środa, 12 lutego 2020

Syn pszczelarza - Kelly Irvin


cykl: W krainie amiszów (tom 1)
data wydania: 2020-01-21
liczba stron: 376
wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Była propozycja dla najmłodszych, to teraz przyszedł czas na coś dla miłośniczek literatury obyczajowej i romansu. Rzadko się zdarza, że zarywam noce dla książek (kiedyś – zanim zostałam mamą- zdarzało się to zdecydowanie częściej), ale dla książki Kelly Irvin zrobiłam wyjątek. Prawdę mówiąc, nie mogło być inaczej. „Syn pszczelarza” sprawił mi sporo czytelniczej frajdy i przeniósł w czasie do nastoletnich miłości, które mają w sobie sporo nieśmiałości, delikatności i zawirowań emocjonalnych. To miła odmiana, bo ostatnimi czasy wybierałam raczej kryminały i tym podobne, a tu proszę, trafiłam na idealną lekturę do poduszki, która odpręży po całym dniu przepełnionym obowiązkami.

Kiedy Debora Lantz przyjeżdża wraz z rodzeństwem i matką do południowego Teksasu, spodziewa się tam zastać krainę obfitości i oazę zieleni. Rzeczywistość jednak przedstawia się nieco inaczej, a maleńka gmina amiszów, do której dołączyła rodzina Debory, boryka się z trudnościami i ledwo wiąże koniec z końcem. Debora tęskni za domem i zielonym Tennessee, lecz nade wszystko pragnie szczęścia matki, wdowy z piątką dzieci, która przyjechała tu poślubić Stephena, adoratora sprzed lat. Teksas napawa Deborę wstrętem; nie może pojąć, po co Bóg miałby stworzyć miejsce tak ohydne, pełne dziwnych zwierząt oraz roślinności, która ledwie odrosła od ziemi. Poznaje Fineasza Kinga, syna miejscowego pszczelarza, okaleczonego w dzieciństwie w wyniku wypadku, w którym zginęła jego matka. Ta dwójka dojmująco samotnych młodych ludzi ku własnemu zdumieniu odkrywa, że wiele ich łączy…
Główną bohaterką jest Debora, młoda dziewczyna, której świat przewrócił się do góry nogami. Najpierw przedwczesna śmierć ojca, później przeprowadzka daleko od rodzinnego domu, a tym samym pozostawienie wszystkiego, co znane i bezpieczne. Tam miała swój dom, przyjaciółkę i chłopaka, z którym wiązała swoją przyszłość. W nowym miejscu nie ma tak naprawdę nic, prócz rodziny, u której muszą mieszkać kątem. Brakuje tu nawet zieleni, a upał jest nieznośny. Jednak na jej drodze już pierwszego dnia staje Fineasz, chłopak okaleczony i nie tylko ze szpetnymi bliznami na twarzy, ale również w sercu. Stroni od ludzi i nie wierzy w to, że kiedyś spotka miłość. W oczach innych ludzi widzi tylko litość. Ona samotna w nowym miejscu, on samotny wśród swoich. Tych dwoje coś do siebie ciągnie. Relacja tych dwoje przypomina taniec, dwa kroki w przód i jeden w tył, można powiedzieć, że balansują na krawędzi własnego przeznaczenia. Jednak w tle rozgrywa się jeszcze jedno uczucie, o którym nie będę wspominać, żeby nie popsuć wam frajdy z czytania.

„Syn pszczelarza” to opowieść o miłości, która rodzi się powoli i niespodziewanie na przekór przeciwnościom losu. Nie zabraknie w niej różnorakich rozterek, delikatności i subtelności, a do tego mamy okazję bliżej przyjrzeć się życiu amiszów. Lektura sama w sobie jest lekka i przyjemna, a z bohaterami można się zżyć i czekać z zapartym tchem na rozwój wydarzeń. Czyta się ją wręcz ekspresowo, chłonie klimat spokoju, życia w zgodzie z naturą, w prostocie i według nakazu ze spisu Ordnung. To idealna, nieprzekombinowana powieść, która poniesie was z nurtem nieśmiałej miłości, obaw i powinności. To rozpalone nadzieje i strach przed odrzuceniem. To obawa przed tym, co przyniesie przyszłość i czy aby na pewno podjęto słuszne decyzje. Dla mnie idealna prawie w każdym calu, mogę doczepić się tylko do końcowej sensacyjnej akcji, która wydała mi się trochę okrojona i jakby za mało trzymająca w napięciu, jednak poza tym to super opowieść, która kontrastuje z pędem życia codziennego, jakie znamy. To ciepła, opowieść o akceptacji i tradycji, która rozpaliła we mnie iskrę tego czystego romantyzmu, pozbawionego wszechobecnego ostatnio erotyzmu. Cieszę się jeszcze bardziej, bo to pierwszy tom z cyklu: W krainie amiszów, a premiera drugiego już niebawem.

Podsumowując: Kelly Irvin odwaliła kawał dobrej roboty tworząc, niebanalną opowieść, która tworzy pozory powieści niczym z innej epoki. Przybliża czytelnikowi kulturę amiszów, jednak nie robi tego nachalnie, skupia się bardziej na bohaterach i ich emocjach. W swojej książce pokazuje również, że warto doceniać prostotę, naturę i prawdziwą bliskość z drugim człowiekiem. Co w dzisiejszym świecie kuleje. To naprawdę urocza historia napisana prostym językiem, przy której można się zrelaksować. Polecam!

2 komentarze:

  1. Nie miałam jeszcze okazji czytać książki o podobnej tematyce, więc ta bardzo mnie ciekawi. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo kusi mnie ta tematyka :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz po sobie jakiś ślad :-) Daje to wiele radości, gdy po przeczytaniu książki i wstawieniu swojej opinii na jej temat ujrzę pod nią jakiś komentarz :-)