czwartek, 15 marca 2018

Mediatorka - Ewa Zdunek


wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: 4 kwietnia 2018
liczba stron: 400

„Praca mediatora uczy dystansu. Ciągła styczność z emocjami na najwyższym poziomie, agresją ze strony klientów [...]zderzenie z bezradnością oraz niedojrzałością wielu osób powoduje, że ci którzy dłużej wykonują ten zawód, nie są już tak podatni na wysyłane przez otoczenie impulsy. [...]Mediatorzy z czasem obojętnieją, a ich wewnętrzny spokój, mylony z cierpliwością, stanowi syndrom zawodowego wypalenia.”

Mediator to raczej mało znany zawód, oczywiście tu i tam słyszy się o przeprowadzonych mediacjach, albo możliwości jej przeprowadzenia, aby dojść do porozumienia w danej sprawie. Jednak, gdy zada nam ktoś pytanie o najbardziej popularne i znane zawody, to na naszej liście z pewnością się on nie pojawi. Już prędzej do głowy wpadnie nam negocjator niż mediator. Dlaczego? Dlatego, że mediator nie stoi w pierwszym szeregu tak jak sędziowie, prokuratorzy czy też adwokaci. Choć bywa i tak, ze mylony jest z „kolegami” z pierwszego rzędu. Jak każdy zawód ma swoje plusy i minusy i jak można się domyślać nie każdy się do tej pracy nadaje. Musi on mieć coś w sobie z psychologa, stratega i negocjatora. Czego w tej pracy nie może zabraknąć? Cierpliwości, bo ta wystawiana jest niejeden raz na ciężką próbę. A tak serio to ludzie często wywlekają wszystkie możliwe brudy przed taką osobą, bądź szukają pomocy (porady), albo zwyczajnie wygadają się jak przed barmanem, albo fryzjerem. O tym jak barwne jest życie mediatora, a konkretnie mediatorki opisuje w swojej książce Ewa Zdunek. Autorka z wykształcenia jest prawnikiem, jest również wykładowcą na Uniwersytecie im. kard. Stefana Wyszyńskiego. Ponadto jest zawodowym mediatorem i negocjatorem, a w 2011 roku otrzymała wyróżnienie Złota Mediana jako wyróżniający się mediator.
Marta Kołodziej jest mediatorką. Zawodowo zajmuje się rozwiązywaniem cudzych problemów. Tymczasem jej małżeństwo legło w gruzach, były mąż chce odebrać jej córki – Basię i Laurę, posuwając się do niegodziwych metod, matka sączy swój despotyzm niczym jad, a ojciec jest bujającym w chmurach wynalazcą. Na szczęście bohaterka może liczyć na pomoc zakompleksionej przyjaciółki Betki, kominiarza Zbigniewa, który nie ma szczęścia w miłości, oraz dosyć nieporadnego lekarza Roberta. Życie nieustannie Martę zaskakuje i nie jest tak proste jak godzenie zwaśnionych stron podczas mediacji.
Marta jest już po rozwodzie, jej małżeństwo poniosło klęskę, ale ona chce zacząć od nowa. Jest pewna, że jej życie wejdzie wreszcie na odpowiednie, spokojne tory. Wiadomo jak to w życiu jest, zawsze musi być jakieś „ale” w tych naszych idealnych planach. U Marty też nie mogło być inaczej… A wszystko zaczęło się od wyjścia do cukierni po tort… Od tamtej pory życie naszej bohaterki było coraz bardziej zwariowane, a zagadek i kłopotów przybywało. Wszystkie wydarzenia spowodowały lawinę refleksji nad sobą, swoim życiem i tym co jest tak naprawdę ważne. Jednak nadal nurtuje ją to dlaczego matka zachowuje się tak jakby jej nienawidziła? Skąd chłód? Skąd wrogość? Nasza bohaterka będzie musiała zmierzyć się z ogromnym stresem, podejrzanymi typami, wynająć detektywa i ruszyć w podróż za granicę, która nadałaby się do filmu z wątkiem sensacyjnym. Oczywiście w międzyczasie musi „godzić” skłóconych ludzi, a przynajmniej pomóc im dojść do jakiegoś kompromisu. W tej historii dzieje się sporo, więc raczej na nudę narzekać nie można.


„A może szczęście to rzadki skarb, który zdobyć mogą i potrafią tylko nieliczni, obdarzeni nadzwyczajnymi umiejętnościami? […] A może ze szczęściem jest tak, że należy go długo i wytrwale szukać, wciąż zmieniając otoczenie, ludzi wokół siebie, świat? Ale jak znaleźć szczęście? To jak opisywać światło temu, kto całe życie spędził w ciemnościach.”

„Mediatorka” to nie jest zwykła opowieść, to po prostu życie w różnych odcieniach. To książka o problemach, a te raczej nikomu z nas obce nie są. Dzięki Marcie Kołodziej, głównej bohaterce, jej przyjaciołom i opowiedzianych przez nią spraw, którymi się zajmowała mamy w pigułce całą esencję ludzkiej egzystencji. Ta pigułka najpierw ma słodkawy posmak, który wywołuje uśmiech na ustach i pozwala się delektować poczuciem humoru, którego zakosztujecie już od samego początku. Ja czytałam i się śmiałam, a mąż patrzył na mnie jak na wariatkę. Po prostu pewne sceny (szczególnie Zbyszkowe) wywoływały we mnie rechot do łez. Od słodkości przechodzimy do cierpkości, która szczypie w język i przypomina, że nie zawsze jest różowo. Kolejnym etapem jest goryczka, która ujawni się wraz z ludzkim obliczem, obojętnością, wrogością, nienawiścią, pazernością i chęcią zniszczenia drugiego człowieka. Podczas lektury nagle do głowy przychodzą refleksje, chwila otrzeźwienia na to co w życiu ważne i jak łatwo wszystko można zepsuć. Autorka w sposób obrazowy pokazuje relacje łączące ludzi, to jak traktują siebie, swoje dzieci, rodziców, teściów. To jakich tajemnic, konfliktów, a nawet zbrodni dochodzi w zwyczajnej rodzinie. Trochę zwariowana i dynamiczna historia o pechu w miłości, problemach, przed którymi musimy stanąć, sile, którą musimy w sobie odnaleźć, kompromisach, na które warto czasem pójść oraz o chciwości i głupocie ludzkiej. Mnie perypetie życiowe Marty i jej znajomych po prostu wciągnęły od początku. Nie żałuję, że skusiłam się na przeczytanie tej książki i będę z niecierpliwością czekać na ciąg dalszy, tym bardziej, że zakończenie jest otwarte, a czytelnik nie dostaje upragnionej, brakującej odpowiedzi co też znajduje się w tym tajemniczym liście.

Podsumowując: książkę warto przeczytać, choćby po to, aby bliżej poznać zawód mediatora. Myślę jednak, że gdy zaczniecie ją czytać to popłyniecie z nurtem tej historii tak jak ja. Znajdziecie w niej o wiele więcej niż tylko tajniki pracy mediatora, a szczególnie przyjemność z lektury i chwile refleksji… i śmiech oczywiście.

Dziękuję wydawnictwu za możliwość przeczytania książki

6 komentarzy:

  1. Zawód mediatora nie jest mi zbytnio znany, więc może się skuszę na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesujący temat, o którym mało co jest w książkach. Z miłą chęcią przeczytam, jeśli spotkam ją w bibliotece. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie przeczytam, kiedy książka tylko się pojawi ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo chętnie przeczytam, zawód mediatora zawsze mi się podobał, chociaż musi być szalenie trudny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję, Ewa Zdunek

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)