czwartek, 13 kwietnia 2017

Prosty gest - Ángeles Doñate


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 28 marca 2017
liczba stron: 440

„Jednym z uroków starych listów jest to, że nie wymagają odpowiedzi.”
Lord Byron

Ten cytat przywodzi mi na myśl stertę listów, które do dnia dzisiejszego ma moja mama. Pożółkłe już koperty skrywające tajemnice jej młodości. Więzi łączące ją z przyjaciółmi. Być może gdzieś tam ukryta jest czyjaś fotografia, jakieś przeprosiny lub opisy ważnych przeżyć, sekrety albo wyznania. Tego nie wiem. Mogę snuć domysły, bawić się tą tajemnicą przewiązaną błękitną wstążeczką, która zapadła mi w pamięci jeszcze kiedy byłam dziewczynką z kucykiem na głowie. Przypomina mi on coś jeszcze. Moje listy, które dawno temu zostawiłam za sobą przy przeprowadzce. Teraz tego żałuję, bo ja tak bardzo lubię listy! Obrazy utkane z myśli przeistaczały się w słowa spływające na papier. Sunący szybko bądź leniwie długopis. I zdania, zdania, zdania, które miały umilić czas adresatowi danego listu. Słowo pisane jest takie plastyczne i barwne. Można się nim bawić. Można czarować, krytykować, oskarżać, obrażać, szokować lub wyznawać miłość. Można wszystko. Jednak ta forma komunikacji międzyludzkiej przechodzi do lamusa. Jeszcze trochę i mało kto będzie wiedział co to jest list. Takie czasy, powiecie. Może i tak, ale czy naprawdę w dobie maili, komunikatorów, czatów, sms-ów nie znajdzie się chwila na list?

„Nigdy kropla łzy nie zrosi maila.”
Książka, której akcja toczy się w miasteczku Porvenir, gdzie z powodu drastycznego spadku liczby wysyłanych listów miejscowa poczta zostaje zamknięta. Tym samym jej pracownicy, w tym główna bohaterka Sara, zostają zmuszeni do przeniesienia się do innego miejsca. Kobieta, która do tej pory była jedyną listonoszką w Porvenir, przyjaźni się z wątła staruszką Rosą. Osiemdziesięciolatka pragnie, by Sara i jej trzej synowie mieli szczęśliwe życie bez zmartwień. Wydawać by się mogło, że ta krucha kobieta nie może jednak zrobić nic, by wpłynąć na los samotnej matki z dziećmi. Rosa pisze jednak list, którego treść powstaje już od 60 lat i może on diametralnie zmienić toczące się losy bohaterów. To książka dla kobiet, która pokazuje, jaką potęgę mogą mieć zwykłe słowa.
A pamięta ktoś jeszcze to przyjemne oczekiwanie na listonosza? Na odpowiedź, która powinna już nadejść, a jeszcze jej nie ma? Ciekawość przy otwieraniu koperty, przyśpieszone bicie serca podczas czytania i tęsknotę za kolejnym rytuałem oczekiwania, otwierania i czytania? Ja jeszcze pamiętam. Może i ta forma jest przestarzała, retro, niemodna, wolniejsza od maila, ale ma w sobie magię. Magię, której nie ma elektroniczna podróba. Nie ma łzy, zapachu, pocałunku i ciepła dłoni nadawcy. Dzisiejsza korespondencja jest wybebeszona. Wstęp do dzisiejszej recenzji jest nieco długi, ale tak mnie naszło i inaczej się nie dało. Dlaczego? Ponieważ książka, którą dzisiaj chcę wam pokazać, uświadomiła mi jak wiele tracimy nie pisząc listów.

„Prosty gest” to debiutancka powieść Angeles Donate, kobiety, która ceni sobie odręczne pismo i nadal przechowuje wszelką korespondencję, włącznie z kartkami bożonarodzeniowymi. Stworzyła historię z pozoru prostą. Płynącą powoli swoim nurtem i wciągającą swoich czytelników do miasteczka Porvenir, gdzie domy z kamienia mają swój czar. Gdzie wszyscy się znają, gdzie skrywają swoje sekrety, demony i marzenia. Miasteczko spokojne, otoczone lasami i górami, gdzie czas płynie po swojemu. Jest tam też pewna ruda kobieta, Sara, matka, rozwódka, listonoszka. To ona ma kłopoty i ktoś jej bliski wpada na pomysł jak uratować ją, jej posadę i pocztę w miasteczku. Od tego momentu jesteśmy świadkami owego prostego gestu. Ogniwa, które łączy się z następnym i kolejnym. Kilka zdań. Myśli. Tajemnic. Przypadkowych osób i ważna sprawa, która jednoczy mieszkańców miasteczka i zmienia ich życie.

Wyobraźcie sobie, że macie napisać do kogoś przypadkowego z waszego miasteczka. Zrobić malutki gest dla czyjegoś dobra. Anonimowo, ale szczerze. Co wy na to? Przyznam, że sam pomysł jest nawet ciekawy, gorzej pewnie z wykonaniem w naszych realiach. A szkoda, bo to zapewne ciekawe doświadczenie. Wracając jednak do książki. Lekka, przyjemna i z przesłaniem. Nie tylko przypomina nam jak fajne jest słowo pisane i ile przyjemności można czerpać z pisania i otrzymywania listów, ale przede wszystkim, że czasem wystarczy drobny gest, aby komuś pomóc, lub zmienić życie kilku osób. Niby zwyczajna opowieść z kilkoma bohaterami, a jednak potrafi wciągnąć i zainteresować. A przy okazji czytania, można też trafić na całkiem smaczne cytaty, choć co za dużo to niezdrowo i w pewnym miejscu trochę autorka zaszalała. Jednak jeśli szukacie czegoś w tym klimacie czyli coś ciepłego i ze smakiem to polecam. Tylko pamiętajcie to nie jest książka, po której oczekuje się zaskakującego zakończenia czy szaleńczego tempa akcji. Tu warto się skupić na gatunku epistolarnym, na słowie pisanym, na listach i ich przekazie. A i może przy okazji złapać bakcyla do pisania listów. Ja sama dostałam ochotę do napisania kilku słów. A na koniec mała przestroga…

„Niewypowiedziane słowa są jak kotwice, które ciągną nas na dno.”

Za ebooka dziękuję wydawnictwu Prószyński i Sk-a

2 komentarze:

  1. Do nikogo z mojego miasta ani wsi bym nie napisała, ale do kogoś z polski czemu nie. ;)Książkę mam na oku. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka zapowiada się świetnie i chciałabym, aby znalazła się w moich rękach. Bardzo ciekawa recenzja!
    pozdrawiam
    http://polecam-goodbook.blogspot.com/2017/04/book-haul-zbyt-duzo-ksiazek-zbyt-mao.html

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)