czwartek, 10 sierpnia 2017

Światło, które utraciliśmy - Jill Santopolo

wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 5 lipca 2017
liczba stron: 304

„To właśnie miłość. Sprawia, że człowiek czuje się nieskończony i niezwyciężony, jakby cały świat stanął przed nim otworem. Niestraszne mu żadne przeszkody, a każdy dzień jest pełen cudów. Może dzieje się tak wtedy, kiedy otwieramy się na innych i wpuszczamy ich do naszego wnętrza. A może głęboka troska o ukochaną osobę sprawia, że serce się rozrasta.”

„Światło, które utraciliśmy” autorstwa Jill Santopolo kusi od samego początku okładką, która jest ciepła, urocza, pełna uczucia i obiecująca wyjątkową historię, szczególnie w połączeniu z opisem i pozytywnymi opiniami, które możemy o niej przeczytać. Jest to książka, która faktycznie zbiera dobre noty, dlatego grzechem byłoby wręcz nie skorzystać z okazji i jej nie przeczytać. Ja takich grzechów staram się nie popełniać, więc długo na mojej półce nie czekała.
Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo. Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem. Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. W kolejnych latach Lucy będzie musiała podjąć niejedną rozdzierającą serce decyzję. Czy pierwsza miłość okaże się też ostatnią?
„Niekiedy podejmujemy decyzje, które wydają się nam słuszne, ale później, z perspektywy czasu, uznajemy je za błędne. Inne nawet po wielu latach wciąż uważamy za trafne.”

Jill Santopolo stworzyła historię dwojga bohaterów, których więź narodziła się wraz z upadkiem wież WTC. Połączyło ich uczucie niezwykłe. Miłość, jak wiadomo wpleciona bywa w zbrodnie, przyjaźń, codzienność, a także każdy z etapów życia człowieka. Może przypominać pożar, stabilny ogień w palenisku, fajerwerki, zimne ognie...może dawać rozkosz, ale i sprawiać ból. Każdy o niej marzy… Każdego dnia ocieramy się o miłość ludzi których mijamy, czytamy o niej w książkach, oglądamy w filmach, a także dostajemy w różnych formach od bliskich nam osób. Jednak chyba każdy z nas chciałby doznać takiej prawdziwej, pełnej pasji, namiętności, sprawiającej, że jesteśmy szczęśliwi choć przez chwilę. Takie uczucie zdarzyło się naszym bohaterom. Dzięki nim możemy dostrzec jak ważne w naszym życiu jest to uczucie. Tak naprawdę ono stanowi fundament naszej egzystencji, daje siłę napędową do walki z przeciwnościami losu.

Narratorką tej historii jest Lucy. Snuje opowieść dla Gabe’a, monolog, w którym padają pytania bez odpowiedzi. Utrwalane zostają wspomnienia, padają wyjaśnienia i tworzy się niesamowicie klimatyczna powieść.

O miłości można napisać dużo i w różny sposób. Można to zrobić na przykład tak jak zrobiła to Jill Santopol. W sposób przykuwający uwagę, a zarazem lekki i nie banalny. Ta książka to hołd złożony miłości, nie zawsze idealnej i łatwej, ale takiej, która trwa mimo upływu lat i która potrafi spalać oraz dać poczucie nieskończoności. Wiecie takiej, która rozdziera serce, ale gdzieś tam trwa ukryta w jednym z kawałków. Przetrwa mimo przeciwności losu, wytrzyma nasze wybory, nawet te nie zawsze słuszne, bądź te słuszne i trudne.„Światło, które utraciliśmy” to pouczająca lekcja o miłości i jej sile. Poznamy jej odcienie, smaki, zapachy… Nie jest to jakieś tam romansidło, które przyprawia o motylki w brzuchu i sprawia, że amorki zaczynają krążyć nad naszą głową z mini łukami. To opowieść o konsekwencjach wyborów, których dokonaliśmy, o cenie jaką przychodzi człowiekowi zapłacić za podążanie wymarzoną ścieżką. To także posmak odpowiedzialności, zaufania, bądź jego braku. Codzienności pełnej wyzwań, niebezpieczeństw i cieni, które chowają się w człowieku przez kilka lat. Historia, która stworzyła autorka jest warta zapamiętania i myślę, że na jakiś czas na pewno pozostanie w mojej pamięci. Jest wzruszająca, ciepła, szczera i niełatwa. Dodaje jednak nadziei i otuchy, a zakończenie jest naprawdę wzruszające. Ta książka jest naprawdę warta przeczytania, szczególnie jeśli chcecie poznać różne odcienie miłości.

„Patrzymy na świat przez pryzmat naszych pragnień, żalów, nadziei i lęków.”

sobota, 5 sierpnia 2017

Miasteczko kłamców - Megan Miranda


wydawnictwo: Znak
data wydania: 19 lipca 2017
liczba stron: 400

„Czas potrafi się wić i pokazywać różne rzeczy, jeśli mu na to pozwolisz. Może właśnie w ten sposób Cooley Ridge próbowało mi coś pokazać. Czas próbował mi coś wyjaśnić.”

Friedrich Nietzsche napisał kiedyś, że „Człowiek (…) nie umie nauczyć się zapominania i wciąż ogląda się na przeszłość: choćby podążał najdalej i najszybciej, łańcuch podąża wraz z nim”. Przez kilka ostatnich dni, kiedy tylko miałam okazję, czyli chwile wolnego w pędzie zwanym macierzyństwem, siadałam i czytałam „Miasteczko kłamców” autorstwa Megan Mirandy. W jej powieści bardzo wyraźnie widać ciągnącą się za człowiekiem przeszłość. Ten łańcuch dzwoni przy każdym ruchu. Nie można się oderwać i w konsekwencji człowiek zawsze wraca. Nie ważne ile czasu upłynie, czy rok, dwa, a nawet dziesięć, człowiek i tak zerknie przez ramię w przeszłość. ”Miasteczko kłamców” jest debiutem literackim Megan Mirandy. To thriller, którego misterna fabuła oceniana jest dość wysoko. I faktycznie opis zachęca, okładka pobudza wyobraźnię i współgra z tym co przeczytaliśmy na odwrocie książki, a teksty typu : „Ten thriller to test dla Twojego umysłu…” tylko jeszcze bardziej pobudzają apetyt. Chwyt reklamowy dla zmysłów czytelnika spełnia swoją rolę. Jak to jest z tą trzymającą w napięciu do końca fabułą?
Byliśmy miasteczkiem pełnym strachu.  Ale byliśmy również miasteczkiem pełnym kłamców. Przed dziesięcioma laty, kiedy zaginęła jej najlepsza przyjaciółka, Nicolette wyjechała z Cooley Ridge. W rodzinnym miasteczku pozostawiła bliskich, ukochanego z liceum i mroczną tajemnicę. Kiedy wydaje jej się, że cały tamten świat ma już za sobą dostaje list: „Muszę z tobą porozmawiać. Ta dziewczyna. Widziałem tę dziewczynę”. Tyle wystarczy, by wróciła do domu. Wkrótce po jej przyjeździe do miasteczka znika bez śladu kolejna dziewczyna. Ostatni raz widziano ją, kiedy wchodziła do lasu, tego samego, który Nicolette zna od dziecka. Tajemnica z przeszłości wraca ze zdwojoną siłą, nakręcając spiralę strachu i oskarżeń. Atmosfera w Cooley Ridge się zagęszcza, podejrzani są wszyscy, choć każdy ma alibi. Czy kłamstwa wystarczą, by ukryć tajemnice?
Cooley Ridge miasteczko otoczone lasem, gdzie wszyscy dobrze się znają. Pełne tajemnic, które żyją podsycane przez domysły i plotki. Tu się niczego nie zapomina, tu się wraca...Tak też zrobiła nasza główna bohaterka. Wróciła, aby pomóc przy sprzedaży domu, jednak to był początek walki z przeszłością, pamięcią i nowymi okolicznościami. Akcja ruszyła niczym szalona rundka na rollercoasterze, który raz na jakiś czas pojawia się w miasteczku. Nico musi odkopać z meandrów pamięci to, co głęboko zakopała i przed czym próbowała uciec. Stawić czoła prawdzie, która kryje się tuż obok, za zasłoną z iluzji i kłamstw. Czeka ją jeszcze jedno, wyzwanie (czyli coś, co lubi) odkrywanie wewnętrznych warstw otaczających ją ludzi i swoich własnych. Cooley Ridge to miasteczko, w którym mieszka niejeden kłamca. To miejsce, w którym na posterunku leży metaforyczne pudełko pełne poszlak, które oblepione kłamstwami, zaprowadzą ich w końcu do prawdy, a w tym i nas czytelników.

„Ludzie są jak ruskie matrioszki – na zewnątrz widać tylko najnowszą wersję, a wszystkie pozostałe nadal żyją w środku, nie zmienione, tyle że już poza zasięgiem wzroku.”

„Miasteczko kłamców” to trzyczęściowy thriller, a każda część rozpoczyna się cytatami związanymi ze zrozumieniem życia. Przez zaglądanie do przeszłości, która i tak gdzieś tam nas w swoich szponach trzyma. Analiza tego co było pozwoli iść naprzód. Każdy z tych trzech cytatów pasuje idealnie do fabuły. Fabuły, która rzeczywiście jest wciągająca, zagadkowa i rozstrzygająca dopiero pod koniec. Bywa mroczno. Czasami odnosimy wrażenie, że nasz umysł pracuje jakoś inaczej, niby normalnie,a jednak coś tu nie gra. Otacza nas mgła faktów i poszczególnych fragmentów tej układanki. Tym bardziej, że przez większość czasu czytelnik poznaje prawdę, ale nie podążając naprzód a wstecz. Dni w kalendarzu się cofają, a my musimy przestawić się na odpowiedni tryb. To na początku trochę mąci w głowie, jednak fajnie skleja fakty. Ciekawy zabieg, który pozawala nam poznać wydarzenia poszczególnych dni pędząc do przodu, czyli jesteśmy na wydarzeniach dzisiejszych, a wiemy co wydarzyło się jutro i pojutrze i jeszcze kilka dalej. Jednak nie wiemy co było wcześniej. Poznajemy wydarzenia od tyłu. Początek jest rozwikłaniem części naszej zagadki. Narratorem w tej historii jest Nicolette. My zaś obserwujemy to, co się z nią dzieje, w jakim jest stanie psychicznym bądź emocjonalnym. Ona rzuca nam fragmenty puzzli, a my grzecznie je składamy. Całość naprawdę jest wciągająca. Bywa zaskakująca.
„Miasteczko kłamców” nie rozczarowuje absolutnie. Jest to thriller na wysokim poziomie, który ma swój klimat, a czytelnika wsysa w atmosferę tajemniczości, kłamstw, poszlak i pytań o to, kto za tym wszystkim stoi. Po przeczytaniu tej książki, nie dziwią mnie wysokie noty czytelników.

„Czas jest tylko czymś, co sami stworzyliśmy. Miarą odległości. Narzędziem zrozumienia. Sposobem wyjaśnienia rzeczywistości. Może docierać w dowolne miejsca i pokazywać ci różne rzeczy, jeśli mu pozwolisz. Pozwól mu.”