dopiero w planach!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem w trakcie czytania i już wiem, że ta książka będzie bliska mojemu sercu, a Twoja recenzja w tym przekonaniu mnie tylko utwierdza. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)