sobota, 17 listopada 2018

Olga Rudnicka - wywiad

źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/olgarudnicka/
Lubicie czytać książki Olgi Rudnickiej? Ja uwielbiam i wręcz je pochłaniam, kiedy tylko w moje ręce trafia jej kolejna powieść, a gdy nadarzyła się okazja na zadanie jej kilku pytań to grzechem było z tego nie skorzystać. Najpierw miałam przyjemność uczestniczyć w bardzo ciekawym spotkaniu autorskim z Olgą Rudnicką w moim rodzinnym mieście (jak również samej pisarki), a następnie w mojej głowie zaświtał pomysł na przeprowadzenie wywiadu. Jeżeli jeszcze nigdy nie byliście na takim spotkaniu, a nadarzy Wam się taka okazja to gorąco polecam. W towarzystwie Olgi Rudnickiej nie sposób się nudzić i nawet nie wiadomo, kiedy zlatuje ta godzinka lub dwie :) 

Zapraszam do przeczytania wywiadu:
Załóżmy, że jest ktoś, kto nie kojarzy jeszcze Olgi Rudnickiej, jak w 3 zdaniach przedstawiłabyś siebie?

Hej, jestem Olga. Obawiam się, że dokładnie tak się przedstawiam, bo chociaż moje książki od dziesięciu lat są na półkach księgarni, nadal głupio mi przedstawiać się jako autorka powieści. Sama nie wiem z czego to wynika. Wydaje mi się, że przez te lata wyzbyłam się nieśmiałości, ale chyba gdzieś coś tam nadal tkwi.

Na swoim koncie masz już sporo wydanych książek. Dopadł Cię kiedyś kryzys twórczy?

Oczywiście, że tak. Dzieje się tak przy każdej książce, gdy gapię się w pusty monitor albo w jedno zdanie i nie mogę rozpocząć kolejnego. Mam takie chwile, gdy w głowie próżnia. Albo jeszcze gorzej – tyle zdań tłoczy się jednocześnie, że nie mogę uchwycić nic sensownego. Na szczęście im więcej stron tym akcja sama się toczy a bohaterowie zaczynają podejmować własne decyzje.

W jaki sposób powstają Twoje książki? Masz jakiś gotowy zarys fabuły przed rozpoczęciem pracy nad książką, czy fabuła rodzi się dopiero w trakcie pisania kolejnych stron?

Tak i tak. Mam konspekt. Na początku. Rzecz w tym, że kiedy kończę powieść to mój konspekt często nijak się ma do tego co powstało. Gdzieś po drodze stworzeni bohaterowie żyją swoim życiem i często jest tak, że to co na początku wydawało się sensowne, kilkadziesiąt stron później nie ma racji bytu, bo wiem, że ta osoba by tego nie powiedziała, nie zrobiła. Często wpadam na pomysł w trakcie i zmieniam cały początek. Przy ostatniej książce „Byle do przodu” po drodze wymyśliłam Matyldę, która zostanie bohaterką cyklu i nie dość, że tuż przed terminem zmieniałam niemal połowę tekstu, to jeszcze miałam pomysł na dwa różne zakończenia i skończyło się tak, że nadpisywałam końcówkę, gdy redaktor już opracowywał

Który etap pracy nad książką jest dla Ciebie najtrudniejszy?

Początek. Problemem nie jest pomysł. Zawsze jakiś mam i oby tak pozostało. początek jest dla mnie trudny, bo dopiero buduję postacie, zmuszam je do działań i mam wrażenie, że wpycham kamień pod górę. Dopiero po kilkudziesięciu stronach, gdy akcja nabiera tempa, ten kamień zaczyna toczyć się w dół a ja tylko staram się za nim nadążyć.

Do której swojej książki masz największy sentyment, a pisanie, której sprawiło Ci najwięcej trudności i problemów?

Największy sentyment mam rzecz jasna do moich Natalii i paradoksalnie to one sprawiły mi też najwięcej trudności. O ile pierwszą część „Natalii 5” pisało mi się wspaniale i pokochałam moje bohaterki, to w części trzeciej „Do trzech razy Natalie” nadal je kochałam, ale nie miałam tego poczucia lekkości pióra - choć podczas pracy korzystam z laptopa, nie z gęsiego pióra :) To chyba nie do końca był ich czas.


Kolacja w eleganckiej restauracji z Poirotem, czy wieczór przy kominku na Baker Street z Sherlockiem Holmesem? Którą opcję wybierasz? A może jest całkiem inny detektyw, z którym chciałabyś spędzić wieczór?

Ojej, Poirot nie przeżyłby takiego szałaputa jak ja. Na pewno coś by mi upadło, zachlapałabym się zupą i chlapnęła jęzorem coś niestosownego. Holmes byłby ciekawą opcją, bo może zostałabym jego Watsonem na krótką chwilkę :)

W Twoich książkach przewinęło się już sporo bohaterek i bohaterów. Z kim umówiłabyś się na wypad do kina, a kogo nie chciałabyś spotkać na swojej drodze?

Natalie pewnie nie dałyby mi spokojnie obejrzeć filmu :) może z Emilią Przecinek z „Granat poproszę” i „Życie na wynos”. Bardzo zapadła mi w serce i mam nadzieję, że wpadnie mi jeszcze do głowy coś co pozwoli jej zaistnieć na kartach książki po raz trzeci. Kogo nie chciałabym spotkać? Hm… Może Dagmara Różyka z „Diabli nadali”. Jeszcze zakręciłby mi w głowie, sprowadził na manowce, a mój biedny Miś? Nie, od takich mężczyzn jak Dagmar najlepiej trzymać się z daleka :)

Na spotkaniach autorskich wydajesz się niezwykle pogodną i uśmiechniętą osobą, a czy jest coś, co wyprowadza Cię od razu z równowagi?

Tak, laptop, który odmawia posłuszeństwa. Faceebook, który wprowadza wciąż jakieś zmiany i informuje mnie, że czegoś nie mogę udostępnić, bo niby coś promuję. Wywiady z kamerą, bo to święcące światełko wywołuje u mnie traumę. I ludzie, którzy znęcają się nad dziećmi i zwierzętami – tych właściwie powinnam wymienić na pierwszym miejscu. I skręt w lewo w jednym takim miejscu, gdzie nie ma świateł i zawsze, gdy jadę tamtą trasą zastanawiam się ile jeszcze krzyży musi przybyć w tamtym miejscu nim stanie się bezpieczne.

Pamiętasz jeszcze swoją reakcję, kiedy ujrzałaś swoją debiutancką książkę w księgarni?

Tak, czułam się zażenowana, że jeszcze ktoś mnie rozpozna i chciałam uciec :) wtedy byłam strasznie zakompleksiona i przerażona tym co się dzieje. Teraz nadal odczuwam silny stres podczas wywiadów, gdy towarzyszy mi kamera – zdecydowanie nie mam parcia na szkło. Kompleksy jakoś mniej wychylają się na światło dzienne. Za to doskonale pamiętam moją reakcję, gdy zobaczyłam okładkę, którą wydawca przesłał mi e-mailowo. Wtedy do mnie dotarło, że to naprawdę się dzieje. Moja książka zostanie wydana! Pomimo rozmowy w wydawnictwie, podpisanej umowy, to wszystko wydawało mi się takie nierealne.

Wiem, że jedną z Twoich pasji jest jazda konno. Jak zaczęła się Twoja miłość do koni? W ogóle, co było u Ciebie pierwsze? Książki, czy konie?

Konie. Już jako dziecko bawiłam się figurkami zwierząt, kucyki z serii My Little Pony miały honorowe miejsce na półce, uczestniczyły we wszystkich wymyślanych przeze mnie przygodach, a czytać nauczyłam się później :) pamiętam natomiast, że już jako mała dziewczynka uwielbiałam zapach konia i nadal tak jest. Uwielbiam to poczucie wolności, gdy galopuję przez łąki. Moją ulubioną formą spędzania czasu są również rajdy konne. Kilkudniowy rajd po Bieszczadach czy Górach Izerskich to coś niepowtarzalnego . W przyszłym roku spełnię swoje marzenie – rajd konny po Gruzji.

źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/olgarudnicka/
Pewnego dnia w Twoje ręce trafia złota rybka. Nietypowo spełni tylko jedno życzenie. Czego byś sobie życzyła?

Mam wrażenie, że dostałam od życia więcej niż marzyłam. Robię to co kocham. Jestem w związku, którego życzyłabym każdej kobiecie. Realizuję moje pasje. Wstyd by mi było jeszcze czegoś żądać. Doceniam to co mam i cieszę się każdą chwilą. Chętnie oddałabym moje życzenie potrzebującym.. Albo nie, życzyłabym sobie, byśmy mieli w sobie więcej empatii. Może to zapobiegłoby tym wszystkim przykrym rzeczom, które dzieją się wokół.

Bardzo dziękuję za odpowiedzi na pytania :)

Przypominam również, że całkiem niedawno premierę miała najnowsza powieść O. Rudnickiej "Byle do przodu". Ja podczas jej czytania bawiłam się wyśmienicie i szczerze polecam ją każdemu, a moją recenzję znajdziecie TUTAJ.

4 komentarze:

  1. Nie znam jeszcze twórczości tej autorki, ale wywiad zachęcił mnie do tego, by nadrobić zaległości. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam książki Olgi Rudnickiej i gorąco polecam 😉

      Usuń
  2. Muszę sięgnąć po książki Rudnickiej, jestem bardzo ciekawa jej twórczości, wszyscy ją zachwalają ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)