poniedziałek, 11 lipca 2016

Listy z dziesiątej wsi - Agnieszka Olszanowska


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 7 lipca 2016
liczba stron: 296

„[…] dziesiąta wieś jest tam, gdzie idziemy bezwiednie, bez zastanowienia. Tylko po to, by stracić serce i spokój.”

Listy. Kartki papieru, które rozsiewają woń przemijającego czasu. Wycieńczone nocnym czytaniem przy słabej lampce, ubrudzone piątą lub dziesiątą łzą, a może utłuszczone przez przypadek. Zwyczajny papier, pokryty koślawym lub też intrygującym charakterem pisma, opatrzony datą, podpisem i miejscowością - to tylko poszlaki na drodze korespondencji. Treść zlepiona z urywków życia głównych bohaterów. To wielka ciekawość dla odkrywcy, który znajduje zagubiony pakiecik w lamusie przemijalności. To coś, co zostaje po nas na dłużej, w przeciwieństwie do dzisiejszych e-maili. To właśnie za przeszłość wymieszana z atramentem może odkryć przed nami tak wiele, a przede wszystkim nauczyć lekcji życia i przetrwania. Papierowe listy to skarb, o który teraz już tak trudno. „Listy z dziesiątej wsi” Agnieszki Olszanowskiej to dowód na to, jak mało wiem o sobie i swoich najbliższych.
"Bóg opuścił mnie na worku z mąką”. Tak zaczyna opowieść o swoim życiu Beata, bohaterka "Listów z dziesiątej wsi”. Jej mąż Michał opuszcza ją dla innej kobiety i wyjeżdża do Londynu, a ona zostaje sama z dwoma synami – bez pracy i środków do życia. Ta sytuacja zmusza ją do powrotu do rodzinnego domu na wsi – w którym mieszka jej brat Kuba. Zwierzyniec był przed laty piękną polską wsią. Teraz zmienia się w plantację kukurydzy. Znikają drzewa, sady, kwiaty, bo kukurydza przynosi największe dochody. Beata buntuje się, pragnie zachować choć cząstkę dawnego świata. Bierze pod opiekę zdziczały i zarośnięty Stary Park. Poznaje syna zarządcy dawnego dworu, właściciela Starego Parku. Dostaje u niego pracę i razem z nim przywraca dawną świetność temu miejscu. I po raz pierwszy w życiu sama na siebie zarabia. Pewnego dnia na strychu znajduje pakiet pożółkłych listów. Dzięki nim śledzi dramatyczną historię życia swojej babki, która nieszczęśliwie wydana za mąż, trwała wiernie u boku niekochanego mężczyzny. Przez całe życie wymieniała listy z tajemniczym Stachem. Z ich listów Beata poznaje wstrząsające rodzinne wydarzenia z okresu wojny i po wojnie, z pobytu Stacha w areszcie na Rakowieckiej.
Zastanawialiście się czasem ile tak naprawdę możecie nie wiedzieć o swoich bliskich? Co skrywa babcia (oczywiście to też dotyczy dziadka czy kogoś innego)? Jaka tak naprawdę była w młodości? Co przeżyła i co skrywa tylko w swoim sercu? Jakie było jej życie zanim pojawiliście się w nim Wy? Takie pytania nawiedzają mnie przy okazji lektur, które pachną listami i tym co już dawno przeminęło. Odkrywanie zakurzonych historii uświadamia mi, że przecież ja sama mam przodków, którzy żyli w czasach wojny czy też po. Byli młodzi, mieli plany, sekrety, marzenia, smutki i błędy popełnione na swoim koncie. My wiemy o nich tylko tyle ile sami nam pozwolili. Myślę, że nawet ich własne dzieci nie wiedzą za dużo. „Listy z dziesiątej wsi” autorstwa Agnieszki Olszanowskiej to kolejny impuls w moich rękach, który wywołuje ciekawość i zarazem pewien smutek, że wielu faktów się już nie dowiem. Chociaż może i tak bym się nie dowiedziała…

„Jak się nie zna miłości prawdziwej, czasami dobrze jest ją sobie wyobrazić […].”

Autorka w swojej książce przedstawia nam dwie bohaterki. Jedną poznajemy od razu, drugą zaś krok po kroku wraz z upływającym tempem historii. Jest to pewnego rodzaju skrajność, przykład tego jak sobie potrafiliśmy radzić z problemami kiedyś i jak dziś. Zresztą kontrast między tymi postaciami jest widoczny we wszystkim, o czym przekonacie się czytając. Z jednej strony mamy kobietę, która załamała się ponieważ porzucił ją mąż. Musi poradzić sobie z brakiem pieniędzy i rolą samotnej matki. Do tego wszystkiego mieszkającą z bratem, który do łatwych i miłych nie należy. Po przeciwnej stronie jest siła kobiecości, trudy życia w okresie wojennym i powojennym. Wykańczające macierzyństwo i małżeństwo bez miłości. Życie, które próbuje złamać na każdym kroku, jednak opór jest zbyt silny. Czyli płaczliwa i załamana Beata kontra silna doświadczona przez los Barbara. Dwa wątki łączące teraźniejszość z przeszłością.

„Listy z dziesiątej wsi” to puzzle, które tworzą całość, gdy ułoży się je ze słów, zdań, wydarzeń – listów, które otwierają przed czytelnikiem drzwi do przeszłości babki głównej bohaterki. To historia, która daje do myślenia, pokazuje jak trudne życie wiodło się w okresie wojennym, czym było poświęcenie, miłość, jej brak, a do tego głód i czyhająca śmierć. To zahartowani ludzie, którzy nie załamali się pod pierwszym lepszym podmuchem. To zupełne przeciwieństwo naszego pokolenia. Kontrast między głównymi bohaterkami jest widoczny. Słabość kontra siła. Książka składa się z trzech części, które można porównać do początku, rozwinięcia i zakończenia. Mamy wgląd w życie Beaty, która uczy się żyć na nowo i tworzy swoje życie bez męża. Dzięki listom, które jej babka wymieniała ze swoim przyjacielem Stachem poznaje przeszłość, która odciska na niej swoje piętno. Całość czyta się szybko i przyjemnie. Listy układają nam się w dodatkową historię, która przenosi nas do innych czasów i jest uzupełnieniem tej współczesnej. Są też momenty, które mogą być zaskoczeniem dla czytelnika. Jednak, żeby nie było za słodko to doczepić się muszę do głównej bohaterki, która swoim zachowaniem wręcz irytuje. Jej użalanie się nad sobą i płaczliwość, a do tego naiwność nie raz wręcz osłabia.

Zaskoczeniem i pewnym rozczarowaniem okazało się dla mnie zakończenie, które zostawiło pewien niedosyt. Jednak poza tym powieść Agnieszki Olszanowskiej jest naprawdę ciekawą lekturą ubraną w ładną okładkę. Postacie, które tutaj znajdziecie są raczej pokaleczone przez życie, mniej lub bardziej, ale jednak są. Czy dostałam to, czego oczekiwałam? Nie do końca, jednak przeczytałam ją z ciekawością i przyjemnością. Idealna lektura dla osób, które lubią zagłębiać się w historię i lubią odkrywać sekrety, czy też oddychać kurzem, którym pokryte są listy z przeszłości.

Za ebooka dziękuję wydawnictwu Prószyńska i S-ka

8 komentarzy:

  1. Nie wiem dlaczego, ale nie czuję się przekonana do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Żałuję, że nie załapałam się na egzemplarz recenzencki - na pewno by mi się spodobała. Pozostaje tylko kupić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzieś już czytałam o tej książce. Jej fabuła mnie bardzo zaintrygowała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niedługo sama będę czytać. Jestem bardzo ciekawa tej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem bardzo zaciekawiona - takie powroty do tego, co było, kontrasty międzypokoleniowe, uwypuklenie poświęceń - to jest to, czego zazwyczaj szukam w książce i wątpię, że się zawiodę. Obawiam się, że przyjemność z czytania może odebrać mi główna bohaterka - strasznie irytuje mnie płaczliwość i naiwność.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze podczas czytania takich książek zastanawiam się, ile tajemnic mają moi przodkowie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdzieś już ten tytuł obił mi się o uszy... Jestem pewna, że po nią sięgnę jak tylko będzie nam dane spotkać się w bibliotece kiedyś. ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)