poniedziałek, 26 lutego 2018

Kredziarz - C.J. Tudor


wydawnictwo: Czarna Owca
data wydania: 28 lutego 2018
liczba stron: 384

„Głowa dziewczyny spoczywała na niewielkiej stercie pomarańczowo – brązowych liści. Jej migdałowe oczy patrzyły na korony jaworów, buków i dębów, ale nie widziały nieśmiałych promyków światła, które przebijały się przez gałęzie i pozłacały leśną ściółkę. [ Oczy dziewczyny nie widziały już nic prócz ciemności. Nieopodal spod liści wystawała blada dłoń jakby szukała pomocy, jakiegoś znaku, że nie jest sama. Na próżno. Reszta ciała leżała poza jej zasięgiem, poszczególne fragmenty poukrywane w różnych zakamarkach lasu.”

Są takie książki, które od pierwszych stron przyciągają czytelnika i z każdą kolejną oplatają się wokół niego pnączami wciągającej fabuły. Wtedy staje się on więźniem danej historii aż do samego końca, a najgorsze są wtedy przerwy w czytaniu, kiedy to coś pilnego go odrywa od akcji, albo obowiązki nie dają spokoju, wtedy z niedosytem i powiększającym się zarazem apetytem odkładamy książkę i wyczekujemy czasu, kiedy znowu będziemy mogli zatopić się w lekturze. W moje ręce trafiła właśnie taka książka. „Kredziarz” autorstwa C.J Tudor zafascynował mnie już od pierwszej strony i puścił dopiero z chwilą dotarcia do ostatniej kropki.
W mrocznych zakamarkach umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice. Najlepiej zacząć od początku. Sęk w tym, że nigdy nie doszliśmy do porozumienia, kiedy to wszystko się zaczęło. Może w dniu, w którym Gruby Gav dostał na urodziny wiadro z kredami? Czy jak zaczęliśmy nimi rysować tajemnicze symbole? Albo kiedy same zaczęły się pojawiać? A może wtedy, kiedy znaleziono pierwsze zwłoki? To Kredziarz podsunął dwunastoletniemu Eddiemu pomysł, by porozumiewać się z przyjaciółmi za pomocą rysunków kredą. To był ich kod, do czasu gdy symbole doprowadziły ich do ciała dziewczynki. Wtedy zabawa się skończyła. Trzydzieści lat później Ed dostaje kopertę. Znajduje w niej tylko kawałek kredy i rysunek człowieka z pętlą na szyi. Zdaje sobie sprawę, że gra sprzed lat nigdy się nie skończyła…
Anderbury to z pozoru spokojne miasteczko, a tak naprawdę kryje w sobie mroczne sekrety…

Narratorem tej opowieści jest dorosły Ed, który w 1986 roku był dwunastoletnim Eddim, chłopcem, który miał swoje sekrety, jednym z pięcioosobowej bandy dzieciaków, synem „barwnej pary”. To jego oczami widzimy wydarzenia, które miały miejsce w ‘86 by rozdział dalej znaleźć się w 2016 roku i towarzyszyć mu w dorosłości. Niezbyt udanej. Samotny facet, mieszkający z młodszą od niego lokatorką w swoim rodzinnym domu. Zawód: nauczyciel angielskiego. Hobby: zbieractwo. Lubi wypić, nie jest szczęśliwy i wbrew wszystkiemu ciążą mu na barkach wydarzenia z dzieciństwa. Jego monotonne życie znów nabiera tempa, gdy w jego ręce trafia list z wisielcem i kawałkiem kredy. Barw dodaje również spotkanie z dawno niewidzianym kumplem z bandy. Pewne pytania zyskają odpowiedzi. Znów pojawią się kredowe ludziki. Znów poleje się krew.

„Dorosłość jest zwykłą iluzją. Jeśli się nad tym zastanowić, to nikt z nas nigdy tak naprawdę nie dorasta. Po prostu robimy się wyżsi i bardziej włochaci. […] Po fasadą dorosłości i wszystkimi warstwami doświadczenia, które zdobywamy z cierpliwym biegiem lat, wszyscy jesteśmy zasmarkanymi dziećmi z obdartymi kolanami, nieradzącymi sobie zbyt dobrze bez rodziców i przyjaciół.”

Czytając książkę C. J. Tudor miałam skojarzenia z twórczością Kinga. Widząc scenę opowiadaną przez Eda, widziałam sceny z filmów nakręconych na podstawie powieści króla grozy. Nie wiem skąd takie skojarzenia, być może gdzieś w pamięci mocno zapisały mi się tamte sceny i pamięć do nich wraca przy podobnych fragmentach. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się naprawdę bardzo dobrze, wręcz się ją pochłania. Stopniowo poznajemy co wydarzyło się w roku ‘86 i dodajemy do tego brakujące elementy, których dowiadujemy się też z teraźniejszości. Autorka w swojej książce pokazała jak wielką tajemnicę skrywa ludzka psychika, jak bardzo potrafi być mroczna i szalona.

„Kredziarz” to naprawdę bardzo dobrze napisany thriller, który pobudza wyobraźnię i daje zastrzyk adrenaliny już od samego początku. Niesamowicie klimatyczna, momentami spokojna opowieść o dzieciństwie, pierwszych zauroczeniach, sekretach oraz sile przyjaźni. Z czasem dochodzą koszmarne sny, zagadka zbrodni sprzed trzydziestu lat i obraz tego co nie całkiem pojęte w oczach dwunastolatka. W książce C. J. Tudor znajdziecie świetne portrety psychologiczne postaci, które są w jakiś sposób okaleczone, a także skomplikowane relacje międzyludzkie. Każda postać ma swój charakter, żyje własnym życiem. Im bliżej końca tym więcej napięcia. Ostatni element zagadkowej układanki z przeszłości wskakuje na swoje miejsce na samym końcu… Zakończenie dało mi wręcz w twarz, bo rozwiązanie tajemnicy z początku książki miałam pod nosem, ale to świadczy tylko o tym, jak dobrze autorka potrafi wodzić za nos swojego czytelnika. Jeżeli debiut wypadł tak dobrze to już zacieram ręce na myśl o kolejnych książkach autorki w przyszłości.

„Wydaje nam się, że chcemy poznać prawdę, ale w rzeczywistości interesuje nas tylko ta jej wersja, która nam pasuje. Taka jest już ludzka natura. Zadajemy pytania i mamy nadzieję, że usłyszymy odpowiedzi, które chcemy usłyszeć. Problem w tym, że prawdy nie można sobie wybrać. Prawda ma to do siebie, że po prostu jest. Można jedynie dokonać wyboru, czy w nią wierzyć czy nie.”

Dziękuję wydawnictwu Czarna Owca za możliwość przeczytania książki

5 komentarzy:

  1. Na chwile obecną nie bardzo kusi mnie na książka. Może kiedyś zmienię zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę już nam, ale jeszcze jej nie czytałam. Nastawiam się na dobrą lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Opinie o tej książce słyszałam różne, ale chcę ją przeczytać i sprawdzić czy mi się spodoba. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo wciągająca książka, przeczytałam w dwa wieczorki:). To kolejna interesującą pozycja na mojej półce książkowej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miło przeczytać taką dobrą opinię o książce, którą właśnie się zaczyna :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)