niedziela, 30 października 2016

Bestsellery na jesienne i chłodne wieczory.


W kalendarzu i za oknem mamy już od jakiegoś czasu jesień. Raz złotą, a za chwilę szarą. To wszystko urozmaicone wiatrem, mgłą czy deszczem. Czyli żadna nowość, a tylko nasze klimatyczne realia. Tak sobie myślę, że jesień to ulubiona pora roku każdego pochłaniacza książek. Na dworze jak wiadomo nie zawsze jest przyjemne. Spacery owszem są przyjemne, ale nie tak długie jak latem, a to zachęca do siedzenia w domu. Umilić sobie można czas na wiele sposobów jednak My kochamy czas spędzony w towarzystwie książki, ciepłej herbatki, kakao, winka czy co kto lubi. W tle może lecieć sobie lekka muzyczka, a zmarznięte stópki można okryć ciepłym kocykiem. Jak widać kiepska pogoda i długie wieczory to idealna wymówka, żeby nie wychodzić z domu i korzystać z nowości książkowych. U mnie co prawda ostatnio wszystko stanęło na głowie i na czytanie mam zdecydowanie mniej czasu jednak staram się korzystać jak tylko mogę. Skoro o nowościach mowa, to podrzucę tutaj listę moich jesiennych bestsellerów, które z pewnością warto przeczytać.

Propozycja numer 1:


Olga Rudnicka i jej powieść „Były sobie świnki trzy” to idealna pozycja na jesienną chandrę! Jak wiadomo autorka słynie z lekkich kryminałów, które wypełnione są po brzegi humorem. Raz czarnym, a innym razem kolorowym, ale zawsze w dobrym tonie! Przynajmniej na mnie on działa i to nawet w trudnych życiowych momentach. Jest to moje antidotum i dlatego polecam jej książki zawsze i to wcale nie dlatego, że obie mieszkamy w jednym mieście! Tak więc, jeśli potrzebne Wam „wsparcie dobrym humorem” to polecam! Jeśli jesteście ciekawi co konkretnie sądzę o najnowszym dziele autorki to zapraszam do mojej recenzji... (jeśli ktoś nie czytał).

Propozycja numer 2:


Drugim gorącym hitem wydawniczym jest „Harry Potter i przeklęte dziecko”. Jak zapewne wiecie księgarnie pękały w szwach przepełnione po brzegi chętnymi nabyć najnowsze dzieło z Harrym. Nawet w biedronce od razu się ukazała i niektórzy odwiedzający sklep zabierali świeżutki egzemplarz do domu. Ja swój egzemplarz również posiadam, tak więc cała kolekcja będzie cieszyć moje oko na półce. Nie mogłam odmówić sobie przyjemności z obcowania z magią. Świat czarodziejów znowu wzywa swoich wiernych fanów, choć w zupełnie innym wydaniu. Tym razem nie dostaniecie tradycyjnej formy powieści, a sztukę teatralną – o czym zapewne wiecie – i zapewne nie wszystkim przypadnie ona do gustu. Domyślacie się zapewne, że jest to raczej okrojona wersja w porównaniu z siedmioma tomami o naszym ulubionym Harrym. Myślę jednak, że warto przeczytać i znów choć przez chwilę poczuć się na „starych śmieciach”. Ja już zaczęłam czytać i już niedługo podzielę się z Wami wrażeniami jakie na mnie wywarła. Myślę, że dla wszystkich fanów Harrego Pottera i całej bandy to będzie gorący kąsek do nabycia i bez dwóch zdań bestseller jesieni.

Propozycja numer 3:


Guillaume Musso i jego jego najnowsza powieść „Ta chwila” to mój czwarty faworyt na tej liście. Co prawda, jeszcze nie miałam okazji książki czytać, jednak już jest na mojej półce. Twórczość tego autora wręcz pokochałam i biorę ją w ciemno! Mam kilku ulubionych autorów, których książki kupuje bez jakiegoś większego zastanowienia i do nich zalicza się właśnie ten autor. Jeszcze nie zawiodłam się na jego twórczości. Odpowiada mi jego styl, to jak tworzy fabułę, napięcie i całą atmosferę. Nie mogę się doczekać, aż będę mogła wyczarować sobie chwilę spokoju i zanurzyć się w fabułę jego najnowszej książki. A po ocenach na LC widzę, że trzyma równie wysoki poziom jak te tytuły, z którymi już się zapoznałam. Tak więc moje oczekiwania wobec tej książki są ogromne. Czy się nie zawiodę? Zobaczymy. Mam jednak nadzieję, że nie.

Propozycja numer 4:


Teraz coś z zupełnie innej beczki. Będzie poważnie. Będzie o śmierci i odwadze. Będzie o lekarzu, który sam stał się pacjentem i poznał tajniki swojego zawodu z obu stron. Czyli o życiu i chorobie doktora Paula Kalanithiego, wybitnego neurochirurga, któremu los poprzestawiał tory. Wywrócił do góry nogami, a ambitne plany odstawił do kąta. „Jeszcze jeden oddech” to autentyczna opowieść o odważnej i rozsądnej walce z chorobą. Chorobą, która jak widać nie omija także lekarzy. To wyścig z czasem, by zostawić po sobie ślad – swoim najbliższym jak i nam – ludziom, czytelnikom – chorym i tym, którzy doświadczyli choroby bliskiej osoby. To fragment z życia ambitnego lekarza, męża i również pacjenta. Paul Kalanithi chciał stworzyć coś, co ułatwi czytelnikowi zaakceptowanie własnej śmiertelności. Chciał dodać otuchy i odwagi, aby stawić jej czoło. Pewnego dnia do swojego przyjaciela napisał tak: „Jeśli chodzi o raka płuc, to nie ma w nim nic egzotycznego. Jest wystarczająco tragiczny, a zarazem łatwo go sobie wyobrazić. Dzięki temu czytelnik może wejść w moje buty, pochodzić w nich chwilę i stwierdzić: A więc tak to wygląda z tej perspektywy...Ale prędzej czy później wskoczę z powrotem we własne obuwie.” Czy mu się to udało? Myślę, że chyba tak. W tej książce urzekła mnie prostota, ciepło i świadectwo miłości jakie z niej płynie. Można się wzruszyć i gdzieś tam w środku uśmiechnąć.

Teraz koniec z nowościami… Być może sypnę z rękawa banałem, ale ja nie wyobrażam sobie jesieni bez twórczości Sir Arthura Conan Doyle'a i przygód mojego ulubionego Sherlocka Holmesa – tym bardziej, że wreszcie dostałam od męża moją upragnioną „Księgę wszystkich dokonań…” Czytając, oczami wyobraźni widzę, salonik na Baker Street, trzask ognia w kominku, dym ulatujący z fajki, przytulne światło, stare meble i dwoje przyjaciół rozprawiających nad jakaś sprawą. To samo dotyczy twórczości Agathy Christie. Kwintesencja smaku sama w sobie! Moi drodzy klasyka ponad wszystko! Choć oczywiście nigdy nie odmówię sobie nowości wydawniczych… muszę być w miarę na bieżąco co w trawię piszczy!

Na tym zakończę swoją listę...Nie jest ona długa, być może nie ma na niej nic zaskakującego, ale są to książki, z którymi obcuje i chce obcować. Nowości i „starocie” jedno i drugie idealnie się ze sobą uzupełnia i czyni jesień znośną. Szkoda, że czasu na czytanie nie ma tyle co kiedyś...choćby jeszcze rok temu…Książek, które przewiną się przez moje ręce jest zdecydowanie więcej, jednak wybrałam tylko kilka…

Wszystkie wymienione książki można zakupić z atrakcyjnymi rabatami na merlin.pl


piątek, 21 października 2016

Książka do napisania


wydawnictwo: Wydawnictwo AlterNatywne
data wydania: 15 lipca 2016
liczba stron: 312

Tym razem nie zaproponuje Wam żadnej wciągającej powieści. Naprawdę! Żadnego kryminału, romansidła, młodzieżówki, literatury faktu czy czegoś z pozostałych gatunków literackich. Tabula rasa, czyli niezapisana kartka – to chce dzisiaj Wam zaproponować. Całą książkę pustych, czystych kartek, stronnic, które sami możecie zapełnić. Jak? Sami zdecydujecie w jaki sposób i kiedy.

„Książka do... napisania” to moja propozycja na dziś. Polecana jest szczególnie dla osób, które lubią pisać lub marzą o tym żeby spróbować. Czyli dla kogoś takiego jak ja! Dawno temu pisałam i mam zamiar do tego wrócić… Może zostanie po mnie coś dla potomności, jakieś wnuczęta wygrzebią w rupieciach moje zapiski i choć trochę je zainteresuje. Piszę „zapiski” bo w tej książce wcale nie musi powstać żadna powieść, która podbije świat, choć i tak może się zdarzyć. Piszecie wiersze? Pamiętnik? Tworzycie własne przepisy? Może rysujecie i tworzycie zabawne historyjki? Proszę bardzo, co tylko zechcecie może się w tej książce znaleźć. Wasza książka, Wasza sprawa.



Oczywiście pisać można w najzwyklejszym zeszycie, w komputerze, w notatniku, w telefonie, na serwetkach, paragonach… jednak można też sprawić sobie nie lada frajdę i zapełnić własną książkę, która będzie cieszyć oko na półce. O wiele lepiej prezentuje się ona niż zwyczajny notes czy zlepek kartek. Wydana jest naprawdę dobrze. Twarda oprawa, czyste świeżutkie kartki, tasiemkowa zakładka i co ważne, podkładka w kratkę i linię (co kto lubi), aby pisać prosto, a nie po skosie – co mi się często zdarza. Swoją drogą sama okładka już przyciąga wzrok oraz zachęca do stworzenia fantastycznej historii lub przeżycia czegoś magicznego… Już jakiś czas temu wpadła mi w oko i chciałam ją mieć. Jednak zwlekałam z zakupem, później o niej zapomniałam aż do czasu, gdy trafiła w moje ręce.


Podsumowując… „Książka do...napisania” to gadżet dla osób twórczych, które chcą mieć na półce bądź w szufladzie coś bardziej eleganckiego niż zwyczajny zeszyt. To pole do popisu Waszej wyobraźni. Możecie wyrażać siebie do woli. Myślę, że jest to idealny pomysł na prezent dla takiej właśnie osoby. Niebanalne, a zachęcające do wyrażania siebie. Fakt faktem jest to droższa przyjemność niż zeszyt, ale też tańsza niż jakiś mega porządny notes, który kosztuje dwa razy tyle. Chyba większość z Nas chciałaby zobaczyć na półce własną książkę, a ta pozycja Nam to w jakiś sposób umożliwia. Ja w najbliższym czasie przystąpię do zapełniania swojego egzemplarza (czym? Jeszcze nie wiem...może wiersze, może opowiadania) i z pewnością niedługo pochwalę się efektami swojej grafomanii.

Za książkę dziękuję:
Zapraszam również na oficjalną stronę książki:


niedziela, 16 października 2016

Jeszcze jeden oddech - Paul Kalanithi

wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 29 września 2016
liczba stron: 232

„Ciężka choroba nie zmienia życia, ona w jednej chwili całkowicie je niszczy. Nie czułem, że mam do czynienia z objawieniem, oślepiającym rozbłyskiem ukazującym To, Co Naprawdę Się Liczy – miałem raczej wrażenie, jakby ktoś zbombardował szlak, którym dotąd podróżowałem. Pozostawało mi jedynie znaleźć inną drogę.”

Dzisiaj zapraszam na recenzje książki, którą zastałam na swoim biurku po dość długiej nieobecności w domu. Byłam trochę zaskoczona i przyznam, że na pierwszy rzut oka poczułam pewien dystans. Stwierdziłam, że ostatnimi czasy mam zdecydowanie dosyć lekarzy, chorób, szpitali i myśli. Jednak zachętą były rekomendacje, które można znaleźć na okładce. Skoro jest to „mądra i niosąca nadzieję” książka to zapewne warto po nią sięgnąć. Zawsze staram się dawać literaturze, a szczególnie autorom szansę na przekonanie mnie do tego co mieli do powiedzenia. Tak było i tym razem. Jest to książka dosyć szczególna, gdyż samego autora nie ma już wśród żywych, a słowo pisane jest jego przesłaniem i śladem, który po sobie zostawił. Mierząc się z czasem, który wyznaczyła mu śmierć postanowił napisać tę oto książkę i tym samym spełnić swoje pragnienie.
Paul Kalanithi był jednym z najzdolniejszych amerykańskich neurochirurgów i ogromnym miłośnikiem poezji. W wieku 36 lat, po blisko 10-letniej pracy w charakterze neurochirurga i pod koniec wyczerpującej rezydentury, w momencie gdy Paulem zaczęły interesować się najważniejsze instytuty badawcze i najbardziej prestiżowe kliniki, młody lekarz usłyszał diagnozę IV stadium raka płuc. W jednej chwili Paul zmienia się z lekarza ratującego życie w pacjenta, który sam podejmuje walkę z chorobą. I zaczyna pisać. Wytrwale, strona po stronie, niezależnie od trudności, jakie przynosiła postępująca choroba.
Każdego z nas czeka śmierć. Prędzej czy później umrzemy – jak i kiedy- to nie jest zależne od nas. My mamy to życie przeżyć po swojemu. Nie każdego dotknie rak, to oczywiste. Jednak ta owa tajemnicza śmierć zabierze każdego i na swoich warunkach. Nikt jej nie pokona. Można ją oczywiście czasem wywieźć w pole, wystawić do wiatru czy dać pstryczka w nos, jednak ostatecznie i tak wygra ona. O tym wiedział doskonale Paul Kalanithi, neurochirurg, ambitny i zdolny lekarz,człowiek walczący o swoje i w końcu pacjent, który mógł poznać swoją pracę z obu stron. Przy tym skonfrontował się ze śmiercią zarówno w pracy jak i na gruncie osobistym. Oswoił się z nią i zaakceptował fakt, że prędzej czy później po niego przyjdzie. Odważył się stawić jej czoło i stanąć z nią oko w oko, mając za plecami wsparcie swoich bliskich i kolegów po fachu. 


"Nie da się osiągnąć absolutnej perfekcji, ale warto wierzyć, że człowiek nieustanie się do niej zbliża.”

„Jeszcze jeden oddech” to autentyczna opowieść o odważnej i rozsądnej walce z chorobą. Chorobą, która jak widać nie omija także lekarzy. To wyścig z czasem, by zostawić po sobie ślad – swoim najbliższym jak i nam – ludziom, czytelnikom – chorym i tym, którzy doświadczyli choroby bliskiej osoby. To fragment z życia ambitnego lekarza, męża, a także pacjenta. Paul Kalanithi chciał stworzyć coś, co ułatwi czytelnikowi zaakceptowanie własnej śmiertelności. Chciał dodać otuchy i odwagi, aby stawić jej czoło. Pewnego dnia do swojego przyjaciela napisał tak: „Jeśli chodzi o raka płuc, to nie ma w nim nic egzotycznego. Jest wystarczająco tragiczny, a zarazem łatwo go sobie wyobrazić. Dzięki temu czytelnik może wejść w moje buty, pochodzić w nich chwilę i stwierdzić: A więc tak to wygląda z tej perspektywy...Ale prędzej czy później wskoczę z powrotem we własne obuwie.” Czy mu się to udało? Myślę, że chyba tak. Trudno stwierdzić. Ja mniej więcej już wiem na czym ta choroba polega. Być może jeszcze większe znaczenie miałoby dla mnie przesłanie Paula kilka dobrych lat temu, gdy rodzinnie stawialiśmy czoło temu wrogowi. Jednak zgadzam się z tym, że książka ma w sobie sporą dawkę mądrości, miłości, akceptacji, odwagi i optymizmu. Można czerpać z niej siłę. Zarówno osoba dotknięta chorobą jak i bliscy chorego. W tej książce urzekła mnie prostota, ciepło i świadectwo miłości jakie z niej płynie. Można się wzruszyć i gdzieś tam w środku uśmiechnąć. Wiecie co? Czasem taka śmiertelna choroba może poprzestawiać tory, dzięki czemu relacje z kimś bliskim mogą się naprawić… Żona autora pokazuje, że miłość nie umiera wraz z kochanym przez nas człowiekiem i zostawia w nas coś ważnego. Czy warto sięgnąć po przesłanie, które zostawił w spadku po sobie Paul Kalanithi? Zdecydowanie tak. Myślę, że „zdrowy” czytelnik też wyciągnie z niej dużo korzyści, gdyż autor był człowiekiem niezwykle mądrym, a przy tym wnikliwym myślicielem poszukującym odpowiedzi na nurtujące go pytania. Z tego niezwykłego przesłania mogą skorzystać również osoby, które mają do czynienia z chorobami innymi niż rak…uniwersalna recepta na znalezienie siły do walki.



„- Czy możesz swobodnie oddychać, kiedy trzymam głowę na Twojej piersi?
- Tylko tak potrafię oddychać. „

Za książkę dziękuję wydawnictwu Literackie

czwartek, 13 października 2016

Dobra matka - Małgorzata Rogala


wydawnictwo: Czwarta Strona
data wydania: 15 czerwca 2016
liczba stron: 351

„Mam wrażenie, że intymność jest teraz deficytowym towarem... Dlaczego ludziom nie wystarcza przeżywanie miłości lub zachwytu w gronie najbliższych? Dlaczego potrzebują podziwu całego świata?”

Na tak postawione pytanie chciałoby się odpowiedzieć: „Takie czasy!”. I byłaby to po części dobra odpowiedź. W dzisiejszych czasach jeśli nie ma Cię w internecie to nie istniejesz. Wiedzą o tym chyba wszyscy. Tak najłatwiej się wypromować, zaistnieć, zabić nudę czy poznać znajomych...Każdy z nas codziennie buszuje w sieci, zostawiając w niej mniejszy bądź większy ślad po sobie. Intymność poszła do lamusa, powiedzmy to sobie otwarcie. Mało kogo nie znajdziemy na Facebooku, Instagramie, Twitterze czy gdziekolwiek indziej. Świat się zmienia i my się zmieniamy. Wszystko nabiera prędkości i obdziera nasze życie z prozy prawdziwości. Sęk w tym, że w wirze tego szału i obowiązków dnia codziennego nie zwracamy na to uwagi. Dokąd może zaprowadzić nas potrzeba podziwu całego świata? Na to pytanie odpowie dość dobitnie Małgorzata Rogala w swojej książce - ”Dobra matka”.
W Lesie Kabackim zostaje zastrzelona młoda kobieta, matka kilkuletniej dziewczynki. Niedługo po tym w podobnych okolicznościach ginie druga kobieta – także matka. Obie ofiary nieustannie dzieliły się prywatnością swoją i swoich dzieci. Tuż przed śmiercią każda z nich otrzymała tajemniczą wiadomość o treści „bądź dobrą matką”. Policjanci Agata Górska i Sławek Tomczyk prowadzą skomplikowane i wielowątkowe śledztwo, podczas którego odkrywają wiele brudnych tajemnic sprzed lat. Poza schwytaniem seryjnego mordercy starsza aspirant Agata Górska będzie musiała zmierzyć się także ze swoją przeszłością…
Jaka powinna być dobra matka? Co powinna robić, a czego nie robić, żeby nie podpaść komuś z otoczenia? Podobne pytania zadawali sobie policjanci, których poznacie w książce Małgorzaty Rogali. Sprawa dosyć ciekawa, gdyż dotyczyła młodych matek, które nie miały złej opinii wśród znajomych. Obie można spokojnie ocenić jako kochające matki. Więc dlaczego zginęły?

Świat biznesu, machlojek, zazdrości, nastolatków, którzy nie znają granic i przeszłość, która potrafi zawładnąć człowiekiem. Do tego idealnie odzwierciedlenie ludzkiej natury, dzisiejszej fascynacji technologią, a także obnażaniem się przed światem. Dobrze wykreowane postacie, które mamy możliwość krok po kroku poznać. Lubię kryminały, a i obyczajówkami jak wiecie nie gardzę, więc zgrabne połączenie intrygi kryminalnej z obyczajowymi wątkami przypadło mi do gustu. Lekkość pióra autorki pozwala delektować się tą powieścią i oderwać się od codzienności. Do przeczytania tej książki zachęcił mnie opis. Od samego początku coś zaiskrzyło… miałam przeczucie, że książka może mnie zadowolić i tak też się stało.

„Dobra matka” to kryminał,który wciąga od samego początku. Autorka w swojej książce w pewien sposób wytyka nam bezmyślność i brak prywatności. Pokazuje jak bardzo obnażamy siebie i swoje życie przed innymi, a przez to możemy stać się łatwym celem wszelkich ataków. Na tym nie koniec, znajdziemy tutaj kilka trudnych aczkolwiek ważnych tematów, które zostały ze smakiem wplecione w ciekawą historię. Pomysł na fabułę ciekawy, wszystkie wątki zgrabnie ze sobą połączone. Szczypta życia prywatnego policjantki Agaty Górskiej jest idealnym tłem dla całej sprawy. Całość czyta się szybko i przyjemnie. Co prawda udało mi się rozpoznać sprawcę zanim ujawniła go autorka, jednak nie wpłynęło to na poziom mojego zadowolenia z lektury. Jest to pierwsza książka autorki na mojej półce, co muszę z przykrością stwierdzić, bo okazało się, że pierwsza część cyklu mnie ominęła. Jak widać mam co nieco do nadrobienia. Z wielką przyjemnością przeczytam kontynuację losów Agaty Górskiej i jej partnera. Przypadli mi oboje do gustu i coś czuje, że nie będę się z nimi nudzić. Oby tylko kolejna część się pojawiła.

Podsumowując: jest to naprawdę dobry kryminał, który da się czytać bez znajomości części pierwszej („Zapłata”) , choć zdecydowanie polecam zacząć od początku, gdyż wtedy bardziej wnikniecie do życia głównej bohaterki i jej partnera. Będziecie mogli również ocenić, jak rozwija się twórczość autorki. Ja póki co mogę jedynie wyrazić swoje zadowolenie z tej lektury i polecić ją miłośnikom gatunku i osobom lubiącym książki, które pochłania się ekspresowo.

Za książkę dziękuję:


Kup książkę "Dobra matka"

środa, 5 października 2016

Granat poproszę - Olga Rudnicka


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
liczba stron: 336
PREMIERA: 11 października 2016

„Kobieta myśli jednocześnie o tylu przeciwnych sobie rzeczach, że sama nie wie, jakie ma zdanie, a jak już je ma, to na ogół nie wie, czego ono dotyczy.”

Zawsze, gdy dostaję możliwość przeczytania książki swojego ulubionego autora/ autorki (sprawdzone źródło) nie muszę zerkać na opis, gdyż borę ją zwyczajnie w ciemno. Dzieję się tak między innymi z powieściami Olgi Rudnickiej. Tak było i tym razem. Gdy tylko pojawiła się możliwość przedpremierowego przeczytania od razu byłam „za”. Mój entuzjazm był nieziemski – chyba brakowało mi specyficznego humoru jakim zawsze częstuje swoich czytelników autorka. Potrzeba oderwania się od rzeczywistości z kryminałem na wesoło była ogromna.
Kiedy wszystko wali się na głowę, można zrobić tylko jedno – wziąć sprawy w swoje ręce! Emilia Przecinek – ma trzydzieści dziewięć lat, sto pięćdziesiąt sześć i pół centymetra wzrostu oraz prawie dziesięć kilogramów nadwagi. Jest znaną autorką powieści romantycznych, a także matką dwojga nastoletnich dzieci i przykładną małżonką Cezarego, który postanawia zostać szczęśliwym mężem innej kobiety. Nie dość, że młodszej, to jeszcze wyższej, co szczególnie boli Emilię.  Los nie sprzyja przyszłej rozwódce. Bank domaga się spłaty kredytu, kochanka męża zostaje znaleziona martwa, a rodzina, mimo że daje Emilii niepodważalne alibi, zdaje się nie wierzyć w jej niewinność. Jej reputacja zawodowa zaczyna się walić, a w dodatku mąż jest poszukiwany za defraudację. To zdecydowanie dużo za dużo jak na jedną małą kobietkę.  Czyżby?
Od samego początku Olga Rudnicka skradła moje serce… Nie tylko dobrze zapowiadającą się historią w znanym już czytelnikom stylu, ale przede wszystkim główną bohaterką. Tak, tą małą kobietką – Emilią- która w 1/3 jest moim odbiciem (brak mi na szczęście feralnego męża, książek wydanych pod swoim (nie swoim zresztą też) nazwisku no i nastoletnich dzieci). Więcej podobieństw może jeszcze odkryje w sobie z czasem…A tak na serio autorka stworzyła ciekawą postać, która z oderwanej od rzeczywistości pisarki, porzuconej żony, zamotanej kobietki z nadwagą stała się głową rodziny, która umie opanować chaos. Co ważne zapanować również nad teściową, matką i dwójką dzieci… Trochę gorzej idzie jej z peruką i apetytem…

Autorka stworzyła jak zwykle barwne postacie… zarówno pod względem imion, nazwisk, przydomków i charakteru. Warto wspomnieć również o tym, że napisała powieść, w której pierwsze skrzypce grają kobiety. I to jakie! Wybuchowe, energiczne, zabawne i nietuzinkowe… Bawiące czytelnika od początku do końca. Dające powera! Każda z osobna ma w sobie coś, jednak wszystkie razem są mieszanką wybuchową, niczym granat...a zawleczką jest Cezary – mąż, ojciec, syn, zięć i idiota. Tak więc ja za postacie daje dużego plusa.

Sama historia nie jest skomplikowana. Prosta i nieobciążająca umysłu. Myślę, że nawet trochę przewidywalna. Zbliżając się do połowy zaczęłam się zastanawiać nad trupem, a konkretnie gdzie takowego znajdę. Dla mnie kryminał musi mieć trupa, a już na pewno dobrze, jeśli taki się pojawia. No i na szczęście się pojawił, a raczej pojawiła (co nie jest tajemnicą dla kogoś kto czyta opisy książek). Nie można się tutaj jednak spodziewać mega rozwiniętych akcji, wnikliwego śledztwa, czy jakiejś zagadki (przynajmniej ja się niczego takiego nie dopatrzyłam). Rozczarowało mnie trochę zakończenie. Było zbyt proste i brakowało mu przytupu oraz charakteru, ale nie było też aż tak źle. 

Podsumowując: książka idealna dla osób, które potrzebują dobrego humoru. Jeśli szukacie lekkiej fabuły, barwnych postaci i lekkiego kryminału z trupami, to warto sięgnąć po najnowszą powieść Olgi Rudnickiej. Ja od pierwszej przeczytanej książki tej autorki jestem urzeczona lekkością pióra, tym jak tworzy postacie no i oczywiście humorem, który jest wielkim atutem. Do powieści autorki polecam podchodzić z dystansem i nie oczekiwać mocnego kryminału, a raczej komedio – kryminał. Czytając „Granat poproszę” nie raz się uśmiałam i mam nadzieję, że i Wy się uśmiejecie. Niektórzy mogą twórczość autorki odbierać jako coś banalnego i powtarzalnego, ale dla mnie jest to dobra zabawa utrzymana na równie dobrym poziomie.

Za możliwość przeczytania ebooka dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

niedziela, 2 października 2016

Obok - Anna Kolut


wydawnictwo: Novae Res
data wydania: 2016
liczba stron: 108
„Nie można niczego budować bez równowagi, a ja byłam, zaiste, chodzącą „równowagą”.”

Są książki, które zachęcają i takie, które zniechęcają. Są też obszerne i cieniutkie. Takie, na które nie żałujemy wydanych pieniędzy (także tych, których nie wydaliśmy jeszcze fizycznie) i takie, które kłują ceną w oczy i portfel. Nie zapominajmy także o tych, które pieszczą nasz zmysł wzroku i wrzeszczą, żeby dotknąć, powąchać i przeczytać...Podziałów jest wiele, jednak w tym wypadku musimy dodać te niepozorne i posiadające jednowyrazowe tytuły. Taka właśnie książka trafiła w moje ręce. Kusząca graficznie, cieniutka, z krótkim tytułem, zachęcająca… Warta przeczytania? O tym za chwilę.
Ona to kobieta po przejściach. Niegdyś kochająca żona, szefowa działu ważnej instytucji, osoba, której życie układało się jak w bajce. Dziś szuka od nowa sensu i celu. Upada i podnosi się. Wyjechała, aby w Holandii odbudować siebie i skierować swój los na nowe, nieznane tory. A przy okazji obserwuje i dzieli się z czytelnikami spostrzeżeniami dotyczącymi holenderskiej krainy, jej mieszkańców, amsterdamskich imprez i...własnego zapętlenia.
„Wiecie, jak to jest, kiedy kilka myśli snuje się tak długo i uparcie, że zaczynają tworzyć pętle i kołtuny? Jak długie włosy. Mam długie włosy, bardzo rozpoznawalne, mało kto nosi takie długie, właśnie dlatego, że niepraktyczne – kołtunią się. Tak samo z myślami – im dłużej jakiś temat rośnie w głowie, tym ciężej go usunąć.”

Anna Kolut w swojej książce zaprasza czytelnika do zapoznania się z alternatywnym światem. Takim w odcieniach zieleni. Alternatywy, w której żyje Ona - kobieta po przejściach i zapewne z jakąś tam przyszłością. Zwyczajnie daje nam poznać ciekawą osobowość, która totalnie różni się od tysięcy jej podobnych. Czyni to opowieść niezwykle barwną. Za pomocą słów i rysunków szkicuje nam kołtuny myśli, mury oddzielające emocje, różnobarwne stroje błazna, a także potwora smutku w przebraniu kruka. Lęki schowane za maską śmiechu. Jak wiadomo śmiech to nie tylko zdrowie, ale również pancerz.

„Obok” to naprawdę cieniutka książeczka, którą zapewne każdy jest w stanie przeczytać. Nie każdy? Owszem każdy. Te sto stron z mini haczkiem wzbogaconych rysunkami jest w stanie łyknąć każdy. Duży czy mały, leniwy czy aktywny. Bloger i nie bloger. Miłośnik fantastyki czy też kryminału. Nie wierzysz? To się przekonaj. Założę się, że już początek przypadnie Ci do gustu, gdyż pachnie luzem, humorem i dystansem. Im dalej tym lepiej...Może nieco dziwnie, kołtuniasto i chaotycznie, ale pozytywnie. Niby poważnie, ale wesoło. Główna bohaterka/ narratorka/autorka – Ona po przejściach może wydawać się dziwna, a jej zachowanie nie do ogarnięcia, jednak mimo wszystko całość i tak niesamowicie wciąga. Być może to sprawa tego humoru i lekkości, a być może ciekawej osobowości. W każdym bądź razie całość nie przygniata czytelnika, ale z pewnością umila czas. Zauroczona jestem okładką, która ma w sobie optymizm, przygodę, ciepło i coś, co przyciąga wzrok. Do tego odzwierciedla naszą główną bohaterkę, którą niby znamy, a jednak „brakuje jej twarzy, rysów, imienia”.

Ta książka to podróż po Holandii. Chwilowe zapoznanie z Holendrami i ucieczka w poszukiwaniu własnego miejsca. To podróż w celu oswojenia wielkiego ptaszyska – potwora smutku, który paraliżuje swoją ofiarę (chyba każdy z nas ma swojego potwora pod łóżkiem czy też w szafie). To tylko 18 cieniutkich rozdziałów, które każdy może przeczytać przy kawie. Taki umilacz czasu. Ja jestem naprawdę mile zaskoczona tą pozycją, choć to żadna literatura wielkiego kalibru. Ot coś, co czasami chce się przeczytać by zakosztować wspomnianego już humoru i dystansu.

„Można spróbować stanąć obok,ale nic z tego. Potworowi Smutku obojętne,gdzie kto stoi, pożera także i strój błazna,nie jest wybredny.”

Dziękuję autorce za możliwość przeczytania książki.