wtorek, 5 czerwca 2018

Kiedy odszedłeś - Jojo Moyes


cykl: Lou Clark (tom 2) 
wydawnictwo: Znak Literanova
data wydania: 6 czerwca 2016
liczba stron: 496

„Trzeba żyć. Angażować się we wszystko i starać się nie myśleć o siniakach.”

Muszę przyznać, że Jojo Moyes ma talent do trafnych cytatów, na które warto zwrócić uwagę. Ten powyższy idealnie pokazuje jak powinno się żyć, jak z tego życia czerpać to co nam oferuje, bo przecież nigdy nie wiadomo co nas jutro może spotkać. Jednak nie wszystkim to przychodzi tak łatwo jak brzmi to w teorii, szczególnie po traumatycznych przeżyciach, takich choćby jak śmierć bliskiej nam osoby. Autorka idealnie obrazuje to w swojej kolejnej powieści „Kiedy odszedłeś”.
Nie myśl o mnie za często… Po prostu żyj dobrze. Po prostu żyj. Tyle że Lou nie ma pojęcia, jak to zrobić. I trudno jej się dziwić.
Jojo Moyes podbiła serca czytelników powieścią „Zanim się pojawiłeś” i przyznaje od razu, że moje serce ta powieść również skradła. Czytałam ją kilka lat temu i do dziś pamiętam z jaką łapczywością pochłaniałam kolejne strony by na końcu zużyć paczkę chusteczek (recenzje znajdziecie tutaj). Autorka niewątpliwie ma dar do snucia wciągających historii, które zapadają w pamięci o czym przekonałam się również podczas lektury „Razem będzie lepiej” (recenzja tutaj). Nie tylko ja cenię sobie lekkie pióro autorki, humor, barwne postacie czy też wciągające losy bohaterów, co zresztą widać po ilości sprzedawanych książek i liczbie fanów, która stale się powiększa.

„Znacznie łatwiej jest tkwić w swojej dołującej robocie i na nią narzekać. Znacznie łatwiej jest nie ruszać się z miejsca, nic nie ryzykować i zachowywać się tak, jakbyś nie mogła nic poradzić na to, co ci się przydarza. […] Twoje życie jest w twoich rękach, Lou. A ty zachowujesz się tak, jakbyś wiecznie zmagała się z wydarzeniami, na które nie masz żadnego wpływu.”

„Kiedy odszedłeś” to opowieść o dziewczynie, która próbuje pozbierać się po śmierci ukochanego. Co samo w sobie nie jest łatwe, a obietnica, którą mu złożyła dodatkowo ciąży na jej barkach. Jej życie przypomina wegetacje, w środku czuje pustkę, a codzienność przestała mieć jakiekolwiek jaskrawe barwy. Spokojnie można porównać ją do larwy, która musi przejść wreszcie proces przepoczwarczenia, aby mogła żyć jak dawniej, a może i lepiej. To historia o zmianach, nowych początkach i żałobie, którą w końcu za sobą zostawiamy by iść dalej przez życie. Tak naprawdę to opowieść o Lou, która towarzyszyła Willowi do ostatniego oddechu. Dziewczynie, która boi się zaangażować. Zrobić prawdziwy krok nie myśląc o siniakach. Jednak los sprowadza na jej dach pewną dziewczynę, która wywróci wszystko do góry nogami. Pojawia się z przytupem co nasza bohaterka poczuje w kościach i to dosłownie. To jest pierwszy impuls, który sprawi, że w jej życiu coś się zacznie się dziać. Nie będzie może lekko i wiele decyzji będzie musiała podjąć, jednak zawalczy o życie i jak zwykle będzie chciała kogoś „ocalić”

„Zanim się pojawiłeś” to książka, która mnie znokautowała, to jedna z lepszych książek jakie miałam okazje czytać. Poruszała temat tabu, który wywołuje kontrowersje i towarzyszy mu cała paleta emocji. Autorka stworzyła opowieść, która sama w sobie była jedną wielką emocją oraz trzymała w napięciu i pochłaniała z każdą kolejną stroną. Byłam pewna, że kontynuacja losów Lou znajdzie się na mojej półce i znalazła zaraz po premierze. Tylko nie mogłam się przełamać, żeby zacząć czytać. To trochę przez opinie innych czytelników, którzy twierdzili, że ta część nie jest tak dobra jak poprzednia. Tak więc, postanowiłam do niej dojrzeć i tak sobie czekała do teraz. Zaraz w księgarniach pojawi się już trzecia powieść z udziałem Lou i nadszedł, czas aby nadrobić zaległości. Zaległości nadrobione, ale powiem wam, że męczyłam się dość mocno przy czytaniu tej książki. Autorka nadal ma swój styl, ale czytanie szło mi opornie, nad fabuła unosiły się ciężkie ołowiane chmury, które przytłaczały nie tylko główną bohaterkę, ale i mnie. Lou walczyła z żałobą, ja walczyłam ze sobą, żeby tę książką w ogóle skończyć. Akcja była powolna, można powiedzieć, że za dużo to się nie działo, a już na pewno przez ¾ książki, na szczęście później było już ciekawiej i przyjemniej. Być może czytelnik miał odczuć jak czuje się Lou, jednak utrudniało to czytanie. Nie zmienia to jednak faktu, że książka ma ważne przesłanie, pokazuje, że warto otworzyć się na nowe doświadczenia, na to co przynosi los i iść na przód. Czytelnik jest świadkiem przemiany głównej bohaterki, a także innych postaci, które również borykają się ze stratą kogoś bliskiego. Właśnie zabieram się za trzecią część „Moje serce w dwóch światach” i mam nadzieję, że tutaj nie spotkają mnie czytelnicze tortury i całość połknę o wiele szybciej.

5 komentarzy:

  1. Mnie z kolei "Zanim się pojawiłeś" nie zachwyciło, a wręcz przeciwnie, dlatego po "Kiedy odszedłeś" nie będę sięgać. Za to pokochałam "Dziewczyna, którą kochałeś" Moyes. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę w końcu nadrobić tę książkę, skoro pojawiła się (chyba już albo zaraz) trzecia część. Te, jak to nazywasz, "ołowiane chmury" trochę mnie demotywują, zwłaszcza w tak cudowną pogodę jak ostatnio i nadchodzące wakacje, ale myślę, że jak najdzie mnie ochota na coś trochę smutniejszego, to padnie na "Kiedy odszedłeś". ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię jak w książce nic się nie dzieje i jest monotonnie. "Zanim się pojawiłeś" czytałam i podobała mi się ta książka, ale do kontynuacji chyba też muszę dojrzeć. Obawiam się tego, że kolejny tom zburzy moje zdanie o pierwszej części. Jednak już mam ją na półce, więc myślę, że za jakiś czas ją przeczytam. Szczególnie że mam zamiar wyczytywać książki z półki :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam tą książkę :D w 3 wieczory ją przeczytałam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Książki Moyes są pozycjami, po które z całą pewnością warto sięgnąć. "Zanim się pojawiłeś" nie bez powodu skradło serca tak wielkiej liczbie czytelniczek, a "Kiedy odszedłeś" jest powieścią dość melancholijną i smutną, jednak chyba tak właśnie wyobraziła sobie ją autorka. "Moje serce w dwóch światach" wprowadza jednak spory powiew świeżości, więc czekamy z niecierpliwością na Twoją recenzję! :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)