niedziela, 4 lutego 2018

Prawdziwe morderstwa - Charlaine Harris


wydawnictwo: Replika
data wydania: 10 lipca 2012
liczba stron: 284

Tym razem nici z nowości. „Prawdziwe morderstwa” to kryminał, który ma już swoje lata. Na naszym rynku wydawniczym pojawił się w 2012 roku i mówiąc tu o „metryce” tego tytułu mam na myśli zarówno datę polskiej premiery, jak i tej zagranicznej, która miała miejsce około dwadzieścia lat temu. Sami przyznacie, że to szmat czasu. W moje ręce trafiła już jakiś czas temu. Miałam nawet okazję zacząć ją czytać, ale odłożyłam z powrotem na półkę i o niej zapomniałam. Kilka dni temu przeglądając coś tam w internecie natrafiłam na tę serię, a w oczy rzuciły mi się okładki, które co tu dużo mówić trafiają w mój gust. Przy tej okazji przypomniałam sobie, że przecież gdzieś mam książkę z podobną okładką i tak oto po raz kolejny rozpoczęłam swoją przygodę z twórczością Charlaine Harris i stworzoną przez nią Aurorą Teagarden.
Lawrenceton w stanie Georgia, przedmieścia nieustannie rozwijającej się Atlanty, to de facto nadal małe miasteczko. Bibliotekarka Aurora „Roe” Teagarden wychowała się tutaj i wie więcej, niż trzeba, o mieszkańcach miasta, także o tych, którzy podobnie jak ona interesują się ciemniejszą stroną ludzkiej natury.  Wraz z tymi ludźmi Aurora należy do klubu nazywanego Prawdziwe Morderstwa, którego członkowie spotykają się raz w miesiącu, by analizować słynne sprawy kryminalne. To nieszkodliwe hobby przyjmuje całkiem inny obraz, gdy pewnego wieczoru Roe znajduje ciało członkini klubu, zamordowanej w sposób, przypominający zbrodnię, którą tego dnia klub miał omawiać. Po kolejnych przypadkach „kopiowanych” zabójstw, Roe będzie musiała się dowiedzieć, kto ukrywa się za tą przerażającą zabawą, w której wszyscy członkowie Prawdziwych Morderstw, z nią włącznie, są głównymi podejrzanymi… i potencjalnymi ofiarami.
Małe miasteczko, klub miłośników zbrodni no i oczywiście upragniona zbrodnia. Czy w realnym świecie jest równie intrygująca co na kartkach książek? Czy uczestnikom spotkań klubu „Prawdziwych morderstw” spodoba się eliminacja kolegów poprzez naśladowanie starych zbrodni? Kto jest mordercą? Kto następny będzie ofiarą? Co tu dużo mówić, niezła kabała. Wplątała się w nią młoda bibliotekarka (nomen omen taki kurdupel jak jak), której życie nagle się zmienia, gdy trafia na zwłoki koleżanki z grupy. Jej codzienność już nie jest rutyną, a wszystko nabiera tempa, rumieńców i uczucia strachu. W jej życiu wraz ze zwłokami pojawia się dwóch mężczyzn, co dodatkowo urozmaici życie młodej kobiety. Nikt nie może uwierzyć, że spokojne do tej pory miejsce staje się miasteczkiem strachu. Giną ludzie, a potencjalnych sprawców jest kilku.

Autorka znana jest z książek o wampirach, na podstawie jej powieści powstał serial „Czysta krew”. Nie miałam okazji go oglądać i książek z krwiopijcami też nie czytałam (choć chciałam kiedyś upolować w biedronce, ale nie było pierwszego tomu więc darowałam sobie zakup entego z kolei, wiecie również, że wampiry lubię, choć ostatnio rzadko w te towarzystwo się literacko mieszam). Jak widać Charlaine Harris ma na swoim koncie również kryminały, poza Aurorą Teagarden jest jeszcze cykl z Lily Bard. Rzuciłam okiem na dorobek autorki i widziałam, że ma na swoim koncie naprawdę niezłą liczbę książek więc jest w czym wybierać.

„Prawdziwe morderstwa” to kryminał, który da się lubić. Nie należy do opasłych książek, nie ma nawet 300 stron, liczba bohaterów jest proporcjonalna do objętości, a narracja jest pierwszoosobowa, czyli za rękę prowadzi czytelnika oczywiście Aurora. No właśnie, jeśli chodzi o główną bohaterkę to trochę irytowało mnie jej zachowanie, nie chce wnikać w szczegóły, żeby nie psuć zabawy i zdradzić przypadkiem zbyt wiele. W skrócie chodzi mi o jej brak zdecydowania. Fabuła wciąga, akcja momentami potrafi trzymać w napięciu, choć mogłoby być więcej tego dreszczyku, który powinien towarzyszyć literaturze tego typu. Co do samej akcji to na brak trupów narzekać nie możemy, praktycznie mamy jedno morderstwo za drugim. Szkoda, że autorka nie rozwinęła bardziej fabuły, nie pozwoliła, żeby morderca bawił się bardziej w kotka i myszkę z bohaterami. Byłoby jeszcze lepiej, a tak czujemy pewien niedosyt. Nie zmienia to jednak faktu, że przy tej lekturze spędziłam miło czas i zamierzam upolować inne książki tej autorki, szczególnie jeśli chodzi o kryminały. Tym bardziej, ze ostatnio rzuciły mi się w oczy okładki pozostałych książek i już wiem, że miło byłoby je mieć wszystkie na swojej półce. Jak na wstęp do serii to „Prawdziwe morderstwa” mają się naprawdę dobrze, a nasza bohaterka ma duże pole do popisu w kolejnych częściach i może wcieli się bardziej w rolę detektywa w spódnicy.

4 komentarze:

  1. Brzmi bardzo interesująco. Zawsze unikałem tego nazwiska z uwagi na wampirze zakorzenienie w literaturze, które nieco mnie odpychało. Pozdrawiam, Paweł z http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście wampiry lubię, choć ostatnio dawno już nie czytałam nic w tym klimacie, ale książek autorki jeszcze nie czytałam. Ta jest pierwsza i raczej nie ostatnia z tej serii.

      Usuń
  2. Jak ja dawno nie czytałam tej serii!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)