piątek, 23 marca 2018

Alice i Oliver - Charles Bock


wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal
data wydania: 14 marca 2018
liczba stron: 384

„Zanim się odezwiesz, zapytaj siebie: czy to lepsze od milczenia?”

Moja dzisiejsza propozycja skierowana jest do osób, które lubią zagłębiać się w tematy niełatwe, a wręcz boleśnie życiowe. Podobno jest tak przejmująca jak love story, a do tego zachwyca prostotą graficzną okładki. Ostatnio usłyszałam, że nie powinnam czytać takich książek. Powinnam raczej wybierać książki, które są lekkie i przyjemne, a nie psuć sobie humor poważnymi historiami, gdzie bohaterowie zmagają się z poważną chorobą. Po co, skoro lepiej omijać taki temat szerokim łukiem, bo przecież choroba to wyrok. Serio? Do teraz na wspomnienie tej dyskusji, krew mi bulgocze w żyłach. Oczywiście, że mogę wybierać tylko te książki przy których pękam ze śmiechu, bądź jest tak słodko, że aż mnie może zemdlić. I czasem takie czytam – to fajna alternatywa do poprawy humoru i oderwania się od codzienności. Co do wyboru książek, to jest to mój świadomy wybór i przecież nikt nade mną z kijem nie stoi, a ja nie jestem masochistką, żeby sobie psuć humor na zawołanie. Poza tym choroba nie zawsze oznacza przegraną i nie ważne o jakiej chorobie tu mowa. Dlaczego więc czytam historie takie jak ta „Alice i Olivera”? Ponieważ mają swoją wartość, głębię przekazu i dają kopa. I nie, nie psują mi nastroju, mimo tego, że bywa naprawdę gorzko. Po prostu mimo wszystko je lubię. To nie pierwsza książka na mojej półce o podobnej tematyce, gdzie choroba jest tematem wiodącym. Zapewniam też, że nie ostatnia. Jedno tylko się zmieniło jeśli chodzi o odbiór przeze mnie tych książek – teraz po zetknięciu się z procedurami, badaniami, chemioterapią, szpitalami i ogromną ilością chorych, szczególnie dzieci, ich treść trafia do mnie bardziej świadomie niż te kilka lat temu, choć i wtedy miałam za sobą bolesne przeżycia z chorobami, które zmieniają życie moje i moich najbliższych.
Alice Culvert ma w sobie prawdziwą moc: jest pełna pasji, niezależna, bystra i prześliczna. Przyciąga uwagę wszędzie, gdzie tylko się pojawi, nawet w gwarnym Nowym Jorku lat 90. – i jest tym zachwycona. Żyje bardzo intensywnie – tym trudniej uwierzyć, kiedy poznaje lekarską diagnozę swego stanu... Tak pełna energii osoba nie może przecież po prostu zniknąć. Życie Alice i jej męża Olivera nagle sprowadza się do jednego: walki o przetrwanie. Para walczy z chorobą, stawiając również czoła meandrom systemu opieki zdrowotnej, dobrym intencjom bliskim i głębokiemu, niebezpiecznemu stresowi, który odpycha od siebie małżonków. 
Alice ma wszystko – tak może się wydawać – męża, elegancki loft, malutką córeczkę, przyjaciół… ma też raka. Zaczęło się od zwykłych przeziębień, a potem nagle świat, ten dobrze znany i bezpieczny nagle się zawalił, skurczył do rozmiarów szpitalnego łóżka, leków, wyników, kroplówek, chemii, bólu, strachu, niepewności i przeszczepu. Nagle z młodej intrygującej kobiety, która zakochana jest w swoim dziecku, z żony, stała się pacjentką walczącą z trudnym przeciwnikiem. Stała się cieniem samej siebie, medytującym, słuchającym nauk buddy. Wychowywanie córeczki nagle stało się epizodem, w którym czasami uczestniczyła, momentami, które kradła do serca, aby w trudach walki sobie je przypomnieć. Były łzy, ból, gniew bezsilność, ale także czułość, miłość, przyjaźń i nadzieja.

Akcja toczy się w latach ‘90, gdy przeszczep szpiku był bardziej nowością, która ratowała życie. Jednak był on równie niebezpieczną i nie dającą gwarancji metodą jak dziś. Zapewne dużo się zmieniło na tym polu, ale wtedy i dziś priorytetem był i jest zgodny dawca.

„Alice i Oliver” to opowieść zainspirowana wydarzeniami z życia autora, ale to także świadectwo siły i miłości. Miłości, która przechodzi poważną próbę czasu, choroby, zmęczenia, nerwów, nadwątlonego zaufania i obcowania z czającą się za rogiem śmiercią, która próbuje wedrzeć się w życie tych młodych ludzi. To niewątpliwie trudna książka, która nie do każdego trafi i nie wszystkich poniesie z nurtem. Jednak ci, którzy zaryzykują spotkanie z Alice i Oliverem będą światkami nie tylko wyniszczającej walki z białaczką, chemioterapiami, przeszczepem, ryzykiem i powikłaniami, ale będą mogli zobaczyć chęć do życia, nadzieję, przyjaźń oraz wspomnianą miłość. Jeśli wam za mało, to w zanadrzu jest jeszcze macierzyństwo, które odbija się w oczach chorej kobiety jak w zamglonym lustrze. Pragnie się ujrzeć czystość obrazu i chłonąć odbicie nieskazitelne, a jednak nie można. Do tego jest rysa, albo nawet pęknięcie, które się pogłębia. Historia opisana przez Charlesa Bocka momentami jest chaotyczna, przeskakujemy w czasie i trzeba się skupić. Autor mógł bardziej przejrzyście przedstawić swoją opowieść, ale myślę, że chwila skupienia nad wątkami czytelnikowi nie zaszkodzi.

Podsumowując: to książka o trudnej tematyce, każde słowo jest jak walka o przetrwanie, o życie, które chce bohaterce wyrwać białaczka. Jednak można zaliczyć ją do wartościowych i mądrze napisanych, a przy tym pozostających w pamięci na długo. Wracając jeszcze do tej rozmowy ze znajomym, którą przytoczyłam… On twierdzi, że książki tego typu powinny czytać osoby, które szukają porady, a inni czytelnicy powinni sobie odpuścić. Ja się z tym nie zgadzam. Takie książki dają kopa do życia. Przypominają, że codzienność choć szara i męcząca, to tylko mała nierówność na drodze naszej egzystencji, którą z łatwością pokonamy. Szczególnie patrząc na to jakie szczyty muszą zdobyć inni. Tak więc, nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do świata Alice i jej rodziny.

„Wierz mi, że puste dni rosną i rosną, aż stają się upiorne. U-pior-ne! Wiem wszystko o ciszy, która jest tak wielka, że nigdy się nie kończy. Przełyka się każdy pisk i trzask i chce się wrzeszczeć...”

Dziękuję wydawnictwu za możliwość przeczytania książki.

1 komentarz:

  1. Bardzo lubię takie trudne tematy poruszane w książkach, a fakt, że powieść jest inspirowana wydarzeniami z życia autora jeszcze bardziej mnie zachęca do jej czytania.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)