niedziela, 12 czerwca 2016

Siła wyższa - Joanna Szwechłowicz


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 16 czerwca 2016
liczba stron: 288

„[…] mało kto potrafi udawać tak dobrze, by człowiek inteligentny nic nie zauważył.”

Nie mogłam się powstrzymać i tak przy niedzieli (zaraz po wczorajszej recenzji) zaserwuje przedpremierową perełkę, która dla mnie jest swojego rodzaju literackim odkryciem. Do tej pory nie zetknęłam się z twórczością autorki, więc tym bardziej zaliczam propozycję wydawnictwa Prószyński i S-ka do kategorii nowinek i odkryć literackich. „Siła wyższa” Joanny Szwechłowicz zaintrygowała mnie opisem, który obiecuje kryminalik retro i to w dodatku z „detektywami w habitach”. Sama to już mnie zaintrygowało i wręcz nie mogłam się na tą pozycję nie skusić.
Marzec 1939 roku. Poznański proboszcz, ksiądz Wojciech Kalinowski, znika w tajemniczych okolicznościach. Aby uniknąć skandalu, zamiast policji śledztwo mają poprowadzić benedyktyni − ojciec Aleksander Herbst, dyskretny i obdarzony umiejętnością rozwiązywania zagadek, oraz ojciec Florian Myszkowski, przekonany, że ważniejsze od odkrycia prawdy jest „dobro Kościoła”. Ślady prowadzą ich do Krynicy, do pensjonatu panien Malickich, które nie tracą wiary w zamążpójście i na każdego gościa płci męskiej patrzą z nadzieją. Zakonnicy w średnim wieku, którzy dla dobra śledztwa wchodzą w role urzędników państwowych, nie stanowią dla nich wyjątku. We wspólnej przestrzeni pensjonatu bracia spotykają rozmaite indywidua. Jest wśród nich i sam ksiądz Wojciech, który przyjechał tu targany wyrzutami sumienia po śmierci swojego wikariusza, bratanka sióstr Malickich. Zanim jednak sprawę udaje się wyjaśnić, benedyktyni stają w obliczu kolejnej zagadki – tym razem z morderstwem w tle...
„[…] choć mężczyźni bywają geniuszami częściej od kobiet, to żadna kobieta nie jest tak głupia jak głupi potrafi być mężczyzna.”

Czytając przenosimy się do Krynicy z dawnych czasów. Możemy śledzić otoczenie okiem benedyktynów a szczególnie ojca Floriana, który z natury jest dość leniwy, marudzący i uwielbiający słodycze. Najchętniej stroniłby od skupisk ludzi i żył swoim standardowym monotonnym rytmem. Tak więc nie trudno sobie wyobrazić, co ma ciekawego do powiedzenia na temat uzdrowiska i kuracjuszy. Podobno zresztą miał być postacią, której zbytnio się nie lubi jednak wyszło inaczej. Przyznam szczerze, że jest to osobowość dość zabawna i ubarwiająca całe towarzystwo. Jego towarzysz i zakonny brat jest zupełnie inny. To taki intrygujący, spostrzegawczy i nieco tajemniczy Sherlock Holmes w habicie. Co do fabuły to nie jest ona zbytnio skomplikowana oraz nie jest przesadzona ani mega ambitna. Mamy zagadkowe zniknięcie, następnie trupa i całą gamę podejrzanych pod jednym dachem. Każdy na swój sposób coś ukrywa. Postacie tutaj są zróżnicowane…bystre dzieciaki, stare panny, kucharkę, małżeństwo z problemami, studentkę, wdowę z małym dzieckiem, ślicznotkę z kiepską reputację, staruszka z demencją i mężczyznę, który żyje spółdzielczością. Jeśli do tego doliczyć naszych ojczulków pod przykrywką to wychodzi całkiem barwne grono.


„Poezja zatruwa nerwy, proza zaś nakłania do nadmiernej refleksji. Obie prowadzą do bezczynności.”

Joanna Szwechłowicz – absolwentka MISH, z wykształcenia polonistka i socjolog. Prowadziła na UW zajęcia z komparatystki, analizy porównawczej tekstów literackich oraz na temat mediów elektronicznych. Autorka powieści „Tajemnica szkoły dla panien” i „Ostatnia wola”. Mieszka w Warszawie.

„Siła wyższa” to ciekawy kryminał retro z nutką inteligentnego humoru i klimatem dobrze nam znanym z książek Agaty Christie. Czytając przenosimy się w czasie, chłoniemy atmosferę i przy okazji prowadzimy śledztwo. Całość czyta się szybko i przyjemnie. Nie mamy tutaj żadnych męczących opisów, przesadzonych dialogów czy jakiejś skomplikowanej intrygi. Za to zakosztujemy szczypty feminizmu i hipokryzji, a także różnego spojrzenia na sprawy kościoła. Powiedziałabym, że jest to kryminał w lekkim stylu, który ma umilić czas i narobić apetytu miłośnikom tego typu klimatów. Do tego jestem oczarowana okładką, która jest klimatyczna i pasująca do treści. Autorka na swoim koncie ma jeszcze inne książki, które są utrzymane w tym samym stylu, więc z pewnością po nie sięgnę.


„Nikt, kto potrafi z siebie kpić, nie jest całkiem głupi.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Klucznik

9 komentarzy:

  1. Lubię takie klimatyczne kryminały, do tego polskie nazwisko - brzmi bardzo zachęcająco. Muszę poznać książki tej autorki i zakosztować tej szczypty feminizmu i hipokryzji. ;)
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno nie czytałam kryminału retro, więc mogłabym się skusić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaraziłaś mnie. Mam wielką, przeogromną ochotę na tę powieść :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za kryminałami... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie zaczęłam czytać :) już przepadałam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ klimatyczna książka;) i ci detektywi w habitach w pensjonacie dla panien, już mam na nią ochotę!;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakoś akurat do tego kryminału to mnie nie ciągnie. ;/

    OdpowiedzUsuń
  8. Kryminał retro z nutką humoru brzmi bardzo zachęcająco. Myślę, że klimat rodem z książek Agathy Christie sprawi, że książka będzie naprawdę ciekawa ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)