środa, 6 grudnia 2017

Pudełko z marzeniami - Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński


wydawnictwo: Filia
data wydania: 8 listopada 2017
liczba stron: 336

„W sumie to nie wiem […] ale słyszałam, że tak jest. Na pewno. Może dlatego, że kobiety muszą się pomalować, by ładniej wyglądać. A faceci są ładni sami z siebie i jak się pomalują, wyglądają gorzej. Dlatego się nie malują.”

Tradycyjnie na mojej półce zagościła Magdalena Witkiewicz, tym razem jednak w duecie z Alkiem Rogozińskim, a więc mowa o ich wspólnym dziele „Pudełko z marzeniami”. Jej twórczość znam bardzo dobrze, jego wcale. Z tego co wyczytałam w obszernych internetach, to facet od kryminałów, dlatego możecie sobie wyobrazić moją wielką ciekawość co do tej książki. No bo co może wyjść z takiej mieszanki? Ona czaruje słowem, on morduje dla zabawy. Albo coś dobrego, albo klapa totalna, choć tego drugiego się nie spodziewałam.
Zdradzony przez narzeczoną i oszukany przez wspólnika trzydziestoletni Michał marzy o tym, aby zacząć nowe życie. Kiedy dowiaduje się, że podczas II wojny światowej jego rodzina ukryła w małym miasteczku na północy Polski skarb, wyrusza na jego poszukiwanie. Sęk w tym, że teraz w tym miejscu stoi restauracja. Prowadzi ją rówieśniczka Michała, Malwina. Ma ona problem ze swoim ukochanym, który "odszedł w siną dal", i babcią, która po powrocie z wieloletniego pobytu we Francji koniecznie chciałaby serwować w jej restauracji żabie udka i ślimaki.  Michał postanawia zaprzyjaźnić się z Malwiną, zdobyć jej zaufanie, a potem w tajemnicy przed nią odzyskać swój spadek. Niestety gdy w sprawę wmieszają się dwie wścibskie staruszki, dwójka dzieci i tajemniczy święty Eskpedyt, nic nie pójdzie zgodnie z jego planem.
Klapy się nie spodziewałam, za to liczyłam na nutkę kryminału. I ja się pytam, gdzie ten kryminał? Jakaś zbrodnia? No dobra, wiem, że to komedia romantyczna i to jeszcze ze świętami w tle, a przy takiej okazji to zazwyczaj cuda się zdarzają, a nie morderstwa (choć bywa i tak), no ale mógłby być jakiś ślad. No dobra, jest lekka intryga, pewien skarb i niecne podkopy, ale to i tak trochę za mało, choć nie mówię, że nie jest fajnie. Tu moje oczekiwania trochę się rozczarowały, bo trupa takowego jakby brak, nawet kosteczki podejrzanej w tych podkopach. Dostałam za to niezwykle ciepłą historie, może trochę banalną, ale w sumie trudno o coś oryginalnego w takiej scenerii skoro ma być miło, przyjemnie i jeszcze świątecznie. Miło jest. Klimatycznie jest. Zabawnie też. Zbliżają się święta, więc czytając książkę możemy poczuć magię tych zbliżających się dni.


„Ja tam w żadne kamuflaże nie wierzę. Tylko mężczyźni są czasem ślepi. Zwłaszcza ci zakochani...”

Ach ta pani Wiesia i jej mądrości (a także naleweczki ku zdrowotności rzecz jasna!), bo zacytowałam właśnie jej słowa. Prawdziwe jakieś takie… Miało być w kilku słowach o bohaterach więc pozwoliłam sobie od naszej kochanej starszej pani zacząć, znanej wszystkim z „Pracowni dobrych myśli”. Tak, po raz kolejny lądujemy pod tym samym adresem, a przynajmniej całkiem niedaleko. Tym razem będziemy świadkami wydarzeń w restauracji i jej piwnicy, w której stoi sobie pewien święty od zadań specjalnych. Mamy okazję więc spotkać kolejny raz kilkoro bohaterów znanych nam z w wcześniejszej książki. Skoro mamy Wiesię to wiadomo, że wesoło będzie, ale co tam jedna Wiesia. Tym razem mamy wystrzałowy duecik złożony z dwóch starszych pań. Do tego dwoje dzieciaków, które mają głowy nie od parady, dwie siostry bliźniaczki, które są swoim przeciwieństwem, Michała faceta po przejściach, księdza, który lubi pośpiewać i pewnego strażaka. Oczywiście to nie koniec, gdyż pojawi się choćby jeszcze para sympatycznych gejów. Tak więc jak widać od wyboru do koloru.

A co z tytułowym pudełkiem? Ano stoi sobie w restauracji i każdy może wrzucić do niego swoje marzenie i czekać na efekt. Spełni się, czy się nie spełni? Jak to z tymi marzeniami jest? Warto czekać, aż się same spełnią, czy może liczyć na to, że ktoś je za nas spełni? A może warto stworzyć takie pudełko i pomagać w spełnianiu marzeń tak jak to robiła Malwina? Nigdy nie zaszkodzi pomóc spełnić czyjeś marzenie, nawet to najdrobniejsze i to bezinteresownie i nie tylko w okresie świąt. Prawda?

Wracając do książki… Fabuła prosta, lekka, przyjemna, ale nieoryginalna. Myślę, że duet Witkiewicz – Rogoziński sprawdził się bardzo dobrze. Czytałam i zastanawiałam się, co jest sprawką Magdaleny, a co Arka. Wiecie co? Nie mam zielonego pojęcia. Ta para się ze sobą idealnie uzupełnia. Nadają na tych samych falach i tworzą spójną historię, pełną ciepła i uśmiechu. Zapraszają do spełniania marzeń i dają pstryczka w nos co niektórym. „Pudełko z marzeniami” to książka, którą połkniecie od razu. Idealna do czytania w godzinach nocnych, co sama sprawdziłam na sobie. Fajna, lekka i przyjemna, w sam raz na okres przedświąteczny, ale jako prezent też się sprawdzi. Humor i klimat, czyli to co lubię...w pakiecie oczywiście z PANIĄ WIESIĄ! Czy polecam? Oczywiście!

7 komentarzy:

  1. Lubię lekkie lektury więc to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa tego duetu, więc pewnie sięgnę po tę książkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki tym cytatom z pewnością sięgnę po tę pozycję! :D Byłoby to moje pierwsze spotkanie z Witkiewicz, jak i Rogozińskim, więc oby było udane.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Może z ciekawości skusze się na ten duetowy utwór literacki - ale nie teraz - kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja także dobrze znam twórczość Witkiewicz, za to Rogozińskiego wcale, zatem mam ochotę na tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejna lekka książka którą będę musiała przeczytać przed świętami :D wezmę się za nią jak tylko skończę "Psiego najlepszego" :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja na pewno sięgnę po tą książkę, bo Panią Witkiewicz pokochałam po "Czereśniach...", a Pana Alka polubiłam po "Do trzech razy śmierć"!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)