wtorek, 21 listopada 2017

Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie - Janusz Leon Wiśniewski


wydawnictwo: Znak Literanova
data wydania: 8 listopada 2017
liczba stron: 576

„Nie ma chyba smutniejszej rzeczy, niż nagle zdać sobie sprawę, że nawet własne wspomnienia o kimś kiedyś najbliższym mogą być tak naprawdę odarte z nostalgii.”

Dawno temu miałam okazję spotkać się literacko z twórczością Janusza Leona Wiśniewskiego, wtedy byłam cieniem hotelowym, konkretnie takim duszkiem Grandowym, który obserwuje i podsłuchuje co się dookoła dzieje. Autor zabrał mnie w klimatyczną podróż po hotelowych pokojach, pozwolił posłuchać rozmów, które miały w sobie nie inaczej tylko nutę nostalgii. Idealnie wpasowała się klimatem w czas, w którym ją czytałam. To był wrzesień, więc czuć można było zbliżającą się jesień i towarzyszącą jej właśnie nostalgię. Autor urzekł mnie swoim talentem do opowiadania tych swoich historii, choć nie wszystko było wtedy w pełni satysfakcjonujące. Ogólne wrażenie wystarczyło jednak bym nabrała ochoty na inną książkę w jego literackim dorobku i faktycznie, po ponad dwóch latach w moje ręce trafia inna pozycja Wiśniewskiego. Znowu mamy porę jesienną, teraz nawet bardziej niż wtedy i najchętniej siedziałoby się pod kocem z dobrą książką. Wybierając „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie” kierowała mną ochota na kolejną dawkę klimatu i nostalgii. Jednak to nie wszystko, po raz kolejny moją uwagę przykuwa okładka, a następnie opis, obiecujący z pozoru banalną fabułę, która mimo wszystko może mieć w sobie potencjał. I faktycznie ma.
Wszystko da się wyjaśnić. Zapisać w liczbach i równaniach. Życiem rządzą prawdopodobieństwo, logika i udowadnialne twierdzenia. Przynajmniej jemu, naukowcowi, tak się wydawało, dopóki nie spędził wielu miesięcy w klinice w Amsterdamie i nie otarł się o śmierć, co całkowicie zburzyło konstrukcję jego świata. Były przy nim w chwili największej tragedii, mimo że je zawiódł, skrzywdził, zdradzał, upokorzył. Dlaczego? Wszystkie jego kobiety. Milena, niesforna, uderzająco piękna i wyuzdana femme fatale. Daria, jego była studentka, „kruche, naiwne dziewczę w wieku jego córki”, o oczach jak niezapominajki. Tajemnicza Ludmiła, z którą rzekomo łączył go tylko seks. Natalia, fascynująca, bezpruderyjna artystka, niezastąpiona partnerka do filozoficznych dysput. Justyna - miała być jedynie lekiem na jego depresję po rozstaniu z żoną. Ewa, tak samo charyzmatyczna, jak eteryczna, zachwycająco mądra nauczycielka, która na nowo buduje jego świat... Kim był dla nich? Kim one były dla niego? Której był coś winien, której kiedyś podarował za mało, a która była mu wdzięczna?
Tym razem trafiamy nie do hotelu, a do sali w pewnej holenderskiej klinice, gdzie po sześciu miesiącach śpiączki budzi się nasz główny bohater. Budzi się i zaczyna się nasza podróż po meandrach życia naukowca matematyka, dla którego kariera była ważniejsza niż żona i córka. Z tych dwóch kobiet potrafiła mu tak naprawdę wybaczyć tylko córka i to z nią utrzymuje kontakt. Oczywiście w jego życiu jak tytuł wskazuje pojawiło się kilka kobiet, które potraktował jak na męskiego dupka przystało, raczej źle. Nie tylko zdradzał, ale przede wszystkim skrzywdził, a nawet i upokorzył. Nasz rekonwalescent był typem faceta, który nie wchodzi w związki, on jak to sam zgrabnie określał tworzył krótkotrwałe relacje z kobietami. One snuły wizje wspólnego życia, a on ich nie wyprowadzał z błędu. Tłumaczył sobie te relacje równie zgrabnie jako zachłyśnięcie się wolnością po rozwodzie. Gdy robiło się za poważnie po prostu znikał. Jeśli zaś myślał o stabilizacji, ta zaczynała go męczyć i mu powszednieć. Tak naprawdę to jego przebudzenie ze śpiączki jest taką metaforą bo nasz pacjent, doznał olśnienia i wręcz wewnętrznej przemiany. Na wiele rzeczy spojrzał inaczej, wiele sobie przypomniał, a przy tym poznał wyjątkowych ludzi i ich historie. Poznał co to dobro i to od obcych ludzi.

„Seks wyzwala i ujawnia ogromne i demonicznie niebezpieczne emocje. Możemy kogoś do siebie za pomocą seksu przywiązać. Ten ktoś może odczuwać zazdrość i lęk i bardzo. Seksualnie można się oddzielić, rozdwoić, roztroić, ale emocjonalnie bywa to bardzo trudne.”

Janusz Leon Wiśniewski napisał książkę w sam raz na długie jesienne wieczory. Akcja toczy się powoli, a nasz bohater jakby się nam spowiadał ze swojego życia, przez co oczyszcza się wewnętrznie. On przeżywa jeszcze raz swoje życie i relacje z kobietami, choć nie tylko, a my poznajemy jego. Możecie sobie wyobrazić, że siedzicie w szpitalnej sali i słuchacie co wam pacjent opowiada, czasem możecie posłuchać innych, w tym cudnej Laurencji, która skradła moje serce. Jest to moja ulubiona postać w tej książce, a to jej „No stress, Polones...” dźwięczy mi w uszach i chyba zostanie ze mną już na zawsze. Nie żeby naszego „Polones” nie dało się lubić, bo się da i aż sama się sobie dziwię, bo facet wad ma sporo, a ja jestem kobietą, więc powinnam solidaryzować się z bohaterkami, które poznajemy oczyma naszego bohatera. Książka Wiśniewskiego ma swój klimat, czyli to na co liczyłam decydując się na jej przeczytanie. Ma też jednak i wady. Niekiedy przypomina jakiś wykład naukowy na temat seksu. Ja rozumiem, że facet nie spotykał się z tymi kobietami, żeby tylko dyskutować, ale ile można czytać wywodów na temat seksualności i wcale nie chodzi tutaj o to, że książka zawiera sceny jak z Greya, a raczej o obszerne rozwodzenie się nad tym tematem ogólnie. Czasami bywało to wręcz męczące i nudne. Wtedy miałam ochotę rzucić książkę w kąt, jednak po kilku kolejnych stronach wracaliśmy na utarte tory historii i dowiadywaliśmy się co nieco o kobietach naszego bohatera i o tym jak się poznali. Te momenty przenosiły nas ze szpitalnej sali w różne miejsca i urozmaicały akcję, bo trzeba przypomnieć, że nasz bohater cały czas jest w szpitalnym łóżku. Książka ma ponad 500 stron i aż kipi w niej od cytatów, które warto sobie zapamiętać. Ta książka to nie tylko hołd kobiecości, ale także prawda o człowieku. O sobie samym, o tej prawdzie nie zawsze łatwej do zaakceptowania. Już po raz drugi Wiśniewski zaskoczył mnie pozytywnie, więc poszukam kolejnej jego książki, aby zatrzymać się na chwilę i zatopić w nostalgii, w tym co człowiekowi nie jest obce.

„Prawda o sobie często jest nie do zniesienia . Szczególnie, gdy jest to prawda nie do podważania.”

Dziękuję wydawnictwu Znak Literanova za możliwość przeczytania książki

5 komentarzy:

  1. Mam w planach tę książę. Chcę poznać w końcu twórczość tego autora. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No ciekawa jestem, ja na razie Pana Wiśniewskiego znam tylko z "Samotności w sieci"...

    OdpowiedzUsuń
  3. Oddałam tej powieści swoje serce... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam ją. To było moje pierwsze spotkanie z autorem i wiem, że nie ostatnie. ;]

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)