piątek, 27 lipca 2018

Zawsze będziemy mieli Paryż - Emma Beddington


wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: 23 maja 2018
liczba stron: 320

Po długiej przerwie wracam do was z recenzją książki, którą podobno powinien przeczytać każdy, kto jest zafascynowany stolicą Francji. Czyli jeśli jesteś mój drogi czytelniku w tym gronie to wiedz, że to podobno książka dla ciebie. To też książka, którą powinnam przeczytać i ja…bo Paryż to jedno z marzeń na mojej liście.
Gdy w bibliotece kwakierskiej szkoły z tradycjami na regale pojawia się francuskie Elle, życie Emmy zmienia się raz na zawsze. Choć umiłowanie przyjemności, które głosi się na łamach tego magazynu, nie jest czymś, co pochwaliliby ojcowie założyciele kwakryzmu, dziewczyna już wie, że tak właśnie chce żyć. Pragnie zostać Francuzką. W Paryżu swoich marzeń siedzi z pieskiem przed Cafe Flore samotna, wolna i szykowna. W rzeczywistości sprowadza się do miasta zakochanych po śmierci matki ze swoim francuskim partnerem i dwójką dzieci. Jest zaniedbana (przynajmniej w porównaniu z Francuzkami), nieszczęśliwa i o wiele mniej francuska, niż zawsze się jej wydawało. Emma powoli zdaje sobie sprawę, że to, czego szukała całe życie, to niekoniecznie eleganckie mieszkanie we francuskiej stolicy mody, lecz prawdziwy, ciepły dom.
„Zawsze będziemy mieli Paryż” to opowieść o marzeniu z czasów dzieciństwa, o fascynacji nieznanym, aczkolwiek kuszącym i odważnym. To poszukiwanie swojej tożsamości i miejsca na świecie. A tak konkretnie to meandry życia pewnej kobiety, która musiała pokonać w swoim życiu niejeden zakręt, spalić most, by wreszcie znaleźć szczęście i przejrzeć na oczy. To słodko – gorzka autobiograficzna opowieść o żałobie, miłości do Paryża, rodziny, o tęsknocie za tym co minęło, za domem, za językiem, za prawdziwą sobą. To historia matki, zmęczonej, nieprzystosowanej, przerażonej i zmagającej się z podjęciem najtrudniejszej decyzji w życiu.

Emma Beddington napisała książkę z którą można się zaprzyjaźnić, ale ta przyjaźń nie zawsze jest łatwa i przyjemna. Potrzeba czasu, aby ją docenić, zrozumieć i pozwolić by losy głównej bohaterki nas wciągnęły. Jak to w życiu bywa nie każdemu ta przyjaźń jest pisana. Opowieść Emmy nie należy do cukierkowych, bywa cierpko, a osłodą dla duszy są słodkości o których wspomina, a które pobudzają kubki smakowe czytelnika. Niestety nie jest to książka, która od samego początku powala na kolana, nad którą można piać z zachwytu i w ciemno polecać. Nie, to nie jest książka dla każdego. Mnie samą początek tak denerwował, a wręcz zniechęcał do dalszego czytania, że byłam bliska rzucenia jej w kąt. Jednak w pewnym momencie nadszedł przełom, coś drgnęło i czytanie nie było już męczarnią. Choć na samą myśl o początku i tych rozważaniach literackich bądź filmowych dostaję mdłości.

To brutalnie szczera, odważna i zarazem ciepła opowieść, która potrafi pobudzić do refleksji. To taki „przewodnik” po mieście miłości, który nie idealizuje go, a pokazuje jego dwa oblicza. Co więc z tym Paryżem? Autorka pokazała go na różne sposoby, być może trafiła w swoje wymarzone miejsce w niewłaściwym momencie, a jej ponowne spotkanie z miastem miłości choć wypadło w lepszym świetle nie zamazało pierwszego wrażenia. Myślę, że najlepiej przekonać się na własnej skórze czy jego urok na nas działa czy też jest przereklamowany. Co do książki… jeśli nie lubicie tego typu książek, które mimo trudności zaskakują i mogą zaoferować to i owo to nawet po nią nie sięgajcie. Zwyczajnie szkoda waszego czasu...

Dziękuję wydawnictwu za możliwość przeczytania książki