czwartek, 17 listopada 2016

Zostaw mnie - Gayle Forman


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 22 listopada 2016
liczba stron: 432

„Czasami pozostawienie kogoś własnemu losowi stanowi najpełniejszy wyraz miłości.”

Uciec. Odejść. Spakować kilka drobiazgów, kilka banknotów i zostawić za sobą wszystko. Rzucić wszystko w diabły i pewnego dnia wrócić bądź też nie… Któż z nas, chociaż raz o czymś takim nie pomyślał? Myślę, że większość na pewno…Ogarnięci codzienną monotonią, problemami, obowiązkami, gonitwą… Słyszymy w uchu niewinny głosik (no odważ się, już masz dosyć, zawalcz wreszcie o siebie!) a w głowie wyświetla się krótkometrażowy film, w którym widzimy pociąg, zadymiony peron, pośpiech, adrenalinę, upragnioną wolność...Jednak opieramy się pokusie bo dręczy nas jedno pytanie. Co by było gdybym to zrobił/ła? Przykładowy scenariusz takiej ucieczki naszkicowała dla nas w swojej najnowszej książce Gayle Forman. „Zostaw mnie” - bo to o tej książce mowa- to bilet na pociąg, który pozwoli nam uciec. Znaleźć się w bańce ochronnej i skupić choć chwilę na sobie, tak jak Maribeth, bohaterka tej oto książki. Postać, z którą w łatwy sposób można się utożsamić, przeistoczyć w nią i spojrzeć na wszystko swoimi oczami. Oczywiście inne okoliczności, inne miejsca, inni ludzie, ale ogólny zarys pasuje.
Maribeth Klein to wiecznie zabiegana pracująca matka. Wszystko co wiąże się z domem, z mężem i z dziećmi spoczywa na jej barkach – nawet w czasie rekonwalescencji po zawale zwolniona jest jedynie od obowiązków zawodowych. W okresie rekonwalescencji Maribeth nabiera przekonania, że nie jest w stanie sprostać wymaganiom wszystkich wokół, decyduje się więc na krok zupełnie nie do pomyślenia. Pakuje się i wyjeżdża. 
„Mówi się czasem, że ze strachem trzeba się mierzyć odważnie.”

Bo strach to trudny przeciwnik i potrafi grać nieczysto. Doskonale zna się na niszczeniu. Niszczeniu człowieka od środka, powoli po kawałeczku...A człowiek, który chce z nim wygrać musi podnieść wysoko czoło i nie dać się mu stłamsić. Starach przybiera różne formy, twarze… boimy się o zdrowie partnera, dzieci, rodziców, przyjaciół. Możemy bać się śmierci. Utraty pracy. Zdrady, a nawet głupiej ciemności. Można również bać się prawdy.

„Prawda cię wyzwoli, ale najpierw cię unieszczęśliwi.”

To właśnie strach i prawda są ważnymi elementami w tej powieści. Oba się ze sobą łączą i komponują z całą resztą. Nasza bohaterka nagle z dnia na dzień musi zmierzyć się z chorobą, uświadamia sobie, że jej serce na moment zatrzymano, a to coś w niej zmieniło. Otworzyło puszkę pandory, z której wypłynął strach. Zwyczajny, znany każdemu na co dzień. Lęk przed śmiercią, przed tym co stanie się z dziećmi. Choć z drugiej strony to pewien paradoks, bo przecież zostawia męża, dzieci i ucieka by odpocząć. Podświadomie dąży do prawdy. Do poznania własnych emocji a także przeszłości. Pod pozorem „znalezienia medycznych odpowiedzi” staje na drodze do odkrycia biologicznej matki. Cienia, który od zawsze wisiał w powietrzu, choć obchodziła go z daleka. Strach ogarnął też prawdę, która czyha za zakrętem. Natrafiamy tu także na lęki drugiego człowieka. Bo przecież nasi bliscy mają swoje prywatne potworki w szafie.

„Zatem nigdy nie wiadomo, co czeka na człowieka po drugiej stronie. Może to wcale nie jest aż takie straszne, że się nie wie. Może właśnie na tym polega życie.”

Jak już wiadomo główną bohaterką jest Maribeth, matka, żona, dziennikarka. Kobieta zmęczona teraźniejszością i żyjąca przeszłością, a konkretnie wspomnieniami o udanej przyjaźni, która z biegiem lat się zmieniła. To wytwarza pewną pustkę i gorycz, a gdy dochodzi do tego strach o dzieci i rekonwalescencję po zawale, miarka się przebiera. Skoro mąż może uciekać od obowiązków to i ona może zadbać o siebie i stworzyć swoją bańkę spokoju. W tym celu zwyczajnie ucieka. Odcina się od wszystkich i wszystkiego. Przy tym wraz z ozdrowieniem ciała przychodzi i zdrowie psychiczne. Mają na to wpływ nowi ludzie, nowe miejsce i okoliczności. A także szczerość…

„Zostaw mnie” to powolna podróż jaką przebywa główna bohaterka, a wraz z nią i my. To obraz macierzyństwa, kobiecości oraz zwyczajnego człowieczeństwa. Autorka pokazuje nam jak trudne bywa dążenie do perfekcji i jak szkodliwe jest tłamszenie wszystkiego w sobie. Lawinę emocji, smutku, zmęczenia może wywołać cokolwiek, w tym przypadku choroba, która wypuszcza na światło dzienne demony Maribeth, ale również wyzwala w niej bunt i siłę do walki. Znajdziemy tutaj również temat adopcji, a konkretnie próbę odnalezienia biologicznych rodziców lub też porzucone dzieci. Nie można sprowadzić tego do dwóch barw: czerni i bieli. To wszystko jest bardziej skomplikowane niż się wydaje. Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy. Akcja toczy się w wolnym tempie, więc nie przypadnie do gustu osobom, które lubią zawrotną prędkość w literaturze. Atmosfera jest melancholijna, czytelnik może odczuć zmęczenie głównej bohaterki, co na początku trochę mnie męczyło. Jednak od początku czułam się zaintrygowana tym, co zrobi główna bohaterka i jak to wpłynie na jej życie oraz jej rodziny. Przyznam się, że pochłonęłam ją w szybkim tempie, gdyż lubię książki tego typu więc jestem mile zaskoczona. Mimo tego, że całość nie jest jakoś mega lekka i zabawna to ma w sobie to coś.

Podsumowując… Warto czasem pomyśleć o sobie. Zajrzeć w głąb siebie i stworzyć sobie swoją bańkę bezpieczeństwa i niekoniecznie musi to być nagła ucieczka. Warto również szukać odpowiedzi i walczyć ze strachem. Zacząć żyć teraźniejszością i nie myśleć ani o tym co było, ani o tym co ludzie powiedzą. Nikt za nas życia nie przeżyje, a co ważne, rodzic (w tym przypadku matka) też człowiek! Gayle Forman stworzyła książkę refleksyjną, z powolnym tempem, emocjami i analizą strachu. Jeśli lubicie takie klimaty to polecam, jeśli jednak szukacie fajerwerków to odradzam.

„Blizny są jak tatuaże, tyle że kryje się za nimi lepsza historia.”

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

wtorek, 1 listopada 2016

Skaza - Cecelia Ahern


wydawnictwo: Akurat
data wydania: 26 października 2016
liczba stron: 448

„Na błędach można się uczyć. Jeśli nigdy nie popełnisz błędu, to nigdy nie zmądrzejesz.”

Ceceli Ahern i jej twórczości raczej nie trzeba przedstawiać. Chyba większość kojarzy takie tytuły jak: „Love, Rosie”, „Pora na szczęście”, „PS Kocham Cię” czy „Sto imion”. To tylko niektóre powieści w dorobku autorki. Dwie z nich znamy ze szklanego ekranu, a teraz nadszedł czas na kolejną, zarówno wersję książkową jak i w niedalekiej przyszłości filmową. „Skaza” - bo o tym tytule mowa – swoją premierę miała 26 października, czyli nie tak dawno temu. Jest to powiew świeżości jeśli chodzi o twórczość autorki. Dlaczego?
Ukarana przez bezduszny Trybunał, 17-letnia Celestine, zostaje ikoną rewolucji zmierzającej do obalenia rządów ludzi, którym się wydaje, że mają prawo narzucać społeczeństwu swoje moralne i obyczajowe dogmaty. Choć napiętnowana Skazą, razem z ukochanym Carrickiem podejmuje walkę o powrót jej świata do normalności.
 A dlatego, że „Skaza” jest pierwszą powieścią na koncie Ceceli Ahern skierowaną do miłośników gatunku Young Adult. Jest to książka typowo młodzieżowa (którą oczywiście mogą przeczytać również dorośli fani autorki) i zawiera to, co powinno zainteresować taką grupę czytelników. Zaczynając od nastoletniej miłości, poprzez niebezpieczną walkę z bezdusznym i niekoniecznie sprawiedliwym systemem, konspiracjami i politycznymi zagrywkami. Po prostu nastolatka kontra dorośli… Wszystko to oczywiście obsadzone w niedalekiej przyszłości, a więc zostawić można za sobą teraźniejszość i nie zwariować na punkcie dziwnych maszyn, stworzeń i nie wiadomo jakiej technologii. Ciekawie, ze smakiem i bez przesady. Nie znajdziecie tutaj również przesłodzonego wątku miłosnego, który ciągnie się przez całą książkę. Kolejna rzecz, której nie znajdziecie to obiecana „budząca się namiętność”. Dojechałam do końca i zastanawiałam się, gdzie przeoczyłam ten szczegół. Być może wraz z wiekiem zapomina się o nastoletnich namiętnościach i przekierowuje na te dorosłe…

Historia 17-letniej Celestine pokazuje jak jeden dobry uczynek, odruch serca, okazanie życzliwości i wyjście przed szereg może zmienić życie. Nagle lądujemy na świeczniku, a w tym przypadku mamy cholerne kłopoty. Nie da się nie użyć takiego słowa, gdy z dnia na dzień zostaje się człowiekiem ze skazą charakteru i to aż w takim stopniu. Jednak uczy nas, a w konkretnie to przypomina, że na błędach można się sporo nauczyć i więcej ich nie popełniać. Ponadto nikt, żaden człowiek nie jest idealny. Każdy ma jakąś skazę (ja na pewno ;)). Zresztą, gdyby wszyscy byli idealni to było by nudno. Każda taka skaza czyni nas na swój sposób kimś wyjątkowym, zwyczajnie człowiekiem z krwi i kości. Warto być sobą i kierować się własnymi uczuciami, a nie robić czegoś pod publiczkę, co jest szczególnie ważne w okresie dojrzewania. Choć i dorosłym zdarza się kreować się na chodzący ideał i krytykować innych. Obawiam się, że w dzisiejszych czasach co niektórzy chętnie wypalili by temu czy owemu jakieś piętno. Za co? Za własne zdanie, osobowość, wybory…

Jeśli mam być szczera, a jestem i chce z Wami być to książkę Ceceli Ahern brałam w ciemno. Nowa pozycja, muszę ją mieć! Uwielbiam twórczość tek autorki i pozytywnie mnie nastraja więc ją chce! No i dostałam. Gdy trafiła w moje ręce poczułam ciekawość wymieszaną z obawą. Czy jednak mam ochotę na coś dla młodzieży? Czy autorka tym razem również mnie oczaruje? Co ją podkusiło, żeby pchać się w ten gatunek? Pytania, pytania i pytania. Jednak, żeby uzyskać odpowiedź musiałam przeczytać. Ostatnimi czasy jestem trochę na bakier z literaturą młodzieżową, odstawiłam ją na boczny tor. Stąd pewnie moje obawy co do tej książki. Przyznam, że są książki młodzieżowe, które mają w sobie to coś i mnie wciągają, jednak nie czytam ich już tak hurtowo jak dawno temu. Powód? Latka lecą i chyba gusta się zmieniają. Jednak autorka mnie nie zawiodła. Nie jest to coś na co w pełni liczyłam i czego doświadczałam podczas innych jej książek, ale nie jest to też klapa. Po prostu coś innego, co także Ceceli Ahern wyszło. „Skaza” może się podobać. Potrafi wciągnąć i umilić czas. Otwarte zakończenie rozpala apetyt na więcej. Nie raz już udowodniła, że potrafi czarować piórem. Tym razem nie czuję się w pełni oczarowana i nastawiona refleksyjnie, ale nie mogę też określić tej powieści jako jakiś niewypał. Jest to dobra książka, która naprawdę umili czas. W przyszłości będzie można wersję książkową porównać z filmem, gdyż prawa do ekranizacji książki zakupił Warner Bros, a za produkcję podobno odpowiadają twórcy filmów takich jak: „Diabeł ubiera się u Prady” czy też „Forest Gump”. jeśli te filmy zrobiły na Was wrażenie, a i książki Ceceli Ahern pochłaniacie to może warto dać im szansę.


„Nieświadomość jest słodka. Wiedza to często odpowiedzialność, której nikt nie chce.”