niedziela, 10 września 2017

Przeszłość - Tessa Hadley


wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: 17 sierpnia 2017
liczba stron: 352

„Bo tutaj życie jest życiem, mogę znaleźć miejsce dla siebie gdziekolwiek.”

Podobno z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Jak wiadomo, każda ma swoje sekrety, więzi łączące jej członków i pozory, którymi się otacza by prezentować się lepiej w oczach innych, szczególnie obcych spoza kręgu wtajemniczonych. Jest też oczywiście i dom, który nasiąknięty jest sentymentem, a czasami straszy tym i owym z przeszłości. Mnie przeszłość fascynuje. Jestem sentymentalna i lubię wracać do tych i owych dni. Szczególnie ta tematyka korci mnie w literaturze, gdzie poznajemy sekrety rodzinne, czasem zakurzone, a innym razem głęboko ukryte w starym kufrze. To taki rodzaj zagadki, która ma swój specyficzny zapach. Dlatego, gdy tylko dostałam propozycję zrecenzowania książki o trafnym tytule „Przeszłość”, którą napisała Tessa Hadley, nie wahałam się ani chwili. Oczywiście po zapoznaniu się z opisem i oczarowana okładką, która pobudza wyobraźnię. Korytarze, pokoje, uchylone drzwi… Pustka, wspomnienia zatopione w żółci ścian, echo głosów z przeszłości, przyczajone w szparach przy oknach. I tyle do odkrycia. Kto się zgodzi?
Czwórka rodzeństwa postanawia spędzić wspólnie urlop na angielskiej wsi. To ich ostatni pobyt w urokliwym domku odziedziczonym po dziadkach i ma być wyjątkowy: tylko rodzina, żadnych obcych. Fran przyjeżdża z dwójką dzieci, Roland z córką i nową żoną, Harriet jak zwykle jest sama. Wyłamuje się tylko Alice, która przywozi syna swoje byłego partnera. Dom pełen jest bolesnych wspomnień, lecz choć przeszłość przypomina o sobie na każdym kroku, bliskim trudno się z nią rozstać. Czas, który nie oszczędził niszczejącego budynku, odcisnął także piętno na wzajemnych relacjach rodzeństwa. Atmosfera gęstnieje z dnia na dzień.
Jeszcze jak do opisu dołożymy taką zachętę, że autorka po mistrzowsku kreśli intymny portret rodziny, która pod płaszczem pozorów dobrego pochodzenia, statusu materialnego itp. ukrywa tajemnicę pożerające wręcz od środka, to nie można przejść obojętnie obok tego tytułu. Tak sobie właśnie myślałam i wyobrażałam super ciekawą literaturę. No i na tym się skończyło, bo kompletnie dostałam co innego niż oczekiwałam. Liczyłam na przyjemną, klimatyczną powieść, która poniesie mnie po meandrach ludzkich emocji, sekretów i więzi rodzinnych. Dostałam grupkę ludzi, którzy mają mniej lub bardziej skomplikowane życie osobiste. Nie wyczułam więzi rodzinnych. Powiem więcej, przez pierwsze 150 stron nudziłam się jak mops. Czekałam sama nie wiem na co. Być może na nagły zwrot akcji, tym bardziej, że czasami była zapowiedź czegoś co mogło ciekawie się rozwinąć. Gdy już myślałam, że nasi bohaterowie odkryją to i owo z listów ukrytych w starym sekretarzyku okazywało się, że niestety nie tędy droga i dalej kluczmy sobie koło wakacji chaotycznej rodzinki. Młodociany romans, ciekawskie dzieciaki, rodzeństwo, które nie ma w sobie za grosz ciepłych uczuć wobec siebie. Nad całym tym niby sielankowym spektaklem unosi się lekki sentyment i tęsknota. Dom dziadków stanowi symbol tego co minione, bezpieczne i tragiczne zarazem. Taki wehikuł czasu, który przyciąga i jednocześnie odstrasza. Ostatnia nić trzymająca rodzinę w jako takiej więzi.

Tessa Hadley za książkę „Przeszłość” otrzymała nagrody Windham – Campbell Literature Prize for fiction i Hawthornden Prize. Jak widać nie zawsze wybitne nagrody przekładają się na opinię zwykłych czytelników, którzy pragną wciągającej literatury.

„Przeszłość” tak naprawdę nie ma w sobie zbyt dużej dawki przeszłości. Bohaterowie do mnie nie przemawiają, gdyż są sztuczni i nie mamy okazji ich za bardzo poznać. Więcej przeczytamy opisów choćby otoczenia niż o tym co w nich tak naprawdę siedzi. Jak dla mnie chaotyczna powieść z niewykorzystanym potencjałem. Urwana w ciekawych momentach, pozbawiona głębszego klimatu. Zazwyczaj staram się wycisnąć z książek to co się da, doszukać się czegoś ciekawego, tutaj nie bardzo jest co wyciskać. Szkoda, że autorka poszła na skróty i historię owianej sentymentem zmarłej matki głównych bohaterów opowiedziała w takim skrócie. Mogła z tego wyjść naprawdę dobra powieść. Taka na jaką zaprasza nas ciepła i obiecująca okładka.

„[…] im mniej jesteś skomplikowana, tym lepszym jesteś materiałem na matkę”

Dziękuję wydawnictwu za możliwość przeczytania książki

6 komentarzy:

  1. Raczej ta pozycja nie jest dla mnie. Wątpię czy kiedyś po nią sięgnę :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja recenzja jest pierwszą negatywną opinią na temat tej książki z jaką się zapoznałam. Teraz mam poważne wątpliwości co do czasu jaki mam na nią przeznaczyć. Nie wiem czy warto jest poświęcać czas na coś, co swój potencjał nie wykorzystało nawet w minimalnym poziomie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Za tych bohaterów w sumie największy minus. Jeśli postaci są bez wyrazu, cała historia traci wartość.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak widać nietrafny wybór. Też nie lubię, gdy bohaterowie są nijacy. raczej się nie skusze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, to ja w żadnym wypadku się za tą książkę nie wezmę :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)