czwartek, 19 kwietnia 2018

Tryjon - Melissa Darwood


wydawnictwo: Sine Qua Non
liczba stron: 304
data wydania: 18 kwietnia 2018

„Nie sztuką jest uciekać od emocji, sztuką jest umieć je przeżywać.” 

Emocje można przeżywać i można również o nich pisać. Robi to świetnie Melissa Darwood, co udowodniła mi już kilkakrotnie pisząc swoje niesamowite książki. Moja przygoda z jej twórczością zaczęła się od „Laristy” i to dobrych kilka lat temu, to książka, do której mam sentyment. Później pojawiło się „Pryncypium”, które jest w moim sercu do dziś. Nie jest mi obce również „Luonto”, a teraz naszedł czas na „Tryjon”, który jest świeżo po premierze.
Jak udowodnić swoją niewinność, kiedy nie pamiętasz ostatnich pięciu lat? Nic nie ochroni nas przed bólem wspomnień. Sami musimy się z nim uporać. Mila jest inna niż wszyscy. Często traci świadomość, przebywa w jednym miejscu, by po kilku godzinach znaleźć się w zupełnie innym. Pewnego dnia budzi się w zaświatach, zwanych Tryjonem. Dowiaduje się, że nie żyje, a przed śmiercią dopuściła się zbrodni. Czy zdoła dowieść swojej niewinności? Czy kiedykolwiek jest za późno na miłość? I najważniejsze – co skrywa Tryjon? Wciągająca historia o życiu po śmierci i poszukiwaniu własnej tożsamości.
  „[…] śmierć to część życia, przypomina oddech, tylko że bardzo długi.”

„Tryjon” to jedna wielka emocja i tak podsumowałabym najnowszą książkę autorki. Tak naprawdę to różnymi odcieniami zmieszanymi w jedno, co pozwala czerpać z książki pełnymi garściami. Emocje to taki rollercoaster, dają kopa, wzbogacają nas jako ludzi, a dzięki nim nie jesteśmy jedynie skórą, kośćmi i czymś co przypomina żywego robota, albo trupa, co kto woli. Można je też porównać do dzikiego konia, wiadomo mustangi zachwycają, ale są dzikie i nieprzewidywalne. To co w nas siedzi tak naprawdę urzeka, ale bywa nieokiełznane, a nie wszystkim udaje się nad tym zapanować ot tak z łatwością. Osobą, która sobie z nimi nie radzi jest Mila, dziewczyna, która nagle znika, a na jej miejscu, choć w tym samym ciele pojawia się ktoś inny. Sprawa komplikuje się o tyle, że takich osobowości jest zdecydowanie więcej. To zaprowadziło naszą bohaterkę do Tryjonu, miejsca, do którego trafiasz po śmierci. I tu zaczyna się cała zabawa dla wyobraźni czytelnika.

Dziewczyna musi udowodnić swoją niewinność, musi również wyruszyć w podróż po nieznanej krainie i to nie sama. Pozna różne odcienie miejsca, do którego trafiła, ale dowie się także sporo o sobie samej. Historia wymyślona przez Melissę pokazuje czym są albo czym mogą być emocje, które w nas drzemią. Pokazuje jak ważna jest wewnętrzna harmonia i akceptacja wszystkich swoich osobowości, bo tak naprawdę nikt z nas nie jest przejrzysty. Nasza prawdziwa tożsamość składa się z różnych elementów, które mogłyby nosić swoje własne imiona. Autorka sprawnie rozkłada je na czynniki pierwsze. Mimo, że gatunek, który reprezentuje można włożyć między bajki, to pokazuje jak cenne i zarazem trudne jest nasze życie. Musimy podejmować wybory i czerpać lekcje z każdej wędrówki. Ta książka to skarbnica cytatów!

„Gdy dostrzegasz w oddali cel wędrówki, droga staje się lżejsza, czas mknie jak błyskawica.”

Melissa Darwood kolejny raz udowodniła moc swojej wyobraźni, siłę swojego pióra, którym tworzy coraz to lepsze historie. Nie ściemniam. Jestem z nią od początku i naprawdę widzę różnicę. Jej opowieści są odważniejsze, bardziej barwne, dynamiczne i jeszcze bardziej pobudzające wyobraźnię. Świat, który stworzyła tym razem, w mojej pamięci utworzył surrealistyczny obraz, który jest ni to koszmarem, ni to niezłą fantastyką z dobrymi portretami psychologicznymi. Bohaterowie nie należą do nudnych osobników, którzy mogli się wam już znudzić, nie są idealne, mają swoje za uszami, a na rękach krew. Chcecie miłosnych uniesień, dobrych wątków nadprzyrodzonych, fantastyki, ciekawej fabuły, która nie wlecze się w ślimaczym tempie? To sięgajcie po „Tryjon” Ja nie nudziłam się ani przez chwilę. Akcja rozkręca się z każdą stroną, lekki styl autorki pozwala cieszyć się tą wciągającą historią bez jakichkolwiek problemów. No i jeszcze okładka… Ta to dopiero cieszy oko!

„To, co się dzieje teraz jest jedynie chwilą, sumą oddechów, które przeminą, tak jak życie. To, co nas spotyka, nie jest czarne ani białe. Kolorów jest nieskończenie wiele, tak jak odcieni szarości. Trzeba tylko potrafić je dostrzec.”

6 komentarzy:

  1. Świetna książka. Jestem bardzo zadowolona z tej lektury.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo ciekawa tej historii :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie czytam <3 I jest dobrze, a nawet bardzo, bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, slyszałam, że jest szał na tę ksiązkę. Rzeczywiście musi być dobra. :D
    pozdrawiam,
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię autorkę. Mam nadzieję, że uda mi się szybko sięgnąć po ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafia na moją listę do przeczytania !

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)